bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Grodzka na Prezydenta!

February 1st, 2015 by Monika Płatek

W prawyborach Zielonych na kandydatkę na najwyższy urząd w Polsce wysunięta została posłanka Anna Grodzka…i zaczęło się.

Jeden ze szmatławych tygodników przygotował na okładkę tekst, który w zamierzeniu sensacyjny, w rzeczywistości ośmiesza to pismo.

By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

Krzycząca okładka głosi:

„W Sejmie transseksualna, prywatnie mieszka z heteroseksualną kobietą” .

W tytule zawarta jest sugestia; że to wszystko blef, że to polityczna kreacja… Anna Grodzka poświęcająca się, by zasiać tym sposobem ziarno tolerancji i wiedzy w narodzie?! Już sam artykuł i ta sugestia to najlepszy dowód jak niewiele wiemy o transseksualiźmie i losie osób transseksualnych! 

Nie interesuje mnie bliżej autor, który wziął się za próbę opluwania Anny Grodzkiej. Trzeba być jednak ciężkim niedoukiem i nie dostrzegać piekła przez które przechodzą osoby transseksualne, by sugerować tu kreację dla celów politycznych. 

Pismo od szmatławca odróżnia styl. Pismo dyskutuje o racjach, szmatławiec opluwa. Specjalnie nie podaję jego tytułu. Nie wart jest tego. Prawda jest taka, że posłanka Anna Grodzka ma prawo do prywatnego życia takiego jakie chce mieć lub ma. To jej sprawa z kim i jak mieszka, i w co chodzi ubrana. Nie musi odpierać insynuacji, nie musi się tłumaczyć. Niszczą Annę Grodzką? Nie, przede wszystkim źle świadczą o tygodniku, który, aby zaistnieć chwyta się plugastwa.

Wstrętny tekst już za chwilę wyścieli śmietniki. Jednak nawet on pokazuje  jak bardzo potrzeba nam i więcej wiedzy o orientacji płciowej i orientacji seksualnej i dobrej ustawy o korekcie płci. 

Przeczytajcie to raz jeszcze.

„W Sejmie transseksualna, prywatnie mieszka z heteroseksualną kobietą” .

Aż bije po oczach stereotypowe zardzewienie. 

Jak gdyby było tak, że osoba transseksualna obowiązkowo coś lub z kimś musiała lub nie mogła.   .

Obróćmy więc podłe w pożyteczne. Podejdźmy to tego naukowo, abstrahując od szmatławego tekstu.

Osoba transseksualna może mieszkać z kim chce i jak chce, I nie ma się to nijak do identyfikacji płciowej i orientacji płciowej. 

Identyfikacja płciowa i orientacja seksualna to dwie, nieprzystające do siebie kategorie.

Identyfikacja płciowa związana jest z tym, czy czujemy się kobietą, czy mężczyzną. Orientacja seksualna zaś dotyczy tego do kogo odczuwamy zewnętrzny pociąg seksualny.

Czasami zdarza się, że kobiety uwięzione są w męskim ciele, lub mężczyźni w żeńskim i wtedy mówimy, o osobach transseksualnych (transpłciowych). Pozostałe, to osoby cis-płciowe; kobiety identyfikujące się psychicznie jako kobiety w biologicznych ciałach kobiet, mężczyźni identyfikujący się psychicznie jako mężczyźni w biologicznych ciałach mężczyzn.

Wszyscy natomiast, zarówno cis jak i trans mają jakąś orientację seksualną. Każda jest równowartościowa, choć zróżnicowana liczebnie. Może być heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna, a nawet a-seksualna, gdy miłość i bliskość jest tak samo ważna jak u hetero, bi i homo, ale seks już niekoniecznie. Heteroseksualną wyróżnia zaledwie to, że przeważa liczebnie, nie jest przez to jednak lepsza od biseksualnej czy homoseksualnej.

Żeby więc już na przyszłość mieć jasność I abstrahując od tekstu ze szmatławca: osoba transseksualna może być zarówno heteroseksualna jak i homoseksualna… Jeśli jeszcze tego nie wyjaśniłam sięgnijcie do książek, jest już ich sporo, np. do zbioru, w którym pisze i Anna Grodzka (Transpłciowowść – androgynia. Studia o przekraczaniu płci), albo po Kate Borstein (Gender Outlaw).

Co? Że jak? …O.k. proszę bardzo, zadajmy i to pytanie. Że po co skoro ktoś byłby homoseksualną kobietą lub był mężczyzną w nie swoim ciele miałby to zmieniać, jeśli mógłby w sztucznym ciele udawać i mieć dostęp do stosownie kobiet i mężczyzn bez liku?

W pytaniu, zazwyczaj kryje się już odpowiedź. Kto z Państwa chciałby być zatrzaśnięty? całe życie w sztucznym ciele? i całe życie udawać? Idźcie do dentysty i poproście o borowanie po nerwach bez znieczulenia. Idźcie do chirurga i poproście o amputacje, oderżnięcie zdrowych nóg na żywo, tępym nożem. I wciąż to nie będzie ten ból i to cierpienie które – bez znieczulenia – dotyka osoby transseksualne. Osoby zatrzaśnięte nie w swoim – psychicznie odczuwanym – ciele.

A co z Anną Grodzką?

Anna Grodzka na Prezydenta! I skoro Anna Grodzka na Prezydenta to czas dostrzec, że w polityce i w Sejmie jest właśnie Ona – Anna Grodzka, osobą nietuzinkową. Jak mało kto zna się na gospodarce, na problemach społecznych i jest nie tylko merytoryczna, ale i pracowita. Dodatkowo rzeczywiście robi i to: uświadamia i działa, by eliminować dyskryminację osób i ze względu na ich orientację płciową, i orientację seksualną. Myślę, że samym swoim przykładem i postawą zrobiła też ogromnie wiele by podnieść kulturę debaty publicznej.

Czy trzeba się z Anna Grodzka zgadzać? Nie, ale żeby stanąć w szranki do debaty trzeba mieć wiedzę i poglądy. A gdy brak? Szmatławe pismo plugastwa się chwyta i próbuje lać pomyje, licząc na to, że ludzie to kupią.

Kupią? Ja nie kupię i Państwu też to proponuje. Liczą na finansowy i medialny rozgłos. Mam nadzieje, że się przeliczą. 

A Anna Grodzka?

Anna Grodzka na Prezydenta!   

Dziękuję za życie

January 24th, 2015 by Monika Płatek

Ten tekst dedykuję pamięci ukochanej mamy mojej przyjaciółki, Ninie Pełczyńskiej – Rosjance i cudownej osobie. Przeżyła horror blokady Leningradu, a mimo to nie dała się – zachowała uśmiech, życzliwość dla ludzi, serdeczność i zdolność do śmiechu, którym zarażała także moją mamę. Dzięki niej uchroniona zostałam przed niechęcią do języka rosyjskiego, i nie uległam zawężonemu, wąskotorowemu postrzeganiu i Rosji i Rosjan. Dziękuję.     

Nie wiem kiedy urodził się Minister Spraw Zagranicznych Grzegorz Schetyna. Nie wiem jakie ma wykształcenie, co wie, i ile rozumie; prawdę mówiąc niewiele mnie to obchodzi. Nic nie usprawiedliwia, nawet ignorancja i brak dyplomatycznego wyrobienia, by sprawując takie stanowisko przynosić nam wstyd i obrażać swoim zachowaniem Rosjan, Rosjanki i tych dla których pamięć walki Związku Radzieckiego z Niemcami jest ważna.

