bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Jak z Płatka: Ius est ars boni et aequi – czyli o wykroczeniach pułkownika Olkowicza i niewinnej bezradności pijanych policjantów w jeziorze.

 Proszę wybaczyć przydługi tytuł, ale przynajmniej od razu wiadomo o co chodzi.

A łacina?

Image by kobsu

Image by kobsu

Fakt, jest i łacina. To paremia: Ius est ars boni et aequi – prawo to sztuka tego co dobre i słuszne. Paremie to krótkie, skondensowane zdania; są jak fundamenty, ściany nośne i mówią o istocie prawa. Wyrażone po łacinie, w swoistym prawniczym esperanto, są jednako zrozumiałe dla prawniczek i prawników z Anglii, Litwy, Francji czy Polski.

Prawo to sztuka stosowania tego, co dobre i słuszne. Czyli tworzenie i stosowanie prawa wymaga odróżniania dobra i zła, kierowanie się zasadą dobra i słuszności. Takie rozumienie prawa sięga rzymskich tradycji i nastawione jest na budowanie wspólnoty, poczucia słuszności, współodpowiedzialności, dobroci i dobrej jakości życia dla wszystkich, a nie jedynie dla wybranych, którzy tworząc prawo, sami ustawiają się poza jego zasięgiem. Tak tworzone i stosowane prawo jest miarą i praworządności i demokracji.

Ale można i inaczej. Można i tworzyć i stosować prawo po to, by stwarzać pozory. By markować, że wszystko gra, bo mamy i przepisy, i sąd, i policję, i więzienie. Można niektórych brać za mordę dla przykładu, by wyglądało, że działa, a innych udać, że się nie widzi ich przestępstw, choć złamane przez nich przepisy sterczą ostro, wystają i podstawiają nogę tym, którzy udają, że ich nie widzą. Tak tworzone i stosowane prawo jest miarą władzy autorytarnej i niedemokratycznej.

W tym pierwszym świecie, gdzie prawo jest sztuką stosowania tego, co dobre i słuszne pułkownik Krzysztof Olkowicz w sprawie pana, który zwinął batonik i jest ubezwłasnowolniony, nie robi nic, bo ten pan nie trafia do aresztu w Koszalinie, który jest pod kontrolą pana pułkownika.

Panu od batonika zwraca się miło uwagę i odprowadza do domu. Sprawa nie dochodzi do sądu, bo jest tak błaha, że obrażałaby sąd, który jednak zajmuje się poważnymi sprawami, a nie bzdetami. Zresztą obrażałaby i policję i prokuraturę, rzucając podejrzenie, że tylko do wartości 99 gr. są w stanie zbierać dowody, prowadzić sprawy i udowadniać winę. No i jednak rzucałaby podejrzenie, że i tego nawet nie potrafią, bo w końcu rzecz dotyczy ubezwłasnowolnionego.

Prokuratura i sąd zajmują się natomiast policjantami, którzy po pijaku wpadają służbowym samochodem do wody. Policja i prokuratorzy są oczywiście na tyle biegli w sztuce technik kryminalistycznych, że potrafią ustalić, który z dwóch pijanych prowadził.

Tyle, że to, który prowadził, ma prawdę mówiąc, akurat w tej sprawie, znaczenie drugorzędne.

Jeden prowadzi w stanie nietrzeźwości (art.178a§1 k.k. – zagrożenie do lat 2), drugi na to pozwala  (art. 179 §1 k.k. – zagrożenie do lat 2). Jeśli nie wiadomo, kto prowadził, to wiadomo, że każdy, nawet nie prowadząc popełnił przestępstwo z art. 179 k.k. Tu nie trzeba szczególnej inteligencji. To wynika wprost z przepisów. Prokurator, który tę sprawę umorzył na pewno nie był głupi i czytać przepisy umie nie gorzej niż ja.

Nie wiem jednak, czy wie co naprawdę zrobił? Nie wiem, czy wie, że się przyłożył do kolejnych, bezsensownych śmierci i trupów na drodze.

Wierzę, że chciał dobrze. Prawo jest, myślał od tego, żebyśmy to my, a nie nas. W końcu tego nauczył się w praktyce. Choć może nie to słyszał na uniwersytecie, w pracy dowiedział się, że prawo można mieć w nosie, bo to on ustala, co to sprawiedliwość, a tylko sprawiedliwość się liczy, a nie przepisy.

Wierzę, że chciał, po swojemu, dobrze. Może chodziło mu o to, by ochronić kolegów z policji i nie marnować im kariery. Może znał ich i wiedział, że to fajne chłopaki. Może uwzględnił, że policjanci mają trudną jak cholera robotę i często równie trudnych szefów. Nie mają za to finezyjnych technik rozładowania napięcia. Zostaje ograniczony wybór: nawalić się, lub nawalić komuś.

A, że to porządne chłopaki to woleli nawalić się, niż nawalać i pod pretekstem naruszenia porządku, porządek naruszać. No więc wypili, jechali za szybko, nie wyrobili na zakręcie, wylądowali w stawie. I o co tyle szumu, przecież nikt nie zginął?!

Naprawdę? Naprawdę nikt nie zginął. Naprawdę nadal tak trudno dojrzeć związek skomasowanej akcji edukacyjnej od lat prowadzonej tak samo?

