bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Tu i teraz’ Category

Jak z Płatka: Las Mariposas – Motyle

Tuesday, November 26th, 2013

Toledo słynie z zamku, z katedry i z malarstwa El Greca, który miasto swoimi płótnami upamiętnił i rozsławił. Sława – pojęcie względne. El Greco po śmierci popadł w zapomnienie, a miasto kojarzono raczej z władzą biskupów i z wygnaniem Żydów. To było w 1492 roku. W tym samym, w którym Kolumb pomylił nowy ląd z Indiami.

Współczesna więc, „wieczna” sława malarza, to efekt sprawnego PR zaledwie ostatniego wieku.

Zdjęcie: M. Płatek

Zdjęcie: M. Płatek

Dziś El Greco uchodzi za kwintesencję tego, co hiszpańskie. Zapał z jakim w to wierzymy wypiera refleksję, że przecież nawet jego imię, a raczej pseudonim wskazuje obce, greckie pochodzenie, a pędzel obok niewątpliwego indywidualizmu zdradza wpływy zarówno greckie jak i włoskie.

Zapominamy, mieszamy, zdarza się. Także mnie. Niedawno pomyliłam miejsce Gott mit uns. Bóg rzeczywiście nie towarzyszył niemieckim żołnierzom na hełmach. Był na klamrach ich mundurowych pasów [więcej na ten temat i ciekawie: http://katolik.tetragram.pl/?p=62. ]

Inny internauta napisał jednak: “Informacja o nakładaniu na panie zakazów uczenia się matematyki, wstrząsnęła mną do głębi… Zgódźmy się, że w tym momencie Pani Profesor deczko przegięła. :)”

…no i Mariposas zatrzepotały wspomnieniem. Miało być o nas!… Poczekajcie, chwilę. Jeszcze będzie.

Zapominanie sprawia, że to, co miało się skończyć wraca. Mogłam nie wiedzieć, na której części munduru przysiadł Bóg, by usprawiedliwiać niemieckie wojenne mordy na ludziach, odczłowieczanych etykietami „lewaków” i „bolszewików”, ale w sprawie kobiet i matematyki wiedziałam, co piszę.

Odsyłam chociażby do historii Marie-Sophie Germain, która musiała skrywać się pod męskim imieniem Monsieura Le Blanc. Opłaciło się. Została doceniona. Uniwersytet w Getyndze przyznał jej dyplom już…w sześć lat po jej śmierci. Ada Bayron Lovelace pomimo znajomości z Mary Somerville miała dużo gorzej, sama Somerville też by daleko nie zaszła, gdyby pierwszy mąż się nie zachował i nie umarł.

Nie tylko bowiem uczelnie odmawiały prawa kobietom do studiowania matematyki, mężowie nie byli tu lepsi. Lisa Meitner – tej odmawiano wstępu nawet do uczelnianej toalety. Dlaczego? Bo była kobietą, a tym na uczelnie wstęp był wzbroniony. I pomyśleć, że była nie tylko genialną matematyczką i fizyczką. Gdybyśmy jej posłuchali pewnie Hiroszima, Nagasaki, śmierć i atomowy grzyb nie staliby w jednym szeregu. Emy Noether mogła pisać podręczniki, ale już nie uczestniczyć w wykładach i wykładać, bo chociaż była genialną matematyczką to jej nie wypadało, bo …była mężatką. Więc nawet kiedy mąż nie miał nic przeciwko, „społeczeństwo” uznawało, że mężatce nie wypada…

Mężczyzna z żoną łatwiej robi/ł karierę. Mężatka miała/ma?/ przechlapane. Uniwersytet w Cambridge dopuścił kobiety do studiowania w 1948 roku, ale jeszcze w 1894 na terenie tego samego uniwersytetu mieścił się spinning house – więzienie dla kobiet, którym zarzucano brak moralności. Wystarczyła rozmowa z mężczyzną, by zostać uznaną za kobietę świadczącą usługi seksualne. Spinning house – więzienie dla mężczyzn kupujących takie usługi? Zgadza się. Nie istniało.

Cambridge był więc dla kobiet niedostępny jako miejsce zdobywania wiedzy i społecznego awansu. Stał otworem jako więzienie – miejsce utraty wolności i poniżenia.

