bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Posts Tagged ‘komisja kodyfikacyjna’

Jak z Płatka: Upadłe kolosy

Thursday, December 19th, 2013

flickr @ actionsforchoice  http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/legalcode

Czerwienię się ze wstydu i czuję skrępowanie, patrząc na skład Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości RP. To ciało kolegialne. Powołane do, jak sama nazwa wskazuje, kodyfikacji kodeksu karnego. Kodeks karny dotyczy wszystkich. Tak kobiet, jak i mężczyzn. W Komisji, która przygotowała kodyfikację dominują mężczyźni; są i dwie wybitne prawniczki – tyle, że obie już od dawna nieżyjące.

Nowy skład, powołany na lata 2013-2017 ma, na wymagane ustawowo max. 15, osób 18. W tym: jedną dr. hab. z KULu i sekretarkę zwaną sekretarzem z domeną mailową opus dei. Pozostali to mężczyźni.

To zawstydza. I żeby było jasne. Byłoby tak samo żenujące, gdyby skład Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości ograniczał się tylko do  wybitnych prawniczek, jednego dr hab. i sekretarza zwanego sekretarką z domeną mailową opus dei .

Źle świadczy o standardach, procedurach i praktykach tak jednorodne ciało przedstawicielskie w społeczeństwie złożonym z kobiet i mężczyzn. Wykluczenie połowy wiedzy, doświadczenia, wrażliwości przynosi efekt połowiczny… i ma niewiele wspólnego z dobrym prawem. Ma się też nijak do zasady demokratycznego państwa prawa, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Źle świadczy o wrażliwości Ministra, zwłaszcza, że jest On od sprawiedliwości…i tylko błagam! darujmy sobie argument, że tu rzeczywiście chodzi wyłącznie o meritum…lepiej w to nie brnąć. Nie przystoi, bo ośmiesza. Tak mogą mówić tylko ci, którzy własną krótkowzroczność i lenistwo umysłowe mylą z merytoryczną.

Szkoda, że Minister nie dostrzega, że taki skład jest niestosowny i nie pozwala na osiągnięcie zakładanego celu. Tym celem jest dobre prawo, w którym prawo karne jest zaledwie jednym, pomocniczym trybikiem, a nie maczugą do bezmyślnego walenia na oślep, by zastraszyć i stworzyć pozory mocy.

I znów, żeby było jasne! Każdy z zaproszonych do Komisji Panów jest specjalistą. Co więcej, jest tam kilku, których cenię, szanuję, a nawet uznaję za swoich mistrzów. Jest wielu, z których każdy oddzielnie jest mądry, uroczy i miły. Jednak razem, w tak perwersyjnych warunkach tworzą zespół niezdolny do wypełnienia zadania i zaproponowania dokumentu, który nie szkodzi, nie patologizuje i jest zgodny ze standardami  niedyskryminacji i poszanowania ludzkiej godności (art. 32 Konstytucji RP). Ta nie kończy się na zarodku, już czas jakiś temu, nazwanym w kodeksie karnym dzieckiem poczętym.

Kodeks karny dotyczy wszystkich. Osób wierzących w rozmaitych bogów, służących interesom rożnych kościołów, agnostyków i ateistów. Konstytucja wymaga więc, by tu, wzbić się na neutralność. Tymczasem efekt prac Komisji kodyfikacyjnej w zakresie regulacji praw reprodukcyjnych zgodny jest z wolą kościoła katolickiego. Nie zaprzeczam, że odpowiada i aksjologii członków Komisji. Twierdzę jednak, że lekceważy życie, zdrowie i prawa reprodukcyjne kobiet, co również zagraża prawidłowemu rozwojowi ciąży i płodów.

Majgull Axelsson ujęła to tak: „Watykan, ortodoksyjni muzułmanie i amerykańska prawica utworzyli zwarty mur w tej sprawie. Byli gotowi zapłacić każdą sumę i poświęcić życie dowolnej liczby dzieci i kobiet, by bronić władzy mężczyzn nad rozmnażaniem”.

