bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Tu i teraz’ Category

Jak z Płatka: Smród

Friday, September 28th, 2012

Wczorajsze spotkanie Marszałkini Ewy Kopacz z dziennikarzami trudno nazwać konferencją prasową. Pokazywano tylko Ewę Kopacz, pytających ograniczono do głosu. Gdyby słowa, które w Nią rzucano zostawiały ślad na ciele maltretowanej, przesłuchanie to bez wątpliwości nazwalibyśmy poniżającym, nieludzkim, torturą. Zadawano jej ciosy brutalnie, bezlitośnie,  nie fair.  Pastwiono się nad Nią i urągano, by trupami ugrać, wyszarpać skrawek nadziei na polityczny sukces.

Materiały sejmowe

Ewa Kopacz odpowiadała na pytania dziennikarzy dotyczące identyfikacji zwłok i szczątków zmarłych w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2012 r. Odpowiadała rzeczowo, spokojnie, prawie nie pokazując po sobie, że to, co się dzieje jest nieuczciwe i niegodne.

Moja matka wyczuwała To węchem nadwrażliwym. Rozpoznawała znajomy swąd nawet w wiosennie kwitnącym ogrodzie. Zjawiał się nagle, nieproszony i wtrącał  ją w brunatny koszmar przeszłości. Stęchlizna rozszarpanych jelit unurzanych w kale i moczu. Lejąca się zewsząd ropiejąca krew otulona dymem wędzonych ciał i spalonych włosów. Smród szczątek, fetor kału potworniejący w wystających kościach. Strzępy ubrań uświnione nachalnie pęczniejącym rozkładem. Tam, to była codzienność. Przykleiła się do Niej i nie opuściła także po wyjściu z obozu.

Zastanawiałam się więc często jak z tym radzi sobie Ewa Kopacz. Jak radzi sobie  z zapachem, widokiem, z układaniem koszmarnie rozdrobionych szczątków kiedy jest już po.

Często się z Ewą Kopacz nie zgadzam. Nie wszystkie Jej decyzje uznaję za słuszne, ale nie ma to wpływu na szczery szacunek jaki żywię do Niej za postawę jaką wykazała po katastrofie polskiego samolotu pod Smoleńskiem.

Zrobiła za nas i dla nas ogromną robotę. Wykazała kulturę, fachowość, bezgraniczne oddanie i podziwu godną empatię, wrażliwość połączoną z przepiękną prostą, ludzką dobrocią. Szło razem z ofiarną pracowitością i godną naśladownictwa umiejętnością mobilizowania siebie i innych. Pracowała i współpracowała. Miała w sobie dość sił, by sprostać i dość przyzwoitości, by docenić wysiłek wszystkich polskich i rosyjskich współpracowników. Robiła to dając przykład dobrej pracy lekarki. Umiała godnie służyć i zmarłym i żywym.

Oglądałam jej zmęczoną, zmaltretowaną przeżyciami twarz i byłam pełna podziwu. Wiedziałam, że musiała całkowicie zrezygnować z siebie, nie myśleć o sobie, o sobie zapomnieć, by wytrzymać i być tam równo dla żywych i zmarłych. Być może mamy wielu równie dobrych lekarzy. Być może ktoś inny zrobiłby to nie gorzej, ale zrobiła to Ona.  Zaoszczędziła nam wszystkim dodatkowego bólu, pogardy, bylejakowatości, i dyplomatycznych, niepotrzebnych tarć.  Mogę się z Ewą Kopacz nie zgadzać, ale to w niczym nie umniejsza szacunku i uznania jaki mam dla Niej – także za wczoraj.

Czy była do końca z dziennikarzami szczera? Nie. Nie była. Wiedziała, że im naprawdę nie chodzi o informacje, że ich pytania są próbą zdyskredytowania rządu, że w nosie tak naprawdę mają szacunek dla zmarłych. Gdyby miała być do końca szczera musiałaby powiedzieć  o tym co najboleśniejsze. Gospodyni domowa, która używa młynka przygotowując kotlety mielone rzadko myśli o katastrofie lotniczej, ale wie, że po zmieleniu nie przywróci pierwotnej formy użytego mięsa.  Z szacunku do zmarłych i do żywych Ewa Kopacz oszczędziła pytającym opowieści, które w skrajnych załamaniach wypluwała z siebie moja matka. Były straszne.

