bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Po co nam religia w szkołach?

Na moją pierwszą lekcję religii poszłam dopiero w trzeciej klasie. Przedtem mieszkałam w kraju, w którym lekcje religii obywały się tylko w kościołach. Nie wiedziałam za bardzo czego się spodziewać, a właściwie chyba nie przyszło mi do głowy, że jest nad czym się zastanawiać. Oj, myliłam się… Katechetka zaczęła lekcję od obejrzenia zeszytów wszystkich uczniów i uczennic. Okazało się, że pod koniec poprzedniej klasy przykazała, że w następnym roku wszyscy mają mieć specjalne zeszyty do religii z jakąś postacią biblijną na okładce. Ja nie miałam (co mogło mieć coś wspólnego z tym, że kiedy dawała te instrukcje, byłam oddalona od niej o tysiące kilometrów). Zamiast Jezusa czy Maryi, miałam na okładce misia albo innego kotka. Kiedy pani katechetka to zobaczyła, dostała furii. Zaczęła krzyczeć, że jestem nieposłuszna i w końcu wyrzuciła mnie z klasy mówiąc, że jestem “szatańskim pomiotem”. Zgadza się. Za misia na okładce 8-letnie dziecko zostało wyrzucone z klasy i nazwane szatańskim pomiotem.

Teraz już mogę dodać, że moja pierwsza lekcja religii była też ostatnią. Gdy rodzice się dowiedzieli co się stało, zdecydowanie stwierdzili, że z tą panią w jednym pomieszczeniu już nie będę przebywać. Do końca podstawówki ja i dziewczynka z prawosławnej rodziny spędzałyśmy dwie godziny religii w tygodniu w bibliotece. Incydent z nazwaniem mnie diabelskim pomiotem utrudnił nawiązywanie nowych przyjaźni. I tak byłam inna (akcent!!), a wyrzucenie mnie z klasy w pierwszym tygodniu nie pomogło. Nigdy już nie byłam na ani jednej lekcji religii (w liceum moje niechodzenie nie było już wyjątkowe). Co nie znaczy, że nie wiem, co na tych lekcjach się działo. Znajomi mi opowiadali o filmach z aborcji, o antysemityzmie księży i o katechetkach stawiających tarota (“bo trzeba poznać wroga”). Generalnie, starego dobrego “miłuj bliźniego swego” było tam najmniej. A to wszystko się działo w czasach, kiedy w głowach nam się nie mieściło, żeby religia miała się liczyć do średniej ocen…

Zawsze zastanawiało mnie po co właściwie uczymy religii w szkołach i na szczęście debata na ten temat wreszcie zaczyna trafiać do mediów. Czemu nie uczyć religii tam gdzie jej miejsce – w kościele? Nie kupuję argumentów o tym, że religia uczy nas “uniwersalnych zasad moralnych”. Może Jezus chciał dobrze, ale w dzisiejszym katechizmie jest bardzo mało myśli Jezusa Chrystusa, a dużo więcej treści, które brzmią jakby były inspirowane mądrościami ojca Rydzyka. Nauka religii sprowadza się do wbijania uczniom do głów obecnej wykładni Watykańskiej na tematy społeczne (nie antykoncepcji, nie aborcji, nie homoseksualizmowi) przy akompaniamencie modlitewnej pamięciówki. Na większości lekcji nie ma czasu i miejsca na pochyleniem się nad myślami mesjasza z Nazaretu, bo trzeba przerobić czytanki z Naszego Dziennika. Wydaje mi się wręcz, że sporo młodych ludzi chłonie uniwersalne wartości nijako pomimo, a nie dzięki, lekcjom religii. Bo tolerancji, otwartości i szacunku dla drugiego człowieka i jego/jej inności raczej ciężko uświadczyć w sali lekcyjnej z katechetką bądź księdzem.

Powód dla którego lekcje religii nie wrócą tam gdzie ich miejsce – czyli do kościoła, a rodzicom ciągle się będzie robić trudności z wypisaniem dzieci  (a swoją drogą czemu dzieci muszą być wypisywane a nie zapisywane, jak na inne nieobowiązkowe zajęcia?) jest, jak mi się wydaje, prosty. Tak jak hierarchowie kościelni nie życzą sobie, żeby kościół utrzymywano z dobrowolnych podatków, tak religia nie wróci do szkół – bo wtedy by się okazało, ile tak naprawdę mamy w Polsce wierzących, praktykujących Katolików, skłonnych słuchać i finansowo wesprzeć struktury swego kościoła. A biskupom pot sutanny zalewa na samą myśl o takiej weryfikacji, więc na razie pozostaje nam walka o neutralność światopoglądową w szkołach, albo przynajmniej o poszanowanie osobniczych decyzji co do nie uczęszczania na religię.

The following two tabs change content below.

