bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Sprawy cielesne’ Category

La donne es….

Monday, May 11th, 2015

We Wrocławiu odbędzie się niebawem konferencja – wedle organizatorów naukowa, choć na to miano zasługiwałaby co najwyżej kilka wieków temu. Zapowiada się festiwal seksizmu w wykonaniu pięciu organizatorów – samych mężczyzn! – którzy będą konferować o „cykliczności płciowej kobiet” w kontekście prawa.

la donna e mobile plakat

Ale zacznijmy od początku

Temat pewnie wielu z Was zdziwi. Wyjaśnimy więc co trzeba i mamy nadzieję, że dojdziecie do wniosku, iż warto poświęcić czas na udział w tym niezwykłym naukowym spotkaniu.

Zgadza się – bardzo mnie zadziwił, ale czytajmy dalej.

Cykliczności płciowej kobiet, od jej początku (menarche) aż do końca (menopauza), towarzyszą różne następstwa, mniej lub bardziej dolegliwe, niekiedy mające duże znacznie także dla oceny prawnej różnych zdarzeń.

Na gruncie prawa cywilnego to nie tylko kwestia ważności oświadczeń woli, w szczególności istotna w odniesieniu do testamentów samobójczyń. Wiadomo bowiem z polskiego piśmiennictwa psychiatrycznego, że blisko połowa samobójczyń znajduje się w stanie napięcia przedmiesiączkowego lub w pierwszych dniach miesiączki. Z innymi okolicznościami towarzyszącymi samobójstwom (depresja, spożycie alkoholu lub zażycie psychotropów) mogą być następstwa tej cykliczności doniosłymi dla oceny, czy taki testament jest ważny.

Wpierw sprawa absolutnie podstawowa. Już 3 lata temu największa analiza literatury naukowej i badań pokazała, że syndrom napięcia przedmiesiączkowego to głównie mit. PMS jest wykorzystywany (zarówno przez kobiety jak i mężczyzn) do tłumaczenia zachowań, które nie są społecznie akceptowalne. Wybuch gniewu łatwiej zwalić na hormony niż nierówne płace, nierówny podział obowiązków domowych czy choćby zwykłą chandrę. Jeśli przyczyną takich zachowań są „hormony”, to nie trzeba robić nic z tym, co do nich doprowadziło – wystarczy przeczekać.

Owszem, w wyniku „cykliczności płciowej” zdarza się, że kobiety gromadzą trochę wody w organizmie, mają lekko zwiększony apetyt i tak dalej. Ale daleko od obolałych piersi do samobójstwa! Nawet jeśli uznamy, że PMS istnieje, to zauważmy, że wedle definicji trwa od tygodnia do dwóch przed rozpoczęciem okresu. Dodajmy do tego kilka pierwszych dni okresu i mamy pół miesiąca. Czyli codziennie połowa kobiet ma PMS – nic  zatem dziwnego, że w związku z tym połowa samobójczyń odbiera sobie życie w czasie, kiedy mają rzekomo PMS. Jeśli miałoby to znaczenie, to samobójstw w okresie PMS powinno być dużo więcej!

Przypuszczamy, że znacząca może być społeczna doniosłość zaproponowanej problematyki dla ustalenia zakresu odpowiedzialności cywilnej za spowodowanie uszkodzenia ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia kobiety. Prawie wszystkie kobiety, które ulegają wypadkom komunikacyjnym lub wypadkom w pracy, mają bowiem potem zaburzony cykl miesięczny, niekiedy zostają wskutek takiego wypadku trwale ubezpłodnione, a nie słyszeliśmy, żeby kiedykolwiek dochodziły związanego z tym odszkodowania lub zadośćuczynienia.

Jak będzie można zobaczyć dalej,  to, co panowie organizatorzy „słyszeli”, jest ważnym elementem tej, rzekomo naukowej, konferencji. Oczywiście, utrata zdrowia w wyniku uszkodzenia ciała powinna być kompensowana. Ale cykl menstruacyjny może rozregulować choćby nieprzespana noc po imprezie, stres w pracy, wakacje, leki, alergie i wiele innych spraw. Warto ponadto przypomnieć, że regularne cykle mogą trwać od 21 do 35 dni i mieścić się w fizjologicznej normie. 28 dni to tylko średnia, a zróżnicowanie długości cyklu to w większości wypadków nie żadna nieregularność, tylko osobnicze zróżnicowanie.

Pokrewne zagadnienie dotyczy odpowiedzialności za szkodę spowodowaną przez samą kobietę np. podczas prowadzenia samochodu zważywszy, że blisko połowa kobiet ma podczas napięcia przedmiesiączkowego lub w pierwszych dniach miesiączki zaburzenia słuchu określane jako patologiczne.

Jest bardzo niewiele solidnych przesłanek na podparcie twierdzenia, że PMS wpływa znacząco na słuch kobiet. Mamy za to mnóstwo statystyk pokazujących, że pomimo tego, iż kobiety stanowią prawie połowę kierowców w Polsce, są odpowiedzialne tylko za 1/5 wypadków. Tak więc nawet jeśli kobietom rzeczywiście pogarsza się słuch na pół miesiąca, nauczyły się z tym świetnie radzić i nadal prowadzą dużo bezpieczniej niż mężczyźni.

Osobne zagadnienie to odpowiedzialność lekarza za błędy w leczeniu zaburzeń cykliczności.

W jakimś stopniu to problem, który może się odnosić także do ochrony dóbr osobistych zdrowia lub intymności.

Tytułowe zagadnienie dotyczy także prawa karnego materialnego, związane jest tu z ograniczoną poczytalnością sprawczyni przestępstwa wówczas, gdy kobieta dokonała przestępstwa w okresie napięcia przedmiesiączkowego albo w pierwszych dniach miesiączki.

Przypominam, napięcie przedmiesiączkowe może trwać przez pół cyklu! Powyższe zdanie oznacza de facto, że przez połowę miesiąca kobiety nie odpowiadają za swoje czyny. To już było przerabiane przy okazji walki kobiet o prawo do edukacji, wyborów czy pracy poza domem. Argument niestabilności emocjonalnej (wywołanej hormonami) był za każdym razem głównym orężem przeciwników emancypacji. A tu wraca on pod przykrywką dbałości o kobiecy interes. Jeśli kobieta ma ograniczoną poczytalność jako sprawczyni przestępstwa w związku z PMS, to pewnie też nie nadaje się na posłankę, nauczycielkę ani elektrotechniczkę. Wszak za sprawą swych wiecznie rozchwianych humorów nie wie do końca co robi i może sobie albo komuś innemu zrobić krzywdę.

Wiąże się ono także z odpowiedzialnością karną za spowodowanie uszkodzenia ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia kobiety polegającego na zaburzeniu jej cyklu płciowego i związanych z tym następstwach.

