bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Posts Tagged ‘więziennictwo’

Dosyć tego, do cholery! – Rozmowa z prof. Moniką Płatek, prawniczką i kryminolożką z Uniwersytetu Warszawskiego

Monday, February 24th, 2014

Wywiad ukazał się w Gazecie Jarocińskiej.

platek

Karol Górski: Politycy prześcigają się w szukaniu rozwiązań, ale to najczęściej ogranicza się do zaostrzania kar. Premier proponuje teraz za jazdę pod wpływem alkoholu m.in. odbieranie prawa jazdy na co najmniej trzy lata, co najmniej 5 tys. zł grzywny i więzienie bez zawieszenia za recydywę. 

Monika Płatek: W związku z zainteresowaniami zawodowymi zauważyłam taką specyfikę, że każdego stycznia o tej samej porze mówimy o tym samym w taki sam sposób, pomijając, to co dzieje się w społeczeństwie. Propozycje polityków nie przełożą się na większe bezpieczeństwo na drogach. Są jednak wskazówką, czego możemy się spodziewać w takich płaszczyznach życia jak np. zatrudnienie, stan służby zdrowia, edukacja.

Politycy nie chcą się zajmować tymi obszarami, bo wolą zrobić konferencję o zaostrzaniu kar?

Nie. Mówiąc o pijanych kierowcach, pokazują nam, co mogą zrobić w tych zakresach, o których powiedziałam. Oni oczywiście będą się zajmować też tymi tematami, ale w taki sam sposób, w jaki zajmują się pijanymi kierowcami. To nam  wskazuje też, jak nas widzą.

Czyli jak nas widzą?

Myślę, że politykom wydaje się, że mogą nas karmić informacjami, że zaostrzanie kar zaspokoi nasze poczucie bezpieczeństwa, nasze poczucie sprawiedliwości. Czyli mają nas za dość prymitywny, prosty (żeby nie powiedzieć – prostacki) narodek, którego można zaspokoić porcją obietnic o zaostrzaniu kar. Może to wynika z tego, że sami nie widzą istoty problemu, ale mają zapewne nadzieję, że i my nie widzimy. Mają sporo przesłanek, że ich tok rozumowania jest OK, ponieważ gdy oferuje się nam zaostrzanie kar, nikt z nas nie mówi: „Dosyć tego, do cholery, rok temu mówiliście to samo i w międzyczasie kolejni ludzie zginęli na jezdniach”. Zamiast tego sprawiamy wrażenie jakbyśmy ze szczęścia na myśl o ostrzejszych karach, orgazmowali. Niech pan zauważy; nikt ze strony władzy nie próbował przedstawić analizy tego, co naprawdę się dzieje. A jest tak, że mamy coraz więcej samochodów, coraz bezpieczniej jeździmy po drogach m.in. dlatego, że część dróg zrobiła się dużo lepsza. Spada więc liczba wypadków. Natomiast dalej jeździmy bardzo szybko, bo nie przestrzegamy przepisów.

Dlaczego?

Bo uważamy, że te znaki drogowe nie stoją po to, żeby nas informować, tylko żeby zdzierać z nas kasę. Istnieje daleko posunięty brak zaufania do władzy, co skutkuje tym, że nie myślimy, że władza się stara, aby nam zagwarantować bezpieczeństwo, tylko stara się nas dopaść i na naszym nieszczęściu zbić kasę. Nie jesteśmy durniami. Uważnie słuchamy wypowiedzi sprzed roku ministra finansów o tym, jak liczy na wzmocnienie budżetu pieniędzmi z mandatów. Chcesz pomóc fiskusowi? Łam przepisy drogowe i płać mandaty! Minister nie mówił, jak wydać pieniądze i ustawić znaki drogowe, i fotoradary, aby ograniczyć ilość rannych i zabitych; mówił tylko, ile planuje zarobić na łamaniu przez obywateli prawa. Propozycje rządu wskazują być może na rozziew interesów władzy a społeczeństwa. Może też wskazywać na przekonanie władzy, że społeczeństwo ma w dupie, za przeproszeniem, bezpieczeństwo i życie; społeczeństwo chce krwi i jak igrzysk potrzebuje winnych, i w tym sensie – istnieje zapotrzebowanie na kolejne wypadki, bo żądza zemsty aż dyszy w powietrzu.

To co należałoby robić? 

Jako kryminolożka, prawniczka i karnistka wiem, że to, co jest najważniejsze i to, czemu służą sankcje, to przeciwdziałanie. A przeciwdziałanie w niewielkim stopniu można osiągnąć przy pomocy prawa karnego.

