bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Tu i teraz’ Category

Mężatka i naukowiec czyli PAP o nagrodzie Nobla

Tuesday, October 7th, 2014

Znajdźcie proszę różnicę w tym jak PAP przedstawia noblistkę i noblistę.

źródło: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402163,may-britt-moser---szczesliwa-mezatka-i-spelniony-naukowiec.html

źródło: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402163,may-britt-moser—szczesliwa-mezatka-i-spelniony-naukowiec.html

On: Norweg Edvard I. Moser studiował matematykę i statystykę, a także psychologię i neurobiologię, ale to odkrycia w tej ostatniej dziedzinie przyniosły mu Nagrodę Nobla, najwyższe wyróżnienie w świecie nauki. Badacz otrzymał ją za badania nad pamięcią przestrzenną.

Ona: Psycholog i neurobiolog May-Britt Moser, szefowa Kavli Institute for Systems Neuroscience znalazła sposób na godzenie życia prywatnego i zawodowego – połączyła obie dziedziny, a wspólna praca naukowa z mężem przyniosła jej Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii.

May-Britt Moser, Edvard Moser i John O’Keefe dostali Nagrodę Nobla z Medycyny bądź fizjologii za pracę nad mózgiem. Tak się składa, że dwójka ze nagrodzonych to małżeństwo ale nikt Edvarda Mosera nie przedstawia jako szczęśliwie żonatego ani do jego bezpośrednich sukcesów nie zalicza godzenia życia prywatnego i zawodowego (bo wiadomo, że od tego miał żonę). Dopóki w momencie zdobycia jedno z najważniejszych nagród naukowych świata będziemy przedstawiać kobiety jako żony i naukowców a nie naukowycznie, które zrobiły niesamowitą robotę, dopóty

mamy poważny seksistowski problem.

 

 

Jak tu nie żyć zgodnie z sumieniem?

Thursday, June 5th, 2014

Czas – kwiecień 2015

Autorenbild_Ibn_Botlan

Miejsce – gdzieś w Warszawie.

W Dining Club Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie panowała spokojna, żeby nie powiedzieć leniwa atmosfera. Kilkunastu lekarzy czytało prasę specjalistyczna. Największym powodzeniem cieszył się oczywiście Etyka dla każdego katolickiego lekarza. Poradnik praktyczny. Ta fundamentalna pozycja, nazywane cegłą przez wrogów a Biblią przez przyjaciół była od roku lekturą obowiązkową każdego świadomego lekarza. Znajdował się tam spis chorób i procedur medycznych z krótką informacją czy lekarz katolik może je stosować czy nie.

Sumienie lekarskie sumieniem ale na czymś trzeba się oprzeć. Te egzemplarze tutaj były akurat darem od Biskupa. Jeżeli ktoś chciał mieć własny egzemplarz musiał zapłacić 150 złotych. Wydawnictwo diecezjalne musiało przecież z czegoś żyć, a kwota 150 złotych za czyste sumienie i gładkie przebrnięcie przez procedurę spowiedzi zawodowej, polegającej obecnie na wypełnieniu raz w miesiącu dosyć szczegółowej, 15 stronnicowej ankiety, warta była tej kwoty.

Lekarzy-katolików stać było na to aby raz na sześć miesięcy – trzeba było przecież wydawnictwo aktualizować, nauka Kościoła nie stała w miejscu – kupić sobie kolejne wydanie.

Tylko w Saloniku Prezydenckim, za zamkniętymi drzwiami działo się wiele. Ważyły się losy kolejnej brataliz cywilizacją śmierci. To tam zapadały decyzje, dzięki którym lekarze katolicy mogli mieć ciągle czyste sumienie i ręce.

*     *     *

– Niech będzie pochwalony – prezes Izby, prof. dr hab. Nauk Medycznych A-ski przywitał zebranych.

– Na wieki wieków amen – odpowiedzieli pozostali członkowie Katolickiej Okręgowej Rady Lekarskiej.

– Cieszę się, że udało nam się spotkać w tak licznym gronie. Wiem, że część z kolegów miała zaplanowane Rekolekcje i z poczucia obowiązku zrezygnowała z nich. Doceniam, że poczucie obowiązku zwyciężyło nad religijnością. Myślę, że czyn kolegów jest najlepszym odporem na chamskie i brutalne ataki na lekarzy-katolików iż przedkładają wiarę nad obowiązek zawodowy.

Chciałbym przeprosić, że nie wyłączam komórkę ale moja córka ma właśnie badania w szpitalu w Wiedniu. Rozumieją koledzy, czasami zdarza się, że lekarze źle interpretują zalecenia a to jedynaczka.

Po Sali rozszedł się szmer zrozumienia.

– A więc wracając do porządku obrad. Pierwszym punktem jest walka z dyskryminacją lekarzy-katolickich. Wszyscy znają problem. NFOZ stwierdził, iż bezprawnym jest zatrudnianie lekarzy-katolików na więcej niż 5 etatach. Podawany jest śmieszny powód, iż lekarze ci nie są w stanie pracować w takim wymiarze godzin. A przecież przedstawiliśmy już NFOZ-owi ekspertyzę naszych specjalistów, że to tylko kwestia odpowiedniej organizacji pracy. Wystarczy odpowiednio wcześniej przedstawiać listę przewidziany zabiegów i lekarz-katolik zaznaczy, w których ze względu na sumienie nie może brać udział. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że co piąty zabieg jest wątpliwy pod względem etycznym. Nie udało mi się jeszcze przestudiować ostatniego wydania Etyki dla lekarza ale widzę, że jest ono zdecydowanie grubsze od poprzednich. A czcionka się nie zmieniła. Jak więc widać będziemy musieli nie przeprowadzać jeszcze większej liczby procedur. To oczywiste. Nie rozumiem problemów NFOZ-u w tej sprawie. Ale oddaje głos dr. hab. B-skiemu, który przygotował nasze stanowisko.