Dziękuję internaucie za wpis. Uświadomił, że kiedy mówimy o przemocy wobec kobiet skupiamy się zazwyczaj na gwałtach, mordach, posiekanych i posiniaczonych ciałach. Tymczasem strukturalna przemoc wobec kobiet, świadome spychanie ich do poziomu gdzie można je kontrolować, obrabiać, ustawiać, wyznaczać miejsce i kneblować i myśli, i marzenia i pasje odbywa się tam, gdzie wzory przemocy i wrednej dominacji nie od razu są dla nas widoczne i oczywiste. I to, co złego spotyka kobiety w domowych pieleszach byłoby niemożliwe, gdyby nie wspierane jawnie i podskórnie, przez normy prawa, obyczaj i przyzwolenie na dyskurs i praktyki, które dyktują co kobieta ma, kiedy i do czego jest stworzona.

Wracajcie motyle, to przecież tylko pozornie nie o Was. Matematyka tak samo jak polityka nie była/nie jest?/ dla kobiet.

25 listopada 1960 roku podstępnie i okrutnie zamordowano w Republice Dominikany, pod rządami Rafaela Trujillo, trzy siostry Mirabal. Nazywano je Motylami – Las Mariposas.

Mariposas ośmieliły się chcieć być wolne. Odważyły się wiedzieć czego chcą i na co się nie godzą. Odrzuciły tyrańskie ograniczenia. Wyzwiska dziś ciskane na kobiety, gender i feminizm miały i im, już wtedy, zabarykadować drogę. Gdy nękania nie pomogły – zostały zamordowane. Nazwano to „wypadkiem”.

Rok później trzepot motylich skrzydeł uruchomił lawinę. Padła dyktatura Trujillo. 21 lat później Pierwszy Feministyczny Kongres krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów uczcił ich pamięć. Dzień ich mordu uznano symbolicznie dniem niezgody na przemoc wobec kobiet.

Trzepot motylich skrzydeł. Dwie dekady później inicjatywę tę podjął ONZ. 25 listopada ogłoszono międzynarodowym dniem na rzecz eliminacji przemocy wobec kobiet. Symbolem tego stała się biała wstążka.

Przepisy, krajowe i międzynarodowe pozostaną znakami na papierze, jeśli nie stanie woli, by je urzeczywistnić. Toledo słynie dziś z zamku, z katedry i z malarstwa El Greca. Toledo mogłoby słynąć z rzezi i wygnania. Wybrało sztukę i jakość życia bez przemocy wobec kobiet. Trzepot motylich skrzydeł.

Obok katedry jest ratusz, siedziba władz miejskich. Na frontowej ścianie tej historycznej budowli umieszczono wielką białą wstążkę i napis informujący o dniach walki z przemocą wobec kobiet. Symbol świadomego wyboru. Nie kończy się na białej wstążce i napisie. Trzepot motylich skrzydeł? Hiszpańscy mężczyźni i ich działania na rzecz zwalczania stereotypów macho, imponują. Bliskość katedry im w tym nie przeszkadza. Historia, duch i niedyskryminacja mogą iść w parze. El Greco patrząc na nich pewnie rozciągałby się dumniejąc jak malowane przez niego postacie i może nawet zmieniłby pseudonim na El Espanico.

Kto jest winny pedofilii?

Tuesday, October 8th, 2013

Okazuje się, że na proste z pozoru pytanie: kto jest winny przestępstwa – sprawca czy ofiara, można mieć bardzo różne odpowiedzi zależnie od zawodu i światopoglądu. Dziś arcybiskup Michalik popisał się niesamowitą niewrażliwością, jak również niezwykle groźną praktyką zdejmowania odpowiedzialności z tych, którzy ją ponoszą i przenoszącą ją na ofiary czynu przestępczego.

W opinii arcybiskupa, za molestowania seksualne i gwałty na dzieciach dokonywane przez osoby duchowne, (co najmniej) współodpowiedzialne są same dzieci:

Niewłaściwa postawa często wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, zagubi się i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

i ich rozwodzący się rodzice:

Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe.

Ten sam Kościół, który głośno i bezustannie potępia pełnoletnie osoby, które z własnej nieprzymuszonej woli wchodzą w dobrowolną relacją emocjonalną i seksualną z osobą tej samej płci, bądź osobą innej płci ale bez ślubu kościelnego, bądź z zastosowaniem antykoncepcji, wykazuje niesamowitą wręcz powściągliwość w ocenie osób, które w jego szeregach gwałcą dzieci.

