bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘LGBTQ’ Category

Jak z Płatka: Źdźbło kontra belka w oku (tekst zreflektowany).

Thursday, August 27th, 2015
Bilder från BSPC 18 i Nyborg 2009-08-31 2009-09-01

“BSPC 19 i Nyborg Danmark 2009 (4)” by Johannes Jansson/norden.org. Licensed under CC BY 2.5 dk via Wikimedia Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:BSPC_19_i_Nyborg_Danmark_2009_(4).jpg

 

Debata może być ostra; dane wrażliwe pracownicy muszą być chronione. Dane wrażliwe pracownika/pracownicy nie mogą być upubliczniane.

W pierwotnym tekście zagalopowałam się. Przepraszam. Mam rację, że pracodawca nie może ujawniać danych wrażliwych, ale informacja, że pracownik/pracownica jest na zwolnieniu nie jest informacją wrażliwą. Byłaby, gdyby pracodawca ujawnił numer lub rodzaj choroby.

Ewa Wanat na swoim facebooku zamieściła ironiczny wpis:

“Dlaczego polskie sześciolatki są głupsze od rówieśników z Włoch, Francji i Niemiec? A może tylko państwu Elbanowskim rodzą się takie nierozgarnięte dzieci?”

Z intencji ironiczno- polemiczny, mało, przyznaję, elegancki w końcówce; w całości był celną parafrazą wcześniejszej uwagi profesora Vetulianiego: „Sześciolatki niezdolne do rozpoczęcia nauki są albo niedorozwinięte, albo chore, albo leniwe, albo głupio chowane. Współczujmy rodzicom…” . Ten wybitny ekspert od rozwoju mózgu doskonale wie, że sześciolatki, jak mało kto nadają się do rozpoczęcia nauki!

Oboje i prof. Jerzy Vetuliani i red. Ewa Wanat dalecy są od chęci obrażania dzieci i rodziców. Zwracają uwagę na problem. Ostro. To prawda, ale w polemice nie jest to niemożliwe.

Co jest, pytają, niby nie tak z polskimi dziećmi, że mają odstawać od rówieśników, rówieśniczek w całej Europie? Czy z dziećmi jest coś nie w porządku, czy może trzeba przygotować szkoły, zacząć pierwszą klasę w przedszkolu, ale nie odmawiać szans na rozwój i wyrównanie poziomu wszystkim dzieciom; z których wielu nie ma warunków danych najbogatszym. To wyrównanie zapewnia start sześciolatków.

Dlaczego dzieci w innych państwach mogą korzystać z edukacji od szóstego roku życia, a polskie nie?

I Vetuliani, i Wanat zaprosili swoich znajomych z twittera/facebooka do rozmowy. Zamiast tego polały się na nich sfrustrowane pomyje i wrogość niekoniecznych znajomych. Czytając te rzygi zrozumiałam, że w porównaniu z nimi, to co leci na mnie to niemal czuła pieszczota! W takiej sytuacji oczekiwałabym, że szef Rady Nadzorczej RDC oburzy się na zalew nienawiści, której jak widać, byle pretekst wystarczy, by popłynąć gęstą breją.

…Nie uwierzyłabym, ale zobaczyłam i przeczytałam. Nie ma wsparcia szefa. Jest podłączenie się pod pretekst, by dokopać… belki w swoim oku nie widzicie, a w oku bliźniej dostrzegacie choćby i źdźbło….

Pan szef jest oburzony na wpis red. Wanat. Że zrobił to tylko prywatnie na facebooku? No cóż, nie inaczej zrobiła red. Ewa Wanat.

Ewa Wanat robi świetne radio. Jest zdolna, świetna i nietuzinkowa. Czy to może wkurzać? Pewnie tak. Nie zmienia to jednak faktu, że debata może być ostra.

Grodzka na Prezydenta!

Sunday, February 1st, 2015

W prawyborach Zielonych na kandydatkę na najwyższy urząd w Polsce wysunięta została posłanka Anna Grodzka…i zaczęło się.

Jeden ze szmatławych tygodników przygotował na okładkę tekst, który w zamierzeniu sensacyjny, w rzeczywistości ośmiesza to pismo.

By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

Krzycząca okładka głosi:

„W Sejmie transseksualna, prywatnie mieszka z heteroseksualną kobietą” .

W tytule zawarta jest sugestia; że to wszystko blef, że to polityczna kreacja… Anna Grodzka poświęcająca się, by zasiać tym sposobem ziarno tolerancji i wiedzy w narodzie?! Już sam artykuł i ta sugestia to najlepszy dowód jak niewiele wiemy o transseksualiźmie i losie osób transseksualnych! 

