bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Międzynarodowo’ Category

Takie ładne 200 000 euro

Friday, February 20th, 2015

Co byście zrobili mając 200 000 euro? Macie pomysł? Ja mam. Jestem członkinią Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej (PSEP). Gdyby pieniądze dostał PSEP  poszłyby na podniesienie kultury prawnej wśród uczniów, studentów, i dorosłych. Można by za nie, pozytywnie odpowiedzieć  na zgłaszane zapotrzebowanie na zajęcia z Prawa na co dzień. Starczyłoby na kilka lat i kilka wznowień Z Prawem Na Ty i Fajna Sprawa Uczę Prawa. A i co tam, za zgodą Prezeski i Zarządu wrócilibyśmy z popularną, swojego czasu, działalnością na paragrafowym blogu. Zawiłości prawa rozpraszaliśmy w sposób łatwy, miły i przystępny. Gdybyśmy mieli te ładne 200 000 euro bylibyśmy wolni, a to dla organizacji pozarządowej, jak się nauczyłam, podstawa.

"Courtroom European Court of Human Rights 05" by Adrian Grycuk - Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 pl via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Courtroom_European_Court_of_Human_Rights_05.JPG#mediaviewer/File:Courtroom_European_Court_of_Human_Rights_05.JPG

“Courtroom European Court of Human Rights 05″ by Adrian Grycuk – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 pl via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Courtroom_European_Court_of_Human_Rights_05.JPG#mediaviewer/File:Courtroom_European_Court_of_Human_Rights_05.JPG

Przed laty wzięliśmy udział w programie, który naraził nas na kontakty z urzędami i ministerstwami i najgorsze były te, które wsparcie miały w tytule, a działały jakby w rzeczy samej odpowiedzialne były za obstrukcje i zaparcie. Już, już dobijaliśmy końca programu, gdy nagle kontakty z urzędami zawiodły nas na korytarze sądów. Procesy. Z jednym ministerstwem, z drugim, trzecim. Trwały, a w międzyczasie my jak pióra, traciliśmy złudzenia. Procesy wygraliśmy, swoje odzyskaliśmy, ale zaufania do urzędów już nie. I nie zmieniły tego nawet wypłacone na czas, całkiem tłuste odsetki. Nabawiliśmy się urzędofobii; doświadczenia, że ministerstwa należy łukiem omijać.

Więc takie ładne 200 000 euro, poszłoby z korzyścią dla wielu. 

200 000 euro. – te same, które Polska zapłaci wykonując wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zapadł z 24 lipca 2014 roku, w sprawie wytoczonej przez dwóch przetrzymywanych w tajnych więzieniu w CIA w Starych Kiejkutach. Bez oskarżenia, bez procesu, z połamaniem przepisów zakazujących tortur; podtapiani, ogłuszani, karmieni przez odbyt, pozbawiani snu, bici.  Tajne więzienia CIA umieszczono poza Stanami Zjednoczonymi, bo tam nie wolno ani robić tajnych więzień, ani stosować tortur. W Polsce też nie, ale w Stanach dba się o przestrzeganie prawa. A w Polsce?

Zakłamywanie rzeczywistości, zaprzeczanie, negowanie, wciskanie farmazonów i używanie języka propagandy, by zabełtać w głowie i wmówić nerwowo każdy kit, byle odwrócić uwagę od faktu, że jako kraj nie zdaliśmy egzaminu przede wszystkim wobec samych siebie. Ludzie, którym w demokratycznych wyborach powierzyliśmy odpowiedzialność za przestrzeganie prawa w kraju, sprzeniewierzyli się prawu i nam .

Dopuścili do stosowania tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania. Nic nie wiedzieli? A nazywają więzionych terrorystami? Skąd ta wiedza? Bo Amerykanie dorwali dwóch, i torturowali, a skoro torturowali, to znaczy, że terroryści, nie? Nie! Jeden z nich – torturowany do zrujnowania zdrowia i życia  do dziś nie ma postawionego zarzutu,  drugi nie ma nic wspólnego z zamachem w Nowym Yorku, i nawet gdyby miał – jeśli nie umiemy przestrzegać prawa i wykorzystywać jego instrumentów, to znaczy, że jesteśmy kiepscy. Poświadczył to raport komisji Senackiej USA. ta cała heca nic dla sprawy nie dała, a zwiększyła zagrożenie właśnie dlatego, że dopuszczono się tortur.

  Tortury są zakazane bo są nieludzkie, ale od czasów stosów i czarownic wiadomo także, że dobrze robią jedynie sadystom, którzy je stosują. Nie oszukujmy się więc . Racja stanu wymagała, by przestrzegać prawa. Bo jeśli Polsce naprawdę zagrażali terroryści, to w efekcie złamania prawa przez tych, którzy odpowiadali za to, by nie dopuścić do jego pogwałcenia. 

Ci, co zaplątani są w zgodę na tajne więzienia, w których stosowano tortury  wmawiają nam różne dyrdymały. Odwołują się do erystycznych chwytów, straszą i etykietują odmieniając terroryzm przez przypadki. Znamy to; jak obrzydzić rozsądnie myślących – nazwać ich trzeba tak: …ci, co myślą, że złamaliśmy prawo stoją tam, gdzie stało ZOMO i są po stronie przestępców.   