Najwięksi z prawniczych tuzów, Kolosi, usprawiedliwiają swoje pomysły aksjologią, troską i rozwojem medycyny.

Tworzą przepis „kto powoduje śmierć dziecka poczętego niezdolnego do samodzielnego życia poza organizmem matki, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Słowo „kto” w kodeksie karnym należy czytać jako „każdy”. Każdy, czyli ciężarna też. I nieważne, czy poroniła w sposób naturalny, czy nie – bo zgodnie z nowo zaproponowanym art. 1a k.k. przestępstwo jest popełnione, gdy można „obiektywnie” przypisać winę.

Co z tego, że ona mówi, że poroniła naturalnie. One wszystkie z tymi krwotokami, potknięciami, co nagle zjawiają się w szpitalu, tak mówią. A my przecież obiektywnie wiemy swoje.

Obiektywnie czyli według standardu rozsądnego człowieka. Człowiek to mężczyzna, a przecież wiadomo, że jak mężczyzna jest w ciąży to jest na tyle rozsądny, że nie poroni. Skoro więc on może, a ona poroniła, to obiektywnie można powiedzieć, że popełniła przestępstwo i jest winna.

Wiadomo, że żaden rozsądny mężczyzna w ciąży nie będzie dźwigał zakupów, wieszał ciężkich firan, nie zrobi obiadu, nie wymyje podłogi, ani nie zajmie się dzieckiem. Standard rozsądnego człowieka więc nie pozostawia żadnych wątpliwości; ona jest winna. Skoro mężczyzna w ciąży może przewidzieć, i skoro test przeciętnego człowieka stosuje taką samą miarą do mężczyzn i kobiet, to i ona może. Trzy lata to przecież wyrok łagodny. Wiadomo, w Polsce rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata, a trzy baba po korytarzach się przelata.

Gdzieś w tle brzmi jeszcze echo słów, że Komisja chciała spowodować ograniczenie stosowania kary pozbawianie wolności. Przemienia się w szyderczy rechot z którego zostaje  już tylko – pozbawienie wolności.

Kiedyś przed laty, gdy współzakładałam „Solidarność” w Centrum Zdrowia Dziecka mieliśmy tam najnowocześniejszy ośrodek badań prenatalnych. Rozpirzony, przetracony, bo a nóż badania prenatalne przyczynią się do aborcji. Godność człowieka jest najważniejsza, więc kobietom w ciąży odmawiamy. W tym czasie w świecie, gdzie godność zarodka nie jest najwyższą wartością robi się się już skomplikowane operacje na płodach pozwalające rodzącym się dzieciom żyć w dobrostanie. Usuwa się wady, ratuje życie, zapewnia brak kalectwa. U nas kobiety, płody  i dzieci składa się na ołtarzu idei. Troska? Rozwój medycyny?

Aby troska i rozwój medycyny mogły wziąć górę trzeba zrozumieć, że prawo karne jest od ochrony kobiet w ciąży, a nie od wymuszania na kobietach, by (nawet po gwałcie) w ciążę zachodziły i rodziły.

Szacunek i troska jest wtedy, gdy przestrzega się reprodukcyjnych praw kobiet. Obejmują one dostęp do wiedzy, wysokiej jakości usług medycznych, dostęp do planowania rodziny i  antykoncepcji, i w tych ramach także do aborcji. Ta ostatnia powinna być bezpieczna, legalna i rzadka. I jest rzadka tam, gdzie prawa reprodukcyjne traktowane są na serio i nie załatwiane ideologicznie i na szaro prawem karnym. Przestrzeganie praw reprodukcyjnych sprawia, że aborcji jest mało, a noworodków dużo. Tam, gdzie dba się o człowieka, nie myli się aksjologii z przyznawaniem sobie prawa do skazywania kobiet na heroizm lub na więzienie. Wierzę, że Członkowie Komisji chcieli dobrze, ale nie złączyli teorii z praktyką. Ot, kolejna zwykła banalność, tym razem – przeoczenia.

