bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Religa’ Category

Jak z Płatka: Wydawałoby się bez związku, a jednak. 

Sunday, July 13th, 2014

Wydawałoby się bez związku, a jednak… Dziewczyna w zapadłej wiosce w Indiach zostaje zgwałcona na rozkaz lokalnych autorytetów; „za karę” za nieprzyzwoite zachowanie swojego brata wobec innej kobiety. Miejscowi moraliści ciągną ją do lasu i gwałcą. W poczuciu wyższej moralności zdzierają z niej ubranie, siłą rozwierają jej uda, ściągają spodnie i jeden po drugim, podnieceni moralną wyższością i przyzwoleniem lokalnej władzy gwałcą w kraju, w którym prawo na gwałt nie pozwala. Ale oni mają swoje poczucie moralności, swoje prawa, swojego boga i swoje sumienie. To, czego chce ta dziewczyna nie ma znaczenia, kto by się z nią liczył. Jest tylko środkiem do demonstracji ich siły, poczucia wyższości i szacunku dla porządku, który nakazuje wypleniać zło. To, że chcą  władzy, że chcą seksu, całkiem bezkarnego, pomimo obowiązującego prawa, który gwałtu zakazuje…ale przecież to tylko kobieta, kto by się nią przejmował, gdy dzięki temu można wzmocnić poczucie morale i boskiego porządku…a poza tym, czyż nie jest winna, czyż nie powinna była uprzedzić, wpłynąć na brata, sprawić, by się tak nie zachowywał? No proszę, przecież widać, że ona jest winna, a oni czynili tylko swoja powinność zgodnie ze swoim sumieniem.

784px-Female_symbols.svg

 Mają władzę i autorytet z władzy płynącej. To oni dyktują ludziom jak mają żyć, co robić i jak robić bez względu na obowiązujące prawo niezależnie od miejsca na mapie. 

Pod pretekstem wyższych racji i moralności dostają w zamian to, na czym im zależy: jeszcze więcej władzy, wpływów, poczucia wyższości moralnej, boskiej wiedzy i namaszczenia oraz przyjemności, tych całkiem ludzkich, przyziemnych na jakich im w danych warunkach zależy. 

Czasami jest to nos zadarty w górę i jeszcze więcej kasy, czasami to seks bez zobowiązań  i konsekwencji także wtedy gdy jest gwałtem, czasami to awans w hierarchii, ciepła posada i pewność, że bez względu na umiejętności (a zwłaszcza ich brak) potężny sponsor zapewni nietykalność. 

I to wszystko z totalnym lekceważeniem dla obowiązującego w kraju prawa (którego zresztą często nie znają, bo po co, skoro to oni ustanawiają jak ma być udając, że są zaledwie wykonawcami woli boga). 

Imię boga zmienia się w zależności od warunków i kierunków geograficznych. Ale zawsze i wszędzie tak dziwnie się składa, że ten bóg służy za pretekst do zagrabiania władzy i zniewalania kobiet – dosłownie i w przenośni; do gwałtu na ich ciele , mocy i duszy.  Do ich urzeczowienia, podporządkowania i jeszcze wmówienia, że to dla ich dobra lub, że same się prosiły.

Tylko pozornie więc to, co dzieje się gdzieś na zapadłej wsi w Indiach i w kraju nad Wisłą różni się; schemat jest bowiem ten sam.

Protokół z posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i kościoła: Lista przebojów

Friday, February 28th, 2014

Pierwszy protokół, który wczoraj (wreszcie!) dostała prof. Płatek od Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji jest wart przeczytania w całości, ale dla wygody czytelniczek i czytelników poniżej przedstawiamy jego najbardziej smakowite kąski.

1)

boni

Kościół jest konsultowany w “wielu” sprawach i według rządu jest to pozytywne zjawisko – oznaka “ciągłości i trwałości dialogu”. Nawet jeżeli ten dialog jest prowadzony w kwestiach tyczących się stricte administrowania świeckim państwem!

2)

glodz1

Poniżej wybór cytatów – kilku tylko – nad którymi pan Głódź powinien się zastanowić:

To feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże. – Taduesz Pieronek o Izabelii Jarudze-Nowackiej

Kilka klasyków z księdza Jankowskiego

Jak ktoś jest winny, to powinien odcierpieć za to, jakie cierpienia zadał mojej osobie. Nikomu nie zostanę dłużny.

Prawie dokładny cytat z Chrystusowego nastawiania drugiego policzka i n.p.

Błagam was, zmobilizujcie się do walki z Judeą!

Z nowszych są oczywiście mądrości o przyczynach pedofilii, in vitro i homoseksualności – wszystkie pełne miłości bliźniego

Przewodniczący Episkopatu Polski, Józef Michalik

Ile jest ran w dziecięcych sercach, w dziecięcych życiorysach, kiedy rozchodzą się rodzice. Dzisiaj nikt nie mówi o rozwodzie, że to jest krzywda dla dziecka. (…) Wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nie raz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga. (…) Dzisiaj otrzymujemy z instancji międzynarodowych światowych instrukcję, że mamy zaczynać informację, czy wprowadzenie w życie seksualne dziecka, w przedszkolach. To jest horrendalna rzecz (…).

