bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Posts Tagged ‘goodall’

Kiedy dziecko potrzebuje matki? Polskie pomysły różnorakie

Monday, August 5th, 2013

Na początku lat dziewięćdziesiątych zlikwidowano w Polsce żłobki i przedszkola. Prawicowi politycy odpowiedzialni za te decyzje nie kryli, że chodzi o „przywrócenie naturalnego porządku rzeczy” wedle którego z małymi dziećmi powinny przebywać matki, a nie przedszkolanki.

Image by  welovepandas @ flickr

Image by welovepandas @ flickr

Warto się chwilkę zastanowić nad „naturalnością” tego układu, nawet pominąwszy polityczne i szowinistyczne motywacje owych polityków. Jak wskazuje Sarah Blaffer Hrdy – emerytowana profesorka University of California i pierwsza badaczka, która naukowo zajęła się macierzyństwem i po dziś dzień jedną z czołowych postaci studiów nad rodzicielstwem –  ludzi odróżnia od naszych najbliższych krewnych (naczelnych – szympansów, szympansów bonobo, goryli i orangutanów) nie wykorzystywanie narzędzi (co zresztą wiemy z badań innej pionierki naukowej – Jane Goodall), nie wspólne polowanie i nawet nie język. To co naprawdę jest dla ludzi jako gatunku wyjątkowe, to fakt, iż nie dość, że matka ludzkiego noworodka często nie jest pierwszą osobą, która dotyka dziecka po porodzie (położna to prawdopodobnie prawdziwy „najstarszy zawód świata”) ale też nie musi być jedyną opiekunką.

Wśród naczelnych matka nie rozstaje się  ani na chwilę z potomstwem przez co najmniej pół roku (tak, łącznie z defekowaniem na ciało rodzicielki). Dziecko przebywa na jej ciele bez przerwy i ma do tego liczne przystosowania, jak choćby chwytne łapki, żeby trzymać się maminych włosów. Ludzkim niemowlętom brak takiej siły, chwytności, a kobietom owłosienia na plechach… Mamy za to całe mnóstwo przystosowań społecznych i biologicznych do społecznej opieki nad dziećmi. Owszem, matka dziecka może je karmić piersią, ale opiekę jako taką mogą zapewnić inni członkowie i członkinie rodziny i szerszej społeczności. A właściwie nie tylko mogą ale muszą.

W czasie kiedy  Homo sapiens sapiens zaczęło funkcjonować jako odrębny gatunek, ludzkie grupy nie mogły sobie pozwolić na kilkumiesięczne, a co dopiero kilkuletnie, “urlopy macierzyńskie”. Wbrew temu co nam się wmawia o dzielnych łowcach mamutów, większość pożywienia dla grupy dostarczały kobiety (jagody, korzonki etc.). I to większość rozumianą jako ok. 80%… Czyli naprawdę sporo. Kobiety były bardzo ważnymi i produktywnymi elementami społeczności, która nie mogła sobie pozwolić na ich długotrwałą nieobecność pod groźbą głodu – tak więc opiekę nad nawet najmłodszymi dziećmi się dzielono.

Jak widać, to żłobki i przedszkola są bardziej naturalne aniżeli trzymanie kobiet (szczególnie jeśli wolałyby być w tym czasie w pracy)  na 3-letnim urlopie wychowawczym. Państwo ma obowiązek zapewnić miejsca w których dziećmi będą się opiekować kompetentni ludzie (niekoniecznie kobiety!! Co więcej wskazane jest żeby to raczej było mieszane grono i dzieci od małego uczyły się, że nie tylko jedna płeć odpowiada za wszystkie zadania opiekuńcze…). A nie zakładać, że matki będą to robić, tylko dlatego, że nosiły dziecko w macicy przez 9 miesięcy. (To założenie jest zapewne jednym z czynników, które sprawiają, że mamy jeden z najniższych wskaźników dzietności na świecie).

