bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Jak z Płatka: O co naprawdę chodzi Biskupom – o rodzinę czy o władzę?

Byłam wczoraj na dwóch kościelnych ślubach. Oba były wzruszająco wzajemną serdecznością do siebie Młodych. Na obu księża celebrujący starali się szczerze, by była to uroczystość maksymalnie zgodna ze scenariuszem przewidzianym przez nowożeńców. Były więc wybrane przez nich urywki Biblii i stosowne do tego kazania. Na obu kościół był pełen, a księża nie starali się straszyć, co wcześniej się zdarzało, że małżonkowie za chwilę sobą znużeni, skuci ślubem, zmuszeni będą dźwigać krzyż.  Było więc uroczyście i miło,  ale gdy doszło do objaśnienia istoty małżeństwa choć w różnych słowach – w jednym kościele brutalnie i wprost, w drugim, w woalu finezji i zatajeń, a jednak wybrzmiało tak samo – Pan Bóg Ojciec stworzył mężczyznę i dał mu kobietę do pomocy i ku radości jego. Mąż ma miłować żonę jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, a kobieta ma poważać i być uległa mężowi jak swojemu Panu.

Serio, te słowa wciąż padają pomimo tego, że Istota Boska powiedziała o sobie, iż jest Tą, która Jest. Okazała się głosem i  krzakiem gorejącym. A jeśli o stworzeniu mowa, to niepamięć o stworzeniu kobiety i mężczyzny na obraz i podobieństwo jest wykrętliwym stosunkiem do Słowa. Przyprawianie Boskiej Istocie płci męskiej jest nadużyciem. Fakt częstotliwości i różnorodności nie zmienia faktu nadużycia.

Serio, tak wciąż się też mówi o Chrystusie, pomimo tego, że Chrystus nie za Kościół lecz jeśli to za każdą/każdego, która/y w Niego uwierzy. Nauki Jezusa Chrystusa niosą jasne przesłanie, iż do kontaktu z Nim nie potrzeba Instytucji Kościoła katolickiego. Dobrym tego przykładem są  różne kościoły protestanckie. Katolicyzm nie ma w tym względzie licencji na racje.

Słowa o posłuszeństwie żony mężowi choć owinięte w woal wciąż pozostały pomimo, że już w 1928 roku Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet usuwając fragment zobowiązujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Mąż oczywiście nigdy żonie posłuszeństwa nie ślubował. Nadal mowa jest o tym, że ma z siebie zrezygnować i znosić – nawet gdy dojdzie do tego, co niestosowne. A przecież to niezgodne nawet z prawem, który sam sobie Kościół ustalił. Kanon. 1153 kodeksu prawa kanonicznego stwierdza wprost, iż jeśli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne, tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia także własną powagą, gdy niebezpieczeństwo jest bezpośrednie.

Brak wyraźnego potępienia przemocy w rodzinie, i przypominanie kobietom właśnie wtedy o przysiędze jest niestosowne i oznacza  nietrzymanie się własnych norm.

Pisze o tym nie przez przypadek i nie tylko dlatego, że akurat wczoraj dwukrotnie  słuchałam o promowaniu w kościele katolickim relacji w małżeństwie, niezgodnych z polskim prawem, które przewiduje równość małżonków. Pisze o tym w związku z niedzielnym listem biskupów  wyrażających obawę, że:

na nowo pojawiają się próby podważania prawdy o rodzinie i wprowadzenia ‘związków partnerskich’ w miejsce małżeństwa rozumianego jako jedność mężczyzny i kobiety.

Powiedzmy to sobie wyraźnie i wprost: związki partnerskie nie wchodzą w miejsce małżeństwa a małżeństwo w kościele katolickim nie jest jednością lecz podporzadkowaniem kobiety, mężczyźnie i o zaburzenie TEGO właśnie porządku hierarchom kościelnym chodzi. Obawiają się równości stron. Obawiają się przykładu, płynącego ze związków partnerskich, że równość taka jest możliwa i działa.

Związki partnerskie pozwalają na usunięcie istniejącej dyskryminacji w życiu publicznym i w prawie (także w prawie karnym!) osób, ze względu na ich orientację seksualną, inną niż heteroseksualna. Związki partnerskie istnieją obok małżeństwa. Nie zajmują jego miejsca. Nikt nie będzie zmuszany do wejścia w związek partnerski. Kobiety i mężczyźni nadal będą mogli zawierać śluby, także kościelne.