Henryk Hoser:

Mam pretensje do homoseksualizmu, że zabił on ideę przyjaźni między mężczyznami albo kobietami – całkowicie ją zerotyzował

ks. Franiciszek Longchamps de Bérier

Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych”.
W kolejnych wypowiedziach ksiądz tłumaczył, że dzieci z in vitro są „wyprodukowane metodą sprzeczną z godnością”, „metodą, która nie niesie dobra, jest większym zagrożeniem niż jakąkolwiek szansą”.

Wszyscy pamiętamy ten fragment Ewangelii w której Chrystus mówi: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego O ILE nie jest homoseksualny, poczęty przez in vitro, ma poglądy feministyczne albo był molestowany.

3)

kosiniakkamysz

 

Jako, że 100% męska hierarchia kościelna jest siedliskiem niesamowitej eksperckiej wiedzy o macierzyństwie, potrzebach młodych rodzin, kobiet i dzieci Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zadba, żeby tego eksperckiego potencjału nie zmarnować.

4)

suski

 

Mamy “kompromis aborcyjny” teraz czas na “kompromis rozwodowy” – w podobnym tonie. Zrobić co się da, żeby się legalnie nie dało. I obowiązkowa mediacja – nie ważne czy jest przemoc, znęcanie się i kompletny rozpad pożycia – mediacja ma być!

5) A skoro już mówimy o kompromisach to te są zgniłe. Szczególnie jeśli chodzi o przemoc wobec kobiet (a na dalsze protokoły w tej sprawie z poprzedniego spotkanie komisji Prof. Płatek cały czas czeka)

dzięga

 

6) Trochę o religii w szkołach – a konkretnie, że kiedy wreszcie będzie ta matura…

matura1

 

Której wprowadzenie w obecnym systemie prawnym jest nielegalnie, więc trzeba ten system zmienić – nad czym rząd się pochyli

matura2

7) No i na koniec (optymistycznie?) kościół sobie zdaje sprawę z tego, że nie jest wszechwładny

nakoniec1

ale naprawdę powinien mieć więcej do powiedzenia o tym co się w Polsce dzieje

nakoniec2

Kto jest winny pedofilii?

Tuesday, October 8th, 2013

Okazuje się, że na proste z pozoru pytanie: kto jest winny przestępstwa – sprawca czy ofiara, można mieć bardzo różne odpowiedzi zależnie od zawodu i światopoglądu. Dziś arcybiskup Michalik popisał się niesamowitą niewrażliwością, jak również niezwykle groźną praktyką zdejmowania odpowiedzialności z tych, którzy ją ponoszą i przenoszącą ją na ofiary czynu przestępczego.

W opinii arcybiskupa, za molestowania seksualne i gwałty na dzieciach dokonywane przez osoby duchowne, (co najmniej) współodpowiedzialne są same dzieci:

Niewłaściwa postawa często wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, zagubi się i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

i ich rozwodzący się rodzice:

Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe.

Ten sam Kościół, który głośno i bezustannie potępia pełnoletnie osoby, które z własnej nieprzymuszonej woli wchodzą w dobrowolną relacją emocjonalną i seksualną z osobą tej samej płci, bądź osobą innej płci ale bez ślubu kościelnego, bądź z zastosowaniem antykoncepcji, wykazuje niesamowitą wręcz powściągliwość w ocenie osób, które w jego szeregach gwałcą dzieci.

Średnia wieku w Polskim Episkopacie wynosi grubo powyżej 60 lat i wszyscy jego członkowie to kawalerowie, którzy czują się kompetentni w pouczaniu wszystkich dookoła jak można żyć, czego należy dzieci uczyć w szkołach, jak powinna wyglądać opieka ginekologiczna w tym kraju i czemu wszyscy, którzy się z nimi nie zgadzają to wrogowie Kościoła, Polskości i źli ludzie. A w tym samym czasie robią co w ich mocy żeby nie słuchać przykazań obecnego papieża o ubóstwie, nie braniu pieniędzy za odprawienie sakramentów i nie ocenianiu homoseksualistów. Zbyt zapętani w świecie w którym głównym wrogiem są Żydzi, Masoni i ostatnio feministki i gender. No i teraz dzieci – dzieci, które szukają miłości i w związku z tym “same się proszą” o przestępstwa seksualne. Pewnie jeszcze biegają w krótkich spódniczkach i spodenkach w lecie, więc na dobrą sprawę to właściwie wchodzą duchownym do łóżek.