Trzeba zaznaczyć, że 95% wypadków nie jest popełnianych przez pijanych kierowców, tylko jest popełnianych przez kierowców, którzy jadą za szybko. To nie zwalnia z odpowiedzialności tych, którzy jadą pod wpływem alkoholu, natomiast pokazuje, że przez 10 lat, mając szansę zmienić obyczaje, mentalność społeczną, nie zrobiliśmy tego. Władza i my dopuściliśmy do perwersyjnego stosowania prawa.

Co to znaczy?

To się odnosi do sytuacji, w której prawo stworzone w określonym celu, jest wykorzystywane do zupełnie czegoś innego. Byłam jedną z tych, która walczyła, o to, by jazda pod wpływem alkoholu została uznana za przestępstwo Zazwyczaj jestem przeciwna kryminalizacji zachowań, bo z reguły to nie ma sensu i są inne, lepsze metody rozwiązywania problemów niż przy pomocy prawa karnego. Tym razem jednak jest inaczej. To wyjątkowa sytuacja, gdy prawo karne może rozwiązać problem, a nie stworzyć nowy. Podobnie, obok jazdy pod wpływem alkoholu jest z przemocą w rodzinie. W tych sytuacjach warto wkroczyć z prawem karnym i powiedzieć: „Stop!”.

I nie chodzi o to, by falę ludzi wsadzić do więzienia, tylko o informację, że takie zachowanie jest przestępstwem. Chcesz popełnić samobójstwo? Trudno, skacz do zimnej wody, idź na wysoką wieżę, powieś się, zrób to, jeśli musisz. Natomiast pamiętaj, każdy, kto wsiada pod wpływem alkoholu, a dziś powiedziałabym, że także każdy, kto wsiada za kierownicę niewyspany, kto wsiada z poczuciem, że jest macho i może sobie pohulać, jest niebezpieczny dla innych. Efekty opóźnionej reakcji są tak samo groźne, kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, narkotyków czy niewyspania. Życie ludzkie kończy się dlatego, że ktoś był idiotą i pomyślał, że może sobie na to pozwolić.

Tylko dlaczego ludzie są idiotami?

Na pewno nie dlatego, że mamy niskie kary. Ktoś, kto wychodzi i mówi, że musimy zaostrzyć kary zachowuje się nieodpowiedzialnie, ponieważ albo wie, że to niczego nie zmieni, bo bez przerwy je zaostrzamy i to nic nie daje, albo sądzi, że to coś daje, a więc jest niedouczony. Naprawdę najlepsza konsekwentna edukacja społeczna. Mam dość gadania, że musimy edukować społeczeństwo, bo ono jest edukowane na co dzień. Weźmy sytuację, w której policjant zatrzymuje człowieka, który okazuje się posłem, sędzią, prokuratorem, księdzem, dyrektorem, znajomym czy facetem z kasą i w związku z tym mu się upiecze. To jest edukacja, że nie chodzi o to, aby nie wsiadać za kierownicę niewyspanym czy pod wpływem alkoholu, ale o to, żeby mieć plecy. Edukujemy, że nie liczy się przestrzeganie przepisów, tylko to, aby się nie dać złapać, a gdy złapią, aby się wykręcić. To jest społeczeństwo wyedukowane do nieprzestrzegania przepisów. Zmiana tego wymaga szerszego myślenia, przyjęcia perspektywy, która uwzględnia różne rodzaje wiedzy z bardzo różnych półek, a nie cepa w postaci zaostrzenia kar.  Przecież uczymy się, że pijany policjant, nieważne, czy prowadzi, czy pijanemu koledze pozwala prowadzić, ma umorzoną sprawę. Surowe kary? Przecież non stop edukujemy społeczeństwo, że prawo działa wybiórczo i niestety, na pokaz.

To pesymistyczna diagnoza…

Na szczęście mimo tak niskiej kultury klasy politycznej my się poprawiamy. Ludzie zaczynają inaczej funkcjonować na drogach, także z powodu poprawy stanu niektórych dróg. Jeżeli chodzi o karanie za jazdę pod wpływem alkoholu, to zaczynaliśmy w tym samym miejscu, gdzie Finowie. Proszę sobie porównać sytuację u nich i u nas w tej chwili. Tam się nikt nie zgrywał, nie wygłupiał. Oni chcieli być bardziej skandynawscy, a mniej sowieccy. My jesteśmy bardziej sowieccy, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tak się dzieje, ponieważ na to pozwalamy i bardzo łatwo dajemy się zapchać poczuciem, że się możemy zemścić, dokopać, wyżyć na kimś, kogo uznamy za złego, najlepiej za bestię. Także ludzie w Jarocinie nie protestując, godzą się na to.

