bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Przemoc’ Category

Jak z Płatka: Wydawałoby się bez związku, a jednak. 

Sunday, July 13th, 2014

Wydawałoby się bez związku, a jednak… Dziewczyna w zapadłej wiosce w Indiach zostaje zgwałcona na rozkaz lokalnych autorytetów; „za karę” za nieprzyzwoite zachowanie swojego brata wobec innej kobiety. Miejscowi moraliści ciągną ją do lasu i gwałcą. W poczuciu wyższej moralności zdzierają z niej ubranie, siłą rozwierają jej uda, ściągają spodnie i jeden po drugim, podnieceni moralną wyższością i przyzwoleniem lokalnej władzy gwałcą w kraju, w którym prawo na gwałt nie pozwala. Ale oni mają swoje poczucie moralności, swoje prawa, swojego boga i swoje sumienie. To, czego chce ta dziewczyna nie ma znaczenia, kto by się z nią liczył. Jest tylko środkiem do demonstracji ich siły, poczucia wyższości i szacunku dla porządku, który nakazuje wypleniać zło. To, że chcą  władzy, że chcą seksu, całkiem bezkarnego, pomimo obowiązującego prawa, który gwałtu zakazuje…ale przecież to tylko kobieta, kto by się nią przejmował, gdy dzięki temu można wzmocnić poczucie morale i boskiego porządku…a poza tym, czyż nie jest winna, czyż nie powinna była uprzedzić, wpłynąć na brata, sprawić, by się tak nie zachowywał? No proszę, przecież widać, że ona jest winna, a oni czynili tylko swoja powinność zgodnie ze swoim sumieniem.

784px-Female_symbols.svg

 Mają władzę i autorytet z władzy płynącej. To oni dyktują ludziom jak mają żyć, co robić i jak robić bez względu na obowiązujące prawo niezależnie od miejsca na mapie. 

Pod pretekstem wyższych racji i moralności dostają w zamian to, na czym im zależy: jeszcze więcej władzy, wpływów, poczucia wyższości moralnej, boskiej wiedzy i namaszczenia oraz przyjemności, tych całkiem ludzkich, przyziemnych na jakich im w danych warunkach zależy. 

Czasami jest to nos zadarty w górę i jeszcze więcej kasy, czasami to seks bez zobowiązań  i konsekwencji także wtedy gdy jest gwałtem, czasami to awans w hierarchii, ciepła posada i pewność, że bez względu na umiejętności (a zwłaszcza ich brak) potężny sponsor zapewni nietykalność. 

I to wszystko z totalnym lekceważeniem dla obowiązującego w kraju prawa (którego zresztą często nie znają, bo po co, skoro to oni ustanawiają jak ma być udając, że są zaledwie wykonawcami woli boga). 

Imię boga zmienia się w zależności od warunków i kierunków geograficznych. Ale zawsze i wszędzie tak dziwnie się składa, że ten bóg służy za pretekst do zagrabiania władzy i zniewalania kobiet – dosłownie i w przenośni; do gwałtu na ich ciele , mocy i duszy.  Do ich urzeczowienia, podporządkowania i jeszcze wmówienia, że to dla ich dobra lub, że same się prosiły.

Tylko pozornie więc to, co dzieje się gdzieś na zapadłej wsi w Indiach i w kraju nad Wisłą różni się; schemat jest bowiem ten sam.

Jak z Płatka: Z urzędu?

Wednesday, February 26th, 2014

Zostałam poproszona o komentarz do opisanej sprawy. Mężczyzna złapał młodą dziewczynę na klatce, zaciągnął do swojego mieszkania. Próbował ją zgwałcić. Pociął jej ramiona i nogi. Prokuratura tego niedowidzi – bo…skłania się do życzeń pokrzywdzonej.

800px-Policja,_old_cars,_Krakow

Opis czynu mężczyzny wyczerpuje znamiona co najmniej kilku przestępstw; od pozbawienia wolności (art. 189 k.k.), przez naruszenie czynności narządu ciała i rozstrój zdrowia (art. 157 k.k.) po usiłowanie zgwałcenie (art. 197§1k.k.).

Pozbawienie wolności zostanie pewnie „skonsumowane” jako zachowanie, które miało doprowadzić do zgwałcenia, podobnie zresztą jak i naruszenie czynności narządu ciała też mogło temu służyć.

Zgwałcenie od 27 stycznia 2014 roku jest ścigane z urzędu. To oznacza, że prokuratura ma obowiązek działania. Ten obowiązek zakłada zarówno ściganie przestępstwa, jak i zabezpieczenie interesów pokrzywdzonej.

W tym świetle oświadczenie Jadwigi Nowak, szefowej Prokuratury Lublin Północ, że pokrzywdzona złożyła oświadczenie, że nie chce sprawy o zgwałcenie – poraża. Współczuję pokrzywdzonej. Zgodnie z prawem ma prawo do pomocy psychologicznej, jednorazowego przesłuchania i zapewnienia jej bezpieczeństwa, i tego, że sprawca zostanie potraktowany zgodnie z prawem. Współczuję pokrzywdzonej, bo bez względu na obowiązujące prawo prokuratura najwyraźniej nie chce sprawy i nie chce przyjąć do wiadomości, że przepisy się zmieniły. Widać u nich się nie przyjęły. To nie musi, ale może wpłynąć na stosunek do pokrzywdzonej i sposób jej traktowania, jeśli jednak przyjdzie im prowadzić sprawę.

„Mężczyzna został przesłuchany w charakterze świadka. Czekamy jeszcze na opinię biegłego w tej sprawie“. Nie rozumiem dlaczego – jeśli wiadomo, że chodzi o usiłowanie zgwałcenia, i wiadomo że sprawca nie tylko groził nożem lecz faktycznie zadał pokrzywdzonej kilka ran ciętych na przedramionach i nogach, a rzecz zakończyła się usiłowaniem, bo pokrzywdzona uciekła – dlaczego został przesłuchany w charakterze świadka, a nie podejrzanego?

Nie wiem o jaką opinię biegłych chodzi? Bywa, że chcąc pozbyć się sprawy, liczy się na to, że można uznać, iż obrażenia 18-latki skutkują rozstrojem zdrowia poniżej 7 dni i wówczas sprawę będzie można przerzucić na pokrzywdzoną, bo taka toczy się z oskarżenia prywatnego (art. 156§4 k.k.).

Skoro jednak prokuraturze wiadomo, że było tu  usiłowanie zgwałcenia – obowiązkiem prokuratury jest prowadzić sprawę z urzędu. Test jest bardzo prosty. Wystarczy zadać sobie pytanie, czy tak samo postąpiłaby prokuratura, gdyby tą dziewczyną była córka komendanta policji, żona miejscowego polityka, siostra premiera? Czy tak samo raptowna nieznośna lekkość spełniania życzeń ważyłaby więcej niż obowiązek i prawo.

Co do aresztu, którego tu nie zastosowano, to proszę pamiętać, że tymczasowe aresztowanie nie jest środkiem karnym lecz zabezpieczającym. Więc jeśli zebrano w sprawie dowody i nie ma obawy, że sprawca naruszy porządek prawny – stosowanie aresztu – nawet gdy w grę wchodzi usiłowania zgwałcenia, nie może być automatyczne. Warto tylko sprawdzić w jaki sposób zapewniono, by sprawca nie przeszkadzał w dochodzeniu i jak zabezpieczono interesy pokrzywdzonej. Źle by było, gdyby i jedno i drugie ostało się zaledwie na papierze.