Nie interesuje mnie bliżej autor, który wziął się za próbę opluwania Anny Grodzkiej. Trzeba być jednak ciężkim niedoukiem i nie dostrzegać piekła przez które przechodzą osoby transseksualne, by sugerować tu kreację dla celów politycznych. 

Pismo od szmatławca odróżnia styl. Pismo dyskutuje o racjach, szmatławiec opluwa. Specjalnie nie podaję jego tytułu. Nie wart jest tego. Prawda jest taka, że posłanka Anna Grodzka ma prawo do prywatnego życia takiego jakie chce mieć lub ma. To jej sprawa z kim i jak mieszka, i w co chodzi ubrana. Nie musi odpierać insynuacji, nie musi się tłumaczyć. Niszczą Annę Grodzką? Nie, przede wszystkim źle świadczą o tygodniku, który, aby zaistnieć chwyta się plugastwa.

Wstrętny tekst już za chwilę wyścieli śmietniki. Jednak nawet on pokazuje  jak bardzo potrzeba nam i więcej wiedzy o orientacji płciowej i orientacji seksualnej i dobrej ustawy o korekcie płci. 

Przeczytajcie to raz jeszcze.

„W Sejmie transseksualna, prywatnie mieszka z heteroseksualną kobietą” .

Aż bije po oczach stereotypowe zardzewienie. 

Jak gdyby było tak, że osoba transseksualna obowiązkowo coś lub z kimś musiała lub nie mogła.   .

Obróćmy więc podłe w pożyteczne. Podejdźmy to tego naukowo, abstrahując od szmatławego tekstu.

Osoba transseksualna może mieszkać z kim chce i jak chce, I nie ma się to nijak do identyfikacji płciowej i orientacji płciowej. 

Identyfikacja płciowa i orientacja seksualna to dwie, nieprzystające do siebie kategorie.

Identyfikacja płciowa związana jest z tym, czy czujemy się kobietą, czy mężczyzną. Orientacja seksualna zaś dotyczy tego do kogo odczuwamy zewnętrzny pociąg seksualny.

Czasami zdarza się, że kobiety uwięzione są w męskim ciele, lub mężczyźni w żeńskim i wtedy mówimy, o osobach transseksualnych (transpłciowych). Pozostałe, to osoby cis-płciowe; kobiety identyfikujące się psychicznie jako kobiety w biologicznych ciałach kobiet, mężczyźni identyfikujący się psychicznie jako mężczyźni w biologicznych ciałach mężczyzn.

Wszyscy natomiast, zarówno cis jak i trans mają jakąś orientację seksualną. Każda jest równowartościowa, choć zróżnicowana liczebnie. Może być heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna, a nawet a-seksualna, gdy miłość i bliskość jest tak samo ważna jak u hetero, bi i homo, ale seks już niekoniecznie. Heteroseksualną wyróżnia zaledwie to, że przeważa liczebnie, nie jest przez to jednak lepsza od biseksualnej czy homoseksualnej.

Żeby więc już na przyszłość mieć jasność I abstrahując od tekstu ze szmatławca: osoba transseksualna może być zarówno heteroseksualna jak i homoseksualna… Jeśli jeszcze tego nie wyjaśniłam sięgnijcie do książek, jest już ich sporo, np. do zbioru, w którym pisze i Anna Grodzka (Transpłciowowść – androgynia. Studia o przekraczaniu płci), albo po Kate Borstein (Gender Outlaw).

Co? Że jak? …O.k. proszę bardzo, zadajmy i to pytanie. Że po co skoro ktoś byłby homoseksualną kobietą lub był mężczyzną w nie swoim ciele miałby to zmieniać, jeśli mógłby w sztucznym ciele udawać i mieć dostęp do stosownie kobiet i mężczyzn bez liku?

W pytaniu, zazwyczaj kryje się już odpowiedź. Kto z Państwa chciałby być zatrzaśnięty? całe życie w sztucznym ciele? i całe życie udawać? Idźcie do dentysty i poproście o borowanie po nerwach bez znieczulenia. Idźcie do chirurga i poproście o amputacje, oderżnięcie zdrowych nóg na żywo, tępym nożem. I wciąż to nie będzie ten ból i to cierpienie które – bez znieczulenia – dotyka osoby transseksualne. Osoby zatrzaśnięte nie w swoim – psychicznie odczuwanym – ciele.