"Arbeit macht frei, Auschwitz I, Polonia" by Poco a poco - Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg#mediaviewer/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg

“Arbeit macht frei, Auschwitz I, Polonia” by Poco a poco – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg#mediaviewer/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg

To nie nasza armia, która miała nie oddać ani guzika, ale Armia Czerwona była w Oświęcimiu w styczniu 1945.  Można toczyć polityczne spory, można nie zgadzać się z Putinem, ale to nie powód, by obrażać i przynosić nam wstyd.

Styczeń 1945 w Auschwitz- Birkenau?

Mróz, biel, otępienie, a jednocześnie trochę wreszcie ciszy i wysadzone kominy, które już nie ognią  śmiertelnym jadem. Patrzyła miesiącami na płonące kominy i wiedziała, że to tylko kwestia czasu kiedy i ona… tak samo, tą samą drogą   

A tymczasem okazało się, że miało być inaczej. Koniec miał przyjść z zamrozu, bieli i głodu… I jeszcze ten staruszek…Mógł być całkiem młody, mógł mieć lat tak samo mało jak ona, ale wpadł w „muzułmanizm” a to postarzało i do tego w mrozie miał na bosych stopach tylko jeden chodak. Natknęła się na niego po wyjściu z baraku. Trzeba było znaleźć dla Ceni, Niusi, dla siebie i dwóch innych coś do jedzenia. Jednak raptem zorganizowanie dla niego drugiego chodaka było nawet ważniejsze niż jej i ich głód.

Trwało, ale zdobyła! Zdobyła nie jeden, a dwa, całą parę i nigdy nie powiedziała jak, skąd? To były dobre chodaki, ale kiedy wróciła on już „doszedł”; dołączył do zwalonej sterty trupów. Potem się zastanawiała czy było rozsądne, że i tak zostawiła mu te buty, chociaż przecież byli inni,  też potrzebujący, ale nie potrafiła inaczej. I ucieszyła się, że czuje żal i nagle strasznie płacze nad nieznanym staruszkiem, który przecież mógł być młody. Obóz…obóz obracał w proch nie tylko w komorach i piecach…

Nie rozumiałam, co to znaczy? Z czasem Ona też coraz mniej, a jednak pamiętała nieczucie, równie złe jak głód i zimno. Niemcy, w popłochu opuszczali Auschwitz-Birkenau; jeszcze palili papiery, jeszcze czyścili magazyny, ale to co miało być świetną niemiecką organizacją, ani świetne, ani zorganizowane nie było.

Dla tych, którzy nie wyszli z Auschwitz w marszu, który z czasem nazwano marszem śmierci, czas stycznia 1945 roku, kiedy już Niemcy opuścili obóz stał się, jak wspominała, najstraszniejszy. Nie było Niemców, ale był mróz, biel, otępienie i straszny głód. Na bloku doktora Mengele, na którym kobiety rodziły dzieci było dużo kobiet: Polek, Jugosłowianek, Francuzek, Belgijek, były Żydówki w ciąży, z całej podbitej Europy. Były też Rosjanki…Czy były to Rosjanki, czy Ukrainki? To pytanie nigdy nie padło. Było wtedy nieważne.

Moja mama która w ciąży trafiła po Powstaniu Warszawskim na oddział Mengele urodziła 22 grudnia 1944 roku, syna. Był mróz, miała zapalenie płuc i dużo mleka. Karmiła mojego brata i dwójkę innych dzieci. Przyjaźnie, które zawarła na bloku pewnie pomogły jej przeżyć, bo nie była sama. Ziemniaka dzieliły na trzy, a jak trzeba było to i na cztery. Tyle, że wtedy, w tamte styczniowe dni już nie było, ani resztek spleśniałego chleba, ani zgniłych obierek. Grzebanie w śniegu niewiele dawało, a magazyny opróżnili Niemcy – tu wykazali skrupulatność.   

Może ludzie z Oświęcimia pomagali innym uwięzionym, ale do nich, do zawszonego baraku kobiecego, gdzie były kobiety z dziećmi – nie dotarli. Nawet szczury uciekły. Zostały same, w bieli, w przejmującym mrozie, bez jedzenia; pewne, że czeka ich śmierć. Czas zamrożonego w śniegu głodu nam najedzonym i umoszczonym w cieple może kojarzyć się z bajkami Andersena, dla nich, i matka przyznawała to z trudem, był gorszy od śmierci. Były przyjaźń i wspólnota, ale nie było sił. I umarłyby, gdyby nie Rosjanie i Armia Czerwona. Jeśli ktoś w rządzie polskim lub poza nim ma wątpliwości niech spyta tych, co przeżyły, a teraz już coraz częściej nas – ich dzieci.

To Armia Czerwona oswobodziła Auchwitz-Birkenau. Czy byli to Ukraińcy? To pytanie nie padło. Było nieważne, że część Ukraińców walczyła z Niemcami i znani byli ze szczególnego okrucieństwa. Część jednak pewnie była w Armii Czerwonej, i dla mojej mamy chłopcy, głównie młodzi, radośni i głośni byli znakiem życia. Czy się to komu podoba, czy nie, blok na którym kobiety z dziećmi, króliczki doktora Mengele skazane były na głodową śmierć, z zamarznięcia do życia przywróciła Armia Czerwona. Rosjanie? Ukraińcy?…Tak i pewnie i Kazachy też.

Przewieźli kobiety do szkoły w Brzeszczach, i nawet wtedy o nich nie zapomnieli. Mama mówiła, że były lekko wystraszone, gdy żołnierze wpadli nagle do sali na której leżały z dziećmi. A oni znów hałaśliwi i uśmiechnięci postawili na środku pokoju kubeł pełen puszek z mięsem ze swego żołnierskiego żołdu – nu żenszcziny, pust budiet wam i waszym rebjonkam na zdarowie

Pewnie, gdyby nie to, że w puszkach, rzuciłyby się na nie, i pewnie by im zaszkodziło… od tak dawna nie jadły; ale liczył się serdeczny gest i ten zdecydowanie poszedł na zdrowie i im, i ich dzieciom. Czyli można wciąż dzielić się, oddać swoje jedzenia nieznanym, tylko z ludzkiego odruchu…to znaczy, że wciąż ludzkie odruchy istnieją. To się liczyło i to zapamiętała.

Jak i to, że one pojechały do szkoły, do swoich, do Polaków. A ci sami młodzi chłopcy na rozkaz swoich przełożonych Rosjanki zapakowali w wagony. Zaryglowali jak wcześniej ryglowali te wagony Niemcy, i jak oni posłali kobiety…tyle, że tym razem na wschód. Dla swoich nie byli mili. Więźniarki Rosyjskie zawiodły, także te w ciąży i z dziećmi; miały za Stalina, za rodinę walczyć i ginąć, a skoro przeżyły, znaczy uległy i nie dość dobrze walczyły. 

Rosjanki, a może Ukrainki; Rosjanie czy Ukraińcy więc na nowo uwięzili i  załadowali kobiety w bydlęce wagony?   

Rosjanie? Ukraińcy, czy obłędni, nieodpowiedzialni, nadęci i szafujący ludzkim życiem politycy. Nie brak ich, także i u nas. Raz bawią się w wojenkę, innym razem, kiepsko, w politykę. Za ich głupotę, pychę płacą kobiety, dzieci, mężczyźni, którzy chcieliby żyć i żyć w przyjaźni także między sobą.   

Mój brat, gdy miał ochotę się nade mną wyzłośliwiać, mówił mi, że zawdzięczam życie Hitlerowi. To proste. Gdyby żył jego ojciec, który z Oświęcimia dostał się do Mathausen, i tam został zabity, to prawdopodobieństwo, że nasza matka spotka i poślubi mojego ojca była niemal równa zeru…Tyle, że prawda jest  jeszcze inna.