Dosyć tego, do cholery! – Rozmowa z prof. Moniką Płatek, prawniczką i kryminolożką z Uniwersytetu Warszawskiego

Monday, February 24th, 2014

Wywiad ukazał się w Gazecie Jarocińskiej.

platek

Karol Górski: Politycy prześcigają się w szukaniu rozwiązań, ale to najczęściej ogranicza się do zaostrzania kar. Premier proponuje teraz za jazdę pod wpływem alkoholu m.in. odbieranie prawa jazdy na co najmniej trzy lata, co najmniej 5 tys. zł grzywny i więzienie bez zawieszenia za recydywę. 

Monika Płatek: W związku z zainteresowaniami zawodowymi zauważyłam taką specyfikę, że każdego stycznia o tej samej porze mówimy o tym samym w taki sam sposób, pomijając, to co dzieje się w społeczeństwie. Propozycje polityków nie przełożą się na większe bezpieczeństwo na drogach. Są jednak wskazówką, czego możemy się spodziewać w takich płaszczyznach życia jak np. zatrudnienie, stan służby zdrowia, edukacja.

Politycy nie chcą się zajmować tymi obszarami, bo wolą zrobić konferencję o zaostrzaniu kar?

Nie. Mówiąc o pijanych kierowcach, pokazują nam, co mogą zrobić w tych zakresach, o których powiedziałam. Oni oczywiście będą się zajmować też tymi tematami, ale w taki sam sposób, w jaki zajmują się pijanymi kierowcami. To nam  wskazuje też, jak nas widzą.

Czyli jak nas widzą?

Myślę, że politykom wydaje się, że mogą nas karmić informacjami, że zaostrzanie kar zaspokoi nasze poczucie bezpieczeństwa, nasze poczucie sprawiedliwości. Czyli mają nas za dość prymitywny, prosty (żeby nie powiedzieć – prostacki) narodek, którego można zaspokoić porcją obietnic o zaostrzaniu kar. Może to wynika z tego, że sami nie widzą istoty problemu, ale mają zapewne nadzieję, że i my nie widzimy. Mają sporo przesłanek, że ich tok rozumowania jest OK, ponieważ gdy oferuje się nam zaostrzanie kar, nikt z nas nie mówi: „Dosyć tego, do cholery, rok temu mówiliście to samo i w międzyczasie kolejni ludzie zginęli na jezdniach”. Zamiast tego sprawiamy wrażenie jakbyśmy ze szczęścia na myśl o ostrzejszych karach, orgazmowali. Niech pan zauważy; nikt ze strony władzy nie próbował przedstawić analizy tego, co naprawdę się dzieje. A jest tak, że mamy coraz więcej samochodów, coraz bezpieczniej jeździmy po drogach m.in. dlatego, że część dróg zrobiła się dużo lepsza. Spada więc liczba wypadków. Natomiast dalej jeździmy bardzo szybko, bo nie przestrzegamy przepisów.

Dlaczego?

Bo uważamy, że te znaki drogowe nie stoją po to, żeby nas informować, tylko żeby zdzierać z nas kasę. Istnieje daleko posunięty brak zaufania do władzy, co skutkuje tym, że nie myślimy, że władza się stara, aby nam zagwarantować bezpieczeństwo, tylko stara się nas dopaść i na naszym nieszczęściu zbić kasę. Nie jesteśmy durniami. Uważnie słuchamy wypowiedzi sprzed roku ministra finansów o tym, jak liczy na wzmocnienie budżetu pieniędzmi z mandatów. Chcesz pomóc fiskusowi? Łam przepisy drogowe i płać mandaty! Minister nie mówił, jak wydać pieniądze i ustawić znaki drogowe, i fotoradary, aby ograniczyć ilość rannych i zabitych; mówił tylko, ile planuje zarobić na łamaniu przez obywateli prawa. Propozycje rządu wskazują być może na rozziew interesów władzy a społeczeństwa. Może też wskazywać na przekonanie władzy, że społeczeństwo ma w dupie, za przeproszeniem, bezpieczeństwo i życie; społeczeństwo chce krwi i jak igrzysk potrzebuje winnych, i w tym sensie – istnieje zapotrzebowanie na kolejne wypadki, bo żądza zemsty aż dyszy w powietrzu.

To co należałoby robić? 

Jako kryminolożka, prawniczka i karnistka wiem, że to, co jest najważniejsze i to, czemu służą sankcje, to przeciwdziałanie. A przeciwdziałanie w niewielkim stopniu można osiągnąć przy pomocy prawa karnego.

Trzeba zaznaczyć, że 95% wypadków nie jest popełnianych przez pijanych kierowców, tylko jest popełnianych przez kierowców, którzy jadą za szybko. To nie zwalnia z odpowiedzialności tych, którzy jadą pod wpływem alkoholu, natomiast pokazuje, że przez 10 lat, mając szansę zmienić obyczaje, mentalność społeczną, nie zrobiliśmy tego. Władza i my dopuściliśmy do perwersyjnego stosowania prawa.

Co to znaczy?

To się odnosi do sytuacji, w której prawo stworzone w określonym celu, jest wykorzystywane do zupełnie czegoś innego. Byłam jedną z tych, która walczyła, o to, by jazda pod wpływem alkoholu została uznana za przestępstwo Zazwyczaj jestem przeciwna kryminalizacji zachowań, bo z reguły to nie ma sensu i są inne, lepsze metody rozwiązywania problemów niż przy pomocy prawa karnego. Tym razem jednak jest inaczej. To wyjątkowa sytuacja, gdy prawo karne może rozwiązać problem, a nie stworzyć nowy. Podobnie, obok jazdy pod wpływem alkoholu jest z przemocą w rodzinie. W tych sytuacjach warto wkroczyć z prawem karnym i powiedzieć: „Stop!”.

I nie chodzi o to, by falę ludzi wsadzić do więzienia, tylko o informację, że takie zachowanie jest przestępstwem. Chcesz popełnić samobójstwo? Trudno, skacz do zimnej wody, idź na wysoką wieżę, powieś się, zrób to, jeśli musisz. Natomiast pamiętaj, każdy, kto wsiada pod wpływem alkoholu, a dziś powiedziałabym, że także każdy, kto wsiada za kierownicę niewyspany, kto wsiada z poczuciem, że jest macho i może sobie pohulać, jest niebezpieczny dla innych. Efekty opóźnionej reakcji są tak samo groźne, kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu, narkotyków czy niewyspania. Życie ludzkie kończy się dlatego, że ktoś był idiotą i pomyślał, że może sobie na to pozwolić.

Tylko dlaczego ludzie są idiotami?