A co z Anną Grodzką?

Anna Grodzka na Prezydenta! I skoro Anna Grodzka na Prezydenta to czas dostrzec, że w polityce i w Sejmie jest właśnie Ona – Anna Grodzka, osobą nietuzinkową. Jak mało kto zna się na gospodarce, na problemach społecznych i jest nie tylko merytoryczna, ale i pracowita. Dodatkowo rzeczywiście robi i to: uświadamia i działa, by eliminować dyskryminację osób i ze względu na ich orientację płciową, i orientację seksualną. Myślę, że samym swoim przykładem i postawą zrobiła też ogromnie wiele by podnieść kulturę debaty publicznej.

Czy trzeba się z Anna Grodzka zgadzać? Nie, ale żeby stanąć w szranki do debaty trzeba mieć wiedzę i poglądy. A gdy brak? Szmatławe pismo plugastwa się chwyta i próbuje lać pomyje, licząc na to, że ludzie to kupią.

Kupią? Ja nie kupię i Państwu też to proponuje. Liczą na finansowy i medialny rozgłos. Mam nadzieje, że się przeliczą. 

A Anna Grodzka?

Anna Grodzka na Prezydenta!   

Spiskowcy są wszędzie.

Monday, May 19th, 2014

Wszyscy wiemy, że świat jest pełen spisków i tajemnic. Wielu boi się,  że kupić można prawie wszystko. Udało się nam to połączyć. Kupiliśmy Taśmy z Tajnego Spotkania Prawicy i Ruchu Narodowego LGBT. To, że ruch taki istnieje jest oczywiste. Statystyki są twarde i nie do podważenia, 4-5 procent populacji to homoseksualiści i biseksualiści.

Wszędzie, w każdej populacji. Na prawicy, lewicy i w centrum.

Nawet…!

Tak nawet tam!

Publikujemy stenogramy, które pozwolą zrozumieć, kto za tym stoi. Pomogą one nadać sens temu, co bez wiedzy tajemnej sensu jest zupełnie pozbawione.

 Wikimedia commons. Andrejj julij 2004

Wikimedia commons. Andrejj julij 2004

***

– Koledzy geje i koleżanki lesbijki, witam na kolejnym spotkaniu Grupy Inicjatywnej Gejów i Lesbijek Prawicy Polskiej i Narodowych Środowisk Katolickich. Widzę nowe twarze. Cieszę się, że coraz więcej z nas ma odwagę przyjść tutaj. Wiemy kto jest kim i boli, że tak nieliczni z nas są tutaj. No cóż, taki mamy elektorat. Jeszcze nie gotowy na to, że prawica i katolik to też geje. Dlatego warto być aktywnym prawicowym gejem i katolikiem.

Witam Jarka. Wiem jak długo walczył on ze sobą zanim zaakceptował swoje prawdziwe, gejowskie Ja. Mam nadzieję, że to nie w ramach kampanii do Parlamentu Europejskiego. Chciałem aby był on z nami od 4 lat. Od kiedy to powiedział mi z kim chciałby przeżyć całe życie. Rozumiem go. Też go kochałem.

Długo błądził. Witamy.

(2 minuty 34 sekundy oklasków i okrzyków)

– Oddaje głos Prezesowi.

(94 sekundy oklasków i okrzyków)

– Geje, lesbijki i biseksy byliśmy, jesteśmy i będziemy prawicą i katolikami. Nikomu tego nie oddamy. Rośniemy w siłę, i juz jutro nikt nie odważy się powiedzieć, że prawdziwy polski katolik prawicowiec nie może być homo. Odsuniemy wtedy od władzy liberałów i lewicę, którzy jedynie udają, że popierają ruch LGBT.

Oni tylko mówią i nam trzeba czynów. Wbrew obietnicom nie zalegalizowali naszych związków partnerskich. To ta decyzja Donalda Tuska, najgorszego polskiego premiera,  jest dla nas najbardziej bolesna. Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy po expose Premiera spotaliśmy się pełni nadziei, że w końcu będziemy mogli być razem. W naszym kraju, który my kochamy, a który nie kocha nas.

