bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Polityka’ Category

I wygrał…

Wednesday, November 7th, 2012

Piszę to we wtorek wieczór. Jeszcze nie wiadomo, kto wygrał dzisiejsze wybory prezydenckie w USA. Ludzie jeszcze głosują w gigantycznych kolejkach i pomino znacznych utrudnień. Kiedy kliknę “publikuj” będzie trochę więcej wiadomo o tym jakie nas czekają kolejne 4 lata. Ponieważ niewiele będzie czasu na poważne analizy, skupmy się na emocjach.

Kiedy myślałam, że Romney może wygrać

Próbowałam się uspokoić

Ale nie szło

Kiedy okazało się, że Obama prowadzi w sondażach przeprowadzonych tuż przed wyborami

Jak śledziłam wybory w internecie

I przeklinałam na czym świat stoi, że muszę iść spać nim się dowiem

A potem wstałam..

I…

Amen! Do następnych ciekawych wyborów jeszcze trochę nam zostało.

Huragan, klimat i kobiety

Wednesday, October 31st, 2012

Przedwczorajsza noc była straszna dla mieszkańców wschodniego wybrzeża USA, Kuby, niektórych mniejszych karaibskich wysp, jak również ich rodzin i przyjaciół. We wszystkie te miejsca uderzył bowiem wielki huragan “Sandy”, zwany również “Frankenstrom” . Wszystko wskazuje na to, że ludzie pośrednio przyłożyli się do tego bezprecedensowego huraganu. Kiedy woda zaczęła zalewać ulice, budynki i stacje metra na Manhattanie, mało kto pewnie myślał, że decyzje i pazerność tych, którzy tutaj urzędowali, mogły się do tego przyczynić.

Niestety, obaj kandydaci na prezydenta  USA wykazali się rzadką jednomyślnością nie poruszając w trakcie kampanii kwestii klimatu. A prawda jest taka, że karty na świecie rozdają obecnie w większości USA i Chiny. Nie ma co liczyć na to, że Chiny, które średnio co trzy dni budują nowa elektrownię węglową  a przy tym zmuszają kobiety do “aborcji” w 9 miesiącu ciąży, pochylą się nad losami planety, kiedy najwyraźniej nie mają wielkiego poszanowania dla podstawowych praw człowieka.

Pozostaje nam więc niestety liczyć na to, że Stany wreszcie coś zrobią i narzucą nową jakość w dyskusjach o klimacie. Rzecz w tym, że chyba niestety się przeliczymy. Pomimo tego, że świat ewidentnie zaczyna ponosić starty w ludziach i twardej walucie za nasze psucie klimatu, temat jest tak politycznie niewygodny, że nikt go nie chce tknąć choćby 10 metrowym kijem. No i poza monstrualnymi huraganami większość ofiar zmian klimatycznych mieszka w biednych krajach na południowej półkuli, co też pomaga udawać, że nic się nie dzieje.

W przyszłym tygodniu mieszkańcy Stanów Zjednoczonych (albo raczej ci, którym nie udaremni się korzystania z ich prawa do głosu)  wybiorą faceta, który od stycznia będzie (nadal?) rządził najważniejszą światową demokracją. Chcemy czy nie, wyniki tych wyborów będą ważne dla nas wszystkich. Od tego, czy wybrany zostanie Obama czy Romney może zależeć, czy Stany pójdą na wojnę z Iranem, czy światowy kryzys się będzie pogłębiał, czy USA zacznie mieć prawdziwe problemy z rosnącym wykluczeniem społecznym spowodowanym cięciami socjalnym, zmniejszeniem podatków dla najbogatszych i ulgami dla korporacji. Niestety, nie jest jasne co i czy cokolwiek będzie się działo w kwestii ograniczenia zaburzeń klimatu spowodowanych przez ludzi. Może jestem naiwna, ale ponieważ Obama ma mniej partyjnych znajomych, którzy zarabiają na ropie i węglu to liczę, że on mniej będzie planecie szkodził (bo prawdę mówiąc wątpię, czy pomoże).

(more…)

A za oknem krwawa jatka

Tuesday, October 30th, 2012

W poniedziałek 17 października około godziny 22 doszło w Polsce do zamachu stanu. Wszyscy Polacy znaleźli się nagle i niepodziewanie pod jarzmem Bliżej Nieznanego Ale Okrutnego Oprawcy. Straszne i niebywałe! Tym dla nas gorzej i straszniej, że wróg to nieznany i nienazwany. To co nieznane jest  najgorsze i najstraszniejsze!