Na pewno nie dlatego, że mamy niskie kary. Ktoś, kto wychodzi i mówi, że musimy zaostrzyć kary zachowuje się nieodpowiedzialnie, ponieważ albo wie, że to niczego nie zmieni, bo bez przerwy je zaostrzamy i to nic nie daje, albo sądzi, że to coś daje, a więc jest niedouczony. Naprawdę najlepsza konsekwentna edukacja społeczna. Mam dość gadania, że musimy edukować społeczeństwo, bo ono jest edukowane na co dzień. Weźmy sytuację, w której policjant zatrzymuje człowieka, który okazuje się posłem, sędzią, prokuratorem, księdzem, dyrektorem, znajomym czy facetem z kasą i w związku z tym mu się upiecze. To jest edukacja, że nie chodzi o to, aby nie wsiadać za kierownicę niewyspanym czy pod wpływem alkoholu, ale o to, żeby mieć plecy. Edukujemy, że nie liczy się przestrzeganie przepisów, tylko to, aby się nie dać złapać, a gdy złapią, aby się wykręcić. To jest społeczeństwo wyedukowane do nieprzestrzegania przepisów. Zmiana tego wymaga szerszego myślenia, przyjęcia perspektywy, która uwzględnia różne rodzaje wiedzy z bardzo różnych półek, a nie cepa w postaci zaostrzenia kar.  Przecież uczymy się, że pijany policjant, nieważne, czy prowadzi, czy pijanemu koledze pozwala prowadzić, ma umorzoną sprawę. Surowe kary? Przecież non stop edukujemy społeczeństwo, że prawo działa wybiórczo i niestety, na pokaz.

To pesymistyczna diagnoza…

Na szczęście mimo tak niskiej kultury klasy politycznej my się poprawiamy. Ludzie zaczynają inaczej funkcjonować na drogach, także z powodu poprawy stanu niektórych dróg. Jeżeli chodzi o karanie za jazdę pod wpływem alkoholu, to zaczynaliśmy w tym samym miejscu, gdzie Finowie. Proszę sobie porównać sytuację u nich i u nas w tej chwili. Tam się nikt nie zgrywał, nie wygłupiał. Oni chcieli być bardziej skandynawscy, a mniej sowieccy. My jesteśmy bardziej sowieccy, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tak się dzieje, ponieważ na to pozwalamy i bardzo łatwo dajemy się zapchać poczuciem, że się możemy zemścić, dokopać, wyżyć na kimś, kogo uznamy za złego, najlepiej za bestię. Także ludzie w Jarocinie nie protestując, godzą się na to.

Rozmawiał KAROL GÓRSKI

 

Jak z Płatka: Słabość i moc.

Monday, January 20th, 2014
Image by  kIM DARam @ Flickr

Image by kIM DARam @ Flickr

Nie rażą mnie przepuszczane na mnie ataki posła Stefana Niesiołowskiego. Pewnie poseł Niesiołowski wie, i wie, że i ja wiem, że to najsłabszy argument w sztuce prowadzenia sporów. Artur Schopenhauer nazywa to wprost:  wybieg ostatni.

Schopenhauer radzi: kiedy zauważysz, że przeciwniczka jest silniejsza od ciebie, przyczep się do niej, bądź z nią obelżywym i gburowatym. Przyczepka polega na tym, aby odejść od przedmiotu dysputy (ponieważ tu sprawa przegrana) i przejść do dysputującej, to jest w taki lub owaki sposób napaść na nią („Erystyka”, Krajów 2010, s.59). Atakując mnie personalnie Stefan Niesiołowski, jak i inni co chwytają się tej metody, wykazał słabość.

Ja mam inną słabość. Słabość do posła Stefana Niesiołowskiego. Lubię go. Wiem, że pod wystawionym na widok pancerzykiem mało znośnego, skrywa się miły, kulturalny profesor, który fascynująco potrafi opowiadać o niewielkich latających, skaczących i pełzających stworzeniach.

Znam go też od innej strony. Nie wiem, kto z państwa, ale ja czytałam książkę Niesiołowskiego „Wysoki brzeg”. Wydana w 1999 roku opowiada o więziennych przeżyciach posła z czasów, gdy był, w świetle prawa,  zwykłym, pospolitym przestępcą i odsiadywał długi wyrok.

To dobra książka. Książka o więzieniu, o tym czym jest i co robi z człowiekiem. Książka, która opowiada prawdę o więzieniu i poprzez to, co w niej domyślne,  przemilczane. Niedopowiedzenia i cisza, jej rozległe obszary, robią równie duże wrażenie jak to, co wyrażone słowami. O tym, że ludzie ludziom, więźniowie innym więźniom potrafią zgotować los niegodny, i że jeśli godność traktować na serio, to testem na powodzenie tego jest świat za murem, po drugiej, oddzielonej od społeczeństwa stronie, i to jak traktuje on skazanych.

Pokusa nadużycia siły jest tam szczególnie wysoka. Pokusa nadużycia władzy i tej płynącej z przewagi fizycznej i tej z przewagi tytułu tam na dole, w celi, w odmęcie, w oddaleniu od brzegu, który tak wysoko, jest szczególnie namacalna. Tam widać bez mamienia ile warte są słowa o praworządności, demokracji, godności ludzkiej i prawie. W więzieniu, bardziej niż w urzędzie i w szkole sprawdza się siła lub bezsiła instrumentów, które mają chronić nie tylko przed pobiciem i gwałtem przez współwięźniów; mają chronić przed utratą wiary, że te wszystkie słowa o prawie, godności i sprawiedliwości mają sens.

Nie wiedziałam, że 25 lat temu poseł Niesiołowski był jednym z tych, którzy uchwalili Ustawę o amnestii zamieniającej skazanym karę śmierci na karę 25 lat więzienia. Sejm ma to do siebie, że tworząc ustawy ma sporą dowolność. Mogli uchwalić, że karę śmierci zamieniają na dożywocie. Naprawdę mogli. Nie zrobili tego. Czy to budzi moje oburzenie? Prawdę mówiąc, nie. To mnie nie oburza. Całkowicie natomiast osłabia mnie inne zdanie posła Stefana Niesiołowskiego. To, że miał nadzieję, że Mariusz T zgnije w więzieniu…

Przepraszam, bardzo przepraszam za posła wszystkich i każdego z osobna kto pracuje, pracował i będzie pracował w więzieniu. Przepraszam.

Więzienie jest po to, by odbyć w nim karę. Więzienie nie jest po to, by w nim gnić i zgnić.

Czy to się zdarza? Tak, zdarza się. Głodowa śmierć Claudio Crulica, Rumuna, który walczył o sprawiedliwość z polskim wymiarem sprawiedliwości, i przegrał, jest tego przykładem. I niestety przykładów takich jest dużo więcej.

To jednak nie jest tak, że posłowie, jak sugeruje poseł Niesiołowski, chcieli zamienić karę śmierci w powolną torturę. A nawet jeśli tak chcieli, jeśli u zarania demokratycznego systemu mieli rzeczywiście diaboliczny plan, by skazanych na karę śmierci załatwić na szaro powolnym gniciem w celi, to myśmy tego ani chcieli, ani się na to godzili. Ani my, zwykli ludzie, ani funkcjonariusze więzienni!

Nie po to zatrudnia się ludzi w więzieniu! Ludzie w więzieniu, funkcjonariusze więzienni nie pracują tam po to, by innych ludzi skazywać na powolne w nim umieranie!

Większość z nich naprawdę chce, aby ich praca miała sens, który oznacza raczej budowanie, a nie niszczenie ludzi. Większość z nich, w okropnych, często niegodnych warunkach pracy, stara się, by gwarantować nam bezpieczeństwo również w ten sposób, by pomagać skazanym wrócić do społeczeństwa i żyć, zwyczajnie żyć.

