bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Praca’ Category

Winny? To łatwy do obrony.

Wednesday, March 11th, 2015

Jeśli prawdą jest to, że specjalna komisja potwierdziła zarzuty wysuwane wobec redaktora Kamila Durczoka o długotrwały mobbing, nadużywanie władzy i molestowanie seksualne podległych mu pracowników to, wcale bez ironii sądzę, że Kamil Durczok bez trudu, wygra – jako poszkodowany – w każdym sądzie.

Nie kpię i nawet mam nadzieję, że tak będzie, bo tylko wtedy „sprawa Durczoka” przestanie być jednostkowym zdarzeniem, a wpłynie na strukturalne zmiany.

"Tvn3" by Stara strona internetowa TVN - http://web.archive.org/web/20010701074236/http://www.tvn.pl/zd/tvn/tvn3.jpg. Licensed under Public Domain via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tvn3.jpg#/media/File:Tvn3.jpg

“Tvn3″ by Stara strona internetowa TVN – http://web.archive.org/web/20010701074236/http://www.tvn.pl/zd/tvn/tvn3.jpg. Licensed under Public Domain via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tvn3.jpg#/media/File:Tvn3.jpg

1 stycznia 2004 roku weszły w życie przepisy kodeksu pracy (k.p.), które na pracodawcę/pracodawczynię nakładają obowiązek przeciwdziałania dyskryminacji i zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy (art.94 kp). Mobbing, nadużycie władzy i molestowanie seksualne są zaprzeczeniem bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Pracodawca nie może udawać, że nie wie co to mobbing. Przepis, który to definiuje w art.94.3 k.p., rozumie już siedmiolatek (sprawdziłam). Podobnie jest z molestowaniem seksualnym i różnymi formami dyskryminacji. Nie trzeba się wysilać. K.p. wykłada jasno, że niepożądane zachowanie, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności pracownika/pracownicy i stworzenie wobec niego/niej zastraszającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery jest molestowaniem i przejawem dyskryminacji (art. 18.3a§5 k.p.). Molestowanie seksualne opisane jest paragraf dalej (art. 18.3a§6 k.p.). Jest tam jak, nomen omen, w Faktach wyłożone kawa na ławę, że molestowanie seksualne to każde niepożądane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci pracownicy/pracownika, które poniża, uwłacza, narusza godność.

Przepis nie jest po to, żeby być. Nie jest nawet po to, choć wiem, że u nas trudno w to uwierzyć, aby można go było go na okrągło zmieniać w Sejmie. Jest po to, by działać.

Nie wystarczy powiedzieć Panie Durczok, jesteś Pan dorosły, przeczytaj Pan sobie. Pracodawca/pracodawczyni – bo to na nich spoczywa obowiązek – muszą sprawić, by działał w praktyce. Muszą dostarczyć procedur, wiedzy i jasnych reguł postepowania, gdy szef wsadza rękę pod spódnicę bądź wyżywa się pod pretekstem, że jest temperamentnym cholerykiem.

O tym, czy prawo działa przekonujemy się, gdy przepis i życie się rozchodzą. I jeśli wtedy brak procedur postępowania, które ukrócają mobbing i molestowanie w zarodku, to pracodawca, który o tym wie i nic nie robi – jest winny i powinien słono za to bulić.

Jeśli profesor łapie za biust studentkę i ona zostaję z tym sama, to wszystkie teksty prawne o niedyskryminacji nadają się z braku toaletowego na papier do kibla. Nie inaczej jest w telewizji i w każdym innym miejscu pracy, gdzie są zależni, podwładni i władni. Redaktor wrzeszczy, obraża się temperamentnie i sprawia, że przed spotkaniem z nim chce nam się rzygać i nie inaczej jest po spotkaniu. Mamy mdłości i wstręt do pracy bo czeka nas jego wrogość, rozbuchane ego, agresja, arogancja obleśne teksty i gesty. I ciągnie się to miesiącami pomimo, że idziemy z tym do zwierzchnictwa i prosimy, by z tym skończyło. Proponują nam, byśmy zamiast tego skończyli z sobą, znosili lub zmienili pracę. Redaktor więc dalej „wyróżnia” i wybiera. Zaliczy, jeśli zaliczy…też i z uczelni znane.