Jesteśmy tutaj we własnym gronie, opowiem więc o mojej tragedii. Adama. Moja wielka miłość. Kochałem i kocham go dalej. 3 lata temu myślałem, że to on będzie moim mężem. Mieliśmy plany. Nawet wybraliśmy już lokal gdzie miało być wesele. Niestety, Tusk zawiódł. Pieniądze na ślub się rozeszły a Adam mnie zostawił. Inny Jarek parzy mu teraz herbatę z czarnego bzu. Nasz związek przechodził ciężkie chwile. Wiem, że gdybyśmy byli małżeństwem, udałoby się go uratować. Adamie, tak wiem, że tutaj jesteś. Chciałbym abyś wiedział, że to do Ciebie mam żal. Ciebie kocham! To Tusk. To jego wina. Jego niedotrzymane obietnica wyborcze zniszczyła nasza rodzinę.

– Precz z Tuskiem.

– Tusk musi odejść.

– Hańba.

– Homofoby.

(… i inne niezrozumiałe lub zrozumiałe lecz niecenzuralne okrzyki)

– Jesteśmy tutaj jednak nie po to aby jątrzyć rany i narzekać na niedotrzymane obietnice homofoba premiera. Chcemy czynów. Zbyt wiele słów już padło, które nic nie zmieniły. Proponuje abyśmy tu i teraz zrobili coś dla siebie. Wymyślmy symbol LGBT, który nie pozwoli już nigdy, nikomu zapomnieć, że byliśmy, jesteśmy i będziemy. Symbol, którego nic nie zniszczy. Wieczny. Jak Słońce na niebie.

(Ze względu na  burzliwą dyskusje pozwolimy sobie pominąć burzę mózgów. Trwała ona 15 minut i 49 sekund. Zainteresowani mogą przesłuchać taśmy przechowywane w archiwum feminstka.org. Zapraszamy)

– Tęcza. To genialne. Tylko zbiorowa mądrość i natchnienie boskie mogły podpowiedzieć nam ten symbol. Tęczy to najlepszy symbol jaki katolickie środowiska LGBT mogły sobie wyobrazić. Boję się tylko, że heteroseksualiści się na to nie zgodzą. Boję się zwłaszcza protestów ze strony środowisk liberalnych i euroentuzjastów. To zbyt piękny i skojarzony z katolicyzmem symbol aby go zaakceptowali. To, że tęcza będzie gejowska i katolicka będzie dla nich nie do zaakceptowania. Żal.

(okrzyki wśród zebranych)

– Cicho, proszę o ciszę. Artur z ruchu narodowego,  ma głos.

– Koledzy znacie mnie wszyscy i wiecie, że nie gadam po próżnicy. Ja, narodowiec Artur,  obiecuję, że my narodowcy odbierzemy tęczę warszawce. Spalimy tęczę, instalację artystyczną Julity Wójcik, która kojarzy się z tylko Brukselą. Niech z jej popiołów, jako Feliks odrodzi się on. Symbol gejów, katolików i Polaków. NASZA TĘCZA.

Tęcza nie może być symbolem Unii, ta wszetecznica nie zasługuje na symbol chrześciański. Tęcza jest polskich gejów-katolików, lesbijek-katoliczek i katolickich bi- i trans-seksulaistów. Niech tęcza zapłonie dla nas i przyszłych pokoleń LGBT!

Wbrew liberałom i euroentuzjastom!

Nasza tęcza!

Mam marzenie, że za 4 lata, kiedy będziemy u władzy a społeczeństwo polskie dojrzeje, wezmę katolicki ślub pod naszą homo-katolicko-prawicową tęczą.

(oklaski i okrzyki poparcia)

 

Jak z Płatka: Mur

Wednesday, March 6th, 2013

Wyrwij murom zęby krat

Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą, i pogrzebią stary świat” 

[Jacek Kaczmarski]

Przez cały stan wojenny miałam na biurku zdjęcie Lecha Wałęsy zrobione w Jego miejscu internowania z palcami obu dłoni w charakterystycznym znaku Victorii. Zdjęcie było nieostre, sylwetka Wałęsy zmieniona, ale uśmiech i ten charakterystyczny, nie do podrobienia, pogodny błysk w oczach był ten sam i muszę przyznać, że dodawał otuchy.

Wall_1

Lech Wałęsa przeskoczył płot, stał się symbolem, dostał pokojową nagrodę Nobla, został nawet Prezydentem. Na świecie, oprócz Lecha Wałęsy znano jeszcze z Polski Chopina, Marię Curie-Skłodowską, Karola Wojtyłę i kilku świetnych piłkarzy. Był wizytówką postępu i zmian na lepsze, możliwych, jak się okazało, także bez rozlewu krwi.