I mój brat i ja zawdzięczamy nasze życie Armii Czerwonej, bo gdyby minęło jeszcze kilka dni, i gdyby Armia Czerwona nie wyzwoliła Oświęcimia, nie przeżyłaby nasza matka, a wówczas jego szanse na przeżycie, a moje na poczęcie byłyby żadne. I to jest fakt! Dziękuję więc Armii Czerwonej za życie. Dziękuję za wyzwolenie obozu zagłady Auschwitz-Birkenau i przepraszam za nietakt i indolencję polityczną polskiego Ministra Spraw Zagranicznych.

Mężatka i naukowiec czyli PAP o nagrodzie Nobla

October 7th, 2014 by Maria Pawłowska

Znajdźcie proszę różnicę w tym jak PAP przedstawia noblistkę i noblistę.

źródło: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402163,may-britt-moser---szczesliwa-mezatka-i-spelniony-naukowiec.html

źródło: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402163,may-britt-moser—szczesliwa-mezatka-i-spelniony-naukowiec.html

On: Norweg Edvard I. Moser studiował matematykę i statystykę, a także psychologię i neurobiologię, ale to odkrycia w tej ostatniej dziedzinie przyniosły mu Nagrodę Nobla, najwyższe wyróżnienie w świecie nauki. Badacz otrzymał ją za badania nad pamięcią przestrzenną.

Ona: Psycholog i neurobiolog May-Britt Moser, szefowa Kavli Institute for Systems Neuroscience znalazła sposób na godzenie życia prywatnego i zawodowego – połączyła obie dziedziny, a wspólna praca naukowa z mężem przyniosła jej Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii.

May-Britt Moser, Edvard Moser i John O’Keefe dostali Nagrodę Nobla z Medycyny bądź fizjologii za pracę nad mózgiem. Tak się składa, że dwójka ze nagrodzonych to małżeństwo ale nikt Edvarda Mosera nie przedstawia jako szczęśliwie żonatego ani do jego bezpośrednich sukcesów nie zalicza godzenia życia prywatnego i zawodowego (bo wiadomo, że od tego miał żonę). Dopóki w momencie zdobycia jedno z najważniejszych nagród naukowych świata będziemy przedstawiać kobiety jako żony i naukowców a nie naukowycznie, które zrobiły niesamowitą robotę, dopóty

mamy poważny seksistowski problem.

 

 

Jak z Płatka – TEST

October 1st, 2014 by Monika Płatek
Rachid Lamzah - La bouderie / sulkiness - Flickr (creative commons)

Rachid Lamzah – La bouderie / sulkiness – Flickr (creative commons)

Zrobiłam test. Zadzwoniłam do kilku kolegów z pytaniem jak zareagowaliby, gdyby zaproszeni na nocleg zamiast spania oddzielnie zaproponowano by im łóżko małżeńskie razem z gospodynią, na co nie mieliby ochoty. Kilku wyśmiało mnie od proga, że wybacz, ale na nas nie licz – zawsze mielibyśmy ochotę. Na szczęście paru zastanowiło się i stwierdziło, że gdyby nie chcieli, gdyby naprawdę nie chcieli powiedzieliby grzecznie: nie, nie chcę; nie nadaję się, chrapię; cuchnę i nie czuję się jak i zwyczajnie nie; wolę spać oddzielnie, nie z Tobą.

Nie lubię żartów, ani śmichów z molestowania seksualnego. Równie niedopuszczalne jest jak błotem obrzucanie podejrzeniem o molestowanie, gdy go nie było. To zbyt poważne i zbyt bolesne.

Posłowie i posłanki oraz każdy czy z ambony, czy z mównicy, kto wywrzaskuje się przeciwko ratyfikacji konwencji o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie bierze na siebie odpowiedzialność za utrwalanie i reprodukowanie wzorców psychicznego kneblowania ust i umysłów kobiet i dzieci doznających przemocy w rodzinie. Na zewnątrz ma wyglądać cacy, by ksiądz, posłanki i posłowie mogli udawać, że rodzinę można pisać przez duże ”R” . To kobiety, rodziny, dzieci mają dbać, by nikt się o niczym nie dowiedział; to na nich spoczywa obowiązek utrzymywania pozorów. Kobiety latami, w ciszy znoszące gwałty ze strony męża, dzieci latami znoszące burdy, wciury, poniżanie, lęk. Policja przyjeżdża wezwana do awantury, ale „dobrotliwie ulega” prośbie żony, by nie zabierać, bo ona sobie poradzi. Przyzwala i utrwala tym przekonanie, że to jej wstyd i jej wina i to ona ma udawać, że nic się w jej rodzinie nie dzieje. Prokuratorzy latami odmawiają postępowania, bo żona „wycofała” „wniosek” – choć to nie jest przestępstwo wnioskowe, więc nie ma co cofać. A mimo to „znęty” się umarza i tym samym bez słów posyła się twarde przesłanie – to twoja kobieto i wina i sprawa. Sytuacja zależności, presji opinii publicznej, fałszywego przekonania, że to „dla dobra rodziny”, bywa że i presji księdza, który doradza nieść pokornie „swój krzyż”.

Gwałt i przemoc seksualna to sprawy zbyt poważne, aby zamykać na nie oczy i uszy. Czy dotyczą tylko kobiet? Nie, mężczyźni też są gwałceni; najczęściej przez innych mężczyzn (internaty, domy opiekuńcze dla dzieci, więzienie, wojsko) i rzadziej w sytuacjach rodzinnych (choć i tu trzeba pamiętać o chłopcach wykorzystywanych przez członków rodziny) czy w związkach. A przez kobiety? Nie jest wykluczony także gwałt i molestowanie mężczyzny przez kobietę. I mniejsza o to, że chłopcy wychowani są do zachowań asertywnych, a dziewczynki do spolegliwej ciszy i nieliczenia się ze swoimi potrzebami. Mniejsza i o to, że kulturowo mężczyzna jest tym, który wykazuje inicjatywę, kobieta tą, która musi się z nią uporać. Mniejsza, bo nie można wykluczyć, że scenariusz może być inny. To ona może wyjść z propozycją, to on może być zmuszony się z nią zmierzyć.

Tkwimy na dodatek cały czas w doktrynie i przepisach prawa karnego w wygodnej dla patriarchalnego porządku teorii wolności seksualnej, gdzie „nie”, znaczy „nie”; i gdzie wciąż intelektualnie nie przerobiliśmy na gruncie doktryny i prawa istoty autonomii seksualnej, gdzie potrzeba aby wybrzmiało: „tak”.

Couple in a Suite - Flickr - Creative commons

Couple in a Suite – Flickr – Creative commons

W niektórych jednak sytuacjach, jak w tej na początku – zaproszenia do łoża małżeńskiego – jeśli tego nie chcę – nie wchodzę, i tym wyrażam swoją odmowę i brak zgody na: „tak”.