Czasy, gdy byłam studentką nie znały przepisów, a te o molestowaniu obowiązują od początku 2009. Skoro więc naprędce sklecona komisja w popłochu bada, czy zarzuty wobec redaktora Durczoka są prawdziwe to oznacza, że od 2009 roku co najmniej w tej instytucji nie było komisji, komórki, konkretnie przygotowanej do tego osoby, procedur i ich świadomości wśród wszystkich zatrudnionych, że istnieją praktyczne gwarancje przestrzegania przepisów kodeksu pracy chroniące przed dyskryminacją w postaci mobbingu, nadużycia władzy i molestowania, także seksualnego.

Przepisy mówią o procedurach, sprawnych, znanych, efektywnych. Gdy zgłaszano do szefów Durczoka jego niewłaściwe zachowania, kobiety słyszały – taki mamy tu klimat, jak suka nie da, pies nie weźmie, no wiesz jaki on jest, no nic się nie da zrobić, no sama jesteś sobie winna. Łamano prawo na potęgę udając, że nic się nie dzieje. Odbierano poza wizją urok Durczokowi i niszczono życie niszczonych i molestowanych przez niego ludzi.    

Teraz się to zmieniło? O.k., ale to trochę za późno. Redaktor Kamil Durczok miał prawo do tego, by i poza wizją pozostać miłym i uroczym. Władza degeneruje, tym szybciej i zwłaszcza jeśli przyzwala się na jej nadużywanie. Szczególnie gdy przywala się, by rozrastało się to, co w nas małe, skrofuliczne, co czerpie przyjemność z poniżania innych bo wtedy lula i usypia kompleksy, karmi rozbuchane pretensje, nieudolność, małość i wciąż nie dość dogłaskane ego.

W człowieku jest potencja. W dobrych warunkach nie musi się dowiedzieć, ile w nim drania zdolnego do wywyższania się, deptania, niszczenia  i nękania zależnych. W dobrych warunkach drań mógłby przy pierwszej próbie rozdziawania japy i sięgania nie do swoich majtek dostać czerwoną kartkę i komunikat – nie u nas, i nie z nami. Redaktor Kamil Durczok miał dobre prawo, by nie rozwinąć w sobie tego, co sprawiło, że gdy wreszcie się wybebeszyło zwinęło mu pracę, dobre imię i dobre samopoczucie.

Szybka komisja, szybkie ugody, żałośnie niskie odszkodowania? Mam nadzieje, że nikt się nie da na to nabrać. Skrzywdzeni przez Redaktora Durczoka mogą wymagać od Niego dużej kasy w ramach zadośćuczynienia, a on jej zwrotu od pracodawcy, który nie zadbał, o to, by ukrócić jego niewłaściwe zachowanie na samym jego początku i pozwolić mu zachować i dobre wynagrodzenie, i ciekawą pracę i twarz. 

Pracodawca też nie pozostaje bezsilny. Przed laty prowadziłam szkolenia dla różnych szczebli urzędników nadzoru pracy. Wydane zostały pieniądze na wykształcenie ludzi odpowiadających za państwową inspekcje pracy w zakresie mobbingu, dyskryminacji i molestowania. Wiedzieli co to i jak temu przeciwdziałać. Rechotali i trochę to trwało, by wybić im z głowy „tradycyjną kulturę”, że jak suka nie da to pies nie weźmie i jak nosi krótką spódnicę i wysokie obcasy to sama się prosi. Widać jednak nie ponieśli kaganka tam, gdzie powinni skoro jest jak jest.

Więc żeby to zmienić na dobre i nie tylko w telewizji mam nadzieję, że Kamil Durczok wygra sprawę przeciwko Faktom.

On jest wkurzony, ona ma PMS: trzy problematyczne stereotypy w pracy i w domu i w szkole [Manfia 2014]

Wednesday, March 5th, 2014

Za kilka dni ulicami Warszawy przejdzie Manfia, w tym roku pod hasłem: RÓWNOŚĆ W SZKOLE – W DOMU – W PRACY. Niestety, mamy drugą dekadę XXI wieku a zdaje się, że walczymy o to samo od lat. Owszem, równość płci jest zapisana w Polskiej Konstytucji i międzynarodowych traktatach, które jako państwo ratyfikowaliśmy. Pewnym truizmem, jest jednak stwierdzenie, że tylko dlatego, że coś jest zapisane w prawie automatycznie nie przekłada się na realizację w praktyce (szczególnie w kraju, w którym aktywni politycy cały czas myślą, że można mówić, że kobiety proszą się o gwałt).