Płynna logika Lecha Wałęsy z powiedzonkami, że nie chcę ale muszę, czy jestem za, a nawet przeciw doskonale mieściła się w kierunku filozofii myślenia równoległego. Znana również jako płynna logika (water logic) ciekawie opisywana w książkach Edwarda De Bono sprawiała, że nietrudno było tolerować nawet Jego kontrowersyjne posunięcia czy wypowiedzi. Lech Wałęsa walczył o władzę. Walczył o władzę dla siebie, ale nie wątpię, że gorąco wierzył, że chodzi mu o Polskę i wszystkich w niej żyjących.

Dzięki sławie Lecha Wałęsy wielu z nas przyjmowano w wielu miejscach z otwartymi ramionami, bo jak On, byliśmy z Polski. Fotografia z Lechem Wałęsą dla wielu była przepustką do Sejmu, Senatu, do rządu i na salony.

I jakże miło było czuć dumę i skromne zadowolenie z poczucia pobratymstwa i siostrzeństwa z Lechem, który przecież w pewnym momencie ryzykując wiele sprzeciwił się odważnie poniżaniu, wykluczaniu i nierównościom. Z Matką Boską w klapie stać go było na powiedzenie „nie” dyskryminacji i szarganiu ludzi. To oznaczało również sprzeciw wobec wykluczaniu tylko za to, że ktoś nie mieści się wąskich i wąskotorowych kanonach opresyjnej poprawności przyzwalającej na homofobię, mizoginizm, antysemityzm i ksenofobię.

Z Matką Boską w klapie przypominał – nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe i kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Żył Lech Wałęsa w kraju, w którym ksenofobia, homofobia, mizoginizm i antysemityzm miały się w najlepsze do tego stopnia, że cokolwiek, co tykało tematu było skutecznie ściskane za gardło, dławione, duszone, zarzynane. W zadziwiająco składnym kontredansie rządów komunistycznych i ideologii kościoła było „naturalne” , by ludzi ze względu na ich orientację seksualną, inną niż heteroseksualna uważać za gorszych, chorych, niegodnych. By udawać, że nie istnieją i na wszelki wypadek pozbawiać praw i opresyjnie odrzucać.

Lech Wałęsa przeskoczył płot i stał się żywym symbolem Solidarności, przez duże „S”.  Był przewodniczącym Solidarności, ale jej członkami byliśmy my. 10 milionów  codziennych obywatelek i obywateli.

(more…)

“Afiszowanie się” – krótki przewodnik

Wednesday, March 6th, 2013

Nasz ostatni żyjący Noblista palnął w zeszłym tygodniu taką głupotę, że naprawdę żal mi się go strasznie zrobiło – a potem było mi okrutnie wstyd. Za nas, za niego i za to, że niestety wiele osób pewnie się z nim zgadza (ostatnio na zajęciach w warszawskim liceum usłyszałam stwierdzenie, wypowiedziane tonem jakim się obwieszcza oczywistości – “to jest Polska, pedałów bijemy”). Zamiast dekonstruować wypowiedź Pana Wałęsy i wytykać mu homofobię, bigoterię i antydemokratyczne poglądy, chciałabym zapytać o jedną konkretną część jego (późniejszej już) wypowiedzi:

Defense.gov_photo_essay_110524-D-XH843-001

Powiedziałem tylko, że mniejszości, którym oddaję wszelkie honory, nie powinny się afiszować, nie powinny narzucać większości swoich poglądów. Mówiłem tylko to, bo mam dość tego afiszowania się, dość mówienia tylko o tym, zamiast o innych sprawach

Czym jest afiszowanie się? Rozumiem, że jeżeli jest się homoseksualistą_ką afiszowaniem się jest wszystko, od nieukrywania orientacji seksualnej, przez chodzenie za rękę z partnerem/partnerką, chodzenie na Parady Równości i broń Cię siło wyższa, żądanie równych praw obywatelskich. Ale co kurczę musi zrobić osoba heteroseksualna żeby się afiszować?

