bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Seks’ Category

Jak z Płatka: Bóg zdegradowany czyli o władzy lekarza nad kobietą!

Friday, June 13th, 2014

Dostałam, po audycji, w której mówiłam o deklaracji wiary lekarzy, list od lekarza.

Obowiązkiem lekarza jest leczyć – pacjent po wizycie powinien być coraz zdrowszy. Powyższe zdanie w zasadzie definiuje rolę lekarza i w tej sytuacji jak prawnie interpretować wizytę osiemnastolatki po środki atykoncepcyjne? Zaznaczam, nie ma “zdrowych”, każdy jest gwałtem na zdrowiu organizmu. Jak definiować zakładanie spiralki skoro jej celem jest “udzielanie informacji zarodkowi, że to nie jest przyjazne środowisko i nie ma w nim szans na rozwój” a nie poprawianie zdrowia pacjentce? Jak interpretować funkcję leczenia podając pacjentce chemię – środki wczesnoporonne, blokujące rozwój płodu, w sytuacji gdy  lekarz widzi iż zdrowym dla pacjentki byłoby urodzić dziecko? Trochę z innej strony: skoro “lekarstwo” wymaga recepty lekarskiej to lekarz ma prawo podjąć decyzję samodzielnie czy ją wypisać i nikt nie może stanowić inaczej, nawet prawnicy. Temat można ciekawie rozwinąć, na kilka rozpraw naukowych dla prawników. Nie będę się rozpisywał bo i tak boję się, że nie zechce  się Pani przeczytać do końca.

Podkreślam, że cenię Pani wiedzę i doświadczenie, a dowodem jest, że chciało mi się poświęcić kilka minut na ten list. Pozdrawiam!

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

List cytuje in extenso, wycięłam tylko nazwisko. Ne wiem czy Pan doktor zadawał pytania retoryczne, czy pytał naprawdę. Byłam zdumiona czytając. Za list dziękuję.  Demonstruje perwersyjny sposób myślenia, nie wiem czy nieświadomie. Pan doktor powiedział, że to on, a nie zainteresowana kobieta ma władzę decydowania o tym kiedy kobieta urodzi. Bóg, a nawet zdrowie są tylko pretekstem, rzecz dotyczy władzy nad rozrodczością kobiet!

Zgodnie z prawem, w demokratycznym państwie prawa to nie lekarz podejmuje decyzję o tym, czy kobieta ma urodzić dziecko, ale sama zainteresowana. To nie lekarz decyduje o tym, co jest dobre dla pacjentki w sprawach jej rozrodu, ale sama kobieta. Wiedza medyczna nie równa się do władzy nad życiem, zdrowiem, rozrodczością kobiety. Ma jej służyć, a nie służyć do jej zniewalania. To nie lekarz, ale sama kobieta jest uprawniona do decydowania o sobie, swoim ciele, swoim życiu.

Środki przeciwdziałające zapłodnieniu nie są środkami poronnymi. O rozrodczości kobiety decyduje kobieta, której to dotyczy, nie lekarz. Lekarz, który tak mówi i myśli daje świadectwo nie tylko ogromnej pychy, ale i pogardy dla kobiety. Sprowadza ją do rzeczy, do „podręcznej”,  do  czegoś nad czym ma niepodzielną władzę i może nakazywać, co i kiedy ma robić, włącznie z zachodzeniem w ciąże i rodzeniem dzieci.

Zdrowie, jak wiadomo z definicji WHO, nie ogranicza się do braku konkretnej choroby, ale do dobrostanu fizycznego i psychicznego, włącznie ze swobodą decyzji w prawach reprodukcyjnych. Lekarz ma tu służyć, nie dyktować.

To lekarz jest dla pacjentki, nie pacjentka dla lekarza.

To, że środki antykoncepcyjne IV generacji są w Polsce na receptę, i że przepisuje je ginekolog, a nie jeśli już, lekarz ogólny, to wynik układu sił i braku społecznej edukacji zdrowotnej, a nie potrzeby.

Podobnie jak wynikiem układu innych sił jest zalew chemii w postaci powszechnie dostępnych preparatów przeciwbólowych. Antykoncepcja IV generacji nie jest szkodliwa, a z pewnością nie bardziej niż napakowane chemią środki przeciwbólowe sprzedawane bez recepty.

Tyle, że antykoncepcja daje władzę kobiecie do decydowania o sobie, o swojej rozrodczości  – i o to tu chodzi!

Pacjentka, która przychodzi po środki antykoncepcyjne korzysta z ustalonej procedury, by zadbać o siebie i o sobie zdecydować. Nie jest chora, jest autonomiczna, korzysta z przysługujących jej praw. Żeby wyszła nadal zdrowa, jak Pan doktor sobie życzy, należy spełnić jej życzenie bez prawienia morałów, bez pogarszania jej zdrowia psychicznego, bez pokazywania kto tu rządzi, kto ma władzę. Ma dostać środki stosowne, najnowszej generacji, pozostawiające jej decyzje czy, kiedy, z kim i ile razy zdecyduje się na prokreację.  Pan doktor z listu do mnie nie powołał się na Boga, ale też go wyprosił i zajął jego miejsce, jak ci od deklaracji wiary.