Logo Manify 2014 (Porozumienie Kobiet 8 Marca)

Logo Manify 2014 (Porozumienie Kobiet 8 Marca)

W ramach przygotowań do tegorocznej manify poniżej trzy przykłady tego jak, niegroźne może by się wydawało, podwójne standardy ciągle mają się dobrze w naszym życiu. Ignorowanie kobiecego gniewu, negowanie kobiecych talentów przywódczych i wmawianie, że zadowalanie innych to nasz cel życiowy to trzy denerwujące stereotypy, które mogą uprzykrzać nam życie zarówno w pracy, jak i w domu.

  1. On jest szefem, ona jest jedzą. Faceci mają być władczy. ‘Męski’ to właściwie synonim dla ‘zdecydowany przywódca’. A kobieta? Kobieta powinna chcieć pomagać innym, być troskliwa, macierzyńska i pełna poświęcenia dla bliźnich – a jeśli nie ma takich instynktów, pewnie coś z nią jest nie tak. I wmawia się to nam nie tylko na poziomie kultury i tradycji, ale też formalnej edukacji. Szczególnie podręczniki do wychowania do życia w rodzinie pełne są stereotypów i verbatim przekazów, że chłopcy nadają się tylko do pewnych ról a kobiety do innych. Kobieta, która na zebraniu nie siedzi potulnie na swoim miejscu i nie robi notatek z mądrości szefa, ale zamiast tego wstaje i głośno się sprzeciwia albo ma własne pomysły jest ‘niekobieca’ i ‘pyskata’. Sprawy się oczywiście dodatkowo komplikują, jeśli to kobieta jest szefową. Szefowa w spódnicy nie powinna nosić przysłowiowych spodni. Jej rolę widzi się jako prowadzenie dialogu z zespołem bardziej niż zarządzaniem nim. Jeśli kobieta w pozycji władzy ze swojej władzy rzeczywiście korzysta, to od razu staje się ‘jędzą’ i ‘harpią’. Hilary Clinton była niesamowicie kompetentną sekretarką stanu (swoją drogą, prawda, że sekretarz stanu brzmi jednak dużo poważniej bo męsko?), ale media co i rusz donosiły o tym,  jaka jest “niesympatyczna”. Załóżmy nawet dla dobra dyskusji, że to prawda – ale co to ma do rzeczy? Jakoś jej poprzednicy nigdy nie byli oceniani pod kątem  “sympatyczności”, tylko tego, jak wypełniają swoje obowiązki
  2. On jest wkurzony, ona ma PMS. Jego zażalenia są wysłuchiwane –  jeśli jest poirytowany , to pewnie coś jest na rzeczy.  Kiedy z kolei  ona zaczyna się wkurzać  – na to, że to ciągle jej przypada robienie obiadu albo, że znowu nikt nie zdjął prania, a w pracy nie dostała awansu – zaraz się okazuje, że pewnie ‘ma PMS’ albo histeryzuje i lepiej ją zostawić samą sobie. No dobrze, naczynia są rzeczywiście niezmyte, a mąż leżał na kanapie z gazetą zamiast wziąć się za obiad, ale to przecież nie powód żeby żona, choćby i zmęczona po pracy, od razu się denerwowała, prawda?  Na pewno przesadza, albo ma swoje “kobiece humorki”. Gniew kobiet jest zbyt często lekceważony jako przejaw zmian hormonalnych albo “kobiecej irracjonalności i tendencji do emocjonalnych reakcji”,  a nie uzasadniony sprzeciw na niesprawiedliwość. Trzeba zdać sobie z tego sprawę i jasno dawać do zrozumienia, że jesteśmy zdenerwowane dlatego, że mamy konkretne ku temu powody.  Nasz cykl hormonalny, ani też emocje nie mają z tym żadnego związku a gniew jest po prostu bezpośrednim wynikiem obiektywnych zewnętrznych czynników (np. niesprawiedliwego traktowania), a nie naszych wewnętrznych przeżyć. Co więcej warto może wiedzieć, że tak naprawdę jest bardzo mało naukowych dowodów na istnienie PMSu i nikt nie był w stanie skorelować kobiecych hormonów z ich gniewem. Za to od małego chłopcy są chłopcami, więc się mogą bić i krzyczeć (i w związku z tym nie za bardzo uczymy ich innych metod rozwiązywania konfliktów…) a dziewczynki mają być grzeczne.
  3. On jest pantoflarzem, ona ‘dobrą żoną/partnerką’. Jak to jest, że jeśli nasz mąż/chłopak/partner wraca wcześniej do domu z wypadu z kolegami na piwo albo nie daj siło wyższa nie idzie z kolegami na mecz, bo musi odebrać dzieci z przedszkola to jest „pantoflarzem” dla kolegów? Postronni obserwatorzy nie widzą tych zachowań jako dojrzałych aktów mężczyzny, który dba o rodzinę i partnerkę, ale raczej zachowania słabego faceta zmuszonego przez partnerkę do rezygnacji z męskich rozrywek. Bo czy prawdziwy mężczyzna  wolałby spędzić wieczór z żoną i dziećmi, jeśli w tym samym czasie mógłby oglądać facetów w krótkich spodenkach goniących piłkę? Jeśli z kolei kobieta od 3 miesięcy nie miała chwili dla siebie, a z przyjaciółkami rozmawiała ostatnio trzy tygodnie temu przez telefon o 22 wieczorem, jak już wszystko było posprzątane i dzieci w łóżkach, to jest to widziane jako słuszna norma. Przecież kobiety powinny dbać o dom i dzieci – tak jest po kobiecemu i nie powinnyśmy narzekać. A jeśli śmiemy mieć inne plany raz na jakiś czas i przekładamy swoją rozrywkę nad siedzenie wieczorem z dziećmi, albo mamy zupełnie inne ambicje życiowe – wtedy coś z nami jest nie tak. O ile łatwiej jest kobiecie zostać nazwaną wyrodną matką (chociażby za to, że wróciła do pracy po porodzie, kiedy nikomu do głowy by nie przyszło, żeby tatuś na rok zrezygnował z pracy) albo niekobiecą. Zupełnie inaczej oceniamy domowo-rodzinne wysiłki mężczyzn niż kobiet – bo z kolei jeśli nie są nazywani pantoflarzami to widzimy ich jako bohaterów za robienie tego co większość kobiet robi dzień w dzień i nie dostaje za to nawet ‘dziękuje’.