Znowu – rozstrojenie cyklu (o czym sporo wiedzą osoby poważnie traktujące naturalne metody planowanie rodziny) mogą spowodować nawet zmiany pogody. Warto się zastanowić, czemu przywiązuje się aż tak wielką wartość do cyklu miesięcznego kobiety, jeśli nie jest on równany z płodnością, a rola kobiety z potencjalnym macierzyństwem. Choć ten temat powinien być Panom-organizatorom znacznie bliższy, żaden z nich nie pochylił się nad dolą przegrzewanych plemników, których coraz niższa (między innymi w związku ze warunkami pracy) jakość powoduje realne kłopoty z płodnością. Nie ma też ograniczeń kodeksowych dla prac, które mężczyźni mogą wykonywać w związku z ich potencjalnym rodzicielstwem. Pomimo tego, że do poczęcia potrzeba zarówno sprawnej komórki jajowej i plemnika, to ustawodawca zajmuje się (w kontekście kodeksu pracy) tylko zdrowiem reprodukcyjnym kobiet. Mało ma to wspólnego z ochroną macierzyństwa, a dużo więcej z patriarchalnym i protekcjonalnym regulowaniem ciał i praw kobiet.  Warto zaznaczyć, że nie każda kobieta chce być matką, a nawet jeśli chce, nie jest rolą ustawodawcy podejmowanie za nią wyborów zawodowych pod kątem ewentualnej reprodukcji.

Na gruncie prawa penitencjarnego to osobny problem związany z wykonywaniem kary pozbawienia wolności wobec kobiet oraz koniecznością uwzględnienia ich specyficznych potrzeb związanych z cyklicznością. Jeden z organizatorów tej konferencji wie o czym tu mowa nie tylko dzięki czasowi spędzonemu w czytelni, ale także wizytom w polskich więzieniach kobiecych.

Czy chodzi o dostęp do podpasek i tamponów? Bo przysięgam, że nie wiem, o co jeszcze mogłoby chodzić. Czyżby jeden z organizatorów przeczytał, że kobiety potrzebują produktów sanitarnych w trakcie okresu, a potem potwierdziły to jeszcze więźniarki (choć mogłyby też kobiety bez wyroków, gdyby jakąś zapytał)? Z kolei większość mężczyzn goli brody – i choć brzytwy to potencjalnie większy problem w więzieniu, to jakoś konferencji „Hormony a inkarceracja mężczyzn” (wszak za wzrost brody odpowiada między innymi testosteron) nie ma.

Zagadnienie wyeksponowane w tytule proponowanej konferencji rozważane jest także na gruncie kryminologii, a nawet grafologii.

W prawie pracy to bardzo poważny problem związany głównie z ochroną pracy kobiet, w szczególności z obowiązkiem wykonywania pracy, zwolnieniem z tego obowiązku oraz zakazem wykonywania prac szkodliwych dla zdrowia kobiety. Polskie prawo pracy w ogóle nie uwzględnia tego, że większość pracujących kobiet menstruuje, a dolegliwości z tym związane powinny być przecież uwzględniane nie tylko przy ustalaniu wykazu prac wzbronionych kobietom.

Kobiety na polskim rynku pracy mają różne problemy. Osobiście uważam, że największym jest dyskryminacja płacowa – jak pokazują najnowsze dane GUSu, kobiety zarabiają o 20% mniej od mężczyzn. Molestowanie seksualne i inne formy dyskryminacji ze względu na płeć to kolejne poważne problemy. Konieczność przychodzenia do pracy w trakcie menstruacji nie znajduje się w ścisłej czołówce. Przez większość historii ludzkości kobiety aktywnie brały udział w pracach na rzecz zapewnienia pożywienia społeczności,okres, czy nie okres – przez zbieractwo, polowanie, czy pracę na roli. Prawo polskie, jak i świeckie prawa innych demokracji, nie bierze pod uwagę tego, że kobiety menstruują, ponieważ nie ma to wielkiego znaczenia dla olbrzymiej większości aktywnych zawodowo kobiet. Szczególnie w dobie wysokiej dostępności środków higienicznych i przeciwbólowych.

Nawet w prawie projektowym i budowlanym problem ten daje o sobie znać; dotyczy projektowania w nowobudowanych zakładach pracy pomieszczeń i „urządzeń” uwzględniających szczególne potrzeby kobiet. W Polsce takie regulacje obowiązywały do niedawna, lecz zostały uchylone w czasach restauracji kapitalizmu. Ale w Bułgarii obowiązują do dzisiaj unormowania dotyczące obowiązkowego w większości zakładów pracy pokoju higieny osobistej dla kobiet.

Czy ten pokój to przechowalnia podpasek? Prysznice w pracy – świetnie. Ale dostępne też dla mężczyzn przyjeżdżających do pracy na rowerach i chcących się odświeżyć. Już mamy roczne urlopy rodzicielskie, które, wedle danych Ministerstwa Pracy biorą w 98% kobiety. Dorzućmy pracodawcom obowiązkowe zwolnienie z pracy w trakcie menstruacji, skrócony czas pracy w związku z PMS  i konieczność budowania tajemniczych „pokojów higieny osobistej” i mamy pewność, że zdecydowanie zmienimy sytuację kobiet na rynku pracy. Oczywiście na gorsze – bo będzie się opłacać zatrudnić mniej kompetentnego i gorzej wykształconego mężczyznę, który nie potrzebuje „kobiecych udogodnień”, niż wyższej klasy specjalistkę, rzekomo upośledzoną przez rozchwiane hormony.

Pewne zagadnienia związane z tytułową kwestią proponowanej konferencji pojawiają się i na gruncie prawa rodzinnego.

Oto link do artykułu, w którym w zarysie przedstawiono tę problematykę w prawie polskim:

http://www.bibliotekacyfrowa.pl/…/42765/30_Jacek_Mazurkiewi…

(rozważania medyczne i prawne znajdują się na stronie 333 i następnych).

Zaprzyjaźniony profesor medycyny powiedział jednemu z nas, że proponowana konferencja będzie najprawdopodobniej pierwszą taką konferencją na świecie. To, że będzie pierwszą w Polsce to oczywiste.

I panowie są ze swojej inwencji ewidentnie niesamowicie zadowoleni. Nie przyszło im do głowy, że nikt nie poruszał tego tematu, bo jest obraźliwy, seksistowski i kompletnie nienaukowy. Nie pomyśleli też, że warto chociaż jedną kobietę – która nie musi iść do czytelni ani konsultować się z więźniarkami, żeby dowiedzieć się o konieczności używania produktów higienicznych w trakcie menstruacji – zaprosić do komitetu organizacyjnego. A może zaprosili i nikt się nie zgodził?

Na koniec komentarz mojego zaprzyjaźnionego doktora (wprawdzie nie medycyny), który, kiedy pokazałam mu informację o tej konferencji, stwierdził, że „…równie dobrze mogliby dać tytuł „La donna e debile – psychicznie niestabilne wariatki z piekła”

Na tropie dżendera czyli wybory do Parlamentu Europejskiego od kuchni.

Monday, March 31st, 2014

Wybory do Parlamentu Europejskiego za drzwiami a prace w komitetach wyborczych w toku. Każdy chce mieć sukces – czyli swoich ludzi w Europejskim Parlamencie a ich pieniądze na biuro oraz z „podatku partyjnego” w kasie.

Mózgi wszystkich pracują pełną parą. Każdy pomysł się liczy, nawet jak może przekonać jednego nieprzekonanego.

Banksy - A bush that needs trimming. Image by Duncan Hall @ Flickr

Banksy – A bush that needs trimming. Image by Duncan Hall @ Flickr

A że tak się już porobiło, że kwestii parytetów i to nie tylko na 4 ostatnich miejscach zwanych czasami listą Saharą startuje z tych miejsc już nie plankton ale piasek wyborczy trzeba czymś zasypać.  Dlatego w sztabach wszyscy myślą: co z tym dżender Zrobić?