Średnia wieku w Polskim Episkopacie wynosi grubo powyżej 60 lat i wszyscy jego członkowie to kawalerowie, którzy czują się kompetentni w pouczaniu wszystkich dookoła jak można żyć, czego należy dzieci uczyć w szkołach, jak powinna wyglądać opieka ginekologiczna w tym kraju i czemu wszyscy, którzy się z nimi nie zgadzają to wrogowie Kościoła, Polskości i źli ludzie. A w tym samym czasie robią co w ich mocy żeby nie słuchać przykazań obecnego papieża o ubóstwie, nie braniu pieniędzy za odprawienie sakramentów i nie ocenianiu homoseksualistów. Zbyt zapętani w świecie w którym głównym wrogiem są Żydzi, Masoni i ostatnio feministki i gender. No i teraz dzieci – dzieci, które szukają miłości i w związku z tym “same się proszą” o przestępstwa seksualne. Pewnie jeszcze biegają w krótkich spódniczkach i spodenkach w lecie, więc na dobrą sprawę to właściwie wchodzą duchownym do łóżek.

Zagubione, szukające miłości dzieci na pewno rzeczywiście przychodzą do księży, ale czemu zamiast otrzymywać wsparcie padają ofiarami przestępstw? Dlaczego księża zamiast je przytulić i pomóc w lekcjach bądź załatwieniu wyjazdu na wakacje molestują je, gwałcą i krzywdzą na resztę życia? I dlaczego zwierzchnik tych duchownych nie potępia ich po prostu w czambuł ale zwala winę na dzieci, ich rodziców i rozwody (które jak wszyscy wiemy, są winą feministek, więc gdyby nie te wredne baby z owłosionym nogami to by porządni księża na złą drogą nie byli sprowadzani…)?!

Żeby było absolutnie jasne – dzieci nie ponoszą tu żadnej winy. To, że dziecko chce żeby je przytulić NIKOMU nie daje prawa do molestowania i gwałcenie tego dziecka, niezależnie od sytuacji rodzinnej dziecka i zawodu wykonywanego przez osobę do której dziecko przyszło. Przeraża mnie, że to dla Michalika nie jest oczywiste. Naprawdę bałabym się z nim dziecko zostawić jeśli na głos mówi, że potrzeba miłości ze strony dziecka to “zachęta” do czynów seksualnych i nie widzi w tym nic niestosownego.

Ciekawa jestem jaka teraz będzie dalsza reakcja Episkopatu, albo raczej jej brak, i kiedy wreszcie sprawcy przemocy seksualnej wobec dzieci będą po prostu karani tak jak im się należy a nie przenoszeni na inną parafię bądź tłumaczeni, że “przecież może i są dorosłymi mężczyznami, którzy powinni potrafić za siebie odpowiadać i się jako tako kontrolować ale jak przychodzi takie zapłakane dziecko to co można innego zrobić jak nie zmolestować?!”.

Jak z Płatka: bieg po zdrowie

Friday, September 6th, 2013

Można. Truchtem, spacerkiem, marszem, lotnym stylem długodystansowca, na rowerze, z wózkiem z dzieckiem, na hulajnodze, na wózku, z psem, z kijkami, z bobasem za rączkę, sprintem, pod rękę z przyjaciółką  i bez pośpiechu. W każdym wieku, niezależnie od płci, wyznania, orientacji seksualnej, politycznej i z krzepą w stanie płynnie zróżnicowanym. Można. W przyjaznej, miłej, tętniącą radością dużej grupie. Większość z Ursynowa, ale nie tylko. Można. Może każdy, o każdej porze. Dlaczego nie rano? Dlaczego po zmierzchu? Pozornie troskliwe pytania kajdanki, pytania uzdy, pytania pęta. Dobrze mieć się na baczności, gdy idzie fala takiej dobrotliwości.

Photo by Peter van der Sluijs

Photo by Peter van der Sluijs

Dyscyplinuje, narzuca, dyktuje. W duszny, mdły sposób pozbawia tchu i znaczenia. Wie lepiej. Żelazem w aksamitnej rękawiczce ściska za gardło, zna się i wie, że po zmierzchu lepiej nie, po zmierzchu nie można.

Można. W dresie, w garniturze, w szortach, sukience i nawet na szpilkach. Można. Facebook, telefon, Gazeta Wyborcza. Solidarność ze zgwałconą? Tak. 5 września 2013 stacja metra Kabaty na warszawskim Ursynowie pęczniała przed dwudziestą od spragnionych zdrowia. Bieg to sport, sport to zdrowie. Sylwia Chutnik z fundacji Mama i Sylwia Zaczkiewicz z grupy Otwarte Serca Zaciśnięte Pięści zaprosiły na bieg nocą, na nocny bieg po zdrowie. Wiem, co mówię. Obie zaprosiły, by pobiec w solidarności ze zgwałconą, ale dla mnie to nadal bieg po zdrowie. Do zdrowia potrzebna jest integralność i autonomia. Także autonomia seksualna. Także i ta, która sprawia, że wiem, że mam wpływ, nie jestem bierna, mogę działać i kontroluję swoją rzeczywistość.