Zagubione, szukające miłości dzieci na pewno rzeczywiście przychodzą do księży, ale czemu zamiast otrzymywać wsparcie padają ofiarami przestępstw? Dlaczego księża zamiast je przytulić i pomóc w lekcjach bądź załatwieniu wyjazdu na wakacje molestują je, gwałcą i krzywdzą na resztę życia? I dlaczego zwierzchnik tych duchownych nie potępia ich po prostu w czambuł ale zwala winę na dzieci, ich rodziców i rozwody (które jak wszyscy wiemy, są winą feministek, więc gdyby nie te wredne baby z owłosionym nogami to by porządni księża na złą drogą nie byli sprowadzani…)?!

Żeby było absolutnie jasne – dzieci nie ponoszą tu żadnej winy. To, że dziecko chce żeby je przytulić NIKOMU nie daje prawa do molestowania i gwałcenie tego dziecka, niezależnie od sytuacji rodzinnej dziecka i zawodu wykonywanego przez osobę do której dziecko przyszło. Przeraża mnie, że to dla Michalika nie jest oczywiste. Naprawdę bałabym się z nim dziecko zostawić jeśli na głos mówi, że potrzeba miłości ze strony dziecka to “zachęta” do czynów seksualnych i nie widzi w tym nic niestosownego.

Ciekawa jestem jaka teraz będzie dalsza reakcja Episkopatu, albo raczej jej brak, i kiedy wreszcie sprawcy przemocy seksualnej wobec dzieci będą po prostu karani tak jak im się należy a nie przenoszeni na inną parafię bądź tłumaczeni, że “przecież może i są dorosłymi mężczyznami, którzy powinni potrafić za siebie odpowiadać i się jako tako kontrolować ale jak przychodzi takie zapłakane dziecko to co można innego zrobić jak nie zmolestować?!”.

Jak z Płatka: Kobieta z artykułu Szczygła i źle postawione pytania.

Friday, June 28th, 2013

I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy…Siebie rozumiemy, z odpuszczaniem innym mamy trudności, inni nas oburzają. Artykuł Mariusza Szczygła o kobiecie, która przed laty zakatowała synka swojego partnera i po zatarciu skazania wróciła do szkoły jako nauczycielka rozwścieczył; psychologia tłumu przyzwoliła na medialny lincz. Za chwilę zaszczutej przyjdzie nam zapłacić za zmianę personaliów, miejsca zamieszkania, być może za specjalną ochronę. I nie chodzi tu nawet o koszty materialne, ale o te dużo poważniejsze, społeczne, które biorą się ze źle stawianych pytań.

Jak mogło dojść do zatarcia skazania? Dlaczego miała tylko TAKĄ karę? Dlaczego wyszła przed końcem kary?

Fliclr:  Barbro_Uppsala

Fliclr: Barbro_Uppsala

Tymczasem rzecz nie w instytucji zatarcia skazania, nie w długości kary, nie we wcześniejszym zwolnieniu, ani w tym kto i jak nosi pamiętać o zbrodniach. Paradoksalnie, w tej całej sprawie, ta konkretna kobieta, jest najmniej ważna.

To, co się liczy, to nasza na nią reakcja. Wściekłość skoncentrowana na jednostce, bez dostrzeżenia  szerszego kontekstu i w kontekście – systemu edukacji.

Żądza zemsty na byłej skazanej bez refleksji, że nie widzimy w tym i nas samych. Pełni oburzenia, gdy to inni biją czy sami nie jesteśmy przekonani, że  nie ma innego sposobu na nieposłuszne dzieci jak dyscyplina i pas? Nie samo bicie więc, nie samo poniżanie i brak szacunku dla małego człowieka nami wstrząsnął. Przecież w tamtej sprawie wszyscy wiedzieli! Wszyscy od kolegów po instytucje; obecność siniaków, nieobecność dziecka w przedszkolu, obojętność i przyzwolenie. I co? Teraz tym wrzaskiem oburzenia chcemy udać, że nas w tym nie było? A czas więzienia? Co robiliśmy by zmienić jej tępe przywiązanie do dyscypliny? Czy, aby nie została wcześniej zwolniona bo była tępo zdyscyplinowana?

A przecież gdyby to ojciec skatował dziecko, a ona by tylko patrzyła, nasz stosunek do niej byłby identyczny. Byłaby potępiona za to, że do tego dopuściła, że nie broniła dziecka, że nie zrobiła nic, aby je uratować. I podobnie jak teraz, również wtedy przeoczylibyśmy ojca. Nie spytalibyśmy – jak mógł do tego dopuścić?

Kobieta po odbyciu kary ośmiela się żyć i pracować jak „normalny” człowiek? Ależ, ktoś się oburzy, przecież ona tak samo nadal się znęca nad uczniami, tyle, że tym razem, nie pasem, lecz złymi ocenami…No właśnie, przecież mówię; kiedy powołujemy się na „naturę” i „normę” – najczęściej mówimy o tym, co kulturowo dopuszczalne, akceptowalne i często nazywane tradycją.

Mariusz Szczygieł napisał dobry tekst i dobrze, że napisał. My zareagowaliśmy na ten tekst źle i czas to zrozumieć.