Księża równie dobrze jak nie-księża wiedzą, że orientacja seksualna jest dana. Są też wśród nich tak, jak i w pozostałej populacji, osoby heteroseksualne, biseksualne, homoseksualne, autoseksualne i aseksualne. I każda z tych orientacji: heteroseksualna, biseksualna, homoseksualna, aseksualna i autoseksualna jest równowartościowa choć nierównoliczna. Z faktu, że osób heteroseksualnych jest najwięcej nie wynika, nic poza tym, że jest ich najwięcej. Nie daje to podstaw, ani nie uprawnia do dyskryminacji pozostałych orientacji, zwłaszcza homoseksualnej, jak to ma obecnie miejsce. Prokreacja nie ma tu nic do rzeczy. Osoba heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna, autoseksualna czy aseksualna z szóstką dzieci jest tak samo normalna jak osoba heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna, aseksualna czy autoseksualna bez dzieci, bez względu na powód bezdzietności.

Osoba wierząca w zamysł i myśl Istoty  Boskiej, nawet jeśli sama nie rozumie tej różnorodności, to zrozumie, że choć własnym rozumem nie sięga to uznaje Jej Boski zamysł i własną ograniczoność. Potępianie i wykluczanie jest więc niestosowne zarówno prawnie jak i na gruncie duchowo religijnym.

Problem Hierarchów nie tkwi zapewne w uznaniu myśli Istoty Boskiej i obecności różnorodnych orientacji seksualnej. To, co przestrasza hierarchów ma charakter całkiem ziemski i wygląda na to, że dotyczy nie rodziny lecz władzy. Tkwi w obawie o demonstracyjną równość partnerów w związkach partnerskich, której odmawia się, w obrządku kościelnym, małżonkom heteroseksualnym. Boją się wyraźnego ujawnienia owej nierówności i braku jej podstaw.

Być może obawiają się także i tego, że w dyskursie równościowym zasadne staje się w tej sytuacji pytanie i o to jakie są dobre powody, oprócz wygody, władzy i braku miłości, dla jednowładztwa jakie sobie uzurpują rezerwując święcenia kapłańskie w Kościele katolickim wyłącznie dla mężczyzn? Przecież nie przestaje być aktualne przesłanie Nauczyciela: nawet jeśli sięgniesz po bogactwa całego świata i władzę całą, a miłości mieć nie będziesz, będziesz nikim.

The following two tabs change content below.
Monika Płatek

Monika Płatek

Prawniczka i wykładowczyni akademicka, feministka. Profesor nadzwyczajna Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje w Zakładzie Kryminologii w Instytucie Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji. Jej działalność naukowa i społeczno-polityczna koncentruje się na takich dziedzinach jak prawo karne, prawa człowieka w tym prawa kobiet, penitencjarystyka, kryminologia, wiktymologia,penologia, psychologia społeczna, gender studies, mediacja, sprawiedliwość naprawcza i socjologia prawa.

Tagi: , ,

24 Responses to “Jak z Płatka: O co naprawdę chodzi Biskupom – o rodzinę czy o władzę?”

  1. AkFa says:

    Moim zdaniem, kościołowi jako całości chodzi o kontrolę. O wyznaczanie reguł i standardów, i wymuszenie ślepego podporządkowania zasadom, które wyznaczają jako instytucja uzurpująca sobie do tego prawo. Nie wiele tak naprawdę to ma wspólnego z wiarą w Boga jako siły wyższej, której głównym przesłaniem jest dobro, miłość i szacunek dla bliźniego.

  2. Jarosław says:

    “Pan Bóg Ojciec stworzył mężczyznę i dał mu kobietę do pomocy i ku radości jego. Mąż ma miłować żonę jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, a kobieta ma poważać i być uległa mężowi jak swojemu Panu.”

    Nie jestem Biblistą, ale pierwsze zdanie odnosi sie do księgi stworzenia czlowieka i mozna z niej wyciągnąc taki wniosek. Nie wiem jaka jest oficjalna interpretacja Kościoła, ale mozna… Facet zostal storzony jako pierwszy i samemu byloby mu smutno wiec Bóg stworzyl mu kobietę… Skoro jednak ludzie są ulepieni na podobieństwo Boga, oboje, wiec są
    równymi LUDźMI. Chciałbym mocno zaznaczyć że drugie zdanie nie
    może być zestawione z pierwszym bo rodzi złe jego zrozumienie.

    A mianowicie, mówi ono o porządku w małżeństwie, o jego modelu, jaki jest właściwy i który wynika z różnic pomiędzy płciami. Mężczyzna ma miłować, czyli KOCHAĆ, a to słowo zakłada zero krzywdy i niesprawiedliwości (chociażby lekceważenia) wobec obiektu miłowanego, a miłowana kobieta ma ufać mężczyźnie, wspierać go jako ośrodkowi
    decyzyjnemu. Oboje są sobie potrzebni i razem stanowią jedność. Tak mi się wydaje, mogę się mylić, wnioski moje powstaly w “5 min” bo
    tematu nie mialem przemyslanego… Ale w swojej intepretacji nie widzę nic złego, ani dyskryminującego. Różnica jest w roli a nie w ważności.