Facebook, telefon, Gazeta Wyborcza. Ożywcze poczucie wspólnoty i mocy. Można. Potrafimy. Las Kabacki to może nie Central Park, a Warszawa nie New York, ale wczoraj wieczorem nie było lepszego miejsca niż stacja metra i kabacki las. Ciemna czeluść pełna widmowych korzeni. Jak można nocą biegać po lesie? Można. Biegłam. Za latarkę służył mi telefon. Nocą w lesie jest ciemno, dlatego w Central Parku w Nowym Jorku, po zmierzchu świecą się latarnie. Las Kabacki – miejsce dla zdrowia, ze światłem nocą jest możliwy. Nocą po lesie, wiedząc, że dookoła są inni biegło się świetnie. Jak w Central Parku. Światło w Kabatach jest potrzebne tak, jak i oświecenie władzy, że nie damy się usunąć z publicznej przestrzeni… „dla naszego dobra”.

A gdyby się okazało, że tego gwałtu nie było? A gdyby się okazało, że oskarżenie rzuciła osoba niezrównoważona, która wszystko wycofała?

A co to zmienia? Przecież większość kobiet gwałconych jest przez znajomych mężczyzn, często we własnym domu. Podobnie większość mężczyzn gwałconych jest przez znajomych mężczyzn, skoszarowanych w internatach, seminariach, więzieniach.

Atakujący nocą, zza krzaka – to rzadkość. Dyscyplinujący, ograniczający, „kneblujący” kobiety pod pozorem „ich dobra” – codzienność. Więc jeśli gwałtu nie było?

To pobiegniemy raz jeszcze, bo bieg to sport, a sport to zdrowie, a zdrowie to integralność i autonomia, także seksualna. A autonomia seksualna to wolność od bzdury, że sama jest sobie winna,  bo po co pchała się nocą do lasu. I wyraźne, powszechne  przyswojenie sobie, że dopóki sama, w sposób jednoznaczny, dobrowolny i jednoznaczny, nie powiedziała „TAK”, to jej obecność w lesie, także nocą, ZAWSZE oznacza „NIE”.

Jak z Płatka: Czy miało sens?

Monday, July 29th, 2013

Wtedy też było piękne lato, pewnie wracali z nadzieją, że kolejną niedzielę spędzą nad wodę nie wiedząc, że za tydzień 4 sierpnia1944 roku, będzie już tylko czas by może, biegnąc, nawet nie zauważyć jak od kuli na Placu Teatralnym ginie Baczyński. Mojej mamie ton artykułu Tadeusza Sobolewskiego z GW „Ani żałoba, ani święto” z 27/ 07/2013  poświęcony II Powstaniu w wojennej Warszawie by się nie podobał. Mnie bardzo odpowiada, że wreszcie mówimy bez napuszenia, bez nadęcia. Dostrzegamy ludzi, ich los i złożoność przez lata trzymaną w ciszy lub dla odmiany zagłuszaną werblami. Moja, zazwyczaj w miarę tolerancyjna mama groziła mi wyrzuceniem z domu za uwagę, że odpowiedzialny polityk ratuje ludzi na życie, a nie wydaje ich na rzeź, choćby nie wiem jak bohaterską. Nigdy nie mogłyśmy się zgodzić w naszych ocenach, co do sensu wywołania II Powstania w Warszawie. To pierwsze, w getcie warszawskim miało dla mnie sens, to drugie – nie doszłoby do niego – gdybym to ja miała o tym decydować. 

Po latach zrozumiałam dwie sprawy. Po pierwsze nie można odbierać sensu ofiary tym, którzy straszliwie i na całe życie zostali dotknięci, przeorani, zmiażdżeni skutkami decyzji o wywołaniu drugiego Powstania, na którą nie mieli wpływu i w sprawie której nikt ich o zdanie nie pytał. Moja mama nie miała wyjścia. Nie mogła dopuścić, by te wszystkie śmierci, obóz i zrujnowane życie i los były całkowicie bez sensu.