Jak z Płatka: Stupor

Tuesday, December 17th, 2013

Stupor. Stupor czyli osłupienie. Trwał przez chwilę. Wpadłam w stupor, gdy wice-minister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn, stwierdził 16 grudnia 2013, że przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego, przy Ministrze Sprawiedliwości projekt Ustawy o zmianie kodeksu karnego, to nic innego jak zbiór niewiążących, luźnych poglądów członków Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego (sic!).

Luźne poglądy? Wolne żarty i szczyt lekceważenia dla członków Komisji Kodyfikacyjnej.

To było na konferencji w siedzibie Premiera Donalda Tuska, na spotkaniu ekspertek i ekspertów zaproszonych przez Ministrę Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz i Feminotekę.

Szło o praktyki wspierające ofiary przemocy seksualnej, zgodne z Konwencją Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej [CETS210]. Miało charakter międzynarodowy. Ekspertki z Danii, Szkocji i Hiszpanii mówiły o swoich praktykach. Nigdzie tam nie ma tak, jak u nas.

U nas, Rząd 18 grudnia 2012 roku, podpisał CETS210. Tym samym wyraził wolę i wziął na siebie zobowiązanie jej implementacji. W efekcie tego zniesiono ściganie zgwałcenia na wniosek. Zwyczaj rodem z 1932 roku, już w kodeksie karnym z 1970 roku, był mocno zaśniedziały. Należało go zmienić w nowym kodeksie z 1997 roku. Ale nie zmieniono. Tendencja, by to pokrzywdzoną/pokrzywdzonego winić za dokonany na niej/nim gwałt zwyciężył nawet wtedy, gdy w 1997 roku, kodeks w nowej, demokratycznej Polsce tworzył prof. Andrzej Zoll i prof. Kazimierz Buchała.

Dopiero w wyniku zmiany kodeksu karnego w 2013 roku, i dopiero w związku z podpisaniem CETS 210, gwałt przestał być ścigany na wniosek.

To prawo ma wejść w życie 27 stycznia 2014. Zdejmuje z ofiary winę i zobowiązuje organy ścigania do robienia tego, co do nich należy, bez przerzucania odpowiedzialności na ofiary.

Tymczasem 5 listopada 2013 roku, a więc przed 27 stycznia 2014 roku, i po 18 grudnia 2013 roku, Minister Sprawiedliwości Marek Biernacki odznacza Medalem zasłużonych dla wymiaru sprawiedliwości członków Komisji Kodyfikacyjnej przy Ministrze Sprawiedliwości, za, jak powiedział Minister: „fundamentalne znaczenie dla utrzymania wysokiej jakości legislacji”. Członkowie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego w przygotowanej nowelizacji przywracają zaś w kodeksie karnym, tryb wnioskowy ścigania przestępstwa zgwałcenia!!!

Wprowadzają też pełną kryminalizację aborcji, karząc za aborcję także kobiety!, i nawet wtedy, gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku poronią zaawansowaną ciążę.

Kryminalizują, i ideologizują język ustawy, i praktycznie wykluczają in vitro.

Pozbawiają prawa do samostanowienia i paraliżują kobietę w jej prawie do decydowaniu o sobie.

W tym samym czasie bez zmian pozostawiają niekaralność klientów wykorzystujących dzieci do prostytucji.