W Polsce mamy nadal sporo systemowej dyskryminacji widocznej chociażby w tym, że kobiety nadal przeciętnie zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni (według GUS w Polsce kobiet zarabia średnio 17.8% mniej niż mężczyzna) a nowe urlopy rodzicielskie nadal są w większości domeną kobiet. Co więcej w naszym kraju rozmowy o równouprawnieniu (przynajmniej według mojego doświadczenia) za często sprowadzają się do tego czy “puszczać kobiety w drzwiach” i “całować w rękę”. W takich chwilach naprawdę mam ochotę krzyczeć, że nic mnie nie obchodzi czy pierwsza czy druga przejdę i zdecydowanie wolałabym żeby obcy faceci mnie w rękę nie całowali ale tak naprawdę chciałabym, że mężczyźni i kobiety byli oceniania wedle kompetencji a nie płci. I zaczyna się to właśnie od nastawienia rodziców, podręczników w szkole i odzywek w pracy.

Strip kluby a kwoty w biznesie

Monday, December 3rd, 2012

Po całym ciężkim dniu pracy i transakcjach wartych miliony dolarów miło odsapnąć. A gdzie można lepiej odpoczywać jak z klientami w strip klubie? Albo jeszcze lepiej – korzystając z płatnych usług seksualnych, które się potem rozlicza jako wydatki służbowe. Nic tu nie wymyślam – przy okazji krachu finansowego sporo spraw zostało wymiecionych spod dywanów, łącznie z tym, jak powszechne jest korzystanie z wszelkiego rodzaju płatnych usług seksualnych, w ramach spotkań „po godzinach” z klientami i szefem.