    Mówienie o znoszeniu tego, co niestosowne czy “straszenie” ogólnie pojęte, ma tylko charakter przypominający że mażeństwo to nie tylko czysta przyjemność nie związana z żadnymi problemami (w teorii może tak jest, ale praktyka jest dopiero na horyzoncie nowożeńców), ale zobowiązanie sie do właściwego podejścia, nowych postaw, w tych przyszlych, nowych sytuacjach, trudnych czy nie. (malżeństwo) Jest to coś zupełnie nowego. Do tego momentu ( malzenstwa) Twoim najwiekszym problemem byla w cudzysłowiu “walaka ze sobą i o siebie” teraz to tez obwiązek dbania o ten nowy byt jakim jest małżeństwo, teraz mężczyzna i kobieta jest jednością, co moje to i twoje, wiec wlasciwa postawa jest jeszcze o wiele trudniejsza, i m.in. wymaga
    niepoddawania sie od razu jezeli sie coś nieukłada. Nie ma tu żadnej sprzeczności z przytoczonym prawem Kośioła, dzięki słowu “poważnego (niebezpieczeństwa)”, które może być rozumiane indywidualnie inaczej.

    “Brak wyraźnego potępienia przemocy w rodzinie” To byłoby akurat straszenie i do tego nieuzasadnione, bo to jeden z miliona ewentualnych problemów, dlaczegoby go wywyższać ?

    więc “relacji w małżeństwie, niezgodnych z polskim prawem, które przewiduje równość małżonków” jest błędne, bo małżonkowie są
    równi, ale pełnią inne role.

    “wprowadzenia ‘związków partnerskich’ w miejsce małżeństwa” (słowa biskupów) w pewnym sensie zwiazki partnerskie wchodzą zamiast malzeństw. Wyobraźmy sobie ze dzis 70% związków to malzenstwa, za 20 lat to moze byc 40% na rzecz 30% partnerskich, czy to
    nie jest swego rodzaju zastąpienie malżeństwa (z wyboru ludzi ale jednak) Dlatego podzielam te niepokoje biskupów.

    “Obawiają się równości stron” mam wrażenie, że ktoś wszędzie widzi “nierówność stron i jednoczesny zachwyt nad tym i dzialanie mocno nakierunkowane na utrzymanie tego przez osoby, które są “wbrew feminizmowi” jeżeli choidzi o spojrzenie na kobiety.
    Powiedziałbym -To jest chore!… Bo to nieuzasadnione, wrecz moze automatyczne demonizowanie na szowinistów(?)

    “Księża równie dobrze jak nie-księża wiedzą, że orientacja seksualna jest dana” załómy że tak (tylko załóżmy), zgodze sie, że nierównoliczna ale nie, równowartościowa.Ludzie równowartościowi, ale orientacja chyba nie… I najważniejsze: każdy może ich “demonizować”(przy tym tolerowac) za ich zachowanie, za ich demoralizujące demonstracje, za ich bezwstydność i wiele wiele innych zlych rzeczy, które robią.
    Powiedzmy że na tym skończe odnoście homoseksualistów, bo pewnie komentarz bylby za ostry gdybym go rozwinął (wlasnie na ten
    temat kiedys mi sie post nie pojawil na tym portalu..)….

    “Potępianie i wykluczanie jest więc niestosowne zarówno prawnie jak i na gruncie duchowo religijnym.” Potępienie czlowieka tak, jest niestosowne religijnie, ale potępienie czynów których homosekstualiści się dopuszczają jest na miejscu …bo i chyba w Biblii są potępiane…

    “Boją się wyraźnego ujawnienia owej nierówności i braku jej podstaw.”(Księża) Ci prawdziwi boją się m.in. narastającej demoralizacji, wynikającej z coraz powszechniejszego i wyraźniejszego niezrozumienia świata i roli człwoieka w nim, ci mniej prawdziwi może boją się o losy Kościoła. Taka moja diagnoza.