Po 100 000 euro dla każdego poszkodowanego. Dla Al Nashiri and Abu Zubaydah.  Tyle zasądził Europejski Trybunał Praw Człowieka [ETPCz] w sprawie Al. Nashiri i Abu Zubaydah przeciwko Polsce (no 7511/13). Polska od wyroku się odwołała. ETPCz wyrok utrzymał. Minister Spraw Zagranicznych oświadczył, że Polska wyrok wykona. Prawdę mówiąc, na tym pierwszym powinien zakończyć i nie opowiadać głupstw, że wykonując wyrok możemy krętaczyć. Dość krętaczenia. Wyrok wymaga nie tylko wypłacenia pieniędzy; także uczciwego do końca wyjaśnienia sprawy i wydania wyroku.

Leszek Miller stwierdził, że nie musimy płacić, bo to by oznaczało, że płacimy terrorystom. Tonący brzytwy się chwyta, a umaczany nieprawości. 

Nie płacimy terrorystom, ale ludziom wobec których złamaliśmy zakaz tortur, prawo do sądu, bezpieczeństwa, uczciwego oskarżenia i obrony, prawa do poszanowania życia osobistego. Płacimy za to, że sprzeniewierzyliśmy się własnym standardom, złamaliśmy obowiązujące nas prawo i  zagroziliśmy własnej – polskiej praworządności.

Te pieniądze tak ładnie można by było spożytkować na tyle ładnych spraw, gdybyśmy się trzymali prawa. Tym bardziej trzeba wykonać wyrok. Bo niczego nam teraz bardziej nie trzeba jak przywrócenia rządów prawa i zaufania, że stojący na straży prawa, strzegą prawa, a nie własnego ciała.

Wykonanie wyroku ETPCz jest niezbędne i dlatego, by mieć absolutną pewność, że gdy w stan oskarżenia postawieni zostaną ci, którym przedstawi się zarzut odpowiedzialności za dopuszczenie do łamania polskiego prawa w tajnym więzieniu CIA to nikt nie będzie ich torturował, przetrzymywał w miejscu niedozwolonym, nie pozbawi obrony, bezpieczeństwa osobistego i rzetelnego procesu. 

Jak z Płatka: Równa sprawiedliwość.

Friday, July 4th, 2014

W Waszyngtonie, tuż przed budynkiem sądu stoi las kamer i mikrofonów. Jest gorąco nie tylko ze względu na słońce, które wali po oczach i parzy ramiona. Słychać gwar, panuje specyficzna atmosfera kamer, zaciekawienia, sporów, gotowych mikrofonów i ciętych, celnych argumentów. Nikt nie przeklina, nikt nie opowiada bzdetów o kolorach czy fasonie koszul, krawatach i innych obscenicznie miałkich nieważnościach. W tłumie zgromadzonym przed budynkiem The Supreme Court of The United States panuje brak konsensusu co do rozstrzygnięcia i niezłe przygotowanie merytoryczne obu stron.

fot. Monika Płatek

fot. Monika Płatek

To w takich, i przyznaje, tylko w takich momentach dobrze rozumiem emocje kibicek i kibiców sportowych. Oni pewnie z równą ciekawością obserwują piłkarską murawę. I w takich momentach potrafię zrozumieć, że  mecz piłkarski może być pasjonujący. Co nie zmienia faktu, że na stadion nie pójdę, a sąd mnie pociąga. I bez przesądzania co ważniejsze, bo w historii różnie bywało, nadal wiem, że mecz piłkarski to nie to samo co sądowy wyrok. To znaczy, mam na myśli sąd; sąd jednak niezawisły, a takim jest Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. Być tam, gdy rzecz się dzieje to niezwykła frajda, bez względu na wyrok.

30 czerwca 2014, The Supreme Court of The United States ogłosił wyrok w sprawie Burwell v. Hobby Lobby.

Sąd Najwyższy orzekł, że firmy rodzinne lub kontrolowane przez kilka osób nie muszą zapewniać pracownikom w ramach polis ubezpieczeniowych dostępu do antykoncepcji i środków postkoitalnych, chroniących przed zapłodnieniem oraz środków poronnych, jeśli narusza to przekonania religijne ich właścicieli. To wyrok mniejszościowy. Wydany głosami pięciu sędziów przeciwko czterem. Pięciu mężczyzn przeciwko trzem kobietom w składzie Sądu Najwyższego, do których dołączył jeden mężczyzna.

Wspaniale jest obserwować proces interpretowania/stwarzania prawa, jaki toczy się w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych. To jest to! – historycznie i na bieżąco. To naprawdę pasjonujące. Sprawy, które się tam dzieją budzą powszechną ciekawość, choć prosty rachunek postaw pozwala zazwyczaj trafnie obstawiać wynik. Tak było i teraz.