Source: Jonathan_W flickr stream

Rzecz w tym, że w takich spotkaniach biorą udział tylko mężczyźni. Nawet jeśli kobieta, która jakoś dobije się na szczyt korporacyjnej piramidy, stwierdzi, że jednak się wybierze z kolegami do klubu striptizerskiego, gdzie podejmuje się mnóstwo decyzji i buduje się relacje, to jak ma się czuć poważnie w salach pełnych nagich kobiet? Proszę sobie wyobrazić analogiczną sytuację, w której świat biznesu jest zdominowany przez kobiety, a mężczyźni gorzej zarabiają i nie są awansowani bo „ktoś musi zająć się dzieckiem”, a kobieta przecież już swoje zrobiła donosząc ciąże. Co więcej, w biznesie potrzeba przecież konkretnych talentów – empatii, żeby wyczuć co klientka będzie chciała i jak najlepiej z nią współpracować; emocjonalnego podejścia do sprawy, bo dobrze wiemy, że suche modele ekonomiczne nigdy całościowo nie opisują sytuacji i delikatności, bo przecież kto lubi drącą twarz szefową, dla której nie ma się krztyny ciepłych uczuć?  A przecież – w tej rzeczonej rzeczywistości – wszyscy wiedzą, że olbrzymia większość mężczyzn tych cech nie posiada i nigdy sobie nie wykształci, więc najlepiej od razu skreślmy ich wszystkich, awansujmy rodzynki i zatrudniajmy głównie kobiety bo jest większa szansa, że wśród nich wyhodujemy sobie kadrę kierowniczą. No i w takim świecie jakiemuś Janowi czy Barnabie się udało i dotarł na szczyt. A na szczycie kobiety chodzą po pracy do strip klubu i o najważniejszych umowach i największej kasie rozmawiają nad drinkami wciskając muskularnym panom za stringi studolarowe banknoty. I ten biedny Jan czy Barnaba siedzi i robi dobrą minę do złej gry, bo przecież dobrze wie, że jako jedyny mężczyzna na sali w ubraniu odstaje niemożebnie i całe otoczenie wysyła mu jasny sygnał – nie tu twoje miejsce, wracaj do middle managementu, gdzie nikt do strip klubów z wielkimi interesami nie chodzi i jest to ostatni szczebel kariery z jako taką reprezentacją mężczyzn.

W Polsce i na świecie jest bardzo mało kobiet na stanowiskach kierowniczych, nie dlatego, że kobiety są gorsze czy głupsze, ale przez stereotypy. Stereotypy o tym, że kobieta się nie nadaje na szefową, że odpuści sobie w pracy bo będzie miała dziecko, że jest nie dość zdecydowana i ambitna. Owszem, dziewczynki są od maleńkości socjalizowane do tego, żeby wierzyć, że „skromność” to jedna z ich głównych zalet, a grzeczna dziewczynka nie dopomina się o swoje tylko czeka, aż ktoś łaskawym okiem na nią spojrzy (czy to nauczyciel, czy książę z bajki, który bez słowa porwie ją ku jej przeznaczeniu). Ciężko tak intensywną (od domu, przez szkołę, bajki i telewizję) socjalizację przeskoczyć, ale wielu z nas się udaje. A pomimo to, kobiety utykają gdzieś w dolnych szczeblach kariery, kiedy ich koledzy pną się coraz wyżej. I naprawdę mało ma to wspólnego z kompetencjami, a bardzo wiele z nastawieniem szefów.

Unia Europejska niedawno zaproponowała jak z tym skończyć dla dobra nas wszystkich – dla szybciej rozwijającej się gospodarki, lepszego wykorzystania zasobów ludzkich i po prostu starej dobrej sprawiedliwości. Oczywiście chodzi o dyrektywę, wedle której do 2020 40% osób w zarządach będą musiały reprezentować płeć, której jest w zarządzie mniej (czyli w olbrzymiej większości wypadków – kobiet). Dyrektywa będzie się tyczyła tylko dyrektorów i dyrektorek dużych spółek giełdowych, więc żadne rodzinne biznesy z tego powodu nie padną. UE daje państwom i firmom 7 lat na budowanie kadr i promowania ludzi, z włączeniem, wreszcie, kobiet. Badania jasno pokazują, że firmy w których jest więcej kobiet w zarządach lepiej sobie radzą – są bardziej innowacyjne, mniej zhierarchizowane i lepiej odpowiadają na sygnały płynące z rynku. Gdy w Norwegii wprowadzono podobne prawo, podniósł się krzyk, „bo gdzie znajdziemy tyle dyrektorek” i przecież to “wprowadzi chaos i zaszkodzi gospodarce”. Oczywiście, lęki się nie sprawdziły  – dyrektorki się znalazły i norewska gospodarka nie przestała się rozwijać. W Polsce i całej Europie też się znajdą, i może jeszcze firmy trochę zaoszczędzą w funduszach reprezentacyjnych. Nie brakuje nam świetnych kobiet, tylko woli, żeby ich talenty i umiejętności odpowiednio wykorzystywać w pracy, jeśli miałoby się to odbywać kosztem awansowania kolegów. Najwyższy czas, żeby to nie czas spędzony wspólnie w męskiej szatni i na „rozrywkach prawdziwych mężczyzn” miał kluczowe znaczenie!