Po drugie o tym, czy  II Powstanie Warszawskie miało sens, czy nie, czy śmierć dziesiątki tysięcy cywili, wybicie najlepszej, najzdolniejszej młodzieży, skazanie na Oświęcim tych, co przeżyli i zniszczenie miasta – o tym, czy miało to sens czy nie – decydujemy  dziś my swoją postawą. Nigdy nie posłałabym dzieci z butelką benzyny na czołg. Nigdy. To jednak nie zwalnia z odpowiedzialności za to, co tu i teraz. To my dzisiaj czy chcemy, czy nie, swoja postawą, skłonnością do niedyskryminacji lub jej brakiem, solidarnością lub jej brakiem, tolerancją lub jej brakiem świadczymy o tym, czy tamta walka i tamta śmierć miała sens.

 I to mając na względzie  chciałabym, żeby nie wyszło na moje, żeby raczej rację miała moja mama.

Jak z Płatka: Kobieta z artykułu Szczygła i źle postawione pytania.

Friday, June 28th, 2013

I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy…Siebie rozumiemy, z odpuszczaniem innym mamy trudności, inni nas oburzają. Artykuł Mariusza Szczygła o kobiecie, która przed laty zakatowała synka swojego partnera i po zatarciu skazania wróciła do szkoły jako nauczycielka rozwścieczył; psychologia tłumu przyzwoliła na medialny lincz. Za chwilę zaszczutej przyjdzie nam zapłacić za zmianę personaliów, miejsca zamieszkania, być może za specjalną ochronę. I nie chodzi tu nawet o koszty materialne, ale o te dużo poważniejsze, społeczne, które biorą się ze źle stawianych pytań.

Jak mogło dojść do zatarcia skazania? Dlaczego miała tylko TAKĄ karę? Dlaczego wyszła przed końcem kary?

Fliclr:  Barbro_Uppsala

Fliclr: Barbro_Uppsala

Tymczasem rzecz nie w instytucji zatarcia skazania, nie w długości kary, nie we wcześniejszym zwolnieniu, ani w tym kto i jak nosi pamiętać o zbrodniach. Paradoksalnie, w tej całej sprawie, ta konkretna kobieta, jest najmniej ważna.

To, co się liczy, to nasza na nią reakcja. Wściekłość skoncentrowana na jednostce, bez dostrzeżenia  szerszego kontekstu i w kontekście – systemu edukacji.

Żądza zemsty na byłej skazanej bez refleksji, że nie widzimy w tym i nas samych. Pełni oburzenia, gdy to inni biją czy sami nie jesteśmy przekonani, że  nie ma innego sposobu na nieposłuszne dzieci jak dyscyplina i pas? Nie samo bicie więc, nie samo poniżanie i brak szacunku dla małego człowieka nami wstrząsnął. Przecież w tamtej sprawie wszyscy wiedzieli! Wszyscy od kolegów po instytucje; obecność siniaków, nieobecność dziecka w przedszkolu, obojętność i przyzwolenie. I co? Teraz tym wrzaskiem oburzenia chcemy udać, że nas w tym nie było? A czas więzienia? Co robiliśmy by zmienić jej tępe przywiązanie do dyscypliny? Czy, aby nie została wcześniej zwolniona bo była tępo zdyscyplinowana?

A przecież gdyby to ojciec skatował dziecko, a ona by tylko patrzyła, nasz stosunek do niej byłby identyczny. Byłaby potępiona za to, że do tego dopuściła, że nie broniła dziecka, że nie zrobiła nic, aby je uratować. I podobnie jak teraz, również wtedy przeoczylibyśmy ojca. Nie spytalibyśmy – jak mógł do tego dopuścić?

Kobieta po odbyciu kary ośmiela się żyć i pracować jak „normalny” człowiek? Ależ, ktoś się oburzy, przecież ona tak samo nadal się znęca nad uczniami, tyle, że tym razem, nie pasem, lecz złymi ocenami…No właśnie, przecież mówię; kiedy powołujemy się na „naturę” i „normę” – najczęściej mówimy o tym, co kulturowo dopuszczalne, akceptowalne i często nazywane tradycją.

Mariusz Szczygieł napisał dobry tekst i dobrze, że napisał. My zareagowaliśmy na ten tekst źle i czas to zrozumieć.