(more…)

Nauka, naczelne i aniołki Leakey’ego – wywiad

Thursday, February 28th, 2013

O tym, jak Jane Goodall, Dian Fossey i Birute Galdikas, trzy badaczki obserwujące życie naczelnych zmieniły definicję człowieka, opowiada dr Maria Pawłowska, biolożka i wykładowczyni gender studies, w rozmowie z Marcinem Wrzosem. Wywiad się orginalnie ukazał w Zielonych Wiadomościach

Photo by Riley and Amos @ Flickr

Photo by Riley and Amos @ Flickr

Marcin Wrzos: Badania nad naczelnymi, jakie podjęły na początku lat 60. Jane Goodall, Dian Fossey i Birute Galdikas zmieniły definicję człowieka. Ich inicjatorem był Louis Leakey. Co leżało u podstaw decyzji o podjęciu tych badań?

Maria Pawłowska: Louis Leakey był antropologiem, zajmował się ewolucją człowieka. Postawił tezę, że nie można całej naszej wiedzy budować tylko w oparciu o wykopaliska. Badania nad naczelnymi, naszymi najbliższymi krewnymi miały w jego odczuciu dawać szansę na lepsze zrozumienie ewolucji naszego gatunku. Jednakże, jak już teraz wiemy, nasze linie ewolucyjne rozdzieliły się z najbliżej z nami spokrewnionymi szympansami już 7 mln lat temu. Co więcej, ewoluowaliśmy w zupełnie innym środowisku. W trakcie badań naczelnych odkryto wiele różnic między ich strukturę społeczną a naszą, jak i zaskakujące sposoby na rozwiązywanie konfliktów w grupie. Badanie te udowodniły, że założenia Leakeya były w dużej części błędne i nie możemy się wiele dowiedzieć o ewolucji człowieka, obserwując naczelne. Możemy się za to wiele dowiedzieć o nich samych.

MW: Co było wyjątkowe w tych badaniach?

MP: Wyjątkowe było to, że zostały one zrobione. Mówimy o latach 60., nikt wtedy nie prowadził badań w puszczy przez tak długi czas. Badaczki notowały każdy ruch badanych osobników, nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że może być to ciekawe.

MW: Dobór osób dokonany przez Leakeya był dość niezwykły. Nie były to osoby z doświadczeniem naukowym. To nie były osoby, które wcześniej zajmowały się tą tematyką…

MP: Birute Galdikas, która po dziś dzień zajmuje się orangutanami, robiła doktorat z antropologii. Ona jako jedyna miała ściśle naukowe wykształcenie i wiedziała, co dokładnie chce robić. Jane Goodall była po kursie sekretarskim, Dian Fossey była terapeutką. Zadecydował przypadek. Jane Goodall chciała się wyrwać z Anglii, wyjechała na wycieczkę do Kenii i poznała Louisa Leakeya, który prowadził tam wykopaliska. Potrzebował kogoś na tyle niedoświadczonego i naiwnego, by podjął się niemal samobójczej misji polegającej na siedzeniu samotnie miesiącami w dżungli, chodząc krok w krok za unikającymi ludzkiego towarzystwa szympansami. Miał ponadto taki pomysł, że powinna być to kobieta, bo kobiety są bardziej empatyczne. Było to myślenie wynikające ze stereotypów. W momencie, kiedy proponował Jane Goodall prowadzenie badań, Leakey nie był jeszcze przekonany o jej niezwykłej inteligencji. Decydujące tak naprawdę było to, że miała czas i chciała się ich podjąć.

MW: Jak badania zostały przyjęte w środowisku naukowym? Pojawiały się zarzuty antropomorfizacji…

MP: Zarzuty wobec Jane Goodall wynikały z tego, że była spoza systemu. Ostatecznie był to jednak jej wielki atut. Nie mając wykształcenia biologicznego, nie wiedziała, że wedle naukowców zwierzęta „nie mają” osobowości i są tylko automatami zajmującymi się reprodukcją i zdobywaniem pożywienia. Zaczynała badania ze świeżym umysłem i dzięki temu zrobiła to, co zrobiła. Już po pół roku dokonała rewolucyjnego odkrycia, że nie jesteśmy, jak wówczas sądzono, jedynym gatunkiem używającym narzędzi, co doprowadziło do zmiany definicji człowieka. Wtedy zainteresowano się szerzej jej pracą i gdy okazało się, że Jane Goodall jest tylko po kursie sekretarskim, eksternistycznie zapisano ją na doktorat w Cambridge.

Metodologii jej badań nie można nic zarzucić. Owszem, nadawała ona zwierzętom „ludzkie” motywacje, w tym sensie, że inne niż „rozmnażać się, jeść, defekować”. Wtedy jeszcze nie wierzono, że zwierzę może np. coś zrobić, bo lubi się bawić. Jane Goodall nie tyle uczłowieczyła szympansy, co dostrzegła, że zachowania uważane za właściwe wyłącznie ludziom okazują też zwierzęta. Zapoczątkowała w ten sposób całą serię podobnych badań na innych gatunkach.

