bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Posts Tagged ‘biskupi’

Jak z Płatka: O co naprawdę chodzi Biskupom – o rodzinę czy o władzę?

Monday, October 8th, 2012

Byłam wczoraj na dwóch kościelnych ślubach. Oba były wzruszająco wzajemną serdecznością do siebie Młodych. Na obu księża celebrujący starali się szczerze, by była to uroczystość maksymalnie zgodna ze scenariuszem przewidzianym przez nowożeńców. Były więc wybrane przez nich urywki Biblii i stosowne do tego kazania. Na obu kościół był pełen, a księża nie starali się straszyć, co wcześniej się zdarzało, że małżonkowie za chwilę sobą znużeni, skuci ślubem, zmuszeni będą dźwigać krzyż.  Było więc uroczyście i miło,  ale gdy doszło do objaśnienia istoty małżeństwa choć w różnych słowach – w jednym kościele brutalnie i wprost, w drugim, w woalu finezji i zatajeń, a jednak wybrzmiało tak samo – Pan Bóg Ojciec stworzył mężczyznę i dał mu kobietę do pomocy i ku radości jego. Mąż ma miłować żonę jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, a kobieta ma poważać i być uległa mężowi jak swojemu Panu.

Serio, te słowa wciąż padają pomimo tego, że Istota Boska powiedziała o sobie, iż jest Tą, która Jest. Okazała się głosem i  krzakiem gorejącym. A jeśli o stworzeniu mowa, to niepamięć o stworzeniu kobiety i mężczyzny na obraz i podobieństwo jest wykrętliwym stosunkiem do Słowa. Przyprawianie Boskiej Istocie płci męskiej jest nadużyciem. Fakt częstotliwości i różnorodności nie zmienia faktu nadużycia.

Serio, tak wciąż się też mówi o Chrystusie, pomimo tego, że Chrystus nie za Kościół lecz jeśli to za każdą/każdego, która/y w Niego uwierzy. Nauki Jezusa Chrystusa niosą jasne przesłanie, iż do kontaktu z Nim nie potrzeba Instytucji Kościoła katolickiego. Dobrym tego przykładem są  różne kościoły protestanckie. Katolicyzm nie ma w tym względzie licencji na racje.

Słowa o posłuszeństwie żony mężowi choć owinięte w woal wciąż pozostały pomimo, że już w 1928 roku Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet usuwając fragment zobowiązujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Mąż oczywiście nigdy żonie posłuszeństwa nie ślubował. Nadal mowa jest o tym, że ma z siebie zrezygnować i znosić – nawet gdy dojdzie do tego, co niestosowne. A przecież to niezgodne nawet z prawem, który sam sobie Kościół ustalił. Kanon. 1153 kodeksu prawa kanonicznego stwierdza wprost, iż jeśli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne, tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia także własną powagą, gdy niebezpieczeństwo jest bezpośrednie.

Brak wyraźnego potępienia przemocy w rodzinie, i przypominanie kobietom właśnie wtedy o przysiędze jest niestosowne i oznacza  nietrzymanie się własnych norm.

(more…)

Po co nam religia w szkołach?

Wednesday, October 3rd, 2012

Na moją pierwszą lekcję religii poszłam dopiero w trzeciej klasie. Przedtem mieszkałam w kraju, w którym lekcje religii obywały się tylko w kościołach. Nie wiedziałam za bardzo czego się spodziewać, a właściwie chyba nie przyszło mi do głowy, że jest nad czym się zastanawiać. Oj, myliłam się… Katechetka zaczęła lekcję od obejrzenia zeszytów wszystkich uczniów i uczennic. Okazało się, że pod koniec poprzedniej klasy przykazała, że w następnym roku wszyscy mają mieć specjalne zeszyty do religii z jakąś postacią biblijną na okładce. Ja nie miałam (co mogło mieć coś wspólnego z tym, że kiedy dawała te instrukcje, byłam oddalona od niej o tysiące kilometrów). Zamiast Jezusa czy Maryi, miałam na okładce misia albo innego kotka. Kiedy pani katechetka to zobaczyła, dostała furii. Zaczęła krzyczeć, że jestem nieposłuszna i w końcu wyrzuciła mnie z klasy mówiąc, że jestem “szatańskim pomiotem”. Zgadza się. Za misia na okładce 8-letnie dziecko zostało wyrzucone z klasy i nazwane szatańskim pomiotem.

Teraz już mogę dodać, że moja pierwsza lekcja religii była też ostatnią. Gdy rodzice się dowiedzieli co się stało, zdecydowanie stwierdzili, że z tą panią w jednym pomieszczeniu już nie będę przebywać. Do końca podstawówki ja i dziewczynka z prawosławnej rodziny spędzałyśmy dwie godziny religii w tygodniu w bibliotece. Incydent z nazwaniem mnie diabelskim pomiotem utrudnił nawiązywanie nowych przyjaźni. I tak byłam inna (akcent!!), a wyrzucenie mnie z klasy w pierwszym tygodniu nie pomogło. Nigdy już nie byłam na ani jednej lekcji religii (w liceum moje niechodzenie nie było już wyjątkowe). Co nie znaczy, że nie wiem, co na tych lekcjach się działo. Znajomi mi opowiadali o filmach z aborcji, o antysemityzmie księży i o katechetkach stawiających tarota (“bo trzeba poznać wroga”). Generalnie, starego dobrego “miłuj bliźniego swego” było tam najmniej. A to wszystko się działo w czasach, kiedy w głowach nam się nie mieściło, żeby religia miała się liczyć do średniej ocen…

Zawsze zastanawiało mnie po co właściwie uczymy religii w szkołach i na szczęście debata na ten temat wreszcie zaczyna trafiać do mediów. Czemu nie uczyć religii tam gdzie jej miejsce – w kościele? Nie kupuję argumentów o tym, że religia uczy nas “uniwersalnych zasad moralnych”. Może Jezus chciał dobrze, ale w dzisiejszym katechizmie jest bardzo mało myśli Jezusa Chrystusa, a dużo więcej treści, które brzmią jakby były inspirowane mądrościami ojca Rydzyka. Nauka religii sprowadza się do wbijania uczniom do głów obecnej wykładni Watykańskiej na tematy społeczne (nie antykoncepcji, nie aborcji, nie homoseksualizmowi) przy akompaniamencie modlitewnej pamięciówki. Na większości lekcji nie ma czasu i miejsca na pochyleniem się nad myślami mesjasza z Nazaretu, bo trzeba przerobić czytanki z Naszego Dziennika. Wydaje mi się wręcz, że sporo młodych ludzi chłonie uniwersalne wartości nijako pomimo, a nie dzięki, lekcjom religii. Bo tolerancji, otwartości i szacunku dla drugiego człowieka i jego/jej inności raczej ciężko uświadczyć w sali lekcyjnej z katechetką bądź księdzem.

(more…)