Niezależny pan odmawiający niezależnej pani to nie jest sytuacja, w której mąż latami, dzień po dniu ciągnie żonę do piwnicy, by ją gwałcić – bo tak lubi; ani piętnastolatka zgwałcona przez ojczyma, bo ten chce sprawdzić czy pasierbica jest dziewicą. Żonie i pasierbicy na nic się zdadzą: „nie, nie chcę”. A dorosłemu mężczyźnie, który przyjaźni się ze starszą kobietą? „Tak” znaczy „tak” nie wymaga zgody wyrażonej na piśmie. Wystarczy dogadanie się, czasami nawet i bez słów. Nie wchodzę do łóżka, a jeśli wszedłem i zaczyna się krok po kroku pytanie dłonią, zbliżeniem, jeśli mu przychylnie odpowiadam, to choć bezgłośnie, to mówię „tak”; tym bardziej, że po jakimś czasie wracam i robię to samo, i znów i raz jeszcze. Psychiczne uzależnienie? Bo chcę ją lepiej poznać, być przy niej? Ja wzięłabym to, jeśli nie za miłość, to co najmniej za romans. I również wtedy, gdyby było to nie po drodze małżeńskie łoże nie musiałoby odciskać ciał dwojga. A skoro odciskało, skoro było; czy wyobrażenie o więzi, serdeczności, bliskości i wzajemnym pociągu nie miało zakotwiczenia?

Relacje bywa, że się psują. Bywa. I mimo to tkwimy w nich, bo gdy przyjedziemy do Warszawy, nie będziemy mieli gdzie spać? Będziemy musieli płacić za hotel? Tkwimy, bo boimy się, że ta druga osoba ”jeśli odmówię, straci mną zainteresowanie, nie będę mógł jej lepiej poznać, być przy niej”?!

Jeśli dlatego to robimy, czy aby tak naprawdę nie okazujemy się cholernie nieuczciwi, arogancko interesowni i nadużywamy zaufania, igramy z uczuciami i daleko nam do deklarowanej przyjaźni. Jeśli całym naszym zachowaniem wprowadzamy w błąd i oszukujemy, naciągamy, także na pieniądze to…aż żal zmarnowanego zaufania i czasu podarowanego tak niewłaściwie.

Jak z Płatka: Kobieca solidarność

September 17th, 2014 by Monika Płatek

„No i ta kobieca solidarność”…zatrzymałam się zaskoczona wpół słowa, bo z tonu redaktora Tomasza Kwaśniewskiego z radia RDC nie biło ciepło i podziw, ale zgryźliwa ironia. Szło o reakcję na moje słowa. A ja rozważałam, pewnie głosem, który brzmiał jędzowato, powody wycofania przez Marszałkini Ewy Kopacz, dokumentów do ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Odbyło się to na wniosek PiS i na dwa dni przed spodziewaną ratyfikacją Konwencji.

Redaktor Kwaśniewski pewnie poczuł się nieswojo sądząc, że atakuję wtedy wciąż jeszcze Marszałkinię Ewę Kopacz i skoro takie miał wrażenie, to widać mój ton takie wrażenie sprawiał, choć ja widać zbyt ostro, starałam się jedynie ZROZUMIEĆ, co się stało?

Uzasadnienie podane przez Marszałkinię brzmiało kuriozalnie. Przychyliła się do wniosku PiS, iż Konwencja „wymusza zmiany, które ingerują w instytucję małżeństwa, rodziny, sposobu wychowania dzieci, zaburzając tym samym ich dotychczasowe funkcjonowanie, oparte na akceptowanej tradycji i wyznaniu”.

Ależ oczywiście! Po to jest wprowadzana, by ingerować! Nie w samą instytucję małżeństwa jako taką czy rodziny, ale w mity i przekłamania o tej instytucji, które stwarzają, utrwalają i powielają zachowania i normy przemocowe!

Nie w sposób wychowania dzieci en block , ale w te jego elementy, które sprzyjają i podtrzymują przemoc wobec dzieci!

Opcja polityczna Pani Marszałek, czyli PO we współpracy także z innymi ugrupowaniami, przerobiła to przez dwa lata, wprowadzając stosowne poprawki w przepisach prawa. Przygotowała też stosowny raport o zgodności Konwencji i polskiego prawa. Wyobrażałam więc sobie, że wobec takiego dictum opozycji, Marszałkini to wyjaśni. Tym bardziej, że większość z zarzutów tej samej przecież treści została rozłożona na łopatki przez Pełnomocniczkę Premiera ds. równego statusu kobiet i mężczyzn prof. Małgorzatę Fuszarę, parę dni wcześniej, w trakcie pierwszego czytania Ustawy ratyfikacyjnej.

Skoro jednak Marszałkini uległa presji opozycji to albo A albo B:

A)    Sugerowała, że rząd pracując nad przygotowaniem ratyfikacji Konwencji przez dwa lata nic w gruncie rzeczy nie zrobił, obijał się, leserował, zmarnował czas, wysiłki swoich urzędników i tabunu ekspertek i ekspertów;

B)    Jeśli jednak rząd wykonał zleconą mu pracę zakończoną przedstawieniem Konwencji do ratyfikacji i mimo to proces ten został wstrzymany to znaczy, że bez dochodzenia do władzy sprawuje ją opozycja. Opozycja rządzi bo oficjalnie rządzący robią to, czego opozycja sobie życzy.
Jeśli i to nie jest prawdą, to znaczy, że ratyfikacja została, być może, przehandlowana za interes polityczny. Jaki? Głosowanie za absolutorium; nie stwarzanie problemów w trakcie pierwszych tygodni nowego rządu, może coś jeszcze innego? W kuluarach sejmowych rozgrywane interesy poszczególnych ugrupowań nie raz prezentowane są ogółowi jako, interes społeczeństwa i narodu. Ugrywanie, dogadywanie…miałoby to sens, gdyby świadczyło o zdolności negocjowania w interesie społecznym. Nie o interes społeczny jednak najczęściej chodzi.

Jeśli Konwencja została przesunięta do zamrażarki – bo „wymaga tego bieżący interes polityczny”, to jest to jeszcze jeden, walący po oczach dowód za niezwykle pilną potrzebą ratyfikacji Konwencji!

Do zamrażarki wpycha się to, co wpychać się da, co można, bo słabe, bo niemocne, mocy pozbawione przez prawo, polityków, tradycje, codzienne rutyny.

Sprawa kobiet i przemocy wobec nich nadaje się widać do zamrażarki bo przemoc wobec kobiet i przemoc w rodzinie używana jest wytrych w politycznych gadkach, ale w praktyce cieszy się niewielkim poważaniem (Patrz przypadki wicepremierów, posłów i wyższych urzędników państwowych nie płacących alimentów bez potępienia społecznego, bez skutecznej egzekucji i bez świadomości, że jest to demonstrowana na co dzień forma przemocy ekonomicznej wobec kobiet i rodziny. Rzesze niepłacących idą za przykładem, który płynie z góry) .

Nie odpowiedziałam Panu Redaktorowi Kwaśniewskiemu w tym samym stylu: zaraz, zaraz a gdzie jest kobieca solidarność Marszałkini? Nie dlatego, że to byłoby nie fair, ale dlatego, że i Marszałkini/Premiera Kopacz wie, i ja wiem, że choć Marszałkini i Premiera, to sprawuje męską władzę i na męskich warunkach.

Nie odpowiedziałam Panu Redaktorowi Kwaśniewskiemu w tym samym stylu także dlatego, że razem z innymi okazuję i nadal zamierzam okazywać Pani Premierze/Premierce (jak będzie wolała) solidarność w postaci podpisów pod petycją na rzecz ratyfikacji Konwencji.

6228261439_df6efd5282_o

Mariia Kravtsova – Soccer Ball – Flickr – Creative Commons

Chcę by wiedziała, że za ratyfikacją stoi społeczna siła. Tym silniejsza, że bez ambon, bez presji kartki wyłożonej do podpisu po niedzielnej mszy i na szkolnym korytarzu pod bacznym wzrokiem dbających o „niewychylaniesię”. Nikt tu tego robić nie musi, a mimo to, zachęcony argumentami – podpisuje. Nie idzie o zwykłą demonstrację siły. Raczej o zrozumienie, że naprawdę mamy do wykonania sporo pracy, by wyrugować praktyki przemocowe z naszego życia dla dobra i kobiet, mężczyzn, dzieci i miłych relacji rodzinnych.