Badania pokazują – gwiazdy porno są szczęśliwe!

Thursday, November 29th, 2012

Pornografia jest zaskakująco drażliwym tematem. Rzadko kiedy radykalne feministki do tego stopnia zgadzają się z prawico-religijnymi radykałami, jak w wypadku ludzi spółkujących z własnej woli przed kamerą. Bo ustalmy już na początku – mówię o legalnie produkowanej pornografii robionej przy udziale dorosłych, którzy nie są do tego zmuszani. (I nie, konieczność finansowa się nie liczy jako czynnik „zmuszający” – ilu z nas chodzi do pracy tylko dlatego, że ją tak strasznie kocha, a nie z powodu pensji?!  Chociaż jest oczywiście problem, jeśli chodzi o wybór przyzwoicie płatnych prac dla kobiet z niższym – a czasem i wyższym – wykształceniem, to nie będę się tu na tym skupiać). Pornografia reprezentuje specyficzny rodzaj sztuki filmowej. Mnóstwo ludzi ją ogląda (wedle badań 33% z nich to kobiety!), mało kto się do tego przyznaje. Poza oddanymi fanami, pornosy mają też sporą grupkę bardzo głośnych przeciwników, którzy nie zgadzają się w niczym, poza jednym – że porno to ZŁO.

Source: violet.blue’s Flickr photostream

Od razu powiem szczerze co osobiście o tym myślę, żeby nie utrudniać sprawy wszelkim potencjalnym oskarżycielom o nieobiektywność. Uważam, że dorośli ludzi powinni mieć prawo konsumować taki rodzaj rozrywki, jaki im odpowiada, o ile osoby mające udział przy produkcji tej rozrywki wyraziły na to świadomą zgodę i są dobrze traktowane w pracy, a ich prawa pracownicze nie są łamane. Te same standardy mam względem thrillerów, komedii romantycznych, sztuk teatralnych.

Tak, jest dużo pornosów w których kobiety są seksualnie dominowane przez mężczyzn, i tak jestem feministką. Ale co ma piernik do wiatraka? Seksualna dominacja – szczególnie na filmie pornograficznym – jest elementem gry, dosłownie scenariusza, wszystko odbywa się za zgodą aktorów i nie musi być żadnym wyznacznikiem tego co reżyser/ka i aktorzy i aktorki myślą o pozycji kobiety w społeczeństwie. Dorośli konsumenci powinni mieć tego świadomość, a ci którzy nie mają – no cóż, ich miejsce powinno być w tym samym worku z tymi, którzy wierzą, że Batman istnieje, a ugryzienie pająka może naprawdę skończyć się możliwością produkowanie przędzy i strzelaniem nią z ręki.

Kolejnym często wytaczanym argumentem przeciwko pornografii, jest to, że aktorki porno nie mogą być zdrowe i chcieć w tym brać udziału (bo wszyscy wiemy, że ogół mężczyzn niczego tak nie uwielbia jak seksu i każdy z nich bez wyjątku marzy o karierze porno aktora – bo jak inaczej tłumaczyć to, że nikt się nad ich zdrowiem psychicznym nie pochyla?).  Teraz są argumenty przeciwko tym tezom w postaci… badań naukowych. W czasopiśmie The Journal of Sex Research opublikowano artykuł, który na podstawie ankiet przeprowadzonych na prawie 200 aktorkach porno i 200 kobietach o podobnej pozycji społeczno-ekonomicznej, pokazał, że aktorki porno wcale nie są statystycznie bardziej psychospołecznie zaburzone, w porównaniu do przeciętnej kobiety. Co więcej, są pewniejsze siebie, mniej zakompleksione, mają bardziej udane życie seksualne (kto by pomyślał!?) i… częściej palą marihuanę. Nie dowiedziono, jak swego czasu postulowała feministka Catharine McKinnon, że większość (McKinnon kiedyś wręcz powiedziała, że wszystkie!) aktorek porno było molestowanych w dzieciństwie i że są zdepresjonwanymi, nienawidzącymi siebie i swojej pracy nieszczęśliwymi „upadłymi kobietami”. Wręcz przeciwnie!