Poseł Niesiołowski niewątpliwie zna więzienie. I wie, że można z niego wyjść i zostać posłem. Można z niego wyjść i choć niekoniecznie wyrwać się traumom, to jednak żyć i mieć, jak sam poseł twierdzi, oddanych zwolenników. Być może głosują na posła także funkcjonariusze więzienni. Jest wielką słabością posłów, że jeden gniot prawny zastępują jeszcze większym gniotem. Dawną ustawę o amnestii niby „reperują” potworkiem w postaci tzw. ustawy Gowina. Jeszcze większą jednak słabością jest rozwalanie podwalin systemu i rujnowanie zaufania, obrażając tych, którzy pracują w więzieniu.

Funkcjonariusze więzienni i więzienia nie są po to, by ludzie w więzieniu gnili. Więzienia i pracujący w nich funkcjonariusze są po to, czego poseł Stefan Niesiołowski jest najlepszym dowodem, by więźniowie po odbytym wyroku mogli wrócić do społeczeństwa i cieszyć się w nim pełnią praw i nawet te prawa tworzyć. Poseł Stefan Niesiołowski jest dowodem na to, że praca funkcjonariuszy więziennych przynosi pozytywne, wykonane przez nich, zgodnie z obowiązującym prawem, efekty. Ma więc i pozytywną moc, może czas ją dostrzec.

Jak z Płatka: Stupor

Tuesday, December 17th, 2013

Stupor. Stupor czyli osłupienie. Trwał przez chwilę. Wpadłam w stupor, gdy wice-minister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn, stwierdził 16 grudnia 2013, że przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego, przy Ministrze Sprawiedliwości projekt Ustawy o zmianie kodeksu karnego, to nic innego jak zbiór niewiążących, luźnych poglądów członków Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego (sic!).

Luźne poglądy? Wolne żarty i szczyt lekceważenia dla członków Komisji Kodyfikacyjnej.

To było na konferencji w siedzibie Premiera Donalda Tuska, na spotkaniu ekspertek i ekspertów zaproszonych przez Ministrę Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz i Feminotekę.

Szło o praktyki wspierające ofiary przemocy seksualnej, zgodne z Konwencją Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej [CETS210]. Miało charakter międzynarodowy. Ekspertki z Danii, Szkocji i Hiszpanii mówiły o swoich praktykach. Nigdzie tam nie ma tak, jak u nas.

U nas, Rząd 18 grudnia 2012 roku, podpisał CETS210. Tym samym wyraził wolę i wziął na siebie zobowiązanie jej implementacji. W efekcie tego zniesiono ściganie zgwałcenia na wniosek. Zwyczaj rodem z 1932 roku, już w kodeksie karnym z 1970 roku, był mocno zaśniedziały. Należało go zmienić w nowym kodeksie z 1997 roku. Ale nie zmieniono. Tendencja, by to pokrzywdzoną/pokrzywdzonego winić za dokonany na niej/nim gwałt zwyciężył nawet wtedy, gdy w 1997 roku, kodeks w nowej, demokratycznej Polsce tworzył prof. Andrzej Zoll i prof. Kazimierz Buchała.

Dopiero w wyniku zmiany kodeksu karnego w 2013 roku, i dopiero w związku z podpisaniem CETS 210, gwałt przestał być ścigany na wniosek.

To prawo ma wejść w życie 27 stycznia 2014. Zdejmuje z ofiary winę i zobowiązuje organy ścigania do robienia tego, co do nich należy, bez przerzucania odpowiedzialności na ofiary.

Tymczasem 5 listopada 2013 roku, a więc przed 27 stycznia 2014 roku, i po 18 grudnia 2013 roku, Minister Sprawiedliwości Marek Biernacki odznacza Medalem zasłużonych dla wymiaru sprawiedliwości członków Komisji Kodyfikacyjnej przy Ministrze Sprawiedliwości, za, jak powiedział Minister: „fundamentalne znaczenie dla utrzymania wysokiej jakości legislacji”. Członkowie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego w przygotowanej nowelizacji przywracają zaś w kodeksie karnym, tryb wnioskowy ścigania przestępstwa zgwałcenia!!!

Wprowadzają też pełną kryminalizację aborcji, karząc za aborcję także kobiety!, i nawet wtedy, gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku poronią zaawansowaną ciążę.

Kryminalizują, i ideologizują język ustawy, i praktycznie wykluczają in vitro.

Pozbawiają prawa do samostanowienia i paraliżują kobietę w jej prawie do decydowaniu o sobie.

W tym samym czasie bez zmian pozostawiają niekaralność klientów wykorzystujących dzieci do prostytucji.

Te zmiany nie są zgodne z porządkiem prawnym Polski, ale odpowiadają interesom i woli hierarchów Kościoła Katolickiego. Hierarchowie podlegają państwu Watykan i z pasją i nienawiścią wartą lepszej sprawy zdecydowanie wypowiadają się przeciwko ratyfikacji tej Ustawy. Watykan to nie Polska. Watykan to państwo wobec Polski, obce. Hierarchowie podporządkowani obcemu państwu i obcemu porządkowi prawnemu działają w tym zakresie wbrew porządkowi prawnemu Polski. Projekt zmian tymczasem, jak zauważa prof. Lech Gardocki jest konsultowany właśnie z opus dei [sprawdziłam adres maila i domeny; profesor Gardocki się nie mylił]. Dzieje się to w państwie, które póki co, konstytucyjnie, teoretycznie, nie jest autorytarną teokracją.

Powstaje pytanie: czyje interesy reprezentuje polskie Ministerstwo Sprawiedliwości? Polski, czy obcego państwa?

Spytany, wice-minister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn, oświadczył, że zaprezentowany na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości projekt zmian kodeksu karnego z 5 listopada 2013 to nic innego, jak tylko niewiążące poglądy  członków Komisji Kodyfikacyjnej. I to właśnie było powodem mojego stuporu.

Komisja Kodyfikacji Prawnej Prawa Karnego to nie banda koleżków Ministra Sprawiedliwości. To ciało, które powołuje Minister na mocy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 grudnia 2013 roku [Dz.U./03.232.2319], co więcej płaci im z publicznych pieniędzy podatniczek i podatników za wykonywane przez nich prace (§14).

Ma się składać z 8 do 12 osób plus sekretarz przewodniczący i jego zastępca (§2). Przewodniczącego powołuje nie byle kto, tylko sam Premier na wniosek Ministra Sprawiedliwości (§3.1).

Do zadań Komisji należy przygotowanie zmian w prawie karnym! [tym jest właśnie przygotowana nowelizacja];

opracowanie aktów normatywnych!;

i opinii prawnych dla Ministra Sprawiedliwości.

Prywatne poglądy?!

Minister Węgrzyn sugerując, że członkowie Komisji opracowując projekt kodeksu karnego wyrażają zaledwie prywatne opinie zarzuca im, iż sprzeniewierzają się interesom państwa polskiego.

Zamiast pracować nad  implementacją CETS 210, robią coś kompletnie odwrotnego niż się od nich wymaga! Czyli sabotują? Lekceważą swoje zadania? Działają wbrew porządkowi prawnemu? Polska podpisała CETS 210. Uniemożliwia to powrót do trybu wnioskowego.

Czy Minister członkom Komisji Kodyfikacyjnej, że nie wiedzą, iż propozycja powrotu do wnioskowego trybu ścigania jest złamaniem konwencyjnego zobowiązania jakie Polska na siebie przyjęła i złamaniem obowiązującego prawa, które dopiero co zostało uchwalone? To kwestionowanie ich wiedzy i doświadczenia, a to rzecz podła.