Maria Pawłowska

Redaktorka naczelna
Wykładowczyni gender studies, kiedyś myślała, że chce być paleontolożką, ale okazało się, że feminizm i teoria seksualności są jednak bardziej porywające i dużo bardziej użyteczne (plus nie potrzeba już 24 sylab na wymówienie, czym się zajmuję).

Latest posts by Maria Pawłowska (see all)

Tagi: , , ,

15 Responses to “Po co nam religia w szkołach?”

  1. Monika Płatek says:

    Rozmawiałam o religii w szkole z wieloma osobami. Nie miały dobrych wspomnień z wyjątkiem Elżbiety Adamiak, autorki fascynującej: Milczącej obecnosci, ksiązki o niedostrzeganiu kobiet w religii i w kościele katolickim. Może gdyby było więcej przygotowanych nauczycielek i nauczycieli lekcje religii, którym towarzyszyła by także nauka filozofii i religioznastwa mogłyby słuzyć rozwojowi i intelektualnemiu i duchowemu. Niestety, chyba nie taki ich cel i tylko można sie pocieszać, że to ideologiczne pranie mózgu jest tak samo mało efektywne jak to, które uprawiano w stosunku do młodych pionierów w Zwiazku Radzieckim. Oczywiscie pozostaje problemem, że pod pozorem prowadzenia nauki płacimy ogromne pieniądze na rzesze ludzi, którzy pod pretekstem religii w szkole uchodzą za szkolnych nauczycieli.

  2. Danuta Psuty says:

    W podstawówce na lekcji religii katechetka puszczała nam filmy o tym, że “Gwiezdne Wojny” to sekta. Opowiadała również, że “samogwałt” jest grzechem i w ten sposób szatan przedostaje się do ciała człowieka – nie za bardzo wiedziałam, o co jej chodzi, o masturbacji dowiedziałam się dopiero potem. W gimnazjum siostra zakonna rozdała nam widokówki i poleciła napisać, co na nich widzimy. Każdy, kto miał skojarzenia z Bogiem, dostawał 6. Ksiądz w liceum kazał napisać, czego oczekujemy od naszego przyszłego męża (w ramach przygotowania do małżeństwa). Poprawną wypowiedzią było oczywiście “wychowanie dzieci w duchu katolicyzmu”. Każda lekcja religii, na której musiałam siedzieć była tylko stratą czasu. Nie dowiedziałam się nic ciekawego, co najwyżej pośmialiśmy się z zabobonów katechetki/siostry/księdza i odrabialiśmy prace domowe. Lekcje religii doprowadziły do tego, że kościół omijam szerokim łukiem. Jeśli nadal będą wyglądały w ten sposób, liczba niepraktykujących z roku na rok będzie się powiększać. Większość młodych ludzi (tak jak ja) nie chce być tak głupio i naiwnie indoktrynowanych.

  3. Marta Michałek says:

    Właściwe prowadzenie zajęć z religii, szczególnie dla małych dzieci, jest niełatwą sztuką. I zgadzam się, że nierzadko osoby ją prowadzące nie mają odpowiedniej koncepcji prowadzenia zajęć ani krytycznego podejścia do tej ważnej wszakże tematyki.

    Ja jestem być może jedną z nielicznych osób, które uczęszczały na naprawdę świetne i prowadzone na wysokim poziomie lekcje religii. Warte podkreślenia jest jednak to, że były one prowadzone przez osobę świecką (teologa) “bez przegięć”.

    Dlatego też analizowaliśmy (na tyle krytycznie i naukowo, na ile było to możliwe dla młodzieży gimnazjalnej) różne teksty modlitw i biblijne oraz filmy (takie jak “Matrix” czy “Siedem”), po których prowadziliśmy dyskusje dot. aspektów religijnych i etycznych w nich obecnych.

    Nie zamierzam odnosić się do wątku słuszności obecności religii w szkole. Chciałam tylko potwierdzić, że zdarzają się przypadki lekcji religii, które sprzyjają rozwojowi intelektualnemiu i duchowemu.

  4. Jarosław says:

    “Bo tolerancji, otwartości i szacunku dla drugiego człowieka i jego/jej inności raczej ciężko uświadczyć w sali lekcyjnej z katechetką bądź księdzem” Myślę, że to nadużycie.

    A skoro przy temacie religii w szkołach, to osobiście nie wiem, czy nie powinno jej tam być, raczej nie z kieszeni podatników ale czy wcale ? Jednocześnie z doświadczenia mogę rzucić pomysł tworzenia mniejszych grup po 8-12 osób na lekcje religii, myśle że wtedy każdy czuje sie mniej anonimowy i bardziej aktywnie bierze udział w zajęciach, czy realnej dyskusji o tematach poważnych, moralnych itp.