Nie sposób zrobić tego w pojedynkę. Nie sposób zrobić tego siłami wyłącznie samych kobiet.

Możemy to zrobić razem. Liczę na wszystkich, którzy są zdania, że do kopania jest piłka nożna – nie człowiek; kobieta, mężczyzna, dziecko. Do dołowania jest piłka golfowa nie człowiek – mężczyzna, dziecko, kobieta. Wyskoki są dobre w siatkówce, a nie w seksualnych napaściach na dziecko, kobietę, mężczyznę. Szczypiorniak jest super na trawniku, ale szczypiorem, szczawiem i mirabelką nie wyżywi się rodzina dotknięta przemocą ekonomiczną.

Bez ambon – dla dobrej jakości życia kobiet i mężczyzn bez przemocy

September 9th, 2014 by Monika Płatek

Nie mamy ambon, nie stoi za nami siła opus dei, ani kasa stowarzyszeń wspieranych przez możnych z klauzury i klauzuli. Nie mamy niedzielnych kazań i świdrującego napierania na wiernych, by podpisali i nie narażali się hierarchii.

Ale przecież jesteśmy! I mam i nadzieję i przekonanie, że poradzimy sobie i bez ambon.

To tylko i aż podpisy pod petycją  –do Sejmu i do Pełnomocniczki Premiera ds.  Równego Statusu  przeciwko ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie.

Nie nadużywam próśb, więc tym pewniej teraz proszę:

podpiszmy petycję za:

1) ratyfikacją Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie; i za

2) wykluczeniem zastrzeżenia, że może być przyjęta pod warunkiem, że będzie stosowana zgodnie z polskim porządkiem konstytucyjnym. To byłby groźny precedens stwierdzający, że jeśli zastrzeżenia takiego brak – to Konstytucji można nie przestrzegać.

Przygotowałam petycję, zamieściłam ją na stronie www. petycje.pl (link poniżej)

Potrzeba nam kilku tysięcy podpisów i mamy na to tylko czas do czwartku do 11 września 2014.

Mam nadzieję, że razem damy radę.

Z góry dziękuję; Monika Płatek

http://www.petycje.pl/petycja/10809/o_ratyfikacje_konwencji_o_zwalczaniu_przemocy_wobec_kobiet_i_przemocy_w_rodzinie.html


Jak z Płatka: C.d.n.

August 11th, 2014 by Monika Płatek

Pamiętacie Państwo długą batalię o Protokół z posiedzenia Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu Rzeczpospolitej Polskiej i Konferencji Episkopatu Polski z 14 listopada 2013r.?

Wystąpiłam o ten protokół 1 grudnia 2013 roku.

Otrzymałam go 18 czerwca 2014.

Jego treść podałam do wiadomości publicznej.

 

Jedno ze zdań, w tym protokole, jest – moim zdaniem – szczególnie wstrząsające.

Jest to uniżone zapewnienie Pana Jacka Cichockiego, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (sic!) skierowane do kardynała Nycza, w kontekście polityki rodzinnej, że Rząd nie podejmuje żadnych działań dotyczących związków partnerskich.(s.6).

Wysoki przedstawiciel polskiego rządu zapewnia kościelnego urzędnika działającego niby w imię miłości bliźniego, że nie zamierza zrobić nic w sprawie eliminacji dyskryminacji Polaków i Polek ze względu na orientację seksualną.

Że ich prawo do rodziny, bliskości, uznania istniejących więzi partnerskich i rodzicielskich nie będą respektowane.

Że rząd palcem w bucie nie kiwnie przed rozpasanym przyzwoleniem na poniżanie ludzi i łamanie ich praw!

Wszystkiego bym się spodziewała po Szefie Kancelarii Prezesa rady Ministrów, ale nie tak jawnej deklaracji, że zamierza olewać konstytucyjny zakaz dyskryminacji obywatelek/obywateli w kraju.

Człowiek, który ma szczególny obowiązek dbać o podnoszenie poziomu cywilizacyjnego i niedyskryminację oraz przestrzeganie porządku prawnego, zapewnia drugiego, który wtrąca się w nie swoją materię, że w Polsce nadal będą stosowane podwójne standardy i będziemy odmawiać ludziom prawa do życia rodzinnego i prywatnego na gruncie orientacji seksualnej. Że będziemy traktować jak obcych ludzi, którzy się kochają, a ich dzieci będziemy poniżać, traktować gorzej i wykluczać traktując ich i ich rodziców jak odszczepieńców….Nikt z obecnych nie przytoczył ani – kochaj bliźniego jak siebie samego, ani: wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, i nikt nie może być dyskryminowany w życiu społecznym z jakiejkolwiek przyczyny (art. 32 Konstytucji RP).

Teraz, gdy wyszło na jaw, że ciężar utrzymania Kościoła w sposób niewspółmierny został przerzucony na barki ludzi, chce się nam wmawiać, że tak samo jest w Niemczech. Nie jest. Tam płaci podatnik/podatniczka ze swoich podatków na kościół do którego, deklaruje, że należy. U nas haracz ściągany jest w sposób nieproporcjonalnie wysoki i ze wszystkich, także tych, którzy na kościół katolicki w Polsce płacić nie chcą.

Byłoby to nawet śmieszne – gdy słucha się, że w straży pożarnej ksiądz na etacie bierze miesięczną pensje, by pogadać ze skaleczonym w palec strażakiem, ale to prawdę mówiąc, śmieszne nie jest. Nie jest też prawdą, że zalew etatów jakie dostępne są dla księży wynika z konkordatu. Nie jest prawdą, że do zmian dzisiejszej patologii potrzeba zmian w konkordacie. Warto jednak prześledzić proces, który do tego doprowadził. Warto sprawdzić jak do tego doszło, że przerzucono na barki dość ubogiego społeczeństwa utrzymanie armii żyjących wygodnie mężczyzn, którzy dyktują warunki, ale za nic nie ponoszą odpowiedzialności. Nie myślę, że kryje się za tym zła wola rządzących. Może być jednak spowodowane brakiem jawności i transparencji działań. Stąd wystąpiłam z kolejnym wnioskiem o udostępnienie dokumentów, by promować przyzwyczajenie do jawności i transparencji działań władzy. C.d.n.

 

KOPIA WNIOSKU:

Warszawa 11 sierpnia 2014

 

Dotyczy: udostępnienia dokumentacji przebiegu obrad Rządowej i Kościelnej Komisji Konkordatowej oraz zespołów wspólnych strony Rządowej i Kościelnej Komisji Konkordatowej

 

Do: Józef Różański

Dyrektor Departamentu Wyznań Religijnych

Oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych

Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji

 

Departament Wyznań Religijnych

Oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych

Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji

Od: Monika Płatek dr hab. Prof. UW

Wydział Prawa i Administracji UW

email:platek@wpia.uw.edu.pl

 

WNIOSEK

 

Zwracam się z wnioskiem o udostępnienie mi w trybie dostępu do informacji publicznej protokołów [lub stenogramów] oraz materiałów towarzyszących z posiedzeń:

Rządowej i Kościelnej Komisji Konkordatowej powstałej w 1998 roku po wejściu w życie Konkordatu między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską (25.04.1998 r.), które odbyły się w ramach 24 spotkań w okresie między 1998 a 2011 rokiem.