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych obraduje od 7 października 1935 roku, w budynku położonym [w zależności od przyjętej perspektywy] tuż za lub tuż przed Kapitolem. Z zewnątrz wyłożony lśniąco białym marmurem ma na portyku przed głównym wejściem wyryty napis znany tu każdemu od dziecka: Equal Justice Under Law [równa sprawiedliwość zgodna z prawem]. Dlaczego „równa sprawiedliwość”, a nie po prostu „sprawiedliwość zgodna z prawem” ? To pytanie nurtuje wielu speców od filozofii prawa. Motto, tak ważne w pracy tego sądu nie pochodzi od żadnego z sędziów, a odpowiedź jest banalnie prosta – bo tak lepiej pasowało architektowi. To on je wymyślił i wpisał we fronton budynku. Jednak bywa, że raz użyte, słowa nabywają głębi i mocy. Wielu uważa, że równość jest zaledwie retorycznym ozdobnikiem, z którego można śmiało zrezygnować bez szkody dla idei sprawiedliwości. Bo czy sprawiedliwość może być nierówna? Czy nadal wtedy będzie jeszcze sprawiedliwością? Pozornie to prawda, i tylko pozornie. Wyrok wydany 30 czerwca 2014 pokazuje, że sposób rozumienia równości i wolności ma znaczenie i jest subtelną grą rozłożenia akcentów i siły. Bywa też, że dotyczy tego, co z boku, a wyrok tylko pozornie dotyczy tylko tego, czego oficjalnie dotyczy.

W tej sprawie oficjalnie powiedziano, że Dawid Green, właściciel 600 sklepów w USA z artykułami biurowymi i pamiątkami, który zatrudnia 15000 osób nie musi w ramach obowiązkowych polis opłacać środków antykoncepcyjnych swoich pracownic. Czyli muszą płacić za to same, albo ciężar ten zostanie rozłożony, w ramach  kosztów ubezpieczenia na barki innych podatniczek/podatników niż Pan Green. Bo jak podkreślił w uzasadnieniu sędzia S Alito decyzja Sądu nie może być rozumiana jako utrata do ubezpieczeń obejmujących antykoncepcję. Rząd po prostu musi poszukać innej metody. Nie chodzi tu więc o zakwestionowanie prawa do środków antykoncepcyjnych, ale o to, kto za to będzie płacił.

Większość dostrzega, że wyrok jest świadectwem mentalnego oporu pięciu sędziów przed powszechnym prawem do ubezpieczenia. Reforma zdrowia konsekwentnie torpedowana w czasach Clintona, przeprowadzona przez Obamę, jest więc podgryzana. Sędziowie mają super życie, bankructwo i bieda, która zagląda w oczy wielu, którzy zachorują ich nie dotyczy – może więc trudno im się wczuć i zrozumieć, że equal justice wymaga i odmiennej perspektywy niż własna?

Ten wyrok zapewne jeszcze niedawno byłby wyrokiem większościowym. Kobiety czynią tu różnicę. Pierwsza kobieta w składzie działającego od 1789 roku, Sądu Najwyższego USA, Sandra Day O’Connor pojawiła się w nim dopiero w 1981 roku. Równa sprawiedliwość? Potrzebowali ponad dwustu lat… Nominowana z ramienia partii republikańskiej przez Prezydenta Ronalda Regana przyznawała, że bezpośrednie doświadczenie dramatycznych nierówności bijących z sądzonych spraw doświadczanych przez kobiety i różne mniejszości wpłynęły na zmianę sposobu jej widzenia świata. Przyznała też, że jako jedyna kobieta w składzie, często odczuwała intelektualną samotność. Teraz jest ich trójka. Wciąż mało. Za mało. W tej sprawie Sędzia Ruth Baden Ginsburg atakując decyzję piątki wytknęła ostro swoim kolegom, że właśnie w imię wolności religijnych,  uznali prawo jednych do narzucania innym swoich poglądów religijnych. A to przecież  kłóci się z prawem do wolności na które się powołali. Uznali więc tak naprawdę prawo siły. Prawo pracodawcy do narzucania pracownicom, zwłaszcza pracownicom swoich poglądów religijnych i nie liczenia się z ich poglądami! Przyzwolili na dżunglę i nie wzięli pod uwagę dewastacji jakie decyzja ta pociągnie dla demokratycznego porządku państwa prawa.

Sędzia Ginsburg oraz wspierające jej rozumowanie sędzia Elena Kagan, sędzia Sonia Sotomayer oraz sędzia Stephen Breyer mają rację. Pozostaje tylko pytanie czy pozostali sędziowie przyzwolili, czy zaledwie reprodukowali układ sił w od dawna toczonym sporze?

Nie będę ukrywać, to niesamowicie emocjonujące być tam, akurat w momencie, gdy coraz więcej Amerykanów, także przed budynkiem sądu, solidarnie protestuje przeciwko karze śmierci i jej wykonywaniu i gdy Sąd Najwyższy wydaje wyrok, który przecież tylko pozornie dotyczy wolności religijnych. Tu chodzi o podstawowe prawo człowieka do godności i osobistej integralności. O prawo reprodukcyjne jako prawo człowieka – o równą sprawiedliwość.