Tamci powiedzieli, że wiedzą lepiej. Przydali sobie prawo, by mówić czego chce Bóg. Podszyli się pod Boga. Pod pretekstem służenia Bogu, odprawili go, sami zajmując jego miejsce. Bogiem zasłaniając rozbuchaną żądzę władzy o decydowaniu o kobiecie i jej rozrodczości nie zauważyli, że zgodnie ze swoją religią bluźnią i degradują Boga. Przydali sobie moc większą niż ta, którą chciał dla siebie judeochrześcijański Bóg.

Bóg dał ludziom wolną wolę, oni ją kobietom odebrali.

Popełniają więc błąd ci, którzy proponują, by lekarze, którym sumienie nakazuje łamać obowiązujące prawo odeszli i zajęli się inną dziedziną. Popełniają grzech naiwności. Nie odejdą. Mają to, czego są żądni; władzy nad życiem i zdrowiem zależnych od nich kobiet. Podpisujący deklarację i myślący tak, jak lekarz z listu do mnie, przyznali sobie moc i rozkosz selekcjonowania, wybierania, uzależniania, decydowania o życiu i losie zdanych na ich łaskę także wtedy, gdy jest zgwałcona, z ciążą dotkniętą bezmózgowiem, i gdy sama cierpi na skręt jelit i jest chora. Mieliby z tego zrezygnować?!

Seksem o genderze

Monday, March 3rd, 2014

Od jakiegoś czas prowadzę szkolenia z genderu w służbach mundurowych (co samo w sobie jest bardzo ciekawym doświadczeniem i zasługuje na własny post któregoś dnia). Na początku byłam pewna obaw wobec wkraczania w niesamowicie zhierarchizowane struktury, zdominowane w gigantycznej większości przez mężczyzn i opowiadania o zjawisku o którym z mediów mogli się dowiedzieć jest zachęcaniem do masturbacji 4-latków… Okazało się jednak, że moja publiczność jest bardzo otwarta na to co mam do powiedzenia. Po któryś zajęciach podszedł do mnie bardzo wysoką rangą oficer i powiedział “Pani doktor, muszę powiedzieć, że byłem bardzo sceptyczny wobec pani przyjazdu ale teraz mam tylko jeden problem – nie mam jak się z panią nie zgodzić”. Mam swoją metodę na mówienie o genderze – nie mówię o równości, prawach człowieka ani nawet nie teoretyzuje o stereotypach. Mówię o biologii, o seksie i o rodzicielstwie – sferach gdzie świetnie wychodzą różnice między tym co biologiczne a tym co kulturowe. Słowem – sex and gender. Szczególnie prawdę mówiąc seks. I nawet nie chodzi o to, że mam wrażenie, że mój wykład to często pierwszy raz kiedy duża część mojej widowni słyszy słowa pokroju “łecztaczka” i “srom” powiedziane na głos. Raczej mogę mieć swój udział w tym, że zaczynają krytycznie podchodzić do stereotypów o seksie, które często łykamy bezrefleksyjnie – na przykład co i czemu wolno mężczyznom a co nie uchodzi kobietom. Najbardziej oczywistym dla mnie jest ten najbliżej powiązany z biologią – posiadaczki łechtaczki (jedynego narządu znanego nauce, który służy TYLKO I WYŁĄCZNIE kobiecej przyjemności seksualnej) mają jakoby woleć się przytulać i tylko mężczyznom zawsze chodzi o seks (co ich niesamowicie spłyca i również jest obraźliwe!). Ale jest tego więcej:

Image by  je@n @ flickr

Image by je@n @ flickr

Ona jest łatwa, on jest Don Juanem. Dla części facetów seks to powód do dumy – koledzy opowiadają sobie ile ‘lasek zaliczyli’, przy czym im więcej, tym lepiej. Jeśli jemu udało się uwieść kobietę i wyjść rano bez poproszenia o numer telefonu, koledzy przyklasną mu i pogratulują osiągnięcia. Z kolei jeśli podobnie zachowa się kobieta jej koleżanki i koledzy będą załamywać ręce nad tym ‘jak się dała’ i  pytać czy ‘ona się w ogóle szanuje’? Jemu wolno chcieć po prostu uprawiać seks dla przyjemności, a jeśli ona tego spróbuje, jest ‘puszczalska’ albo i gorzej.  Nieodmiennie po moich pytaniach: “jak się mówi na kobietę, która uprawia dużo seksu” i zaraz potem “jak się mówi na mężczyznę, które uprawia dużo seksu” przez salę przechodzi pomruk oburzenia. Rzeczywiście – kolega, który prześpi się ze wszystkimi dziewczynami w biurze jest zupełnie inaczej oceniany niż owe dziewczyny… Seks powinien być bezpieczny i za obopólną zgodą – ale poza tym powinniśmy naprawdę mniej czasu spędzić oceniające cudze życie seksualne i może skupić się w tym czasie na swoim – wydaje mi się, że świat z miejsca stałby się lepszym miejscem!