– Koledzy, wszyscy mogliście zapoznać się z przygotowanym stanowiskiem Izby Lekarskiej w tej sprawie. Pod wpływem uwag części kolegów dodaliśmy nowe argumenty rozprawiające się ze stanowiskiem NFOZ-u. Zwracamy w nim uwagę na to, że dzięki zdecydowanej postawie lekarzy –katolików udało się o 40% zmniejszyć liczbę procedur medycznych. Chciałbym tutaj wyraźnie powiedzieć, że zostały tutaj wyeliminowane jedynie procedury wątpliwe z punktu widzenia nauki Kościoła Katolickiego. Wszystkie inne, dzięki wyeliminowaniu wątpliwych etycznie, są wykonywane bez zbędnej zwłoki.

– Właśnie, – zawtórował mu do był kierownik Zakładu Teologii Stosowanej na Uniwersytecie Medycznym.

– Powinniśmy rozprawić się z bezsensownymi zarzutami, że zatrudnianie lekarza-katolika jest wątpliwe pod względem finansowym. My jesteśmy ludźmi wiary ale niestety są jeszcze w Polsce ludzie dla których to pieniądz jest najważniejszy. Powinny więc ich przekonać badania wykonane przez mój zakład. Pokazują one jednoznacznie, że zatrudnienie lekarza-katolika jest opłacalne pod względem ekonomiczny dla NFOZ. Lekarz katolik bierze pensje, należy mu się za to, że pracuje i rezygnacja z niej byłaby nieetyczna. Zleca jednak pięciokrotnie mniej badań i nie szastamy tak skierowaniami do szpitala jak to się zdarza lekarzom-zwolennikom-cywilizacji-śmierci. Ich działania może są i skuteczne ale przecież w przypadku człowieka nie chodzi tylko o skuteczność ale o rzeczy naprawdę ważne. Etykę, wiarę i duszę.

– Właśnie. Lekarze-katolicy powinni pracować tylko w państwowych szpitalach. Z czegoś przecież muszą żyć. To chore,że jeszcze tak nie jest. Ja jako człowiek etyczny nie mogę pozwolić sobie na to, żeby do 16 pracować zgodnie ze swoimi standardami etycznymi a po 16,tylko dlatego, że rynek tak chce, brutalnie łamać. To obowiązek państwa płaci za to, żeby ludzie mieli czyste katolickjie sumienia.

 

Okazja do wypowiedzenia się o WDŻ

Wednesday, May 14th, 2014

Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” rozpoczyna badanie “Sprawdzian (z) WDŻ!” wypełnijcie ankietę o tym, jakie są Wasze doświadczenia lekcji WDŻ czy innych form edukacji seksualnej w Waszych szkołach! Ankieta jest dostępna od dzisiaj dla wszystkich osób od 11 do 30 r.ż. pod adresem www.jakaedukacja.pl
Zachęcamy do wzięcia udziału!!

wlepka

Raport o opiece ginekologicznej w Polsce

Friday, May 2nd, 2014

Ukazał się raport Grupy Edukatorów Seksualnych “Ponton” o opiece ginekologicznej w Polsce. Raport można ściągnąć tu a poniżej są najważniejsze dane o wnioski z ankiety.

plakat5 (1)
Najwięcej ankiet wypełniły osoby w wieku 21–30 lat – 62% (1550 osób). W przedziale  wiekowym 12–20 lat wypełniono 251 ankiet, co stanowi 10% wszystkich kwestionariuszy. Spośród osób biorących udział w badaniu 18% (450 ankiet) to osoby nieheteroseksualne, a prawie 8% (212 ankiet) to osoby z niepełnosprawnościami.

Ponad 74% badanych (1852 osoby) stanowiły osoby deklarujące regularne wizyty ginekologiczne. Były to przede wszystkim osoby z przedziału wiekowego 21–35 lat (1523 osób). Osoby, które chodziły na wizyty sporadycznie lub były raz, stanowiły niemalże 18% (442 osoby). Natomiast 8,3% to pacjentki, które jeszcze nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki – 207 osób. Tu przeważały osoby z przedziału wiekowego 16–25 lat, co stanowi 84% tej grupy (174 osoby).

Zachęcam do zapoznania się z całym raportem!

Profesor Łętowskiej laudacja dla Profesor Płatek

Thursday, April 3rd, 2014

Cała redakcja serdecznie gratuluję laureatowi Nagrody TOK Fm im. Anny Laszuk pułkownikowi Krzysztofowi Olkowiczowi. Jednocześnie z wielką radością i na prośbę Profesor Łętowskiej zamieszamy jej laudację dla finalistki nagrody Pani Profesor Płatek.

news_40210_big2

Laudacja dla prof. M. Płatek  (Łętowska), 1.4.2014

Gdyby kto mnie zapytał, czy w Polsce odwaga jest tania czy droga, powiedziałabym, że niektóre jej postacie są tanie. Nie wiele kosztuje u nas  odwaga wielkich słów i górnolotnych deklaracji,  głoszonych w sprawach uroczystych i odległych od dnia codziennego.

Natomiast deficytowa i droga jest inna postać odwagi. Płaci się za nią   zniecierpliwieniem kolegów, środowiskową etykietką „osoby uciążliwej i niereformowalnej”, kłopotami w karierze (takimi niedużymi, choć dokuczliwymi), wzbudzaniem kpiarskiej wesołości, pobłażliwej, a w zamierzeniu dyskredytującej  w  otoczeniu.  Ale osobom, które zdecyduję się na taką właśnie odwagę,  jest dedykowana zaszczytna  maksyma sapere aude.