Chodzi o decyzję, kto jest uprawniony do kontroli nad kobietą. Kto ma prawo do kobiecej rozrodczości? Ona sama, czy ktoś inny, kto w relacji władzy, w imię jej zniewolenia przywoła boga, armie, sumienie, sąd ostateczny a jak trzeba to i sąd najwyższy?

Równa sprawiedliwość? Prawda jest taka, że bez względu na wyrok Sądu Najwyższego nikt nie ma wątpliwości, że zamach na prawo kobiet do decydowania o sobie, o tym kiedy, czy w ogóle, z kim i ile razy chcą zajść w ciąże, czyli o swoim prawie reprodukcyjnym jest zamachem na to prawo. To prawo jest podstawowym prawem człowieka,  ale identyfikowane z kobietą jest wciąż słabo przestrzegane, także w Ameryce.

Jak z Płatka: Wiedeń gender i kryminologia.

Thursday, November 28th, 2013

Wiedeń o tej porze roku jest z sennej bajki. Zapach grzanego korzeniami wina miesza się ze słodyczą cukrowej waty i czekoladowych orzechów.

Najlepsze kasztany są na placu Pigall? Nieprawda. Gdy obciążone prezentami sanie Mikołaja dzwonkami torują drogę, najlepsze, przytulnym ciepłem chrupiące kasztany są na targu świątecznym przed wiedeńskim ratuszem. A on sam jest jak z kunsztownie wyrzeźbionego lukru. Cały przystrojony rozgwieżdżonymi motylami.

Las Mariposas przyfrunęły. Zajęły ratusz.

zdjęcie (1)

Zjęcie: M. Płatek

To robi wrażenie. W przepastnych salach oddech gubi dech, bo każdy krok kontrolują groźne i dniu dzisiejszemu obojętne potężne rzeźby. Każda inna, każda męska i każda symbolizująca dominację i władzę. Trudno o lepszą symboliczną ilustrację patriarchalnego systemu.

Rzeźby kobiece? Można je z rzadka dostrzec w poczekalni i korytarzach. W przeciwieństwie do męskich nie są spersonalizowane. Wszystkie mają te same anonimowe słodkie buzie, pusty wzrok i wielkie piersi. Gołe. Są tam, by zdobić i służyć. Przerośniętym, napompowanym i nienaturalnie sterczącym biustem razem z nadętymi buziaczkami słodkich aniołków pomyślane są dla przyjemności oka i dłoni.

Zwolenniczka inkwizycyjnego ścigania gender Gabriela Kuby z Niemiec, popularyzowana nad Wisłą byłaby pewnie zdania, że się mylę, że to nie kultura, ale natura przybrana w długą siwą brodę Jahwe sama tak zarządziła i prowadziła rzeźbiarskie dłuto. Powodzenia. Pani Kuby podobnie jest zdania, że badania nad kulturową tożsamością płci „sprzedaje się” jako element walki o równouprawnienie kobiet. Kolejna bzdura. Niczego się nie sprzedaje i z niczym nie walczy. Równouprawnienie zapisane i zgodzone w Konstytucji wdraża się, a dzięki metodzie, która pozwala dostrzec kulturowe źródła szkodliwych stereotypów powiązanych z płcią, służy do usprawiedliwiania dyskryminacji.

Uwaga! Tu chodzi o prawa, nie o seks. Deprywacja seksualna być może objawia się tym właśnie, że głodnemu nawet kodeks i Konstytucja kojarzą się z orgią. Jego/jej sprawa, choć czyta się wywody Pani Kuby, jak i zresztą księdza Oka z rosnącym zdumieniem, że można z taką pasją i tyle ględzić o „życiu seksualnym”, zamiast .

Tu jednak będziemy się trzymać swego. Chodzi o prawa i ich wdrażanie. Zbyt często bowiem efektem ich lekceważenia jest przemoc.

(more…)

News z Watykanu – Geje zagrożeniem dla pokoju na świecie!

Wednesday, December 19th, 2012

Mam dla Państwa wiadomość świeżo z Watykanu. Prawdziwy news i aż dziwię się, że wcześniej nikt nie miał tej epifanii. Ewidentnie papieżem nie zostaje się bez powodu. Ale dość już trzymania Państwa w nieświadomości. Cztery dni temu Benedykt XVI oświecił cały świat, że związki homoseksualne są (duużo werbli)… zagrożeniem dla pokoju na świecie! Nie mniej nie więcej.