    Pzdr

  3. Locum says:

    W tym kraju mamy specjalistów różnej maści od wszystkiego. Pani profesor jest specjalistką od??
    Może by sie Pani zajęła prawem karnym. Jakieś nowe badania, nowe teorie badawcze albo projekty rozwiązań systemowych w zakresie prawa karnego?
    gender studies nie ma polskiego odpowiednika? A może tak napisane bo to jest modern, znaczy się nowoczesne :)
    Sprawiedliwość naprawcza?
    Ech proszę pooglądać Państwo w państwie na Polsacie. Ostatni odcinek: oskarżony przesiedział w areszcie 12 lat i został uniewinniony. Proces nadal trwa :) Odszkodowanie za niesłuszny areszt zapłaci Państwo (Skarb Państwa), prokuratorowi oraz sędziom czapki nie pospadają z głów, mogę się o to założyć.
    Sprawiedliwość? Zaczynam się bać żyć w tym kraju…

  4. Dorota says:

    zignoruje komentarz jaroslawa bo nie zasluguje na zaden odzew, co do opinii locum. Pani Platek jest kryminologiem i dlatego interesuje ja kosciol katolicki. Jest to instytucja lamiaca prawa czlowieka ktora nie powinna legalnie dzialac w panstwie demokratycznym. nauka kosciola mowi ze kobieta jest podlegla mezczyznie. Konstytucja mowi ze wszyscy obywatele sa rowni. Cos chyba nie halo?
    DLATEGO JA WZIELAM SLUB CYWILNY ( nigdy nawet mi przez mysl nie przeszlo zeby zrobic to w jaskini szowinistow) gdzie bardzo ladnie pani powiedziala o prawach i obowiazkach, tak jak powinno byc miedzy kochajacymi sie ludzmi. Wedlug mnie mezczyzna ktory bierze slub koscielny z kobieta, tej kobiety nie kocha. Gdyby ja kochal to by nie pozwolil zeby jej publicznie mowiono ze ma sie go sluchac. Kobiety, nie bierzcie slubow koscielnych, nie chrzcijcie dzieci i nie robcie pogrzebow w kosciele katolickim. Dopiero to zakonczy wladze katoli nad polskim spoleczenstwem.

    • Jarosław says:

      a ja myślę ze po prostu ze albo Pani jest trudno zrozumieć o czym piszę albo Pani nie chce wziąć tego pod sąd rozsądku albo Pani nie ma argumentów żeby ze mną dyskutować albo Pani się nie chce (podejrzewam pisać i równiez czytać) albo wszystko po trochu

      szkoda, pzdr

    • Bartek says:

      BRAWO DOROTA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  5. Dorota says:

    z tego co ja wyczytalam to wynika ze pani Platek jest profesorem na uczelni a nie ministrem sprawiedliwosci ani prokuratorem. Ja tez uwazam ze to jest tragiczne ze niewinny czlowiek siedzial w areszcie 12 lat a szef ambergold byl co raz uniewinniany i na wolnosci. Ale to sa pytania do panow Gowina i Tuska

  6. tegepe says:

    Dlaczego Biskupi, a nie biskupi???? Czy pani profesor UW nie zna polskiej ortografii?

  7. Misiek says:

    “a kobieta ma poważać i być uległa mężowi jak swojemu Panu”

    Tu nie wątpliwości. Tu nie ma miejsca na interpretację. To jasny przekaz znaczący to co znaczy i nie znaczący nic poza tym.
    A jeśli komuś się to nie podoba, to może Biblię, Talmud, Koran itp. między bajki włożyć, co każdemu polecam.

    • Jarosław says:

      to powiedz mi jak to rozumiesz. Mozesz tez podac jasny, konkretny przyklad odnosnie tego, wymyśleć sytuację itp.

      • Misiek says:

        >to powiedz mi jak to rozumiesz
        Dosłownie.

        >Mozesz tez podac jasny, konkretny przyklad odnosnie tego
        Odnośny cytat wokół którego toczymy dyskusję to proste i jasne zdanie w języku polskim. Nie rozumiem po co przykład, ale niech będzie:

        Żona: Kochanie, czy mogę dziś wieczorem wyjść z domu na spacer z koleżanką?
        Mąż: Nie, nie możesz.
        Żona: Oczywiście kochanie, jesteś moim panem.

        Koniec przykładu.
        Zwracam uwagę, że ostatnię zdanie Żony to bezpośrednie odwołanie do biblijnego cytatu i pełna jego akceptacja – jest w nim i poważanie i uległość.
        Tak powinni to interpretować prawdziwi chrześcijanie, a nie na siłę wymyślać bzdurne interpretacje, że słowa te znaczą coś innego niż znaczą. Powtórzę: tu nie ma miejsca na interpetację!

        Można też w ogóle nie przejmować się bajkami, co ponownie każdemu polecam.