Oto stenogram z tej części spotkania gdzie były poruszane te kwestie przez jeden z komitetów wyborczego. Jakiego?

A czy to ważne?

– Cieszę się, że jednomyślnie podjęliśmy decyzję o Jedynkach i Dwójkach na naszych listach.  Chciałbym w tym miejscu podziękować Prezesowi, że pomógł nam podjąć właściwe decyzje.

Rozległy się oklaski.

Klaskali wszyscy, nawet ci którzy jeszcze przed chwilą mieli łzy w oczach widząc jak wpadają z miejsc gdzie mieli cień szansy na wybór do Czarnej Dziury, gdzie przepadną bo tylko rodzina na nich zagłosuje. Ci zresztą klaskali najgłośniej. A nuż Prezes odnotuje. A jak odnotuje to na pewno będzie pamiętał.

Oklaski trwały naprawdę długo i dopiero łagodny ruch głowy uciszył wszystko od ręki. A właściwie wiadomej głowy.

– A więc wracając do naszej strategii. Ponieważ na naszych listach na biorących miejscach nie ma prawie kobiet, postanowiliśmy z Prezesem – ta faza uciszyła od razu szmer głosów który przetoczył się przez salę – zrobić dżender.

– Dżender. Ale ja jestem mężczyzną. I …

Głos Jedynki z Małopolski załamał się.

– Kolega jak zwykle nic nie rozumie.

To była jedynka z Pomorza.

– Nie chodzi wcale o to żeby zmienić płeć na wybory ale o depilację. Po prostu każdy z nas, Jedynek będzie musiał zrobić sobie wosk.

– Jedynki powinny też zrobić depilację brazylijską a Dwójki bikini.

To była Dwójka z Wielkopolski.

– Protestuję. Jak tak stawiamy sprawę, to ja rezygnuję z Jedynki i chcę być Dwójką.

Dwójka z Wielkopolski, która poczuła się jak Jedynka uśmiechnęła się tryumfalnie. Chyba sama nie liczyła na tak szybki i łatwy sukces.

– Uważam, że powinniśmy zrezygnować z dźender w wersji hard a aplikować sobie tylko soft. W naszym wykonaniu nawet dżender soft będzie hard. Proponuje postawić na kolory. Proponuję żeby naszymi kolorami wyborczymi były fuksja, lapis lazuli, szafir i indygo. Prezes wyglądałby naprawdę rewelacyjnie w lazurowej koszuli. No i udałoby się nam zmienić imidż Prezesa. Prezes w lapisowej koszuli – nic cieplejszego nie można sobie wyobrazić.

– A ten fuksja to jaki?

Pytanie Dwójki z Mazowsza wszyscy przyjęli ze zdumieniem. No bo jak można nie wiedzieć co to fuksja. Zwłaszcza kiedy się jest w opozycji.

– To jest fuksja – Dwójka z Podbeskidzia wstała delikatnie  uchyliła spodnie pokazując Mazowszu z pewną pogardą i lekceważeniem bieliznę spodnią.

No cóż konflikt pomiędzy tymi Dwójkami był powszechnie znany i przybierał bardo różne formy. Byli tacy co żałowali że Podbeskidzie nie zdecydowało się na bardziej zdecydowane kroki w postaci zdjęcia spodni i wypięcia fuksji Mazowszu.

– No i musimy pamiętać jeszcze o zerwaniu ze stereotypami. Łysy to symbol brutalności i zdrady. A przecież nie każdy łysy jest tak niewierny jak co niektórzy spindoktorzy. Jak dalej będzie trwała taka nagonka na łysych to odwróci się od nas cała rzesza wyborców. Z wiekiem się łysieje a przecież nasz elektorat nie należy do najmłodszych.

Głowa bez włosa Dwójki z Wybrzeża sugerowała, że chodzi tutaj także o prywatny, bezwłosy interes.

– A co grubi to gorsi. Na nich też…

– A blondyni. Nie można mówić, że każdy blondyn to Niemiec….

– Bruneci też nie mogą być prześladowani. Mówienie, że jak czarnowłosy to Żyd….

Burza jaka rozpętały te słowa trwała jeszcze długo i przez dobre piętnaście minut nikt nie był w stanie zapanować nad tym co się działo.

Dlatego tylko najbliżsi współpracownicy Prezesa usłyszeli słowa, które padły jak zwykle cicho z jego ust.

– Nigdy nie myślałem, że to powiem ale chyba potrzebujemy szkolenia z tego dżendera. Tylko kto to zrobi naprawdę dobrze?

 

Neuroseksizm – biologia a stereotypy o mózgu

Monday, March 10th, 2014

Teskt oryginalnie ukazał się w Gazetce Manifowej w Warszawie.

Image by  karmaOWL @ flickr

Image by karmaOWL @ flickr

Żyjemy w kraju, w którym powstał zespół parlamentarny do spraw przeciwdziałania „ideologii gender”. W licznych wywiadach i wypowiedziach podkreśla się, że zespół i inne podobne przedsięwzięcia mają na celu podtrzymanie „tradycyjnych i naturalnych ról”, które są zagrożone przez rzeczoną „ideologię”. W gruncie rzeczy należy jednak oddzielić zachowania „naturalne” (rozumiane jako produkt ewolucji biologicznej) od „tradycyjnych” (będących skutkiem rozwoju społeczno-kulturowego). Zazwyczaj mówi się o zdolnościach, zainteresowaniach i predyspozycjach, które w powszechnym mniemaniu „z natury” są różne dla każdej z płci. Jednak wiele skłonności rzekomo wypływających z biologicznych predyspozycji, takich jak to, że „chłopcy są lepsi z matematyki, a dziewczynki z języków”, „dziewczynki wolą lalki, a chłopcy samochody” czy że „mężczyźni to naturalni przywódcy, a kobiety są bardziej empatyczne”, to efekt stereotypów, które nie znajdują oparcia w badaniach naukowych. Niemniej stereotypy te bardzo mocno wpływają na to, jak się wychowuje i kształci dzieci i co później o sobie i innych myślą dorośli. Naukową otoczkę, jaką stworzono do legitymizacji tych stereotypów, Cordelia Fine, amerykańska neurobiolożka, nazywa neuroseksizmem.

Wbrew temu, w co chcieli- i chciałybyśmy wierzyć, naukowcy i naukowczynie nie są wiedzeni li tylko chęcią poznania absolutnej prawdy. Ich wychowanie, podobnie jak nasze, wynika z (patriarchalnej) kultury i stereotypów, które nie są im obce – a to wszystko przekłada się na ich pracę. Badania naukowe pokazują, że bardzo trudno jest sprowadzić różnice w wyborze karier bądź umiejętnościach kobiet i mężczyzn do jakichkolwiek „naturalnych” różnic w budowie mózgu bądź w poziomie hormonów. Uświadomienie sobie siły stereotypów i ich wpływu, który przecież nie kończy się, kiedy dziecko dorasta, i rzutuje między innymi na to, jakie kariery wybierają kobiety i mężczyźni i jak kształtują się ich zarobki, jest ważnym krokiem do prawdziwego wyrównania szans.

Więcej o neuroseksizmie można przeczytać w raporcie Instytutu Spraw Publicznych Kobiece i męskie mózgi, czyli neuroseksizm w akcji (do pobrania tutaj).

