bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Posts Tagged ‘Ameryka’

Jak z Płatka: Równa sprawiedliwość.

Friday, July 4th, 2014

W Waszyngtonie, tuż przed budynkiem sądu stoi las kamer i mikrofonów. Jest gorąco nie tylko ze względu na słońce, które wali po oczach i parzy ramiona. Słychać gwar, panuje specyficzna atmosfera kamer, zaciekawienia, sporów, gotowych mikrofonów i ciętych, celnych argumentów. Nikt nie przeklina, nikt nie opowiada bzdetów o kolorach czy fasonie koszul, krawatach i innych obscenicznie miałkich nieważnościach. W tłumie zgromadzonym przed budynkiem The Supreme Court of The United States panuje brak konsensusu co do rozstrzygnięcia i niezłe przygotowanie merytoryczne obu stron.

fot. Monika Płatek

fot. Monika Płatek

To w takich, i przyznaje, tylko w takich momentach dobrze rozumiem emocje kibicek i kibiców sportowych. Oni pewnie z równą ciekawością obserwują piłkarską murawę. I w takich momentach potrafię zrozumieć, że  mecz piłkarski może być pasjonujący. Co nie zmienia faktu, że na stadion nie pójdę, a sąd mnie pociąga. I bez przesądzania co ważniejsze, bo w historii różnie bywało, nadal wiem, że mecz piłkarski to nie to samo co sądowy wyrok. To znaczy, mam na myśli sąd; sąd jednak niezawisły, a takim jest Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. Być tam, gdy rzecz się dzieje to niezwykła frajda, bez względu na wyrok.

30 czerwca 2014, The Supreme Court of The United States ogłosił wyrok w sprawie Burwell v. Hobby Lobby.

Sąd Najwyższy orzekł, że firmy rodzinne lub kontrolowane przez kilka osób nie muszą zapewniać pracownikom w ramach polis ubezpieczeniowych dostępu do antykoncepcji i środków postkoitalnych, chroniących przed zapłodnieniem oraz środków poronnych, jeśli narusza to przekonania religijne ich właścicieli. To wyrok mniejszościowy. Wydany głosami pięciu sędziów przeciwko czterem. Pięciu mężczyzn przeciwko trzem kobietom w składzie Sądu Najwyższego, do których dołączył jeden mężczyzna.

Wspaniale jest obserwować proces interpretowania/stwarzania prawa, jaki toczy się w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych. To jest to! – historycznie i na bieżąco. To naprawdę pasjonujące. Sprawy, które się tam dzieją budzą powszechną ciekawość, choć prosty rachunek postaw pozwala zazwyczaj trafnie obstawiać wynik. Tak było i teraz.

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych obraduje od 7 października 1935 roku, w budynku położonym [w zależności od przyjętej perspektywy] tuż za lub tuż przed Kapitolem. Z zewnątrz wyłożony lśniąco białym marmurem ma na portyku przed głównym wejściem wyryty napis znany tu każdemu od dziecka: Equal Justice Under Law [równa sprawiedliwość zgodna z prawem]. Dlaczego „równa sprawiedliwość”, a nie po prostu „sprawiedliwość zgodna z prawem” ? To pytanie nurtuje wielu speców od filozofii prawa. Motto, tak ważne w pracy tego sądu nie pochodzi od żadnego z sędziów, a odpowiedź jest banalnie prosta – bo tak lepiej pasowało architektowi. To on je wymyślił i wpisał we fronton budynku. Jednak bywa, że raz użyte, słowa nabywają głębi i mocy. Wielu uważa, że równość jest zaledwie retorycznym ozdobnikiem, z którego można śmiało zrezygnować bez szkody dla idei sprawiedliwości. Bo czy sprawiedliwość może być nierówna? Czy nadal wtedy będzie jeszcze sprawiedliwością? Pozornie to prawda, i tylko pozornie. Wyrok wydany 30 czerwca 2014 pokazuje, że sposób rozumienia równości i wolności ma znaczenie i jest subtelną grą rozłożenia akcentów i siły. Bywa też, że dotyczy tego, co z boku, a wyrok tylko pozornie dotyczy tylko tego, czego oficjalnie dotyczy.