  5. Basia says:

    Jarosław, bez żartów. Takie małe grupki to niech sobie księża w kościołach zbierają. W szkole nie ma na to miejsca ani czasu. U mnie w liceum już sporym wyczynem organizacyjnym było podzielenie klas na dwie grupy pod względem zaawansowania w posługiwaniu się językiem angielskim i później ułożenie planu tudzież wrzucanie wuefów dziewczyn i chłopców osobno. A tu taka ekstrawagancja na rzecz czego? Lekcji, na których nigdy nie dowiedziałam się niczego pożytecznego, a ostatnie dwa lata liceum spędziłam na szydzeniu z głupoty i zaściankowości poglądów mojej katechetki.

    • Jarosław says:

      Moim zdaniem, lepiej by było jednak w szkołach to zorganizować, ze względu na spodziewaną lepszą frekwencję. Problemem dla dzieci moglybybyc liczniejsze okienka ale niekoniecznie. Dla szkoly mógłbybyć z kolei problem z salami, ale trundo mi się rzetelnie odnieść do tego, bo nigdy szkole nie pracowałem i planów nie układałem. Ekstrawagancja na rzecz odmiany lekcji religii na taką która by spełniałą swoją rolę w większym stopniu. Czemu mamy od razu likwidować coś co nie działą, zanim spróbuje się to naprawić ?

      • Ewwwa says:

        a chodziłam na lekcje religii do sal katechetycznych przy kościele. Muszę powiedzieć, że w czasach liceum chodziłam bardzo chętnie, bo lekcje były bardzo ciekawe. Było tam więcej etyki i filozofii niż katechizmu (ksiądz uważał, że katechizmu nas nauczono w podstawówce). Czasami urządzał nam również pokazy slajdów (nie było wtedy wideo) ze swoich licznych podróży po całej Europie. Moja grupa bardzo chętnie chodziła na te lekcje i prawie w komplecie dotarliśmy do matury z religii. Dlatego uważam, że religia w szkole jest jednym wielkim nieporozumieniem i prawie wszędzie traktowana jest jako “lekcja do odrabiania lekcji”.

        • Jarosław says:

          może rzeczywiście macie rację, taka religia poza szkołą mogłaby mieć inny “wymiar”, a chyba tylko od rodziców zależałoby czy ich dzieci by tam chodzily… ciekawe

  6. Mania says:

    Moim skromym zdaniem wrpowadzenie religii do szkół to jak strzał w kolano. Ja wspominam lekcje religii w przykościelnej salce bardzo miło. Chętnie uczęszczałam nie tylko na lekcje religii ale też na spotkania scholi. Z rozrzewnieniem wspominam msze DLA DZIECI ze śpiewającymi dzieciakami i grającą na gotarze siostrą zakonną. Kiedyś to wszystko sprawiało większości dzieciakom przyjemność, teraz msza to obowiązek :( smutne ale rpawdziwe

    • Jarosław says:

      Wydaje mi się że to też troche wynika z rozwydrzenia dzisiejszej młodzieży szczególnie. Kiedyś jak podejrzewam byla wieksza dyscyplina, a dziś na zwykłych lekcjach dzieci potrafia się zachowywać jak bydło, a na lekcji religii są najmniej ograniczani jeżeli chodzi o zachowanie. Wiec może potrzeba, a raczej napewno, reformy szkolnictwa na rzecz wychowania. A potem moze religia stałaby się relaksem, ale z którego można by wynieść coś pożytecznego jeżeli chodzi o moralność, spojrzenie na świat, etykę… Ale nie skreślam wizji przeniesienia religii do Kościołów, ale raczej w ostateczności jeżeli nic nie zadziała na rzecz polepszenia obecnej sytuacji bez takiej zmiany.

  7. Arek says:

    Mnie wywalono w 5 klasie z lekcji matematyki i nazwano durniem.
    Postuluję aby znieść lekcje matematyki w szkole.
    Na okładce zeszytu miałem namalowane czerwone kredki zamiast np. Pitagorasa lub Sierpińskiego!

    Idąc za rozumowaniem p. Marii Pawłowskiej lub innych feministek jeszcze raz apeluję o zniesienie matematyki w szkole!

    Feminizm jako niewydarzony płód rewolucji francuskiej na którym niestety nikt nie dokonał aborcji, adoptowany przez dwóch wielkich ojców Marksa i Engelsa, wcielony w życie w 20-stym wieku
    przez siły pokoju i postępu , wniesiony na sztandarach rewolucji, adorowany przez liberałów oraz inne miernoty!