Grzeczne dziewczyny nie uprawiają seksu, grzeczni chłopcy są… grzeczni. Jak to jest, że aktywność seksualna kobiet ma być wyznacznikiem  moralności? Grzeczne kobietki słodko się uśmiechają, nie noszą głębokich dekoltów (i od wieczne pytanie – od kiedy dekolt jest za głęboki i jaka musi być spódniczka, żebym nie była ani cnotką ani dziwką?), nie spotykają się z wieloma chłopcami i nie uprawiają seksu. Grzeczni faceci puszczają nas przodem w drzwiach, pomagają staruszkom na przejściu i dzwonią do rodziców co najmniej raz w tygodniu. Dlaczego  w wypadku kobiet aktywność seksualna ma się przekładać na postawę moralną – seks w sam w sobie nie ma przecież wartości moralnej. Dlaczego nasza aktywność seksualna jest czymś, co daje innym prawo do oceniania nas i ferowaniu wyroków o naszym ‘prowadzeniu się’ i stopniu ‘upadłości moralnej’, kiedy nikomu by nie przyszło do głowy tak samo oceniać facetów? Postawmy sprawę jasno: seks powinien być przyjemnością, a nie podstawą do moralnej oceny. Nie ma co krygować siebie i zamartwiać się „co ludzie powiedzą”, bo problem tak naprawdę leży w tym, że w ogóle ich to interesuje i czują, że można kobiety na tej podstawie oceniać, a nie z nami!

On jest kawalerem, ona starą panną. George Clooney jest mniej więcej co dwa lata obwoływany najprzystojniejszym mężczyzną na świecie i jego status zdeterminowanego kawalera  tylko dodaje mu seksapilu. A Cameron Diaz albo Jennifer Aniston? Tabloidy nie mogą przestać się rozpisywać o tym, kiedy one wreszcie znajdą męża i czy nie wiedzą, że ich najlepsze lata są już za nimi? Jak to jest, ze mężczyźni bez żon mogą mieć  60 lat i być seksowni i pożądani, a kobieta bez męża po 40 to porażka życiowa? Nie ma co się oszukiwać – kawaler brzmi nieporównywalnie lepiej niż stara panna i taka też jest percepcja społeczna. Nikt nie myśli, że część tych kobiet ceni sobie swoją niezależność i karierę – tak jak i mężczyźni, którzy nie chcą wiązać się na stałe. Przecież życiową ambicją i celem kobiety powinien być mąż i dzieci, więc co z tego, że może jest szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego albo wielką gwiazdą Hollywood – jak nie ma męża, to ma problem.

Słownik polsko-polski. Część pierwsza.

Friday, August 9th, 2013

Świat jaki jest każdy widzi. Ale już nie każdy wie.

Dlaczego? Bo żeby wiedzieć, to trzeba już mówić. A język jest jaki jest i potrafi świat zmienić tak, że są wśród nas ludzie, których nigdy, nic nie przekona, że czarne to czarne a białe to białe.

Nie można jednak tracić nadziei i trzeba walczyć. Nie, nie o dusze ale o ich umysły.

754px-Latin_dictionary

A więc ruszajmy na potyczkę, na ubite pole. Miejsce, feministka.org zobowiązuje. Niech to będą reprodukcyjne prawa kobiet.

Ludzie, którzy pobłądzili we współczesnym świecie i nie rozumieją co się dzieje wokół nich, krzyczą, że oto są otoczeni przez cywilizacją śmierci i trzeba walczyć o cywilizację życia. Głównym problemem w ich świecie to aborcja i los dzieci nienarodzonych. Los narodzonych, to czy i jak żyją nie budzi w nich już takiego zainteresowania. Czy są oni źli i okrutni dla innych? Nie, to niemożliwe! Przyczyna musi być inna. Oni po prostu nie wiedzą jaki ten świat naprawdę jest!

Kierując się miłości bliźniego – niezależnie od  płci i światopoglądu – pomóżmy im zrozumieć jaki świat jest naprawdę. Zacznijmy odkłamywać ten świat.

Zwolennicy i zwolenniczki fizycznej eksterminacji kobiet opanowali dyskurs społeczny i narzucili nam jednowymiarowy świat, w którym decyzje i procedury prokreacyjne są jedynym fundamentem świata wartości. O tym jak ten świat wypaczyli może świadczyć to, że zwolennicy tak zwanej cywilizacji życia propagują fizyczną eksterminację kobiet, odmawiają kobietom prawa do decyzji prokreacyjnych i opowiadają się za delegalizacją procedur prokreacyjnych! Za swojego głównego wroga mają oni zaś zwolenników psychofizycznego dobrostanu kobiet, którzy rozumiejąc i akceptując to, iż kobieta to także – chociaż nie tylko – matka, która, ma prawo do decydowania o tym kiedy i z kim będzie miała dzieci.

Zacznijmy więc mówić o świecie używając terminów jasnych zrozumiałych i intuicyjnych i unikajmy mętnych i kłamliwych. Jak te poniżej.

Skrócony słownik poprawnej polszczyzny

Cywilizacja śmierci – termin fałszywie opisujący świat, w którym między innymi dobrowolne procedury medyczne ratujące życie uznawane są za zabijające duszę. Posługujący się tym terminem częste negatywne przyczyny jakiegoś zjawiska uznają za skutki.

Używający tego terminu, z powodu błędów w rozumowaniu, definiowaniu pojęć bądź silnej indoktrynacji jakąś ideologią afirmującą wykluczanie, potępiają i odrzucają tych wszystkich którzy nie wyznają bezkrytycznie ich ideologii.

