bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Czemu seks przed ślubem to dobry pomysł

W zeszłym miesiącu reporter konserwatywnej Fox News – Stephan Crowder – wziął ślub. Gratuluję mu i życzę szczęścia. Szkoda tylko, że wykorzystał tę, skądinąd na pewno radosną okazję, żeby ponawtykać tym z nas, którzy mają inne pomysły na życie, niż on. Po podróży poślubnej uraczył czytelników i czytelniczki serwisu Fox News historyjką o tym, jak w związku z tym, że czekał z seksem do ślubu, będzie miał lepsze, szczęśliwsze, bardziej znaczące małżeństwo niż ci z nas, którzy nie czekali tak długo.

Jego argumenty to nic nowego, a opowieść osnuta jest wokół spotkania z innymi nowożeńcami na śniadaniu w hotelu (drugiego pana młodego bolała głowa, co dla dziennikarza było świetnym punktem wyjściowym do dekonstrukcji hedonizmu i bezwartościowości życia ”dzisiejszej młodzieży”). Przez cały felieton pan Crowder podkreśla, jak ważne było to, że pierwszy raz uprawiał seks z żoną, że teraz już nic nie będzie takie same, a jego życie seksualne jest dużo lepsze niż u ludzi, którzy uprawiali seks przed ślubem (albo – uchroń siło wyższa – mieli więcej niż jedną/jednego partnera/partnerkę).

Przykro mi panie Crowder, ale ktoś w końcu powinien panu powiedzieć, że w małżeństwie chodzi o więcej, niż tylko seks… Tak, seks jest ważny, jest świetną rozrywką i przemiłym sposobem na spędzanie wolnego czasu (przy pełnej zgodzie wszystkich uczestniczących). Niemniej, seks naprawdę nie powinien być głównym powodem, dla którego wzięło się ślub. Dziwi więc, że wszystkie pana przemyślenia wokół ślubu można zawrzeć w stwierdzeniu “olaboga, mam super seks, bo go nie uprawiałam dopóki nie założyłem obrączki!”.

Co więcej, jest mnóstwo argumentów za tym, żeby uprawiać seks przed ślubem. Badania pokazują, że małżeństwa, w których partnerzy wyznają bardziej progresywne (wręcz – a fe! – feministyczne) poglądy, i nie czekają z seksem do ślubu, są szczęśliwsze. Tak naprawdę to dość logiczne. Związki, w których ludzie czują się mniej wtłoczeni w role, które wyznaczyło społeczeństwo, a które przecież niekoniecznie wszystkim pasują, mają większe szanse na przetrwanie. Jeśli możesz być sobą, łatwiej będzie ci wytrzymać z kimś choćby i pół wieku.

Jest też inny – czysto seksualny – pozytywny aspekt uprawiana seksu przed ślubem. Chcemy czy nie, seks to ważny aspekt życia większości ludzi. Jeśli człowiek z którym mamy spędzić resztę życia (albo przynajmniej tak oświadczyliśmy przed rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami i dostaliśmy w nagrodę pięć tosterów i szesnaście zestawów okropnej pościeli) ma zupełnie inny temperament niż my, to trochę jesteśmy w kropce. W kropce przez resztę życia, albo do rozwodu…

Warto też zwrócić uwagę, że jeśli wstrzymywaliśmy się z seksem do ślubu, to raczej mamy dość konkretne poglądy na seks. Religijnie motywowana abstynencja seksualna, która jest najczęstszym powodem wstrzymywania się z seksem do ślubu, przekazuje specyficzne treści o seksie. Seks jest czymś “brudnym”, a uprawianie go sprawia, że się w jakiś sposób kalamy (przestajemy być “czyści”). O seksie nie wypada rozmawiać i powinno się go uprawiać tylko z współmałżonkiem/ą i tylko w celach prokreacyjnych. I gdzie tu miejsce na radość z seksu? Jak raptem w noc poślubną odczarować te wszystkie pośrednie i bezpośrednie przekazy o seksie jako czymś grzesznym i po prostu cieszyć się bliskością drugiej osoby (bo o oszałamiających orgazmach już za pierwszym razem raczej nie ma co marzyć)?

Seks nie jest sam w sobie moralnym bądź niemoralny, a uprawianie go bądź wstrzemięźliwość, nie powinny stanowić podstawy do moralnej oceny innych (chociaż de facto głównie oceniamy kobiety – grzeczne dziewczynki się “nie puszczają”, grzeczni chłopcy pomagają nosić zakupy…). Byłoby cudownie, gdybyśmy przestali oceniać seks jako dobry bądź zły uczynek w zależności od statusu matrymonialnego osób go uprawiających. Seks powinien być uprawiany przez ludzi, którzy świadomie wyrażają zgodę na to i się odpowiednio zabezpieczają przed zakażeniem chorobami przenoszonymi drogą płciową i/lub ciąża. Koniec. To naprawdę nie jest takie skomplikowane. Czas przestać oceniać życie seksualne innych i zadbać żeby nasze było jak najlepsze – czy świat nie byłby wtedy przyjemniejszym miejscem?