        >wymyśleć sytuację
        wymyślić sytuację

        • Jarosław says:

          od razu zaznaczam, ja pisalem o calym stwierdzeniu ksiedza, czyli obejmującym i kobiete i mezczyzne. Cale interpretowalem jako wizje malzenstwa. I wierze ze to bylo uzasadnione. Pan przytacza tylko jedną jej część i nie wiem jak mam sie do tego odniesc, wiec zeby obraz tego, co w mojej głowie nie byl znieksztalcony, dalej bede sie odnosil do calosci stwierdzenia.

          “>to powiedz mi jak to rozumiesz
          >Dosłownie.”
          w takim razie(skoro taką odpowiedzią mnie obdarowujesz), czy uważasz, że to dobrze, zawsze czytać/odbierać wszystko dosłownie ?

          “Nie rozumiem po co przykład”
          Zamysł był taki, aby teraz spytać Cie, czy wg Ciebie, ksiądz mówiący zdanie ‘Mąż ma miłować żonę jak Chrystus umiłował Kościół…, a kobieta ma poważać i być uległa…”, podpisałby się pod Twoim jego przykladem/uzasadnieniem. Hmm…

          Dlaczego ? Bo on najlepiej wie, co ma na myśli i czy/jak nalezy jego slowa interpretowac, czy robisz to zle itd… To oczywiscie pyt. retoryczne, ale podejrzewam, że musialby ten przyklad rozwinąć, bo nie oddaje on pelnego obrazu tego co ksiądz mial na mysli. (ja tak uważam, a Ty ? )

          Innymi słowy wlasny przyklad pokazuje czy sie rozumie slowa czy nie. O ile sam przyklad (dialog) o niczym nie powiedzial, to jego uzasadnienie pokazuje ze nie rozumie Pan chrześcijańskiej wizji małżeństwa (mojej interpretacji). Dlaczego? Sam dialog mozna odczytac “brutalnie”, że facet to np. cham, albo prawidlowo (jezeli chcemy przedstawic wizje malzenstwa wg chrzescijan), że facet jest szlachetny, bo ma np. w zamyśle dobro malżeństwa. Wszystko zalezy od okolicznosci(uzasadnienia dialogu) Wlasnie zamierzam rozwinąć temat, żeby Pan mnie lepiej zrozumial.

          A mianowicie jezeli odmowa męża nie jest uzasadniona miłością (czyli wynika np. z zazdrości, zlośliwości, egoistycznych korzyści czy np. lekcewazenia), to nie można do tej sytuaji przypiąć etykietki z napisem chrześcijaństwo (a z tego dialogu to nie wynika). Postawa kobiety jest powiedzmy prawidłowa, choć moze sugerowac, ze kobieta nie moze wplywac na decyzje męża, co tez jest blędne – ma być posluszna ostatecznej decyzji (jest różnica). Wracając jeszcze do faceta, jako ze miłuje żonę, nie moze czuć się lepszy czy ważnejszy z powodu roli tego, który podejmuje decyzje i nie moze tego wykorzystywac dla wlasnych celów, miłość zakłada równość, realne krzywdzenie kobiety(kogokolwiek) nie wchodzi w grę, a z dialogu tego nie wyczytamy.

          Mówiąc ogólnie, ksiądz przedsawia(przypomina) najkrótszą jak sie da wizje malzenstwa chrzescijanskiego. Mówienie, ze nie ma ona interpretacji, jest… malodomyślne że tak powiem. Podejrzewam że wizja chrześcijańskiego malzenstwa wykladana bylaby przez księdza pare godzin, zeby ją dokladnie opisac. W dniu ślubu nie ma na to czasu, wiec posługuje sie skrótami i samym sednem, które każdy katolik powinien rozumieć już prawidlowo na tym etapie zycia i powinien wiedziec ze facet nie ma prawa w nim do krzywdzenia kobiet, do ich lekcewazenia czy wykorzystywania swojej roli do wlasnych celow/ korzysci, a kobieta nie jest maszynką bez języka/woli do wykonywania poleceń. Każdy katolik powinien to wiedziec, a każdy który czyta to doslownie czy wyrywa pewne fragmenty z kontekstu popelnia błąd; nie rozumie tej religii, a krytykując ją na dodatek zachowuje sie chyba mało poważnie.
          “wymyślić sytuację” dziekuje za poprawienie Pzdr

  8. Monika Płatek says:

    Pani Dorocie serdecznie dziękuję za dobre słowo. Panu Jaroslawowi, z serdecznosciami za uwagi chce powiedzieć, że przyjmuje Pana zdanie do wiadomości. Natomiast osobie pod pseudonimem Locum pragnę uprzejmie zwrócic uwagę, że tytuł naukowy nie ogranicza prawa do myślenia i posiadania opinii na tematy, które wykraczają poza wąsko zakreśloną specjalizację. Co więcej, brak tytułu nie zwalnia z odpowiedzialnosci za stan rzeczywistości, która nas otacza. Skoro więc widzi Pan nieprawości i nieprawidłowości to bez tytułu czy z nim – jest Pan tak samo zobowiązany do działania i niewysługiwania się innymi. Zasłanianie się niedostatkiem tytułów w żaden sposób nie uzasadnia niechciejstwa skrytego za totumfackim narzekactwem. I umówmy się raz na zawsze – o tym co mam robić i czym mam się interesować – decydować będę ja. I jeszcze jedno – będę pisać słowa z dużej litery wtedy, kiedy będę czuła taką potrzebę, bez względu na reguły polskiej ortografii.