Jeśli zaś członkowie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego robią to, co się od nich oczekuje, to wówczas Minister Sprawiedliwości sprzeniewierza się zobowiązaniom podjętym przez niepodlegle i niezawisłe, także od Watykanu, państwo Polskie.

Jeśli zaś zarzuca im, iż nie są w stanie wykonać zlecenia Ministra Sprawiedliwości to jest to bezczelny zarzut  indolencji intelektualnej, naukowej i prawnej na który członkowie tej Komisji nie zasłużyli.

Skład komisji razi nierówną reprezentację. W sposób nieprzyzwoity dominują w nim mężczyźni (na 15 osób dwie wybitne prawniczki, ale nieżyjące, przedstawicielka KULu i sekretarka, zwana sekretarzem). Ewentualny argument, że brak jest wybitnych specjalistek wśród kobiet świadczyłby o indolencji intelektualnej decydującego, więc należy to sobie darować. Nie da się więc ukryć, iż jest to raczej dowód braku dobrych praktyk i umiejętności tworzenia zrównoważonych płciowo ciał przedstawicielkach. Ilustruje to dobrze fikcję wrażliwości i umiejętności Ministra do tworzenia ciał zdolnych neutralnego odzwierciedlania interesu całego społeczeństwa.

Są wśród członków Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego mężczyźni bardzo mi nieobojętni. Ok, przyznam to. Cenię, ogromnie lubię, i szanuję i prof. Stanisława Waltosia i sędziego Stanisława Zabłockiego. Mam dla nich podziw za całokształt, ale i dlatego, że po wysłuchaniu lat temu kilka sędzi Agnieszki Rękas, w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, pomknęli co tchu do Sejmu, by uratować w k.p.k mediację. Bez posłuchania doświadczeń Pani sędzi gotowi byli w Komisji Kodyfikacyjnej zarżnąć tę instytucję. Jestem pewna, że i teraz skonfrontowani z wrażliwością, doświadczeniem, i inną perspektywą – nie zaproponowaliby potworka, który wychynął z murów Ministerstwa Sprawiedliwości 5 listopada 2013 roku w postaci wielu proponowanych, koszmarnych zmian w kodeksie karnym.

Tymczasem, w nowym, prawie takim samym składzie osobowym Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego na lata 2013-2017 jest jeszcze mniej kobiet [jedna z KULu, i sekretarka, zwana sekretarzem], choć więcej niż ustawa przewiduje osób. To żenujące również dlatego, że najwyraźniej Minister Sprawiedliwości się tego nie wstydzi, a członkowie zdają się akceptować.

Prywatne poglądy? Takie stwierdzenie to zarzut wobec Ministra Sprawiedliwości, że pozwala sobie na prywatę. Jak to? Raptem zaprasza grono swoich bliższych i dalszych znajomych królika, udostępnia im przestrzeń i płaci z pieniędzy podatniczek i podatników, by nie rzadziej niż raz w miesięcy sobie pogadali i wymienili poglądy, a on im za to sypnie nieswoją lecz podatniczek kasą, a potem jeszcze odznaczy? Seminaria w Ministerstwie Sprawiedliwości dla głównie męskiego grona znajomych Pana Ministra, i krewnych królika na koszt podatników? Wymiana poglądów prawie jak na grillu? Ile nas. to nas kosztuje i jak się ma do nieopłaconych w Ministerstwie Sprawiedliwości staży? Czy tak można traktować członków Komisji Kodyfikacyjnej? Czy można udawać, że nie wiemy co robią, i że im pracy nie zlecamy, gdy są wśród nich i wiceminister sprawiedliwości i sędzia sądu najwyższego i prokurator krajowy? Naprawdę biorą kasę za pogaduchy nie na temat? Naprawdę nie robią tego, co Rozporządzenie Rady Ministrów od nich wymaga? Naprawdę są tak bylejakowaci, tak kiepscy, tak nijacy? Czy, aby wiceminister w tych oskarżeniach nie posuwa się za daleko? Przecież zarzuca im, innymi słowy, że są intelektualnie niezdolni do wywiązania się z obowiązku implementacji CETS 210! To dlaczego później Minister sprawozdaje się szefowi tej Komisji z efektów tego, co z tych prywatnych pomysłów grupy znajomych, którym z kasy państwowej płaci się za seminaria i spotkania, przeszło w Sejmie i obowiązuje wszystkich (§13). Brzmi koszmarnie, prawda?!

I jeśli nie robią tego, co im zlecił Minister, to powstaje pytanie, czy Minister panuje nad swoim resortem? Niezobowiązujące opinie? Skoro w składzie tej Komisji jest i wice-minister – człowiek Ministra to czy robi swoje, co Minister każe, czy działa wbrew woli Ministra?

Czy więc Minister nie panuje nad powierzonym mu resortem? Czy wiceminister wypełnia w Komisji polecenia Ministra? Ale wówczas Minister nie wypełnia poleceń Premiera…

Pan Minister z konferencji dał nogę. Nie odpowiedział na pytania i rodzące się wątpliwości.

Zapewnił jednak, że zaostrzenie przepisów o aborcji i powrót do trybu wnioskowego nie wchodzi w grę.

Jak z Płatka: Wiedeń gender i kryminologia.

Thursday, November 28th, 2013

Wiedeń o tej porze roku jest z sennej bajki. Zapach grzanego korzeniami wina miesza się ze słodyczą cukrowej waty i czekoladowych orzechów.

Najlepsze kasztany są na placu Pigall? Nieprawda. Gdy obciążone prezentami sanie Mikołaja dzwonkami torują drogę, najlepsze, przytulnym ciepłem chrupiące kasztany są na targu świątecznym przed wiedeńskim ratuszem. A on sam jest jak z kunsztownie wyrzeźbionego lukru. Cały przystrojony rozgwieżdżonymi motylami.

Las Mariposas przyfrunęły. Zajęły ratusz.

zdjęcie (1)

Zjęcie: M. Płatek

To robi wrażenie. W przepastnych salach oddech gubi dech, bo każdy krok kontrolują groźne i dniu dzisiejszemu obojętne potężne rzeźby. Każda inna, każda męska i każda symbolizująca dominację i władzę. Trudno o lepszą symboliczną ilustrację patriarchalnego systemu.

Rzeźby kobiece? Można je z rzadka dostrzec w poczekalni i korytarzach. W przeciwieństwie do męskich nie są spersonalizowane. Wszystkie mają te same anonimowe słodkie buzie, pusty wzrok i wielkie piersi. Gołe. Są tam, by zdobić i służyć. Przerośniętym, napompowanym i nienaturalnie sterczącym biustem razem z nadętymi buziaczkami słodkich aniołków pomyślane są dla przyjemności oka i dłoni.

Zwolenniczka inkwizycyjnego ścigania gender Gabriela Kuby z Niemiec, popularyzowana nad Wisłą byłaby pewnie zdania, że się mylę, że to nie kultura, ale natura przybrana w długą siwą brodę Jahwe sama tak zarządziła i prowadziła rzeźbiarskie dłuto. Powodzenia. Pani Kuby podobnie jest zdania, że badania nad kulturową tożsamością płci „sprzedaje się” jako element walki o równouprawnienie kobiet. Kolejna bzdura. Niczego się nie sprzedaje i z niczym nie walczy. Równouprawnienie zapisane i zgodzone w Konstytucji wdraża się, a dzięki metodzie, która pozwala dostrzec kulturowe źródła szkodliwych stereotypów powiązanych z płcią, służy do usprawiedliwiania dyskryminacji.

