bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Jak z Płatka: Czy miało sens?

Wtedy też było piękne lato, pewnie wracali z nadzieją, że kolejną niedzielę spędzą nad wodę nie wiedząc, że za tydzień 4 sierpnia1944 roku, będzie już tylko czas by może, biegnąc, nawet nie zauważyć jak od kuli na Placu Teatralnym ginie Baczyński. Mojej mamie ton artykułu Tadeusza Sobolewskiego z GW „Ani żałoba, ani święto” z 27/ 07/2013  poświęcony II Powstaniu w wojennej Warszawie by się nie podobał. Mnie bardzo odpowiada, że wreszcie mówimy bez napuszenia, bez nadęcia. Dostrzegamy ludzi, ich los i złożoność przez lata trzymaną w ciszy lub dla odmiany zagłuszaną werblami. Moja, zazwyczaj w miarę tolerancyjna mama groziła mi wyrzuceniem z domu za uwagę, że odpowiedzialny polityk ratuje ludzi na życie, a nie wydaje ich na rzeź, choćby nie wiem jak bohaterską. Nigdy nie mogłyśmy się zgodzić w naszych ocenach, co do sensu wywołania II Powstania w Warszawie. To pierwsze, w getcie warszawskim miało dla mnie sens, to drugie – nie doszłoby do niego – gdybym to ja miała o tym decydować. 

Po latach zrozumiałam dwie sprawy. Po pierwsze nie można odbierać sensu ofiary tym, którzy straszliwie i na całe życie zostali dotknięci, przeorani, zmiażdżeni skutkami decyzji o wywołaniu drugiego Powstania, na którą nie mieli wpływu i w sprawie której nikt ich o zdanie nie pytał. Moja mama nie miała wyjścia. Nie mogła dopuścić, by te wszystkie śmierci, obóz i zrujnowane życie i los były całkowicie bez sensu.

Po drugie o tym, czy  II Powstanie Warszawskie miało sens, czy nie, czy śmierć dziesiątki tysięcy cywili, wybicie najlepszej, najzdolniejszej młodzieży, skazanie na Oświęcim tych, co przeżyli i zniszczenie miasta – o tym, czy miało to sens czy nie – decydujemy  dziś my swoją postawą. Nigdy nie posłałabym dzieci z butelką benzyny na czołg. Nigdy. To jednak nie zwalnia z odpowiedzialności za to, co tu i teraz. To my dzisiaj czy chcemy, czy nie, swoja postawą, skłonnością do niedyskryminacji lub jej brakiem, solidarnością lub jej brakiem, tolerancją lub jej brakiem świadczymy o tym, czy tamta walka i tamta śmierć miała sens.

 I to mając na względzie  chciałabym, żeby nie wyszło na moje, żeby raczej rację miała moja mama.

The following two tabs change content below.
Monika Płatek

Monika Płatek

Prawniczka i wykładowczyni akademicka, feministka. Profesor nadzwyczajna Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje w Zakładzie Kryminologii w Instytucie Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji. Jej działalność naukowa i społeczno-polityczna koncentruje się na takich dziedzinach jak prawo karne, prawa człowieka w tym prawa kobiet, penitencjarystyka, kryminologia, wiktymologia,penologia, psychologia społeczna, gender studies, mediacja, sprawiedliwość naprawcza i socjologia prawa.

Tagi: ,

9 Responses to “Jak z Płatka: Czy miało sens?”

  1. Rafał says:

    Od dziecka słyszałem, też od mamy, opowieści o tym, że powstanie byo nieuniknione, że “Bór” spodziewał się zemsty za bojkot kopania okopów, o dziadku, który radził sobie w trudnych czasach dzięki doskonałej znajomości języków wrogów (to był argument żebym ja się pilnie uczył języków), o bracie mamy zaginionym w czasie ewakuacji przez Wolę. Rodzina miała o tyle szczęście, że dziadek, chociaż zaangażowany posiadacz zbrojowni w sklepie (obecnie księgarnia im. Prusa) był w zaawansowanym wieku, mama za młoda. A poza tym na pl. Saskim byli odcięci od terenów opanowanych przez powstańców. Wyrosłem więc w przekonaniu, że powstanie i tak być musiało, ale kiedy byłem studentem w ręce wpadły mi publikacje o innym podejściu, jeszcze później dowiedziałem się jak było z powstaniem na Pradze, Ochocie i Żoliborzu, i w końcu przeszedłem do obozu wroga i płk. Żurowskiego.