W świecie naukowym z oporami przyjmowano jej badania, zarzucano jej kierowanie się „kobiecymi emocjami”. Inny był powszechny odbiór. Tematem szybko zainteresował się magazyn „National Geographic”, który do dziś finansuje tego typu badania. Naczelne są bardzo medialne, ludzie chcą je oglądać.

MW: Na ile badania wywołały rewolucję w postrzeganiu miejsca człowieka w naturze?

MP: To jest trochę optymistyczne myślenie. W momencie, kiedy dostrzeżono, że szympansy używają narzędzi, zmieniono tylko definicję, a nie to, jak postrzegamy nasze miejsce w przyrodzie. Narzędzia zastąpiono po prostu innym wyróżnikiem, stał się nim język. Dopóki nie zaczęto donosić, że inne gatunki prawdopodobnie też go używają… W efekcie cały czas szukamy tego, co nas odróżnia od zwierząt. Ludzie gatunkowo cierpią na chorobliwe poczucie wyższości, które ma silne podłoże w religii, szczególnie judeochrześcijańskiej, wedle której człowiek jest panem, a nie częścią wszelkiego stworzenia.

Nadal wiele spraw jest nierozstrzygniętych. Po dziś dzień nie mamy definitywnej odpowiedzi na pytanie, czy inne naczelne są samoświadome. Zresztą poza naczelnymi są jeszcze inne gatunki, których zachowania stawiają naszą wyjątkowość pod znakiem zapytania. Im więcej wiemy o delfinach, tym bardziej wydają się one nam „ludzkie”. Delfiny mają różne kultury, pomagają słabszym osobnikom w grupie, uprawiają seks dla przyjemności, a nawet, jako jedyne znane nam zwierzęta poza człowiekiem, dopuszczają się przemocy seksualnej na innych gatunkach. Według mnie jednak mniej ważne od tego, co nas od zwierząt różni bądź nie, jest to, jak je traktujemy. Pora przestać zachowywać się jak właściciele całej planety i przyjąć do wiadomości, że jesteśmy jako gatunek tylko jednym z jej mieszkańców.

(more…)

Jak z Płatka: Zrozumienie

Thursday, January 3rd, 2013

To nie jest tak, że zamilkłam. Raczej przygnieciona zostałam nadmiarem tematów, problemów, spraw do omówienia. Czy wypada więc powrócić do spraw nocy wigilijnej? Pewnie, zwłaszcza, że ta – okazuje się – zdarzyć się może nam na co dzień i niesie życzenia na rok nowy.

2902713261_6dfc766f37

Nie Plater
Photo by: colorblindPICASO @flickr

Zaczęło się zwyczajnie – od zwykłego w takiej chwili nasłuchiwania. W noc Wigilijną, jak zwykło się mówić, zwierzęta otrzymują dar mowy – mogą mówić ludzkim głosem. Wcześniej miałam niewielkie szanse – rzadko bywałam w noc wigilijną w stodole, zaś zwierząt domowych nie miałam. Tym razem jednak  było inaczej – w końcu lipca 2012 przygarnęła mnie i moją córkę suczka, która życzyła sobie, by nazwać ją Plater. Bardziej przygarnęła mnie, bo czuła, że to ja czuję się porzucona, córka porzucona nie była. Bywają różne porzucenia i Plater i to rozumiała i zgodziła się przystać do nas i wziąć nas za swoich i pod swoją opiekę. Plater ma wady i zalety, tych ostatnich zalew. Zresztą uważa, że to nasza zasługa, bo gdybyśmy się skupili na wadach, zalet byśmy nie dostrzegli; a w końcu nie przez przypadek, ma słodki przydomek „Rzygajło”.

W Wigilię najpierw usłyszałam wyraźny chichot. Rozejrzałam się niepewnie. Była tylko pies Plater i ja; i chichot się nasilił. No nie, pomyślałam, tylko nie to. To już było. To literatura! Tyle, że tym razem rzecz działa się naprawdę i było całkiem inaczej. To nie Plater mówiła ludzkim głosem. To ja rozumiałam w tę świętą noc głos i mowę Plater.

(more…)

News z Watykanu – Geje zagrożeniem dla pokoju na świecie!

Wednesday, December 19th, 2012

Mam dla Państwa wiadomość świeżo z Watykanu. Prawdziwy news i aż dziwię się, że wcześniej nikt nie miał tej epifanii. Ewidentnie papieżem nie zostaje się bez powodu. Ale dość już trzymania Państwa w nieświadomości. Cztery dni temu Benedykt XVI oświecił cały świat, że związki homoseksualne są (duużo werbli)… zagrożeniem dla pokoju na świecie! Nie mniej nie więcej.