Uwaga! Tu chodzi o prawa, nie o seks. Deprywacja seksualna być może objawia się tym właśnie, że głodnemu nawet kodeks i Konstytucja kojarzą się z orgią. Jego/jej sprawa, choć czyta się wywody Pani Kuby, jak i zresztą księdza Oka z rosnącym zdumieniem, że można z taką pasją i tyle ględzić o „życiu seksualnym”, zamiast .

Tu jednak będziemy się trzymać swego. Chodzi o prawa i ich wdrażanie. Zbyt często bowiem efektem ich lekceważenia jest przemoc.

(more…)

Jak z Płatka: Las Mariposas – Motyle

Tuesday, November 26th, 2013

Toledo słynie z zamku, z katedry i z malarstwa El Greca, który miasto swoimi płótnami upamiętnił i rozsławił. Sława – pojęcie względne. El Greco po śmierci popadł w zapomnienie, a miasto kojarzono raczej z władzą biskupów i z wygnaniem Żydów. To było w 1492 roku. W tym samym, w którym Kolumb pomylił nowy ląd z Indiami.

Współczesna więc, „wieczna” sława malarza, to efekt sprawnego PR zaledwie ostatniego wieku.

Zdjęcie: M. Płatek

Zdjęcie: M. Płatek

Dziś El Greco uchodzi za kwintesencję tego, co hiszpańskie. Zapał z jakim w to wierzymy wypiera refleksję, że przecież nawet jego imię, a raczej pseudonim wskazuje obce, greckie pochodzenie, a pędzel obok niewątpliwego indywidualizmu zdradza wpływy zarówno greckie jak i włoskie.

Zapominamy, mieszamy, zdarza się. Także mnie. Niedawno pomyliłam miejsce Gott mit uns. Bóg rzeczywiście nie towarzyszył niemieckim żołnierzom na hełmach. Był na klamrach ich mundurowych pasów [więcej na ten temat i ciekawie: http://katolik.tetragram.pl/?p=62. ]

Inny internauta napisał jednak: “Informacja o nakładaniu na panie zakazów uczenia się matematyki, wstrząsnęła mną do głębi… Zgódźmy się, że w tym momencie Pani Profesor deczko przegięła. :)”

…no i Mariposas zatrzepotały wspomnieniem. Miało być o nas!… Poczekajcie, chwilę. Jeszcze będzie.

Zapominanie sprawia, że to, co miało się skończyć wraca. Mogłam nie wiedzieć, na której części munduru przysiadł Bóg, by usprawiedliwiać niemieckie wojenne mordy na ludziach, odczłowieczanych etykietami „lewaków” i „bolszewików”, ale w sprawie kobiet i matematyki wiedziałam, co piszę.

Odsyłam chociażby do historii Marie-Sophie Germain, która musiała skrywać się pod męskim imieniem Monsieura Le Blanc. Opłaciło się. Została doceniona. Uniwersytet w Getyndze przyznał jej dyplom już…w sześć lat po jej śmierci. Ada Bayron Lovelace pomimo znajomości z Mary Somerville miała dużo gorzej, sama Somerville też by daleko nie zaszła, gdyby pierwszy mąż się nie zachował i nie umarł.

Nie tylko bowiem uczelnie odmawiały prawa kobietom do studiowania matematyki, mężowie nie byli tu lepsi. Lisa Meitner – tej odmawiano wstępu nawet do uczelnianej toalety. Dlaczego? Bo była kobietą, a tym na uczelnie wstęp był wzbroniony. I pomyśleć, że była nie tylko genialną matematyczką i fizyczką. Gdybyśmy jej posłuchali pewnie Hiroszima, Nagasaki, śmierć i atomowy grzyb nie staliby w jednym szeregu. Emy Noether mogła pisać podręczniki, ale już nie uczestniczyć w wykładach i wykładać, bo chociaż była genialną matematyczką to jej nie wypadało, bo …była mężatką. Więc nawet kiedy mąż nie miał nic przeciwko, „społeczeństwo” uznawało, że mężatce nie wypada…

Mężczyzna z żoną łatwiej robi/ł karierę. Mężatka miała/ma?/ przechlapane. Uniwersytet w Cambridge dopuścił kobiety do studiowania w 1948 roku, ale jeszcze w 1894 na terenie tego samego uniwersytetu mieścił się spinning house – więzienie dla kobiet, którym zarzucano brak moralności. Wystarczyła rozmowa z mężczyzną, by zostać uznaną za kobietę świadczącą usługi seksualne. Spinning house – więzienie dla mężczyzn kupujących takie usługi? Zgadza się. Nie istniało.

Cambridge był więc dla kobiet niedostępny jako miejsce zdobywania wiedzy i społecznego awansu. Stał otworem jako więzienie – miejsce utraty wolności i poniżenia.

Dziękuję internaucie za wpis. Uświadomił, że kiedy mówimy o przemocy wobec kobiet skupiamy się zazwyczaj na gwałtach, mordach, posiekanych i posiniaczonych ciałach. Tymczasem strukturalna przemoc wobec kobiet, świadome spychanie ich do poziomu gdzie można je kontrolować, obrabiać, ustawiać, wyznaczać miejsce i kneblować i myśli, i marzenia i pasje odbywa się tam, gdzie wzory przemocy i wrednej dominacji nie od razu są dla nas widoczne i oczywiste. I to, co złego spotyka kobiety w domowych pieleszach byłoby niemożliwe, gdyby nie wspierane jawnie i podskórnie, przez normy prawa, obyczaj i przyzwolenie na dyskurs i praktyki, które dyktują co kobieta ma, kiedy i do czego jest stworzona.

Wracajcie motyle, to przecież tylko pozornie nie o Was. Matematyka tak samo jak polityka nie była/nie jest?/ dla kobiet.

25 listopada 1960 roku podstępnie i okrutnie zamordowano w Republice Dominikany, pod rządami Rafaela Trujillo, trzy siostry Mirabal. Nazywano je Motylami – Las Mariposas.

Mariposas ośmieliły się chcieć być wolne. Odważyły się wiedzieć czego chcą i na co się nie godzą. Odrzuciły tyrańskie ograniczenia. Wyzwiska dziś ciskane na kobiety, gender i feminizm miały i im, już wtedy, zabarykadować drogę. Gdy nękania nie pomogły – zostały zamordowane. Nazwano to „wypadkiem”.

Rok później trzepot motylich skrzydeł uruchomił lawinę. Padła dyktatura Trujillo. 21 lat później Pierwszy Feministyczny Kongres krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów uczcił ich pamięć. Dzień ich mordu uznano symbolicznie dniem niezgody na przemoc wobec kobiet.

Trzepot motylich skrzydeł. Dwie dekady później inicjatywę tę podjął ONZ. 25 listopada ogłoszono międzynarodowym dniem na rzecz eliminacji przemocy wobec kobiet. Symbolem tego stała się biała wstążka.

Przepisy, krajowe i międzynarodowe pozostaną znakami na papierze, jeśli nie stanie woli, by je urzeczywistnić. Toledo słynie dziś z zamku, z katedry i z malarstwa El Greca. Toledo mogłoby słynąć z rzezi i wygnania. Wybrało sztukę i jakość życia bez przemocy wobec kobiet. Trzepot motylich skrzydeł.

