bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Jak z Płatka: Raj za rogiem

Razi mnie świętoszkowata obłuda, gdy mowa o świadomej prokreacji i zespole Downa. Widać wtedy, że u nas hasło „świętość życia” pogardliwie zaczyna się i kończy na zarodku. Zderzenie nadętych słów i mizernej rzeczywistości, tak cuchnie kontrolą i lekceważeniem dla ciężarnej, płodu i człowieka z Downem, że nie sposób się nabrać na gadkę o godności i wartości życia. Typową, w jej ramach, jest odmowa wykonywania badań prenatalnych, pod pretekstem, że dojdzie do aborcji, gdy okaże się, że to Down. Protekcjonalne demonstrowanie lekceważenia dla zdrowia ciężarnej i płodu uchodzi za przejaw dbania o wartości. Odmowa aborcji z wykrętem, że zespół Downa nie jest ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu demonstruje rozpanoszone poczucie wyższości, które uprawnia do decydowania, także wbrew prawu, za kobietę. To wszystko pod pozorem cnoty i troski o życie. Nadęte tony o świętości życia kończą się na kłapaniu ozorem. A podkulonej postawie wielu z nas, zapatrzonych we własne doczesne korzyści nie starcza już uwagi na los i jakość życia osób z Downem i ich bliskich.

Vidaråsen

Vidaråsen

Urodzić dziecko z zespołem Downa. Urodzić i zapewnić dobrą jakość życia i nieodrzucenie oraz samemu nie popaść w depresję, poczucie nieszczęścia i osamotnienia. Możliwe?

Miałam 20 lat, a moi podopieczni byli w wieku od 11. do 33 lat. Byłam wychowawczynią na koloniach dla dzieci upośledzonych umysłowo. Większość mojej grupy miała Downa, a rzecz się działa pod Warszawą. Mój upór, że mają prawo do decydowania o sobie, choćby o tym co na siebie włożą lub co chcieliby robić w ciągu dnia lub ze swoim życiem traktowane były przez kierownictwo jak niepoważne fanaberie. Wszyscy – kolonistki i koloniści, bez względu na wiek traktowani byli przez nie-Downów jak dzieci. I jak dzieci niekoniecznie ich słuchano i poważano. Dzięki moim Downom poznałam pierwszy raj za rogiem. Podzielili się ze mną swoim kolorowym światem. Nosili go w sobie. Jest w nim ogromna przestrzeń na zaufanie, ciepło, radość, pogodę ducha i zdolność zachwytu nad detalem. Łatwo kochają, mają – o czym najchętniej pruderyjnie wolimy nie myśleć, nie mniej niż my, rozwinięty pociąg seksualny. Boją się samotności i bezużyteczności. Potrzebowali mojej często dla mnie wyczerpującej pomocy i oddawali z nawiązką w uśmiechu i sympatii. Zdaniem kierownictwa mieli być niezdolni do uczenia się języków obcych, niezdolni do dalekich marszów i czegoś tam jeszcze. Chodziliśmy na wielokilometrowe wyprawy przez pola i lasy, angielski łykali w różnym tempie, ale łykali. Ludzie z zespołem Downa zaskakują i rozrzutnie obdzielają spojrzeniem na świat, którego nie-Downom brakuje. Ich świat do którego mnie wpuścili był piękny, bogaty i dobry. Mogliby obdzielić nim i inne nie-Downy. Nie wyszło.  Okoliczne dzieci nie-Downy trenowały wobec ich inności, przy zgodnym akompaniamencie swoich rodziców, głównie szyderstwo i odrzucenie. Szkoda.

W każdą kolonijną niedziele były odwiedziny rodzin. Widziałam różne. Byli kochający się nawzajem, gdzie nie było wątpliwości, że to z Downem jest kochane i wżyte w rodzinę nie mniej niż nie-Downy: matka, ojciec, siostra czy brat. Byli i tacy, którym z powodu dziecka z Downem lęk, wstyd i zmęczenie odbierał wzrok od radości. Zdecydowanie najwięcej było matek, część samotnych, porzuconych, bo gdy okazało się, że to Down mężczyzna tego nie dźwigał i znikał. Choć stereotyp ojca, który w takiej sytuacji odchodzi byłby niesprawiedliwy i nieprawdziwy. Wszyscy, wszyscy bez wyjątku mówili o koszmarnym strachu o przyszłość dziecka, o braku wsparcia, osamotnieniu i ciężarze ponad siły.

Świętość życia sprawdza się w praktyce. Zatrzaśnięte w słowach jest tylko pustą fasadą.

Urodzić dziecko z zespołem Downa. Urodzić i zapewnić dobrą jakość życia i nieodrzucenie oraz samemu nie popaść w depresję, poczucie nieszczęścia i osamotnienia. Możliwe?

