bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Zdrowie reprodukcyjne’ Category

Jak z Płatka: Bóg zdegradowany czyli o władzy lekarza nad kobietą!

Friday, June 13th, 2014

Dostałam, po audycji, w której mówiłam o deklaracji wiary lekarzy, list od lekarza.

Obowiązkiem lekarza jest leczyć – pacjent po wizycie powinien być coraz zdrowszy. Powyższe zdanie w zasadzie definiuje rolę lekarza i w tej sytuacji jak prawnie interpretować wizytę osiemnastolatki po środki atykoncepcyjne? Zaznaczam, nie ma “zdrowych”, każdy jest gwałtem na zdrowiu organizmu. Jak definiować zakładanie spiralki skoro jej celem jest “udzielanie informacji zarodkowi, że to nie jest przyjazne środowisko i nie ma w nim szans na rozwój” a nie poprawianie zdrowia pacjentce? Jak interpretować funkcję leczenia podając pacjentce chemię – środki wczesnoporonne, blokujące rozwój płodu, w sytuacji gdy  lekarz widzi iż zdrowym dla pacjentki byłoby urodzić dziecko? Trochę z innej strony: skoro “lekarstwo” wymaga recepty lekarskiej to lekarz ma prawo podjąć decyzję samodzielnie czy ją wypisać i nikt nie może stanowić inaczej, nawet prawnicy. Temat można ciekawie rozwinąć, na kilka rozpraw naukowych dla prawników. Nie będę się rozpisywał bo i tak boję się, że nie zechce  się Pani przeczytać do końca.

Podkreślam, że cenię Pani wiedzę i doświadczenie, a dowodem jest, że chciało mi się poświęcić kilka minut na ten list. Pozdrawiam!

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

List cytuje in extenso, wycięłam tylko nazwisko. Ne wiem czy Pan doktor zadawał pytania retoryczne, czy pytał naprawdę. Byłam zdumiona czytając. Za list dziękuję.  Demonstruje perwersyjny sposób myślenia, nie wiem czy nieświadomie. Pan doktor powiedział, że to on, a nie zainteresowana kobieta ma władzę decydowania o tym kiedy kobieta urodzi. Bóg, a nawet zdrowie są tylko pretekstem, rzecz dotyczy władzy nad rozrodczością kobiet!

Zgodnie z prawem, w demokratycznym państwie prawa to nie lekarz podejmuje decyzję o tym, czy kobieta ma urodzić dziecko, ale sama zainteresowana. To nie lekarz decyduje o tym, co jest dobre dla pacjentki w sprawach jej rozrodu, ale sama kobieta. Wiedza medyczna nie równa się do władzy nad życiem, zdrowiem, rozrodczością kobiety. Ma jej służyć, a nie służyć do jej zniewalania. To nie lekarz, ale sama kobieta jest uprawniona do decydowania o sobie, swoim ciele, swoim życiu.

Środki przeciwdziałające zapłodnieniu nie są środkami poronnymi. O rozrodczości kobiety decyduje kobieta, której to dotyczy, nie lekarz. Lekarz, który tak mówi i myśli daje świadectwo nie tylko ogromnej pychy, ale i pogardy dla kobiety. Sprowadza ją do rzeczy, do „podręcznej”,  do  czegoś nad czym ma niepodzielną władzę i może nakazywać, co i kiedy ma robić, włącznie z zachodzeniem w ciąże i rodzeniem dzieci.

Zdrowie, jak wiadomo z definicji WHO, nie ogranicza się do braku konkretnej choroby, ale do dobrostanu fizycznego i psychicznego, włącznie ze swobodą decyzji w prawach reprodukcyjnych. Lekarz ma tu służyć, nie dyktować.

To lekarz jest dla pacjentki, nie pacjentka dla lekarza.

To, że środki antykoncepcyjne IV generacji są w Polsce na receptę, i że przepisuje je ginekolog, a nie jeśli już, lekarz ogólny, to wynik układu sił i braku społecznej edukacji zdrowotnej, a nie potrzeby.

Podobnie jak wynikiem układu innych sił jest zalew chemii w postaci powszechnie dostępnych preparatów przeciwbólowych. Antykoncepcja IV generacji nie jest szkodliwa, a z pewnością nie bardziej niż napakowane chemią środki przeciwbólowe sprzedawane bez recepty.

Tyle, że antykoncepcja daje władzę kobiecie do decydowania o sobie, o swojej rozrodczości  – i o to tu chodzi!