Te zmiany nie są zgodne z porządkiem prawnym Polski, ale odpowiadają interesom i woli hierarchów Kościoła Katolickiego. Hierarchowie podlegają państwu Watykan i z pasją i nienawiścią wartą lepszej sprawy zdecydowanie wypowiadają się przeciwko ratyfikacji tej Ustawy. Watykan to nie Polska. Watykan to państwo wobec Polski, obce. Hierarchowie podporządkowani obcemu państwu i obcemu porządkowi prawnemu działają w tym zakresie wbrew porządkowi prawnemu Polski. Projekt zmian tymczasem, jak zauważa prof. Lech Gardocki jest konsultowany właśnie z opus dei [sprawdziłam adres maila i domeny; profesor Gardocki się nie mylił]. Dzieje się to w państwie, które póki co, konstytucyjnie, teoretycznie, nie jest autorytarną teokracją.

Powstaje pytanie: czyje interesy reprezentuje polskie Ministerstwo Sprawiedliwości? Polski, czy obcego państwa?

Spytany, wice-minister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn, oświadczył, że zaprezentowany na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości projekt zmian kodeksu karnego z 5 listopada 2013 to nic innego, jak tylko niewiążące poglądy  członków Komisji Kodyfikacyjnej. I to właśnie było powodem mojego stuporu.

Komisja Kodyfikacji Prawnej Prawa Karnego to nie banda koleżków Ministra Sprawiedliwości. To ciało, które powołuje Minister na mocy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 grudnia 2013 roku [Dz.U./03.232.2319], co więcej płaci im z publicznych pieniędzy podatniczek i podatników za wykonywane przez nich prace (§14).

Ma się składać z 8 do 12 osób plus sekretarz przewodniczący i jego zastępca (§2). Przewodniczącego powołuje nie byle kto, tylko sam Premier na wniosek Ministra Sprawiedliwości (§3.1).

Do zadań Komisji należy przygotowanie zmian w prawie karnym! [tym jest właśnie przygotowana nowelizacja];

opracowanie aktów normatywnych!;

i opinii prawnych dla Ministra Sprawiedliwości.

Prywatne poglądy?!

Minister Węgrzyn sugerując, że członkowie Komisji opracowując projekt kodeksu karnego wyrażają zaledwie prywatne opinie zarzuca im, iż sprzeniewierzają się interesom państwa polskiego.

Zamiast pracować nad  implementacją CETS 210, robią coś kompletnie odwrotnego niż się od nich wymaga! Czyli sabotują? Lekceważą swoje zadania? Działają wbrew porządkowi prawnemu? Polska podpisała CETS 210. Uniemożliwia to powrót do trybu wnioskowego.

Czy Minister członkom Komisji Kodyfikacyjnej, że nie wiedzą, iż propozycja powrotu do wnioskowego trybu ścigania jest złamaniem konwencyjnego zobowiązania jakie Polska na siebie przyjęła i złamaniem obowiązującego prawa, które dopiero co zostało uchwalone? To kwestionowanie ich wiedzy i doświadczenia, a to rzecz podła.

Jeśli zaś członkowie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego robią to, co się od nich oczekuje, to wówczas Minister Sprawiedliwości sprzeniewierza się zobowiązaniom podjętym przez niepodlegle i niezawisłe, także od Watykanu, państwo Polskie.

Jeśli zaś zarzuca im, iż nie są w stanie wykonać zlecenia Ministra Sprawiedliwości to jest to bezczelny zarzut  indolencji intelektualnej, naukowej i prawnej na który członkowie tej Komisji nie zasłużyli.

Skład komisji razi nierówną reprezentację. W sposób nieprzyzwoity dominują w nim mężczyźni (na 15 osób dwie wybitne prawniczki, ale nieżyjące, przedstawicielka KULu i sekretarka, zwana sekretarzem). Ewentualny argument, że brak jest wybitnych specjalistek wśród kobiet świadczyłby o indolencji intelektualnej decydującego, więc należy to sobie darować. Nie da się więc ukryć, iż jest to raczej dowód braku dobrych praktyk i umiejętności tworzenia zrównoważonych płciowo ciał przedstawicielkach. Ilustruje to dobrze fikcję wrażliwości i umiejętności Ministra do tworzenia ciał zdolnych neutralnego odzwierciedlania interesu całego społeczeństwa.