Ale wracając do ciekawych polskich pomysłów. 20 lat temu przedszkola były be i fe, bo dziecko musi być z matką. Tymczasem w 2013 okazuje się, że nie ma to znaczenia, bo małe dziecko w ogóle nie orientuje się co się, z nim dzieje. Tak przynajmniej myśli sędzia, który chce posłać do więzienia matkę rocznego dziecka uzasadniając wyrok twierdzeniem, że rozłąka nie będzie bolesna, bo “…w tym wieku dziecko nie jest świadome realiów otaczającego go świata”. Ewidentnie polskie pomysły na temat psychologii rozwojowej dzieci są bardzo zależne od okoliczności. Jeśli mama miałaby wrócić do pracy, to dziecko będzie do końca życia spaczone z powodu braku jej bezustannej obecności, ale jeśli mama ma iść do więzienia to wszystko w porządku, bo przecież „dziecko jest za małe żeby wiedzieć co się dzieje”…

Nauka, naczelne i aniołki Leakey’ego – wywiad

Thursday, February 28th, 2013

O tym, jak Jane Goodall, Dian Fossey i Birute Galdikas, trzy badaczki obserwujące życie naczelnych zmieniły definicję człowieka, opowiada dr Maria Pawłowska, biolożka i wykładowczyni gender studies, w rozmowie z Marcinem Wrzosem. Wywiad się orginalnie ukazał w Zielonych Wiadomościach

Photo by Riley and Amos @ Flickr

Photo by Riley and Amos @ Flickr

Marcin Wrzos: Badania nad naczelnymi, jakie podjęły na początku lat 60. Jane Goodall, Dian Fossey i Birute Galdikas zmieniły definicję człowieka. Ich inicjatorem był Louis Leakey. Co leżało u podstaw decyzji o podjęciu tych badań?

Maria Pawłowska: Louis Leakey był antropologiem, zajmował się ewolucją człowieka. Postawił tezę, że nie można całej naszej wiedzy budować tylko w oparciu o wykopaliska. Badania nad naczelnymi, naszymi najbliższymi krewnymi miały w jego odczuciu dawać szansę na lepsze zrozumienie ewolucji naszego gatunku. Jednakże, jak już teraz wiemy, nasze linie ewolucyjne rozdzieliły się z najbliżej z nami spokrewnionymi szympansami już 7 mln lat temu. Co więcej, ewoluowaliśmy w zupełnie innym środowisku. W trakcie badań naczelnych odkryto wiele różnic między ich strukturę społeczną a naszą, jak i zaskakujące sposoby na rozwiązywanie konfliktów w grupie. Badanie te udowodniły, że założenia Leakeya były w dużej części błędne i nie możemy się wiele dowiedzieć o ewolucji człowieka, obserwując naczelne. Możemy się za to wiele dowiedzieć o nich samych.

MW: Co było wyjątkowe w tych badaniach?

MP: Wyjątkowe było to, że zostały one zrobione. Mówimy o latach 60., nikt wtedy nie prowadził badań w puszczy przez tak długi czas. Badaczki notowały każdy ruch badanych osobników, nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że może być to ciekawe.

MW: Dobór osób dokonany przez Leakeya był dość niezwykły. Nie były to osoby z doświadczeniem naukowym. To nie były osoby, które wcześniej zajmowały się tą tematyką…

MP: Birute Galdikas, która po dziś dzień zajmuje się orangutanami, robiła doktorat z antropologii. Ona jako jedyna miała ściśle naukowe wykształcenie i wiedziała, co dokładnie chce robić. Jane Goodall była po kursie sekretarskim, Dian Fossey była terapeutką. Zadecydował przypadek. Jane Goodall chciała się wyrwać z Anglii, wyjechała na wycieczkę do Kenii i poznała Louisa Leakeya, który prowadził tam wykopaliska. Potrzebował kogoś na tyle niedoświadczonego i naiwnego, by podjął się niemal samobójczej misji polegającej na siedzeniu samotnie miesiącami w dżungli, chodząc krok w krok za unikającymi ludzkiego towarzystwa szympansami. Miał ponadto taki pomysł, że powinna być to kobieta, bo kobiety są bardziej empatyczne. Było to myślenie wynikające ze stereotypów. W momencie, kiedy proponował Jane Goodall prowadzenie badań, Leakey nie był jeszcze przekonany o jej niezwykłej inteligencji. Decydujące tak naprawdę było to, że miała czas i chciała się ich podjąć.