450px-BentoXVI-30-10052007

Papież konkretnie powiedział, że poparcie związków homoseksualnych jest (moje tłumaczenie):

 występkiem przeciwko ludzkiej prawdzie, która znacząco szkodzi sprawiedliwości i pokojowi

Nie mam pojęcia czym jest “ludzka prawda” (ang. “truth of the human person”), ale może gdyby mnie nie wyrzucono swojego czasu z lekcji religii to bym wiedziała. W każdym razie przekaz jest jasny, nie dość, że geje i lesbijki są źli, niedobrzy, be i fe (a nie, przepraszam: kochaj człowieka, potępiaj grzech! czyli poprzedni fragment tyczy się tylko seksualnie aktywnych homoseksualistów i biseksualistów). W dodatku zagrażają sprawiedliwości i pokojowi na świecie! Jeszcze raz: szef organizacji, która (dla przykładu) systemowo ukrywa pedofilię, dyskryminuje kobiety i wyznawców wszystkich innych religii poucza nas teraz, że atakiem na sprawiedliwość i pokój na świecie jest legalizowanie związków kochających się dorosłych dlatego, że mają te same organy rozrodcze! Nie mam pojęcia, jak to się komuś składa w głowie w koherentną całość. Co wyjątkowo ohydne – papież wypowiedział te słowa dzień po strzelaninie w Newton, w której straciło życie 26 ludzi (nie, nie z rąk świeżo poślubionych gejów, w razie gdyby ktoś miał wątpliwości).

Nie powinniśmy się nawet –  moim skromnym zdaniem – zniżać do poziomu merytorycznej dyskusji z takim poglądami. Papież nie mówi tego co mówi, bo naprawdę myśli, że związki gejowskie są zagrożeniem dla pokoju na świecie. Jeśli tak by było, to powinny go przekonać tony badań pokazujące, że małżeństwa homoseksualne są tak samo stabilne jak heteroseksualne, że parom tej samej płci świetnie idzie wspólne wychowywanie dzieci, i kiedy n.p. Hiszpania zalegalizowała związki homoseksualne, następnego dnia nie wybuchła anarchia ani wojna domowa (swoją drogą, ostatni reżim wojskowy w Hiszpanii długo by się nie ostał bez poparcie kościoła katolickiego – coś jeszcze o pokoju i sprawiedliwości, Panie Ratzinger?).

Papież mówi co mówi, bo jest homofobem reprezentującym instytucję, która nie radzi sobie w XXI wieku. Jak ktoś słusznie zauważył, odkąd papież dołączył do twittera, korzysta z technologii z XXI wieku żeby szerzyć swoją średniowieczną doktrynę. Jezus miał kilka bon motów – tak na przykład “kochaj bliźniego swego”, “ubóstwo uszlachetnia” albo “kto jest niewinny niech pierwszy rzuci kamieniem”. Jego wysłannicy na Ziemi zdają się kierować zupełnie innymi zasadami – im więcej pieniędzy, mniej przejrzystości, więcej zakazów i potępienia, tym lepiej dla hierarchii kościelnej. I teraz ten papież wymyślił, że nie zmiana klimatu, niestabilności geopolityczne, pazerność albo ludzka głupota są zagrożeniem dla sprawiedliwości i pokoju na świecie, ale ludzie kochający innych ludzi i chcący spędzić z nimi życie. Jedyne co mnie dziwi (poza może skalą ohydności tej deklaracji papieża), to, to, że  w naszym dobrym katolickim kraju nie było o niej głośniej. Przecież to tak na rękę homofobom i bigotom, których ci u nas nie brak. Ale może… (można marzyć) nawet rodzimi szefowie stacji religijnych i inni niepokorni zoorietnowali się jak straszliwie głupie jest to co Bededyktowi wyszło z ust.

To nie jest wyższa matematyka! Broń = śmierć!

Monday, December 17th, 2012

W piątek wieczór polskiego czasu w Newton w stanie Connecticut w USA zginęło 20 dzieci w wieku między 8 a 10 lat. Śmierć poniosło też 6 dorosłych. Kiedy Barack Obama mówił o tym na wystąpieniu w Białym Domu, ocierał łzy. “Niestety”, śmierć nie jest wynikiem kataklizmu naturalnego albo innego wydarzenia, za które ciężko kogoś konkretnego winić. W tym wypadku, jak i w dziesiątkach innych w ostatnich latach w Stanach, odpowiedzialny jest konkretny człowiek. Człowiek, który miał legalną półautomatyczną broń i użył ją do odebrania życia niewinnych ludzi nim zabił siebie. Nie jest to pierwsza i nie będzie ostatnia taka tragedia w Stanach, gdzie, przypomnijmy, w wieku 18 lat dosłownie można wejść do supermarketu i wyjść z karabinem. A trzeba mieć 21 lat, żeby sobie legalnie kupić piwo…

Nie jestem anty-amerykańska. Wychowałam się w tym kraju, mnóstwo mu zawdzięczam, uważam, że na swój sposób jest cudowny (i poświęciłam długie godziny życia na przekonywanie męża, że nie każdy Amerykanin ma akcent i poglądy George’a Bush’a juniora…). Niemniej, jest to kraj, który ma swoje duże problemy – tak z historią (khem – ohydne, zbiorowe mordy na Indianach?!), jak z teraźniejszością (oj…gdzie by tu zacząć..hmm.. Irak, Afganistan, Bushowie, Cheney, Blackwater, CIA…). Kontrola posiadania broni – a właściwie jej brak – zdecydowanie zasłużył sobie na miejsce na tej liście. W Ameryce rocznie ginie z powodu broni 9,484 ludzi (dla porównanie w Kanadzie – 200; 194 w Niemczech, 60 w Hiszpani, 35 w Australii i 17 w Finlandii).