Zamiennik – Cywilizacja promująca dobrostan kobiet

Cywilizacja życia – termin promujący wewnętrznie niespójny obraz świata w którym kobiety pozbawione są prawa do podejmowania decyzji o tym czy mogą mieć dzieci, co uważane jest za coś wartościowego.

Osoby posługujące się tym pojęciem, nie rozumieją jego znaczenia i nadużywają innych pojęć używając ich niezgodnie z regułami logiki i języka.

Używający tego terminu akceptują i uważają za wartościowe: śmierć kobiet w czasie ciąży, porodu lub połogu, wykluczenie i biedę ekonomiczną oraz ubóstwo i marginalizacją ekonomiczną i społeczną sierot, niepełne rodziny oraz wdowieństwa i samotności milionów mężów i partnerów kobiet.

Towarzyszący temu pojęciu chaos terminologiczny oraz bardzo silne zaangażowanie emocjonalne osób używających tego terminu wykluczają krytyczne i analityczne myślenie u jego użytkowników i utrudniają, a nawet uniemożliwiają racjonalną dyskusję z osobami posługującymi się tym terminem.

Zamiennik – Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet.

Decyzja prokreacyjna – decyzja o tym kiedy, z kim  i z pomocą jakich procedur – naturalnych lub medycznych – będzie miało się dzieci. Decyzję tę podejmują rodzice.

Używać zamiast – decyzja o aborcji.

Procedura prokreacyjna – działania podejmowane: przed stosunkiem seksualnym, w jego trakcie, lub zamiast skutkujące tym, że dojdzie lub nie do ciąży i urodzenia dziecka.

Do procedur prokreacyjny zalicza się: używanie środków antykoncepcyjnych (także nieskuteczne), zabieg przerwania ciąży, jak i procedury medyczne mające spowodować ciąże,  w tym zabieg in vitro.

Używać zamiast – aborcja.

Zwolennicy fizycznej eksterminacji kobiet – osoby, które ze względów doktrynalnych, ideologicznych bądź z braku jakiejkolwiek refleksji odmawiają kobietom prawa do świadomego i rzeczywistego dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne.

Pozbawiając one na przykład kobiety możliwości podejmowania decyzji o tym czy, kiedy i z kim będą miały dzieci. Narażają oni przez to kobiety na śmierć lub kalectwo bądź choroby, w tym zaburzenia oraz choroby psychiczne i depresje.

Powodują one, bądź co najmniej przyczyniają się, świadomie lub nie, do śmierci i kalectwa milionów kobiet na całym świcie oraz do nieszczęścia i rozpaczy, które przeżywają miliony sierot i półsierot oraz wdowców, którzy są pośrednimi ofiarami takich decyzji. Dopuszczają się oni często kłamstw i bez wyrzutów sumienia akceptują miliony ofiar śmiertelnych w imię jakiejś szalonej ideologii niesienia śmierci i kalectwa, czasami pod płaszczykiem miłości bliźniego i szacunku dla jakichś wartości bądź dogmatów religijnych.

Ich ofiary płacące życiem i zdrowiem tylko za to, że są kobietami.

Używać zamiast – cywilizacja życia.

Zwolennicy dobrostanu kobiet – osoby, które kierując się poszanowaniem wartości, takich jak: afirmacja życia i jego dobrej jakości, szacunek dla religii, oraz godności jednostki, akceptują prawo kobiet do zdrowia psychicznego i fizycznego.

Istotnym elementem zdrowia kobiety jest możliwość podejmowania decyzja z kim i kiedy ma się dzieci.

Używać zamiast – cywilizacja śmierci.

Co ten słowniczek zmienia?

Proszę sprawdzić:

Aborcja to zbrodnia Procedura prokreacyjna to zbrodnia
Cywilizacja śmierci propaguje aborcję Cywilizacja promująca dobrostan kobiet propaguje procedury prokreacyjne
Cywilizacja życia zwalcza aborcję Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet zwalcza procedury prokreacyjne

No i jak, ma sens?

Ma!

Widać kto kłamie a kto nie?

Widać!

Wszystkim chętnym proponuje poćwiczyć. Także w przestrzeni publicznej.

POWODZENIA

Prostytutki czy zdjęcia penisa? Oto jest pytanie.

Wednesday, July 31st, 2013

To pytanie zadają sobie teraz Nowojorczycy – a konkretnie, które z tytułowych „moralnych wykroczeń” bardziej kogoś dyskwalifikuje z bycia politykiem. Ale zacznijmy od początku.  W 2010 Anthony Weiner, miał – jakby się mogło wydawać – wszystko. Był kongresmenem, miał świetną żonę (z własną bardzo udaną karierą jako współpracowniczka Hilary Clinton). Ale czegoś mu najwyraźniej brakowało – jak się okazało tym czymś była widownia dla zdjęć jego penisa, które cykał telefonem i rozsyłał kobietom na Twitterze. Kiedy pierwsze zdjęcie wyciekło, Weiner wpierw zaprzeczał, a potem powiedział, że ktoś mu się włamał na konto. Nie minęło jednak wiele czasu nim wyszło na jaw, że najzwyczajniej w świecie kłamał i rozsyłał te zdjęcia zupełnie świadomie.