    • Misiek says:

      >będę pisać słowa z dużej litery wtedy, kiedy będę czuła taką potrzebę, bez względu na reguły polskiej ortografii

      Pozwolę sobie dopisać również inne zasady, którymi ktoś może się kierować w życiu:
      – Nie bedę sprzedawać srodków antykoncepcyjnych, mimo iż jako aptekarz powinienem, ponieważ czuję taką potrzebę.
      – Nie będę jeździć prawą stroną drogi, lecz lewą, ponieważ taką właśnie potrzebę czuję.
      – Będę lał żonę ilekroć zupa będzie za słona. Co prawda prawo tego zabrania, ale ja czuję taką potrzebę.
      – Mam gdzieś, że jest środa, godzina 3 rano i sąsiedzi chcą spać. Ja mam potrzebę imprezy, której jeszcze świat nie widział.
      – Jako naczelny architekt miasta nie wydam zgody na budowę domu obywatelowi X. Jego podanie o zgodę jest bez zarzutu i X spełnił wszystkie warunki, ale ja czuję potrzebę łapówki.

      Choć niekoniecznie musi Pani się akurat tymi zasadami kierować w życiu, jednak do reguł wnioskowania w nich zawartych, nie ma Pani żadnych zastrzeżeń (w świetle Pani “ortograficznego kredo” tak twierdzę).

      BTW: “z dużej litery” – rozumiem, że taki zwrot wynika z potrzeby pisania niegramatycznego, którą Pani poczuła?

      • Jarosław says:

        Moim zdaniem uzasadnianie “czuciem potrzeby” czy tym podobne nie jest niczym złym,a wręcz chyba dobrym jeżeli nie ingeruje w drugiego człowieka, bez jego zgody na to. W sytuacji Pani Moniki czy aptekarza nie widzę tu ingerencji, wiec nie mam nic przeciwko tym sytuacjom i jak przypuszczam każdym innym sytuacjom “z potrzeby” gdzie tej ingerencji nie ma. Poza tym pisanie jest sposobem wyrażania swoich uczuć, myśli… wiec w pewnym sensie sztuką, a artysta (slaby czy dobry) w granicach wolności innych, moze sobie pozwolic na pisanie tak aby najlepiej oddalo ono pierwotną myśl/uczucie,szacunek itd.. Błędy ortograficzne to być może wynik braku kultury, braku szacunku dla jęz. polskiego, braku wiedzy, pośpiechu, sklerozy, zlekceważenia na rzecz ważniejszych może dla kogoś rzeczy jak np. treść (a nie forma) czy moze jeszcze wielu innych. Poprawiający nie zna przyczyny, każdą wpadke moze poprawic, ale “karcić” chyba moze tylko 2 pierwsze (wg mnie).

  9. Jarosław says:

    Pani Moniko, dziękuję za tak ujęty komentarz odnośnie mojego komentarza. Popieram krytykę osoby Locum, mówienie o wykształceniu jest tutaj malo istotne, zarzuty bezzasadne.

  10. Monika Płatek says:

    Komentarze są zasadniczo dla czytelniczek/czytelników – nie chcę zajmować tej przestrzeni nie dla mnie zarezerwowanej; jednak zrobie dla Autora, który okresla się jako ” Misiek” – jeszcze jeden wyjątek: komentarze ad absurdum – ad absurdum pozostają. Jeśli nie czuje Pan różnicy między Biskupem pisanym z dużej litery w środku zdania, a naruszaniem czyjejś nietykalnosci cielesnej i jeśli na serio zrównuje Pan ortografię z łamaniem zasadniczych norm kodeksu karnego to myślę, że oboje – ja jako Nauczyciuelka, a Pan jako Uczeń – gdzieś w jakiejś jednak pewnie szkole – nie zdaliśmy egzaminu.