Niemniej, konserwatyści i NRA (National Rifle Assocciation – jedno z najbogatszych lobby w USA) niezmiennie twierdzą, że posiadanie broni to podstawowe prawo każdego Amerykańskiego obywatela zagwarantowane przez Konstytucję USA (która, pomimo tego, że dziesiątki razy aktualizowana,  nadal jest drugą po Biblii najważniejszą publikacją w USA – i ciekawostka, sławetne zdanie “All men are created equal” w czasie pisania znaczyło “wszyscy biali mężczyźni, którzy posiadają ziemię są równi” – nikomu nie przyszło do głowy traktować wszystkie kobiety, nie-białych i biednych białych mężczyzn jako równych i nie trzeba tego nawet było precyzować, żeby było dla wszystkich jasne o co chodzi…). Rzecz w tym, że nie mają racji – Konstytucja gwarantuje prawo posiadania broni “as part of an organized militia” – czyli członkom/członikiniom zorganizowanych grup paramilitarnych! Żaden z Amerykanów, który w ostatnich latach strzelał do niewinnych ludzi, nie było członkiem zorganizowanej grupy paramilitarnej. Co więcej, mało kto w Ameryce jest! Ale Konstytucją sobie równo wszyscy wycierają buzie. I w sumie czemu nie, skoro jest w handlu bronią jest mnóstwo pieniędzy.

Rzecz w tym, że bardzo wiele Amerykanów i Amerykanek ma już dość  nieodpowiedzialnej polityki w sprawie dostępu do broni (i to nie tylko liberałowie – nawet Rupert Murdoch zaapelował na twitterze o jej zaostrzenie!). Są już zbierane podpisy pod petycjami które mają zmusić Biały Dom i Kongres do wzięcia się za ograniczenie dostępu do broni automatycznej i półautomatycznej, nim się okaże, że posiadanie czołgów jest legalne. A ci, którzy myślą, że potrzebują broni w domu, żeby bronić się przed rządem  (tak, to jest ulubiony argument Amerykańskiej prawicy – “gdyby Niemcy mieli broń w domu w latach 30-tych, Hitler nigdy nie doszedłby do władzy” – tyle, że sławetnie kiepscy z historii świata amerykańscy prawicowcy zapominają, że Herr Adolf wygrał w demokratycznych wyborach), powinni się chwilę zastanowić na ile im się przyda nawet bazooka przeciwko armii amerykańskiej z jej bezzałogowymi samolotami, świetnie wyszkolonymi żołnierzami i mnóóóóśtwem innej broni…

A na razie zostawiam Państwa  z kilkom reklamami, które jednak strasznie kłują w Europejskie oczy:

Na początek słodki staroć – Tatuś i synek – nigdy nie jest za wcześnie:winchester-ad

A tu z córczeką, która na koszulce ma napisane “Tatuś mówi, że nas to nie zrani”

Iver-Johnson-gun-revolvers-ad

I już bardziej wspołcześnie (i niezbyt subtelnie) “Uwaga politycy! 5, 000, 000 sprzedanych rocznie sztuk. Chiny wcale nie mają największej armii”

rem-ad

“Jeden strzał, jedna śmierć” Firma nazwya się “Savage Kills” (w wolnym tłumaczniu – “Dzikus zabija” i tak… logiem jest profil Indiańskiego przywódcy plemiennego..)

SavageArms-OneKill_500

I jedna z moich absolutnie najulubieńszych. “Twoja karta prawdziwego mężczyzny została ci znowu wydana”. Feministki Cię “wykastrowały”, kobiety mają prawo głosu, a nawet teoretycznie możesz mieć szefową zamiast szefa? Dośc tego – kup sobie półautomat i niech Ci penis rośnie zdrów!
BushmasterAd-Maxim_0

I wygrał…

Wednesday, November 7th, 2012

Piszę to we wtorek wieczór. Jeszcze nie wiadomo, kto wygrał dzisiejsze wybory prezydenckie w USA. Ludzie jeszcze głosują w gigantycznych kolejkach i pomino znacznych utrudnień. Kiedy kliknę “publikuj” będzie trochę więcej wiadomo o tym jakie nas czekają kolejne 4 lata. Ponieważ niewiele będzie czasu na poważne analizy, skupmy się na emocjach.

Kiedy myślałam, że Romney może wygrać

Próbowałam się uspokoić

Ale nie szło

Kiedy okazało się, że Obama prowadzi w sondażach przeprowadzonych tuż przed wyborami

Jak śledziłam wybory w internecie

I przeklinałam na czym świat stoi, że muszę iść spać nim się dowiem

A potem wstałam..

I…

Amen! Do następnych ciekawych wyborów jeszcze trochę nam zostało.

Huragan, klimat i kobiety

Wednesday, October 31st, 2012

Przedwczorajsza noc była straszna dla mieszkańców wschodniego wybrzeża USA, Kuby, niektórych mniejszych karaibskich wysp, jak również ich rodzin i przyjaciół. We wszystkie te miejsca uderzył bowiem wielki huragan “Sandy”, zwany również “Frankenstrom” . Wszystko wskazuje na to, że ludzie pośrednio przyłożyli się do tego bezprecedensowego huraganu. Kiedy woda zaczęła zalewać ulice, budynki i stacje metra na Manhattanie, mało kto pewnie myślał, że decyzje i pazerność tych, którzy tutaj urzędowali, mogły się do tego przyczynić.