W szczególności protokołów ze spotkań, które miały miejsce w dniach:

  1. 19.06.1998
  2. 02.10.1998
  3. 15.12.1998
  4. 02.03.1999
  5. 26.03.1999
  6. 04.05.1999
  7. 21.06.1999
  8. 06.09.1999
  9. 12.01.2000
  10. 29.02.2000
  11. 03.04.2000
  12. 06.11.2000
  13. 15.12.2000
  14. 06.03.2001
  15. 04.04.2001
  16. 05.06.2001
  17. 10.09.2001.
  18. 20.01.2003
  19. 16.11.2004
  20. 28.07.2005
  21. 30.06.2006
  22. 28.03.2007
  23. 17.11.2009
  24. ??.11.2011

Wiem, że przewodniczący Rządowej Komisji Konkordatowej zmieniali się kilkakrotnie w ciągu ostatnich 10 lat. Obsługa merytoryczna znajdowała się w tym czasie w gestii różnych organów administracji rządowej.

Dla ułatwienia Państwu pracy, z przyjemnością przypominam, że Rządowej Komisji Konkordatowej przewodniczyli:

w rządzie Premiera J. Buzka – Pani Minister Teresa Kamińska,

w rządzie Premiera L. Millera – Pan Wicepremier Marek Pol. a od 2003 r. Pan Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz;

w rządzie Premiera M. Belki – Pan Minister Włodzimierz Cimoszewicz, a od stycznia 2005 r. Pan Minister Spraw Zagranicznych Adam Daniel Rotfeld;

w rządach Premiera K. Marcinkiewicza i Premiera J. Kaczyńskiego – Pan Wicepremier Ludwik Dorn.

W rządzie D. Tuska od grudnia 2007 r. przewodniczącym rządowej komisji jest Minister Spraw Zagranicznych Pan Radosław Sikorski.

Mam nadzieję, że te informacje pozwolą na sprawne, niezwłoczne przesłanie sprawozdań z posiedzeń jakie miały w tym czasie miejsce.

Wnoszę także o przedstawienie protokołów z pracy czterech zespołów strony rządowej i przedstawicieli kościoła katolickiego w Polsce, które zbierają się i obradują oddzielnie. Chodzi mi o sprawozdania/protokoły/stenogramy z posiedzeń :

  1. Zespołu ds. Archiwów.
  2. Zespołu ds. Finansów.
  3. Zespołu ds. Szkolnictwa Wyższego
  4. Zespołu ds. Wspólnego Dziedzictwa Kultury

Z poważaniem

Monika Płatek

Jak z płatka: Jak przy okazji wagi ciężkiej pozbyć się kobiet z rynku pracy?

August 6th, 2014 by Monika Płatek

Nic tak bardzo nie budzi moich podejrzeń jak informacja o kolejnych ulgach dla kobiet. To zawsze cuchnie mniejszą pensją, gorszym stanowiskiem, cięciami przy zatrudnieniu, odsunięciem od szkoleń i awansów. Podstępnym wyeliminowaniem z rynku pracy i usunięciem w niebyt.

Wygląda na to, że pod pretekstem, że dla kobiet i ich zdrowia chcemy lepiej, szukamy drogi pozbycia się ich z rynku pracy. Jeśli na dodatek bierze się za to ustawodawca i w dodatku w kodeksie pracy – to podejrzewać należy kolejne podchody z serii walki ze strasznym genderem, a nie z otwarciem tego rynku dla kobiet.

Tym razem kodeks pracy ma iść w kierunku ustawowej zmiany, która będzie wymagała, aby kobiety nie dźwigały [patrz: http://www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Kodeks-pracy-nowelizacja-dotyczaca-m-in-zdrowia-kobiet,143526,2.html]. Już to było i już sobie raz z zakazem prac ciężkich i niezdrowych dla kobiet poradziliśmy, ale jak widać – tylko na chwilę.

Kodeks ma podobno stanowić, że żadna kobieta nie może wykonywać prac związanych z nadmiernym wysiłkiem fizycznym (w tym przy ręcznym transporcie ciężarów), które mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia. Pomijam brak jasności sformułowania „nadmierny” oraz równa niejasność „zagrożenie dla zdrowia”. Uważam całość za dyskryminujące i niebezpieczne. Nie podoba mi się stwarzanie pozorów, że kobieta to paprotka na którą trzeba chuchać, a o zdrowie męskie dbać nie trzeba. I jedno i drugie jest nie do przyjęcia.

Ale zaraz, zaraz – powie ktoś, co jest złego w tym, że ustawodawca dba o to, by kobiety nie dźwigały; przecież przeciętnie ich masa mięśniowa i w konsekwencji siła jest mniejsza niż u mężczyzn. Przecież to tylko biologia!

bags

Zdjecie: Barbara Krawcowicz “woman carrying bags”; Flickr (creative commons)

Może i biologia, ale tam gdzie dziś trzeba dźwigać ciężary, pracują podnośniki, wózki, suwaki i sprzęt wszelkiej maści. I nie ma co udawać, że kobiety nie dźwigają, podobnie jak nie ma co udawać – od ciężarów siadają kręgosłupy i kobiet i mężczyzn. Wybiórczość w tych sprawach cuchnie dyskryminacją kobiet na rynku pracy, i mężczyzn gdy rzecz dotyczy ich zdrowia.

Na co dzień on ma 1.96 m, ona 30 mniej we wzroście i kilogramach wagi, ale on jest po kontuzji kręgosłupa i nie może dźwigać, więc dźwiga ona. On z teczką wychodzi z domu ona z wózkiem, dzieckiem za rękę i siatami po 15 kilo w każdym ręku taszczy siebie obciążona zakupami i przychówek po schodkach i krawężnikach. Z zaświadczeniem lekarskim czy bez, macha po 15-45 kilo na rękę, na co dzień. Kobieta w ciąży to temat oddzielny, ale tu ustawodawca go nie porusza. Jeśli niezdrowe jest dźwiganie, to jest niezdrowe, bez względu na płeć. Jeśli coś szkodzi na płodność, to szkodzi, a to dotyczy w równym stopniu kobiet i mężczyzn. Męska bezpłodność jest dziś problemem, bo może wczoraj jeszcze nie była nazwana, choć była nie mniejsza, ale dziś wiemy, że nic nie usprawiedliwia dbałości o płodność kobiet i lekceważenie zdrowia reprodukcyjnego mężczyzn. Przeciętny mężczyzna może podnieść większy ciężar, ale to przeciętna kobieta dźwiga na co dzień więcej…

Nadmierny wysiłek fizyczny? Dlaczego mężczyzna – jeśli chce – może się nadmiernie fizycznie wysilać, a kobieta – ustawowo – ma być tego pozbawiona? Dawniej podobnie uważaliśmy, że kobieta nie może pracować w porze nocnej i w paru innych miejscach. Zazwyczaj tak się składało, że w tym czasie i w tych miejscach płaca zazwyczaj była wyższa, a awans szybszy.

„Ulgi” bywają trudniejsze do udźwignięcia niż siaty, z po 15 kilo każda i do przeniesienia przez kilka kilometrów w upale i w chłodzie! Może to niezdrowe, ale kobiety na co dzień obsługując rodzinę dźwigają i nikt im za to nie płaci i żaden lekarz wtedy nie protestuje. Ustawa, która uniemożliwia dźwigania za które dobrze płacą i zezwala w tym samym czasie na podobne dźwiganie bez wynagrodzenia – usuwa kobiety z rynku pracy, zawężając pulę dostępnych dla nich stanowisk, nic poza tym. Warto więc zwracać uwagę na obłudę pozornej dbałości o kobiece zdrowie. Nie chodzi tu bowiem na pewno o dobro i interes kobiety. Jeśli ktoś zatrzaskuje drzwi przed nosem mówiąc, że wie lepiej co dla dorosłej kobiety jest dobre, to nie o jej dobro i nie o jej interes mu chodzi. Mam więc nadzieję, że te nowe przepisy w proponowanej dyskryminującej kobiety formule, nie wejdą w życie.