  2. Tanaka says:

    Pani Profesor

    Pierwsza rzecz, to moje podziękowania dla Pani za wiele bardzo mądrych wypowiedzi na temat wolności, praw i podmiotowości człowieka – i – że się tak wyrażę – obywatela polskiego, co jest pojęciem ciągle niepojętym, dziwacznym poniekąd i zdecydowanie rzadko obecnym nad Wisłą.

    Druga – o Powstaniach warszawskich.
    Oczywiście, można dobrze pojąć powody, dla których Pani mama nie dopuszczała do siebie myśli, że II Powstanie mogło być dramatycznie bezsensowne, błędne i zbrodnicze w skutkach, także ze względu na decyzje i zachowania jego polskich planistów, mocodawców i wykonawców.
    Kwestia poczucia sensu ofiary, jaką ponieśli ludzie w realnym powstaniu, jest bardzo niejednoznaczna. Ci, którzy koniecznie chcą się trzymać tego sensu, by jakoś sobie radzić z traumą przeżyć i wspomnień, stają w mocno dwuznaczym świetle. Chroniąc siebie i swoją prawdę, zarazem powodują, że prawdy odmawia się innym, tym, którzy właśnie w tej traumie dostrzegają bezsens decyzji o wywołaniu Powstania i jego sposobu realizacji, i się na to okropne, tragiczne zakłamanie nie godzą. Bo widzą, że szansa na wyzwolenie z traumy jest w prawdzie, okrutnej prawdzie o własnych, polskich potwornych błędach. A jeśli nie wyzwolenie z traumy, to choćby rozumienie, dogłębna, ludzka, uczciwa refleksja – nie to nie było w żaden sposób ani sensowne, ani usprawiedliwione, by stworzyć sytuację, w której śmierć poniosło 200 tysięcy warszawiaków. I w tym upatrywać sensu, w tej refleksji, w tym głęboko ludzkim pojmowaniu, w tej niezgodzie na poniżającą ucieczkę w zakłamanie – byle tylko znaleźć jakieś – jakże okrutne – usprawiedliwienie. I w refleksji, w przestrodze: nidgy więcej nie wolno ani nam, ani nikomu podejmować takich potwornych decyzji, decydować za innych o tak rozległych, dogłąbnych skutkach,m przewracających życie tylu tysięcy do góry nogami w nieodwracalny sposób.

    Dziś pani Profesor, ma Pani silną refleksję, że nigdy, przenigdy, nie posłałaby Pani dziecka z benzyną na czołgi. Czyż nie jest to właśnie refleksja i silne moralne postanowienie, które może być podjęte wtedy, gdy czuje się bzsens tamtego poświęcenia, daremność ofiary i co więcej – przymus poniesienia najokrtuniejszej ofiary, narzucony przez polityków i dowódców nie liczących się z ludźmi, ale, potwornie nieudolnie i cynicznie zresztą, kalkulujących polityczne interesy przy pomocy ofiary z ludzi, z ich biografii, losów, życia, nieskończonych cierpień?