  8. Arek says:

    I jeszcze jedno w sprawie tolerancji.
    Tolerancja jako słowo nie wytępuje w Piśmie Św., tego słowa ciężko
    gdziekolwiek znaleźdź.
    Bo tak naprawdę tolerancja wyparła bardzo ważne słowo mianowicie
    miłość, ot co. Tolerancja w relacji z kim innym oznacza, że ledwo akceptuję tę drugą osobę, co tak naprawdę nie niesie nic pozytywnego!
    Niech każdy w cichości swego pomieszczenie spróbuje rozebrać na czynniki pierwsze słowo tolerancja to zobaczy, że nic z tego nie zostanie.
    Za bardzo szafuje się tym słowem a nikt nie wie co ono naprawdę znaczy.
    Proponuję zamienniki: szacunek, miłość, akceptacja zaufanie…

  9. Maddy says:

    “a swoją drogą czemu dzieci muszą być wypisywane a nie zapisywane, jak na inne nieobowiązkowe zajęcia?”

    Nie muszą!!!!

    Prawo nakazuje organizować lekcje religii NA WNIOSEK rodziców.
    Rodzice powinni oświadczyć, że wyrażają wolę aby ich dziecko UCZESTNICZYŁO w tych zajęciach.
    Ba, oświadczenia takie szkoła powinna zbierać co roku.
    Jak dziecko nie ma kartki od rodziców to nie powinno zostać wpuszczone na lekcje religii.
    Jeszcze lepiej – jeżeli dyrekcja nie trzyma żadnego wniosku o organizację religii, nie ma prawa takowej organizować z własnej inicjatywy.

    “Wypisać” dziecko religii musi jedynie rodzic który je tam najpierw zapisał.
    Każda inna procedura stanowi naruszenie obowiązującego prawa.
    Niestety, dyrektorzy szkół (a czasami i kuratorzy) mają polskie prawo w głębokim poważaniu, ważniejsze jest, żeby proboszcz/biskup/whoever w sutannie był zadowolony.

  10. Ada says:

    Jestem w 3 liceum klasie mat-fiz. od 2 lat nie chodze na religie, nie przystąpiłam do bierzmowania. Zraziłam się do kościoła już pod koniec 6kl podstawówki (katecheza: pani siedzi my rysujemy bawimy się rozmawiamy; klasa równoległa: kartkówi ze znajomości przykazań i modlitw, sprawdziany których bali sie wszyscy.) ale przez gimnazjum MUSIAŁAM chodzić na religie nie ze względu na moich rodziców którzy uznali ze 13 rok życia to dla mnie odpowiedni moment aby podjąc decyzje określająca moją wiare. Jednak na wypisanie się z religii nie pozwoliła mi chęć posiadania wyższej średniej. Więc nie wypisałam się i otwarcie powiedziałam pani katechetce na początku 1 roku ze nie wierzę w boga i konfrontowałam moją wiedzę z jej wiedzą powiedzmy że jej argumenty w jakiejkolwiek kwestii były dość nikłe. Przez pierwszą kalse liceum religia wyglaała tak: Ksiądż stary i głuchy puszczał nam film którego nikt nie chciał oglądać rozpuszczał telewizor najgłośniej jak się dało, a nam stawiał jedynki za granie w karty czy rozmowy. Po pół roku się wypisałam jednak dalej przesiadywałam w sali wraz z połowa klasy która się wypisała aby pograć w karty. Wciąż dostawaliśmy jedynki mimo wypisania się. Teraz przez siedzę przed klasą i czekam na lekcje którą mam po 2h religii. Ostatnio usiadłam pod drzwiami bo usłyszałam ze ksiądz krzyczy. Jeśli przekrzykiwanie uczniów i wpieranie im że wcale nie potrzebują pieniędzy ani studiów żeby rodzic dzieci i ze powinni brać śluby jak najszybciej i wychowywać jak najwięcej dzieci niekoniecznie mając sensowną prace czy studia. Z tego co opowiada mój mat-fiz to nie pierwsza taka sytuacja. Ksiądz nie pozwala im się nawet wypowiedzieć zagłusza ich. Nigdy powtarzam NIGDY nie puściłabym własnego dziecka na takie lekcje religii .

    • Jarosław says:

      Nie dziwię się Tobie Ado, kto chciałby chodzić na lekcje gdzie na siłę się wpaja jakieś treści, do tego dotyczące często sumienia, niedopuszczając do wyrażenia własnego zdania, gdzie nie ma rozmowy, tylko monolog prowadzącego, wygłaszany agresywnie, chaotycznie czy “egocentrycznie”. Poza tym atmosfera dopuszczająca lekceważenie nauczyciela jest sytuacją oburzającą. Wracając do tematu, przykro że są tacy księża. Ale to potwierdza ze slabo ich ksztalcą. Pierwszą zasadą powinno być “prawda zawsze zwycięży” i odpowie na każdy zarzut, a prawdę tą masz (poza sobą), w ręku, w postaci Biblii, mówiąc w lekkiej przenośni…

Zostaw odpowiedż