W tej sprawie oficjalnie powiedziano, że Dawid Green, właściciel 600 sklepów w USA z artykułami biurowymi i pamiątkami, który zatrudnia 15000 osób nie musi w ramach obowiązkowych polis opłacać środków antykoncepcyjnych swoich pracownic. Czyli muszą płacić za to same, albo ciężar ten zostanie rozłożony, w ramach  kosztów ubezpieczenia na barki innych podatniczek/podatników niż Pan Green. Bo jak podkreślił w uzasadnieniu sędzia S Alito decyzja Sądu nie może być rozumiana jako utrata do ubezpieczeń obejmujących antykoncepcję. Rząd po prostu musi poszukać innej metody. Nie chodzi tu więc o zakwestionowanie prawa do środków antykoncepcyjnych, ale o to, kto za to będzie płacił.

Większość dostrzega, że wyrok jest świadectwem mentalnego oporu pięciu sędziów przed powszechnym prawem do ubezpieczenia. Reforma zdrowia konsekwentnie torpedowana w czasach Clintona, przeprowadzona przez Obamę, jest więc podgryzana. Sędziowie mają super życie, bankructwo i bieda, która zagląda w oczy wielu, którzy zachorują ich nie dotyczy – może więc trudno im się wczuć i zrozumieć, że equal justice wymaga i odmiennej perspektywy niż własna?

Ten wyrok zapewne jeszcze niedawno byłby wyrokiem większościowym. Kobiety czynią tu różnicę. Pierwsza kobieta w składzie działającego od 1789 roku, Sądu Najwyższego USA, Sandra Day O’Connor pojawiła się w nim dopiero w 1981 roku. Równa sprawiedliwość? Potrzebowali ponad dwustu lat… Nominowana z ramienia partii republikańskiej przez Prezydenta Ronalda Regana przyznawała, że bezpośrednie doświadczenie dramatycznych nierówności bijących z sądzonych spraw doświadczanych przez kobiety i różne mniejszości wpłynęły na zmianę sposobu jej widzenia świata. Przyznała też, że jako jedyna kobieta w składzie, często odczuwała intelektualną samotność. Teraz jest ich trójka. Wciąż mało. Za mało. W tej sprawie Sędzia Ruth Baden Ginsburg atakując decyzję piątki wytknęła ostro swoim kolegom, że właśnie w imię wolności religijnych,  uznali prawo jednych do narzucania innym swoich poglądów religijnych. A to przecież  kłóci się z prawem do wolności na które się powołali. Uznali więc tak naprawdę prawo siły. Prawo pracodawcy do narzucania pracownicom, zwłaszcza pracownicom swoich poglądów religijnych i nie liczenia się z ich poglądami! Przyzwolili na dżunglę i nie wzięli pod uwagę dewastacji jakie decyzja ta pociągnie dla demokratycznego porządku państwa prawa.

Sędzia Ginsburg oraz wspierające jej rozumowanie sędzia Elena Kagan, sędzia Sonia Sotomayer oraz sędzia Stephen Breyer mają rację. Pozostaje tylko pytanie czy pozostali sędziowie przyzwolili, czy zaledwie reprodukowali układ sił w od dawna toczonym sporze?

Nie będę ukrywać, to niesamowicie emocjonujące być tam, akurat w momencie, gdy coraz więcej Amerykanów, także przed budynkiem sądu, solidarnie protestuje przeciwko karze śmierci i jej wykonywaniu i gdy Sąd Najwyższy wydaje wyrok, który przecież tylko pozornie dotyczy wolności religijnych. Tu chodzi o podstawowe prawo człowieka do godności i osobistej integralności. O prawo reprodukcyjne jako prawo człowieka – o równą sprawiedliwość.