Oficjalny portret Anthony'ego Weinera

Oficjalny portret Anthony’ego Weinera

Gdyby te kobiety wyraziły zgodę na taką korespondencję, a Weiner nie byłby kongresmanem, to byłaby to sprawa, którą powinien roztrząsać tylko i wyłącznie ze swoją małżonką. Tak się złożyło jednak, że był bardzo publiczną personą (o nazwisku Weiner – w wolnym tłumaczeniu parówka, albo kolokwialne słowo na penisa). I to w kraju, który został ustanowiony przez purytan, którzy musieli uciekać z Europy, bo ich religijne wspólnoty nie mogły znieść stopnia ich religijności i, tak, zgadza się, purytaństwa (w tym seksualnego).

Coś co u Francuzów wywołałoby pewnie pobłażliwy uśmieszek, w Ameryce było zatem powodem dla którego pan Weiner musiał ustąpić z Kongresu i na jakiś czas zniknął z pola widzenia opinii publicznej. Kiedy jednak w zeszłym roku dał wywiad i sesję zdjęciową z żoną i maleńkim synkiem dla People Magazine szumnie ogłaszając „jestem zmienionym człowiekiem”, komentatorzy mówili, że zapewne szykuje się do powrotu. I wrócił – jako kandydat na burmistrza Nowego Jorku!

Szybko się okazało, że wróciły też jego tendencje do wysyłania zdjęć swoich narządów rozrodczych do kobiet ,których nigdy na oczy nie widział. Tym razem już bez bokserek… –  to wszystko po tym, jak ustąpił z Kongresu (w przemówieniu, które wówczas wygłosił, poza przeprosinami były też oczywiście deklaracje, że już nigdy więcej tak nie postąpi) i tym, jak oznajmił całemu światu, że jest zmienionym mężczyzną! Co więcej, tym razem rozsyłał zdjęcia w pakiecie z deklaracjami, że kupi domek na wsi dla siebie i adresatki na wypadek, gdyby mu się żona znudziła. Ta sama żona, która obydwie (już) konferencje prasowe w sprawie niesławnych zdjęć stała twardo u jego boku. Może mają układ, który na to pozwala (internetowo otwarte małżeństwo?) może ją po prostu oszukuje i okłamuje (prawdę mówiąc osobiście się bardziej ku tej wersji przychylam). Pominąwszy jednak szczegóły relacji między małżonkami Abedin-Weiner, jedno jest jasne. On musi być nieodpowiedzialny i głupi żeby myśleć, że może bezkarnie wysyłać zdjęcia swoich genitaliów obcym kobietom przez Internet. To było głupie za pierwszym razem i jeszcze głupsze kiedy znowu tego spróbował. Zdaje się, że to samo pomyślał szef kampanii wyborczej Weinera, który ustąpił w ten weekend ze swojego stanowiska. Ewidentnie co najmniej jedna dobrze poinformowana osoba już kompletnie przestała w niego wierzyć.

I żeby Nowojorczykom nie brakowało ciekawych kandydatów, jest jeszcze Eliot Spitzer, który startuje w wyborach na stanowego kontrolera (duża część posad samorządowych i legislacyjnych jest w USA wybieralna w wyborach bezpośrednich). Były prokurator stanowy Nowego Jorku, skądinąd bardzo zasłużony w walce z przestępczością na Wall Street. Problem w tym, że duże pieniądze, które uczciwie zarobił na ściganiu przestępców w (bardzo drogich) białych kołnierzykach wydawał na luksusowe usługi seksualne. I kolejny pan musiał ustąpić bo nie pomyślał, że ludzie na świeczniku naprawdę powinni 100 razy pomyśleć nim staną się regularnymi klientami ekskluzywnego domu uciech, a generalnie nim władują się genitaliami nie tam gdzie trzeba.

Kiedyś obaj panowie nie mieliby szans. W ogóle nie przyszłoby im do głowy znowu startować. Ale czasy się zmieniają i jeszcze w zeszłym tygodniu obaj przodowali w rankingach. Ewidentnie w dzisiejszych czasach powszechnej celebrytyzacji, w których dzielenie się tajemnicami alkowy jest przepustką do sławy, a seks dawno już przestał być tematem tabu (przynajmniej pozornie), takie skandale uchodzą za pieprzne historyjki sezonu ogórkowego, a nie niezmywalne plamy na życiorysie.

Oczywiście, żaden z nich nikogo nie zabił ani nie okradł. Jak ich małżonki się ustosunkowują do ich poczynań powinno być rozstrzygane w ich małżeństwie. Naprawdę przeraża mnie to, że ci faceci nie pomyśleli, że przecież na pewno ktoś ich w końcu przyłapie i wtedy wszystko na co pracowali będzie można spuścić w toalecie, w której powinni byli się zamknąć zamiast korzystać z usług prostytutek i wysyłać zdjęcia swojego penisa (tak więc w wypadku Weinera toaleta by musiała być w miejscu bez zasięgu…). Jeśli ktoś nie m na tyle pomyślunku to w mojej skromnej opinii powinien trzymać się z dala od poważnych rządów.

Czy (przyszła) dyrektorka CIA może czytać erotykę?!