Obok katedry jest ratusz, siedziba władz miejskich. Na frontowej ścianie tej historycznej budowli umieszczono wielką białą wstążkę i napis informujący o dniach walki z przemocą wobec kobiet. Symbol świadomego wyboru. Nie kończy się na białej wstążce i napisie. Trzepot motylich skrzydeł? Hiszpańscy mężczyźni i ich działania na rzecz zwalczania stereotypów macho, imponują. Bliskość katedry im w tym nie przeszkadza. Historia, duch i niedyskryminacja mogą iść w parze. El Greco patrząc na nich pewnie rozciągałby się dumniejąc jak malowane przez niego postacie i może nawet zmieniłby pseudonim na El Espanico.

Kto jest winny pedofilii?

Tuesday, October 8th, 2013

Okazuje się, że na proste z pozoru pytanie: kto jest winny przestępstwa – sprawca czy ofiara, można mieć bardzo różne odpowiedzi zależnie od zawodu i światopoglądu. Dziś arcybiskup Michalik popisał się niesamowitą niewrażliwością, jak również niezwykle groźną praktyką zdejmowania odpowiedzialności z tych, którzy ją ponoszą i przenoszącą ją na ofiary czynu przestępczego.

W opinii arcybiskupa, za molestowania seksualne i gwałty na dzieciach dokonywane przez osoby duchowne, (co najmniej) współodpowiedzialne są same dzieci:

Niewłaściwa postawa często wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, zagubi się i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

i ich rozwodzący się rodzice:

Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe.

Ten sam Kościół, który głośno i bezustannie potępia pełnoletnie osoby, które z własnej nieprzymuszonej woli wchodzą w dobrowolną relacją emocjonalną i seksualną z osobą tej samej płci, bądź osobą innej płci ale bez ślubu kościelnego, bądź z zastosowaniem antykoncepcji, wykazuje niesamowitą wręcz powściągliwość w ocenie osób, które w jego szeregach gwałcą dzieci.

Średnia wieku w Polskim Episkopacie wynosi grubo powyżej 60 lat i wszyscy jego członkowie to kawalerowie, którzy czują się kompetentni w pouczaniu wszystkich dookoła jak można żyć, czego należy dzieci uczyć w szkołach, jak powinna wyglądać opieka ginekologiczna w tym kraju i czemu wszyscy, którzy się z nimi nie zgadzają to wrogowie Kościoła, Polskości i źli ludzie. A w tym samym czasie robią co w ich mocy żeby nie słuchać przykazań obecnego papieża o ubóstwie, nie braniu pieniędzy za odprawienie sakramentów i nie ocenianiu homoseksualistów. Zbyt zapętani w świecie w którym głównym wrogiem są Żydzi, Masoni i ostatnio feministki i gender. No i teraz dzieci – dzieci, które szukają miłości i w związku z tym “same się proszą” o przestępstwa seksualne. Pewnie jeszcze biegają w krótkich spódniczkach i spodenkach w lecie, więc na dobrą sprawę to właściwie wchodzą duchownym do łóżek.

Zagubione, szukające miłości dzieci na pewno rzeczywiście przychodzą do księży, ale czemu zamiast otrzymywać wsparcie padają ofiarami przestępstw? Dlaczego księża zamiast je przytulić i pomóc w lekcjach bądź załatwieniu wyjazdu na wakacje molestują je, gwałcą i krzywdzą na resztę życia? I dlaczego zwierzchnik tych duchownych nie potępia ich po prostu w czambuł ale zwala winę na dzieci, ich rodziców i rozwody (które jak wszyscy wiemy, są winą feministek, więc gdyby nie te wredne baby z owłosionym nogami to by porządni księża na złą drogą nie byli sprowadzani…)?!

Żeby było absolutnie jasne – dzieci nie ponoszą tu żadnej winy. To, że dziecko chce żeby je przytulić NIKOMU nie daje prawa do molestowania i gwałcenie tego dziecka, niezależnie od sytuacji rodzinnej dziecka i zawodu wykonywanego przez osobę do której dziecko przyszło. Przeraża mnie, że to dla Michalika nie jest oczywiste. Naprawdę bałabym się z nim dziecko zostawić jeśli na głos mówi, że potrzeba miłości ze strony dziecka to “zachęta” do czynów seksualnych i nie widzi w tym nic niestosownego.

Ciekawa jestem jaka teraz będzie dalsza reakcja Episkopatu, albo raczej jej brak, i kiedy wreszcie sprawcy przemocy seksualnej wobec dzieci będą po prostu karani tak jak im się należy a nie przenoszeni na inną parafię bądź tłumaczeni, że “przecież może i są dorosłymi mężczyznami, którzy powinni potrafić za siebie odpowiadać i się jako tako kontrolować ale jak przychodzi takie zapłakane dziecko to co można innego zrobić jak nie zmolestować?!”.

Jak z Płatka: bieg po zdrowie

Friday, September 6th, 2013

Można. Truchtem, spacerkiem, marszem, lotnym stylem długodystansowca, na rowerze, z wózkiem z dzieckiem, na hulajnodze, na wózku, z psem, z kijkami, z bobasem za rączkę, sprintem, pod rękę z przyjaciółką  i bez pośpiechu. W każdym wieku, niezależnie od płci, wyznania, orientacji seksualnej, politycznej i z krzepą w stanie płynnie zróżnicowanym. Można. W przyjaznej, miłej, tętniącą radością dużej grupie. Większość z Ursynowa, ale nie tylko. Można. Może każdy, o każdej porze. Dlaczego nie rano? Dlaczego po zmierzchu? Pozornie troskliwe pytania kajdanki, pytania uzdy, pytania pęta. Dobrze mieć się na baczności, gdy idzie fala takiej dobrotliwości.

Photo by Peter van der Sluijs

Photo by Peter van der Sluijs

Dyscyplinuje, narzuca, dyktuje. W duszny, mdły sposób pozbawia tchu i znaczenia. Wie lepiej. Żelazem w aksamitnej rękawiczce ściska za gardło, zna się i wie, że po zmierzchu lepiej nie, po zmierzchu nie można.

Można. W dresie, w garniturze, w szortach, sukience i nawet na szpilkach. Można. Facebook, telefon, Gazeta Wyborcza. Solidarność ze zgwałconą? Tak. 5 września 2013 stacja metra Kabaty na warszawskim Ursynowie pęczniała przed dwudziestą od spragnionych zdrowia. Bieg to sport, sport to zdrowie. Sylwia Chutnik z fundacji Mama i Sylwia Zaczkiewicz z grupy Otwarte Serca Zaciśnięte Pięści zaprosiły na bieg nocą, na nocny bieg po zdrowie. Wiem, co mówię. Obie zaprosiły, by pobiec w solidarności ze zgwałconą, ale dla mnie to nadal bieg po zdrowie. Do zdrowia potrzebna jest integralność i autonomia. Także autonomia seksualna. Także i ta, która sprawia, że wiem, że mam wpływ, nie jestem bierna, mogę działać i kontroluję swoją rzeczywistość.