 

 

Nielogiczny Richard Dawkins i gwałt

August 3rd, 2014 by Monika Płatek

One in three reported rapes happens when victims was drinking”(Co trzeci gwałt ma miejsce gdy ofiara jest pod wpływem alkoholu). Jak donosi „Gazeta Wyborcza”*, plakaty o takiej treści umieszczone w angielskich szpitalach wywołały wściekłość ponad 90 000 ludzi. Chciałoby się napisać: wywołały zrozumiałą wściekłość, ale okazuje się, że ze zrozumieniem tego nad Wisłą miewamy problemy. Reakcja na plakaty tej treści niekoniecznie przypomina natychmiastowe działanie rządu brytyjskiego, który przeprosił, przyznał, że to plakaty z dawnych lat, rzeczywiście niestosowne i do usunięcia. U nas padło pytanie, no ale czy to nieprawda? Prawda. No więc, czy nie jest to zwykła informacja? Nie jest. I skoro trzeba to wytłumaczyć, to trzeba to wytłumaczyć.

Co jest nie tak z tą informacją i co przy okazji jest nie tak z Richardem Dawkinsem i jego logiką, który chcąc bronić rząd władował się na minę swojego perwersyjnego, bo nielogicznego myślenia. Po kolei więc, najpierw plakat, potem Dawkins.

Co wynika z informacji, że co trzecia ofiara zgwałcenia jest pod wpływem alkoholu? Czy wynika z tego wprost, że co trzeci gwałciciel wykorzystuje to, że ofiara piła? Czy jasno wynika z tego, że należy wysłać mężczyznom komunikat –za gwałt odpowiada gwałciciel? I że i nic gwałciciela nie tłumaczy?

Na plakacie jest tylko kobieta, pijana i w mini. Gwałciciela brak. Do kogo więc jest ten plakat skierowany? Czy naprawdę zawarta w nim treść jest neutralna? Czy obecność wyłącznie kobiety nie oznacza: nie pij, to nie będziesz zgwałcona? Nie pij, bo jak cię ktoś zgwałci, to sama będziesz sobie winna? Piłaś, to się nie dziw?

Z czego można tu odczytać, że jak ktoś jest pijany to nie jest w stanie świadomie wyrazić autonomicznej entuzjastycznej zgody na seks, więc seks z taką osobą to gwałt? I gdzie na tym plakacie jest gwałciciel? Nie ma go, pozostaje nieobecny, niewidoczny, nieświadomy swojej odpowiedzialności. I ta nieświadomość dominuje. Przykład? Lekarz ginekolog, w kiltu, z tytułami i wieloletnią praktyką. Rechocząco wyśmiewa pacjentkę, która dopiero wyszła do tej, która właśnie weszła. Proszę sobie wyobrazić, że Pani poprzedniczce zachciało się pigułki „po”! Zorientowała się, że wczoraj, gdy popiła, „puknęli” ją na imprezce. Na chłodną uwagę tej co weszła, że panie doktorze opowiada mi pan o gwałcie dokonanym na pana pacjentce, lekarz przestał się śmiać i z całą stanowczością stwierdził–jaki gwałt, przecież ona była pijana, gwałtu nie było. Przychodnia jest w Warszawie, za wizytę trzeba tu słono płacić, a lekarze wpisują się na listę tych „z sumieniem”. Nie wiem co znaczy ich sumienie, wiem, że brakuje im wiedzy, że gwałcicielem jest każdy, kto wykorzystuje do seksu, a więc gwałci osobę, która nie może swobodnie, autonomicznie wyrazić na to zgody. W tej też sytuacji okazuje się, że plakat: „Co trzeci gwałt ma miejsce gdy ofiara jest pod wpływem alkoholu” nie informuje lecz dezinformuje i utrwala kulturę gwałtu.

W Kanadzie świetnie to rozumieją i stąd i w przychodniach, w autobusach i nawet w bibliotekach publicznych rozwieszone plakaty informują wprost: „It’s not sex when she passed out; sex with someone unable to consent=sexual assault” (to nie jest sex, jeśli ona nie ma świadomości; seks z osobą, która nie może wyrazić na to zgody = napaści seksualnej). Na plakacie widać leżącą kobietę, obok niej wywrócony kubek, a nad nią mężczyzna w pozie wyrażającej zamiar. Na plakacie są oboje. Nie ma dwuznacznKanada_Sexual_assaultości i nieobecności. Nieważne czy śpi, czy zasłabła, czy piła i jest pijana. Seks w takich warunkach nie jest seksem, ale przestępstwem, napaścią seksualną, zgwałceniem. Sygnał w tej sprawie jest wysłany jasno do sprawców. To oni mają kontrolować siebie i swoje zachowanie. Nikt tu nie mówi kobietom, że mają być poddane jeszcze większej kontroli; nie próbuje ograniczać ich swobody. Za gwałt odpowiada gwałciciel i tylko gwałciciel. Alkohol może skutkować ból głowy, ale nie jest przyzwoleniem na gwałt i za gwałt nie odpowiada. To nie alkohol gwałci, gwałci gwałciciel. Sygnał nie jest wysyłany do kobiet, by jeszcze bardziej uważały. Przekaz nie jest skierowany do potencjalnych ofiar, że mają się mieć na baczności, bo to one odpowiadają za to, co z nimi sięstanie. Jest skierowany wprost do potencjalnych sprawców! I to jest różnica.

Przekaz wysłany jest do źródła; do sprawcy. Po pierwsze nie gwałć, i wtedy nie będziemy mieli gwałtów. Pamiętaj alkohol i krótka spodniczka nie są ani przepustką do jej ciała, ani pretekstem byś mógł winę za przestępstwo, którego się dopuszczasz przerzucić na ofiarę. Jeśli ona jest pijana, nieprzytomna, zasłabła lub śpi –seks w takich warunkach jest zawsze zgwałceniem, bo odbywa się bez przyzwolenia, bez zgody.

Takie proste, a jednak do wielu nie trafia, także do Richarda Dawkinsa. Chciał dobrze, ale wbrew pozorom był nielogiczny. Uznał, że dobrym przykładem logicznego wnioskowania jest zdanie:”Gwałt na randce jest zły. Gwałt przez nieznajomego z nożem na gardle jest gorszy. Jeśli uważasz, że to aprobata gwałtu na randce, znikaj i naucz się myśleć”. Biedny Dawkins, nie przyszło mu do głowy, że ten z randki też potrafi przyłożyć nóż do gardła zmieniając się nie do poznania. Wkopał się jeszcze bardziej porównując to zdanie do kolejnego: “Kradzież 1 funta jest zła. Kradzież starszej pani oszczędności całego życia jest gorsza“. Biedny Dawkins. Pomijam, że nie przyszło mu do głowy, że jeden funt to wszystko co stanowiło oszczędności starszej pani. Ważniejsze, że przyjął, iż zgwałcenie podlega stopniowalności. Przypomina mi to rozmowę z wice-ministrem sprawiedliwości, dowodzącym, że gwałt zbiorowy jest gorszy od zwykłego, bo zwykły jest przecież intymny, jako, że w obecności zaledwie gwałconej i gwałciciela. Biedny wice-minister.

