bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Rodzicielstwo’ Category

Polityka prorodzinna ad 2014. Polska

Monday, April 14th, 2014

Zebranie rządu jak zwykle przebiegało w spokojnej i konkretnej atmosferze. Zagaił jak to zawsze Premier:

– Witam wszystkich zebranych. Spotkaliśmy się dzisiaj w trybie roboczym i będzie zastanawiali się jak pomagać polskiej rodzinie.

by Josh Hallett @flickr

by Josh Hallett @flickr

-No właśnie ja w tej sprawie.

Wiceminister sprawiedliwości nie czekał nawet aż wybrzmią ostanie dźwięki po wypowiedzi premiera.

– Jak wszyscy wiemy, program finansowania zabiegów in vitro to wielki sukces. Nie będę przytaczał danych bo wszyscy je zapewne znają.

Minister Zdrowia aż urósł w fotelu. Ostatnio nie miał dobrej prasy i ten ewidentny sukces był dla niego czymś naprawdę ważnym. Chciał się tym co prawda sam pochwalić, ale sytuacja w której Sprawiedliwość to wyciągnęła była lepsza z politycznego punktu widzenia.

– Niestety jak też wszyscy wiedzą ciągle jeszcze ta kwestia jest nieuregulowana prawnie…

Minister zawiesił głos i nie ciągnął tematu. Wszyscy wiedzieli, że Premier ma bardzo dobrą pamięć i pamięta tych wszystkich, którzy wywlekają mu niedotrzymane wyborcze obietnice. Tacy szybko zostają opozycją. Nawet jak startowali z pozycji koalicjanta.

– Wszyscy nas za to chwalą. Media, nawet opozycja. Jedynie fundamentaliści…

Rzeczniczka rządu tez uważała to za sukces i jedno z lepszych posunięć rządu. Prywatnie i służbowo.

– Myślę, że kwestie wartości religijnych nie powinny być w tym gronie w żaden sposób podważane czy też wyśmiewane. Przypominam, że Ministerstwo Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że wartości katolickie są wartościami konstytucyjnymi i nie chciałbym aby członkowie mojego rządu stanęli przed Trybunałem Stanu za łamanie Konstytucji.

Powiało chłodem po zebranych. Wice-minister Sprawiedliwości nie rzucał słów na wiatr.

Rzeczniczka rządu spuściła głowę i chyba w kąciku jednego oka pojawiło się cos na kształt łzy.

Zapadła wymowna cisza.

– No właśnie, jak już powiedział Rzecznik….

Wice-minister nie ulegał gender i dla niego Pani Rzeczniczka była Rzecznikiem

– … potencjał medialny in vitro został już wyczerpany. Prasa  raczej nie będzie już za to chwaliła Rządu. Dlatego proponuje zaprzestania finansowania programu do chwili kiedy wszelkie kwestie prawne związane z in vitro nie zostaną rozwiązane w ustawie. Trwają intensywne prace nad ustawą i obiecuję, że osoba, która się nią zajmuje będzie musiała koordynować jeszcze tylko prace nad 5 innymi ustawami.

Szmer który rozszedł się po sali nie był szmerem zadowolenia. Wice- uznał, że przesadził z tą szczerością.

– Przypominam, że ministerstwo pracuje nad bardzo dużą liczbą ustaw. Wymogi Unii.. Ale rozumiem niepokój niektórych. Będzie miał tylko 3 ustawy. Przypominam, że In vitro to nie tylko kwestia medyczna i prawna ale i sumienia. A kwestie sumienia nie można regulować prawem bez uwzględnienia Konstytucyjnych wartości chrześcijańskich. W tej kwestii Kościół jest zdecydowany.

– No tak. Myślę że to argument, który musimy brać pod uwagę.

Zabrzmiało to niezręcznie. Nawet Premier to zrozumiał.

– Oczywiście chodzi o sumienie. A co ma nam do zaproponowania Ministerstwo Pracy i Polityki Społeczne?