(more…)

Płeć i płaca

Tuesday, October 23rd, 2012

Niedawno rozmawiałam z bliską znajomą o feminizmie. Żeby było jasne – rzeczona znajoma jest bardzo inteligentną, wykształconą osobą, która… nie znosi słowa feminizm. Powiedziała nam, że kojarzy jej się ono z kobietami walczącymi o coś, co już przecież mamy. Kiedy powiedziałam, że chociażby statystyki o średnich zarobkach pokazują jak wiele jest jeszcze do zrobienia, powiedziała, że po prostu nie chce jej się wierzyć, by w XXI-wieku, w sercu Europy, istniały jeszcze duże różnice w płacach ze względu na płeć. Niestety, nie tylko są możliwe, ale są codzienną rzeczywistością milionów kobiet w Polsce i na świecie.

Tak się niefortunnie składa, że czynnikiem, który najbardziej determinuje zarobki na poszczególnych stanowiskach, jest obecność (bądź też brak) macicy. Kobiety bowiem zarabiają średnio o 1/3 (słownie: JEDNĄ TRZECIĄ) mniej od pracowników na tych samych stanowiskach, którzy rzeczonych macic nie mają.

To nie jest kwestia wojującego feminizmu, nadinterpretacji, kobiecej emocjonalności czy innych bzdurnych powodów, którymi zazwyczaj tłumaczy się sprzeciw wobecu seksizmu. Tak stoi w liczbach – a liczby mało obchodzi, czy jesteśmy feministkami/feministami, czy nie. Dodatkowo, czy tego chcemy czy nie, kwestia ta codziennie dotyka polskie rodziny – również te, które od feminizmu odżegnują się słowem, czynem i wodą święconą. Jeśli kobietom płacono by za ich kompetencje, a nie zaniżano zarobki ze względu na płeć, polskie rodziny miałyby więcej pieniędzy.

Sprawa naprawdę jest tak prosta –  pracodawcy nie płacą kobietom sprawiedliwie, bo nie muszą. Od lat wytaczany jest argument, że gdyby kobietom płacić tyle, ile im się należy, zaszkodziłoby to biznesowi, albo płacom mężczyzn (a więc w rodzinach, w których pracują tylko mężczyźni, zrównanie płac byłoby de facto szkodliwe). BZDURA! Tego samego argumentu używano przeciwko wprowadzeniu pensji minimalnej, zasadom bhp, urlopom macierzyńskim i w ogóle w większości kwestii tyczących się praw pracowniczych. Te i inne mity o równych płacach są świetne obalone na stronie kanadyjskiej organizacji na rzecz równych płac.

(more…)

Jak z Płatka: Niebezpieczne dla zdrowia.

Wednesday, October 10th, 2012

Mam przed sobą wyrok karny wydany w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Tego nie wymyśliłby Kafka, Mrożek i Witkacy razem wzięci… a urzędnik Państwowej Inspekcji Pracy [PIP] i polski sąd potrafią.

Pani D.M została skazana za to, że zatrudniła u siebie na pół etatu jako pomoc domową obywatelkę Ukrainy. Zarzucono jej, że zrobiła to na warunkach innych niż określone w wydanym pierwotnie zezwoleniu na pracę. Różnica wzięła się stąd, że urzędnik omyłkowo w zezwolenie wpisał 900, a nie 700 zł na które obie Pani się umówiły. Dokumentuje to zarówno zawarta między nimi pierwotna umowa, wypłaty i kolejne wnioski o przedłużenia zgody na pracę. Dla sądu jednak błąd urzędnika okazał się dowodem na złamanie prawa przez Panią D.M.