Profesor Monika Płatek  (oj, przepraszam: Profesoressa) – jest odważna tą właśnie odwagą: odwagą posługiwania się własną mądrością,  odwagą wypowiadania tego, co niepopularne i chętnie przemilczane  w naszym wygodnym i nader oportunistycznym społeczeństwie. Głośno nazywa rzeczy po imieniu – dobitność to jej specjalność.

Jej zasługą jest uparte zwracanie uwagi na brak poszanowania  zasady właściwej reprezentacji kobiet. Niekoniecznie od razu w parlamencie. Ot,  w życiu naukowym, w debatach publicznych. I już niektórzy organizatorzy takich spotkań się czegoś jednak od niej nauczyli i choćby pro forma dają wyraz swemu szacunkowi dla parytetów.

Nie tak dawno uczestniczyłyśmy wspólnie w pewnej debacie. Chodziło o pojęcie wolności i jej relacje z prawem.  I Monika  Płatek powiedziała –  odnosząc się do właśnie  podpisanej przez prezydenta ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi

  • że chodzi o prawo, które – jej zdaniem – pozwala eliminować ludzi  ze społeczeństwa bezterminowo, pod pretekstem niebezpieczeństwa. W efekcie nie będzie się już operować w prawie pojęciem  pozbawieniem wolności z powodu popełnienia przestępstwa ale  powstanie  kategoria pozbawienia wolności, której się  pozbawia w imię  niebezpieczeństw tylko hipotetycznych, o niejasnych konturach. Jest to konstytucyjnie nieproporcjonalne i groźne;

  • że zbyt często u nas prawo karne służy temu, by: a) robić wrażenie, iż rzeczywiście chroni się porządek; b) usuwać tych, którzy są wygodni do usunięcia; c) nie robić nic wobec ludzi, którzy potrzebują ochrony (np. osoby zgwałcone, osoby będące „przedmiotem” handlu); d) nie dostrzegać takich problemów, jak eksmisja na bruk, zatrudnienie bez płacy zwane stażem, zatrudnienie w warunkach niszczących zdrowie itp.

  • ze wprawdzie słowo „wolność” nie ma jeszcze nienawistnego wydźwięku, które już przybiera pojecie „równość”, ale to kwestia czasu. Bo problem powstaje, gdy wolność działalności gospodarczej jest przeciwstawiana przymusowi działalności gospodarczej, kiedy to człowiek zmuszony jest założyć taką działalność, by utrzymać pracę.

I ostrzegała – że prowadzi to  wszystko do podziału w społeczeństwie: ludzie mający pewną sytuację ekonomiczną będą obsługiwani prawem cywilnym i cywilizowanym, ludzie niemający tej pozycji – prawem karnym, a  do tego będą dosyć łatwo usuwani pod pretekstem, że są potencjalnie niebezpieczni.

Nie było to dobrze przyjęte. Zepsuło nastrój.  Podobnie jak wiele innych publicznych wypowiedzi Pani  Profesor o wykluczeniu, o  wygodnych kulturowych schematach służących utrzymaniu zdominowanych w posłuszeństwie, o pułapkach języka, jakiego używa  i w jakie wpada prawo,  prawnicy i publiczny dyskurs

Na jej miejscu profesor płci męskiej byłby odważny, konsekwentny, stanowczy.  O niej powiedzą – stary schemat – że jest arogancka, pyskata i uparta. No i jest „bossy”. Ale może to tak, że she is not bossy, she just has better ideas?  Gdybyż jeszcze była brzydka, samotna, ba to pewno sporo by jej by uszło na sucho. Ale nie. Ta wojownicza feministka ma dom,  miłego męża, dwie udane córki, psa, dobrze gotuje.  Trudno jej dorobić gębę STRASZNEGO GENDERA.

Tak trzymać, Profesoresso.

Pomrzecie? Nie, nie pomrzemy – pomożemy! Robimy spis dostępnych źródeł pieniędzy!

Thursday, March 27th, 2014

Po mieście przechadza się parafraza gierkowskiego: pomożecie? Skierowana dziś prześmiewczo do wykluczonych: wiekiem, statusem społecznym, zdrowotnym i majątkowym brzmi: pomrzecie?

Nie, nie pomrzemy. Pomożemy.

@ Ota PHOTO @ Flickr www.tradingacademy.com

@ Ota PHOTO @ Flickr www.tradingacademy.com

Zastanowiłam się i doszłam, do wniosku, że to nasza wspólna sprawa i nie należy jej zostawiać wyłącznie w rękach urzędników i polityków, którzy dzierżą i władzę i tytuły.

Posłuchałam wypowiedzi matki z Parlamentu. Solidaryzując się z jej determinacją, gniewem i rozczarowaniem jestem jednocześnie przeciwna wysyłaniu, co proponowała, naszych rządzących na Ukrainę.

I nie tylko dlatego, że Ukraina ma prawo wybrać sobie swoich własnych polityków/swoje własne polityczki  i że osoby te powinny być dobre, świetne, sprawne, wrażliwe na niesprawiedliwość i nie zesłane. Jestem przeciwna temu i dlatego, że sądzę, iż stać nas na to, by wskazać gdzie znajdują się pieniądze nie tylko na opłacenia matek, córek, ojców, mężów niesprawnych dzieci, rodziców i partnerów, ale i na inne zaniedbywane potrzeby.