Niestety pudło. W policji, w efekcie tego umorzenia, nadal nic się nie zmieni. Praca będzie trudna, szefowie jeszcze trudniejsi, a wybory rozładowania napięcia znajome: nawalić się lub komuś. A trupów znów przybędzie na drodze. Już przybyło.

Następnego dnia pijany kierowca rozjechał dwie osoby. Inny, trzeźwy jechał za szybko i też zabił. Premier już w styczniu zrobił swoje. Zagrał szeryfa i trudno, by i teraz wyskakiwał jak królik i znów klepał o tym, że tym razem to policjanci piją, a prokuratura zamiata pod dywan. No zamiata, a On od klepania to ma w końcu ludzi w Ministerstwie Sprawiedliwości. Już od stycznia przecież, jak co roku, zaostrzają przepisy przeciwko pijanym kierowcom…

Potężna, tak prowadzona kampania edukacyjna uczy, że mniejsza o trupy, o picie, o jazdę bez namysłu; trzeba po prostu mieć plecy. Zaostrzanie jest jak fajerwerk. Ma zabłysnąć, i zrobić wrażenie, nie uchroni życia.

Czy ja sugeruję, że prawo nie zostaje uruchomione? Nie sugeruję. Przecież fakty są niepodważalne. Policjanci będą mieli umorzone, Maciarewicz też, a my uruchomimy potężną, ciężką maszynę wymiaru sprawiedliwości i puścimy ją w ruch, by zgniotła, każdego, kto ukradnie za 99 gr…kto wie, może nawet i za trochę więcej…

Z tej perspektywy patrząc, nie mogę się nadziwić, że pułkownikowi Krzysztofowi Olkowiczowi zarzucają tylko wykroczenie. I rozumiem usłużnych kancelistów od anonimu. Nie wątpię, że liczą na medal.

Pułkownik w rzeczy samej, zrobił rzecz straszną – ośmielił się zedrzeć maskę i ujawnić pozory tego, co nazywamy wymiarem sprawiedliwości…

Tylko czekać, jak następne anonimy doniosą, że to zdrada stanu.

Oficjele wypytywani przez dziennikarzy, czy wiadomo co robić, i czy są procedury, gdy okazuje się, że niewinny człowiek pozbawiony jest wolności z niepewnością w głosie, kręcili, że takich nie ma. ,

Są, i wiadomo co robić. Działać, zgodnie z przepisami.

Działać szybko może zarówno sąd, który wydał wyrok, jak i sędzia penitencjarny. Tyle, że sąd, który nie oglądał nie tylko skazanego, ale nawet  jego papierów nie dawał gwarancji, podobnie jak i sędzia penitencjarny, puszczający oko, że jest ok i przymykający oko na przeludnienie.

Tymczasem, każda godzina bezprawnego pozbawienia wolności, a takim jest przetrzymywanie człowieka, który swoim czynem choć złamał przepisy, to nie złamał prawa, bo nie można mu przypisać winy, jest przestępstwem bezprawnego pozbawienia wolności. Odkąd o tym wiemy, naruszamy prawo.

W kraju, w którym rządzi zasada, że ius est ars boni et aequi, nie byłoby sprawy pana od batonika za 99 gr. Inaczej skończyłyby się też afera FOZZu o ukradzione społeczeństwu miliony. Nie byłoby umorzeniem z powodu procesu ciągnącego się skutecznie, aż do …umorzenia z powodu przedawnienia.

Ale to nie jest tak, że jak się sypie to nic nie da się zrobić. Można. Pan Olkowicz dowiódł, że można. Pułkownik Krzysztof Olkowicz zachował się jak człowiek, który żyje w kraju, w którym działa zasada, że prawo działa według zasady dobra i słuszności. Nie zgodził się na pozór prawa i bezduszność.

Nie godzę się, by uznać, że Jego czyn to drobnostka, której społeczna szkodliwość jest znikoma.

Społeczne znaczenie czynu Pana Pułkownika jest ogromne. Otrzeźwiające i napawające otuchą i nadzieją. I nie jest wykroczeniem to, co przywraca prawu standard dobra i słuszności. Dziękuję.

The following two tabs change content below.
Monika Płatek

Monika Płatek

Prawniczka i wykładowczyni akademicka, feministka. Profesor nadzwyczajna Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje w Zakładzie Kryminologii w Instytucie Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji. Jej działalność naukowa i społeczno-polityczna koncentruje się na takich dziedzinach jak prawo karne, prawa człowieka w tym prawa kobiet, penitencjarystyka, kryminologia, wiktymologia,penologia, psychologia społeczna, gender studies, mediacja, sprawiedliwość naprawcza i socjologia prawa.

Tagi: ,

2 Responses to “Jak z Płatka: Ius est ars boni et aequi – czyli o wykroczeniach pułkownika Olkowicza i niewinnej bezradności pijanych policjantów w jeziorze.”

  1. Zyskałem dzięki artykułowi to samo co oglądając Panią w programach – miłe uczucie, że są jeszcze osoby normalnie widzące świat. To, że działa Pani edukacyjnie publikując czy występując, to jest w ogóle wisienka na torcie.

Zostaw odpowiedż