– Panie Premierze chciałbym się pochwalić, że pracujemy nad ustawą, która wyeliminuje wszelkie nadużycia i oszustwa przy procesie składania podań o przyjęcie dziecka do przedszkola. Przygotowaliśmy już 5 stronnicową ankietę dla rodziców oraz ustawę, którzy umożliwi Policji oraz urzędowi skarbowemu weryfikacje zawartych tam informacji. Zaproponowany przez nas zestaw kar za kłamanie jest naprawdę humanitarny. Odeszliśmy na przykład od kary izolacyjnej, za poświadczenie nieprawdy, które były w poprzedniej wersji ustawy. Ministerstwo Sprawiedliwości słusznie zwróciło nam uwagę, że skutkowałoby to koniecznością zwiększenia liczby miejsc w domach dziecka. W końcu ktoś by musiał zajmować się tymi dziećmi, których rodzice siedzieli by w więzieniu za przestępstwa, których dopuścili się  starając się o przedszkole. A to kosztuje. Dlatego proponujemy karę grzywnej do 10 tysięcy złotych, Planujemy, że cała kwota uzyskana przez Państwo z kar zostanie przekazana na dalszą realizację polityki prorodzinnej. Mamy nadzieje ze uda nam się z tych pieniędzy między innymi wybudować za to przez najbliższe 3 lata co najmniej 2 przedszkola!

 

Baba Turek

Kiedy dziecko potrzebuje matki? Polskie pomysły różnorakie

Monday, August 5th, 2013

Na początku lat dziewięćdziesiątych zlikwidowano w Polsce żłobki i przedszkola. Prawicowi politycy odpowiedzialni za te decyzje nie kryli, że chodzi o „przywrócenie naturalnego porządku rzeczy” wedle którego z małymi dziećmi powinny przebywać matki, a nie przedszkolanki.

Image by  welovepandas @ flickr

Image by welovepandas @ flickr

Warto się chwilkę zastanowić nad „naturalnością” tego układu, nawet pominąwszy polityczne i szowinistyczne motywacje owych polityków. Jak wskazuje Sarah Blaffer Hrdy – emerytowana profesorka University of California i pierwsza badaczka, która naukowo zajęła się macierzyństwem i po dziś dzień jedną z czołowych postaci studiów nad rodzicielstwem –  ludzi odróżnia od naszych najbliższych krewnych (naczelnych – szympansów, szympansów bonobo, goryli i orangutanów) nie wykorzystywanie narzędzi (co zresztą wiemy z badań innej pionierki naukowej – Jane Goodall), nie wspólne polowanie i nawet nie język. To co naprawdę jest dla ludzi jako gatunku wyjątkowe, to fakt, iż nie dość, że matka ludzkiego noworodka często nie jest pierwszą osobą, która dotyka dziecka po porodzie (położna to prawdopodobnie prawdziwy „najstarszy zawód świata”) ale też nie musi być jedyną opiekunką.

Wśród naczelnych matka nie rozstaje się  ani na chwilę z potomstwem przez co najmniej pół roku (tak, łącznie z defekowaniem na ciało rodzicielki). Dziecko przebywa na jej ciele bez przerwy i ma do tego liczne przystosowania, jak choćby chwytne łapki, żeby trzymać się maminych włosów. Ludzkim niemowlętom brak takiej siły, chwytności, a kobietom owłosienia na plechach… Mamy za to całe mnóstwo przystosowań społecznych i biologicznych do społecznej opieki nad dziećmi. Owszem, matka dziecka może je karmić piersią, ale opiekę jako taką mogą zapewnić inni członkowie i członkinie rodziny i szerszej społeczności. A właściwie nie tylko mogą ale muszą.

W czasie kiedy  Homo sapiens sapiens zaczęło funkcjonować jako odrębny gatunek, ludzkie grupy nie mogły sobie pozwolić na kilkumiesięczne, a co dopiero kilkuletnie, “urlopy macierzyńskie”. Wbrew temu co nam się wmawia o dzielnych łowcach mamutów, większość pożywienia dla grupy dostarczały kobiety (jagody, korzonki etc.). I to większość rozumianą jako ok. 80%… Czyli naprawdę sporo. Kobiety były bardzo ważnymi i produktywnymi elementami społeczności, która nie mogła sobie pozwolić na ich długotrwałą nieobecność pod groźbą głodu – tak więc opiekę nad nawet najmłodszymi dziećmi się dzielono.