  • Chodzenie za rękę – chyba nie, to przecież tylko niegroźne okazywanie “normalnych uczuć”
  • Mówienie o swojej orientacji seksualnej – ale przecież heteroseksualność to nie jest orientacja seksualna tylko norma!
  • Obejmowanie się na ulicy – to też tylko okazywanie zdrowych uczuć
  • Ślub – najlepiej kościelny i super – cała do przodu i dzieci płodzić
  • Mówienie o partnerze/partnerce w miejscu pracy – pewnie, czemu nie. Przecie nie możemy ciągle przy kawie gadać o wynikach z poprzedniego kwartału
  • Wspólne rozliczanie się z podatków – takie prawo, jeśli mamy papier na legalność naszego związku
  • Całowanie się publicznie – byle nie za długo i nie za bardzo
  • Adopcja dzieci – przecież instytucjonalizacja im tylko szkodzi
  • Seks w miejscu publicznym – okej, no to może to jest afiszowanie się i zdaję się, że nawet jest na to paragraf…

Heteroseksualistów i heteroseksualistek jest po prostu więcej niż nieheteroseksualistów i nieheteroseksualistek. 90% vs. 10% i co z tego?! Ludzi z grupą krwi Rh- jest tylko 15%, a Polaków, którzy mają ósemkę dzieci, panie Prezydencie, na pewno mniej niż nawet te 10%. I nikt ich za mur nie chce sadzać ani im praw obywatelskich zabierać. To co p. Wałęsa i podobni nazywają “afiszowaniem się” w wypadku osób nieheteroseksualnych nazywa się normalnymi, niezauważalnym wręcz, zupełnie mieszczącymi się w normie zachowaniami…

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Geny a płeć. Odpowiedź dla Pani Pawłowicz

Monday, February 11th, 2013

Poniższy tekst był początkowy przygotowany jako wypowiedź dla Ruchu Kobiet Ruchu Palikota. Zwrócono się do mnie jako wykładowczyni Gender Studies i biolożki zajmującej się kwestiami płciowości i seksualności. Od tego czasu wypowiedzi szefa tej partii znacznie zmieniły mój do niej stosunek, co jednakże nie wpłyneło na mój szacunek i podziw dla pracy pani posłanki Grodzkiej. 

 

Wypowiedź posłanki Pawłowicz pod adresem posłanki Grodzkiej nie tylko nie licuje z godnością sprawowanej przez nią funkcji, ale jest też sprzeczna z faktami. Choć posłanka Pawłowicz ma  rację twierdząc, że kuracja hormonalna nie czyni kogokolwiek kobietą bądź mężczyzną, myli się jednak kiedy mówi, że “Kod genetyczny tu decyduje”.

Naszą płeć określa nasza tożsamość płciowa. Żadne badania, żaden naukowiec ani naukowczyni, lekarz ani lekarka, nie są w stanie określić czyjejś płci bez uprzedniej konsultacji z zainteresowaną osobą. Badania naukowe jasno pokazują, że nie ma jednego biologicznego czynnika, który determinowałby płeć – nie są to narządy płciowe wewnętrzne, zewnętrzne, hormony ani na pewno nie kod genetyczny (DNA).

Najlepszym na to dowodem są syndromy genetyczne charakteryzujące się nietypowym dla danej płci zestawem chromosomów płciowych. Na przykład, mężczyźni z zespołem La Chappelle’a mają dwa chromosomy X – czyli zestaw typowy dla kobiet – zamiast standardowego u płci męskiej XY. Pomimo tego są na podstawie wyglądu identyfikowani jako mężczyźni, mają męskie narządy rozrodcze – i, co najważniejsze, mężczyznami się czują! Ich niestandardowy zestaw chromosomów płciowych sprawia, iż są bezpłodni – natomiast w żaden sposób nie czyni to z nich kobiet. Kobiety z analogicznym syndromem Swyera mają z kolei typowo męski zestaw chromosomów płciowych (XY) – ale ani one, ani    osoby postronne nie mają wątpliwości, że są kobietami.

To są tylko dwa – bardzo wprawdzie jaskrawe – przykłady na to, jak głęboko posłanka Pawłowicz tkwi w błędzie. Nie chodzi tu o poglądy polityczne, religijne ani nawet zwykłą ludzką przyzwoitość – takie są fakty. Pobranie krwi nie jest odpowiedzią na to, jakiej płci jest dana osoba – medycyna nam to jasno pokazuje. Najlepszą, najtańszą i niewymagającą strzykawki metodą na poznanie czyjejś płci jest rozmowa z tą osobą, wysłuchanie jej bądź jego i uszanowanie tego, co się usłyszało. Polecam posłance Pawłowicz tę metodę na przyszłość.

Jak z Płatka: Art. 18 Konstytucji RP

Tuesday, January 29th, 2013

Dedykuję ten tekst, dziękując za inspirację, mojej przyjaciółce Tatianie i Panu z faceboka. Moją przyjaciółką kierowała wiara we mnie, Panem niechęć do mnie. Tania przeczytała art. 18 Konstytucji, Pan nie doczytał. Mam nadzieję, że tekst spodoba się nie tylko im.