Co ten wróg zrobił?

Coś strasznego, ohydnego i perfidnego!

Sprawił oto, że mieszkanka Opola została  przez Policję doprowadzona do aresztu w celu odbycia zasądzonej przez sąd polski kary. A że miała ona dzieci i była samotna, to dzieci te wylądowały w Izbie Policyjnej. Jak nakazują procedury i uchwalone w Polsce obowiązujące prawo!

To było wieczorem. Rano okazało się, że wszyscy są z tego powodu oburzeni:

Policja (nie ta co wsadzała ale inna)

Sędziowie (nie ci co wydali wyrok ale inni)

politycy

Szary Obywatel Od Którego Nic Nie Zależy (trwa ustalenie jak się on dokładnie nazywa bo przecież od ciebie czytelniku coś zależy. Może głosować w wyborach — to plan minimum).

W nocy Policjanci byli pewni, że postępują zgodnie z prawem i są ramieniem sprawiedliwości a rano okazało się, że są oni Narodowymi Przestępcami i Zbrodniarzami. Posadzili bowiem Matkę i Jej dzieci. Fakt , że dzieci i do Izby Dziecka ale to przecież nie przedszkole.

Wszyscy krzyczą i wszyscy są oburzeni. Premier (ten sam który już kastrował pedofilii, zamykał punkty z dopalaczami i jednorękimi bandytami i niczego go to nie nauczyło) od razu zarządził, że winny zostanie znaleziony i ukarany w ciągu godzin. Dla mniej biegłych w arytmetyce 5 lat 4 miesiące i 15 dni to 47 112 godzin.
Polski Premier pokazał już nie raz, że się wolno uczy. I ciągle daje tego nowy dowód. Dla tych którzy się jeszcze nie nauczyli, że on się wolno uczy. Może kiedyś uda mu się do tego nawet siebie przekonać?
(more…)

Przypadek Joanny Muchy i Klub Anonimowych Seksistów

Monday, October 29th, 2012

Zacznijmy od mądrości kilku Panów (z lewa i prawa, żeby nie było, że faworyzuję)

Joachim Brudziński (PiS):

Została członkinią gabinetu Donalda Tuska nie ze względu na kompetencję, wiedzę i doświadczenie, a gładkość lica.

Dariusz Joński (SLD):

Jeśli jest w ciąży, nie ma czasu i chce się zająć ciążą, a później swoim dzieckiem, tym szybciej powinna złożyć rezygnację i kibicować z boku.

Nota bene: ciąży u ministry Muchy ona sama nie stwierdziła.

Janusz Palikot (RP)

Joanna Mucha została ministrem, żeby stworzyć wrażenie, że Polska jest sexy krajem, w polityce grała urodą i seksapilem.

Proszę sobie wyobrazić przez chwilę, że o jakimś pośle bądź ministrze mówi się, że gra ładną buzią. Albo lepiej – że jeśli ma dzieci (bądź może będzie je miał), to niech się nimi zajmie, a nie bawi w politykę. Trudne, prawda?

Tak, Joanna Mucha jest konwencjonalnie (i nie piszę tego w obraźliwy sposób) atrakcyjną kobietą – młoda, szczupła, zadbana. Jest też absolwentką  Zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim, ukończyła studia podyplomowe z ekonomiki zdrowia i obroniła doktorat na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ciężko jej więc odmówić wykształcenia. Owszem, nie jest ekspertką od sportu (co wytyka jej się na każdym kroku), ale swojego czasu ministrem środowiska był historyk,  premierem licealny nauczyciel fizyki   a w obecnym rządzie ministrem sprawiedliwości jest filozof,  szefem MONu absolwent SGH, który wcześniej pracował w TVP, a ministrem środowiska prawnik . Doprawdy, dobrze to czy źle (niestety pewnie nie za dobrze) ekspertyza w danej dziedzinie nie jest wymagana do zdobycia teki ministralnej. Jest to niewątpliwie pewna bolączka polskiej polityki. Rzecz w tym, że co do ministry Muchy przyczepiono się jak do mało kogo. Nie chcę bronić niekompetentnych polityków i polityczek, ale w ślad za członkiniami Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet oraz Stowarzyszenia Kongres Kobiet,  chciałabym potępić niewątpliwie seksistowskie ataki na ministrę Muchę. Chociaż obawiam się, że część ataków wynika z tego, że sport jest archetypicznie męski i niektórym ciężko przez myśl i gardło przechodzi, że teraz “jakaś baba” za to w kraju odpowiada.