Pacjentka, która przychodzi po środki antykoncepcyjne korzysta z ustalonej procedury, by zadbać o siebie i o sobie zdecydować. Nie jest chora, jest autonomiczna, korzysta z przysługujących jej praw. Żeby wyszła nadal zdrowa, jak Pan doktor sobie życzy, należy spełnić jej życzenie bez prawienia morałów, bez pogarszania jej zdrowia psychicznego, bez pokazywania kto tu rządzi, kto ma władzę. Ma dostać środki stosowne, najnowszej generacji, pozostawiające jej decyzje czy, kiedy, z kim i ile razy zdecyduje się na prokreację.  Pan doktor z listu do mnie nie powołał się na Boga, ale też go wyprosił i zajął jego miejsce, jak ci od deklaracji wiary.

Tamci powiedzieli, że wiedzą lepiej. Przydali sobie prawo, by mówić czego chce Bóg. Podszyli się pod Boga. Pod pretekstem służenia Bogu, odprawili go, sami zajmując jego miejsce. Bogiem zasłaniając rozbuchaną żądzę władzy o decydowaniu o kobiecie i jej rozrodczości nie zauważyli, że zgodnie ze swoją religią bluźnią i degradują Boga. Przydali sobie moc większą niż ta, którą chciał dla siebie judeochrześcijański Bóg.

Bóg dał ludziom wolną wolę, oni ją kobietom odebrali.

Popełniają więc błąd ci, którzy proponują, by lekarze, którym sumienie nakazuje łamać obowiązujące prawo odeszli i zajęli się inną dziedziną. Popełniają grzech naiwności. Nie odejdą. Mają to, czego są żądni; władzy nad życiem i zdrowiem zależnych od nich kobiet. Podpisujący deklarację i myślący tak, jak lekarz z listu do mnie, przyznali sobie moc i rozkosz selekcjonowania, wybierania, uzależniania, decydowania o życiu i losie zdanych na ich łaskę także wtedy, gdy jest zgwałcona, z ciążą dotkniętą bezmózgowiem, i gdy sama cierpi na skręt jelit i jest chora. Mieliby z tego zrezygnować?!

Raport o opiece ginekologicznej w Polsce

Friday, May 2nd, 2014

Ukazał się raport Grupy Edukatorów Seksualnych “Ponton” o opiece ginekologicznej w Polsce. Raport można ściągnąć tu a poniżej są najważniejsze dane o wnioski z ankiety.

plakat5 (1)
Najwięcej ankiet wypełniły osoby w wieku 21–30 lat – 62% (1550 osób). W przedziale  wiekowym 12–20 lat wypełniono 251 ankiet, co stanowi 10% wszystkich kwestionariuszy. Spośród osób biorących udział w badaniu 18% (450 ankiet) to osoby nieheteroseksualne, a prawie 8% (212 ankiet) to osoby z niepełnosprawnościami.

Ponad 74% badanych (1852 osoby) stanowiły osoby deklarujące regularne wizyty ginekologiczne. Były to przede wszystkim osoby z przedziału wiekowego 21–35 lat (1523 osób). Osoby, które chodziły na wizyty sporadycznie lub były raz, stanowiły niemalże 18% (442 osoby). Natomiast 8,3% to pacjentki, które jeszcze nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki – 207 osób. Tu przeważały osoby z przedziału wiekowego 16–25 lat, co stanowi 84% tej grupy (174 osoby).

Zachęcam do zapoznania się z całym raportem!

Słownik polsko-polski. Część pierwsza.

Friday, August 9th, 2013

Świat jaki jest każdy widzi. Ale już nie każdy wie.

Dlaczego? Bo żeby wiedzieć, to trzeba już mówić. A język jest jaki jest i potrafi świat zmienić tak, że są wśród nas ludzie, których nigdy, nic nie przekona, że czarne to czarne a białe to białe.

Nie można jednak tracić nadziei i trzeba walczyć. Nie, nie o dusze ale o ich umysły.

754px-Latin_dictionary

A więc ruszajmy na potyczkę, na ubite pole. Miejsce, feministka.org zobowiązuje. Niech to będą reprodukcyjne prawa kobiet.

Ludzie, którzy pobłądzili we współczesnym świecie i nie rozumieją co się dzieje wokół nich, krzyczą, że oto są otoczeni przez cywilizacją śmierci i trzeba walczyć o cywilizację życia. Głównym problemem w ich świecie to aborcja i los dzieci nienarodzonych. Los narodzonych, to czy i jak żyją nie budzi w nich już takiego zainteresowania. Czy są oni źli i okrutni dla innych? Nie, to niemożliwe! Przyczyna musi być inna. Oni po prostu nie wiedzą jaki ten świat naprawdę jest!

Kierując się miłości bliźniego – niezależnie od  płci i światopoglądu – pomóżmy im zrozumieć jaki świat jest naprawdę. Zacznijmy odkłamywać ten świat.