On jest wkurzony, ona ma PMS: trzy problematyczne stereotypy w pracy i w domu i w szkole [Manfia 2014]

Wednesday, March 5th, 2014

Za kilka dni ulicami Warszawy przejdzie Manfia, w tym roku pod hasłem: RÓWNOŚĆ W SZKOLE – W DOMU – W PRACY. Niestety, mamy drugą dekadę XXI wieku a zdaje się, że walczymy o to samo od lat. Owszem, równość płci jest zapisana w Polskiej Konstytucji i międzynarodowych traktatach, które jako państwo ratyfikowaliśmy. Pewnym truizmem, jest jednak stwierdzenie, że tylko dlatego, że coś jest zapisane w prawie automatycznie nie przekłada się na realizację w praktyce (szczególnie w kraju, w którym aktywni politycy cały czas myślą, że można mówić, że kobiety proszą się o gwałt).

Logo Manify 2014 (Porozumienie Kobiet 8 Marca)

Logo Manify 2014 (Porozumienie Kobiet 8 Marca)

W ramach przygotowań do tegorocznej manify poniżej trzy przykłady tego jak, niegroźne może by się wydawało, podwójne standardy ciągle mają się dobrze w naszym życiu. Ignorowanie kobiecego gniewu, negowanie kobiecych talentów przywódczych i wmawianie, że zadowalanie innych to nasz cel życiowy to trzy denerwujące stereotypy, które mogą uprzykrzać nam życie zarówno w pracy, jak i w domu.

  1. On jest szefem, ona jest jedzą. Faceci mają być władczy. ‘Męski’ to właściwie synonim dla ‘zdecydowany przywódca’. A kobieta? Kobieta powinna chcieć pomagać innym, być troskliwa, macierzyńska i pełna poświęcenia dla bliźnich – a jeśli nie ma takich instynktów, pewnie coś z nią jest nie tak. I wmawia się to nam nie tylko na poziomie kultury i tradycji, ale też formalnej edukacji. Szczególnie podręczniki do wychowania do życia w rodzinie pełne są stereotypów i verbatim przekazów, że chłopcy nadają się tylko do pewnych ról a kobiety do innych. Kobieta, która na zebraniu nie siedzi potulnie na swoim miejscu i nie robi notatek z mądrości szefa, ale zamiast tego wstaje i głośno się sprzeciwia albo ma własne pomysły jest ‘niekobieca’ i ‘pyskata’. Sprawy się oczywiście dodatkowo komplikują, jeśli to kobieta jest szefową. Szefowa w spódnicy nie powinna nosić przysłowiowych spodni. Jej rolę widzi się jako prowadzenie dialogu z zespołem bardziej niż zarządzaniem nim. Jeśli kobieta w pozycji władzy ze swojej władzy rzeczywiście korzysta, to od razu staje się ‘jędzą’ i ‘harpią’. Hilary Clinton była niesamowicie kompetentną sekretarką stanu (swoją drogą, prawda, że sekretarz stanu brzmi jednak dużo poważniej bo męsko?), ale media co i rusz donosiły o tym,  jaka jest “niesympatyczna”. Załóżmy nawet dla dobra dyskusji, że to prawda – ale co to ma do rzeczy? Jakoś jej poprzednicy nigdy nie byli oceniani pod kątem  “sympatyczności”, tylko tego, jak wypełniają swoje obowiązki
  2. On jest wkurzony, ona ma PMS. Jego zażalenia są wysłuchiwane –  jeśli jest poirytowany , to pewnie coś jest na rzeczy.  Kiedy z kolei  ona zaczyna się wkurzać  – na to, że to ciągle jej przypada robienie obiadu albo, że znowu nikt nie zdjął prania, a w pracy nie dostała awansu – zaraz się okazuje, że pewnie ‘ma PMS’ albo histeryzuje i lepiej ją zostawić samą sobie. No dobrze, naczynia są rzeczywiście niezmyte, a mąż leżał na kanapie z gazetą zamiast wziąć się za obiad, ale to przecież nie powód żeby żona, choćby i zmęczona po pracy, od razu się denerwowała, prawda?  Na pewno przesadza, albo ma swoje “kobiece humorki”. Gniew kobiet jest zbyt często lekceważony jako przejaw zmian hormonalnych albo “kobiecej irracjonalności i tendencji do emocjonalnych reakcji”,  a nie uzasadniony sprzeciw na niesprawiedliwość. Trzeba zdać sobie z tego sprawę i jasno dawać do zrozumienia, że jesteśmy zdenerwowane dlatego, że mamy konkretne ku temu powody.  Nasz cykl hormonalny, ani też emocje nie mają z tym żadnego związku a gniew jest po prostu bezpośrednim wynikiem obiektywnych zewnętrznych czynników (np. niesprawiedliwego traktowania), a nie naszych wewnętrznych przeżyć. Co więcej warto może wiedzieć, że tak naprawdę jest bardzo mało naukowych dowodów na istnienie PMSu i nikt nie był w stanie skorelować kobiecych hormonów z ich gniewem. Za to od małego chłopcy są chłopcami, więc się mogą bić i krzyczeć (i w związku z tym nie za bardzo uczymy ich innych metod rozwiązywania konfliktów…) a dziewczynki mają być grzeczne.
  3. On jest pantoflarzem, ona ‘dobrą żoną/partnerką’. Jak to jest, że jeśli nasz mąż/chłopak/partner wraca wcześniej do domu z wypadu z kolegami na piwo albo nie daj siło wyższa nie idzie z kolegami na mecz, bo musi odebrać dzieci z przedszkola to jest „pantoflarzem” dla kolegów? Postronni obserwatorzy nie widzą tych zachowań jako dojrzałych aktów mężczyzny, który dba o rodzinę i partnerkę, ale raczej zachowania słabego faceta zmuszonego przez partnerkę do rezygnacji z męskich rozrywek. Bo czy prawdziwy mężczyzna  wolałby spędzić wieczór z żoną i dziećmi, jeśli w tym samym czasie mógłby oglądać facetów w krótkich spodenkach goniących piłkę? Jeśli z kolei kobieta od 3 miesięcy nie miała chwili dla siebie, a z przyjaciółkami rozmawiała ostatnio trzy tygodnie temu przez telefon o 22 wieczorem, jak już wszystko było posprzątane i dzieci w łóżkach, to jest to widziane jako słuszna norma. Przecież kobiety powinny dbać o dom i dzieci – tak jest po kobiecemu i nie powinnyśmy narzekać. A jeśli śmiemy mieć inne plany raz na jakiś czas i przekładamy swoją rozrywkę nad siedzenie wieczorem z dziećmi, albo mamy zupełnie inne ambicje życiowe – wtedy coś z nami jest nie tak. O ile łatwiej jest kobiecie zostać nazwaną wyrodną matką (chociażby za to, że wróciła do pracy po porodzie, kiedy nikomu do głowy by nie przyszło, żeby tatuś na rok zrezygnował z pracy) albo niekobiecą. Zupełnie inaczej oceniamy domowo-rodzinne wysiłki mężczyzn niż kobiet – bo z kolei jeśli nie są nazywani pantoflarzami to widzimy ich jako bohaterów za robienie tego co większość kobiet robi dzień w dzień i nie dostaje za to nawet ‘dziękuje’.