Aby zachować tych, którzy zginęli w naszej pamięci takimi, jakimi byli przed katastrofą lotniczą, aby mogli pozostać w ciałach, w jakich ich znaliśmy – Ewa Kopacz musiała raz jeszcze wytrzymać. Polityk, polityczka muszą mieć twardszą skórę, muszą być otwarci na niewygodne pytania, i muszą umieć znosić  w imię demokracji i wolności słowa więcej.  Ale to nie zmienia faktu, iż wczoraj uważałam, że się nad Nią pastwimy nie w imię demokracji i wolności słowa, ale ze zwykłej satysfakcji, że Ona to znęcanie musi znosić i zniesie, bo w przeciwnym razie w miejsce imion i nazwisk tych, którzy w katastrofie zginęli w naszych głowach zagości  smród zwęglonych, zapapranych odchodami szczątków ciał.

Feminizm jak szczepionki – “świata nie zbawi”, ALE…

Monday, September 17th, 2012

W sobotę wstałam wyjątkowo wcześnie – czekał mnie kolejny dzień Kongresu Kobiet i wprost nie mogłam się doczekać. Piątek był świetny – interesujący ludzie, ciekawe panele i kobiety z całej Polski, które przyjechały by wraz z niewielką grupą mężczyzn rozmawiać o tym wszystkim, co dla nas istotne. Na przykład to tym, że nadal płaci nam się mniej niż mężczyznom, że w parlamencie jest tylko 24% kobiet (i to po “ustawie kwotowej”), a instytucje państwowe nadal funkcjonują na zasadzie klubu koleżków. Albo o tym, że przemoc wobec kobiet nadal nie jest wystarczającym problem dla ministra sprawiedliwości i bardziej go obchodzą zamrożone zarodki i homoseksualne strachy. Żyjemy w kraju, w którym 90% wyroków za przemoc domową jest w zawieszeniu, bo kurczę, może mąż złamał żonie nos i żebra, ale żeby od razu go do więzienia za to posyłać? Organy państwowe mają jasne zdanie na ten temat – kobiecie życie i godność nie są wystarczająco ważne, żeby tych, którzy je naruszają, stosownie karać. Co więcej, kobiece życie nie jest wystarczająco ważne, żeby mogły je żyć tak jak chcą – więc po co refundować antykoncepcję czy vitro, pozwolić na dostęp do aborcji i budować przedszkola i żłobki? Niech kobiety siedzą w domu i dzieci wychowują, jak “tradycyjny” model rodziny przykazał. Jeśli mają inne plany i ambicje to ich problem, trzeba było się tyle nie kształcić i nie czytać. No, ale jest chociaż ten Kongres Kobiet – miejsce, gdzie wreszcie można o tym wszystkim porozmawiać i nikt nas nie będzie oskarżał, że jesteśmy “przewrażliwionymi kobietami”. To powinien być ten jeden weekend w roku, kiedy kraj, media i rząd naprawdę wsłuchują się w to, co kobiety mają do powiedzenia i resztę roku będą sobie przynajmniej przypominać, czego się nauczyli. Ale nie, oczywiście tak nie jest i prawdę mówiąc przekonałam się o tym w bardzo przykry sposób w ten sobotni poranek.

Materiały prasowe Kongresu Kobiet

Jak zwykle poszłam do osiedlowego sklepiku po przysłowiowe bułki i gazetę – w naszym wypadku zawsze Wyborczą. I to, co zobaczyłam na pierwszej stronie niestety popsuło mi humor na resztę dnia – felieton Aleksandry Klich p.t. “Feminizm nie zbawi świata”. Autorka pisze w nim, że przecież więcej dziewczynek niż chłopców, chce być lekarkami, i już teraz na uniwersytetach kształci się więcej studentek niż studentów, tak więc nie feminizm, ale demografia upora się z problemami tego świata. Ze swojej strony Pani Klich sugeruje jeszcze humanizm i uczenie mężczyzn “kobiecych umiejętności”, czyli empatii i współpracy.

Jest dla mnie absolutnie niesamowite, że można być tak krótkowzroczną i nieanalityczną i się załapać na pierwszą stronę jednej z największych Polskich gazet (razem z Marią Czubaszek, która “nie lubi kobiet”, bo… taki dyskurs się najlepiej sprzedaj – “catfights” między kobietami i dzielenie ich, zamiast poważnej rozmowy o poważnych problemach). Pani Klich kompletnie pominęła to, że kobiety nadal stanowią 7% szefowych dużych spółek (i niewiele więcej w mniejszych spółkach). Profesorek i dziekanek jest jak na lekarstwo, nie mówiąc o polityczkach na pozycjach decyzyjnych. Co z tego, że jest tyle dziewczynek, które chcą być lekarkami, kiedy na przykład w szkole będzie im się wmawiać, że w matematyce i naukach ścisłych są gorsze od chłopców – i nie wszystkie wytrzymają presję. A jak już się dostaną na akademię medyczną i będą chciały kontynuować karierę, to się może okazać, że muszą wybierać między dziećmi a pracą zawodową, bo nie ma dość żłobków, a wszyscy wiemy, że w związku z ich “naturalną” empatią kobiety się bardziej do dzieci nadają.