(more…)

Aborcja a in vitro – podstawy dla prawicowych polityków

Thursday, October 25th, 2012

Prawicowi politycy nigdy nie byli jakimś tuzami z biologii i medycyny, ale to, co się dzieje w tym tygodniu przekracza już wszelkie pojęcie. Najwyższy czas tym panom wyłożyć co i jak, żeby przestali się ośmieszać i przy okazji obrażać innych ludzi.

Po pierwsze: aborcja NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z IN VITRO. Kapitalizacja nie jest tu przypadkowa. Tyle jest wokół tego jakiegoś bzdurnego zamieszania, więc warto wyłożyć sprawę jasno i dużymi literami. Dobrym przykładem jest ta oto wypowiedź prezesa największej partii opozycyjnej:

15 tys. razy in vitro oznacza bardzo, bardzo wiele aborcji

Nie mam pojęcia co właściwie miał na myśli, ale najwyraźniej należy mu wytłumaczyć znaczenie słów, których używa. Aborcji dokonuje się na zaimplantowanym zarodku – to jest zarodku, który już się zagnieździł w macicy. Celem aborcji jest przerwanie ciąży. Z kolei in vitro to metoda leczenia bezpłodności. Polega na pobraniu gamet (czyli spermy i komórki jajowej) i dokonaniu zapłodnienia (czyli połączenia tych komórek) pozaustrojowego (czyli w tzw. “próbówce”). Uważna czytelniczka i uważny czytelnik zauważą kilka różnić między tymi dwoma procedurami medycznymi. Można by mówić o metodach i narzędziach, ale wydaje mi się, że dość kluczowe jest zastosowanie. Jedna z metoda ma na celu zapłodnienie i implantację zarodka, a w konsekwencji ciążę i dziecko bądź dzieci, a drugie ma na celu przerwanie ciąży i niedopuszczenie do jej donoszenia. W telegraficznym skrócie dla polityków zabieganych między konferencjami prasowymi a wywiadami w mediach prowadzonych przez osoby duchowne – in vitro -> dziecko, aborcja ->brak dziecka.

(more…)

Zbigniew Z. 20 lat później

Wednesday, October 24th, 2012

Człowiek mówi. I nie myśli, że jego pomysł może stać się rzeczywistością. I wtedy to może być koszmar, którego nie da się przeżyć.

Oto przykład:

Leżał już na korytarzu. Czekał. Lekarze i siostry przechodziły obok niego obojętnie. Jakby był powietrzem. Jakby już nie żył. A przecież żył, oddychał. Chciał krzyczeć, protestować. Niech go usłyszą. Przecież….

– Witam Pana Panie Premierze.

Niebieski fartuch. To lekarz, może jest jakaś szansa?

– Panie Premierze proszę tylko tutaj podpisać. Samochód będzie za jakieś 15 minut. I pojedzie pan do do….

Pani Doktor była młoda i jakoś nie przeszło jej przez gardło do domu. Ale on przecież jedzie do domu. Szkoda, że umierać. Podpisał. Poszła sobie.

– Panie Premierze chciałam Panu podziękować.

(more…)

Rzecz o hodowaniu dzieci

Wednesday, October 17th, 2012

Przedwczoraj był ważny dzień dla pana premiera. W jeden wieczór zaliczył wywiad u dwóch dziennikarskich sław – Olejnik i Lisa. W każdym sypał swoimi “liberalno-konserwatywnymi” mądrościami, ale wyjątkowo wkurzający był jeden tekst:

To jest debata, w jakim wieku może być para, żeby korzystać z procedury in vitro… czy pary gejowskie mogą korzystać pośrednio z procedury in vitro, powiem brutalnie, hodując dziecko po to, żeby być jego rodzicami. To są bardzo poważne dylematy o charakterze etycznym, medycznym.

Nie powiedział pan brutalnie panie premierze – powiedział pan to obraźliwie i homofobicznie. Brutalnym stwierdzeniem byłoby powiedzenie, że PO jest partią bezideowych oportunistów. Obrażanie ludzi, którzy chcą mieć dzieci, kobiet, które chcą ich w tym wspomóc i samych dzieci nie jest brutalne, ale po prostu ohydne.