Chodzi o decyzję, kto jest uprawniony do kontroli nad kobietą. Kto ma prawo do kobiecej rozrodczości? Ona sama, czy ktoś inny, kto w relacji władzy, w imię jej zniewolenia przywoła boga, armie, sumienie, sąd ostateczny a jak trzeba to i sąd najwyższy?

Równa sprawiedliwość? Prawda jest taka, że bez względu na wyrok Sądu Najwyższego nikt nie ma wątpliwości, że zamach na prawo kobiet do decydowania o sobie, o tym kiedy, czy w ogóle, z kim i ile razy chcą zajść w ciąże, czyli o swoim prawie reprodukcyjnym jest zamachem na to prawo. To prawo jest podstawowym prawem człowieka,  ale identyfikowane z kobietą jest wciąż słabo przestrzegane, także w Ameryce.

Prostytutki czy zdjęcia penisa? Oto jest pytanie.

Wednesday, July 31st, 2013

To pytanie zadają sobie teraz Nowojorczycy – a konkretnie, które z tytułowych „moralnych wykroczeń” bardziej kogoś dyskwalifikuje z bycia politykiem. Ale zacznijmy od początku.  W 2010 Anthony Weiner, miał – jakby się mogło wydawać – wszystko. Był kongresmenem, miał świetną żonę (z własną bardzo udaną karierą jako współpracowniczka Hilary Clinton). Ale czegoś mu najwyraźniej brakowało – jak się okazało tym czymś była widownia dla zdjęć jego penisa, które cykał telefonem i rozsyłał kobietom na Twitterze. Kiedy pierwsze zdjęcie wyciekło, Weiner wpierw zaprzeczał, a potem powiedział, że ktoś mu się włamał na konto. Nie minęło jednak wiele czasu nim wyszło na jaw, że najzwyczajniej w świecie kłamał i rozsyłał te zdjęcia zupełnie świadomie.

Oficjalny portret Anthony'ego Weinera

Oficjalny portret Anthony’ego Weinera

Gdyby te kobiety wyraziły zgodę na taką korespondencję, a Weiner nie byłby kongresmanem, to byłaby to sprawa, którą powinien roztrząsać tylko i wyłącznie ze swoją małżonką. Tak się złożyło jednak, że był bardzo publiczną personą (o nazwisku Weiner – w wolnym tłumaczeniu parówka, albo kolokwialne słowo na penisa). I to w kraju, który został ustanowiony przez purytan, którzy musieli uciekać z Europy, bo ich religijne wspólnoty nie mogły znieść stopnia ich religijności i, tak, zgadza się, purytaństwa (w tym seksualnego).

Coś co u Francuzów wywołałoby pewnie pobłażliwy uśmieszek, w Ameryce było zatem powodem dla którego pan Weiner musiał ustąpić z Kongresu i na jakiś czas zniknął z pola widzenia opinii publicznej. Kiedy jednak w zeszłym roku dał wywiad i sesję zdjęciową z żoną i maleńkim synkiem dla People Magazine szumnie ogłaszając „jestem zmienionym człowiekiem”, komentatorzy mówili, że zapewne szykuje się do powrotu. I wrócił – jako kandydat na burmistrza Nowego Jorku!