Dawno, choć znów nie tak dawno temu uczył Lech Falandysz posłanki i posłów Konstytucję RP, czytać ze zrozumieniem. Szło opornie, ale w końcu wyszło. Minęło parę lat, nauka poszła w las, a posłanki i posłowie na skróty. I jest tak, jakby przecinek rozrósł się w mentalny rów nie do przeskoczenia. Przechodzą przez pierwsze sześć słów, a potem nagle zaczopowani, ani kroku dalej, jakby tam nie było nic więcej. A jest i uwzględnia związki partnerskie i rodzicielstwo, które może, ale nie musi mieć związek ze związkiem małżeńskim.

W Sejmie i przestrzeni publicznej buczy i rzęzi jak zużyta płyta. Jest wyszeptane, wykrzyczane, z zachrypniętego gardła wyplute i wciąż na skróty, o tym, że: „art. 18 mówi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny i tylko on jest pod ochroną i opieką RP. I tylko taki jest możliwy, bo inne są jałowe, bezużyteczne bo nienastawione na prokreację”.

Te Panie nie są niekonstytucyjne... Photo by UrbanLightStudios' photostream @flicke

Te Panie nie są niekonstytucyjne…
Photo by UrbanLightStudios’ photostream @flickr

Z trudem tego słucham, ale czekam, czekam, już nawet mową ciała podpowiadam, że no dalej – przeczytajcie ten artykuł Konstytucji do końca…a tu nic, mur, pas graniczny, rów mentalny nie do przebycia. Tak jakby art. 18 Konstytucji RP rzeczywiście ograniczał się do jednej z definicji małżeństwa, a przecież tak nie jest! Co więcej,  to się udziela i ludzie, a niektórzy nawet na facebooku, jak grypą, zaczynają zarażać się zaciukaniem na tekście art. 18 Konstytucji RP do przecinka i ani litery dalej.

Na szczęście tę epidemię jest prosto powstrzymać. Wystarczy zacytować całość art. 18 Konstytucji RP. Spróbujmy.

Art. 18 Konstytucji RP:

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej.

Proszę zwrócić uwagę – jest w tym artykule mowa oddzielnie o małżeństwie, oddzielnie o rodzinie, i oddzielnie o macierzyństwie i rodzicielstwie. A więc nie ma tu ograniczenia do małżeństwa, a rodzenie dzieci ujęte jest w oddzielnej kategorii macierzyństwa, w oderwaniu od małżeństwa za to razem z rodzicielstwem. Nie jest więc tak, że dziecko przypisane jest do matki – są rodzice; co więcej ich płeć wcale nie jest ustalona,  za to w tym rodzicielstwie, rodzice są oboje. Nie jest więc tak, że rodzic zajmuje się polityką zrzucając wychowanie dzieci na matkę. Konstytucja rozumie, że do wychowania dziecka potrzeba co najmniej dwoje rodziców, bez względu na płeć i bez względu na orientację seksualną. O dzieciach nie było nic w odrzuconych projektach Ustaw o związkach partnerskich, ale jest w Konstytucji, i w dodatku w tym samym art. 18!

Po kolei więc. Konstytucja stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, znajduje się pod ochroną i opieką Konstytucji RP. Nie wynika z tego, że nie jest możliwe małżeństwo jako związek kobiety z kobietą, czy małżeństwo jako związek mężczyzny z mężczyzną. Tyle, że wówczas to, co nazywa się małżeństwem w przypadku par jednopłciowych nie byłoby pod opieką i ochroną RP. To oznaczałoby konstytucyjne uznanie dla praktyk dyskryminujących. I rzeczywiście w Argentynie, Belgii, Islandii, w Kanadzie, Holandii, Danii, Norwegii, Szwecji, Portugalii, Hiszpanii tak właśnie uznano i wprowadzono małżeństwa także dla par jednopłciowych. Nasz ustrojodawca tymczasem tak napisał Konstytucję, aby małżeństwa par jednopłciowych wykluczyć. Małżeństwa, ale nie cywilnoprawne związki partnerskie, bo takie rozwiązanie byłoby dyskryminujące.

(more…)

News z Watykanu – Geje zagrożeniem dla pokoju na świecie!