Miałam 30 lat, a moi gospodarze byli w wieku od prenatalnego po wiek dobrze dojrzały, który Poniedzielski nazywa „wiekiem stabilnej młodości”. Zostałam zaproszona do Vidaråsen – na Wzgórze Vidara. To wioska, nieco oddalona od Oslo, malowniczo położona i z rozmysłem zbudowana inaczej niż pozostałe w Norwegii.

Jej pełnoprawnymi mieszkańcami są osoby upośledzone umysłowe. Osoby nieupośledzone też tam mieszkają, ale w sprawach wioski mają głos doradczy. Odrębność od innych wiosek norweskich wyraża się w pozornym nieuporządkowaniu zabudowań, przecinaniu się ścieżek, wymuszających liczne codzienne spotkania wielu. Przypomina bardziej wioskę Polską i odpowiada zasadom budownictwa dbałego o bezpieczeństwo płynące z bliskich kontaktów mieszkańców.

Poznałam tam drugi raj za rogiem. Ten dział się w realu. Mieszkańcy, wszyscy! pracują, uczą się i żyją jak w komunie. Wiem, brzmi okropnie, ale w tym miejscu nie-Downy i Downy korzystają pełnymi garściami z bogactwa świata Downów, który u nas się marnuje. Praca jest tam traktowana jak przyjemność. Oferta zajęć jest równie bogata jak wyobraźnia Downów. Od wypieku chleba, przez produkcje na roli, garncarstwo, lalkarstwo po budowę domów, uprawę kapusty i ujeżdżanie koni. W wiosce jest, bo tak chcieli, nawet filharmonia. Działają szkoły. Jest i parlament, który, gdy nie odbywają się tam obrady mieszkańców służy, wedle potrzeb, za dom modlitewny, halę sportową, za plac targowy lub dyskotekę. Każdy dom w wiosce nosi czyjeś imię. Moją bezpośrednią sąsiadką była kobieta w ciąży. To był jej i jej partnera wybór, by dziecko z zespołem Downa przyszło na świat w Vidaråsen.

Mieszkałam w domu J. Korczaka. Jak w każdym i tu mieszkały osoby z Downem. Mój norweski był słaby, ich angielski niezbyt płynny, ale spokojnie się dogadywaliśmy. W Norwegii wszyscy mówią po angielsku, więc niby czemu nie miałyby osoby z Downem?

Dostajemy to, czego oczekujemy. Norwegowie oczekują, że osoby z Downem nie będą żyły inaczej, ani trochę mniej godnie niż reszta Norwegów i że Downy i nie-Downy będą żyli razem. Bez wykluczenia. Bez odrzucenia. Z korzyścią dla wszystkich.

I proszę mi tylko darować teksty, że na to może sobie pozwolić bogata Norwegia, ale nie taki biedny kraj jak Polska! Norwegia jest tu przede wszystkim bogata duchem bo na serio szanuje życie.

Czy państwo, czyli norwescy podatnicy nie płacą na Vidaråsen? Płacą. Płacą bo mogą i chcą, ale to nie znaczy, że osoby z Downem w Vidaråsen są finansowym ciężarem. Wyprodukowane przez nich dobra sprzedają się i przynoszą zyski. Vidaråsen miało nawet przez chwilę problem, czy aby ich zasady nie wiotczeją na rzecz merkantylizacji. Downy z  Vidaråsen uchwaliły więc, a nie-Downy z Vidaråsen idei tej przyklasnęły, że swoje nadwyżki przekażą innym państwom dla stworzenia miejsc na podobieństwo Vidaråsen. Wiem, że pieniądze zostały przekazane do Rosji, do Łotwy, a mój przyjaciel Nils Christie, obywatel honorowy Vidaråsen, mówił mi, że i do Polski. Szukałam polskiego Vidaråsen – nie znalazłam. Może źle szukałam?

W każdym razie wiem, że decyzja o urodzeniu człowieka  z zespołem Downa tylko pozornie jest taka sama w Polsce i Norwegii. Tam jest dużo mniej kazań, nakazów, osądów i dużo więcej wsparcia, empatii, wspólnoty. Nikt kobiety, która zdecyduje się usunąć płód z zespołem Downa nie potępi. Nikt jej nie odmówi skorzystania z prawa, które jej przysługuje. Nikt jej nie wykluczy. To nadal będzie jej decyzja, tyle, że tam ma wybór, bo raj tuż za rogiem, który mają do zaoferowania osoby z zespołem Downa dzieje się tam naprawdę.

The following two tabs change content below.
Monika Płatek

Monika Płatek

Prawniczka i wykładowczyni akademicka, feministka. Profesor nadzwyczajna Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje w Zakładzie Kryminologii w Instytucie Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji. Jej działalność naukowa i społeczno-polityczna koncentruje się na takich dziedzinach jak prawo karne, prawa człowieka w tym prawa kobiet, penitencjarystyka, kryminologia, wiktymologia,penologia, psychologia społeczna, gender studies, mediacja, sprawiedliwość naprawcza i socjologia prawa.

Tagi: , , ,

Zostaw odpowiedż