Zwolennicy i zwolenniczki fizycznej eksterminacji kobiet opanowali dyskurs społeczny i narzucili nam jednowymiarowy świat, w którym decyzje i procedury prokreacyjne są jedynym fundamentem świata wartości. O tym jak ten świat wypaczyli może świadczyć to, że zwolennicy tak zwanej cywilizacji życia propagują fizyczną eksterminację kobiet, odmawiają kobietom prawa do decyzji prokreacyjnych i opowiadają się za delegalizacją procedur prokreacyjnych! Za swojego głównego wroga mają oni zaś zwolenników psychofizycznego dobrostanu kobiet, którzy rozumiejąc i akceptując to, iż kobieta to także – chociaż nie tylko – matka, która, ma prawo do decydowania o tym kiedy i z kim będzie miała dzieci.

Zacznijmy więc mówić o świecie używając terminów jasnych zrozumiałych i intuicyjnych i unikajmy mętnych i kłamliwych. Jak te poniżej.

Skrócony słownik poprawnej polszczyzny

Cywilizacja śmierci – termin fałszywie opisujący świat, w którym między innymi dobrowolne procedury medyczne ratujące życie uznawane są za zabijające duszę. Posługujący się tym terminem częste negatywne przyczyny jakiegoś zjawiska uznają za skutki.

Używający tego terminu, z powodu błędów w rozumowaniu, definiowaniu pojęć bądź silnej indoktrynacji jakąś ideologią afirmującą wykluczanie, potępiają i odrzucają tych wszystkich którzy nie wyznają bezkrytycznie ich ideologii.

Zamiennik – Cywilizacja promująca dobrostan kobiet

Cywilizacja życia – termin promujący wewnętrznie niespójny obraz świata w którym kobiety pozbawione są prawa do podejmowania decyzji o tym czy mogą mieć dzieci, co uważane jest za coś wartościowego.

Osoby posługujące się tym pojęciem, nie rozumieją jego znaczenia i nadużywają innych pojęć używając ich niezgodnie z regułami logiki i języka.

Używający tego terminu akceptują i uważają za wartościowe: śmierć kobiet w czasie ciąży, porodu lub połogu, wykluczenie i biedę ekonomiczną oraz ubóstwo i marginalizacją ekonomiczną i społeczną sierot, niepełne rodziny oraz wdowieństwa i samotności milionów mężów i partnerów kobiet.

Towarzyszący temu pojęciu chaos terminologiczny oraz bardzo silne zaangażowanie emocjonalne osób używających tego terminu wykluczają krytyczne i analityczne myślenie u jego użytkowników i utrudniają, a nawet uniemożliwiają racjonalną dyskusję z osobami posługującymi się tym terminem.

Zamiennik – Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet.

Decyzja prokreacyjna – decyzja o tym kiedy, z kim  i z pomocą jakich procedur – naturalnych lub medycznych – będzie miało się dzieci. Decyzję tę podejmują rodzice.

Używać zamiast – decyzja o aborcji.

Procedura prokreacyjna – działania podejmowane: przed stosunkiem seksualnym, w jego trakcie, lub zamiast skutkujące tym, że dojdzie lub nie do ciąży i urodzenia dziecka.

Do procedur prokreacyjny zalicza się: używanie środków antykoncepcyjnych (także nieskuteczne), zabieg przerwania ciąży, jak i procedury medyczne mające spowodować ciąże,  w tym zabieg in vitro.

Używać zamiast – aborcja.

Zwolennicy fizycznej eksterminacji kobiet – osoby, które ze względów doktrynalnych, ideologicznych bądź z braku jakiejkolwiek refleksji odmawiają kobietom prawa do świadomego i rzeczywistego dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne.

Pozbawiając one na przykład kobiety możliwości podejmowania decyzji o tym czy, kiedy i z kim będą miały dzieci. Narażają oni przez to kobiety na śmierć lub kalectwo bądź choroby, w tym zaburzenia oraz choroby psychiczne i depresje.

Powodują one, bądź co najmniej przyczyniają się, świadomie lub nie, do śmierci i kalectwa milionów kobiet na całym świcie oraz do nieszczęścia i rozpaczy, które przeżywają miliony sierot i półsierot oraz wdowców, którzy są pośrednimi ofiarami takich decyzji. Dopuszczają się oni często kłamstw i bez wyrzutów sumienia akceptują miliony ofiar śmiertelnych w imię jakiejś szalonej ideologii niesienia śmierci i kalectwa, czasami pod płaszczykiem miłości bliźniego i szacunku dla jakichś wartości bądź dogmatów religijnych.

Ich ofiary płacące życiem i zdrowiem tylko za to, że są kobietami.

Używać zamiast – cywilizacja życia.