To nie wszystko. Sąd zarzucił Pani M.D złamanie przepisów prawa karnego w ten sposób, że dopuściła ona Panią z Ukrainy do ścierania kurzu, zmiatania podłóg i czyszczenia dywanu elektroluksem bez badań lekarskich stwierdzających brak przeciwskazania do pracy na wykonywanym stanowisku oraz nie zapewniła jej specjalistycznego szkolenia bhp. W tej sytuacji sąd uznał, iż wina obwinionej nie budzi wątpliwości. Oskarżona broniła się, że przecież chodzi o zwyczajne sprzątanie, a Pani z Ukrainy jest traktowana jak szósty członek dużej rodziny i niezgorzej niż Polka potrafi obsłużyć odkurzacz czy pralkę, które zresztą jak i inny sprzęt AGD mają certyfikat  bezpieczeństwa. Te wyjaśnienia nie odniosły skutku – sąd potwierdzając, że wina obwinionej nie budzi wątpliwości skazał ją na karę grzywny za wykroczenie przewidziane w przepisach ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy z 2004 roku. Sąd i kontrolujący ją urzędnik PIPu znaleźli przepisy i użyli prawa jak cepa. Pewnie oboje dostaną premie, kto wie… może i awansują.

Mam przed sobą wyrok karny wydany w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Jest rok 2012. Rzecz nie dzieje się w kabarecie, i nie jest cytatem z „Procesu” Kafki. Rzecz dzieje się naprawdę, a wydając wyrok sąd na serio powołał się na Rzeczpospolitą Polską. W Polsce jest Konstytucja. W Konstytucji jest art. 2, a w nim treść, że jesteśmy państwem prawa urzeczywistniającym zasadę sprawiedliwości społecznej. To oznacza, że gwarantujemy, iż nie będziemy traktować przepisu jak cepa, którym się przywala na oślep. Oznacza też, że za błędy urzędników nie można walić najsłabszego. I nie chodzi o literówkę w wysokości wynagrodzenia, ale o postawę urzędnika/urzędniczki. W państwie prawa są od tego, by pomóc nam przestrzegać prawa. Więc nawet jeśli prawo wygląda na głupio bezduszne i nastawione na nabijanie kabzy np. behapowcom, to urzędnik jest od tego, by zadbać, aby tak się nie stało. Jeśli Pani M.D wysiliła się, by legalnie mieć u siebie Panią do sprzątania z Ukrainy, podpisała z nią umowę o pracę i opłaciła ZUS, to rolą urzędnika było ją poinformować, że jako pracodawczyni musi jeszcze zapłacić za  zaświadczenie od lekarza medycyny pracy i za bhp-owca, który jej wytłumaczy jak posługiwać się ścierką od kurzu. I że oczywiście wystarczy zmienić typ umowy na zlecenie, a wtedy i zdrowie tej pani i sposób użycia przez nią ścierki przestaną nas interesować.

(more…)

Google google’uje – jak najlepiej utrzymać i zatrudniać kobiety

Wednesday, August 29th, 2012

Google w ostatnim dziesięcioleciu stało się symbolem niesamowitych możliwości internetu, gigantycznego sukcesu finansowego.  Jest też firmą, która, jeszcze przed facebook’iem, skłoniła nas do myślenia o prywatności w sieci— bo  wie o nas trochę za dużo. Teraz Google daje do zrozumienia, że chce być też firmą, która najlepiej jak może wykorzystuje potencjał ludzki. Wszystkich ludzi – pracowników i pracowniczek.

Podczas gdy  w Polsce ciągle nie mamy sprawiedliwych parytetów, a w firmach jest zdecydowanie za mało kobiet  Google stwierdziło: basta! Jeśli mają dalej odnosić sukcesy i dynamicznie się rozwijać, nie mogą sobie pozwolić na zrezygnowanie z potencjału kobiet.

Google przeanalizowało swoje wewnętrzne statystki i okazało się, że tylko jedna trzecia ich blisko  35 tysięcy pracowników i pracowniczek to kobiety. Szefowie w Google przystanęli nad tymi statystykami – “ale jak to? dlaczego? przecież kobiety to ponad połowa ludzi zamieszkujących Ziemię”, podrapali się po głowie i wzięli się za rozwiązanie problemu jak wiedzą najlepiej: spisując odpowiedni algorytm. I czego się dowiedzieli? Prawdę mówiąc niczego, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli, ale Google, w przeciwieństwie do większości firm, wyciągnęło wnioski i poszło krok dalej – zaczęło aktywnie się zmieniać, by zatrudniać więcej kobiet. A  na tym, co zrobić żeby biznes miał się dobrze, Google się akurat zna, więc może inni powinni się serio od nich zacząć uczyć.

(more…)