Jak widać, to żłobki i przedszkola są bardziej naturalne aniżeli trzymanie kobiet (szczególnie jeśli wolałyby być w tym czasie w pracy)  na 3-letnim urlopie wychowawczym. Państwo ma obowiązek zapewnić miejsca w których dziećmi będą się opiekować kompetentni ludzie (niekoniecznie kobiety!! Co więcej wskazane jest żeby to raczej było mieszane grono i dzieci od małego uczyły się, że nie tylko jedna płeć odpowiada za wszystkie zadania opiekuńcze…). A nie zakładać, że matki będą to robić, tylko dlatego, że nosiły dziecko w macicy przez 9 miesięcy. (To założenie jest zapewne jednym z czynników, które sprawiają, że mamy jeden z najniższych wskaźników dzietności na świecie).

Ale wracając do ciekawych polskich pomysłów. 20 lat temu przedszkola były be i fe, bo dziecko musi być z matką. Tymczasem w 2013 okazuje się, że nie ma to znaczenia, bo małe dziecko w ogóle nie orientuje się co się, z nim dzieje. Tak przynajmniej myśli sędzia, który chce posłać do więzienia matkę rocznego dziecka uzasadniając wyrok twierdzeniem, że rozłąka nie będzie bolesna, bo “…w tym wieku dziecko nie jest świadome realiów otaczającego go świata”. Ewidentnie polskie pomysły na temat psychologii rozwojowej dzieci są bardzo zależne od okoliczności. Jeśli mama miałaby wrócić do pracy, to dziecko będzie do końca życia spaczone z powodu braku jej bezustannej obecności, ale jeśli mama ma iść do więzienia to wszystko w porządku, bo przecież „dziecko jest za małe żeby wiedzieć co się dzieje”…

Jak z Płatka: Kaziu…zakochaj się. W związku z „Masculinum”

Monday, March 25th, 2013

Lubię polskie kino. Po latach chudych przyszedł na nie, ewidentnie dobry czas. Dowody? Proszę bardzo. Wystarczy chociażby wspomnieć „Wesele”, „Dom zły”, „Mój rower”, „W ciemności”,„Pokłosie”, „Róża”, czy teraz – „Drogówka”.

570px-Maid_cleaning

Tyle, że po „Drogówce” naprawdę odchodzi ochota na jakikolwiek kontakt z policją. Oni tam mają tyle kłopotów sami z sobą, że najlepsze co człowiek może, to im nie dokładać własnych. Czy lubię polski cyrk? Nie wiem, ale wiem, że po przeczytaniu wywiadu Tomasza Kwaśniewskiego z Jackiem Masłowskim w 11 numerze „Newsweeka” z marca 2013, na temat „Masculinum”, wiem, że im – psychoterapeutom z „Masculinum”, podobnie jak policji, nie należy przeszkadzać ze swoimi problemami, bo mają dość własnych.

Panowie z „Masculinum” nie dają sobie z sobą rady. Słuchając ich człowiek czuje się jak gość z obrazka Mleczki, któremu ten drugi, też beznadziejnie rozwalony obok na kanapie mówi: „Ty masz depresję? Twoja depresja przy mojej depresji, to żadna depresja”.

Tam to dopiero jest cyrk! Bezradni do bólu. I do bólu z kompleksami z kobietą w tle. Nic dziwnego, że ironizując „Masculinum” przerobiono na  „Mizoginium”, bo aż się ta niechęć do kobiet z nich ulewa. Nie potrafią przy tym dostrzec, ze sami są sobie winni. Niedorosły zawsze przyczynę własnych  nieszczęść upatruje w innych. Więc i tu winne są one: mamusie, żony, kochanki i teściowe.

I pewnie nawet kosztowna wizyta na kozetce u takiego specjalisty nie musi być bez sensu, skoro człowiek podbuduje się słysząc, że psychoterapeuta, ten to dopiero ma przechlapane! Jednak satysfakcja z tego średnia, bo realnie to portfel został rozwiązany, a problem z którym zastukaliśmy do psychoterapeuty, nie.