Zwolennicy dobrostanu kobiet – osoby, które kierując się poszanowaniem wartości, takich jak: afirmacja życia i jego dobrej jakości, szacunek dla religii, oraz godności jednostki, akceptują prawo kobiet do zdrowia psychicznego i fizycznego.

Istotnym elementem zdrowia kobiety jest możliwość podejmowania decyzja z kim i kiedy ma się dzieci.

Używać zamiast – cywilizacja śmierci.

Co ten słowniczek zmienia?

Proszę sprawdzić:

Aborcja to zbrodnia Procedura prokreacyjna to zbrodnia
Cywilizacja śmierci propaguje aborcję Cywilizacja promująca dobrostan kobiet propaguje procedury prokreacyjne
Cywilizacja życia zwalcza aborcję Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet zwalcza procedury prokreacyjne

No i jak, ma sens?

Ma!

Widać kto kłamie a kto nie?

Widać!

Wszystkim chętnym proponuje poćwiczyć. Także w przestrzeni publicznej.

POWODZENIA

Jak NIE przepraszać

Friday, May 17th, 2013

Jeśli nie mieszkacie Państwo pod w głuszy (albo nie korzystaliście Państwo z internetu, nie czytaliście gazet i nie słuchaliście radia i tv przez ostatnie dwa dni) to na pewno wiecie dwie rzeczy.

409px-JKRUK_20100418_BOLESŁAW_PIECHA_IMG_7279

1. Angelinie Jolie miała 87% ryzyko raka piersi, w związku z czym sobie owe piersi usunęła.

2. Bolesław Piecha powiedział w TOK FM, że to był celebrycki wybryk. A konkretnie:

Jeżeli chodzi o piersi i przypadek Angeliny Jolie, to mamy do czynienia z pewnym dziwnym miksem: pewnie pani Jolie nie wygląda mniej sexy, ponieważ wszczepiła sobie implanty – kontynuował Piecha. – I tak by to zrobiła, bo o tym wiemy, a przy okazji usunęła gruczoł piersiowy. To bardzo zły kierunek, bo my walczymy o profilaktykę i mammografię. To po co profilaktyka i mammografia? Ciurkiem na szybko badać antygen rakowy, obcinać – za przeproszeniem – piersi, wstawiać implanty i sprawa załatwiona – ironizował były przewodniczący sejmowej komisji zdrowia.

– A co, jakby się dowiedziała, że ten antygen może wskazywać na duże ryzyko jajnika? Wytnie sobie jajniki? A gdybyśmy myśleli o raku szyjki macicy, to co? Nie lepiej urodzić jedno dziecko i wyciąć sobie macicę? Nie dajmy się zwariować – podsumował polityk PiS.

I potem, nie dziw, ludzie się wkurzyli. Pominąwszy skrajną głupotę paplaniny pana posła, nie sposób uciec od myśli, że jego przekonanie, iż może tak ferować opinie o decyzji p. Jolie wypływa z przekonania, że kobiety nie bardzo powinny mieć prawo decydować, co się dzieje z ich ciałem (które swoją drogą ma dwa cele “być seksi” i rodzić dzieci…). No, ale mniejsza z tym. Po wybuchu gniewu ludzi wszelkiej płci i politycznych afiliacji, Piecha postanowił zrobić coś, w czym politycy przodują. Powiedzieć coś, co PRZYPOMINA przeprosiny, ale nimi nie jest.

Pragnę oświadczyć, że swoją wczorajszą wypowiedź w radiu TOK FM uważam za dalece niefortunną. Pospiesznie wypowiedziane sądy, choć zbudowane na mojej lekarskiej wiedzy, były ubrane w niewłaściwe słowa. Przepraszam wszystkich, których forma mojej wypowiedzi uraziła i dotknęła.

Kluczowymi słowami tutaj są “niefortunne” i zwrot “Przepraszam wszystkich, których forma mojej wypowiedzi uraziła i dotknęła”, który w tłumaczeniu znaczy – jak jesteś przewrażliwony/przewrażliwiona i w dodatku nie masz moich jedynie słusznych poglądów, to cię, powiedzmy, przepraszam. Czego pan poseł nie powiedział? Ano tego, że powiedział coś głupiego, aroganckiego, niegrzecznego, chamskiego i przeprasza za to. Bo on nie przeprasza za to co powiedział, ale tylko przeprasza tych “których uraził”. Czyli tu nie chodzi o treść, ale nasz jej odbiór. Problem jest więc nie z głupim gadaniem, ale z tym, że może kogoś urazić… Tak dla przemyślenia o polityce.

Bezpieczny fotel? – osobista historia o tym czemu walka o lepsze usługi ginekologiczne to może być sprawa życia i śmierci.