450px-BentoXVI-30-10052007

Papież konkretnie powiedział, że poparcie związków homoseksualnych jest (moje tłumaczenie):

 występkiem przeciwko ludzkiej prawdzie, która znacząco szkodzi sprawiedliwości i pokojowi

Nie mam pojęcia czym jest “ludzka prawda” (ang. “truth of the human person”), ale może gdyby mnie nie wyrzucono swojego czasu z lekcji religii to bym wiedziała. W każdym razie przekaz jest jasny, nie dość, że geje i lesbijki są źli, niedobrzy, be i fe (a nie, przepraszam: kochaj człowieka, potępiaj grzech! czyli poprzedni fragment tyczy się tylko seksualnie aktywnych homoseksualistów i biseksualistów). W dodatku zagrażają sprawiedliwości i pokojowi na świecie! Jeszcze raz: szef organizacji, która (dla przykładu) systemowo ukrywa pedofilię, dyskryminuje kobiety i wyznawców wszystkich innych religii poucza nas teraz, że atakiem na sprawiedliwość i pokój na świecie jest legalizowanie związków kochających się dorosłych dlatego, że mają te same organy rozrodcze! Nie mam pojęcia, jak to się komuś składa w głowie w koherentną całość. Co wyjątkowo ohydne – papież wypowiedział te słowa dzień po strzelaninie w Newton, w której straciło życie 26 ludzi (nie, nie z rąk świeżo poślubionych gejów, w razie gdyby ktoś miał wątpliwości).

Nie powinniśmy się nawet –  moim skromnym zdaniem – zniżać do poziomu merytorycznej dyskusji z takim poglądami. Papież nie mówi tego co mówi, bo naprawdę myśli, że związki gejowskie są zagrożeniem dla pokoju na świecie. Jeśli tak by było, to powinny go przekonać tony badań pokazujące, że małżeństwa homoseksualne są tak samo stabilne jak heteroseksualne, że parom tej samej płci świetnie idzie wspólne wychowywanie dzieci, i kiedy n.p. Hiszpania zalegalizowała związki homoseksualne, następnego dnia nie wybuchła anarchia ani wojna domowa (swoją drogą, ostatni reżim wojskowy w Hiszpanii długo by się nie ostał bez poparcie kościoła katolickiego – coś jeszcze o pokoju i sprawiedliwości, Panie Ratzinger?).

Papież mówi co mówi, bo jest homofobem reprezentującym instytucję, która nie radzi sobie w XXI wieku. Jak ktoś słusznie zauważył, odkąd papież dołączył do twittera, korzysta z technologii z XXI wieku żeby szerzyć swoją średniowieczną doktrynę. Jezus miał kilka bon motów – tak na przykład “kochaj bliźniego swego”, “ubóstwo uszlachetnia” albo “kto jest niewinny niech pierwszy rzuci kamieniem”. Jego wysłannicy na Ziemi zdają się kierować zupełnie innymi zasadami – im więcej pieniędzy, mniej przejrzystości, więcej zakazów i potępienia, tym lepiej dla hierarchii kościelnej. I teraz ten papież wymyślił, że nie zmiana klimatu, niestabilności geopolityczne, pazerność albo ludzka głupota są zagrożeniem dla sprawiedliwości i pokoju na świecie, ale ludzie kochający innych ludzi i chcący spędzić z nimi życie. Jedyne co mnie dziwi (poza może skalą ohydności tej deklaracji papieża), to, to, że  w naszym dobrym katolickim kraju nie było o niej głośniej. Przecież to tak na rękę homofobom i bigotom, których ci u nas nie brak. Ale może… (można marzyć) nawet rodzimi szefowie stacji religijnych i inni niepokorni zoorietnowali się jak straszliwie głupie jest to co Bededyktowi wyszło z ust.

Jak z Płatka: Adwokat diabła

Tuesday, November 6th, 2012

Wejdę w rolę adwokata diabła, wezmę stronę Franciszka Longchamps de Bérier

Będę bronić jego racji w sprawie in vitro i antykoncepcji.

Adwokat diabła przeciwstawia argumentom, wydawałoby się oczywistym, inne – też możliwe. Pierwotnie, adwokat diabła był urzędnikiem, który w procesie kanonizacyjnym zbierał argumenty przeciwko świętości kandydata. Urząd wprowadził w 1587 papież Sykstus V, a zniósł Jan Paweł II w 1983, powodując tym masowy wysyp nowych świętych. Wśród nich przeważali mężczyźni, ale znalazła się i Włoszka, która mając wybór, by dokonać aborcji i uratować życie, lub urodzić i umrzeć, zdecydowała urodzić. Wszyscy byli tak bardzo zachwyceni tym, że umarła, iż nie zwrócono zwrócono uwagi na to, że miała ona swobodny, nieprzymuszony, legalnie dostępny wybór. Że dokonała dojrzałej, przemyślanej decyzji. Nie wyszło więc przesłanie, że kobiety mają się poddać ślepej naturze zwanej tam wolą boską. Gdyby dostrzeżono, że w istocie to ona, a nie siła wyższa zdecydowała o życiu i śmierci, to kto wie, czy dołączyłaby do spisu świętych.