W Polsce mamy nadal sporo systemowej dyskryminacji widocznej chociażby w tym, że kobiety nadal przeciętnie zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni (według GUS w Polsce kobiet zarabia średnio 17.8% mniej niż mężczyzna) a nowe urlopy rodzicielskie nadal są w większości domeną kobiet. Co więcej w naszym kraju rozmowy o równouprawnieniu (przynajmniej według mojego doświadczenia) za często sprowadzają się do tego czy “puszczać kobiety w drzwiach” i “całować w rękę”. W takich chwilach naprawdę mam ochotę krzyczeć, że nic mnie nie obchodzi czy pierwsza czy druga przejdę i zdecydowanie wolałabym żeby obcy faceci mnie w rękę nie całowali ale tak naprawdę chciałabym, że mężczyźni i kobiety byli oceniania wedle kompetencji a nie płci. I zaczyna się to właśnie od nastawienia rodziców, podręczników w szkole i odzywek w pracy.

Słownik polsko-polski. Część pierwsza.

Friday, August 9th, 2013

Świat jaki jest każdy widzi. Ale już nie każdy wie.

Dlaczego? Bo żeby wiedzieć, to trzeba już mówić. A język jest jaki jest i potrafi świat zmienić tak, że są wśród nas ludzie, których nigdy, nic nie przekona, że czarne to czarne a białe to białe.

Nie można jednak tracić nadziei i trzeba walczyć. Nie, nie o dusze ale o ich umysły.

754px-Latin_dictionary

A więc ruszajmy na potyczkę, na ubite pole. Miejsce, feministka.org zobowiązuje. Niech to będą reprodukcyjne prawa kobiet.

Ludzie, którzy pobłądzili we współczesnym świecie i nie rozumieją co się dzieje wokół nich, krzyczą, że oto są otoczeni przez cywilizacją śmierci i trzeba walczyć o cywilizację życia. Głównym problemem w ich świecie to aborcja i los dzieci nienarodzonych. Los narodzonych, to czy i jak żyją nie budzi w nich już takiego zainteresowania. Czy są oni źli i okrutni dla innych? Nie, to niemożliwe! Przyczyna musi być inna. Oni po prostu nie wiedzą jaki ten świat naprawdę jest!

Kierując się miłości bliźniego – niezależnie od  płci i światopoglądu – pomóżmy im zrozumieć jaki świat jest naprawdę. Zacznijmy odkłamywać ten świat.

Zwolennicy i zwolenniczki fizycznej eksterminacji kobiet opanowali dyskurs społeczny i narzucili nam jednowymiarowy świat, w którym decyzje i procedury prokreacyjne są jedynym fundamentem świata wartości. O tym jak ten świat wypaczyli może świadczyć to, że zwolennicy tak zwanej cywilizacji życia propagują fizyczną eksterminację kobiet, odmawiają kobietom prawa do decyzji prokreacyjnych i opowiadają się za delegalizacją procedur prokreacyjnych! Za swojego głównego wroga mają oni zaś zwolenników psychofizycznego dobrostanu kobiet, którzy rozumiejąc i akceptując to, iż kobieta to także – chociaż nie tylko – matka, która, ma prawo do decydowania o tym kiedy i z kim będzie miała dzieci.

Zacznijmy więc mówić o świecie używając terminów jasnych zrozumiałych i intuicyjnych i unikajmy mętnych i kłamliwych. Jak te poniżej.

Skrócony słownik poprawnej polszczyzny

Cywilizacja śmierci – termin fałszywie opisujący świat, w którym między innymi dobrowolne procedury medyczne ratujące życie uznawane są za zabijające duszę. Posługujący się tym terminem częste negatywne przyczyny jakiegoś zjawiska uznają za skutki.

Używający tego terminu, z powodu błędów w rozumowaniu, definiowaniu pojęć bądź silnej indoktrynacji jakąś ideologią afirmującą wykluczanie, potępiają i odrzucają tych wszystkich którzy nie wyznają bezkrytycznie ich ideologii.

Zamiennik – Cywilizacja promująca dobrostan kobiet

Cywilizacja życia – termin promujący wewnętrznie niespójny obraz świata w którym kobiety pozbawione są prawa do podejmowania decyzji o tym czy mogą mieć dzieci, co uważane jest za coś wartościowego.

Osoby posługujące się tym pojęciem, nie rozumieją jego znaczenia i nadużywają innych pojęć używając ich niezgodnie z regułami logiki i języka.

Używający tego terminu akceptują i uważają za wartościowe: śmierć kobiet w czasie ciąży, porodu lub połogu, wykluczenie i biedę ekonomiczną oraz ubóstwo i marginalizacją ekonomiczną i społeczną sierot, niepełne rodziny oraz wdowieństwa i samotności milionów mężów i partnerów kobiet.

Towarzyszący temu pojęciu chaos terminologiczny oraz bardzo silne zaangażowanie emocjonalne osób używających tego terminu wykluczają krytyczne i analityczne myślenie u jego użytkowników i utrudniają, a nawet uniemożliwiają racjonalną dyskusję z osobami posługującymi się tym terminem.

Zamiennik – Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet.

Decyzja prokreacyjna – decyzja o tym kiedy, z kim  i z pomocą jakich procedur – naturalnych lub medycznych – będzie miało się dzieci. Decyzję tę podejmują rodzice.

Używać zamiast – decyzja o aborcji.

Procedura prokreacyjna – działania podejmowane: przed stosunkiem seksualnym, w jego trakcie, lub zamiast skutkujące tym, że dojdzie lub nie do ciąży i urodzenia dziecka.

Do procedur prokreacyjny zalicza się: używanie środków antykoncepcyjnych (także nieskuteczne), zabieg przerwania ciąży, jak i procedury medyczne mające spowodować ciąże,  w tym zabieg in vitro.

Używać zamiast – aborcja.

Zwolennicy fizycznej eksterminacji kobiet – osoby, które ze względów doktrynalnych, ideologicznych bądź z braku jakiejkolwiek refleksji odmawiają kobietom prawa do świadomego i rzeczywistego dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne.

Pozbawiając one na przykład kobiety możliwości podejmowania decyzji o tym czy, kiedy i z kim będą miały dzieci. Narażają oni przez to kobiety na śmierć lub kalectwo bądź choroby, w tym zaburzenia oraz choroby psychiczne i depresje.

Powodują one, bądź co najmniej przyczyniają się, świadomie lub nie, do śmierci i kalectwa milionów kobiet na całym świcie oraz do nieszczęścia i rozpaczy, które przeżywają miliony sierot i półsierot oraz wdowców, którzy są pośrednimi ofiarami takich decyzji. Dopuszczają się oni często kłamstw i bez wyrzutów sumienia akceptują miliony ofiar śmiertelnych w imię jakiejś szalonej ideologii niesienia śmierci i kalectwa, czasami pod płaszczykiem miłości bliźniego i szacunku dla jakichś wartości bądź dogmatów religijnych.

Ich ofiary płacące życiem i zdrowiem tylko za to, że są kobietami.

Używać zamiast – cywilizacja życia.

Zwolennicy dobrostanu kobiet – osoby, które kierując się poszanowaniem wartości, takich jak: afirmacja życia i jego dobrej jakości, szacunek dla religii, oraz godności jednostki, akceptują prawo kobiet do zdrowia psychicznego i fizycznego.

Istotnym elementem zdrowia kobiety jest możliwość podejmowania decyzja z kim i kiedy ma się dzieci.

Używać zamiast – cywilizacja śmierci.

Co ten słowniczek zmienia?

