bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Jak z Płatka: Lincz nasz powszedni

Rozpoczął się proces Katarzyny W. Do wyroku, który zostanie wydany w imieniu Rzeczpospolitej nie zamierzam  komentować ani tego co robi sąd, ani tego, co mówią świadkowie. Nie zamierzam się wtrącać, nie zamierzam sądu wyręczać, ani sądowi przeszkadzać. Poczekam na wyrok, nie zamierzam go sama wydawać. Od tego nie jestem ja – od tego jest sąd.

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Mogę natomiast spróbować odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy, dlaczego tak żwawo i grupowo dokonaliśmy medialnego linczu zanim sąd zdążył założyć togę, zasiąść za stołem i choćby wywołać sprawę? Dlaczego tak szybko, tak łatwo i z tak nieukrywaną pasją zlinczowaliśmy Katarzynę W i skazaliśmy ją na winę umyślną?

W telewizyjnym pokoju dla VIPów profesorska sława i uznany autorytet prychając i krzywiąc się na moją na wizji prośbę, byśmy nie wyręczali sędziów, bo prawda może być bardziej skomplikowana niż się spodziewamy, uznał, że najwyraźniej cierpię na syndrom seksualnego niedorżnięcia. Tylko tym, jego zdaniem można było tłumaczyć to, że nie rozumiem, że jest to sprawa narodowa, więc oskarżona jest OCZYWIŚCIE winna i on jako kryminolog wie to najlepiej, bo zna się na ludziach. Nie dostrzegł na twarzy   subtelnej, inteligentnej nieznajomej przed którą się wywnętrzał, zmieszania i rozbawienia splecionego z niesmakiem. Nie wiedział, że pełna gracji i finezji młoda piękność, przed którą próbował brylować, to moja córka… Rzeczywistość naprawdę bywa zaskakująca, zwłaszcza, gdy się tego nie spodziewamy.

Zdziwienie profesora było duże, nadszarpnęło jego tezę o oczywistości, ale ja podzielam jego myśl o sprawie narodowej. Kiedy to ostatni raz byliśmy tak bardzo zjednoczeni? Gdy umarł Papież. Ale Papież umarł i już. Zachował się. Został pochowany i kibice mogli powrócić po dniach rozejmu do nierozegranych waśni. A tu, nic nie było jak należy. Spięliśmy się, połączyliśmy w wysiłkach i sporo nas to kosztowało, choć przecież zachowaliśmy się tak, jak trzeba się było zachować. Tyle, że zaraz potem poczuliśmy się nabrani. Dostaliśmy w pysk. Nadstawić drugi policzek? Zastanowić się, że może ktoś wpadł w panikę i starał się ukryć to, że po raz kolejny okazał się fatalnym nieudacznikiem? Przypomnieć sobie przykaz miłosierdzia? Wysupłać z zakamarków niepamięci, żeby pierwszy rzucił kamieniem ten, kto sam jest bez winy? Schwytać przez mgłę zatartą frazę o belce w oku własnym i wzroku wyostrzonym na pyłek w oku osądzanego? Zabrakło na to treningu. Katolickie wywyższenie uroczyście celebrowane datkiem na coniedzielną tacę ma się nijak do przenikniętego siostrzeństwem chrześcijaństwa codzienności. Trenujemy część uroczystą, nadętą, głoszoną ex catedra; niekoniecznie nam po drodze z wrażliwością. Nie brak nam rozumu, z pewnością nie jesteśmy głupi, ale inteligencja emocjonalna nam szwankuje i nie najlepiej u nas z empatią. Lepiej nam idzie domaganie się surowych kar, niż wczuwanie się w położenie i nieskazywania przed czasem i na zapas.

Wspierają nas w takiej postawie media. Gazety, radio, telewizja. Plotki, sensacja, tania bomba, żałosna rewelacja. O co naprawdę chodzi mediom? O informację, czy słupki oglądalności? O kasę z wylansowania dotkniętej kryminałem  celebrytki? O  wkręcenie w trybiki, przepuszczenie i wyplucie na pożarcie jak mało strawnej papki, którą przecież i tak wcinamy ze smakiem? Zachłyśnięci przyzwoleniem na rozjuszenie, czując świeżą krew ucztowaliśmy wściekłe rozszarpywanie. Krew, seks, zbrodnia, szczupłe świeże młode ciało – to się pewnie dobrze sprzedaje. Retuszując można tę świeżość utrzymać. Trzeba tylko rozebrać to prawie do naga i wsadzić na konia!