Mogłabym z nową porą przeczekać męskie psioczenie na kobiety. Tyle, że, choć w kalendarzu od tygodnia już wiosna, za oknem znów panoszy się śnieg. Leci tego nieprzyzwoicie dużo na łeb i na szyję (zwłaszcza, gdy się jest w Kijowie!). W przyrodzie widać niekoniecznie jest jak w kalendarzu. Czy to oznacza, że nie stać mnie na dobrą nowinę i wyjście z impasu „Masculinum”? Stać mnie.

Przepraszam, będę szczera. Pan Jacek Masłowski wypada w swych wypowiedziach na kuriozalnie nielogicznego. I…co z trudem przechodzi mi przez gardło, bo jednak wolę mówić o ludziach miłe rzeczy, …wypada naburmuszenie i fochowato.

Te wszystkie lęki wieku średniego, przerażenie, że jest niekoniecznie w relacji, o której marzył, że gdy mężczyźnie odwala to kupuje sobie nową brykę, lub nowy młodszy model seksualnego partnera/partnerki, czy coś w tym rodzaju i że wszystkiemu winne te matki, które wychowują chłopców w domach matek z nieobecnym ojcem i z tego chłopcy/mężczyźni nie widzą jak ojcowie zagospodarowują swoją przestrzeń w domu….i tak dalej potoczyste blebleble…

Przecież przestrzeń zagospodarowuje się poprzez obecność, i poprzez nieobecność. Nieobecność jest też formą zagospodarowania obecności. Nieobecnej obecności. Wzorce obecności i nieobecności niekoniecznie nadają się do powielania, a Pan Masłowski głosząc niepowielanie – jednak powiela utarte, zdarte, tchnące stęchlizną wzory zardzewiałego protekcjonalnego patriarchatu, który równo szkodzi wszystkim, włącznie z Panem Masłowskim.

(more…)

Jak z Płatka: Lincz nasz powszedni

Thursday, February 21st, 2013

Rozpoczął się proces Katarzyny W. Do wyroku, który zostanie wydany w imieniu Rzeczpospolitej nie zamierzam  komentować ani tego co robi sąd, ani tego, co mówią świadkowie. Nie zamierzam się wtrącać, nie zamierzam sądu wyręczać, ani sądowi przeszkadzać. Poczekam na wyrok, nie zamierzam go sama wydawać. Od tego nie jestem ja – od tego jest sąd.

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Mogę natomiast spróbować odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy, dlaczego tak żwawo i grupowo dokonaliśmy medialnego linczu zanim sąd zdążył założyć togę, zasiąść za stołem i choćby wywołać sprawę? Dlaczego tak szybko, tak łatwo i z tak nieukrywaną pasją zlinczowaliśmy Katarzynę W i skazaliśmy ją na winę umyślną?

W telewizyjnym pokoju dla VIPów profesorska sława i uznany autorytet prychając i krzywiąc się na moją na wizji prośbę, byśmy nie wyręczali sędziów, bo prawda może być bardziej skomplikowana niż się spodziewamy, uznał, że najwyraźniej cierpię na syndrom seksualnego niedorżnięcia. Tylko tym, jego zdaniem można było tłumaczyć to, że nie rozumiem, że jest to sprawa narodowa, więc oskarżona jest OCZYWIŚCIE winna i on jako kryminolog wie to najlepiej, bo zna się na ludziach. Nie dostrzegł na twarzy   subtelnej, inteligentnej nieznajomej przed którą się wywnętrzał, zmieszania i rozbawienia splecionego z niesmakiem. Nie wiedział, że pełna gracji i finezji młoda piękność, przed którą próbował brylować, to moja córka… Rzeczywistość naprawdę bywa zaskakująca, zwłaszcza, gdy się tego nie spodziewamy.

