bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Posts Tagged ‘ginekolog’

Raport o opiece ginekologicznej w Polsce

Friday, May 2nd, 2014

Ukazał się raport Grupy Edukatorów Seksualnych “Ponton” o opiece ginekologicznej w Polsce. Raport można ściągnąć tu a poniżej są najważniejsze dane o wnioski z ankiety.

plakat5 (1)
Najwięcej ankiet wypełniły osoby w wieku 21–30 lat – 62% (1550 osób). W przedziale  wiekowym 12–20 lat wypełniono 251 ankiet, co stanowi 10% wszystkich kwestionariuszy. Spośród osób biorących udział w badaniu 18% (450 ankiet) to osoby nieheteroseksualne, a prawie 8% (212 ankiet) to osoby z niepełnosprawnościami.

Ponad 74% badanych (1852 osoby) stanowiły osoby deklarujące regularne wizyty ginekologiczne. Były to przede wszystkim osoby z przedziału wiekowego 21–35 lat (1523 osób). Osoby, które chodziły na wizyty sporadycznie lub były raz, stanowiły niemalże 18% (442 osoby). Natomiast 8,3% to pacjentki, które jeszcze nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki – 207 osób. Tu przeważały osoby z przedziału wiekowego 16–25 lat, co stanowi 84% tej grupy (174 osoby).

Zachęcam do zapoznania się z całym raportem!

Bezpieczny fotel? – osobista historia o tym czemu walka o lepsze usługi ginekologiczne to może być sprawa życia i śmierci.

Monday, March 18th, 2013

Nie mam szczęścia do ginekologów (o czym już zresztą wcześniej tutaj pisałam). Jak się niedawno okazało, mam jeszcze mniej szczęscie niż myślałam. Przy okazji rozmowy o akcji “Bezpieczny fotel”, w ramach której Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton i Kampania Przeciw Homofobii badają poziom usług ginekologicznych w naszym kraju, zwierzyłam się koleżankom, że nigdy nie zbadano mi piersi. Za kilka lat będę miała 30 lat i w ciągu ostatnich 10 lat zaliczyłam conajmniej 5 gineokologów/ginekolożek (łącznie z pobytem w szpitalu ginekologicznym!) i przez ten czas ANI RAZU nikt mi nie zbadał piersi. Niby wiem, że w trakcie każdej wizyty piersi powinny być badane, ale jakoś głupio mi było (tak mi – dość wygadanej, zdeklarowanej feministce znającej swoje prawa i w dodatku zajmującą się zdrowiem reprodukacyjnym) poprosić lekarza bądź lekarkę, żeby mi, za przeproszeniem, pierś pomacali. Wprawdzie badania pokazują, że więkoszość guzów wykrywają same kobiety bądź ich partnerzy/partnerki intymne, to ani ja ani mój partner w moim (co tu dużo gadać, niezbyt obfitym) biuście niczego nigdy nie wyczuliśmy.

plakat5 (1)

Kiedy już wyznałam, że nikt mi nigdy profesjonalnie nie badał piersi, myślałam, że nie jestem żadnym wyjątkiem. Przecież zaliczyłam pół tuzina lekarzy w Warszawie! Jak mi nie badają piersi, to pewnie dlatego, że jestem młoda i nikomu w tym wieku się nie bada bo przecież nic mi nie grozi. A jednak… Okazało się, że moje inne koleżanki miały badane piersi. Jedna z nich powiedziała mi, że przy następnej wizycie u mojej ginekolożki mam koniecznie poprosić o USG piersi. Nawet sobie zapisałam w kalendarzyku, żeby nie zapomnieć.

Nie zapomniałam i poprosiłam, kolejną lekarkę która nie pofatygowała się przyjrzeć dokładniej mojemu biustowi, o skierowanie. To była wizyta prywatna, więc przynajmniej ze skierowaniem nie było kłopotu.

Kilka tygodni później, w trakcie USG, na które grzecznie poszłam nie spodziewając się absolutnie niczego poza tym, że wyjdę zadowolna, że wreszcie odwaliłam to badanie, widziałam, że coś jest nie tak. Pani badała mi jedną pierś kilka długich minut po czym powiedziała, że znalazła conajmniej TRZY guzy (nie jeden, nie dwa ale CONAJMNIEJ TRZY) i muszę natychmiast mieć biopsję, bo nie wiadomo do końca czy to na pewno niezłośliwe włókniaki. Wpierw się popłakałam (moja zwyaczjowa, dzielna reakcja…) a potem nie mogłam wyjść z szoku, że od kilku już pewnie lat hoduję sobie w najlepsze guzy, o których nie mam bladego pojęcia.