The following two tabs change content below.

Maria Pawłowska

Redaktorka naczelna
Wykładowczyni gender studies, kiedyś myślała, że chce być paleontolożką, ale okazało się, że feminizm i teoria seksualności są jednak bardziej porywające i dużo bardziej użyteczne (plus nie potrzeba już 24 sylab na wymówienie, czym się zajmuję).

Latest posts by Maria Pawłowska (see all)

Tagi: ,

6 Responses to “Czemu seks przed ślubem to dobry pomysł”

  1. Lady G says:

    Ciekawy tekst, ale niestety popełniasz w nim kilka błędów w rozumowaniu.

    Primo, czemu seks przed ślubem miałby być tożsamy z feministycznymi poglądami? Nie można być feministką/feministą i zachować wstrzemieźliwości? Albo osobą religijną i feministką/feministą? Czemu feminizm jest utożsamiany z postępowością (rozumianą jako odrzucenie religii i liberalne zasady moralne)?

    Secundo, choć istnieje korelacja między byciem wtłoczonym w rolę przez (religijne, tradycyjne) otoczenie, a wstrzemieźliwością, to jednak są pary, które świadomie wybierają wstrzemięźliwość. Korelacja nie zawsze oznacza przyczynowości…

    Tertio, nie wiem czy wiesz, ale wspólnoty chrześcijanskie oferują darmowe porady małżeńskie dla par, które cierpią właśnie z powodu różnicy temperamentów. Poza tym trochę przeczysz sobie sama w trzecim akapicie (seks wcale nie jest taki ważny).

    Quatro, pierwsze słyszę, by seks w współczesnym ujęciu religijnym (rozumiem, że w tym przypadku: szeroko pojętego Chrześcijaństwa) był czymś “brudnym”. Seks jest grzeszny wtedy, gdy jest uprawiany w grzesznych okolicznościach (czyli np. przed ślubem, albo wykluczając możliwość poczęcia). Nie jest to koncepcja obca nawet osobom o postępowych poglądach, bo przecież nasze społeczeństwo dalej piętnuje pewne rodzaje seksu. Chyba nawet Benedykt XVI wydał encyklikę nt. radości z seksu (jeśli jest uprawiany w pobożny sposób), więc ten argument o “brudnym seksie” jest spóźniony jakieś kilkadziesiąt lat.

    Przy okazji, pomijasz fakt, że gdy obie strony pragną zachować wstrzemieźliwość, to tego rodzaju wspólne religijne przeżycie (i wzajemne motywowanie się do utrzymania czystości) jest bardzo budujące dla ich związku.

    Quinto, niestety jeśli ktoś przynależy do jakieś wspólnoty (w tym przypadku: wspólnoty chrześcijańskiej) to musi się podporządkować jej zasadom, w tym zasadom moralnym. Przestrzeganie nakazów bądź zakazów takich jak wstrzemieźliwość seksualna przed ślubem jest jednym z elementów budowania tożsamości danej grupy. Jeśli ktoś nie chce być przez swoją wspólnotę oceniany wg. standardów tej wspólnoty, to niech przestanie do niej należeć. Łamanie zasad grupy pomimo przynależności do niej to hipokryzja i zagrożenie dla jedności wspólnoty (co widać np. na przykładzie kryzysu, jaki przechodzi Kościół Katolicki).

    Na koniec tylko dodam, że osobiście nie preferuję wstrzemieźliwości i nie mam chrześcijańskich poglądów, po prostu uważam, że trzeba ich bronić przed niesłusznymi zarzutami.

  2. Monika Płatek says:

    Czytam z ogromnym zainteresowaniem teksty Marii Pawłowskiej. Lubię, to co pisze także dlatego, że tak bardzo wolne jest od zaśniedziałości. Tym razem z dużym zainteresowaniem przeczytałam też komentarz Lady G. Zainspirowała mnie, by włączyć się w rozmowę.
    Zgadzam się, można być feministką i zachować wstrzemięźliwość. To wręcz zasługa feminizmu, że odchodząc od pojęcia wolności seksualności i optując za autonomią seksualną wyłożył, że nikt, ani kobieta, ani mężczyzna nie są zobowiązani do dawania ”dowodów” miłości, ofiarując jak rzeźne ciele na seksualne rżnięcie.
    Zgadzam się i z tym, że są pary, które świadomie mogą uprawiać wstrzemięźliwość – choć o ile nie stoi za tym obopólna aseksualność jako jedna z orientacji płciowych, występujących bardzo rzadko, to ma przeważnie drugie dno – urazy, wcześniejsze nadużycia, lęk lub …dewocja, która seks postrzega jako coś brudnego.