Monday, March 18th, 2013

Nie mam szczęścia do ginekologów (o czym już zresztą wcześniej tutaj pisałam). Jak się niedawno okazało, mam jeszcze mniej szczęscie niż myślałam. Przy okazji rozmowy o akcji “Bezpieczny fotel”, w ramach której Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton i Kampania Przeciw Homofobii badają poziom usług ginekologicznych w naszym kraju, zwierzyłam się koleżankom, że nigdy nie zbadano mi piersi. Za kilka lat będę miała 30 lat i w ciągu ostatnich 10 lat zaliczyłam conajmniej 5 gineokologów/ginekolożek (łącznie z pobytem w szpitalu ginekologicznym!) i przez ten czas ANI RAZU nikt mi nie zbadał piersi. Niby wiem, że w trakcie każdej wizyty piersi powinny być badane, ale jakoś głupio mi było (tak mi – dość wygadanej, zdeklarowanej feministce znającej swoje prawa i w dodatku zajmującą się zdrowiem reprodukacyjnym) poprosić lekarza bądź lekarkę, żeby mi, za przeproszeniem, pierś pomacali. Wprawdzie badania pokazują, że więkoszość guzów wykrywają same kobiety bądź ich partnerzy/partnerki intymne, to ani ja ani mój partner w moim (co tu dużo gadać, niezbyt obfitym) biuście niczego nigdy nie wyczuliśmy.

plakat5 (1)

Kiedy już wyznałam, że nikt mi nigdy profesjonalnie nie badał piersi, myślałam, że nie jestem żadnym wyjątkiem. Przecież zaliczyłam pół tuzina lekarzy w Warszawie! Jak mi nie badają piersi, to pewnie dlatego, że jestem młoda i nikomu w tym wieku się nie bada bo przecież nic mi nie grozi. A jednak… Okazało się, że moje inne koleżanki miały badane piersi. Jedna z nich powiedziała mi, że przy następnej wizycie u mojej ginekolożki mam koniecznie poprosić o USG piersi. Nawet sobie zapisałam w kalendarzyku, żeby nie zapomnieć.

Nie zapomniałam i poprosiłam, kolejną lekarkę która nie pofatygowała się przyjrzeć dokładniej mojemu biustowi, o skierowanie. To była wizyta prywatna, więc przynajmniej ze skierowaniem nie było kłopotu.

Kilka tygodni później, w trakcie USG, na które grzecznie poszłam nie spodziewając się absolutnie niczego poza tym, że wyjdę zadowolna, że wreszcie odwaliłam to badanie, widziałam, że coś jest nie tak. Pani badała mi jedną pierś kilka długich minut po czym powiedziała, że znalazła conajmniej TRZY guzy (nie jeden, nie dwa ale CONAJMNIEJ TRZY) i muszę natychmiast mieć biopsję, bo nie wiadomo do końca czy to na pewno niezłośliwe włókniaki. Wpierw się popłakałam (moja zwyaczjowa, dzielna reakcja…) a potem nie mogłam wyjść z szoku, że od kilku już pewnie lat hoduję sobie w najlepsze guzy, o których nie mam bladego pojęcia.

Biopsję miałam kilka dni później i znowu pani lekarka mi powiedziała, że niegroźne włókniaki to płytkie, ruchome guzy, a mój największy guz (bagatela 2,5 centymetów, czyli prawie 1/3 średnicy mojej piersi!!!) znajduje się głęboko i jest nieruchomy. I z tą wiadomością zostawiono mnie na bardzo stresujące 10 dni (w trakcie których przypadły zresztą moje urodziny…). Nim przyszły wyniki biopsji – na które czekałam pod gabinetem lekarskim już 15 minut przed przyjściem lekarki – powiedziałam o całej sprawie bardzo niewielu osobom. Rak przeraża. Szczególnie rak u młodej kobiety i ostatnie czego się po niej spodziewa to to, że za chwilę nie będzie miała piersi, włosów i będzie zadzierżgała nowe znajomości w trakcie wlewek chemii. Wszystkie osoby, którym powiedziałam, były niesamowicie przejęte i nie chciałam wówczas swoimi problemami zawalać szerszego grona.