Friday, June 14th, 2013

W Ameryce kolejny skandal. Nie, tym razem nie chodzi o państwo, które podsłuchuje i podgląda obywateli na każdym kroku i ma specjalny algorytm (z 51% skutecznością!) na odróżnienie obywateli od nieobywateli, żeby przypadkiem nie łamać prawa. To coś jeszcze poważniejszego.

2314224121_5ef03101e9

Flickr, fot. STML

Nowa wice-dyrektora CIA, Avril Haines, miała kiedyś księgarnię i… w tej księgarni, 20 lat temu, urządzała wieczorki, na których czytała na głos powieści erotyczne! Żonaci mężczyźni polityce mogą uprawiać seks oralny ze stażystkami w pracy i pozostawać wielce szanowanymi prezydentami i byłymi prezydentami. Kobieta, jak się okazuje, nie powinna za to wykazywać absolutnie żadnej – werbalnej czy nie – aktywności seksualnej. To już jest nowy poziom ponad wieczne ocenianie strojów polityczek i żon polityków. Tutaj wypomina się kobiecie zarządzającej jedną z najważniejszych organizacji wywiadowczych na świecie, że czytała 20 lat temu na głoś dzieła literackie, w których były opisane stosunki seksualne. Nie złamała żadnego prawa ani nawet przysięgi małżeńskiej, nie nadużyła władzy i nie postawiła nikogo w niezręcznej sytuacji. Wieczorki nazywały się „erotica nights” i za wstęp na nie się płaciło, więc kończyli tam tylko ci, którzy naprawdę chcieli. No i jeszcze raz – to było 20 lat temu!

Dwie rzeczy w tym „skandalu” są symptomatyczne – po pierwsze, wedle opinii publicznej kobiety nie powinny mieć NIC otwarcie wspólnego z seksem (dzieci z małżeństwa są jednym dopuszczalnym dowodem na to, że kobieta jest aktywna seksualnie), co oczywiście nie zdejmuje z nich wiecznego obowiązku wyglądania „ładnie” ale nie „zdzirowato” – czyli bycia „przyzwoicie ponętnym” obiektem seksualnym dla heteroseksualnych mężczyzn. Seks ma być ukoronowaniem uwodzenia przez mężczyznę, a nie czymś czego kobiety same wyszukują, okazują zainteresowanie i o czym czytają na głos! A po drugie społeczeństwo, szczególnie amerykańskie, ma niesamowicie niezdrowy stosunek do seksu – z jednej strony jest on wszędzie, jest jednym z najczęściej wyszukiwanych słów w Internecie, a z drugiej strony nie wypada o nim mówić, pisać, uczyć, a teraz, jak się okazuje – nawet czytać na głos. Jeśli to, że przyszła wicedyrektorka CIA czytała ksiązki, jest skandalem w związku z tym, że tam są OPISY stosunków to czas przysiąść i zastanowić się, jak to jest, że czytanie chętnej widowni o czymś co większość z nas robi, ogląda, i czym się sprzedaje wszystko od samochodów po wycieraczki jest raptem powodem do skandalu. Bo naprawdę nie powinno być i mam nadzieję, że tyle jest jasne…

Jak z Płatka: Kaziu…zakochaj się. W związku z „Masculinum”

Monday, March 25th, 2013

Lubię polskie kino. Po latach chudych przyszedł na nie, ewidentnie dobry czas. Dowody? Proszę bardzo. Wystarczy chociażby wspomnieć „Wesele”, „Dom zły”, „Mój rower”, „W ciemności”,„Pokłosie”, „Róża”, czy teraz – „Drogówka”.

570px-Maid_cleaning

Tyle, że po „Drogówce” naprawdę odchodzi ochota na jakikolwiek kontakt z policją. Oni tam mają tyle kłopotów sami z sobą, że najlepsze co człowiek może, to im nie dokładać własnych. Czy lubię polski cyrk? Nie wiem, ale wiem, że po przeczytaniu wywiadu Tomasza Kwaśniewskiego z Jackiem Masłowskim w 11 numerze „Newsweeka” z marca 2013, na temat „Masculinum”, wiem, że im – psychoterapeutom z „Masculinum”, podobnie jak policji, nie należy przeszkadzać ze swoimi problemami, bo mają dość własnych.

Panowie z „Masculinum” nie dają sobie z sobą rady. Słuchając ich człowiek czuje się jak gość z obrazka Mleczki, któremu ten drugi, też beznadziejnie rozwalony obok na kanapie mówi: „Ty masz depresję? Twoja depresja przy mojej depresji, to żadna depresja”.

Tam to dopiero jest cyrk! Bezradni do bólu. I do bólu z kompleksami z kobietą w tle. Nic dziwnego, że ironizując „Masculinum” przerobiono na  „Mizoginium”, bo aż się ta niechęć do kobiet z nich ulewa. Nie potrafią przy tym dostrzec, ze sami są sobie winni. Niedorosły zawsze przyczynę własnych  nieszczęść upatruje w innych. Więc i tu winne są one: mamusie, żony, kochanki i teściowe.

I pewnie nawet kosztowna wizyta na kozetce u takiego specjalisty nie musi być bez sensu, skoro człowiek podbuduje się słysząc, że psychoterapeuta, ten to dopiero ma przechlapane! Jednak satysfakcja z tego średnia, bo realnie to portfel został rozwiązany, a problem z którym zastukaliśmy do psychoterapeuty, nie.