Mam tylko jedną głowę, dlatego napisałam w liczbie mnogiej – nie pomrzemy, pomożemy.

Proponuję, abyśmy wspólnie zrobili spis dostępnych pieniędzy.

Ważne, by każdy wniosek uzasadnić i by nie kierować się niechęcią, uprzedzeniami lecz konkretną racją. Stąd prośba o powstrzymanie się od politycznej popeliny. To, w czym tkwimy, to efekt kolejnych rządów, a transfery polityków najlepiej dowodzą, że za stan w jakim jesteśmy, politycy odpowiedzialni są solidarnie, bez względu na barwy, pióra i flagi które noszą, zmieniają czy farbują.

Uważam, że to nasza wspólna sprawa, by wypełnić solidarnie zaciągnięte zobowiązania i niedotrzymane słowo wobec matek z Sejmu. Co więcej – damy radę, naprawdę możemy i jesteśmy w tym dobrzy!

Nie wszędzie musimy znać ile dokładnie jest na dany cel i jakie to pociąga koszty,. Tam gdzie nie wie jedna osoba, druga dopowie. Jeśli konkretne wyliczenie nie jest możliwe – spytamy i poprosimy o  precyzyjne cyfry i fakty – z góry dziękuję za pomoc, abyśmy mogli wspólnie wypracować spis, który przedstawimy tym politykom, co to twierdzą, że nie ma, nie można i się nie da.

Zaczynam od siebie. Dostrzegam następujące możliwości:

  1. Ustawa Gowina. Ustawa zezwalająca na bezterminowe, podstępne, sprzeczne z zasadami prawa bezterminowe pozbawienie wolności nie przez przypadek nazywana jest ustawą o ”bestiach”. Ma to na celu wzbudzić strach, odrazę i potępienie wśród ludzi i odwrócić uwagę. W pierwszym, a więc tym roku mieliśmy wydać od 5 do 7 mln. Już dziś mowa o 35 milionach i suma ta dochodzi do 300 milionów w skali kilku lat. Ma obsłużyć od 10 do 60 ludzi. Na łamanie podstawowych zasad prawa wobec grupki ludzi – chcemy wydać wiele milionów. Wiele milionów, by złamać prawo, praworządność i podstawy państwa prawa! (sic!). Nie stać nas na to, Ani na lekceważenie konstytucyjnych zasad wolności i bezpieczeństwa; ani na niszczenie życia ludziom ustawą objętym; nie stać nas na tak okrutne i bezmyślne wydawanie naszych pieniędzy.

  2. Płatne lekcje religii w szkole. Ile kosztują? Kiedy godziliśmy się na lekcje religii w szkole miały być na pierwszej lub ostatniej lekcji, miały być razem z etyką i miały być nieopłacane z budżetu. Tymczasem jest ich coraz więcej, a wszyscy katecheci pobierają pensje. Przy tym szkoła nie ma wpływu na to kto naucza religii. Oznacza to, że z budżetu przekazujemy ogromne sumy do kasy księży, którzy decydują o zatrudnieniu według własnej woli, interesów, układów. Tym samym rozporządzając bez kontroli środkami budżetowymi hierarchowie działają jak  wielka, dochodowa agencja pracy poza kontrolą państwa. Na dodatek osoby niesprawdzone, niekontrolowane, poza oddziaływaniem kuratorium mają nieskrępowany wpływ na wychowanie uczennic i uczniów!  Dzieje się to z pogwałceniem i pierwotnych ustaleń i dbałości o dobór kadry pedagogicznej, ale za pieniądze wszystkich podatniczek i podatników. Należy z tym skończyć.

  1. Miliony przeznaczane z budżetu na budowę kolejnego kościoła. To nieprzyzwoite. Istota Boska zaprawdę nie cierpi w Polsce i w Warszawie na brak mieszkań w domu swoim. Istota Boska jest w tej grupie wybranych, którym już od dawna nie grozi tu u nas bezdomność. I wprawdzie w Ewangelii powiedziano rozdaj wszystko i idź za mną, to w wydaniu krajowym rozumiane jest jako zabierz maluczkim wszystko nie oglądaj się na ich potrzeby. Tak się nie godzi. Jedno to remont sakralnych obiektów, które powinny być dobrem i własnością narodową, a drugie to budowanie kolejnych obiektów pomimo niewypełnienia zobowiązań zaciągniętych wobec żywych.
    Nie godzi się zaczynać i kończyć godności ludzkiej na zarodku. Zwyczajnie nie godzi się.

Myślę, że to, co wymieniłam da pewnie ok 1.5 mld zł  to już coś. Co proponujemy dalej? :

Protokół z posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i kościoła: Lista przebojów

Friday, February 28th, 2014

Pierwszy protokół, który wczoraj (wreszcie!) dostała prof. Płatek od Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji jest wart przeczytania w całości, ale dla wygody czytelniczek i czytelników poniżej przedstawiamy jego najbardziej smakowite kąski.

1)

boni

Kościół jest konsultowany w “wielu” sprawach i według rządu jest to pozytywne zjawisko – oznaka “ciągłości i trwałości dialogu”. Nawet jeżeli ten dialog jest prowadzony w kwestiach tyczących się stricte administrowania świeckim państwem!

2)

glodz1

Poniżej wybór cytatów – kilku tylko – nad którymi pan Głódź powinien się zastanowić:

To feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże. – Taduesz Pieronek o Izabelii Jarudze-Nowackiej

Kilka klasyków z księdza Jankowskiego

Jak ktoś jest winny, to powinien odcierpieć za to, jakie cierpienia zadał mojej osobie. Nikomu nie zostanę dłużny.