Proszę sprawdzić:

Aborcja to zbrodnia Procedura prokreacyjna to zbrodnia
Cywilizacja śmierci propaguje aborcję Cywilizacja promująca dobrostan kobiet propaguje procedury prokreacyjne
Cywilizacja życia zwalcza aborcję Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet zwalcza procedury prokreacyjne

No i jak, ma sens?

Ma!

Widać kto kłamie a kto nie?

Widać!

Wszystkim chętnym proponuje poćwiczyć. Także w przestrzeni publicznej.

POWODZENIA

Jak NIE przepraszać

Friday, May 17th, 2013

Jeśli nie mieszkacie Państwo pod w głuszy (albo nie korzystaliście Państwo z internetu, nie czytaliście gazet i nie słuchaliście radia i tv przez ostatnie dwa dni) to na pewno wiecie dwie rzeczy.

409px-JKRUK_20100418_BOLESŁAW_PIECHA_IMG_7279

1. Angelinie Jolie miała 87% ryzyko raka piersi, w związku z czym sobie owe piersi usunęła.

2. Bolesław Piecha powiedział w TOK FM, że to był celebrycki wybryk. A konkretnie:

Jeżeli chodzi o piersi i przypadek Angeliny Jolie, to mamy do czynienia z pewnym dziwnym miksem: pewnie pani Jolie nie wygląda mniej sexy, ponieważ wszczepiła sobie implanty – kontynuował Piecha. – I tak by to zrobiła, bo o tym wiemy, a przy okazji usunęła gruczoł piersiowy. To bardzo zły kierunek, bo my walczymy o profilaktykę i mammografię. To po co profilaktyka i mammografia? Ciurkiem na szybko badać antygen rakowy, obcinać – za przeproszeniem – piersi, wstawiać implanty i sprawa załatwiona – ironizował były przewodniczący sejmowej komisji zdrowia.

– A co, jakby się dowiedziała, że ten antygen może wskazywać na duże ryzyko jajnika? Wytnie sobie jajniki? A gdybyśmy myśleli o raku szyjki macicy, to co? Nie lepiej urodzić jedno dziecko i wyciąć sobie macicę? Nie dajmy się zwariować – podsumował polityk PiS.

I potem, nie dziw, ludzie się wkurzyli. Pominąwszy skrajną głupotę paplaniny pana posła, nie sposób uciec od myśli, że jego przekonanie, iż może tak ferować opinie o decyzji p. Jolie wypływa z przekonania, że kobiety nie bardzo powinny mieć prawo decydować, co się dzieje z ich ciałem (które swoją drogą ma dwa cele “być seksi” i rodzić dzieci…). No, ale mniejsza z tym. Po wybuchu gniewu ludzi wszelkiej płci i politycznych afiliacji, Piecha postanowił zrobić coś, w czym politycy przodują. Powiedzieć coś, co PRZYPOMINA przeprosiny, ale nimi nie jest.

Pragnę oświadczyć, że swoją wczorajszą wypowiedź w radiu TOK FM uważam za dalece niefortunną. Pospiesznie wypowiedziane sądy, choć zbudowane na mojej lekarskiej wiedzy, były ubrane w niewłaściwe słowa. Przepraszam wszystkich, których forma mojej wypowiedzi uraziła i dotknęła.

Kluczowymi słowami tutaj są “niefortunne” i zwrot “Przepraszam wszystkich, których forma mojej wypowiedzi uraziła i dotknęła”, który w tłumaczeniu znaczy – jak jesteś przewrażliwony/przewrażliwiona i w dodatku nie masz moich jedynie słusznych poglądów, to cię, powiedzmy, przepraszam. Czego pan poseł nie powiedział? Ano tego, że powiedział coś głupiego, aroganckiego, niegrzecznego, chamskiego i przeprasza za to. Bo on nie przeprasza za to co powiedział, ale tylko przeprasza tych “których uraził”. Czyli tu nie chodzi o treść, ale nasz jej odbiór. Problem jest więc nie z głupim gadaniem, ale z tym, że może kogoś urazić… Tak dla przemyślenia o polityce.

Bezpieczny fotel? – osobista historia o tym czemu walka o lepsze usługi ginekologiczne to może być sprawa życia i śmierci.

Monday, March 18th, 2013

Nie mam szczęścia do ginekologów (o czym już zresztą wcześniej tutaj pisałam). Jak się niedawno okazało, mam jeszcze mniej szczęscie niż myślałam. Przy okazji rozmowy o akcji “Bezpieczny fotel”, w ramach której Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton i Kampania Przeciw Homofobii badają poziom usług ginekologicznych w naszym kraju, zwierzyłam się koleżankom, że nigdy nie zbadano mi piersi. Za kilka lat będę miała 30 lat i w ciągu ostatnich 10 lat zaliczyłam conajmniej 5 gineokologów/ginekolożek (łącznie z pobytem w szpitalu ginekologicznym!) i przez ten czas ANI RAZU nikt mi nie zbadał piersi. Niby wiem, że w trakcie każdej wizyty piersi powinny być badane, ale jakoś głupio mi było (tak mi – dość wygadanej, zdeklarowanej feministce znającej swoje prawa i w dodatku zajmującą się zdrowiem reprodukacyjnym) poprosić lekarza bądź lekarkę, żeby mi, za przeproszeniem, pierś pomacali. Wprawdzie badania pokazują, że więkoszość guzów wykrywają same kobiety bądź ich partnerzy/partnerki intymne, to ani ja ani mój partner w moim (co tu dużo gadać, niezbyt obfitym) biuście niczego nigdy nie wyczuliśmy.

plakat5 (1)

Kiedy już wyznałam, że nikt mi nigdy profesjonalnie nie badał piersi, myślałam, że nie jestem żadnym wyjątkiem. Przecież zaliczyłam pół tuzina lekarzy w Warszawie! Jak mi nie badają piersi, to pewnie dlatego, że jestem młoda i nikomu w tym wieku się nie bada bo przecież nic mi nie grozi. A jednak… Okazało się, że moje inne koleżanki miały badane piersi. Jedna z nich powiedziała mi, że przy następnej wizycie u mojej ginekolożki mam koniecznie poprosić o USG piersi. Nawet sobie zapisałam w kalendarzyku, żeby nie zapomnieć.

Nie zapomniałam i poprosiłam, kolejną lekarkę która nie pofatygowała się przyjrzeć dokładniej mojemu biustowi, o skierowanie. To była wizyta prywatna, więc przynajmniej ze skierowaniem nie było kłopotu.

Kilka tygodni później, w trakcie USG, na które grzecznie poszłam nie spodziewając się absolutnie niczego poza tym, że wyjdę zadowolna, że wreszcie odwaliłam to badanie, widziałam, że coś jest nie tak. Pani badała mi jedną pierś kilka długich minut po czym powiedziała, że znalazła conajmniej TRZY guzy (nie jeden, nie dwa ale CONAJMNIEJ TRZY) i muszę natychmiast mieć biopsję, bo nie wiadomo do końca czy to na pewno niezłośliwe włókniaki. Wpierw się popłakałam (moja zwyaczjowa, dzielna reakcja…) a potem nie mogłam wyjść z szoku, że od kilku już pewnie lat hoduję sobie w najlepsze guzy, o których nie mam bladego pojęcia.