Mogłabym z nową porą przeczekać męskie psioczenie na kobiety. Tyle, że, choć w kalendarzu od tygodnia już wiosna, za oknem znów panoszy się śnieg. Leci tego nieprzyzwoicie dużo na łeb i na szyję (zwłaszcza, gdy się jest w Kijowie!). W przyrodzie widać niekoniecznie jest jak w kalendarzu. Czy to oznacza, że nie stać mnie na dobrą nowinę i wyjście z impasu „Masculinum”? Stać mnie.

Przepraszam, będę szczera. Pan Jacek Masłowski wypada w swych wypowiedziach na kuriozalnie nielogicznego. I…co z trudem przechodzi mi przez gardło, bo jednak wolę mówić o ludziach miłe rzeczy, …wypada naburmuszenie i fochowato.

Te wszystkie lęki wieku średniego, przerażenie, że jest niekoniecznie w relacji, o której marzył, że gdy mężczyźnie odwala to kupuje sobie nową brykę, lub nowy młodszy model seksualnego partnera/partnerki, czy coś w tym rodzaju i że wszystkiemu winne te matki, które wychowują chłopców w domach matek z nieobecnym ojcem i z tego chłopcy/mężczyźni nie widzą jak ojcowie zagospodarowują swoją przestrzeń w domu….i tak dalej potoczyste blebleble…

Przecież przestrzeń zagospodarowuje się poprzez obecność, i poprzez nieobecność. Nieobecność jest też formą zagospodarowania obecności. Nieobecnej obecności. Wzorce obecności i nieobecności niekoniecznie nadają się do powielania, a Pan Masłowski głosząc niepowielanie – jednak powiela utarte, zdarte, tchnące stęchlizną wzory zardzewiałego protekcjonalnego patriarchatu, który równo szkodzi wszystkim, włącznie z Panem Masłowskim.

(more…)

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Najskuteczniejsza i najbezpieczniejsza nowa metoda anytkoncepcyjna jest dla mężczyzn!

Wednesday, January 23rd, 2013

Antykoncepcja to sprawa kobiet. Jeśli ona zajdzie w ciążę to jej wina – nie szanowała się, nie trzymała nóg razem, trzeba było bardziej uważać. Prawda, że oprócz prezerwatywy i (generalnie nielegalnej w Polsce) wazektomii (podcięcia nasieniowodów) polscy mężczyźni mają raczej niewielki dostęp do antykoncepcji. Większość metod wymaga by to kobieta poszła do lekarza, coś łykała, coś sobie nakleiła bądź wstrzyknęła.

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

Po części wynika to z biologii. Istotą męskiej płodności jest jej brak cykliczności – teoretycznie, mężczyzna ze zdrowymi plemnikami i bez problemów z erekcją może codziennie (a nawet kilka razy dziennie) cały bity rok zapładniać kobiety. Jak tu więc wynaleźć coś co jest nieszkodliwe, nie zmniejsza popędu płciowego (testosteron, regulujący dojrzewanie plemników, jest też sławetnie odpowiedzialny za popęd płciowy) i nie powoduje trwałych uszkodzeń?

Od lat trwają poszukiwania skutecznej męskiej antykoncepcji, ale jak na razie nic naprawdę ciekawego nie pokazało się na horyzoncie. To jest, nic naprawdę ciekawego, co byłoby na tyle drogie, bądź wymagające częstego używania, żeby przyniosło satysfakcjonujący przychód firmom farmaceutycznym i w związku z czym byłoby nagłaśniane…

Jak się jednak niedawno dowiedziałam, najskuteczniejsza, najbezpieczniejsza metoda antykoncepcyjna nad którą się obecnie pracuje jest właśnie dla mężczyzn. Na razie ma 100% efektywności i właściwie żadnych skutków ubocznych. Jej główna zaleta z punktu widzenia klientów jest główną wadą z punktu widzenia producentów – jedna dawka kosztuje mniej niż US$1 a starcza nawet na 10 lat! Naprawdę! Ani trochę nie żartuje.

(more…)

Zapraszam na wykład!

Tuesday, January 8th, 2013

Serdecznie wszystkich Państwa zapraszam w czwartek (10 stycznia) o 18 do Pałacu Staszica gdzie będę dawać p.t. “Aniołki Leakey’ego i naczelne – seks, i zmieniająca się definicja człowieka”.

 

wyklad

Pytania o to, skąd wziął się człowiek i czym różni się on od zwierząt fascynowały ludzkość od dawna. By na nie odpowiedzieć, Louis Leakey – naukowiec, współpracownik MI6 i paleoantropolog – jako jeden z pierwszych badał skamieniałe pozostałości wczesnych hominidów. Ale szybko zoorientował się, że kości to za mało i by zrozumieć początki człowieka, trzeba przyjrzeć się też zachowaniom żywych zwierząt, naszych najbliższych krewnych – naczelnych. Wybrał do tego zadania trzy młode, z pozoru zupełnie do tego niewykwalifikowane, kobiety – Jane Goodall,  Dian Fossey i Birute Galdikas. Każda, właściwie sama, wyruszyła w inną puszczę w odległym zakątku świata. Wszystkie odkryły fascynujące szczegóły życia seksualnego, rodzinnego i politycznego badanych zwierząt – odpowiednio szympansów, goryli i orangutanów. Wyniki ich badań po dziś dzień szkoują, inspirują i pobudzają, pokazując jak naprawdę mało nas różni od naszych najbliższych krewnych. Te trzy niezwykłe kobiety zmieniły historię nauki, definicję człowieczeństwa i to, jak postrzegamy swoje miejsce w świecie zwierząt.