Prawie dokładny cytat z Chrystusowego nastawiania drugiego policzka i n.p.

Błagam was, zmobilizujcie się do walki z Judeą!

Z nowszych są oczywiście mądrości o przyczynach pedofilii, in vitro i homoseksualności – wszystkie pełne miłości bliźniego

Przewodniczący Episkopatu Polski, Józef Michalik

Ile jest ran w dziecięcych sercach, w dziecięcych życiorysach, kiedy rozchodzą się rodzice. Dzisiaj nikt nie mówi o rozwodzie, że to jest krzywda dla dziecka. (…) Wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nie raz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga. (…) Dzisiaj otrzymujemy z instancji międzynarodowych światowych instrukcję, że mamy zaczynać informację, czy wprowadzenie w życie seksualne dziecka, w przedszkolach. To jest horrendalna rzecz (…).

Henryk Hoser:

Mam pretensje do homoseksualizmu, że zabił on ideę przyjaźni między mężczyznami albo kobietami – całkowicie ją zerotyzował

ks. Franiciszek Longchamps de Bérier

Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych”.
W kolejnych wypowiedziach ksiądz tłumaczył, że dzieci z in vitro są „wyprodukowane metodą sprzeczną z godnością”, „metodą, która nie niesie dobra, jest większym zagrożeniem niż jakąkolwiek szansą”.

Wszyscy pamiętamy ten fragment Ewangelii w której Chrystus mówi: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego O ILE nie jest homoseksualny, poczęty przez in vitro, ma poglądy feministyczne albo był molestowany.

3)

kosiniakkamysz

 

Jako, że 100% męska hierarchia kościelna jest siedliskiem niesamowitej eksperckiej wiedzy o macierzyństwie, potrzebach młodych rodzin, kobiet i dzieci Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zadba, żeby tego eksperckiego potencjału nie zmarnować.

4)

suski

 

Mamy “kompromis aborcyjny” teraz czas na “kompromis rozwodowy” – w podobnym tonie. Zrobić co się da, żeby się legalnie nie dało. I obowiązkowa mediacja – nie ważne czy jest przemoc, znęcanie się i kompletny rozpad pożycia – mediacja ma być!

5) A skoro już mówimy o kompromisach to te są zgniłe. Szczególnie jeśli chodzi o przemoc wobec kobiet (a na dalsze protokoły w tej sprawie z poprzedniego spotkanie komisji Prof. Płatek cały czas czeka)

dzięga

 

6) Trochę o religii w szkołach – a konkretnie, że kiedy wreszcie będzie ta matura…

matura1

 

Której wprowadzenie w obecnym systemie prawnym jest nielegalnie, więc trzeba ten system zmienić – nad czym rząd się pochyli

matura2

7) No i na koniec (optymistycznie?) kościół sobie zdaje sprawę z tego, że nie jest wszechwładny

nakoniec1

ale naprawdę powinien mieć więcej do powiedzenia o tym co się w Polsce dzieje

nakoniec2

Wspólna sprawa

Thursday, February 27th, 2014

Szanowni Państwo,

otrzymaliśmy  w dniu dzisiejszym tj 27 lutego 2014 r., w odpowiedzi na mój wniosek z 24 lutego 2014 (a nie 24 stycznia, jak omyłkowo podano w piśmie Pana Dyrektora) od Pana Andrzeja Marciniaka, Zastępcy Dyrektora Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji pozytywną odpowiedź na wniosek o udostępnienie protokołu z posiedzenia Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu zatwierdzonego na posiedzeniu 14 listopada 2013 roku.

Oficjalnie zdjęcia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z zaprzysiężenia.

Oficjalnie zdjęcia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z zaprzysiężenia.

Otrzymałam kopie protokołu z posiedzenia Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu z 21 listopada 2012 r., zatwierdzonego na posiedzeniu 14 listopada 2013 roku. Pismo i kopię protokołu załączam. Protokół Pismo

Pisze „otrzymaliśmy”, nie aby używać wobec siebie trybu –pluralis majestatis, ale z tego powodu, że to już dawno przestała być tylko moja sprawa. Odczuwając Państwa wsparcie, ale i zobowiązanie mnie do dalszego działania oraz w końcu korzystając z podpowiedzianych przez Państwa kroków, doprowadziliśmy wspólnie do tego, że Pan Dyrektor niezwłocznie – bo w ciągu 3 dni zrobił to, co zgodnie z przepisami zrobić powinien. To miłe.

Nie chciałabym narzucać komentarzy. Powstrzymam się pozostawiając lekturę Państwu. Sama ograniczę się jedynie do refleksji, że bez względu na to, jak bardzo powściągliwy w tonie i oszczędny w szczegółach jest przedstawiony dokument, trudno się oprzeć wrażeniu, że całość przeniesiona jest w czasie w atmosferę powieści Tadeusza Brezy „Spiżowa Brama”.

Spotkanie niewiele ma wspólnego z Komisją Wspólną, a sporo z wijącym się piskorzem na dywaniku; niestety rolę piskorza grają reprezentujący nas przedstawiciele Rządu. Przyszło mi na myśl, że może to być wynikiem braku naszej aktywności. Być może Rząd powinien wiedzieć, że niekoniecznie liczy się tylko głos z ambony. Może powinien wiedzieć i czuć, że ma robić to, do czego jest zobowiązany przez Konstytucję i prawo i wtedy będzie miał wsparcie zwykłych ludzi. Może powinien wiedzieć, że to czy się utrzyma wcale nie zależy tak bardzo od tego co powie ksiądz na kazaniu, a sporo od tego czy będzie robił swoje niezależnie od fochów i pretensji jednego czy drugiego biskupa.