    Co do tertio to sporo można gadać i zalecać modlitwę, sport, szklankę zamiast lub nawet dwie, a i tak będzie jak w kawale o parze, gdzie ona chce często, a on rzadko idą do Rabbiego, ustalają, że w takim razie seks będzie raz na kwartał, i ona na odchodnym pyta, no dobrze Rabbe to tylko powiedz mi jeszcze ile razy w tygodniu jest kwartał…

    Przy quarto Lady G. Mnie zaszokowało – brud jest synonimem grzechu, więc powtórzyła Lady G dokładnie to, na co zwróciła uwagę Maria Pawłowska. Sekst jest ważny i naturalny. Kontrolując naturę/instynkty kontroluje się, sprawuje władzę, ma w ręku i panuje się nad człowiekiem. To nie przez przypadek Kościół bierze się za ustalanie kiedy można go uprawiać a kiedy jest grzeszny. I prawdę mówiąc nawet Kościół zmienił w tej sprawie zdanie. To dawniej oficjalnym celem małżeństwa była reprodukcja. Na początku XXI wieku także Kościół uznał, że żeby trwać i nadal panować musi nieco odpuścić – więc przyznał, że pierwszym celem jest jednak miłość i wzajemne wsparcie, czemu również ma służyć seks. Czego się nie robi, by zachować owieczki…

    I wreszcie argument najpoważniejszy wytoczony przez Lady G, że skoro się należy do wspólnoty to trzeba się podporządkować. Przynależność do wspólnoty zakłada dobrowolność, a tej w naszych relacjach z Kościołem najmniej. Nikt mnie nie pytał o zdanie czy chce być ochrzczona. Nikt mnie nie pytał o zdanie, czy chcę chodzić na religię i być wtłaczaną w ramy katolicyzmu. Nikt nie pokazał dróg wyboru: buddyzmu, zen, szintoizmu, islamu, protestantyzmu czy wreszcie wspaniałych pogańskich wierzeń w słońce czy wielki dąb. Bezwolne, bezmyślne wtapianie oparte było na nakazach i zakazach, i do lektury Biblii i innych ksiąg religijnych trzeba było dotrzeć indywidualnie – nie było ich ani w domach, ani w szkole, ani na religii, ani w Kościele. I nadal najczęściej nie ma. Wtłoczenie bezwolne w grupę jest więzieniem, nie wspólnotą. Praktyki uprawiane przez nas w ramach rodzimego katolicyzmy sporo mają wspólnego z dyktatem, niewiele wspólnego z Wspólnotą. Stosunek do seksu jest jednym z tego przykładów.

    • Jarosław says:

      muszę podobnie jak kolega wyrazic swoją opinię w kontekscie Pani ostatniego akapitu, a mianowicie…
      pisze Pani: “Nikt mnie nie pytał o zdanie czy chce być ochrzczona. Nikt mnie nie pytał o zdanie, czy chcę chodzić na religię i być wtłaczaną w ramy katolicyzmu.” Nikt Pani nie pytal, bo ze tak powiem malo miala do powiedzenia, jako noworodek, dziecko, nastolatek…. w tym czasie rodzice decydują co dla Pani dobre, uzyskując pelnoletniosc czy niezaleznosc może Pani wyjść z tej wspolnoty jezeli coś sie Pani nie podoba, czegos nie chce Pani przestrzegac, a “musi”….
      i rozszerzając jeszcze “Wtłoczenie bezwolne w grupę jest więzieniem” tak samo lub podobnie jak wtloczenie dziecka do szkoly…. poki jest sie niedojrzalny w wielu kwestiach decydują rodzice czy to sie dziecku podoba czy nie… potem moze zrobic co mu sie tylko podoba np., wyjsc z tego “wiezienia”.
      Pozdrawiam

  3. petramark says:

    Jestem mężczyzną i do feminizmu mi daleko. Dyskusja ciekawa, merytoryczna, więc pozwolę się przyłączyć. Otóż co do “quinto”.:
    Pani Płatek odrzuca myśl, że poczucie przynależności do grupy (wspólnoty, Kościoła) jest sprawą wewnętrznego przekonania i wyboru, niezależnego od faktu zaistniałego kiedyś. Wyborów dokonujemy stale i zgodnie z nimi postępujemy. W tym kontekście przekonanie, że jest się katolikiem czy chrześcijaninem, powinno skutkować pozamałżeńską abstynencją seksualną. Jej – w takim przypadku – brak to obłuda, niekonsekwencja osobowości, wreszcie słabość i rozchwianie chrakterologiczne. Jeśli człowiek religijny (mówimy o chrześcijanach) uprawia seks przed ślubem, to jest mało wiarygodny jako osobowość, jako partner, i w tym sensie przedmałżeńska wstrzemięźliwość seksualna chrześcijan lepiej rokuje dla trwałości rodziny i szczęścia w późniejszym związku.
    Co nie dotyczy ludzi niereligijnych, choćby byli kiedyś ochrzczeni i z tego powodu w jakichś rejestrach figurowali jako np. katolicy. Należy to tylko jasno przy oświadczynach stwierdzić, by sprawa była jasna.

  4. Jarosław says:

    Pan Crowder mówi to co mówi, bo jest przekonany że ma rację. Czekał z “tym” do ślubu i teraz relacjonuje, że było warto, jak w jego odczuciu słusznym bylo zachowanie abstynencji (z punktu widzenia patrzenia w przeszlość). Jak ktoś się podejmuje czegoś “trundego”, do czego wielu ma wątpliwości to po wykonaniu “zadania”, odslania przed wątpliwymi jego odkrytą doświadczalnie prawde, w tym wypadku taką, ze bylo warto, ze teraz jest szczęśliwy. Uważam że to cenne dla rozwoju poglądów ludzi, poszerzania horyzontów.

    Mówienie, że skoro o tym mówi głośno, wiąże małżeństwo w dużej mierze z seksem to wielkie nadużycie, a wręcz obraza, podobnie jak sprowadzanie seksu do “świetnej rozrywki”…

    “seks naprawdę nie powinien być głównym powodem, dla którego wzięło się ślub” Nie wiem co mówił/pisał ten Pan, ale czy aby na pewno tak motywowal wzięcie ślubu ?

    Co do badań nie będę się odnosil, chcialbym zobaczyc te rodziny i ewentualnie wyrazic opinie indywidualnie…

    “Związki, w których ludzie czują się mniej wtłoczeni w role, które wyznaczyło społeczeństwo, a które przecież niekoniecznie wszystkim pasują, mają …” Pisze Pani, jakby miala przekonanie, że ludzie ktorzy decydują sie poczekac, mieli zaknebloane usta, związane ręce itd… tylko cos mi tu nie pasuje, bo przeciez oni sami podjeli taką decyzję, nikt
    im nic nie kazal, są tak samo wolni jak Ci “progresywni”.

    Co do różnicy temperamentów, malzeństwo to miłość, wiąże sie z poznaniem i akceptacją dogłębnie drugiej osoby, dopiero kiedy jestes pewny ze to czas na kolejny krok, kiedy czujesz ze mozecie stanowic JEDNOŚĆ z partnerem, na dobre i na zle, decydujesz sie na malzenstwo.
    Lekceważenie aktu malzenstwa, bądź nierozumienie siebie, partnera (co nie jest prostą sprawą) rodzi problemy, a nie różne temperamenty…

    Seks jest grzechem ? Seks to narzędzie, które użyte prawidlowo inspiruje do wszystkiego co dobre, użyte źle, w zlych okolicznosciach czyni je narzędziem grzechu… Jednocześnie narzędzie to nie jest proste w obsludze, szczególnie w odniesieniu do naszej konstrukcji, ze tak powiem…. Myśle że rzadko wierny dostaję coś zupelnie innego w opisie seksu jako grzechu od swojego duszpasterza niz to co napisalem. Od operatora zalezy co z nim zrobi, co sama Pani niejako potwierdza w pierwszym zdaniu ostatniego akapitu.

    “grzeczne dziewczynki się “nie puszczają””
    szkoda że teraz coraz mniej sie tak mowi, bo sytuacja odwrotna jest widoczna bez specjalnego wytężania wzroku… samo to zresztą stwiedzenie nie jest niczym zlym, a wrecz przeciwnie, jest wychowawcze, napewno w swej treści. W swej stereotypowości wskazuje tylko na rolę kobiey jako tej, od której zalezy, mówiąc kolokwialnie, czy będzie seks czy nie, co z racji fizycznej sily kobiety/faceta jest wskazane… bo różni są ludzie mimo rosnącego wyksztalcenia na swiecie…

    Co do zabezpieczania przed ciążą… Seks powinien iść w parze z pelną akceptacją stworzenia nowego czlowieka.

    Pozdrawiam

  5. Miko says:

    Akurat niedawno wyniki przeprowadzonych badan wykazaly, ze nie uprawianie seksu przed slubem bardzo wzmacnia zwiazek.

Zostaw odpowiedż