  3. Leon Orlikowski says:

    Dot. komentarza moro01:
    Trudno odnieść się do komentarza moro01, który nie ustosunkowuje się do faktów, a tylko gdyba wypowiadając swoje przypuszczenia i domniemania dotyczące przyczyn, przebiegu i skutków “II powstania warszawskiego”. Piszę powstanie warszawskie z małych liter, bo na duże ono nie zasługuje ze względu na sposób jego przygotowania, przebieg i tragiczne skutki. Natomiast z dużych liter trzeba pisać o szeregowych Powstańcach Warszawskich, którzy oszukani przez “pożalsięboże” dowódców-politykierów, przelali swoją cenną krew w dobrej wierze i na próżno! Koniecznie trzeba poinformować wszystkich tych, którzy wspominają i myślą o powstaniu warszawskim podobnie jak moro01, że gdy front sowiecki zbliżał się do Pragi, Czesi też wywołali w niej powstanie przeciwko Niemcom, ale gdy dowódcy tego powstania dowiedzieli się, że do Pragi zbliża się i dotrze do niej jeszcze wcześniej od armii sowieckiej pancerna armia dowodzona przez hitlerowskiego generała Schernera (to ta sama hitlerowska armia, która pod Budziszynem w kwietniu 1945 r. rozbiła w puch II Armię WP, dowodzoną przez nieudolnego generała Karola Świerczewskiego), odwołali i zaprzestali kontynuowania powstania. Ta mądra decyzja czeskich dowódców praskiego powstania, nie tylko ocaliła Pragę i jej zabytki, ale przede wszystkim najbardziej cenny kapitał narodu, którym są młodzi i wykształceni ludzie. “Hurra-dowódcom” powstania warszawskiego zabrakło czeskiej wyobraźni, dlatego cała Warszawa legła w gruzach, a 200 tysięcy jej mieszkańców straciło życie! Czy na takich faktach można budować dumę i patriotyzm młodych Polaków? Lepiej milczeć, niż kłamać, bo inaczej wychowamy hipokrytów! LO

  4. Tanaka says:

    Leon Orlikowski says:
    30/07/2013 at 16:24

    Kłopot, a tak naprawdę koszmarny problem II Powstania Warszawskiego leży w tym, że aby “odczuwać z niego dumę” – co bezmyślnie robią miliony Polaków, trzeba się strasznie zakłamać. Trzeba w najdosłowniejszym sensie olać 200 tysięcy śmiertelnych ofiar, jeszcze więcej rannych i poszkodowanych na psychice; trzeba olać, zapomnieć, udać za nieistniejące nieskończone traumatyczne skutki w życiorysach setek tysięcy ludzi; nie kończące się nawet wraz z ich życiem, ale przenoszone, choć może w nieco łagodniejszej postaci, na potomków.

    Żaden z polityków, dowódców, biskupów, nikt nie miał i nigdy nie ma jakichkolwiek praw do szafowania życiem innych, zwłaszcza nie mogących w żaden sposów się na ten temat wypowiedzieć.

    Ci, którzy doprowadzili do wybuchu powstania wzięli udział w zbrodni. Żeby się odciąć od odpowiedzialności, wmawiali i wmawiają, że to było konieczne, usprawiedliwione, bohaterskie, cnotliwe i chwalebne. Nie, to było tragiczne, potworne, zbrodnicze.
    Niestety zakłamanie, tchórzostwo, nieodpowiedzialność ciągle rządzą w Polsce.

  5. Monika Płatek says:

    Do Pana Tanaki i Leona Orlikowskiego.
    Szanowni Panowie, rzeczywistośc jest zazwyczaj bardziej skomplikowana niż byśmy chcieli. Moja mama z powodu II Powstania Warszawskiego i przez II Powstanie Warszawskie przeszła piekło Oświęcimia i w pewnym sensie choć niezłomna, została złamana. Mnie jednak pozwoliła ocalić niezależność myśli. W końcu choć groziła, to jednak nie wyrzuciła mnie z domu, choć Jej zdaniem, głosiłam herezje:) Nigdy nie dopuściłabym do II Powstania Warszawskiego i gdybym tam wtedy była wzięłabym udział w I Powstaniu Warszawskim. I również w tym Pierwszym rozumiałabym dylematy tych, co przeżyli, czy mieli prawo o nim decydować. I mówiąc to pamiętam o swoim rozdrażnieniu, gdy słuchałam ludzi z jednego z państw byłej Jugosławii wciąż narzekających, wściekle niezadowolonych, wciąż zwalających winę na pozostałe kraje byłej Jugosławii. Zaciskałam ze złością zęby myśląc, jak się tak bardzo Wam nie podobało, to dlaczego nic nie zrobiliście? I zrozumiałam wtedy, że mi o taką postawę łatwo, bo za mnie powstańcy w tym Pierwszym i w Drugim załatwili sprawę. Sprzeciwli się. Stawili opór. Zostali zabici, zginęli dla mojego dzisiejszego wolnego sumienia, że wiem, że można wrzasnąć Nie!