Może więc takie domaganie się jawności działań władzy wcale nie musi jej szkodzić, a może ją wspierać.

Na nowo, w pewnych kręgach, wymaga zdefiniowania z pewnością „mowa w imię miłości”. Lekturę Orwella i nowomowę z „Rok 1984”, gdzie mową miłości nazywa się mowę nienawiści warto by tam było zastąpić Ewangelią.

I zdecydowanie, dla równowagi, istnieje potrzeba powołania Komisji Wspólnej Rządu i Przedstawicieli Społeczeństwa Otwartego złożonej z reprezentantów nauczycieli etyki i osób dla których ważne są kwestie niedyskryminacji ze względu na płeć, wiek, stan zdrowia, orientacji seksualnej, sytuacji społeczno-ekonomicznej, rasy, pochodzenia, wyznania lub jego braku.

I przepraszam, może to sprawiła skrótowość  sprawozdania, ale nie do końca rozumiem – dlaczego obie strony nie zwróciły uwagę, że łamią obowiązujące pierwotne ustalenia, zarówno co do sposobu i warunków prowadzenia nauki religii  w szkołach, jak i traktowania kobiet i problemu przemocy w rodzinie?

Jak z Płatka: Z urzędu?

Wednesday, February 26th, 2014

Zostałam poproszona o komentarz do opisanej sprawy. Mężczyzna złapał młodą dziewczynę na klatce, zaciągnął do swojego mieszkania. Próbował ją zgwałcić. Pociął jej ramiona i nogi. Prokuratura tego niedowidzi – bo…skłania się do życzeń pokrzywdzonej.

800px-Policja,_old_cars,_Krakow

Opis czynu mężczyzny wyczerpuje znamiona co najmniej kilku przestępstw; od pozbawienia wolności (art. 189 k.k.), przez naruszenie czynności narządu ciała i rozstrój zdrowia (art. 157 k.k.) po usiłowanie zgwałcenie (art. 197§1k.k.).

Pozbawienie wolności zostanie pewnie „skonsumowane” jako zachowanie, które miało doprowadzić do zgwałcenia, podobnie zresztą jak i naruszenie czynności narządu ciała też mogło temu służyć.

Zgwałcenie od 27 stycznia 2014 roku jest ścigane z urzędu. To oznacza, że prokuratura ma obowiązek działania. Ten obowiązek zakłada zarówno ściganie przestępstwa, jak i zabezpieczenie interesów pokrzywdzonej.

W tym świetle oświadczenie Jadwigi Nowak, szefowej Prokuratury Lublin Północ, że pokrzywdzona złożyła oświadczenie, że nie chce sprawy o zgwałcenie – poraża. Współczuję pokrzywdzonej. Zgodnie z prawem ma prawo do pomocy psychologicznej, jednorazowego przesłuchania i zapewnienia jej bezpieczeństwa, i tego, że sprawca zostanie potraktowany zgodnie z prawem. Współczuję pokrzywdzonej, bo bez względu na obowiązujące prawo prokuratura najwyraźniej nie chce sprawy i nie chce przyjąć do wiadomości, że przepisy się zmieniły. Widać u nich się nie przyjęły. To nie musi, ale może wpłynąć na stosunek do pokrzywdzonej i sposób jej traktowania, jeśli jednak przyjdzie im prowadzić sprawę.

„Mężczyzna został przesłuchany w charakterze świadka. Czekamy jeszcze na opinię biegłego w tej sprawie“. Nie rozumiem dlaczego – jeśli wiadomo, że chodzi o usiłowanie zgwałcenia, i wiadomo że sprawca nie tylko groził nożem lecz faktycznie zadał pokrzywdzonej kilka ran ciętych na przedramionach i nogach, a rzecz zakończyła się usiłowaniem, bo pokrzywdzona uciekła – dlaczego został przesłuchany w charakterze świadka, a nie podejrzanego?

Nie wiem o jaką opinię biegłych chodzi? Bywa, że chcąc pozbyć się sprawy, liczy się na to, że można uznać, iż obrażenia 18-latki skutkują rozstrojem zdrowia poniżej 7 dni i wówczas sprawę będzie można przerzucić na pokrzywdzoną, bo taka toczy się z oskarżenia prywatnego (art. 156§4 k.k.).

Skoro jednak prokuraturze wiadomo, że było tu  usiłowanie zgwałcenia – obowiązkiem prokuratury jest prowadzić sprawę z urzędu. Test jest bardzo prosty. Wystarczy zadać sobie pytanie, czy tak samo postąpiłaby prokuratura, gdyby tą dziewczyną była córka komendanta policji, żona miejscowego polityka, siostra premiera? Czy tak samo raptowna nieznośna lekkość spełniania życzeń ważyłaby więcej niż obowiązek i prawo.

Co do aresztu, którego tu nie zastosowano, to proszę pamiętać, że tymczasowe aresztowanie nie jest środkiem karnym lecz zabezpieczającym. Więc jeśli zebrano w sprawie dowody i nie ma obawy, że sprawca naruszy porządek prawny – stosowanie aresztu – nawet gdy w grę wchodzi usiłowania zgwałcenia, nie może być automatyczne. Warto tylko sprawdzić w jaki sposób zapewniono, by sprawca nie przeszkadzał w dochodzeniu i jak zabezpieczono interesy pokrzywdzonej. Źle by było, gdyby i jedno i drugie ostało się zaledwie na papierze.

Jak z Płatka: Stupor

Tuesday, December 17th, 2013

Stupor. Stupor czyli osłupienie. Trwał przez chwilę. Wpadłam w stupor, gdy wice-minister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn, stwierdził 16 grudnia 2013, że przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego, przy Ministrze Sprawiedliwości projekt Ustawy o zmianie kodeksu karnego, to nic innego jak zbiór niewiążących, luźnych poglądów członków Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego (sic!).