Zdziwienie profesora było duże, nadszarpnęło jego tezę o oczywistości, ale ja podzielam jego myśl o sprawie narodowej. Kiedy to ostatni raz byliśmy tak bardzo zjednoczeni? Gdy umarł Papież. Ale Papież umarł i już. Zachował się. Został pochowany i kibice mogli powrócić po dniach rozejmu do nierozegranych waśni. A tu, nic nie było jak należy. Spięliśmy się, połączyliśmy w wysiłkach i sporo nas to kosztowało, choć przecież zachowaliśmy się tak, jak trzeba się było zachować. Tyle, że zaraz potem poczuliśmy się nabrani. Dostaliśmy w pysk. Nadstawić drugi policzek? Zastanowić się, że może ktoś wpadł w panikę i starał się ukryć to, że po raz kolejny okazał się fatalnym nieudacznikiem? Przypomnieć sobie przykaz miłosierdzia? Wysupłać z zakamarków niepamięci, żeby pierwszy rzucił kamieniem ten, kto sam jest bez winy? Schwytać przez mgłę zatartą frazę o belce w oku własnym i wzroku wyostrzonym na pyłek w oku osądzanego? Zabrakło na to treningu. Katolickie wywyższenie uroczyście celebrowane datkiem na coniedzielną tacę ma się nijak do przenikniętego siostrzeństwem chrześcijaństwa codzienności. Trenujemy część uroczystą, nadętą, głoszoną ex catedra; niekoniecznie nam po drodze z wrażliwością. Nie brak nam rozumu, z pewnością nie jesteśmy głupi, ale inteligencja emocjonalna nam szwankuje i nie najlepiej u nas z empatią. Lepiej nam idzie domaganie się surowych kar, niż wczuwanie się w położenie i nieskazywania przed czasem i na zapas.

Wspierają nas w takiej postawie media. Gazety, radio, telewizja. Plotki, sensacja, tania bomba, żałosna rewelacja. O co naprawdę chodzi mediom? O informację, czy słupki oglądalności? O kasę z wylansowania dotkniętej kryminałem  celebrytki? O  wkręcenie w trybiki, przepuszczenie i wyplucie na pożarcie jak mało strawnej papki, którą przecież i tak wcinamy ze smakiem? Zachłyśnięci przyzwoleniem na rozjuszenie, czując świeżą krew ucztowaliśmy wściekłe rozszarpywanie. Krew, seks, zbrodnia, szczupłe świeże młode ciało – to się pewnie dobrze sprzedaje. Retuszując można tę świeżość utrzymać. Trzeba tylko rozebrać to prawie do naga i wsadzić na konia!

(more…)

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Najskuteczniejsza i najbezpieczniejsza nowa metoda anytkoncepcyjna jest dla mężczyzn!

Wednesday, January 23rd, 2013

Antykoncepcja to sprawa kobiet. Jeśli ona zajdzie w ciążę to jej wina – nie szanowała się, nie trzymała nóg razem, trzeba było bardziej uważać. Prawda, że oprócz prezerwatywy i (generalnie nielegalnej w Polsce) wazektomii (podcięcia nasieniowodów) polscy mężczyźni mają raczej niewielki dostęp do antykoncepcji. Większość metod wymaga by to kobieta poszła do lekarza, coś łykała, coś sobie nakleiła bądź wstrzyknęła.

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

Po części wynika to z biologii. Istotą męskiej płodności jest jej brak cykliczności – teoretycznie, mężczyzna ze zdrowymi plemnikami i bez problemów z erekcją może codziennie (a nawet kilka razy dziennie) cały bity rok zapładniać kobiety. Jak tu więc wynaleźć coś co jest nieszkodliwe, nie zmniejsza popędu płciowego (testosteron, regulujący dojrzewanie plemników, jest też sławetnie odpowiedzialny za popęd płciowy) i nie powoduje trwałych uszkodzeń?