Facebook, telefon, Gazeta Wyborcza. Ożywcze poczucie wspólnoty i mocy. Można. Potrafimy. Las Kabacki to może nie Central Park, a Warszawa nie New York, ale wczoraj wieczorem nie było lepszego miejsca niż stacja metra i kabacki las. Ciemna czeluść pełna widmowych korzeni. Jak można nocą biegać po lesie? Można. Biegłam. Za latarkę służył mi telefon. Nocą w lesie jest ciemno, dlatego w Central Parku w Nowym Jorku, po zmierzchu świecą się latarnie. Las Kabacki – miejsce dla zdrowia, ze światłem nocą jest możliwy. Nocą po lesie, wiedząc, że dookoła są inni biegło się świetnie. Jak w Central Parku. Światło w Kabatach jest potrzebne tak, jak i oświecenie władzy, że nie damy się usunąć z publicznej przestrzeni… „dla naszego dobra”.

A gdyby się okazało, że tego gwałtu nie było? A gdyby się okazało, że oskarżenie rzuciła osoba niezrównoważona, która wszystko wycofała?

A co to zmienia? Przecież większość kobiet gwałconych jest przez znajomych mężczyzn, często we własnym domu. Podobnie większość mężczyzn gwałconych jest przez znajomych mężczyzn, skoszarowanych w internatach, seminariach, więzieniach.

Atakujący nocą, zza krzaka – to rzadkość. Dyscyplinujący, ograniczający, „kneblujący” kobiety pod pozorem „ich dobra” – codzienność. Więc jeśli gwałtu nie było?

To pobiegniemy raz jeszcze, bo bieg to sport, a sport to zdrowie, a zdrowie to integralność i autonomia, także seksualna. A autonomia seksualna to wolność od bzdury, że sama jest sobie winna,  bo po co pchała się nocą do lasu. I wyraźne, powszechne  przyswojenie sobie, że dopóki sama, w sposób jednoznaczny, dobrowolny i jednoznaczny, nie powiedziała „TAK”, to jej obecność w lesie, także nocą, ZAWSZE oznacza „NIE”.

To nie jest wyższa matematyka! Broń = śmierć!

Monday, December 17th, 2012

W piątek wieczór polskiego czasu w Newton w stanie Connecticut w USA zginęło 20 dzieci w wieku między 8 a 10 lat. Śmierć poniosło też 6 dorosłych. Kiedy Barack Obama mówił o tym na wystąpieniu w Białym Domu, ocierał łzy. “Niestety”, śmierć nie jest wynikiem kataklizmu naturalnego albo innego wydarzenia, za które ciężko kogoś konkretnego winić. W tym wypadku, jak i w dziesiątkach innych w ostatnich latach w Stanach, odpowiedzialny jest konkretny człowiek. Człowiek, który miał legalną półautomatyczną broń i użył ją do odebrania życia niewinnych ludzi nim zabił siebie. Nie jest to pierwsza i nie będzie ostatnia taka tragedia w Stanach, gdzie, przypomnijmy, w wieku 18 lat dosłownie można wejść do supermarketu i wyjść z karabinem. A trzeba mieć 21 lat, żeby sobie legalnie kupić piwo…

Nie jestem anty-amerykańska. Wychowałam się w tym kraju, mnóstwo mu zawdzięczam, uważam, że na swój sposób jest cudowny (i poświęciłam długie godziny życia na przekonywanie męża, że nie każdy Amerykanin ma akcent i poglądy George’a Bush’a juniora…). Niemniej, jest to kraj, który ma swoje duże problemy – tak z historią (khem – ohydne, zbiorowe mordy na Indianach?!), jak z teraźniejszością (oj…gdzie by tu zacząć..hmm.. Irak, Afganistan, Bushowie, Cheney, Blackwater, CIA…). Kontrola posiadania broni – a właściwie jej brak – zdecydowanie zasłużył sobie na miejsce na tej liście. W Ameryce rocznie ginie z powodu broni 9,484 ludzi (dla porównanie w Kanadzie – 200; 194 w Niemczech, 60 w Hiszpani, 35 w Australii i 17 w Finlandii).

Niemniej, konserwatyści i NRA (National Rifle Assocciation – jedno z najbogatszych lobby w USA) niezmiennie twierdzą, że posiadanie broni to podstawowe prawo każdego Amerykańskiego obywatela zagwarantowane przez Konstytucję USA (która, pomimo tego, że dziesiątki razy aktualizowana,  nadal jest drugą po Biblii najważniejszą publikacją w USA – i ciekawostka, sławetne zdanie “All men are created equal” w czasie pisania znaczyło “wszyscy biali mężczyźni, którzy posiadają ziemię są równi” – nikomu nie przyszło do głowy traktować wszystkie kobiety, nie-białych i biednych białych mężczyzn jako równych i nie trzeba tego nawet było precyzować, żeby było dla wszystkich jasne o co chodzi…). Rzecz w tym, że nie mają racji – Konstytucja gwarantuje prawo posiadania broni “as part of an organized militia” – czyli członkom/członikiniom zorganizowanych grup paramilitarnych! Żaden z Amerykanów, który w ostatnich latach strzelał do niewinnych ludzi, nie było członkiem zorganizowanej grupy paramilitarnej. Co więcej, mało kto w Ameryce jest! Ale Konstytucją sobie równo wszyscy wycierają buzie. I w sumie czemu nie, skoro jest w handlu bronią jest mnóstwo pieniędzy.

Rzecz w tym, że bardzo wiele Amerykanów i Amerykanek ma już dość  nieodpowiedzialnej polityki w sprawie dostępu do broni (i to nie tylko liberałowie – nawet Rupert Murdoch zaapelował na twitterze o jej zaostrzenie!). Są już zbierane podpisy pod petycjami które mają zmusić Biały Dom i Kongres do wzięcia się za ograniczenie dostępu do broni automatycznej i półautomatycznej, nim się okaże, że posiadanie czołgów jest legalne. A ci, którzy myślą, że potrzebują broni w domu, żeby bronić się przed rządem  (tak, to jest ulubiony argument Amerykańskiej prawicy – “gdyby Niemcy mieli broń w domu w latach 30-tych, Hitler nigdy nie doszedłby do władzy” – tyle, że sławetnie kiepscy z historii świata amerykańscy prawicowcy zapominają, że Herr Adolf wygrał w demokratycznych wyborach), powinni się chwilę zastanowić na ile im się przyda nawet bazooka przeciwko armii amerykańskiej z jej bezzałogowymi samolotami, świetnie wyszkolonymi żołnierzami i mnóóóóśtwem innej broni…

A na razie zostawiam Państwa  z kilkom reklamami, które jednak strasznie kłują w Europejskie oczy:

Na początek słodki staroć – Tatuś i synek – nigdy nie jest za wcześnie:winchester-ad

A tu z córczeką, która na koszulce ma napisane “Tatuś mówi, że nas to nie zrani”

Iver-Johnson-gun-revolvers-ad

I już bardziej wspołcześnie (i niezbyt subtelnie) “Uwaga politycy! 5, 000, 000 sprzedanych rocznie sztuk. Chiny wcale nie mają największej armii”

rem-ad

“Jeden strzał, jedna śmierć” Firma nazwya się “Savage Kills” (w wolnym tłumaczniu – “Dzikus zabija” i tak… logiem jest profil Indiańskiego przywódcy plemiennego..)

SavageArms-OneKill_500

I jedna z moich absolutnie najulubieńszych. “Twoja karta prawdziwego mężczyzny została ci znowu wydana”. Feministki Cię “wykastrowały”, kobiety mają prawo głosu, a nawet teoretycznie możesz mieć szefową zamiast szefa? Dośc tego – kup sobie półautomat i niech Ci penis rośnie zdrów!
BushmasterAd-Maxim_0