Niestety, obaj kandydaci na prezydenta  USA wykazali się rzadką jednomyślnością nie poruszając w trakcie kampanii kwestii klimatu. A prawda jest taka, że karty na świecie rozdają obecnie w większości USA i Chiny. Nie ma co liczyć na to, że Chiny, które średnio co trzy dni budują nowa elektrownię węglową  a przy tym zmuszają kobiety do “aborcji” w 9 miesiącu ciąży, pochylą się nad losami planety, kiedy najwyraźniej nie mają wielkiego poszanowania dla podstawowych praw człowieka.

Pozostaje nam więc niestety liczyć na to, że Stany wreszcie coś zrobią i narzucą nową jakość w dyskusjach o klimacie. Rzecz w tym, że chyba niestety się przeliczymy. Pomimo tego, że świat ewidentnie zaczyna ponosić starty w ludziach i twardej walucie za nasze psucie klimatu, temat jest tak politycznie niewygodny, że nikt go nie chce tknąć choćby 10 metrowym kijem. No i poza monstrualnymi huraganami większość ofiar zmian klimatycznych mieszka w biednych krajach na południowej półkuli, co też pomaga udawać, że nic się nie dzieje.

W przyszłym tygodniu mieszkańcy Stanów Zjednoczonych (albo raczej ci, którym nie udaremni się korzystania z ich prawa do głosu)  wybiorą faceta, który od stycznia będzie (nadal?) rządził najważniejszą światową demokracją. Chcemy czy nie, wyniki tych wyborów będą ważne dla nas wszystkich. Od tego, czy wybrany zostanie Obama czy Romney może zależeć, czy Stany pójdą na wojnę z Iranem, czy światowy kryzys się będzie pogłębiał, czy USA zacznie mieć prawdziwe problemy z rosnącym wykluczeniem społecznym spowodowanym cięciami socjalnym, zmniejszeniem podatków dla najbogatszych i ulgami dla korporacji. Niestety, nie jest jasne co i czy cokolwiek będzie się działo w kwestii ograniczenia zaburzeń klimatu spowodowanych przez ludzi. Może jestem naiwna, ale ponieważ Obama ma mniej partyjnych znajomych, którzy zarabiają na ropie i węglu to liczę, że on mniej będzie planecie szkodził (bo prawdę mówiąc wątpię, czy pomoże).

(more…)

Pierwsze takie małżeństwo

Thursday, October 18th, 2012

W Rennes, na zachodzie Francji, nauczycielka w szkole podstawowej zapytała swoich uczniów, co jest w ich życiu nadzwyczajne. Jeden z chłopców odpowiedział: „moja Mama jest lesbijką, mój Ojciec transseksualistą, a dla mnie i moich braci to samo szczęście”. To był syn Marie i Chloé. Chloé zaś jeszcze dwa dni temu była oficjalnie Wilfridem.

We wtorek, 16 października 2012, sąd apelacyjny w Rennes wydał decyzję, że Wilfrid Avrillon, urodzony mężczyzną, jest od tego momentu kobietą i będzie nosiła imię “Chloé”. Chloé, jej  żona i ich trzej synowie od wielu miesięcy oczekiwali na tę decyzję, wydania której inne sądy im odmawiały. Wilfrid od zawsze czuł się kobietą, a dwa lata temu przeszedł operację korekty płci w Tajlandii. Od dwóch lat więc Chloé nie tylko czuła się kobietą, ale i wyglądała jak kobieta. Pomimo tego sądy odmawiały uznania zmiany płci dopóki Chloé nie weźmie rozwodu. Nie było jednak ku temu powodu – jej żona, Marie, jest lesbijką i kocha Chloé, a ich trzej synowie wspierali decyzję Chloé i bardzo są dumni ze swoich rodziców. Wczoraj w końcu sąd apelacyjny w Rennes postanowił, że nie ma powodu by zaprzeczać rzeczywistości i odmawiać Chloé oficjalnej korekty płci, uznając jednocześnie, że wzmianka ta nie powinna się pojawić na akcie małżeństwa, jako że małżeństwa osób tej samej płci nie są jeszcze zalegalizowane we Francji.

Wśród większości Francuzów decyzja ta została przyjęta entuzjastycznie i nie ma się czemu dziwić: prawdziwa tożsamość Chloé została oficjalnie uznana bez konieczności rozbijania szczęśliwej rodziny; starania Jej, Jej rodziny i całego środowiska LGBT zakończyły się sukcesem i na dodatek decyzja ta jest symbolicznym ukłonem wobec obietnicy złożonej przez rząd Jean-Marca Ayraulta, że od przyszłego roku zalegalizowane zostaną małżeństwa osób homoseksualnych i adopcja przez osoby homoseksualne.