Całe szczęście okazało się, że moje guzy są niezłośliwe i odkąd się dowiedziałam, że raka jednak nie mam, mówię komu się tylko da. IDŹ ZBADAJ SOBIE PIERSI i POWIEDZ PARTNERCE/SIOSTRZE/KUZYNCE/KOLEŻANKOM Z PRACY – NIECH BADAJĄ SOBIE PIERSI! Tyle, że nie tylko my powinniśmy o tym pamiętać. Przede wszystkim są od tego lekarze i lekarki, którzy mają obowiązek o nasze piersi dbać – nasze ginekolożki i ginekolodzy. Przez lata zawiedli mnie wszyscy ci, do których poszłam. Tak się złożyło, że ja raka nie mam. Ale co z tymi pacjentkami, których też nie zbadali, ale one nie miały już takiego szczęścia? W Polsce nowotwory złośliwe są pierwszą przyczyną zgonu kobiet w wieku poniżej 65 lat, a wśród nich pierwsze miejsce zajmuje rak piersi. Statystycznie co 16 Polka zapadnie na raka piersi. Ile z nich wcześnie go wykryje i przeżyje? To zależy między innymi od tego, ile z nich będzie miało rzetelne lekarki i rzetelnych lekarzy, którzy będą o nie odpowiednio dbać. Jedno z pytań w ankiecie Bezpiecznego Fotela tyczy się właśnie badania piersi. Im więcej zdobędziemy wiedzy o tym jak Polscy lekarze i lekarki traktują pacjentki, tym więcej będzie można zrobić, żeby tę opieką poprawić. Zakończę więc apelem – proszę ankietę wypełniać i rozsyłać, bo dobra opieka ginekologiczna może naprawdę uratować życie!!

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Czemu pigułki antykoncepcyjne są na receptę?

Thursday, November 22nd, 2012

Pigułki antykoncepcyjne są w powszechnym użytku od ponad pół wieku. Miliony kobiet je zażywają, żeby móc podejmować rozsądne, przemyślane decyzje o swojej płodności. Owszem, są głosy (i nawet były pewne – bardzo kiepskie – badania) o szkodliwości pigułek antykoncepcyjnych, ale w stosunku do leków nowej generacji nie znajdują one żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Pigułki – jak każdy lek – mają efekty uboczne. Mój znajomy lekarz zwykł mawiać, że tylko węgiel brany na biegunkę ich nie ma… Niemniej, dla większości kobiet, które nie mają przeciwwskazań dla leków hormonalnych, te efekty uboczne są niegroźne.

Photo by: angela Lopes (source: Flickr)

Ale nie musicie mi wierzyć w tej kwestii, albowiem jeden z największych światowych autorytetów w ginekologii wypowiedział sie na ten temat. Wczoraj Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy Ginekologów i Położników (ACOG) wydało oświadczenie w którym jasno stwierdza, że korzyści z udostępnienia pigułki bez recepty są dużo większe niż potencjalne ryzyko.

Lekarze naprawdę nie mają w tym ukrytego interesu. W rzeczywistości, niejako zabierają sobie biznes spod nosa – bo mówią, że kobiety nie powinny musieć do nich tak często przychodzić po recepty. Oświadczenie to nie ma ukrytych motywów i powodowane jest jedną, jedyną rzeczą – medycznymi faktami.

W oświadczeniu ACOG potwierdza, że choć przy zażywaniu pigułek anytkoncepcyjnych występuje zagrożenie zakrzepami, jest ono tak małe, że nie powinno być powodem, dla którego kobiety muszą przychodzić do lekarza po receptę. Co więcej, badania pokazują, że pacjentki nie przestają odwiedzać swoich ginekologów w celach badań przesiewowych etc. kiedy nie muszą co trzy miesiące stawiać się po kolejne recepty, więc antykoncepcja nie powinna być powodem dla którego się kobiety “ściąga” do gabinetu lekarskiego, żeby potem dostarczyć im też inne usługi medyczne. Co ważne, pigułki to nie antybiotki – nie zrobimy ani sobie, ani innym krzywdy źle je biorąc (owszem  możemy zajśc w ciąże, ale recepta od lekarza nas od tego nie uchroni – raczej przeczytanie ulotki).

(more…)

Jak z Płatka: Adwokat diabła

Tuesday, November 6th, 2012

Wejdę w rolę adwokata diabła, wezmę stronę Franciszka Longchamps de Bérier

Będę bronić jego racji w sprawie in vitro i antykoncepcji.

Adwokat diabła przeciwstawia argumentom, wydawałoby się oczywistym, inne – też możliwe. Pierwotnie, adwokat diabła był urzędnikiem, który w procesie kanonizacyjnym zbierał argumenty przeciwko świętości kandydata. Urząd wprowadził w 1587 papież Sykstus V, a zniósł Jan Paweł II w 1983, powodując tym masowy wysyp nowych świętych. Wśród nich przeważali mężczyźni, ale znalazła się i Włoszka, która mając wybór, by dokonać aborcji i uratować życie, lub urodzić i umrzeć, zdecydowała urodzić. Wszyscy byli tak bardzo zachwyceni tym, że umarła, iż nie zwrócono zwrócono uwagi na to, że miała ona swobodny, nieprzymuszony, legalnie dostępny wybór. Że dokonała dojrzałej, przemyślanej decyzji. Nie wyszło więc przesłanie, że kobiety mają się poddać ślepej naturze zwanej tam wolą boską. Gdyby dostrzeżono, że w istocie to ona, a nie siła wyższa zdecydowała o życiu i śmierci, to kto wie, czy dołączyłaby do spisu świętych.