Są wśród członków Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego mężczyźni bardzo mi nieobojętni. Ok, przyznam to. Cenię, ogromnie lubię, i szanuję i prof. Stanisława Waltosia i sędziego Stanisława Zabłockiego. Mam dla nich podziw za całokształt, ale i dlatego, że po wysłuchaniu lat temu kilka sędzi Agnieszki Rękas, w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, pomknęli co tchu do Sejmu, by uratować w k.p.k mediację. Bez posłuchania doświadczeń Pani sędzi gotowi byli w Komisji Kodyfikacyjnej zarżnąć tę instytucję. Jestem pewna, że i teraz skonfrontowani z wrażliwością, doświadczeniem, i inną perspektywą – nie zaproponowaliby potworka, który wychynął z murów Ministerstwa Sprawiedliwości 5 listopada 2013 roku w postaci wielu proponowanych, koszmarnych zmian w kodeksie karnym.

Tymczasem, w nowym, prawie takim samym składzie osobowym Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego na lata 2013-2017 jest jeszcze mniej kobiet [jedna z KULu, i sekretarka, zwana sekretarzem], choć więcej niż ustawa przewiduje osób. To żenujące również dlatego, że najwyraźniej Minister Sprawiedliwości się tego nie wstydzi, a członkowie zdają się akceptować.

Prywatne poglądy? Takie stwierdzenie to zarzut wobec Ministra Sprawiedliwości, że pozwala sobie na prywatę. Jak to? Raptem zaprasza grono swoich bliższych i dalszych znajomych królika, udostępnia im przestrzeń i płaci z pieniędzy podatniczek i podatników, by nie rzadziej niż raz w miesięcy sobie pogadali i wymienili poglądy, a on im za to sypnie nieswoją lecz podatniczek kasą, a potem jeszcze odznaczy? Seminaria w Ministerstwie Sprawiedliwości dla głównie męskiego grona znajomych Pana Ministra, i krewnych królika na koszt podatników? Wymiana poglądów prawie jak na grillu? Ile nas. to nas kosztuje i jak się ma do nieopłaconych w Ministerstwie Sprawiedliwości staży? Czy tak można traktować członków Komisji Kodyfikacyjnej? Czy można udawać, że nie wiemy co robią, i że im pracy nie zlecamy, gdy są wśród nich i wiceminister sprawiedliwości i sędzia sądu najwyższego i prokurator krajowy? Naprawdę biorą kasę za pogaduchy nie na temat? Naprawdę nie robią tego, co Rozporządzenie Rady Ministrów od nich wymaga? Naprawdę są tak bylejakowaci, tak kiepscy, tak nijacy? Czy, aby wiceminister w tych oskarżeniach nie posuwa się za daleko? Przecież zarzuca im, innymi słowy, że są intelektualnie niezdolni do wywiązania się z obowiązku implementacji CETS 210! To dlaczego później Minister sprawozdaje się szefowi tej Komisji z efektów tego, co z tych prywatnych pomysłów grupy znajomych, którym z kasy państwowej płaci się za seminaria i spotkania, przeszło w Sejmie i obowiązuje wszystkich (§13). Brzmi koszmarnie, prawda?!

I jeśli nie robią tego, co im zlecił Minister, to powstaje pytanie, czy Minister panuje nad swoim resortem? Niezobowiązujące opinie? Skoro w składzie tej Komisji jest i wice-minister – człowiek Ministra to czy robi swoje, co Minister każe, czy działa wbrew woli Ministra?

Czy więc Minister nie panuje nad powierzonym mu resortem? Czy wiceminister wypełnia w Komisji polecenia Ministra? Ale wówczas Minister nie wypełnia poleceń Premiera…

Pan Minister z konferencji dał nogę. Nie odpowiedział na pytania i rodzące się wątpliwości.

Zapewnił jednak, że zaostrzenie przepisów o aborcji i powrót do trybu wnioskowego nie wchodzi w grę.