  6. Tanaka says:

    Oczywiście, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niżbyśmy chcieli. W związku z czym każde własne przekonanie dowolnej osoby, co do tejże rzeczywistości może się wydawać identycznie uprawnione jak dowolnej innej osoby.
    Pytanie, czy w ogóle komukolwiek w tej sytuacji wolno cokolwiek, kogokolwiek sądzić, wedle jakichś kryteriów przymierzonych do tej rzeczywistości.
    Jeśli nie – nic nie da się zrobić, poza wypowiedzieniem się na temat, choćbyt najdrastyczniej, bez żadnej moderacji, bo – parafrazując Franciszka – “kimże jestem by osądzać”?
    Wybudowanie i urządzenie Muzeum Powstania Warszawskiego, dla przykładu, jest już drastyczną uzurpacją w rzeczyistość powstania. Zostało ono osądzone, rzeczywistość została odfiltrowana, to co najcenniejszego przepadło, zostały jakieś fragmenciki, drobinki…

    Skoro czujemy, żę rzeczywistość potrafi przerastać tragicznym skomplikowaniem każdego pojedyńczego człowieka, może należałoby wyciągnąć wniosek, że dopuszczanie do takiego skomplikowania jest złem, nie wolno tego czynić. Że należy być przewidującycm, myśleć wiele długości do przodu, rządzić się i postępować mądrzej, co zwłaszcza powinno obowiązywać tych, którzy mają wpływ na stan rzeczywistości. Każdy ma, ale w różnym stopniu.
    Czy taka refleksja jest obecna w świecie polityki? Czy Polacy umieli/umieją się rządzić mądrze, unikać ryzyk popadania w klęski, co potem prowadziło do tragocznych dychotomii wyborów, a każdy nich był bardzo zły albo drastyczie zły?
    Można się złościć na Jugosłowian, można też się przyglądać losom innych narodów Europy, jak starały się kształtować swoje losy. Jest wiele przykładów różnych ścieżek. Można się przyjrzeć choćby Czechom. Oni bylo w warunkach niewoli znacznie dłużej, niż Polacy. Polacy się niemal chełpią, jak długo “jęczeli” pod zaborami, ale nie cenią i nie rozumieją Czechów, którzy nie mieli własnego wolnego państwa znacznie dłużej, którzy praktycznie przez pokolenia nie mówili już po czesku, którzy nie byli wewnętrznie związani religią, jak Polacy, którzy jednak przetrwali, odrodzili się, bez szaleńczych, straceńczych, krwawych i trzebiących powstań. Może musieli się bardziej liczyć z własną krwią, z własnymi, mniejszymi niż Polacy, zasobami ludzkimi. I może z powodu tego, że nie mieli nad sobą krzyża katolickiego, musieli być rozważniejsi, mniej skłonni do ofiary z życia, a przez to mądrzejsi w indywidualnych i zbiorowych wyborach.
    I nie tylko Czesi mogą być tu punktem odniesienia. Można się wiele nauczyć i od Finów i Norwegów, Duńczyków, Holendrów, Belgów i wielu innych jeszcze narodów.

    Z pewnością można twierdzić, że powstańcy “załatwili sprawę”. Jest w tym coś z prawdy., Ale przecież nieodwołalnie to “załatwienie sprawy” zostało dokonane kosztem 200 tysięcy zabitych i nieskończonej ilości cierpień tych co przeżyli. Mamy się więc godzić na “załatwienie” z takim rachunkiem? W czyim imieniu? Ktoś pytał te tysiące?
    A przecież – w dodatku – to “załatwienie” – nie było załatwieniem o tyle, że przyniosło odwrotny skutek od deklarowanego i sprzeczny z wartością zgody na oddanie życia, która to świadoma zgoda dotyczyła tylko nielicznych. życie oddane za taki wynik? Czy to nie szalona uzurpacja twierdzić, że warto było, że należało, że “się opłacało”, w jakikolwiek sposób? Kto ma prawo tak twierdzić, z jakiego uprawnienia?