Rozmawiał KAROL GÓRSKI

 

Jak z Płatka: Ius est ars boni et aequi – czyli o wykroczeniach pułkownika Olkowicza i niewinnej bezradności pijanych policjantów w jeziorze.

Thursday, February 6th, 2014

 Proszę wybaczyć przydługi tytuł, ale przynajmniej od razu wiadomo o co chodzi.

A łacina?

Image by kobsu

Image by kobsu

Fakt, jest i łacina. To paremia: Ius est ars boni et aequi – prawo to sztuka tego co dobre i słuszne. Paremie to krótkie, skondensowane zdania; są jak fundamenty, ściany nośne i mówią o istocie prawa. Wyrażone po łacinie, w swoistym prawniczym esperanto, są jednako zrozumiałe dla prawniczek i prawników z Anglii, Litwy, Francji czy Polski.

Prawo to sztuka stosowania tego, co dobre i słuszne. Czyli tworzenie i stosowanie prawa wymaga odróżniania dobra i zła, kierowanie się zasadą dobra i słuszności. Takie rozumienie prawa sięga rzymskich tradycji i nastawione jest na budowanie wspólnoty, poczucia słuszności, współodpowiedzialności, dobroci i dobrej jakości życia dla wszystkich, a nie jedynie dla wybranych, którzy tworząc prawo, sami ustawiają się poza jego zasięgiem. Tak tworzone i stosowane prawo jest miarą i praworządności i demokracji.

Ale można i inaczej. Można i tworzyć i stosować prawo po to, by stwarzać pozory. By markować, że wszystko gra, bo mamy i przepisy, i sąd, i policję, i więzienie. Można niektórych brać za mordę dla przykładu, by wyglądało, że działa, a innych udać, że się nie widzi ich przestępstw, choć złamane przez nich przepisy sterczą ostro, wystają i podstawiają nogę tym, którzy udają, że ich nie widzą. Tak tworzone i stosowane prawo jest miarą władzy autorytarnej i niedemokratycznej.

W tym pierwszym świecie, gdzie prawo jest sztuką stosowania tego, co dobre i słuszne pułkownik Krzysztof Olkowicz w sprawie pana, który zwinął batonik i jest ubezwłasnowolniony, nie robi nic, bo ten pan nie trafia do aresztu w Koszalinie, który jest pod kontrolą pana pułkownika.

Panu od batonika zwraca się miło uwagę i odprowadza do domu. Sprawa nie dochodzi do sądu, bo jest tak błaha, że obrażałaby sąd, który jednak zajmuje się poważnymi sprawami, a nie bzdetami. Zresztą obrażałaby i policję i prokuraturę, rzucając podejrzenie, że tylko do wartości 99 gr. są w stanie zbierać dowody, prowadzić sprawy i udowadniać winę. No i jednak rzucałaby podejrzenie, że i tego nawet nie potrafią, bo w końcu rzecz dotyczy ubezwłasnowolnionego.

Prokuratura i sąd zajmują się natomiast policjantami, którzy po pijaku wpadają służbowym samochodem do wody. Policja i prokuratorzy są oczywiście na tyle biegli w sztuce technik kryminalistycznych, że potrafią ustalić, który z dwóch pijanych prowadził.

Tyle, że to, który prowadził, ma prawdę mówiąc, akurat w tej sprawie, znaczenie drugorzędne.

Jeden prowadzi w stanie nietrzeźwości (art.178a§1 k.k. – zagrożenie do lat 2), drugi na to pozwala  (art. 179 §1 k.k. – zagrożenie do lat 2). Jeśli nie wiadomo, kto prowadził, to wiadomo, że każdy, nawet nie prowadząc popełnił przestępstwo z art. 179 k.k. Tu nie trzeba szczególnej inteligencji. To wynika wprost z przepisów. Prokurator, który tę sprawę umorzył na pewno nie był głupi i czytać przepisy umie nie gorzej niż ja.

Nie wiem jednak, czy wie co naprawdę zrobił? Nie wiem, czy wie, że się przyłożył do kolejnych, bezsensownych śmierci i trupów na drodze.

Wierzę, że chciał dobrze. Prawo jest, myślał od tego, żebyśmy to my, a nie nas. W końcu tego nauczył się w praktyce. Choć może nie to słyszał na uniwersytecie, w pracy dowiedział się, że prawo można mieć w nosie, bo to on ustala, co to sprawiedliwość, a tylko sprawiedliwość się liczy, a nie przepisy.

Wierzę, że chciał, po swojemu, dobrze. Może chodziło mu o to, by ochronić kolegów z policji i nie marnować im kariery. Może znał ich i wiedział, że to fajne chłopaki. Może uwzględnił, że policjanci mają trudną jak cholera robotę i często równie trudnych szefów. Nie mają za to finezyjnych technik rozładowania napięcia. Zostaje ograniczony wybór: nawalić się, lub nawalić komuś.