Luźne poglądy? Wolne żarty i szczyt lekceważenia dla członków Komisji Kodyfikacyjnej.

To było na konferencji w siedzibie Premiera Donalda Tuska, na spotkaniu ekspertek i ekspertów zaproszonych przez Ministrę Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz i Feminotekę.

Szło o praktyki wspierające ofiary przemocy seksualnej, zgodne z Konwencją Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej [CETS210]. Miało charakter międzynarodowy. Ekspertki z Danii, Szkocji i Hiszpanii mówiły o swoich praktykach. Nigdzie tam nie ma tak, jak u nas.

U nas, Rząd 18 grudnia 2012 roku, podpisał CETS210. Tym samym wyraził wolę i wziął na siebie zobowiązanie jej implementacji. W efekcie tego zniesiono ściganie zgwałcenia na wniosek. Zwyczaj rodem z 1932 roku, już w kodeksie karnym z 1970 roku, był mocno zaśniedziały. Należało go zmienić w nowym kodeksie z 1997 roku. Ale nie zmieniono. Tendencja, by to pokrzywdzoną/pokrzywdzonego winić za dokonany na niej/nim gwałt zwyciężył nawet wtedy, gdy w 1997 roku, kodeks w nowej, demokratycznej Polsce tworzył prof. Andrzej Zoll i prof. Kazimierz Buchała.

Dopiero w wyniku zmiany kodeksu karnego w 2013 roku, i dopiero w związku z podpisaniem CETS 210, gwałt przestał być ścigany na wniosek.

To prawo ma wejść w życie 27 stycznia 2014. Zdejmuje z ofiary winę i zobowiązuje organy ścigania do robienia tego, co do nich należy, bez przerzucania odpowiedzialności na ofiary.

Tymczasem 5 listopada 2013 roku, a więc przed 27 stycznia 2014 roku, i po 18 grudnia 2013 roku, Minister Sprawiedliwości Marek Biernacki odznacza Medalem zasłużonych dla wymiaru sprawiedliwości członków Komisji Kodyfikacyjnej przy Ministrze Sprawiedliwości, za, jak powiedział Minister: „fundamentalne znaczenie dla utrzymania wysokiej jakości legislacji”. Członkowie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego w przygotowanej nowelizacji przywracają zaś w kodeksie karnym, tryb wnioskowy ścigania przestępstwa zgwałcenia!!!

Wprowadzają też pełną kryminalizację aborcji, karząc za aborcję także kobiety!, i nawet wtedy, gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku poronią zaawansowaną ciążę.

Kryminalizują, i ideologizują język ustawy, i praktycznie wykluczają in vitro.

Pozbawiają prawa do samostanowienia i paraliżują kobietę w jej prawie do decydowaniu o sobie.

W tym samym czasie bez zmian pozostawiają niekaralność klientów wykorzystujących dzieci do prostytucji.

Te zmiany nie są zgodne z porządkiem prawnym Polski, ale odpowiadają interesom i woli hierarchów Kościoła Katolickiego. Hierarchowie podlegają państwu Watykan i z pasją i nienawiścią wartą lepszej sprawy zdecydowanie wypowiadają się przeciwko ratyfikacji tej Ustawy. Watykan to nie Polska. Watykan to państwo wobec Polski, obce. Hierarchowie podporządkowani obcemu państwu i obcemu porządkowi prawnemu działają w tym zakresie wbrew porządkowi prawnemu Polski. Projekt zmian tymczasem, jak zauważa prof. Lech Gardocki jest konsultowany właśnie z opus dei [sprawdziłam adres maila i domeny; profesor Gardocki się nie mylił]. Dzieje się to w państwie, które póki co, konstytucyjnie, teoretycznie, nie jest autorytarną teokracją.

Powstaje pytanie: czyje interesy reprezentuje polskie Ministerstwo Sprawiedliwości? Polski, czy obcego państwa?

Spytany, wice-minister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn, oświadczył, że zaprezentowany na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości projekt zmian kodeksu karnego z 5 listopada 2013 to nic innego, jak tylko niewiążące poglądy  członków Komisji Kodyfikacyjnej. I to właśnie było powodem mojego stuporu.

Komisja Kodyfikacji Prawnej Prawa Karnego to nie banda koleżków Ministra Sprawiedliwości. To ciało, które powołuje Minister na mocy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 grudnia 2013 roku [Dz.U./03.232.2319], co więcej płaci im z publicznych pieniędzy podatniczek i podatników za wykonywane przez nich prace (§14).

Ma się składać z 8 do 12 osób plus sekretarz przewodniczący i jego zastępca (§2). Przewodniczącego powołuje nie byle kto, tylko sam Premier na wniosek Ministra Sprawiedliwości (§3.1).

Do zadań Komisji należy przygotowanie zmian w prawie karnym! [tym jest właśnie przygotowana nowelizacja];

opracowanie aktów normatywnych!;

i opinii prawnych dla Ministra Sprawiedliwości.

Prywatne poglądy?!

Minister Węgrzyn sugerując, że członkowie Komisji opracowując projekt kodeksu karnego wyrażają zaledwie prywatne opinie zarzuca im, iż sprzeniewierzają się interesom państwa polskiego.

Zamiast pracować nad  implementacją CETS 210, robią coś kompletnie odwrotnego niż się od nich wymaga! Czyli sabotują? Lekceważą swoje zadania? Działają wbrew porządkowi prawnemu? Polska podpisała CETS 210. Uniemożliwia to powrót do trybu wnioskowego.