MW: Jak badania zostały przyjęte w środowisku naukowym? Pojawiały się zarzuty antropomorfizacji…

MP: Zarzuty wobec Jane Goodall wynikały z tego, że była spoza systemu. Ostatecznie był to jednak jej wielki atut. Nie mając wykształcenia biologicznego, nie wiedziała, że wedle naukowców zwierzęta „nie mają” osobowości i są tylko automatami zajmującymi się reprodukcją i zdobywaniem pożywienia. Zaczynała badania ze świeżym umysłem i dzięki temu zrobiła to, co zrobiła. Już po pół roku dokonała rewolucyjnego odkrycia, że nie jesteśmy, jak wówczas sądzono, jedynym gatunkiem używającym narzędzi, co doprowadziło do zmiany definicji człowieka. Wtedy zainteresowano się szerzej jej pracą i gdy okazało się, że Jane Goodall jest tylko po kursie sekretarskim, eksternistycznie zapisano ją na doktorat w Cambridge.

Metodologii jej badań nie można nic zarzucić. Owszem, nadawała ona zwierzętom „ludzkie” motywacje, w tym sensie, że inne niż „rozmnażać się, jeść, defekować”. Wtedy jeszcze nie wierzono, że zwierzę może np. coś zrobić, bo lubi się bawić. Jane Goodall nie tyle uczłowieczyła szympansy, co dostrzegła, że zachowania uważane za właściwe wyłącznie ludziom okazują też zwierzęta. Zapoczątkowała w ten sposób całą serię podobnych badań na innych gatunkach.

W świecie naukowym z oporami przyjmowano jej badania, zarzucano jej kierowanie się „kobiecymi emocjami”. Inny był powszechny odbiór. Tematem szybko zainteresował się magazyn „National Geographic”, który do dziś finansuje tego typu badania. Naczelne są bardzo medialne, ludzie chcą je oglądać.

MW: Na ile badania wywołały rewolucję w postrzeganiu miejsca człowieka w naturze?

MP: To jest trochę optymistyczne myślenie. W momencie, kiedy dostrzeżono, że szympansy używają narzędzi, zmieniono tylko definicję, a nie to, jak postrzegamy nasze miejsce w przyrodzie. Narzędzia zastąpiono po prostu innym wyróżnikiem, stał się nim język. Dopóki nie zaczęto donosić, że inne gatunki prawdopodobnie też go używają… W efekcie cały czas szukamy tego, co nas odróżnia od zwierząt. Ludzie gatunkowo cierpią na chorobliwe poczucie wyższości, które ma silne podłoże w religii, szczególnie judeochrześcijańskiej, wedle której człowiek jest panem, a nie częścią wszelkiego stworzenia.

Nadal wiele spraw jest nierozstrzygniętych. Po dziś dzień nie mamy definitywnej odpowiedzi na pytanie, czy inne naczelne są samoświadome. Zresztą poza naczelnymi są jeszcze inne gatunki, których zachowania stawiają naszą wyjątkowość pod znakiem zapytania. Im więcej wiemy o delfinach, tym bardziej wydają się one nam „ludzkie”. Delfiny mają różne kultury, pomagają słabszym osobnikom w grupie, uprawiają seks dla przyjemności, a nawet, jako jedyne znane nam zwierzęta poza człowiekiem, dopuszczają się przemocy seksualnej na innych gatunkach. Według mnie jednak mniej ważne od tego, co nas od zwierząt różni bądź nie, jest to, jak je traktujemy. Pora przestać zachowywać się jak właściciele całej planety i przyjąć do wiadomości, że jesteśmy jako gatunek tylko jednym z jej mieszkańców.

(more…)