(more…)

Męskie zdrowie – kobieca sprawa?

Thursday, September 13th, 2012

Wczoraj miała miejsce premiera raportu Siemens “Zdrowie – Męska sprawa”. Opracowanie, użyta metodologia i jego wnioski są bardzo ciekawe. Co szczególnie cieszy, słowo “gender” pada w raporcie dość gęsto i autorzy i autorki mogą się pochwalić wyczuleniem na społeczno-kulturowe aspekty medycyny. Przecież lekarze nie powinni tylko leczyć chorób, lecz także zajmować się całym człowiekiem nie sprowadzając ją/jego do źle funkcjonującego organu.

Niestety, podstawowe wnioski raportu są dość przygnębiające. Mężczyźni żyją w Polsce średnio 8,5 roku krócej od kobiet, rzadko chodzą do lekarzy, a jak już do nich dotrą, to zazwyczaj w kiepskim stanie. Ich hospitalizacja kosztuje średnio o 1/3 drożej, a wśród osób między 20 a 34 rokiem życia mężczyźni mają 4 razy wyższą śmiertelność.

Co ciekawe, raport pokazuje, że zarówno mężczyźni jak i kobiety obarczają kobiety odpowiedzialnością za męskie zdrowie. Wedle lekarzy, pacjentów i reklam środków na serce, to kobiety muszą “przywlekać” swoich partnerów do lekarza i dbać, żeby potem brali przepisane leki. Dodatkowo, prawie 30% mężczyzn polega na swoich partnerkach życiowych jako podstawowym źródle wiedzy o zdrowiu.

Niestety, autorzy i autorki raportu nie poświęcili ani zdania mężczyznom, którzy nie chcą mieć kobiecych partnerek, i są narażeni na stygmatyzację w społeczeństwie i w służbie zdrowia – to jest mężczyznom, którzy mają inną orientację seksualną niż heteroseksualna. Szczególnie w kontekście ogromnego wpływu kobiet na zdrowie mężczyzn, przeoczenie to razi. Poza tym jednak, raport jest naprawdę  przełomowy i być może minister Gowin powinien go przeczytać razem z ministrem zdrowia, ponieważ autorki i autorzy jasno pokazują, że podejście genderowe jest ogromnie ważne w medycynie a nie tylko prawie. Już nawet to, że na kobiety zrzuca się obowiązek dbania o partnerów, wskazuje na to jak ważna jest płeć, ale jest też dużo więcej spraw które są wskazane w tej publikacji.

(more…)

Spotkanie na zamku – czyli opowieść o tym jak Józef i Cyryl razem gejów nie znosili

Friday, August 17th, 2012

Pojednanie i przebaczenie to super sprawy. Naprawdę z całego serca w to wierzę i strasznie się cieszę, że głowy dwóch kościołów z państw, które (delikatnie sprawę ujmując) nie zawsze się dogadywały stwierdziły, że czas sobie podać ręce. Zdecydowanie pozytywna wiadomość dla większości z nas – religijnych czy nie – bo zawsze lepiej żeby ludzie się jednali, niż kłócili.

Ale dla mnie jest w tym wszystkim jeden wielki zgrzyt – tak, jednamy się, podajemy sobie ręce, ale przy okazji powtórzymy wszem i wobec co myślimy o homoseksualistach (bo w dyskusję o eutanazji i aborcji nie ma co się w ogóle wdawać). Oficjalnie to oczywiście potępiane są związki homoseksualne a nie homoseksualiści – wszystko jest cacy dopóki nikt nikogo nie dotyka, z nikim nie mieszka, i bój się Istoty Wyższej, nie próbuje z nikim mieć dzieci. Osobiście uważam, że popi mają marginalnie więcej prawa moralnego do wypowiadania się w tej sprawie – oni przynajmniej (w większości) oficjalnie mogą mieć rodziny (oczywiście jak z obrazków – wszyscy muszą być śliczni i heteroseksualni). Nie wiem skąd księża katoliccy – oficjalnie żyjący przecież w niezmiernie nienaturalnym celibacie (bo po co Bozia by nam dawała organy rozrodcze i popęd płciowy?) znajdują w sobie tyle czelności, żeby komentować “nienaturalne” wybory innych. Jeden dorosły człowiek, który chce być w związku (małżeńskim?) z drugim dorosłym człowiekiem, który chce tego samego to niczyja sprawa poza tymi ludźmi i może ich rodzinami i przyjaciółmi. Szkoda, że to się robi kontrowersyjne, a dla popów i księży wręcz nie do przełknięcia, jeśli ci ludzie są tej samej płci. Co się stała starym, dobrym “miłuj bliźniego swego”?

(more…)