    • Misiek says:

      Każda analogia się gdzieś kończy. Analogie są tylko pomocą w argumentacji, a nie argumentacją samą. Sztuką jest dostrzerzenie granicy analogii, tam gdzie jej autor ją postawił.
      Tym razem ta sztuka Pani się nie udała. Zarzucę zatem analogie i napiszę wprost o co chodzi.
      Kultura języka jest jednym z elementów kultury ogólnej. Ortografia, a raczej przestrzeganie jej reguł, jest jednym z elementów kultury języka. Deklarowanie wprost, że “mnie reguły ortografii nie będą krempować” jest deklaracją niewprost “mnie zasady kultury nie będą krempować”. Nie chcę tu stawiać tezy, która jednak się nasuwa, że być może to nie tylko moi nauczyciele zawiedli.

      >(…) pisanym z dużej litery (…)
      Podpuszcza mnie Pani prawda? A ja się nie dam podpuścić.

      Nie mam nic więcej do dodania w tym wątku.
      EOT

  11. Bea says:

    Panie Jarosławie, pańska interpretacja i wizja własciwego modelu rodziny, bardziej mi przypomina relację rodzic – dziecko, niż mąż – żona. Nie wiem też jakie cechy płciowe czynią z mężczyzny “ośrodek decyzyjny”. Nie wydaje mi sie też, żeby mogła być mowa o równości dwojga ludzi w sytuacji, w której jedna strona ma być ośrodkiem decyzyjnym a druga ma ufać i wspierać tenże ośrodek. Nawet jeśli nasz “ośrodek decyzyjny” jest pełen miłości.

  12. Jarosław says:

    Wydaje mi się że to pozornie może przypominać relacje rodzic-dziecko, bo… rodzic co prawda decyduje mimo stanowiska dziecka, ale różnica jest też taka, że rodzic traktuje czesto dziecko niepoważnie(ze wzgledu na brak wiedzy, itp…), a dorosłej kobiety, żony niemógłby. Poza tym, poza tą strefą (decyzji) nie widzę innej, gdzie relacja rodzic-dziecko i jednocześnie gdzie żona jest dzieckiem, miała swoje odzwierciedlenie w mojej wizji. Są za to też strefy/a gdzie to facet jest dzieckiem, a żona rodzicem. Jeżeli jednych i drugich jest wiecej niż 1 to jakby nie patrzeć przenikają się(nie dotyczą jednej płci=jednej roli), w przyblizeniu podejrzewam na 0= równość. Myśle też, że nie ma co tego rozpatrywać przez pryzmat “relacji rodzic-dziecko”, nazwania czegoś tym mianem i krytykowania tego u dorosłych ludzi(psychologowie pewnie by sie kłócili, ale dla mnie autorytetem nie są…). Dojrzałośc zakłada rozsądek. A co wynika z miłości jest prawidłowe i o tym należy pamiętać. Może sie mylę, bo nic innego mi poprostu nie przychodzi do głowy, ale tak mi sie wydaje. Trudno mi określić, jakie cechy czynią mezczyzne tym ośrodkiem, może siła fizyczna i agresja (masa i testosteron) powinna nieść przed sobą siłę słowa, bo prędzej może stawić czoła konsekwencjom fizycznym swoich decyzji jeżeli zajdzie taka potrzeba. Poza tym, nasze mózgi są inaczej zbudowane, chyba trochę inaczej myślimy i choć trudno mi powiedzieć w czym sie to przejawia, mam wrażenie (być moze złudne) że myślenie (mężczyzn) nadaje sie bardziej na taki ośrodek. Myślę, że duży odsetek mężczyzn uważa że jego myślenie(jako faceta) jest “szersze” niż kobiet, a przynajmniej wiekszy odstek mężczyzn tak myśli niz vice versa, nie chce stawiać tez, ale moim zdaniem to nie przypadek, choć logicznie to o niczym nie świadczy… Kto wie(przypuszczam) moze mężczyźni są bardziej szlachetni czy “świadomi”,szlachetni , rzadziej stosują zasadę “cel uświęca środki” itp. ale te argumenty są chyba zbyt mocno bezpodstawne, pewnie naiwne i dodatkowo prowokujące, szczególnie tutaj, wiec moze nie odnoście się do nich, tylko pozostawcie to bez komentarza, uznając to za moją opinię, wywołaną do tablicy, bo ja burzy tutaj nie chce. Jest to dla mnie trudne pytanie, więc moja odpoiwedź nie będzie stanowcza.