Nie rozumiem, czemu dzieci homoseksualistów miałyby by być bardziej hodowane, niż heteryckie? Na pewno są bardziej chciane, bo nie może być mowy o wpadce. Są wyczekane, wytęsknione i zaplanowane. Czy to źle? Nie jest ważne, jakiej płci są rodzice ani ilu ich jest. Do poczęcia dziecka zawsze potrzeba tych samych składników – spermy, komórki jajowej, macicy. Na czym konkretnie miałaby polegać “hodowla” (co za okropne słowo!)? Na tym, że kobieta, która ciąże donosi, nie będzie potem dziecka wychowywać? Adopcja nie jest nową instytucją. Co więcej – w Biblii, księdze, która coraz bardziej zdaje się stawać podstawą programową niektórych członków PO – jest precedens kobiet rodzących dzieci i oddających na wychowanie parom, które same ich mieć nie mogły (na przykład Sara i Abraham). Owszem, były to pary heteroseksualne. ALE CO Z TEGO?!

Ciekawa jestem czy takim samym obrzydzeniem napawają pana bezpłodne pary heteroseksualne, które korzystają z usług surogatek (z użyciem in vitro bądź bez). Wedle pana definicji to też hodowla dzieci – która na polskim rynku ma się całkiem nieźle. Ludzie są dobrzy, źli i tacy sobie, i granice te nie przebiegają wedle orientacji seksualnej. Jak to ładnie mówią Anglosasi: get the fuck over it! Nie wszyscy czują pociąg do płci przeciwnej, i to nie powód, żeby ich dyskryminować.

Ale wracając do “hodowli”. Co z lesbijkami? Wspomina pan o procedurach in vitro dla par gejowskich, ale co z kobietami, które żyją z kobietami? Czy mają po prostu udawać “stare panny”? Co będzie, jeśli w końcu wprowadzona zostanie jakaś forma związków partnerskich, i dwie kobiety go zawrą? Przydało by się na chwilę odłożyć homofobię na bok i zastanowić się nad meritum swoich poglądów.

Pan premier powiedział, że w sprawie in vitro nie przejdzie ani “czarny ani tęczowy” projekt. Chciałabym, żeby dostrzeżono, gdzie w rzeczywistości leży różnica między tymi projektami i, generalnie, tymi światopoglądami. “Tęczowi” nie będą nikogo zmuszać do in vitro ani do związków partnerskich – chcą dać możliwości tym, którzy ich nie mają i są przez to dyskryminowani. “Tęczowe” idee oddają moc decyzyjną w ręce ludzi, których te decyzje będą się tyczyć. “Czarne” (wedle premierowej nomenklatury) projekty chcą za nas wszystkich podejmować decyzje zgodnie z de facto wykładnią prawno-teologiczną innego państwa (Watykanu). Projekty te chcą zmuszać i zabraniać, zamiast pozwalać i niwelować dyskryminację. Jeśli sumienie jest tak poważnym argumentem w tym państwie (w aptece, u lekarza i w sejmie), to dajmy wreszcie możliwość samym obywatelom i obywatelkom podejmować decyzję zgodnie z naszymi sumieniami!!

Urlopy macierzyńskie czy rodzicielskie, Panie Premierze?

Tuesday, October 16th, 2012

W swoim szumnie zapowiadanym i komentowanym “drugim expose” premier Tusk wspomniał o jednej – jak ją sam nieskromnie nazwał – “rewolucji”. Mianowicie, przedłużenie urlopów macierzyńskich do jednego roku. W Polsce na kobietę przypada 1.3 dziecka – mało. I pan Premier chce to zmienić – rewolucją właśnie.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM (FlickrStream Kancelaria Prezesa Rady Ministrów)

Przez cały weekend próbowałam się dowiedzieć, czy chodzi o urlopy macierzyńskie, czy rzeczywiście rodzicielskie. Czyli – czy znowu mówimy jeno o matce Polce, pomijamy zupełnie ojców i po prostu wywalamy kobiety na dłużej z rynku pracy i ograniczamy ich szansę na zatrudnienie (bo pracodawcy jeszcze bardziej się będą bali, że pracownica im zniknie)? Czy może wreszcie nasze prawo będzie odzwierciedlać stan faktyczny – mianowicie, że większość dzieci ma dwójkę rodziców i każde z nich powinno mieć okazję spędzić z niemowlęciem czas?