Od lat trwają poszukiwania skutecznej męskiej antykoncepcji, ale jak na razie nic naprawdę ciekawego nie pokazało się na horyzoncie. To jest, nic naprawdę ciekawego, co byłoby na tyle drogie, bądź wymagające częstego używania, żeby przyniosło satysfakcjonujący przychód firmom farmaceutycznym i w związku z czym byłoby nagłaśniane…

Jak się jednak niedawno dowiedziałam, najskuteczniejsza, najbezpieczniejsza metoda antykoncepcyjna nad którą się obecnie pracuje jest właśnie dla mężczyzn. Na razie ma 100% efektywności i właściwie żadnych skutków ubocznych. Jej główna zaleta z punktu widzenia klientów jest główną wadą z punktu widzenia producentów – jedna dawka kosztuje mniej niż US$1 a starcza nawet na 10 lat! Naprawdę! Ani trochę nie żartuje.

(more…)

Dlaczego zabawki maja płeć?

Wednesday, December 5th, 2012

Święta już za pasem, a ci z nas, którzy mają w swoim życiu jakieś dzieci (własne, bądź cudze) będą zaraz wybierać prezenty. Osobiście, mam zamiar sprawić pewnej cudownej dziewczynce książeczkę „Z Tango jest nas troje”,  żeby trochę podważyć to naszą dobrą, polską heteronormę. Wiem też, czego na pewno jej nie kupię – mianowicie niczego co jest sprzedawane jako „zabawki dla dziewczynek”.

Zródło: www.zabawki.pl

Nie mam z założenia nic przeciwko lalkom, zestawom do zabawy w fryzjerkę i kuchenkom. Mam tylko problem w tym, że te zabawki są reklamowane jako „zabawki dla dziewczynek”, tak samo jak samochodziki i  zestawy stolarskie są sprzedawane jako „zabawki dla chłopców”.

Źródło: www.zabawki.pl

Zawsze, przy okazji dyskusji o zabawkach i płci znajdzie się ktoś, kto powie „ja dawałam/em mojej córce samochodziki ale i tak wolała lalki i kuchenkę” – ergo dziewczynki naturalnie wolą się bawić lalkami. Jest coś w naszym DNA co sprawia, że ciągnie nas do małych plastikowych ludzi bardziej niż do samochodzików (hm, może dlatego, że przecież wszystkie najbardziej pragniemy zostać matkami i żonami dbającymi o dzieci i mężów?). A może cały świat dokoła mówi nam, że dziewczynki bawią się lalkami, a chłopcy samochodzikami i chociaż rodzice strasznie by chcieli wierzyć, że mają na swoje dzieci największy wpływ to na pewno nie są jedynymi, którzy kształtują dziecięce postrzeganie świata?

(more…)

Prośba do księdza: dość bredni!

Monday, November 5th, 2012

Miałam ciekawy weekend – w odstępie kilku godzin odwiedziłam Licheń (de facto park religijnej rozrywki dla bardzo specyficznej grupy katolików, którym odpowiada niebotyczna kiczowatość i pozłacana duchowość), wysłuchałam tam 10 minut kazania o opętaniu (“pisała długopisem przekleństwa, bo poszła do uzdrowiciela”), a potem wróciłam do Warszawy i przeczytałam to: Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier o in vitro i antykoncepcji – jedno to zło, a drugie powinno być zakazane.

Będę szczera, pierwsze kilka słów, które wyrwały mi się z buzi, to były najnormalniej w świecie przekleństwa. Ale jak tu się nie wkurzać, kiedy pan duchowny, który w życiu nie miał rodziny, a zarabia plotąc androny i tyle wie o problemach normalnych ludzi (którym grozi bezrobocie, muszą płacić podatki i na utrzymaniu mają rodziny) co bardzo mały kotek na zakrystii napłakał. Kilka smaczków:

O in vitro:

Gdy ktoś ma władzę, może zdecydować o rozwiązaniu siłowym.

ROZWIĄZANIE SIŁOWE?! Pan Longchamps de Bérier  jest prawnikiem, człowiekiem wykształconym, a używa słów ewidentnie bez zrozumienia. Rozwiązania siłowe z definicji polegają na tym, że się kogoś do czegoś zmusza. Pragnę księdza uspokoić, że Tusk (ani jego ministrowie, ani policja w ich imieniu) NIE BĘDĄ chodzić po domach i ludzi do in vitro zmuszać. Będą, niewielkiej zresztą, grupie CHĘTNYCH dawali możliwość refundacji!