Franciszek Longchamps de Bérier głosi, że in vitro szkodzi, a antykoncepcja winna być zakazana. Franciszek Longchamps de Bérier przedstawia się jako ksiądz, profesor. Poglądy na temat zdrowia i praw reprodukcyjnych głosi w koloratce i w habicie jako ksiądz. Profesorski tytuł dodany po przecinku, leci już tylko z rozpędu.

Po co mu więc wytykać prawnika, skoro przemawia osoba wierząca? Wiara i metafizyka mają to do siebie, że bazując na przekonaniu, nie dbają o empiryczne dowody. Przystoją jej więc i argumenty rodem z sufitu. Można serwować slogany, przywoływać źródła rozmyte i zakurzone. Trzeba zrozumieć, że czas w Kościele inaczej płynie. Musi niekiedy minąć 400 lat i więcej, by Kościół przyznał, to, co przeciętna kobieta, wie od razu. Że z tym sprzeciwem wobec Kopernika to była wpadka rodem z ciemnogrodu. Palenie kobiet na stosach i przejmowanie ich dobytku było zbrodnią, choć oczywiście korzystną dla Kościoła, który na tym się wzbogacił. Że inkwizycja, posługując się sadystami w habitach rozpleniła tortury i utrwaliła praktykę brutalnego likwidowania  przeciwników politycznych, z czym do dzisiaj trudno się nam uporać.

My to wiemy od razu, Kościół przyswaja to powoli. Stąd mając ciągoty do rządu dusz, Kościół chwyta za gardło i ciało i sięga po kieszeń. Kto ma myśl swobodną i władzę nad swoim ciałem grozi niezależnością. Wczoraj to były długie listy ksiąg zakazanych, dziś zakaz dla in vitro, i nawet antykoncepcji.

Zazwyczaj Kościół, który chce mieć wszystko i za nic nie odpowiadać, chowa się za urzędników i posłów twierdząc, że na nic nie ma wpływu i w politykę się nie miesza.

Jednak w sprawie in vitro i aborcji wypowiedzieli się najwyżsi rangą, ci co w hierarchii dotarli na szczyty i rzucili jasne i zdecydowane przeciwko.

Jak można więc wymagać, by ksiądz Franciszek Longchamps de Bérier mówił coś innego?! Musi mówić to samo, i głośno, jeśli chce dotrzeć na szczyty kościelnej kariery. W kościele,  jak w armii, słucha się i naśladuje głównodowodzących. Ceni się posłuszeństwo i naśladownictwo. Kościół nie wymaga myślenia, wymaga posłuszeństwa. Ksiądz Franciszek, jest młodym, ambitnym księdzem, chce awansu i jeszcze więcej władzy – więc robi wszystko, aby to osiągnąć. Nie można mu więc zarzucać, że ma niewłaściwe podglądy. On może ich wcale nie posiadać. Jego zadaniem jest wierne kopiowanie i odtwarzanie słów zwierzchników. Gdyby miał poglądy i dał wyraz temu, że myśli, groziłby mu los księdza Bonieckiego, a  tego z pewnością ksiądz Franciszek nie chce.

Pytanie więc powinno brzmieć nie dlaczego ksiądz Franciszek jest przeciwny in vitro i antykoncepcji, ale dlaczego Kościół tak panicznie drży przed in vitro i antykoncepcją?

[Czy profesor  Longchamps de Bérier mógłby na nie odpowiedzieć? Z pewnością tak. Nie brak mu wiedzy i odwagi. A ksiądz Franciszek? Z pewnością nie, obowiązek wiernego posłuszeństwa na to nie pozwala. A szkoda. ]

(more…)

Prośba do księdza: dość bredni!

Monday, November 5th, 2012

Miałam ciekawy weekend – w odstępie kilku godzin odwiedziłam Licheń (de facto park religijnej rozrywki dla bardzo specyficznej grupy katolików, którym odpowiada niebotyczna kiczowatość i pozłacana duchowość), wysłuchałam tam 10 minut kazania o opętaniu (“pisała długopisem przekleństwa, bo poszła do uzdrowiciela”), a potem wróciłam do Warszawy i przeczytałam to: Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier o in vitro i antykoncepcji – jedno to zło, a drugie powinno być zakazane.

Będę szczera, pierwsze kilka słów, które wyrwały mi się z buzi, to były najnormalniej w świecie przekleństwa. Ale jak tu się nie wkurzać, kiedy pan duchowny, który w życiu nie miał rodziny, a zarabia plotąc androny i tyle wie o problemach normalnych ludzi (którym grozi bezrobocie, muszą płacić podatki i na utrzymaniu mają rodziny) co bardzo mały kotek na zakrystii napłakał. Kilka smaczków:

O in vitro:

Gdy ktoś ma władzę, może zdecydować o rozwiązaniu siłowym.