Biopsję miałam kilka dni później i znowu pani lekarka mi powiedziała, że niegroźne włókniaki to płytkie, ruchome guzy, a mój największy guz (bagatela 2,5 centymetów, czyli prawie 1/3 średnicy mojej piersi!!!) znajduje się głęboko i jest nieruchomy. I z tą wiadomością zostawiono mnie na bardzo stresujące 10 dni (w trakcie których przypadły zresztą moje urodziny…). Nim przyszły wyniki biopsji – na które czekałam pod gabinetem lekarskim już 15 minut przed przyjściem lekarki – powiedziałam o całej sprawie bardzo niewielu osobom. Rak przeraża. Szczególnie rak u młodej kobiety i ostatnie czego się po niej spodziewa to to, że za chwilę nie będzie miała piersi, włosów i będzie zadzierżgała nowe znajomości w trakcie wlewek chemii. Wszystkie osoby, którym powiedziałam, były niesamowicie przejęte i nie chciałam wówczas swoimi problemami zawalać szerszego grona.

Całe szczęście okazało się, że moje guzy są niezłośliwe i odkąd się dowiedziałam, że raka jednak nie mam, mówię komu się tylko da. IDŹ ZBADAJ SOBIE PIERSI i POWIEDZ PARTNERCE/SIOSTRZE/KUZYNCE/KOLEŻANKOM Z PRACY – NIECH BADAJĄ SOBIE PIERSI! Tyle, że nie tylko my powinniśmy o tym pamiętać. Przede wszystkim są od tego lekarze i lekarki, którzy mają obowiązek o nasze piersi dbać – nasze ginekolożki i ginekolodzy. Przez lata zawiedli mnie wszyscy ci, do których poszłam. Tak się złożyło, że ja raka nie mam. Ale co z tymi pacjentkami, których też nie zbadali, ale one nie miały już takiego szczęścia? W Polsce nowotwory złośliwe są pierwszą przyczyną zgonu kobiet w wieku poniżej 65 lat, a wśród nich pierwsze miejsce zajmuje rak piersi. Statystycznie co 16 Polka zapadnie na raka piersi. Ile z nich wcześnie go wykryje i przeżyje? To zależy między innymi od tego, ile z nich będzie miało rzetelne lekarki i rzetelnych lekarzy, którzy będą o nie odpowiednio dbać. Jedno z pytań w ankiecie Bezpiecznego Fotela tyczy się właśnie badania piersi. Im więcej zdobędziemy wiedzy o tym jak Polscy lekarze i lekarki traktują pacjentki, tym więcej będzie można zrobić, żeby tę opieką poprawić. Zakończę więc apelem – proszę ankietę wypełniać i rozsyłać, bo dobra opieka ginekologiczna może naprawdę uratować życie!!

Badania pokazują – gwiazdy porno są szczęśliwe!

Thursday, November 29th, 2012

Pornografia jest zaskakująco drażliwym tematem. Rzadko kiedy radykalne feministki do tego stopnia zgadzają się z prawico-religijnymi radykałami, jak w wypadku ludzi spółkujących z własnej woli przed kamerą. Bo ustalmy już na początku – mówię o legalnie produkowanej pornografii robionej przy udziale dorosłych, którzy nie są do tego zmuszani. (I nie, konieczność finansowa się nie liczy jako czynnik „zmuszający” – ilu z nas chodzi do pracy tylko dlatego, że ją tak strasznie kocha, a nie z powodu pensji?!  Chociaż jest oczywiście problem, jeśli chodzi o wybór przyzwoicie płatnych prac dla kobiet z niższym – a czasem i wyższym – wykształceniem, to nie będę się tu na tym skupiać). Pornografia reprezentuje specyficzny rodzaj sztuki filmowej. Mnóstwo ludzi ją ogląda (wedle badań 33% z nich to kobiety!), mało kto się do tego przyznaje. Poza oddanymi fanami, pornosy mają też sporą grupkę bardzo głośnych przeciwników, którzy nie zgadzają się w niczym, poza jednym – że porno to ZŁO.

Source: violet.blue’s Flickr photostream

Od razu powiem szczerze co osobiście o tym myślę, żeby nie utrudniać sprawy wszelkim potencjalnym oskarżycielom o nieobiektywność. Uważam, że dorośli ludzi powinni mieć prawo konsumować taki rodzaj rozrywki, jaki im odpowiada, o ile osoby mające udział przy produkcji tej rozrywki wyraziły na to świadomą zgodę i są dobrze traktowane w pracy, a ich prawa pracownicze nie są łamane. Te same standardy mam względem thrillerów, komedii romantycznych, sztuk teatralnych.

Tak, jest dużo pornosów w których kobiety są seksualnie dominowane przez mężczyzn, i tak jestem feministką. Ale co ma piernik do wiatraka? Seksualna dominacja – szczególnie na filmie pornograficznym – jest elementem gry, dosłownie scenariusza, wszystko odbywa się za zgodą aktorów i nie musi być żadnym wyznacznikiem tego co reżyser/ka i aktorzy i aktorki myślą o pozycji kobiety w społeczeństwie. Dorośli konsumenci powinni mieć tego świadomość, a ci którzy nie mają – no cóż, ich miejsce powinno być w tym samym worku z tymi, którzy wierzą, że Batman istnieje, a ugryzienie pająka może naprawdę skończyć się możliwością produkowanie przędzy i strzelaniem nią z ręki.

Kolejnym często wytaczanym argumentem przeciwko pornografii, jest to, że aktorki porno nie mogą być zdrowe i chcieć w tym brać udziału (bo wszyscy wiemy, że ogół mężczyzn niczego tak nie uwielbia jak seksu i każdy z nich bez wyjątku marzy o karierze porno aktora – bo jak inaczej tłumaczyć to, że nikt się nad ich zdrowiem psychicznym nie pochyla?).  Teraz są argumenty przeciwko tym tezom w postaci… badań naukowych. W czasopiśmie The Journal of Sex Research opublikowano artykuł, który na podstawie ankiet przeprowadzonych na prawie 200 aktorkach porno i 200 kobietach o podobnej pozycji społeczno-ekonomicznej, pokazał, że aktorki porno wcale nie są statystycznie bardziej psychospołecznie zaburzone, w porównaniu do przeciętnej kobiety. Co więcej, są pewniejsze siebie, mniej zakompleksione, mają bardziej udane życie seksualne (kto by pomyślał!?) i… częściej palą marihuanę. Nie dowiedziono, jak swego czasu postulowała feministka Catharine McKinnon, że większość (McKinnon kiedyś wręcz powiedziała, że wszystkie!) aktorek porno było molestowanych w dzieciństwie i że są zdepresjonwanymi, nienawidzącymi siebie i swojej pracy nieszczęśliwymi „upadłymi kobietami”. Wręcz przeciwnie!

(more…)

Jak z Płatka: Adwokat diabła

Tuesday, November 6th, 2012

Wejdę w rolę adwokata diabła, wezmę stronę Franciszka Longchamps de Bérier

Będę bronić jego racji w sprawie in vitro i antykoncepcji.