A co ze społeczną i edukacyjną rolą mediów? W społeczeństwie obywatelsko ubogim, spraw co łączą jest niewiele. Społeczeństwo obywatelskie jest partnerem, który od władzy wymaga kompetencji i odpowiedzialności. Można powstrzymać rozwój, karmiąc na przykład ludzi plotkami. Trzymają na wodzy, wodzom nie zagrażając. Zamiast więc o problemach można o tym, co wykrzyczała posłanka z sejmowej mównicy, lub o seksownej rurze na której wisiała oskarżona. I można ją w końcu rzucić jak ochłap ludziom na pożarcie.

Nawet prokurator dał się  nabrać stwierdzając, że przecież oskarżona sama zaprosiła media do swojego domu. Zaprasza się gości; gości obowiązują maniery …

Społeczno-edukacyjna rola mediów? Rozwój społeczeństwa obywatelskiego? Minął od zdarzenia, którym żyli wszyscy, rok. Mogliśmy w tym czasie zorganizować sieć klubów, punktów, świetlic wsparcia dla rodziców gdzie mogliby porozmawiać o trudach wychowania dziecka, radzić się nawzajem, dzielić doświadczeniem, odczarować mity na temat cudowności nieustannej macierzyństwa i ojcostwa, ukazywać naturalność trudów, zwątpień, strachu, a przez to cudowność tę zwracać. Czy zadbaliśmy, by ani jedno więcej dziecko nie było z przypadku, z niechcenia, z nieprzygotowania? Czy zadbaliśmy o edukacje i środku antykoncepcyjne? Zbyt zajęci byliśmy komentowaniem w co ubrana była oskarżona… Można się było wyżywać do woli. Tym bardziej, że na scenie pojawił się intymne zapiski oskarżonej. Co za gratka! Zapędzeni w nieprzyzwoitym plądrowaniu nie zauważyliśmy, że mylimy ścieżki. Stawiamy w stan oskarżenia niepamiętnik myląc go z osobą,  biorąc to, co na poły realne, za fakt.

W tym samym czasie w regularnych odstępach dowiadywaliśmy się o polskich Fritzlach, o ojcach duszących własne dzieci, by dopiec żonie lub kochance i ojcach uwalnianych od odpowiedzialności  za śmierć noworodków, o których udawali, że nie wiedzą. O księdzu, który założył słuchawki, by mu krzyki rodzącej jego dziecko, partnerki i nieskutecznie proszącej  go o pomoc, nie przeszkadzały w słuchaniu muzyki.   Nie wyzwoliło to ani społecznej aktywności, ani społecznej złości. Zakonnik pojechał na Ukrainę, sprawę umorzono, o pozbawionej pomocy kobiecie i pozbawionym życia dziecku nie zająknął się ani tłum, ani prokurator. Bo u nas dziecko to sprawa matki. Ojciec, który zabija budzi zmieszanie. Matka, której przypisuje się zabójstwo godzi w ideał, w rolę, w nienaruszalny dogmat. Rolą matki jest się poświęcić, poddać, oddać. I najmniejszy rys wystarczy, by ją wykląć i odsądzić, zasądzić, przesądzić.

Tłum myśli tłumnie, co jest eufemizmem niemyślenia. Mamy sporo praktyki w wykluczaniu, gorzej nam idzie  pomyśleć, że to co się dzieje w pewnym stopniu i od nas zależy. Do tego potrzeba nawyku samodzielności i nie zdawania się na pana i plebana. Do tego potrzeba wyprostowanego karku i nieprzejmowania się tymi, co zasłaniają się  autorytetem, krzyżem, szafują karą, potępieniem i straszą grzechami. A warto tę niezależność trenować, skoro nastał czas, że psycholog, psychiatra na wyścigi z kryminologiem z rozwianym włosem i wyszczerzonym kłem ryczą, zanim przystąpią do badania, że ta jest wiedźmą, czarownicą, rozjuszoną niezaspokojoną maniaczką seksualną i to jest  jej wina, jej  wina, jej wielka wina.