ROZWIĄZANIE SIŁOWE?! Pan Longchamps de Bérier  jest prawnikiem, człowiekiem wykształconym, a używa słów ewidentnie bez zrozumienia. Rozwiązania siłowe z definicji polegają na tym, że się kogoś do czegoś zmusza. Pragnę księdza uspokoić, że Tusk (ani jego ministrowie, ani policja w ich imieniu) NIE BĘDĄ chodzić po domach i ludzi do in vitro zmuszać. Będą, niewielkiej zresztą, grupie CHĘTNYCH dawali możliwość refundacji!

Dalej:

Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej wymaga, aby program zdrowotny pozwolił w określonym czasie osiągnąć założone cele polegające na “zrealizowaniu określonych potrzeb zdrowotnych oraz poprawy stanu zdrowia określonej grupy świadczeniobiorców”. In vitro niczego nie leczy. Nie poprawia zdrowia, jedynie zaradza skutkom bezpłodności.

Po pierwsze – leczenie objawowe bezpłodności (a tym jest in vitro) poprawia zdrowie – na pewno psychiczne ludzi, którzy od lat nie mogą mieć dzieci i mają z tego powodu depresję. Może dla pana de Berier nie jest to wystarczająco ważny aspekt zdrowia (pomimo tego, że w definicji zdrowia WHO aspekt psychiczny jest na równi z fizycznym). Ale, jeśli leczenie objawowe powinno być wykasowane, to może również opieka paliatywna – w końcu też nie poprawia zdrowia… Poza tym, tak na zdrowy chłopski rozum – to efekt bezpłodności jest problemem, bo ludzie nie mogą mieć dzieci. Sama niemożność posiadania dzieci nie jest koniecznie powodem do zmartwienia, jak na przykład niewykryta choroba wieńcowa, bądź właściwie każda inna jednostka chorobowa, albowiem nawet jeśli przyczyna bezpłodności nie została wyeliminowana, to bardzo rzadko przekłada się to na inne poważne problemy zdrowotne! Tak więc, jeśli pojawiają się w końcu dzieci, to problem bezpłodności znika! Mało kogo obchodzi w tym momencie czy są “wyleczeni”.

(more…)

Jak z Płatka: O co naprawdę chodzi Biskupom – o rodzinę czy o władzę?

Monday, October 8th, 2012

Byłam wczoraj na dwóch kościelnych ślubach. Oba były wzruszająco wzajemną serdecznością do siebie Młodych. Na obu księża celebrujący starali się szczerze, by była to uroczystość maksymalnie zgodna ze scenariuszem przewidzianym przez nowożeńców. Były więc wybrane przez nich urywki Biblii i stosowne do tego kazania. Na obu kościół był pełen, a księża nie starali się straszyć, co wcześniej się zdarzało, że małżonkowie za chwilę sobą znużeni, skuci ślubem, zmuszeni będą dźwigać krzyż.  Było więc uroczyście i miło,  ale gdy doszło do objaśnienia istoty małżeństwa choć w różnych słowach – w jednym kościele brutalnie i wprost, w drugim, w woalu finezji i zatajeń, a jednak wybrzmiało tak samo – Pan Bóg Ojciec stworzył mężczyznę i dał mu kobietę do pomocy i ku radości jego. Mąż ma miłować żonę jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, a kobieta ma poważać i być uległa mężowi jak swojemu Panu.

Serio, te słowa wciąż padają pomimo tego, że Istota Boska powiedziała o sobie, iż jest Tą, która Jest. Okazała się głosem i  krzakiem gorejącym. A jeśli o stworzeniu mowa, to niepamięć o stworzeniu kobiety i mężczyzny na obraz i podobieństwo jest wykrętliwym stosunkiem do Słowa. Przyprawianie Boskiej Istocie płci męskiej jest nadużyciem. Fakt częstotliwości i różnorodności nie zmienia faktu nadużycia.

Serio, tak wciąż się też mówi o Chrystusie, pomimo tego, że Chrystus nie za Kościół lecz jeśli to za każdą/każdego, która/y w Niego uwierzy. Nauki Jezusa Chrystusa niosą jasne przesłanie, iż do kontaktu z Nim nie potrzeba Instytucji Kościoła katolickiego. Dobrym tego przykładem są  różne kościoły protestanckie. Katolicyzm nie ma w tym względzie licencji na racje.

Słowa o posłuszeństwie żony mężowi choć owinięte w woal wciąż pozostały pomimo, że już w 1928 roku Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet usuwając fragment zobowiązujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Mąż oczywiście nigdy żonie posłuszeństwa nie ślubował. Nadal mowa jest o tym, że ma z siebie zrezygnować i znosić – nawet gdy dojdzie do tego, co niestosowne. A przecież to niezgodne nawet z prawem, który sam sobie Kościół ustalił. Kanon. 1153 kodeksu prawa kanonicznego stwierdza wprost, iż jeśli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne, tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia także własną powagą, gdy niebezpieczeństwo jest bezpośrednie.

Brak wyraźnego potępienia przemocy w rodzinie, i przypominanie kobietom właśnie wtedy o przysiędze jest niestosowne i oznacza  nietrzymanie się własnych norm.

(more…)