(more…)

Jak z Płatka: Mur

Wednesday, March 6th, 2013

Wyrwij murom zęby krat

Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą, i pogrzebią stary świat” 

[Jacek Kaczmarski]

Przez cały stan wojenny miałam na biurku zdjęcie Lecha Wałęsy zrobione w Jego miejscu internowania z palcami obu dłoni w charakterystycznym znaku Victorii. Zdjęcie było nieostre, sylwetka Wałęsy zmieniona, ale uśmiech i ten charakterystyczny, nie do podrobienia, pogodny błysk w oczach był ten sam i muszę przyznać, że dodawał otuchy.

Wall_1

Lech Wałęsa przeskoczył płot, stał się symbolem, dostał pokojową nagrodę Nobla, został nawet Prezydentem. Na świecie, oprócz Lecha Wałęsy znano jeszcze z Polski Chopina, Marię Curie-Skłodowską, Karola Wojtyłę i kilku świetnych piłkarzy. Był wizytówką postępu i zmian na lepsze, możliwych, jak się okazało, także bez rozlewu krwi.

Płynna logika Lecha Wałęsy z powiedzonkami, że nie chcę ale muszę, czy jestem za, a nawet przeciw doskonale mieściła się w kierunku filozofii myślenia równoległego. Znana również jako płynna logika (water logic) ciekawie opisywana w książkach Edwarda De Bono sprawiała, że nietrudno było tolerować nawet Jego kontrowersyjne posunięcia czy wypowiedzi. Lech Wałęsa walczył o władzę. Walczył o władzę dla siebie, ale nie wątpię, że gorąco wierzył, że chodzi mu o Polskę i wszystkich w niej żyjących.

Dzięki sławie Lecha Wałęsy wielu z nas przyjmowano w wielu miejscach z otwartymi ramionami, bo jak On, byliśmy z Polski. Fotografia z Lechem Wałęsą dla wielu była przepustką do Sejmu, Senatu, do rządu i na salony.

I jakże miło było czuć dumę i skromne zadowolenie z poczucia pobratymstwa i siostrzeństwa z Lechem, który przecież w pewnym momencie ryzykując wiele sprzeciwił się odważnie poniżaniu, wykluczaniu i nierównościom. Z Matką Boską w klapie stać go było na powiedzenie „nie” dyskryminacji i szarganiu ludzi. To oznaczało również sprzeciw wobec wykluczaniu tylko za to, że ktoś nie mieści się wąskich i wąskotorowych kanonach opresyjnej poprawności przyzwalającej na homofobię, mizoginizm, antysemityzm i ksenofobię.

Z Matką Boską w klapie przypominał – nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe i kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Żył Lech Wałęsa w kraju, w którym ksenofobia, homofobia, mizoginizm i antysemityzm miały się w najlepsze do tego stopnia, że cokolwiek, co tykało tematu było skutecznie ściskane za gardło, dławione, duszone, zarzynane. W zadziwiająco składnym kontredansie rządów komunistycznych i ideologii kościoła było „naturalne” , by ludzi ze względu na ich orientację seksualną, inną niż heteroseksualna uważać za gorszych, chorych, niegodnych. By udawać, że nie istnieją i na wszelki wypadek pozbawiać praw i opresyjnie odrzucać.

Lech Wałęsa przeskoczył płot i stał się żywym symbolem Solidarności, przez duże „S”.  Był przewodniczącym Solidarności, ale jej członkami byliśmy my. 10 milionów  codziennych obywatelek i obywateli.

(more…)

“Afiszowanie się” – krótki przewodnik

Wednesday, March 6th, 2013

Nasz ostatni żyjący Noblista palnął w zeszłym tygodniu taką głupotę, że naprawdę żal mi się go strasznie zrobiło – a potem było mi okrutnie wstyd. Za nas, za niego i za to, że niestety wiele osób pewnie się z nim zgadza (ostatnio na zajęciach w warszawskim liceum usłyszałam stwierdzenie, wypowiedziane tonem jakim się obwieszcza oczywistości – “to jest Polska, pedałów bijemy”). Zamiast dekonstruować wypowiedź Pana Wałęsy i wytykać mu homofobię, bigoterię i antydemokratyczne poglądy, chciałabym zapytać o jedną konkretną część jego (późniejszej już) wypowiedzi:

Defense.gov_photo_essay_110524-D-XH843-001

Powiedziałem tylko, że mniejszości, którym oddaję wszelkie honory, nie powinny się afiszować, nie powinny narzucać większości swoich poglądów. Mówiłem tylko to, bo mam dość tego afiszowania się, dość mówienia tylko o tym, zamiast o innych sprawach

Czym jest afiszowanie się? Rozumiem, że jeżeli jest się homoseksualistą_ką afiszowaniem się jest wszystko, od nieukrywania orientacji seksualnej, przez chodzenie za rękę z partnerem/partnerką, chodzenie na Parady Równości i broń Cię siło wyższa, żądanie równych praw obywatelskich. Ale co kurczę musi zrobić osoba heteroseksualna żeby się afiszować?