Franciszek Longchamps de Bérier głosi, że in vitro szkodzi, a antykoncepcja winna być zakazana. Franciszek Longchamps de Bérier przedstawia się jako ksiądz, profesor. Poglądy na temat zdrowia i praw reprodukcyjnych głosi w koloratce i w habicie jako ksiądz. Profesorski tytuł dodany po przecinku, leci już tylko z rozpędu.

Po co mu więc wytykać prawnika, skoro przemawia osoba wierząca? Wiara i metafizyka mają to do siebie, że bazując na przekonaniu, nie dbają o empiryczne dowody. Przystoją jej więc i argumenty rodem z sufitu. Można serwować slogany, przywoływać źródła rozmyte i zakurzone. Trzeba zrozumieć, że czas w Kościele inaczej płynie. Musi niekiedy minąć 400 lat i więcej, by Kościół przyznał, to, co przeciętna kobieta, wie od razu. Że z tym sprzeciwem wobec Kopernika to była wpadka rodem z ciemnogrodu. Palenie kobiet na stosach i przejmowanie ich dobytku było zbrodnią, choć oczywiście korzystną dla Kościoła, który na tym się wzbogacił. Że inkwizycja, posługując się sadystami w habitach rozpleniła tortury i utrwaliła praktykę brutalnego likwidowania  przeciwników politycznych, z czym do dzisiaj trudno się nam uporać.

My to wiemy od razu, Kościół przyswaja to powoli. Stąd mając ciągoty do rządu dusz, Kościół chwyta za gardło i ciało i sięga po kieszeń. Kto ma myśl swobodną i władzę nad swoim ciałem grozi niezależnością. Wczoraj to były długie listy ksiąg zakazanych, dziś zakaz dla in vitro, i nawet antykoncepcji.

Zazwyczaj Kościół, który chce mieć wszystko i za nic nie odpowiadać, chowa się za urzędników i posłów twierdząc, że na nic nie ma wpływu i w politykę się nie miesza.

Jednak w sprawie in vitro i aborcji wypowiedzieli się najwyżsi rangą, ci co w hierarchii dotarli na szczyty i rzucili jasne i zdecydowane przeciwko.

Jak można więc wymagać, by ksiądz Franciszek Longchamps de Bérier mówił coś innego?! Musi mówić to samo, i głośno, jeśli chce dotrzeć na szczyty kościelnej kariery. W kościele,  jak w armii, słucha się i naśladuje głównodowodzących. Ceni się posłuszeństwo i naśladownictwo. Kościół nie wymaga myślenia, wymaga posłuszeństwa. Ksiądz Franciszek, jest młodym, ambitnym księdzem, chce awansu i jeszcze więcej władzy – więc robi wszystko, aby to osiągnąć. Nie można mu więc zarzucać, że ma niewłaściwe podglądy. On może ich wcale nie posiadać. Jego zadaniem jest wierne kopiowanie i odtwarzanie słów zwierzchników. Gdyby miał poglądy i dał wyraz temu, że myśli, groziłby mu los księdza Bonieckiego, a  tego z pewnością ksiądz Franciszek nie chce.

Pytanie więc powinno brzmieć nie dlaczego ksiądz Franciszek jest przeciwny in vitro i antykoncepcji, ale dlaczego Kościół tak panicznie drży przed in vitro i antykoncepcją?

[Czy profesor  Longchamps de Bérier mógłby na nie odpowiedzieć? Z pewnością tak. Nie brak mu wiedzy i odwagi. A ksiądz Franciszek? Z pewnością nie, obowiązek wiernego posłuszeństwa na to nie pozwala. A szkoda. ]

(more…)

Prośba do księdza: dość bredni!

Monday, November 5th, 2012

Miałam ciekawy weekend – w odstępie kilku godzin odwiedziłam Licheń (de facto park religijnej rozrywki dla bardzo specyficznej grupy katolików, którym odpowiada niebotyczna kiczowatość i pozłacana duchowość), wysłuchałam tam 10 minut kazania o opętaniu (“pisała długopisem przekleństwa, bo poszła do uzdrowiciela”), a potem wróciłam do Warszawy i przeczytałam to: Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier o in vitro i antykoncepcji – jedno to zło, a drugie powinno być zakazane.