Czy Minister członkom Komisji Kodyfikacyjnej, że nie wiedzą, iż propozycja powrotu do wnioskowego trybu ścigania jest złamaniem konwencyjnego zobowiązania jakie Polska na siebie przyjęła i złamaniem obowiązującego prawa, które dopiero co zostało uchwalone? To kwestionowanie ich wiedzy i doświadczenia, a to rzecz podła.

Jeśli zaś członkowie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego robią to, co się od nich oczekuje, to wówczas Minister Sprawiedliwości sprzeniewierza się zobowiązaniom podjętym przez niepodlegle i niezawisłe, także od Watykanu, państwo Polskie.

Jeśli zaś zarzuca im, iż nie są w stanie wykonać zlecenia Ministra Sprawiedliwości to jest to bezczelny zarzut  indolencji intelektualnej, naukowej i prawnej na który członkowie tej Komisji nie zasłużyli.

Skład komisji razi nierówną reprezentację. W sposób nieprzyzwoity dominują w nim mężczyźni (na 15 osób dwie wybitne prawniczki, ale nieżyjące, przedstawicielka KULu i sekretarka, zwana sekretarzem). Ewentualny argument, że brak jest wybitnych specjalistek wśród kobiet świadczyłby o indolencji intelektualnej decydującego, więc należy to sobie darować. Nie da się więc ukryć, iż jest to raczej dowód braku dobrych praktyk i umiejętności tworzenia zrównoważonych płciowo ciał przedstawicielkach. Ilustruje to dobrze fikcję wrażliwości i umiejętności Ministra do tworzenia ciał zdolnych neutralnego odzwierciedlania interesu całego społeczeństwa.

Są wśród członków Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego mężczyźni bardzo mi nieobojętni. Ok, przyznam to. Cenię, ogromnie lubię, i szanuję i prof. Stanisława Waltosia i sędziego Stanisława Zabłockiego. Mam dla nich podziw za całokształt, ale i dlatego, że po wysłuchaniu lat temu kilka sędzi Agnieszki Rękas, w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, pomknęli co tchu do Sejmu, by uratować w k.p.k mediację. Bez posłuchania doświadczeń Pani sędzi gotowi byli w Komisji Kodyfikacyjnej zarżnąć tę instytucję. Jestem pewna, że i teraz skonfrontowani z wrażliwością, doświadczeniem, i inną perspektywą – nie zaproponowaliby potworka, który wychynął z murów Ministerstwa Sprawiedliwości 5 listopada 2013 roku w postaci wielu proponowanych, koszmarnych zmian w kodeksie karnym.

Tymczasem, w nowym, prawie takim samym składzie osobowym Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego na lata 2013-2017 jest jeszcze mniej kobiet [jedna z KULu, i sekretarka, zwana sekretarzem], choć więcej niż ustawa przewiduje osób. To żenujące również dlatego, że najwyraźniej Minister Sprawiedliwości się tego nie wstydzi, a członkowie zdają się akceptować.

Prywatne poglądy? Takie stwierdzenie to zarzut wobec Ministra Sprawiedliwości, że pozwala sobie na prywatę. Jak to? Raptem zaprasza grono swoich bliższych i dalszych znajomych królika, udostępnia im przestrzeń i płaci z pieniędzy podatniczek i podatników, by nie rzadziej niż raz w miesięcy sobie pogadali i wymienili poglądy, a on im za to sypnie nieswoją lecz podatniczek kasą, a potem jeszcze odznaczy? Seminaria w Ministerstwie Sprawiedliwości dla głównie męskiego grona znajomych Pana Ministra, i krewnych królika na koszt podatników? Wymiana poglądów prawie jak na grillu? Ile nas. to nas kosztuje i jak się ma do nieopłaconych w Ministerstwie Sprawiedliwości staży? Czy tak można traktować członków Komisji Kodyfikacyjnej? Czy można udawać, że nie wiemy co robią, i że im pracy nie zlecamy, gdy są wśród nich i wiceminister sprawiedliwości i sędzia sądu najwyższego i prokurator krajowy? Naprawdę biorą kasę za pogaduchy nie na temat? Naprawdę nie robią tego, co Rozporządzenie Rady Ministrów od nich wymaga? Naprawdę są tak bylejakowaci, tak kiepscy, tak nijacy? Czy, aby wiceminister w tych oskarżeniach nie posuwa się za daleko? Przecież zarzuca im, innymi słowy, że są intelektualnie niezdolni do wywiązania się z obowiązku implementacji CETS 210! To dlaczego później Minister sprawozdaje się szefowi tej Komisji z efektów tego, co z tych prywatnych pomysłów grupy znajomych, którym z kasy państwowej płaci się za seminaria i spotkania, przeszło w Sejmie i obowiązuje wszystkich (§13). Brzmi koszmarnie, prawda?!

I jeśli nie robią tego, co im zlecił Minister, to powstaje pytanie, czy Minister panuje nad swoim resortem? Niezobowiązujące opinie? Skoro w składzie tej Komisji jest i wice-minister – człowiek Ministra to czy robi swoje, co Minister każe, czy działa wbrew woli Ministra?

Czy więc Minister nie panuje nad powierzonym mu resortem? Czy wiceminister wypełnia w Komisji polecenia Ministra? Ale wówczas Minister nie wypełnia poleceń Premiera…

Pan Minister z konferencji dał nogę. Nie odpowiedział na pytania i rodzące się wątpliwości.

Zapewnił jednak, że zaostrzenie przepisów o aborcji i powrót do trybu wnioskowego nie wchodzi w grę.