Dalej:

Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej wymaga, aby program zdrowotny pozwolił w określonym czasie osiągnąć założone cele polegające na “zrealizowaniu określonych potrzeb zdrowotnych oraz poprawy stanu zdrowia określonej grupy świadczeniobiorców”. In vitro niczego nie leczy. Nie poprawia zdrowia, jedynie zaradza skutkom bezpłodności.

Po pierwsze – leczenie objawowe bezpłodności (a tym jest in vitro) poprawia zdrowie – na pewno psychiczne ludzi, którzy od lat nie mogą mieć dzieci i mają z tego powodu depresję. Może dla pana de Berier nie jest to wystarczająco ważny aspekt zdrowia (pomimo tego, że w definicji zdrowia WHO aspekt psychiczny jest na równi z fizycznym). Ale, jeśli leczenie objawowe powinno być wykasowane, to może również opieka paliatywna – w końcu też nie poprawia zdrowia… Poza tym, tak na zdrowy chłopski rozum – to efekt bezpłodności jest problemem, bo ludzie nie mogą mieć dzieci. Sama niemożność posiadania dzieci nie jest koniecznie powodem do zmartwienia, jak na przykład niewykryta choroba wieńcowa, bądź właściwie każda inna jednostka chorobowa, albowiem nawet jeśli przyczyna bezpłodności nie została wyeliminowana, to bardzo rzadko przekłada się to na inne poważne problemy zdrowotne! Tak więc, jeśli pojawiają się w końcu dzieci, to problem bezpłodności znika! Mało kogo obchodzi w tym momencie czy są “wyleczeni”.

(more…)

Rzecz o hodowaniu dzieci

Wednesday, October 17th, 2012

Przedwczoraj był ważny dzień dla pana premiera. W jeden wieczór zaliczył wywiad u dwóch dziennikarskich sław – Olejnik i Lisa. W każdym sypał swoimi “liberalno-konserwatywnymi” mądrościami, ale wyjątkowo wkurzający był jeden tekst:

To jest debata, w jakim wieku może być para, żeby korzystać z procedury in vitro… czy pary gejowskie mogą korzystać pośrednio z procedury in vitro, powiem brutalnie, hodując dziecko po to, żeby być jego rodzicami. To są bardzo poważne dylematy o charakterze etycznym, medycznym.

Nie powiedział pan brutalnie panie premierze – powiedział pan to obraźliwie i homofobicznie. Brutalnym stwierdzeniem byłoby powiedzenie, że PO jest partią bezideowych oportunistów. Obrażanie ludzi, którzy chcą mieć dzieci, kobiet, które chcą ich w tym wspomóc i samych dzieci nie jest brutalne, ale po prostu ohydne.

Nie rozumiem, czemu dzieci homoseksualistów miałyby by być bardziej hodowane, niż heteryckie? Na pewno są bardziej chciane, bo nie może być mowy o wpadce. Są wyczekane, wytęsknione i zaplanowane. Czy to źle? Nie jest ważne, jakiej płci są rodzice ani ilu ich jest. Do poczęcia dziecka zawsze potrzeba tych samych składników – spermy, komórki jajowej, macicy. Na czym konkretnie miałaby polegać “hodowla” (co za okropne słowo!)? Na tym, że kobieta, która ciąże donosi, nie będzie potem dziecka wychowywać? Adopcja nie jest nową instytucją. Co więcej – w Biblii, księdze, która coraz bardziej zdaje się stawać podstawą programową niektórych członków PO – jest precedens kobiet rodzących dzieci i oddających na wychowanie parom, które same ich mieć nie mogły (na przykład Sara i Abraham). Owszem, były to pary heteroseksualne. ALE CO Z TEGO?!

Ciekawa jestem czy takim samym obrzydzeniem napawają pana bezpłodne pary heteroseksualne, które korzystają z usług surogatek (z użyciem in vitro bądź bez). Wedle pana definicji to też hodowla dzieci – która na polskim rynku ma się całkiem nieźle. Ludzie są dobrzy, źli i tacy sobie, i granice te nie przebiegają wedle orientacji seksualnej. Jak to ładnie mówią Anglosasi: get the fuck over it! Nie wszyscy czują pociąg do płci przeciwnej, i to nie powód, żeby ich dyskryminować.