Okazuje się, że nie mogłam znaleźć odpowiedzi ponieważ… sam premier i jego ministrowie jeszcze jej nie znają. Na dzisiejszej konferencji prasowej ogłoszono, że trzeba będzie pomyśleć, co z tymi ojcami. Urzędnicy sprawdzą między innymi, ilu mężczyzn korzysta z urlopu tacierzyńskiego – choć nie wiadomo, jak te wyniki mają zostać wykorzystane.

Problem w tym, że w Polsce dzieci to sprawa kobiet – matek, babci i czasami przedszkolanek. W niektórych firmach wręcz się ojcom mówi – “my panu wolnego na dzieci nie damy – od tego jest żona” (nieważne czy pracująca poza domem, czy nie). Ojciec, który bierze wolne na dzieci to pracownik niepoważny, który zmniejsza swoje szanse na awans. Ojcowie, którzy chcą poprosić o tacierzyński często są od tego pomysłu odwodzeni. Inni nie pytają, bo albo im to do głowy nie przychodzi, albo nacisk w pracy jest taki, że nawet nie próbują.

(more…)

Ikei sposób na kobiety – Photoshop!

Tuesday, October 2nd, 2012

…przynajmniej w Arabii Saudyjskiej. Wczoraj media donosiły, że z katalogu firmy opublikowanego w Arabii Saudyjskiej wyphotoshopowane zostały wszystkie kobiety. W tym kraju nie wolno pokazywać nagiej kobiecej skóry (bo wedle co poniektórych ciało kobiety jest źródłem grzechu i jego postrzeganie jest często sprowadzone do seksualizacji i uprzedmiotowienia, na które dużo rzadziej i mniej systemowo narażeni są mężczyźni). W związku z tym Ikea postanowiła dać trochę dodatkowej pracy ekspertom od cyfrowej obróbki zdjęć i dosłownie pozbyto się każdej kobiety z katalogu (gdyż, co zapewne nie jest dla nikogo zaskoczeniem, żadna nie była w burce, więc skandalicznie obnażały twarze, ręce i szyje).

Reprezentanci koncernu, oczywiście umywają od wszystkiego ręce:

Rzeczniczka IKEA Yiva Magnusson oświadczyła agencji, iż koncern ma “jasny kodeks postępowania”, w którym znajduje się zapis o równości mężczyzn i kobiet. Za przeznaczony dla Arabii Saudyjskiej katalog odpowiedzialna jest spółka holdingowa Inter IKEA.

Ta sytuacja jest symptomatyczna dla większego problemu, jakim jest ugodowość koncernów w stosunku do krajów łamiących prawa człowieka (jak na przykład w wypadku Chin i Google’a). Niemniej, prawdopodobnie nie przypadkowo, tym razem to znowu kobiety są dosłownie eliminowane dla cudzego zysku. Na marginesie zaznaczę, że w Polsce nie jesteśmy lepsi – “kompromis aborcyjny”, o którym ostatnio znowu głośno w mediach jest tego klasycznym przykładem. Kompromis zawarto między kościołem a grupą mężczyzn w średnim wieku którzy znajdowali się wówczas, albo dochodzili, do władzy. Głównych zainteresowanych – czyli kobiet – nikt nie zapytał i tak naprawdę ich zdanie nikogo nie obchodziło. Tak jak w przypadku katalogu Ikei kobiety wykreślono ze względu na zysk ekonomiczny, tak tu kobiety zostały wystawione za nawias z nadzieją na zysk polityczny.

(more…)

Jak z Płatka: Smród

Friday, September 28th, 2012

Wczorajsze spotkanie Marszałkini Ewy Kopacz z dziennikarzami trudno nazwać konferencją prasową. Pokazywano tylko Ewę Kopacz, pytających ograniczono do głosu. Gdyby słowa, które w Nią rzucano zostawiały ślad na ciele maltretowanej, przesłuchanie to bez wątpliwości nazwalibyśmy poniżającym, nieludzkim, torturą. Zadawano jej ciosy brutalnie, bezlitośnie,  nie fair.  Pastwiono się nad Nią i urągano, by trupami ugrać, wyszarpać skrawek nadziei na polityczny sukces.