Adwokat diabła przeciwstawia argumentom, wydawałoby się oczywistym, inne – też możliwe. Pierwotnie, adwokat diabła był urzędnikiem, który w procesie kanonizacyjnym zbierał argumenty przeciwko świętości kandydata. Urząd wprowadził w 1587 papież Sykstus V, a zniósł Jan Paweł II w 1983, powodując tym masowy wysyp nowych świętych. Wśród nich przeważali mężczyźni, ale znalazła się i Włoszka, która mając wybór, by dokonać aborcji i uratować życie, lub urodzić i umrzeć, zdecydowała urodzić. Wszyscy byli tak bardzo zachwyceni tym, że umarła, iż nie zwrócono zwrócono uwagi na to, że miała ona swobodny, nieprzymuszony, legalnie dostępny wybór. Że dokonała dojrzałej, przemyślanej decyzji. Nie wyszło więc przesłanie, że kobiety mają się poddać ślepej naturze zwanej tam wolą boską. Gdyby dostrzeżono, że w istocie to ona, a nie siła wyższa zdecydowała o życiu i śmierci, to kto wie, czy dołączyłaby do spisu świętych.

Franciszek Longchamps de Bérier głosi, że in vitro szkodzi, a antykoncepcja winna być zakazana. Franciszek Longchamps de Bérier przedstawia się jako ksiądz, profesor. Poglądy na temat zdrowia i praw reprodukcyjnych głosi w koloratce i w habicie jako ksiądz. Profesorski tytuł dodany po przecinku, leci już tylko z rozpędu.

Po co mu więc wytykać prawnika, skoro przemawia osoba wierząca? Wiara i metafizyka mają to do siebie, że bazując na przekonaniu, nie dbają o empiryczne dowody. Przystoją jej więc i argumenty rodem z sufitu. Można serwować slogany, przywoływać źródła rozmyte i zakurzone. Trzeba zrozumieć, że czas w Kościele inaczej płynie. Musi niekiedy minąć 400 lat i więcej, by Kościół przyznał, to, co przeciętna kobieta, wie od razu. Że z tym sprzeciwem wobec Kopernika to była wpadka rodem z ciemnogrodu. Palenie kobiet na stosach i przejmowanie ich dobytku było zbrodnią, choć oczywiście korzystną dla Kościoła, który na tym się wzbogacił. Że inkwizycja, posługując się sadystami w habitach rozpleniła tortury i utrwaliła praktykę brutalnego likwidowania  przeciwników politycznych, z czym do dzisiaj trudno się nam uporać.

My to wiemy od razu, Kościół przyswaja to powoli. Stąd mając ciągoty do rządu dusz, Kościół chwyta za gardło i ciało i sięga po kieszeń. Kto ma myśl swobodną i władzę nad swoim ciałem grozi niezależnością. Wczoraj to były długie listy ksiąg zakazanych, dziś zakaz dla in vitro, i nawet antykoncepcji.

Zazwyczaj Kościół, który chce mieć wszystko i za nic nie odpowiadać, chowa się za urzędników i posłów twierdząc, że na nic nie ma wpływu i w politykę się nie miesza.

Jednak w sprawie in vitro i aborcji wypowiedzieli się najwyżsi rangą, ci co w hierarchii dotarli na szczyty i rzucili jasne i zdecydowane przeciwko.

Jak można więc wymagać, by ksiądz Franciszek Longchamps de Bérier mówił coś innego?! Musi mówić to samo, i głośno, jeśli chce dotrzeć na szczyty kościelnej kariery. W kościele,  jak w armii, słucha się i naśladuje głównodowodzących. Ceni się posłuszeństwo i naśladownictwo. Kościół nie wymaga myślenia, wymaga posłuszeństwa. Ksiądz Franciszek, jest młodym, ambitnym księdzem, chce awansu i jeszcze więcej władzy – więc robi wszystko, aby to osiągnąć. Nie można mu więc zarzucać, że ma niewłaściwe podglądy. On może ich wcale nie posiadać. Jego zadaniem jest wierne kopiowanie i odtwarzanie słów zwierzchników. Gdyby miał poglądy i dał wyraz temu, że myśli, groziłby mu los księdza Bonieckiego, a  tego z pewnością ksiądz Franciszek nie chce.

Pytanie więc powinno brzmieć nie dlaczego ksiądz Franciszek jest przeciwny in vitro i antykoncepcji, ale dlaczego Kościół tak panicznie drży przed in vitro i antykoncepcją?

[Czy profesor  Longchamps de Bérier mógłby na nie odpowiedzieć? Z pewnością tak. Nie brak mu wiedzy i odwagi. A ksiądz Franciszek? Z pewnością nie, obowiązek wiernego posłuszeństwa na to nie pozwala. A szkoda. ]

(more…)

Czemu seks przed ślubem to dobry pomysł

Thursday, September 27th, 2012

W zeszłym miesiącu reporter konserwatywnej Fox News – Stephan Crowder – wziął ślub. Gratuluję mu i życzę szczęścia. Szkoda tylko, że wykorzystał tę, skądinąd na pewno radosną okazję, żeby ponawtykać tym z nas, którzy mają inne pomysły na życie, niż on. Po podróży poślubnej uraczył czytelników i czytelniczki serwisu Fox News historyjką o tym, jak w związku z tym, że czekał z seksem do ślubu, będzie miał lepsze, szczęśliwsze, bardziej znaczące małżeństwo niż ci z nas, którzy nie czekali tak długo.

Jego argumenty to nic nowego, a opowieść osnuta jest wokół spotkania z innymi nowożeńcami na śniadaniu w hotelu (drugiego pana młodego bolała głowa, co dla dziennikarza było świetnym punktem wyjściowym do dekonstrukcji hedonizmu i bezwartościowości życia ”dzisiejszej młodzieży”). Przez cały felieton pan Crowder podkreśla, jak ważne było to, że pierwszy raz uprawiał seks z żoną, że teraz już nic nie będzie takie same, a jego życie seksualne jest dużo lepsze niż u ludzi, którzy uprawiali seks przed ślubem (albo – uchroń siło wyższa – mieli więcej niż jedną/jednego partnera/partnerkę).

Przykro mi panie Crowder, ale ktoś w końcu powinien panu powiedzieć, że w małżeństwie chodzi o więcej, niż tylko seks… Tak, seks jest ważny, jest świetną rozrywką i przemiłym sposobem na spędzanie wolnego czasu (przy pełnej zgodzie wszystkich uczestniczących). Niemniej, seks naprawdę nie powinien być głównym powodem, dla którego wzięło się ślub. Dziwi więc, że wszystkie pana przemyślenia wokół ślubu można zawrzeć w stwierdzeniu “olaboga, mam super seks, bo go nie uprawiałam dopóki nie założyłem obrączki!”.

Co więcej, jest mnóstwo argumentów za tym, żeby uprawiać seks przed ślubem. Badania pokazują, że małżeństwa, w których partnerzy wyznają bardziej progresywne (wręcz – a fe! – feministyczne) poglądy, i nie czekają z seksem do ślubu, są szczęśliwsze. Tak naprawdę to dość logiczne. Związki, w których ludzie czują się mniej wtłoczeni w role, które wyznaczyło społeczeństwo, a które przecież niekoniecznie wszystkim pasują, mają większe szanse na przetrwanie. Jeśli możesz być sobą, łatwiej będzie ci wytrzymać z kimś choćby i pół wieku.

Jest też inny – czysto seksualny – pozytywny aspekt uprawiana seksu przed ślubem. Chcemy czy nie, seks to ważny aspekt życia większości ludzi. Jeśli człowiek z którym mamy spędzić resztę życia (albo przynajmniej tak oświadczyliśmy przed rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami i dostaliśmy w nagrodę pięć tosterów i szesnaście zestawów okropnej pościeli) ma zupełnie inny temperament niż my, to trochę jesteśmy w kropce. W kropce przez resztę życia, albo do rozwodu…

(more…)