A, że to porządne chłopaki to woleli nawalić się, niż nawalać i pod pretekstem naruszenia porządku, porządek naruszać. No więc wypili, jechali za szybko, nie wyrobili na zakręcie, wylądowali w stawie. I o co tyle szumu, przecież nikt nie zginął?!

Naprawdę? Naprawdę nikt nie zginął. Naprawdę nadal tak trudno dojrzeć związek skomasowanej akcji edukacyjnej od lat prowadzonej tak samo?

Niestety pudło. W policji, w efekcie tego umorzenia, nadal nic się nie zmieni. Praca będzie trudna, szefowie jeszcze trudniejsi, a wybory rozładowania napięcia znajome: nawalić się lub komuś. A trupów znów przybędzie na drodze. Już przybyło.

Następnego dnia pijany kierowca rozjechał dwie osoby. Inny, trzeźwy jechał za szybko i też zabił. Premier już w styczniu zrobił swoje. Zagrał szeryfa i trudno, by i teraz wyskakiwał jak królik i znów klepał o tym, że tym razem to policjanci piją, a prokuratura zamiata pod dywan. No zamiata, a On od klepania to ma w końcu ludzi w Ministerstwie Sprawiedliwości. Już od stycznia przecież, jak co roku, zaostrzają przepisy przeciwko pijanym kierowcom…

Potężna, tak prowadzona kampania edukacyjna uczy, że mniejsza o trupy, o picie, o jazdę bez namysłu; trzeba po prostu mieć plecy. Zaostrzanie jest jak fajerwerk. Ma zabłysnąć, i zrobić wrażenie, nie uchroni życia.

Czy ja sugeruję, że prawo nie zostaje uruchomione? Nie sugeruję. Przecież fakty są niepodważalne. Policjanci będą mieli umorzone, Maciarewicz też, a my uruchomimy potężną, ciężką maszynę wymiaru sprawiedliwości i puścimy ją w ruch, by zgniotła, każdego, kto ukradnie za 99 gr…kto wie, może nawet i za trochę więcej…

Z tej perspektywy patrząc, nie mogę się nadziwić, że pułkownikowi Krzysztofowi Olkowiczowi zarzucają tylko wykroczenie. I rozumiem usłużnych kancelistów od anonimu. Nie wątpię, że liczą na medal.

Pułkownik w rzeczy samej, zrobił rzecz straszną – ośmielił się zedrzeć maskę i ujawnić pozory tego, co nazywamy wymiarem sprawiedliwości…

Tylko czekać, jak następne anonimy doniosą, że to zdrada stanu.

Oficjele wypytywani przez dziennikarzy, czy wiadomo co robić, i czy są procedury, gdy okazuje się, że niewinny człowiek pozbawiony jest wolności z niepewnością w głosie, kręcili, że takich nie ma. ,

Są, i wiadomo co robić. Działać, zgodnie z przepisami.

Działać szybko może zarówno sąd, który wydał wyrok, jak i sędzia penitencjarny. Tyle, że sąd, który nie oglądał nie tylko skazanego, ale nawet  jego papierów nie dawał gwarancji, podobnie jak i sędzia penitencjarny, puszczający oko, że jest ok i przymykający oko na przeludnienie.

Tymczasem, każda godzina bezprawnego pozbawienia wolności, a takim jest przetrzymywanie człowieka, który swoim czynem choć złamał przepisy, to nie złamał prawa, bo nie można mu przypisać winy, jest przestępstwem bezprawnego pozbawienia wolności. Odkąd o tym wiemy, naruszamy prawo.

W kraju, w którym rządzi zasada, że ius est ars boni et aequi, nie byłoby sprawy pana od batonika za 99 gr. Inaczej skończyłyby się też afera FOZZu o ukradzione społeczeństwu miliony. Nie byłoby umorzeniem z powodu procesu ciągnącego się skutecznie, aż do …umorzenia z powodu przedawnienia.

Ale to nie jest tak, że jak się sypie to nic nie da się zrobić. Można. Pan Olkowicz dowiódł, że można. Pułkownik Krzysztof Olkowicz zachował się jak człowiek, który żyje w kraju, w którym działa zasada, że prawo działa według zasady dobra i słuszności. Nie zgodził się na pozór prawa i bezduszność.

Nie godzę się, by uznać, że Jego czyn to drobnostka, której społeczna szkodliwość jest znikoma.

Społeczne znaczenie czynu Pana Pułkownika jest ogromne. Otrzeźwiające i napawające otuchą i nadzieją. I nie jest wykroczeniem to, co przywraca prawu standard dobra i słuszności. Dziękuję.