Ale wracając do “hodowli”. Co z lesbijkami? Wspomina pan o procedurach in vitro dla par gejowskich, ale co z kobietami, które żyją z kobietami? Czy mają po prostu udawać “stare panny”? Co będzie, jeśli w końcu wprowadzona zostanie jakaś forma związków partnerskich, i dwie kobiety go zawrą? Przydało by się na chwilę odłożyć homofobię na bok i zastanowić się nad meritum swoich poglądów.

Pan premier powiedział, że w sprawie in vitro nie przejdzie ani “czarny ani tęczowy” projekt. Chciałabym, żeby dostrzeżono, gdzie w rzeczywistości leży różnica między tymi projektami i, generalnie, tymi światopoglądami. “Tęczowi” nie będą nikogo zmuszać do in vitro ani do związków partnerskich – chcą dać możliwości tym, którzy ich nie mają i są przez to dyskryminowani. “Tęczowe” idee oddają moc decyzyjną w ręce ludzi, których te decyzje będą się tyczyć. “Czarne” (wedle premierowej nomenklatury) projekty chcą za nas wszystkich podejmować decyzje zgodnie z de facto wykładnią prawno-teologiczną innego państwa (Watykanu). Projekty te chcą zmuszać i zabraniać, zamiast pozwalać i niwelować dyskryminację. Jeśli sumienie jest tak poważnym argumentem w tym państwie (w aptece, u lekarza i w sejmie), to dajmy wreszcie możliwość samym obywatelom i obywatelkom podejmować decyzję zgodnie z naszymi sumieniami!!

Urlopy macierzyńskie czy rodzicielskie, Panie Premierze?

Tuesday, October 16th, 2012

W swoim szumnie zapowiadanym i komentowanym “drugim expose” premier Tusk wspomniał o jednej – jak ją sam nieskromnie nazwał – “rewolucji”. Mianowicie, przedłużenie urlopów macierzyńskich do jednego roku. W Polsce na kobietę przypada 1.3 dziecka – mało. I pan Premier chce to zmienić – rewolucją właśnie.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM (FlickrStream Kancelaria Prezesa Rady Ministrów)

Przez cały weekend próbowałam się dowiedzieć, czy chodzi o urlopy macierzyńskie, czy rzeczywiście rodzicielskie. Czyli – czy znowu mówimy jeno o matce Polce, pomijamy zupełnie ojców i po prostu wywalamy kobiety na dłużej z rynku pracy i ograniczamy ich szansę na zatrudnienie (bo pracodawcy jeszcze bardziej się będą bali, że pracownica im zniknie)? Czy może wreszcie nasze prawo będzie odzwierciedlać stan faktyczny – mianowicie, że większość dzieci ma dwójkę rodziców i każde z nich powinno mieć okazję spędzić z niemowlęciem czas?

Okazuje się, że nie mogłam znaleźć odpowiedzi ponieważ… sam premier i jego ministrowie jeszcze jej nie znają. Na dzisiejszej konferencji prasowej ogłoszono, że trzeba będzie pomyśleć, co z tymi ojcami. Urzędnicy sprawdzą między innymi, ilu mężczyzn korzysta z urlopu tacierzyńskiego – choć nie wiadomo, jak te wyniki mają zostać wykorzystane.

Problem w tym, że w Polsce dzieci to sprawa kobiet – matek, babci i czasami przedszkolanek. W niektórych firmach wręcz się ojcom mówi – “my panu wolnego na dzieci nie damy – od tego jest żona” (nieważne czy pracująca poza domem, czy nie). Ojciec, który bierze wolne na dzieci to pracownik niepoważny, który zmniejsza swoje szanse na awans. Ojcowie, którzy chcą poprosić o tacierzyński często są od tego pomysłu odwodzeni. Inni nie pytają, bo albo im to do głowy nie przychodzi, albo nacisk w pracy jest taki, że nawet nie próbują.

(more…)