Szybko się okazało, że wróciły też jego tendencje do wysyłania zdjęć swoich narządów rozrodczych do kobiet ,których nigdy na oczy nie widział. Tym razem już bez bokserek… –  to wszystko po tym, jak ustąpił z Kongresu (w przemówieniu, które wówczas wygłosił, poza przeprosinami były też oczywiście deklaracje, że już nigdy więcej tak nie postąpi) i tym, jak oznajmił całemu światu, że jest zmienionym mężczyzną! Co więcej, tym razem rozsyłał zdjęcia w pakiecie z deklaracjami, że kupi domek na wsi dla siebie i adresatki na wypadek, gdyby mu się żona znudziła. Ta sama żona, która obydwie (już) konferencje prasowe w sprawie niesławnych zdjęć stała twardo u jego boku. Może mają układ, który na to pozwala (internetowo otwarte małżeństwo?) może ją po prostu oszukuje i okłamuje (prawdę mówiąc osobiście się bardziej ku tej wersji przychylam). Pominąwszy jednak szczegóły relacji między małżonkami Abedin-Weiner, jedno jest jasne. On musi być nieodpowiedzialny i głupi żeby myśleć, że może bezkarnie wysyłać zdjęcia swoich genitaliów obcym kobietom przez Internet. To było głupie za pierwszym razem i jeszcze głupsze kiedy znowu tego spróbował. Zdaje się, że to samo pomyślał szef kampanii wyborczej Weinera, który ustąpił w ten weekend ze swojego stanowiska. Ewidentnie co najmniej jedna dobrze poinformowana osoba już kompletnie przestała w niego wierzyć.

I żeby Nowojorczykom nie brakowało ciekawych kandydatów, jest jeszcze Eliot Spitzer, który startuje w wyborach na stanowego kontrolera (duża część posad samorządowych i legislacyjnych jest w USA wybieralna w wyborach bezpośrednich). Były prokurator stanowy Nowego Jorku, skądinąd bardzo zasłużony w walce z przestępczością na Wall Street. Problem w tym, że duże pieniądze, które uczciwie zarobił na ściganiu przestępców w (bardzo drogich) białych kołnierzykach wydawał na luksusowe usługi seksualne. I kolejny pan musiał ustąpić bo nie pomyślał, że ludzie na świeczniku naprawdę powinni 100 razy pomyśleć nim staną się regularnymi klientami ekskluzywnego domu uciech, a generalnie nim władują się genitaliami nie tam gdzie trzeba.

Kiedyś obaj panowie nie mieliby szans. W ogóle nie przyszłoby im do głowy znowu startować. Ale czasy się zmieniają i jeszcze w zeszłym tygodniu obaj przodowali w rankingach. Ewidentnie w dzisiejszych czasach powszechnej celebrytyzacji, w których dzielenie się tajemnicami alkowy jest przepustką do sławy, a seks dawno już przestał być tematem tabu (przynajmniej pozornie), takie skandale uchodzą za pieprzne historyjki sezonu ogórkowego, a nie niezmywalne plamy na życiorysie.

Oczywiście, żaden z nich nikogo nie zabił ani nie okradł. Jak ich małżonki się ustosunkowują do ich poczynań powinno być rozstrzygane w ich małżeństwie. Naprawdę przeraża mnie to, że ci faceci nie pomyśleli, że przecież na pewno ktoś ich w końcu przyłapie i wtedy wszystko na co pracowali będzie można spuścić w toalecie, w której powinni byli się zamknąć zamiast korzystać z usług prostytutek i wysyłać zdjęcia swojego penisa (tak więc w wypadku Weinera toaleta by musiała być w miejscu bez zasięgu…). Jeśli ktoś nie m na tyle pomyślunku to w mojej skromnej opinii powinien trzymać się z dala od poważnych rządów.

Czy (przyszła) dyrektorka CIA może czytać erotykę?!

Friday, June 14th, 2013

W Ameryce kolejny skandal. Nie, tym razem nie chodzi o państwo, które podsłuchuje i podgląda obywateli na każdym kroku i ma specjalny algorytm (z 51% skutecznością!) na odróżnienie obywateli od nieobywateli, żeby przypadkiem nie łamać prawa. To coś jeszcze poważniejszego.