Z kolei “Animalia” to cykl wykładów, który ma za zadanie przedstawić w wielu aspektach i w różnych dyscyplinach złożone stosunki między ludźmi a zwierzętami, przyczyniając się jednocześnie do przemyślenia postaw ludzi wobec zwierząt, które do tej pory były relacjami władzy i dominacji. Ten hierarchiczny układ odpowiedzialny – nie tylko za przemoc, ale także za różne formy alienacji człowieka – wymaga diametralnych zmian. Konieczne wydaje się dokonanie przewartościowania dotychczasowych wyobrażeń na temat roli człowieka w świecie zwierząt.

Naprawdę serdecznie zapraszam!

Badania pokazują – gwiazdy porno są szczęśliwe!

Thursday, November 29th, 2012

Pornografia jest zaskakująco drażliwym tematem. Rzadko kiedy radykalne feministki do tego stopnia zgadzają się z prawico-religijnymi radykałami, jak w wypadku ludzi spółkujących z własnej woli przed kamerą. Bo ustalmy już na początku – mówię o legalnie produkowanej pornografii robionej przy udziale dorosłych, którzy nie są do tego zmuszani. (I nie, konieczność finansowa się nie liczy jako czynnik „zmuszający” – ilu z nas chodzi do pracy tylko dlatego, że ją tak strasznie kocha, a nie z powodu pensji?!  Chociaż jest oczywiście problem, jeśli chodzi o wybór przyzwoicie płatnych prac dla kobiet z niższym – a czasem i wyższym – wykształceniem, to nie będę się tu na tym skupiać). Pornografia reprezentuje specyficzny rodzaj sztuki filmowej. Mnóstwo ludzi ją ogląda (wedle badań 33% z nich to kobiety!), mało kto się do tego przyznaje. Poza oddanymi fanami, pornosy mają też sporą grupkę bardzo głośnych przeciwników, którzy nie zgadzają się w niczym, poza jednym – że porno to ZŁO.

Source: violet.blue’s Flickr photostream

Od razu powiem szczerze co osobiście o tym myślę, żeby nie utrudniać sprawy wszelkim potencjalnym oskarżycielom o nieobiektywność. Uważam, że dorośli ludzi powinni mieć prawo konsumować taki rodzaj rozrywki, jaki im odpowiada, o ile osoby mające udział przy produkcji tej rozrywki wyraziły na to świadomą zgodę i są dobrze traktowane w pracy, a ich prawa pracownicze nie są łamane. Te same standardy mam względem thrillerów, komedii romantycznych, sztuk teatralnych.

Tak, jest dużo pornosów w których kobiety są seksualnie dominowane przez mężczyzn, i tak jestem feministką. Ale co ma piernik do wiatraka? Seksualna dominacja – szczególnie na filmie pornograficznym – jest elementem gry, dosłownie scenariusza, wszystko odbywa się za zgodą aktorów i nie musi być żadnym wyznacznikiem tego co reżyser/ka i aktorzy i aktorki myślą o pozycji kobiety w społeczeństwie. Dorośli konsumenci powinni mieć tego świadomość, a ci którzy nie mają – no cóż, ich miejsce powinno być w tym samym worku z tymi, którzy wierzą, że Batman istnieje, a ugryzienie pająka może naprawdę skończyć się możliwością produkowanie przędzy i strzelaniem nią z ręki.

Kolejnym często wytaczanym argumentem przeciwko pornografii, jest to, że aktorki porno nie mogą być zdrowe i chcieć w tym brać udziału (bo wszyscy wiemy, że ogół mężczyzn niczego tak nie uwielbia jak seksu i każdy z nich bez wyjątku marzy o karierze porno aktora – bo jak inaczej tłumaczyć to, że nikt się nad ich zdrowiem psychicznym nie pochyla?).  Teraz są argumenty przeciwko tym tezom w postaci… badań naukowych. W czasopiśmie The Journal of Sex Research opublikowano artykuł, który na podstawie ankiet przeprowadzonych na prawie 200 aktorkach porno i 200 kobietach o podobnej pozycji społeczno-ekonomicznej, pokazał, że aktorki porno wcale nie są statystycznie bardziej psychospołecznie zaburzone, w porównaniu do przeciętnej kobiety. Co więcej, są pewniejsze siebie, mniej zakompleksione, mają bardziej udane życie seksualne (kto by pomyślał!?) i… częściej palą marihuanę. Nie dowiedziono, jak swego czasu postulowała feministka Catharine McKinnon, że większość (McKinnon kiedyś wręcz powiedziała, że wszystkie!) aktorek porno było molestowanych w dzieciństwie i że są zdepresjonwanymi, nienawidzącymi siebie i swojej pracy nieszczęśliwymi „upadłymi kobietami”. Wręcz przeciwnie!

(more…)