Biopsję miałam kilka dni później i znowu pani lekarka mi powiedziała, że niegroźne włókniaki to płytkie, ruchome guzy, a mój największy guz (bagatela 2,5 centymetów, czyli prawie 1/3 średnicy mojej piersi!!!) znajduje się głęboko i jest nieruchomy. I z tą wiadomością zostawiono mnie na bardzo stresujące 10 dni (w trakcie których przypadły zresztą moje urodziny…). Nim przyszły wyniki biopsji – na które czekałam pod gabinetem lekarskim już 15 minut przed przyjściem lekarki – powiedziałam o całej sprawie bardzo niewielu osobom. Rak przeraża. Szczególnie rak u młodej kobiety i ostatnie czego się po niej spodziewa to to, że za chwilę nie będzie miała piersi, włosów i będzie zadzierżgała nowe znajomości w trakcie wlewek chemii. Wszystkie osoby, którym powiedziałam, były niesamowicie przejęte i nie chciałam wówczas swoimi problemami zawalać szerszego grona.

Całe szczęście okazało się, że moje guzy są niezłośliwe i odkąd się dowiedziałam, że raka jednak nie mam, mówię komu się tylko da. IDŹ ZBADAJ SOBIE PIERSI i POWIEDZ PARTNERCE/SIOSTRZE/KUZYNCE/KOLEŻANKOM Z PRACY – NIECH BADAJĄ SOBIE PIERSI! Tyle, że nie tylko my powinniśmy o tym pamiętać. Przede wszystkim są od tego lekarze i lekarki, którzy mają obowiązek o nasze piersi dbać – nasze ginekolożki i ginekolodzy. Przez lata zawiedli mnie wszyscy ci, do których poszłam. Tak się złożyło, że ja raka nie mam. Ale co z tymi pacjentkami, których też nie zbadali, ale one nie miały już takiego szczęścia? W Polsce nowotwory złośliwe są pierwszą przyczyną zgonu kobiet w wieku poniżej 65 lat, a wśród nich pierwsze miejsce zajmuje rak piersi. Statystycznie co 16 Polka zapadnie na raka piersi. Ile z nich wcześnie go wykryje i przeżyje? To zależy między innymi od tego, ile z nich będzie miało rzetelne lekarki i rzetelnych lekarzy, którzy będą o nie odpowiednio dbać. Jedno z pytań w ankiecie Bezpiecznego Fotela tyczy się właśnie badania piersi. Im więcej zdobędziemy wiedzy o tym jak Polscy lekarze i lekarki traktują pacjentki, tym więcej będzie można zrobić, żeby tę opieką poprawić. Zakończę więc apelem – proszę ankietę wypełniać i rozsyłać, bo dobra opieka ginekologiczna może naprawdę uratować życie!!

Ginekolog? Weterynarz? Cham!

Wednesday, September 12th, 2012

Miałam niedawno wątpliwą przyjemność odwiedzenia NFZ-owskiego ginekologa. Wizyta miała być właściwie rutynowa, a zmieniła się w wyjątkowo nierutynową nieprzyjemność. Wcześniej bywałam u ginekolożek prywatnie – wszystkie były miłe, uśmiechnięte i nie traktowały mojego podbrzusza jak ćwiartki wołowej, którą trzeba ze wszystkich stron zmacać, czy świeża. Tym razem, mając już dość wyzbywania się przy każdej takiej okazji sporych funduszy, poszłam, jak minister zdrowia przykazał, “publicznie”.

Niestety, ginekolog o którym mowa niczym tych tutaj nie przypominał. Niemniej pan z lewej świetnie wyraża odczucia autorki.

Pierwsze wrażenie – super! Klinka czysta, panie w rejestracji znośne, a wizyta u specjalisty na ten sam dzień, kilka godzin później. I jak tu narzekać na nasz cudowny system zdrowia? Jak i czemu dowiedziałam się kilka godzin później.

Pierwszy szok miał miejsce tuż po tym, jak weszłam do gabinetu –  doktor zwrócił się do mnie per “Kotuś”. Ostatni moment, kiedy takie przywitanie z ust obcego mężczyzny byłoby jakkolwiek wytłumaczalne, miał miejsce ponad dwie dekady temu, w pierwszy dzień przedszkola. Pan ginekolog minął się więc ze swoją szansą, ale widać nie mógł tego odżałować, bo kontynuował to lekko weterynaryjne infantylizowanie mnie przez resztę wizyty. Poza tym, że to bardzo niegrzecznie to jeszcze dość obrazowy przykład seksizmu u lekarza zajmującego się przecież kobietami. Czy słyszeliście Państwo o jakimkolwiek urologu kiedykolwiek odzywającego się do pacjenta per myszku czy inne małe zwierzątko?

(more…)