    We wspomnieniach postańców Getta, pojawiają się, nierzadko, wątki pytania: czy mieliśmy prawo narażać innych. I pojawia się nieraz taka refleksja – nie, nie mieliśmy prawa. Pojawia się taka konstatracja, że niektórzy z nich mogli przynajmniej zginąć w walce, a nie dać się zarżnąć, bo mieli jakąkolwiek broń. A inni, co broni nie mieli? I ty także można usłyszeć głęboko ludzkie refleksje.
    A przecież I Powstanie było zupełnie inne niż drugie, o co innego w nim chodziło.

    Sądzę, że nie sposób mówić o II Powstaniu w jakiejkolwiek w miarę uczciwej formie, w miarę bliskiej owej “rzeczywistości”, bez wcześniejszego zdania sprawy, bez spowiedzi ze śmierci owych 200 tysięcy i tego morza traumy. Ciągła ucieczka przed ty jest prawdziwą ucieczką przed rzeczywistością.
    Powody braku publicznej spowiedzi są oczywiste – nie było i nie ma chętnych do wzięcia na siebie żadnej odpowiedzialności. Za to jest mnóstwo chętnych do wypinania piersi do medali. I to często nie ci, co na nie w jakikolwiek sposób zasłużyli.
    Życie w takim schozofrenicznym zakłamaniu nie pozostaje bez skutków. Jednym z nich jest niezdolność do zmądrzenia, a ciągłe trwanie w stanie niebzpiecznej dla innych głupoty. Takie stany nie są bezkarne, ani prywatnie, ani publicznie.

  7. Leon Orlikowski says:

    Refleksja dotycząca dwóch powstań: wielkopolskiego i warszawskiego
    Po ojcu jestem Kaszubem a po matce Wielkopolaninem. Ponieważ wychowałem się w Wielkopolsce, bardziej czuję się Wielkopolaninem niż Kaszubem. Pod względem mentalności obie grupy etniczne pomiędzy sobą niewiele się różnią. Pod zaborem pruskim losy obu grup też były podobne. Chociaż Polacy z zaboru rosyjskiego byli też poddawani rusyfikacji oraz wywożeni na Sybir, zaborca pruski w swoim zaborze eksterminował polskość bardziej perfidnie, bo realizował program germanizacji polskich ziem metodycznie na wszystkich płaszczyznach: ekonomicznej, demograficznej i kulturalnej. Należy przypomnieć, że na polskich właścicieli były nakładane wysokie podatki, z wpływów których był zasilany osiedleńczy fundusz. Z funduszu tego były udzielane kredyty na zagospodarowanie tym Niemcom, którzy przyjeżdżali z landów niemieckich i osiedlali się na ziemiach polskich, wykupując za otrzymane kredyty nieruchomości i majątki bankrutujących Polaków, którzy nie mogli wywiązać się z nałożonych na nich wysokich powinności podatkowych. Każdy niemiecki osadnik, gdy spełniał kryteria, że jego osadnictwo na polskich ziemiach ma charakter trwały, mógł się ubiegać i otrzymywał umorzenie zaciągniętego i nie spłaconego jeszcze kredytu. W ten perfidnie “prawnie legalny” sposób następowało systematyczne przewłaszczanie majątku przede wszystkim nieruchomego od właścicieli polskich do niemieckich osiedleńców. W zaborze rosyjskim były natomiast konfiskaty majątków za uczestnictwa w powstaniach. Nie było natomiast tak zorganizowanej i prawnie zalegalizowanej grabieży mienia ludności polskiej, jak w zaborze pruskim. W zaborze pruskim równocześnie tym wydziedziczonym i pozbawionym materialnego bytu Polakom oferowano zatrudnienie w landach Rzeszy. Bardzo wielu bezrobotnych i bezrolnych rodaków wyjechało do pracy w kopalniach i hutach w tzw. zagłębiu Ruchry nad dolnym Renem. Oczywiście, była to też metoda obliczona na przyspieszenie procesu germanizacji ludności polskiej, która znajdowała się pod pruskim zaborem.
    Film “Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” ukazuje, w jaki sposób najbardziej światli Wielkopolanie przeciwstawiali się stosowanym metodom germanizacji oraz jak systematycznym i cierpliwym działaniem przygotowywali się i czekali na taką dogodną chwilę, aby “co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. Dlatego właśnie Powstanie Wielkopolskie 1918/1919 jest jedynym zwycięskim powstaniem w historii Polski. Dlatego Wielkopolanie zupełnie nie rozumieją, jak można było w tak niekorzystnych warunkach politycznych i militarnych decydować o wybuchu powstania warszawskiego 1944. Decyzję taką mogli podjąć tylko ludzie zupełnie bez wyobraźni albo chorzy na umyśle. Ich sposób myślenia to takie zadąsanie małego Jasia, który na złość mamie nakichał we własne gacie! Do dzisiaj nie potrafimy doliczyć się , ilu w powstaniu warszawskim 1944 zginęło Niemców. Szacuje się, że liczba zabitych i wziętych do niewoli żołnierzy niemieckich nie przekroczyła 2000 osób. W porównaniu z 20 000 poległych powstańców i 180 000 zamordowanych cywilów oraz całkowitego zburzenia, wprost zrównania z ziemią stolicy, ponad milionowego miasta, świadczy o proporcji sił walczących stron. Takie powstanie to bezmyślny odruch samobójcy! Komu więc stawiać pomniki i za co?! Chrystusowi, który dał się ukrzyżować , buduje się kościoły. Czyżby Polacy pragnęli Mu dorównać i dlatego budują muzeum i pomniki powstania warszawskiego, powstania, w którym na własne życzenie dali się wymordować?! LO