  • Chodzenie za rękę – chyba nie, to przecież tylko niegroźne okazywanie “normalnych uczuć”
  • Mówienie o swojej orientacji seksualnej – ale przecież heteroseksualność to nie jest orientacja seksualna tylko norma!
  • Obejmowanie się na ulicy – to też tylko okazywanie zdrowych uczuć
  • Ślub – najlepiej kościelny i super – cała do przodu i dzieci płodzić
  • Mówienie o partnerze/partnerce w miejscu pracy – pewnie, czemu nie. Przecie nie możemy ciągle przy kawie gadać o wynikach z poprzedniego kwartału
  • Wspólne rozliczanie się z podatków – takie prawo, jeśli mamy papier na legalność naszego związku
  • Całowanie się publicznie – byle nie za długo i nie za bardzo
  • Adopcja dzieci – przecież instytucjonalizacja im tylko szkodzi
  • Seks w miejscu publicznym – okej, no to może to jest afiszowanie się i zdaję się, że nawet jest na to paragraf…

Heteroseksualistów i heteroseksualistek jest po prostu więcej niż nieheteroseksualistów i nieheteroseksualistek. 90% vs. 10% i co z tego?! Ludzi z grupą krwi Rh- jest tylko 15%, a Polaków, którzy mają ósemkę dzieci, panie Prezydencie, na pewno mniej niż nawet te 10%. I nikt ich za mur nie chce sadzać ani im praw obywatelskich zabierać. To co p. Wałęsa i podobni nazywają “afiszowaniem się” w wypadku osób nieheteroseksualnych nazywa się normalnymi, niezauważalnym wręcz, zupełnie mieszczącymi się w normie zachowaniami…

Jak z Płatka: Lincz nasz powszedni

Thursday, February 21st, 2013

Rozpoczął się proces Katarzyny W. Do wyroku, który zostanie wydany w imieniu Rzeczpospolitej nie zamierzam  komentować ani tego co robi sąd, ani tego, co mówią świadkowie. Nie zamierzam się wtrącać, nie zamierzam sądu wyręczać, ani sądowi przeszkadzać. Poczekam na wyrok, nie zamierzam go sama wydawać. Od tego nie jestem ja – od tego jest sąd.

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Mogę natomiast spróbować odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy, dlaczego tak żwawo i grupowo dokonaliśmy medialnego linczu zanim sąd zdążył założyć togę, zasiąść za stołem i choćby wywołać sprawę? Dlaczego tak szybko, tak łatwo i z tak nieukrywaną pasją zlinczowaliśmy Katarzynę W i skazaliśmy ją na winę umyślną?

W telewizyjnym pokoju dla VIPów profesorska sława i uznany autorytet prychając i krzywiąc się na moją na wizji prośbę, byśmy nie wyręczali sędziów, bo prawda może być bardziej skomplikowana niż się spodziewamy, uznał, że najwyraźniej cierpię na syndrom seksualnego niedorżnięcia. Tylko tym, jego zdaniem można było tłumaczyć to, że nie rozumiem, że jest to sprawa narodowa, więc oskarżona jest OCZYWIŚCIE winna i on jako kryminolog wie to najlepiej, bo zna się na ludziach. Nie dostrzegł na twarzy   subtelnej, inteligentnej nieznajomej przed którą się wywnętrzał, zmieszania i rozbawienia splecionego z niesmakiem. Nie wiedział, że pełna gracji i finezji młoda piękność, przed którą próbował brylować, to moja córka… Rzeczywistość naprawdę bywa zaskakująca, zwłaszcza, gdy się tego nie spodziewamy.