2314224121_5ef03101e9

Flickr, fot. STML

Nowa wice-dyrektora CIA, Avril Haines, miała kiedyś księgarnię i… w tej księgarni, 20 lat temu, urządzała wieczorki, na których czytała na głos powieści erotyczne! Żonaci mężczyźni polityce mogą uprawiać seks oralny ze stażystkami w pracy i pozostawać wielce szanowanymi prezydentami i byłymi prezydentami. Kobieta, jak się okazuje, nie powinna za to wykazywać absolutnie żadnej – werbalnej czy nie – aktywności seksualnej. To już jest nowy poziom ponad wieczne ocenianie strojów polityczek i żon polityków. Tutaj wypomina się kobiecie zarządzającej jedną z najważniejszych organizacji wywiadowczych na świecie, że czytała 20 lat temu na głoś dzieła literackie, w których były opisane stosunki seksualne. Nie złamała żadnego prawa ani nawet przysięgi małżeńskiej, nie nadużyła władzy i nie postawiła nikogo w niezręcznej sytuacji. Wieczorki nazywały się „erotica nights” i za wstęp na nie się płaciło, więc kończyli tam tylko ci, którzy naprawdę chcieli. No i jeszcze raz – to było 20 lat temu!

Dwie rzeczy w tym „skandalu” są symptomatyczne – po pierwsze, wedle opinii publicznej kobiety nie powinny mieć NIC otwarcie wspólnego z seksem (dzieci z małżeństwa są jednym dopuszczalnym dowodem na to, że kobieta jest aktywna seksualnie), co oczywiście nie zdejmuje z nich wiecznego obowiązku wyglądania „ładnie” ale nie „zdzirowato” – czyli bycia „przyzwoicie ponętnym” obiektem seksualnym dla heteroseksualnych mężczyzn. Seks ma być ukoronowaniem uwodzenia przez mężczyznę, a nie czymś czego kobiety same wyszukują, okazują zainteresowanie i o czym czytają na głos! A po drugie społeczeństwo, szczególnie amerykańskie, ma niesamowicie niezdrowy stosunek do seksu – z jednej strony jest on wszędzie, jest jednym z najczęściej wyszukiwanych słów w Internecie, a z drugiej strony nie wypada o nim mówić, pisać, uczyć, a teraz, jak się okazuje – nawet czytać na głos. Jeśli to, że przyszła wicedyrektorka CIA czytała ksiązki, jest skandalem w związku z tym, że tam są OPISY stosunków to czas przysiąść i zastanowić się, jak to jest, że czytanie chętnej widowni o czymś co większość z nas robi, ogląda, i czym się sprzedaje wszystko od samochodów po wycieraczki jest raptem powodem do skandalu. Bo naprawdę nie powinno być i mam nadzieję, że tyle jest jasne…

Jak z Płatka: Stary senator i gwałt. Oblicza seksizmu. Część 2.

Thursday, August 30th, 2012

Todd Akin republikański senator z  Missouri w USA stwierdził,  że „prawdziwy” gwałt nie powoduje ciąży. Czyli –  ciąża zgwałconej to dowód na niebyt „prawdziwego” gwałtu! A jeśli gwałt  nie jest prawdziwy to gwałtu nie było.

Todd Akin, nie może się wykręcać, że wyrwało mu się to niechcący. Że sprawy nie ma, bo gdy wybuchła oburzona wrzawa – przeprosił, i w końcu, ile o tym można skoro upłynęło już kilka dni, co w świecie mediów równa się dekadzie… Nie przejdzie unik, że, bezmyślnie palnął głupstwo. Todd Akin wie po co to mówi, i co powtarzają inni przed nim i po nim. Nie brak ich i w Polsce, gdzie poglądy księdza Piotra Kieniewicza, bliźniaczo zgodne z głoszonymi przez senatora przytacza Katarzyna Wiśniewska w GW.

Todd Akin, a za nim ksiądz profesor, teolog, moralista Kieniewicz dobrze wiedzą, co robią.

Obłudnie wycierając sobie gębę świętością życia stwarzając wrażenie, iż normą i rzeczą normalną jest nieliczenie się z wolą kobiet, ich kontrolowanie i sprowadzanie do funkcji rozpłodowej. Gwałt władczo podporządkowuje, zniewala i uprzedmiatawia ofiarę. Debatowanie o świętości życia powstałego z gwałtu narzuca pogląd, że życie samej zgwałconej święte nie jest.

(more…)