  8. Krzyk says:

    Oddzielmy ocenę całego powstania od oceny tych wszystkich, którzy powinni czuć się odpowiedzialni za los mieszkańców Warzszawy. Dlatego, że o tym losie decydowali. W imię czego budowali swój obraz oparty na kłamstwie i niedomówieniach? W tym kontekście innego znaczenia nabierają słowa Jana Nowaka-Jeziorańskiego:
    “…Zasypany zostaję pytaniami, kiedy skończy się ta wojna, kiedy przyjdą Anglicy czy Amerykanie. Czy będzie desant w Warszawie? Kłamię jak z nut. W tym momencie i nastroju za skarby świata nie zdobyłbym się na słowo prawdy”
    Konsekwencje:
    Koszmar z Powstania wraca we snach. 30 sierpnia ’44. Nowak stoi z pułkownikiem Antonim Chruścielem ps. “Monter” na drugim piętrze wypalonej kamienicy przy Krochmalnej. Patrzą w dół na na podwórze, które jest jak wielka studnia. Niedaleko Hale Mirowskie i plac Grzybowski. Plan akcji: wyrąbać w linii wroga korytarz, którym ewakuują się powstańcze oddziały z upadającej Starówki. Powstańcy to nastolatki. Wielu bez broni. Są i dziewczyny. To minerki. Mają wybić w ścianie wielką dziurę, a ich koledzy zaatakować regularne oddziały wroga. Dowódca plutonu, młodziutki porucznik “Janusz” melduje “Monterowi”: “Panie pułkowniku, nie dajemy rady. Niemcy wstrzelali się granatnikami w podwórko”. Płk “Monter” nie ma ochoty na dywagacje: “Wykonać rozkaz!”. Podwórze zapełnia się młodzieżą. Nagle wpadają granaty, jeden, drugi, zaraz następne. Tłumem targają eksplozje i po chwili wielu młodych powstańców płonie jak pochodnie – od butelek z benzyną, które mieli przy sobie przeciw czołgom. Wrzaski, przerażenie, piekło, którego nie da się zapomnieć. Mnóstwo poparzonych i okaleczonych. Dziewczęta z pourywanymi stopami. Na noszach leży porucznik “Janusz”. Jego nogi trzymają się na strzępach ciała. “Monter” pochyla się nad konającym. – Rozkaz wykonałem, panie pułkowniku – szepce chłopak, twarz ma białą jak ściana, umiera po półgodzinie z upływu krwi.”

    To trwa do dzisiaj. Godząc się na nieosądzenie tamtych, daliśmy wolną drogę kolejnym, którzy nie liczą się z losem tych, w których imieniu sprawują władzę. Myślę, że tutaj jest podskórny powód dla którego Powstanie Warszawskie budzi takie emocje.

Zostaw odpowiedż