Linczują Ci, którzy nie liczą na sąd. Linczują Ci , którzy nie wiedzą, że linczując dziś jutro sami mogą zostać zlinczowani…

W dniu, w którym rozpoczął się proces Katarzyny W., w łódzkim mieszkaniu odkryto zwłoki noworodka; zatrzymana młoda matka ciążę ukrywała. O ojcu dziecka tradycyjnie nie wiemy nic. Można się jednak domyśleć, że jak większość i on i ona przed rokiem również należeli do tych, którzy od razu potępili Katarzynę. W.

The following two tabs change content below.
Monika Płatek

Monika Płatek

Prawniczka i wykładowczyni akademicka, feministka. Profesor nadzwyczajna Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje w Zakładzie Kryminologii w Instytucie Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji. Jej działalność naukowa i społeczno-polityczna koncentruje się na takich dziedzinach jak prawo karne, prawa człowieka w tym prawa kobiet, penitencjarystyka, kryminologia, wiktymologia,penologia, psychologia społeczna, gender studies, mediacja, sprawiedliwość naprawcza i socjologia prawa.

Tagi: , ,

7 Responses to “Jak z Płatka: Lincz nasz powszedni”

  1. Lena says:

    Zgadzam się w zupełności, poza ostatnim zdaniem, które również niepotrzebnie osądza.

    • yan says:

      Ludzie się ekscytowali sprawą, bo była bardzo medialna. Nikt nie organizował konferencji prasowych, pudelki nie pisały relacji, po prostu pozostałych przytoczonych w artykule spraw się nie nagłaśniało. I bardzo dobrze, bo to nie jest sprawa warta nagłaśniania.
      Sprawa została pokazana tak, że Kasia dziecko zabiła i zrobiła z tego pośmiewisko. Więc nic dziwnego, że ludzie się o niej wypowiadają w taki, a nie inny sposób. Gdyby zaczęli jej współczuć, to uznałbym to za patologie – równie dobrze możnaby współczuć Brevikowi.

      Co do wyroku, to jak mniemam nie będzie to większa filozofia, śledczy ustalą, czy dziewczyna została zabita umyślnie, nieumyślnie, a może był to 100% przypadek… na każde z rozstrzygnięć są paragrafy i odpowiednie kary. A to, czy Kasia miała jakieś problemy, czy ich nie miała… kogo teraz to obchodzi? Jeżeli faktycznie zabiła, to nic jej nie usprawiedliwia.

      Kwestie edukacji, spotkań itp. to sprawa przede wszystkim dla osób takich, jak p. prof. Płatek. Bo przecież nie sprawa państwa… Ja nie miałbym ochoty uczestniczyć w takim szkoleniu, więc nie chciałbym też, aby moje pieniądze z podatków były na to przeznaczone.

  2. nancy.botwin.77 says:

    A gdyby na jej miejscu był facet to:
    1. od roku kiblowałby w areszcie wydobywczym, gdzie byłby regularnie gwałcony;
    2. ew. wyrok na pewno nie skończyłby się na zawiasach;
    3. nikt by się za nim nie ujął ani nikt by po nim nie zapłakał.

  3. arspolonica says:

    “Można się jednak domyśleć, że jak większość i on i ona przed rokiem również należeli do tych, którzy od razu potępili Katarzynę W.” –

    przepraszam, ale jest to “domyślanie” na poziomie wybitnie kuchennym, żeby nie powiedzieć klozetowym.

  4. wiesiek says:

    “Matka, której przypisuje się zabójstwo godzi w ideał, w rolę, w nienaruszalny dogmat”

    Powiedziałbym, że raczej wzmacnia ideał – archetyp. Matka straszna, podziemna, seksualna, doskonale okrutna (Kali durga) jest ciemną stroną matki niebieskiej, łagodnej, doskonale kochającej, aseksualnej. Matka pokazuje tłumowi raz ciemną raz jasną twarz. Tłum w procesjach nosi na rękach matkę niebieską a w innych procesjach linczuje matkę podziemną.

  5. Monika Płatek says:

    Do osób, które skrytykowały ostatnie zdanie. Przyjmuje krytykę. Miałam zakończyć inaczej. Miałam zakończyć, że to jak mało byliśmy efektywni przez rok, by zwrócic uwagę na brak polityki gwarantującej świadomą prokreację jest przypadek noworodka z Łodzi. I pewnie tak by było lepiej, i tak powinnam była to zakończyć bez względu na to jak bywa w życiu. Przepraszam za złe ostatnie zdanie.

Zostaw odpowiedż