    “Nie wydaje mi sie też, żeby mogła być mowa o równości dwojga ludzi w sytuacji, w której jedna strona ma być ośrodkiem decyzyjnym a druga ma ufać i wspierać tenże ośrodek”

    Jeżeli jest np. 20 sfer ważnych dla życia i jedna strona ma 10 pod swoją odpowiedzialnością i druga 10, to jest to równość, nawet jezeli w pojedynczych to jedna strona dominuje. Rozumiem że decydowanie może sie wydawać ważniejsze od innych sfer ale nie wiem czy w rzeczywistości tak jest. Celem jakby nie patrzeć jest szczęście i przekazane wiedzy o świecie na kolejne pokolenie, a zapewnia je chyba miłość i wiedza własna, decyzje i inne sfery to dla tego wszystkiego tło.

    Nie wiem, może jeżeli mężczyzna jest tępy a kobieta mądra, to wydaje sie ze powinno być to płynne, ale jaka kobieta wyjdzie za głupiego, bo w chrześcijaństwie to ona mówi “tak” ? Zresztą, przy okazji wysunę kolejny zarzut, może niekoniecznie dla feministek, ale dla dzisiejszych “oświeconych prądów”, gdzie facet staje się “przystojniakiem”, a niekoniecznie szlachetnym, mądrym, mężnym człowiekiem. Chodzi mi o to, na co powinny patrzeć kobiety, bo tendencja jest chyba coraz bardziej pro-facet-pewny siebie-piękniś. Dla mnie smutne. Ale w sumie nie tutaj miejsce na rozpoczynanie takich tematów…

    Pzdr

    • Jarosław says:

      zastanawiając się nad swoim seksizmem, zbliżyłem się chyba do punktu widzenia feministek, do zauważenia globalnego seksizmu (?), doszedłem jednocześnie do wniosku, że w tym momencie to kobiety są temu winne i tu nie trzeba zmieniać mężczyzn (przynajmniej w tej chwili), a kobiety. Bo podobnie jak mężczyźni mają utarte stanowisko odnośnie kobiet, kobiety ciągle mają skłonności do poniżania się (mimo, że już nie muszą tego robić), a wyraża się to w sposobie wybierania partnera. Preferowanie mężczyzn dających bezpieczeństwo, silnych, zamożnych, pewnych siebie, atrakcyjnych, “najlepszych materiałów genetycznych” (biologia+stare czasy, w których brak fizycznych atutów zmuszal kobiety do kalkulowania korzyści) jest prymitywne i czyni kobiety “głupie” w oczach mężczyzn. Uwaga: to nie kariera zawodowa ratuje kobiety(jest rozwiązaniem), bo dadzą sobie rade bez “atutów faceta” (co feministki często próbuja przemycić), lecz pokazanie mężczyznom troche,a nawet dużo IDEALIZMU, SZLACHETNOŚCI, CNOTY których zawsze musiały się wyrzekać. Sytuacja w której mężczyzna nie będzie mógł powiedzieć, że kobieta jest “ku***”, będzie mialo ogromny jak przypuszczam wpływ na postrzeganie kobiet przez mężczyzn. Takie są moje wnioski po analizie wlasnych korzeni, przyczyn seksizmu. Chciałbym jeszcze zaznaczyć że nawet jezeli istnieje problem seksizmu i jest on globalny, w sferze istotności dla świata jest malo istotny i mimo wszystko wydaje sie również stosunkowo mało krzywdzący dla kobiet(moze nie wszędzie, ale np. w Polsce), dlatego nie będę od teraz feministą, mimo zauważenia problemu. Ktoś może powiedzieć że znowu bije ode mnie seksizm, to wierzę że tak nie jest.
      Pzdr

  13. Jarosław says:

    *nad swoim seksizmem… odkrytym dzisiaj, co było bardzo intrygujące, bardzo ciekawe ale i niebezpieczne, bo mogło przewrócić dużo rzeczy w moim umyśle do góry nogami… jakąś pośrednią zasługą było “wezwanie mnie do tablicy” przez Panią Bea, za co dziękuję, bo dzięki temu więcej wiem o sobie.
    Pzdr

  14. Agnieszka says:

    Do moderatorów niniejszego blogu:
    Czy istniałaby możliwość, aby w sekcji komentarze wyświetlane było tylko np. 3 do 5 linijek, a reszta komentarza wyświetlała się na wyraźne życzenie czytających po naciśnięciu “czytaj więcej”?

  15. Tanaka says:

    “nietrzymanie się własnych norm” w tej sprawie jest u kleru jak nietrzymanie moczu. chcieliby utrzymać, ale nie mogą. są siły silniejsze – ich podświadome przekonania. A normy, które przyjęli są normami gwałcącymi, bo narzucił je Kościołowi wredny świat: demokraci, liberałowie, komuniści, zboczeńcy, żydzi, masoni i feministki. Sztuczny implant jest jakoś tam ogłaszany, ale z przeciwną mu najgłębszą wiarą.

Zostaw odpowiedż