Aktualnie 65% Francuzów popiera małżeństwa homoseksualne i liczba ta ciągle rośnie. Jednakże, jakakolwiek ta liczba by nie była, najważniejszym wydaje się, że od przyszłego roku pary homoseksualne będą miały te same prawa co pary heteroseksualne i że wnuki Chloé i Marii będą mogły mówić o małżeństwach swoich przyjaciół i krewnych gejów i lesbijek, ale w przeciwieństwie do czasów ich rodziców nie będzie to już „nadzwyczajne”.

 

Ikei sposób na kobiety – Photoshop!

Tuesday, October 2nd, 2012

…przynajmniej w Arabii Saudyjskiej. Wczoraj media donosiły, że z katalogu firmy opublikowanego w Arabii Saudyjskiej wyphotoshopowane zostały wszystkie kobiety. W tym kraju nie wolno pokazywać nagiej kobiecej skóry (bo wedle co poniektórych ciało kobiety jest źródłem grzechu i jego postrzeganie jest często sprowadzone do seksualizacji i uprzedmiotowienia, na które dużo rzadziej i mniej systemowo narażeni są mężczyźni). W związku z tym Ikea postanowiła dać trochę dodatkowej pracy ekspertom od cyfrowej obróbki zdjęć i dosłownie pozbyto się każdej kobiety z katalogu (gdyż, co zapewne nie jest dla nikogo zaskoczeniem, żadna nie była w burce, więc skandalicznie obnażały twarze, ręce i szyje).

Reprezentanci koncernu, oczywiście umywają od wszystkiego ręce:

Rzeczniczka IKEA Yiva Magnusson oświadczyła agencji, iż koncern ma “jasny kodeks postępowania”, w którym znajduje się zapis o równości mężczyzn i kobiet. Za przeznaczony dla Arabii Saudyjskiej katalog odpowiedzialna jest spółka holdingowa Inter IKEA.

Ta sytuacja jest symptomatyczna dla większego problemu, jakim jest ugodowość koncernów w stosunku do krajów łamiących prawa człowieka (jak na przykład w wypadku Chin i Google’a). Niemniej, prawdopodobnie nie przypadkowo, tym razem to znowu kobiety są dosłownie eliminowane dla cudzego zysku. Na marginesie zaznaczę, że w Polsce nie jesteśmy lepsi – “kompromis aborcyjny”, o którym ostatnio znowu głośno w mediach jest tego klasycznym przykładem. Kompromis zawarto między kościołem a grupą mężczyzn w średnim wieku którzy znajdowali się wówczas, albo dochodzili, do władzy. Głównych zainteresowanych – czyli kobiet – nikt nie zapytał i tak naprawdę ich zdanie nikogo nie obchodziło. Tak jak w przypadku katalogu Ikei kobiety wykreślono ze względu na zysk ekonomiczny, tak tu kobiety zostały wystawione za nawias z nadzieją na zysk polityczny.

(more…)

Czego nikt dzisiaj nie przeczyta.

Monday, October 1st, 2012

Te wiadomości nie obiegły mediów całego świata i nie trafiły na pierwsze strony gazet i portali całego świata:

Grupa niemieckich feministek zaatakowała wczoraj ambasadę Sudanu w Berlinie w proteście przeciwko groźbie ukamienowania  kolejnej kobiety oskarżonej o cudzołóstwo.

– Nie możemy już tego znieść. To już piąta w tym roku ofiara, o której wiemy. Zbyt szanujemy życie aby patrzeć na to spokojnie. Sudańczycy nas prowokują i muszą wiedzieć, że nie zgadzamy się na to aby mordować za cudzołóstwo ofiary gwałtu – powiedziała 36 Ulricha M., jedna z przywódczyń marszu protestacyjnego.

Pod tymi słowami podpisali się 27 Joachim K. i jego kolega z Policji berlińskiej, którzy byli wraz z berlińskimi anarchistami członkami grupy, która zdobyła szturmem ambasadę sudańską. Joachim K. wyraźnie zaznaczył, że zarówno on jak i jego koledzy z Policji szturmowali Ambasadę prywatnie,  po godzinach pracy.  Kierowali się oni jedynie troską o życie, zarówno skazanej Sudanki jak i obrońców ambasady.

– Ja i moi koledzy jesteśmy wysokiej klasy specjalistami i nasza obecność w trakcie szturmu demonstrantów na ambasadę sudańską miała zapewnić jak najmniejszą liczbę ofiar. Udało nam sie, są jedynie 3 ranni wśród broniących się. Po raz kolejny okazało się, że jesteśmy naprawdę dobrze wyszkoleni i pieniądze podatników nie zostały zmarnowane. Podatnicy płacą za to żebyśmy bronili życia nie tylko ich ale jeżeli jest taka możliwość wszystkich niewinnych ofiar na całym świecie. A to była właśnie taka okazja – powiedział Joachim K. korespondentowi RIA-Nowosti.

Akcja ta, jak i wielotysięczna demonstracja muzułmanów w Pakistanie, Indiach i Australii  pod wspólnym hasłem:

Nie mordujcie niewinnej

Stop kamieniowaniu ofiar

odniosły sukces. Zapowiadana od 10-dni egzekucja nie odbyła się.

(more…)