Zdziwienie profesora było duże, nadszarpnęło jego tezę o oczywistości, ale ja podzielam jego myśl o sprawie narodowej. Kiedy to ostatni raz byliśmy tak bardzo zjednoczeni? Gdy umarł Papież. Ale Papież umarł i już. Zachował się. Został pochowany i kibice mogli powrócić po dniach rozejmu do nierozegranych waśni. A tu, nic nie było jak należy. Spięliśmy się, połączyliśmy w wysiłkach i sporo nas to kosztowało, choć przecież zachowaliśmy się tak, jak trzeba się było zachować. Tyle, że zaraz potem poczuliśmy się nabrani. Dostaliśmy w pysk. Nadstawić drugi policzek? Zastanowić się, że może ktoś wpadł w panikę i starał się ukryć to, że po raz kolejny okazał się fatalnym nieudacznikiem? Przypomnieć sobie przykaz miłosierdzia? Wysupłać z zakamarków niepamięci, żeby pierwszy rzucił kamieniem ten, kto sam jest bez winy? Schwytać przez mgłę zatartą frazę o belce w oku własnym i wzroku wyostrzonym na pyłek w oku osądzanego? Zabrakło na to treningu. Katolickie wywyższenie uroczyście celebrowane datkiem na coniedzielną tacę ma się nijak do przenikniętego siostrzeństwem chrześcijaństwa codzienności. Trenujemy część uroczystą, nadętą, głoszoną ex catedra; niekoniecznie nam po drodze z wrażliwością. Nie brak nam rozumu, z pewnością nie jesteśmy głupi, ale inteligencja emocjonalna nam szwankuje i nie najlepiej u nas z empatią. Lepiej nam idzie domaganie się surowych kar, niż wczuwanie się w położenie i nieskazywania przed czasem i na zapas.

Wspierają nas w takiej postawie media. Gazety, radio, telewizja. Plotki, sensacja, tania bomba, żałosna rewelacja. O co naprawdę chodzi mediom? O informację, czy słupki oglądalności? O kasę z wylansowania dotkniętej kryminałem  celebrytki? O  wkręcenie w trybiki, przepuszczenie i wyplucie na pożarcie jak mało strawnej papki, którą przecież i tak wcinamy ze smakiem? Zachłyśnięci przyzwoleniem na rozjuszenie, czując świeżą krew ucztowaliśmy wściekłe rozszarpywanie. Krew, seks, zbrodnia, szczupłe świeże młode ciało – to się pewnie dobrze sprzedaje. Retuszując można tę świeżość utrzymać. Trzeba tylko rozebrać to prawie do naga i wsadzić na konia!

(more…)

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Jak z Płatka: Pod koniec stycznia

Friday, February 1st, 2013

To się snuje, podnosi łeb i warczy. I słychać jak uprzednio rechot, ten złośliwie radosny rechot wspólnoty wykluczających. I jak dawniej, brakuje choćby jednego, kto wstał i się sprzeciwił. I lecą słowa jak kamienie. Swoi, sami swoi; obcym wstęp wzbroniony. I jak wtedy podparte jest profesorskimi tytułami. I jak wtedy gębę ma do zadławienia  zapchaną frazesami o ojczyźnie. Skromny z wyglądu dobrotliwością malarza, łagodnością etymologa, skromnością nieśmiałej bibliotekarki. Z pozoru świeci moralnym przykładem i tęskni za porządkiem, zwłaszcza tym moralnym, ojczyźnianym, według tradycyjnie ustalonego wzoru do którego przywykł i który dobrze robi, bo nie zmusza do myślenia. Różnorodność razi i brzydzi, bo jej/mu zaburza utarte, wyświechtane, ale i wymoszczone kanony porządku czystości rasy, orientacji seksualnej, koloru skóry i kształtu nosa. To, co niepodobne do niego i jej przyzwyczajeń  jest jak rzecz, przedmiot pozbawiony duszy i praw.   Można go odczłowieczyć, przyrównać do małpy, można do konia. Rechot będzie jeszcze świeższy, jeszcze donośniejszy. No bo to tak razi! Jest tak niewygodne i tak nieużyteczne, nieestetyczne, że chciałoby się, żeby tego nie było.

Jest i trzeba coś z TYM zrobić, JAKOŚ to rozwiązać. Nie, oczywiście nie ma nic złego na myśli. W ogóle, zajęty swoim rozdrażnieniem, swoją pozycją i jej utrzymaniem, nie myśli. Bo to, co niepodobne do niej i do niego jest z definicji nie do przyjęcia, podrzędne, nieludzkie, niedopuszczalne, niechciane. A skoro przeszkadza więc jest jednocześnie niemoralne, i nieuporządkowane, chore i niepatriotyczne i najlepiej sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi i z naturą. I jak trzeba można to wyrechotać, można połajać publicznie, że przeszkadza, można w poczuciu wyższości skarcić, uciszyć…koniecznie uciszyć i zepchnąć w niewidoczność, a najlepiej w niebyt.

(more…)