Co więc ze stopniowalnością w kodeksie karnym? Nie zaproponuję, by zgwałcić Dawkinsa na randce i przez nieznajomego z nożem na szyi. Nie będęo krutna, użyję logiki. Stopniowalność w gwałcie zbiorowym i wyższa karalność bierze się z faktu, że mamy do czynienia ze sprawcami, gdzie każdemu z nich zabrakło „jaj”, by powstrzymać i siebie i pozostałych. Bierze się z zarzutu współuczestnictwa i ocenia zachowania sprawców. Wnioskowanie, że było to jeszcze gorsze dla ofiary może jest prawdziwe, ale nie wynika z tego logiczny wniosek, że gwałt dokonany przez jednego sprawcę przynosi mniejszą traumę. Logika nakazuje uwzględnić, że w takich przypadkach nie mamy do czynienia z policzalnymi funtami, gdzie jeden może być wszystkim co mamy lecz z psychiką, która sprawia, że gwałt dokonany przez obcego choć straszny pozwala niekiedy nam sięz tym uporać i iść do przodu, a gwałt dokonany przez ukochanego, męża, narzeczonego, chłopaka, znajomego, któremu ufamy może zniszczyć w nas nie tylko radość z seksu, ale i zaufanie do siebie i świata; i bywa niestety, że niszczy na zawsze. Nie ma logicznej stopniowalności gwałtów. Każdy gwałt jest zły. Każda ofiara radzi sobie z tym po swojemu i inaczej. I bywa też, że sobie nie radzi – niezależnie od tego czy byłto gwałt na randce, czy dokonany przez nieznajomego. I niezależnie od tego, czy zgwałcona osoba to kobieta czy mężczyzna. Logika nakazuje rozumowo uznać niepoliczalną ilość zróżnicowania skutków. Naciąganie na naszą indywidualną niewrażliwość logiki świadczy i o braku logiki i o niewrażliwości. Czy można z tego wnioskować, że Richard Dawkins nie był zgwałcony, i nie wie co gada? Byłoby dobrze, gdyby nie był zgwałcony. Możliwy jest jednak i inny wniosek, że akurat sam Richard Dawkins zgwałcenie na randce zniósł lepiej niż gwałt dokonany przez obcego, który przyłożył mu nóż do szyi.

 

*http://wyborcza.pl/1,75477,16415838,Zgwalcona_bo_pila_alkohol__Plakaty_oburzyly_Brytyjczykow.html

Cynizm, „trzęsiportyzm” czy niewiedza? Komu szkodzi nieprzestrzeganie prawa

July 16th, 2014 by Monika Płatek

Na stronie internetowej rynekzdrowia.pl został przedrukowany artykuł ze strony gloswielkopolki.pl pod bardzo dziwnym tytułem: „Poznań: przerwą ciążę, jeśli jest to zgodne z prawem“.

800px-Intensivstation_(01)_2007-03-03

Robią łaskę, że będą przestrzegać prawo? Czy może wobec kuriozalnej rodzimej sytuacji, chwalą się super odwagą, że będą działać zgodnie z prawem? Czy Szefowie poznańskich szpitali wespół-zespół zadeklarowali odwagę? Cokolwiek, by to było, z treści artykułu wynika deklaracja wprost odwrotna; że poznańscy dyrektorzy szpitali zamierzają ignorować prawo i pod pozorem jego przestrzegania,  puszczając cynicznie oko, deklarują, że będą je niemal w całej rozciągłości – łamać! Sabotować! Lekceważyć!

Oto bowiem : „Szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie mówią, że jeśli zgłosiłyby się do nich pacjentki, którym sąd wydał zgodę na aborcję, to pomogą.” Sąd?! Skąd tu raptem sąd?

Jeżeli to nie jest kaczka dziennikarska, jeśli nie jest jak za Gierka [Pomożecie?!…], i jeśli to nie jest godny pożałowania brak znajomości obowiązujących przepisów, to znaczy, że szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie oświadczyli, że bimbają na prawo i mają zamiar kpić sobie z uprawnionych.

Szefowie szpitali w Poznaniu, którzy będą czekali na decyzje sądu o tym, czy zachodzą warunki do przerwania ciąży – nie doczekają się. Skoro więc deklarują czekanie na sąd jak czekanie na Godota – deklarują wolę łamania prawa!

Sąd, i to sąd opiekuńczy tylko w jednym przypadku wydaje zgodę na aborcję. Ma to miejsce, gdy terminacja ciąży dotyczy dziecka w wieku poniżej lat 13. I tu trudno mi sobie wyobrazić sytuację, gdy sąd zajmuje inne stanowisko niż zgodnie wnioskujący o przerwanie ciąży sama zainteresowana i jej rodzic [W przypadku ubezwłasnowolnionej sąd wtrąca się, gdy zgody między zainteresowaną, a prawną opiekunką nie ma]. Sąd rodzinny nie ma już takiej władzy w sytuacji, gdy ciąża dotyczy osoby dorosłej i dziecka, które 13 lat ukończyło. Wówczas wystarczy zgoda samej zainteresowanej; a dodatkowo prawnego opiekuna, gdy rzecz dotyczy dziecka (między 13-a 18 rokiem życia). W ogromnej więc większości przypadków:

1) fakt, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej stwierdza lekarz,

2) fakt, że badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, stwierdza lekarz, a

3) fakt, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, stwierdza prokurator.

Sąd, najczęściej, nie ma tu nic do roboty, nic do gadania i to nie w jego gestii jest wydawanie decyzji i zgody!

Gdy wymaga tego zdrowie kobiety, co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy wymaga tego stan płodu – co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy zachodzi podejrzenie, że do ciąży doszło w wyniku przestępstwa, co potwierdza prokurator  – decyduje o tym kobieta!

Za każdym razem (poza wyjątkiem dziecka w wieku poniżej lat 13, i ewentualnie osoby ubezwłasnowolnionej)  jest to wyłącznie integralna decyzja kobiety!

To, czy i z kim będzie ona to konsultowała i jaką podejmie decyzję– jest jej sprawą, a nie sądu, nie lekarza, nie księdza i nie wiceministra sprawiedliwości.

Terminacja ciąży, lub jej utrzymanie, pomimo wskazań lekarskich i prawnych – to decyzja wyłącznie kobiety.

Bez względu na to jak to panów drażni, męczy i denerwuje, że decyduje o tym kobieta

– zgodnie z prawem – decyzja należy do niej, i tylko do niej!

Czy więc lekarze zarządzający szpitalami są niedouczeni? Niedoinformowani? Czy zarządzający szpitalami w sprawach przerwania ciąży mogą naprawdę być, aż tak niedouczeni?! Czy może jednak są tak bardzo niechętni przestrzeganiu prawa, gdy jest na to oportunistyczne przyzwolenie?

Warunki dopuszczalności przerywania ciąży reguluje: art. 4a Ustawy z 7 stycznia 1993 roku, o planowaniu rodziny, ochronie płody ludzkiego i warunkach przerywania ciąży. Ustawa jest dostępna w całości na stronie internetowej Sejmu: [http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930170078]. Nie można się tu wykręcać nieznajomością prawa.

Łacińska paremia: Ignorantia iuris nocet do niedawna oznaczała, że nieznajomość prawa szkodzi temu, kto tego prawa nie zna. W Polsce, wraz z przyzwoleniem na łamanie podstawowych jego zasad od pewnego czasu ignorantia iuris nocet oznacza szkodę tych wobec których zobowiązani do przestrzegania prawa, olewają go. Bezkarni, przybrani w nadęte frazesy pozbawiają kobiety praw. Skutki tego bywają dla kobiet tragiczne. Tracą też zdrowie i tracą życie. A wszystko w imię utrzymania władzy lekarza, księdza i wiceministra sprawiedliwości nad rozrodczością kobiet. Czy Poznań właśnie dołączył do tej drużyny?