Materiały sejmowe

Ewa Kopacz odpowiadała na pytania dziennikarzy dotyczące identyfikacji zwłok i szczątków zmarłych w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2012 r. Odpowiadała rzeczowo, spokojnie, prawie nie pokazując po sobie, że to, co się dzieje jest nieuczciwe i niegodne.

Moja matka wyczuwała To węchem nadwrażliwym. Rozpoznawała znajomy swąd nawet w wiosennie kwitnącym ogrodzie. Zjawiał się nagle, nieproszony i wtrącał  ją w brunatny koszmar przeszłości. Stęchlizna rozszarpanych jelit unurzanych w kale i moczu. Lejąca się zewsząd ropiejąca krew otulona dymem wędzonych ciał i spalonych włosów. Smród szczątek, fetor kału potworniejący w wystających kościach. Strzępy ubrań uświnione nachalnie pęczniejącym rozkładem. Tam, to była codzienność. Przykleiła się do Niej i nie opuściła także po wyjściu z obozu.

Zastanawiałam się więc często jak z tym radzi sobie Ewa Kopacz. Jak radzi sobie  z zapachem, widokiem, z układaniem koszmarnie rozdrobionych szczątków kiedy jest już po.

Często się z Ewą Kopacz nie zgadzam. Nie wszystkie Jej decyzje uznaję za słuszne, ale nie ma to wpływu na szczery szacunek jaki żywię do Niej za postawę jaką wykazała po katastrofie polskiego samolotu pod Smoleńskiem.

Zrobiła za nas i dla nas ogromną robotę. Wykazała kulturę, fachowość, bezgraniczne oddanie i podziwu godną empatię, wrażliwość połączoną z przepiękną prostą, ludzką dobrocią. Szło razem z ofiarną pracowitością i godną naśladownictwa umiejętnością mobilizowania siebie i innych. Pracowała i współpracowała. Miała w sobie dość sił, by sprostać i dość przyzwoitości, by docenić wysiłek wszystkich polskich i rosyjskich współpracowników. Robiła to dając przykład dobrej pracy lekarki. Umiała godnie służyć i zmarłym i żywym.

Oglądałam jej zmęczoną, zmaltretowaną przeżyciami twarz i byłam pełna podziwu. Wiedziałam, że musiała całkowicie zrezygnować z siebie, nie myśleć o sobie, o sobie zapomnieć, by wytrzymać i być tam równo dla żywych i zmarłych. Być może mamy wielu równie dobrych lekarzy. Być może ktoś inny zrobiłby to nie gorzej, ale zrobiła to Ona.  Zaoszczędziła nam wszystkim dodatkowego bólu, pogardy, bylejakowatości, i dyplomatycznych, niepotrzebnych tarć.  Mogę się z Ewą Kopacz nie zgadzać, ale to w niczym nie umniejsza szacunku i uznania jaki mam dla Niej – także za wczoraj.

Czy była do końca z dziennikarzami szczera? Nie. Nie była. Wiedziała, że im naprawdę nie chodzi o informacje, że ich pytania są próbą zdyskredytowania rządu, że w nosie tak naprawdę mają szacunek dla zmarłych. Gdyby miała być do końca szczera musiałaby powiedzieć  o tym co najboleśniejsze. Gospodyni domowa, która używa młynka przygotowując kotlety mielone rzadko myśli o katastrofie lotniczej, ale wie, że po zmieleniu nie przywróci pierwotnej formy użytego mięsa.  Z szacunku do zmarłych i do żywych Ewa Kopacz oszczędziła pytającym opowieści, które w skrajnych załamaniach wypluwała z siebie moja matka. Były straszne.

Aby zachować tych, którzy zginęli w naszej pamięci takimi, jakimi byli przed katastrofą lotniczą, aby mogli pozostać w ciałach, w jakich ich znaliśmy – Ewa Kopacz musiała raz jeszcze wytrzymać. Polityk, polityczka muszą mieć twardszą skórę, muszą być otwarci na niewygodne pytania, i muszą umieć znosić  w imię demokracji i wolności słowa więcej.  Ale to nie zmienia faktu, iż wczoraj uważałam, że się nad Nią pastwimy nie w imię demokracji i wolności słowa, ale ze zwykłej satysfakcji, że Ona to znęcanie musi znosić i zniesie, bo w przeciwnym razie w miejsce imion i nazwisk tych, którzy w katastrofie zginęli w naszych głowach zagości  smród zwęglonych, zapapranych odchodami szczątków ciał.