Będę szczera, pierwsze kilka słów, które wyrwały mi się z buzi, to były najnormalniej w świecie przekleństwa. Ale jak tu się nie wkurzać, kiedy pan duchowny, który w życiu nie miał rodziny, a zarabia plotąc androny i tyle wie o problemach normalnych ludzi (którym grozi bezrobocie, muszą płacić podatki i na utrzymaniu mają rodziny) co bardzo mały kotek na zakrystii napłakał. Kilka smaczków:

O in vitro:

Gdy ktoś ma władzę, może zdecydować o rozwiązaniu siłowym.

ROZWIĄZANIE SIŁOWE?! Pan Longchamps de Bérier  jest prawnikiem, człowiekiem wykształconym, a używa słów ewidentnie bez zrozumienia. Rozwiązania siłowe z definicji polegają na tym, że się kogoś do czegoś zmusza. Pragnę księdza uspokoić, że Tusk (ani jego ministrowie, ani policja w ich imieniu) NIE BĘDĄ chodzić po domach i ludzi do in vitro zmuszać. Będą, niewielkiej zresztą, grupie CHĘTNYCH dawali możliwość refundacji!

Dalej:

Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej wymaga, aby program zdrowotny pozwolił w określonym czasie osiągnąć założone cele polegające na “zrealizowaniu określonych potrzeb zdrowotnych oraz poprawy stanu zdrowia określonej grupy świadczeniobiorców”. In vitro niczego nie leczy. Nie poprawia zdrowia, jedynie zaradza skutkom bezpłodności.

Po pierwsze – leczenie objawowe bezpłodności (a tym jest in vitro) poprawia zdrowie – na pewno psychiczne ludzi, którzy od lat nie mogą mieć dzieci i mają z tego powodu depresję. Może dla pana de Berier nie jest to wystarczająco ważny aspekt zdrowia (pomimo tego, że w definicji zdrowia WHO aspekt psychiczny jest na równi z fizycznym). Ale, jeśli leczenie objawowe powinno być wykasowane, to może również opieka paliatywna – w końcu też nie poprawia zdrowia… Poza tym, tak na zdrowy chłopski rozum – to efekt bezpłodności jest problemem, bo ludzie nie mogą mieć dzieci. Sama niemożność posiadania dzieci nie jest koniecznie powodem do zmartwienia, jak na przykład niewykryta choroba wieńcowa, bądź właściwie każda inna jednostka chorobowa, albowiem nawet jeśli przyczyna bezpłodności nie została wyeliminowana, to bardzo rzadko przekłada się to na inne poważne problemy zdrowotne! Tak więc, jeśli pojawiają się w końcu dzieci, to problem bezpłodności znika! Mało kogo obchodzi w tym momencie czy są “wyleczeni”.

(more…)

Aborcja a in vitro – podstawy dla prawicowych polityków

Thursday, October 25th, 2012

Prawicowi politycy nigdy nie byli jakimś tuzami z biologii i medycyny, ale to, co się dzieje w tym tygodniu przekracza już wszelkie pojęcie. Najwyższy czas tym panom wyłożyć co i jak, żeby przestali się ośmieszać i przy okazji obrażać innych ludzi.

Po pierwsze: aborcja NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z IN VITRO. Kapitalizacja nie jest tu przypadkowa. Tyle jest wokół tego jakiegoś bzdurnego zamieszania, więc warto wyłożyć sprawę jasno i dużymi literami. Dobrym przykładem jest ta oto wypowiedź prezesa największej partii opozycyjnej:

15 tys. razy in vitro oznacza bardzo, bardzo wiele aborcji

Nie mam pojęcia co właściwie miał na myśli, ale najwyraźniej należy mu wytłumaczyć znaczenie słów, których używa. Aborcji dokonuje się na zaimplantowanym zarodku – to jest zarodku, który już się zagnieździł w macicy. Celem aborcji jest przerwanie ciąży. Z kolei in vitro to metoda leczenia bezpłodności. Polega na pobraniu gamet (czyli spermy i komórki jajowej) i dokonaniu zapłodnienia (czyli połączenia tych komórek) pozaustrojowego (czyli w tzw. “próbówce”). Uważna czytelniczka i uważny czytelnik zauważą kilka różnić między tymi dwoma procedurami medycznymi. Można by mówić o metodach i narzędziach, ale wydaje mi się, że dość kluczowe jest zastosowanie. Jedna z metoda ma na celu zapłodnienie i implantację zarodka, a w konsekwencji ciążę i dziecko bądź dzieci, a drugie ma na celu przerwanie ciąży i niedopuszczenie do jej donoszenia. W telegraficznym skrócie dla polityków zabieganych między konferencjami prasowymi a wywiadami w mediach prowadzonych przez osoby duchowne – in vitro -> dziecko, aborcja ->brak dziecka.

(more…)