Wednesday, December 19th, 2012

Mam dla Państwa wiadomość świeżo z Watykanu. Prawdziwy news i aż dziwię się, że wcześniej nikt nie miał tej epifanii. Ewidentnie papieżem nie zostaje się bez powodu. Ale dość już trzymania Państwa w nieświadomości. Cztery dni temu Benedykt XVI oświecił cały świat, że związki homoseksualne są (duużo werbli)… zagrożeniem dla pokoju na świecie! Nie mniej nie więcej.

450px-BentoXVI-30-10052007

Papież konkretnie powiedział, że poparcie związków homoseksualnych jest (moje tłumaczenie):

 występkiem przeciwko ludzkiej prawdzie, która znacząco szkodzi sprawiedliwości i pokojowi

Nie mam pojęcia czym jest “ludzka prawda” (ang. “truth of the human person”), ale może gdyby mnie nie wyrzucono swojego czasu z lekcji religii to bym wiedziała. W każdym razie przekaz jest jasny, nie dość, że geje i lesbijki są źli, niedobrzy, be i fe (a nie, przepraszam: kochaj człowieka, potępiaj grzech! czyli poprzedni fragment tyczy się tylko seksualnie aktywnych homoseksualistów i biseksualistów). W dodatku zagrażają sprawiedliwości i pokojowi na świecie! Jeszcze raz: szef organizacji, która (dla przykładu) systemowo ukrywa pedofilię, dyskryminuje kobiety i wyznawców wszystkich innych religii poucza nas teraz, że atakiem na sprawiedliwość i pokój na świecie jest legalizowanie związków kochających się dorosłych dlatego, że mają te same organy rozrodcze! Nie mam pojęcia, jak to się komuś składa w głowie w koherentną całość. Co wyjątkowo ohydne – papież wypowiedział te słowa dzień po strzelaninie w Newton, w której straciło życie 26 ludzi (nie, nie z rąk świeżo poślubionych gejów, w razie gdyby ktoś miał wątpliwości).

Nie powinniśmy się nawet –  moim skromnym zdaniem – zniżać do poziomu merytorycznej dyskusji z takim poglądami. Papież nie mówi tego co mówi, bo naprawdę myśli, że związki gejowskie są zagrożeniem dla pokoju na świecie. Jeśli tak by było, to powinny go przekonać tony badań pokazujące, że małżeństwa homoseksualne są tak samo stabilne jak heteroseksualne, że parom tej samej płci świetnie idzie wspólne wychowywanie dzieci, i kiedy n.p. Hiszpania zalegalizowała związki homoseksualne, następnego dnia nie wybuchła anarchia ani wojna domowa (swoją drogą, ostatni reżim wojskowy w Hiszpanii długo by się nie ostał bez poparcie kościoła katolickiego – coś jeszcze o pokoju i sprawiedliwości, Panie Ratzinger?).

Papież mówi co mówi, bo jest homofobem reprezentującym instytucję, która nie radzi sobie w XXI wieku. Jak ktoś słusznie zauważył, odkąd papież dołączył do twittera, korzysta z technologii z XXI wieku żeby szerzyć swoją średniowieczną doktrynę. Jezus miał kilka bon motów – tak na przykład “kochaj bliźniego swego”, “ubóstwo uszlachetnia” albo “kto jest niewinny niech pierwszy rzuci kamieniem”. Jego wysłannicy na Ziemi zdają się kierować zupełnie innymi zasadami – im więcej pieniędzy, mniej przejrzystości, więcej zakazów i potępienia, tym lepiej dla hierarchii kościelnej. I teraz ten papież wymyślił, że nie zmiana klimatu, niestabilności geopolityczne, pazerność albo ludzka głupota są zagrożeniem dla sprawiedliwości i pokoju na świecie, ale ludzie kochający innych ludzi i chcący spędzić z nimi życie. Jedyne co mnie dziwi (poza może skalą ohydności tej deklaracji papieża), to, to, że  w naszym dobrym katolickim kraju nie było o niej głośniej. Przecież to tak na rękę homofobom i bigotom, których ci u nas nie brak. Ale może… (można marzyć) nawet rodzimi szefowie stacji religijnych i inni niepokorni zoorietnowali się jak straszliwie głupie jest to co Bededyktowi wyszło z ust.

Przyjaźn to czy kochanie?

Monday, November 19th, 2012

Młoda kobieta, artystka, poznaje dużo starszego mężczyznę. Rzuca dla niego niemalże wszystko i aż do jego śmierci są nierozłączni. Podróżują razem, mieszkają razem i razem wychowują jego dzieci z pierwszego małżeństwa… Mogę się założyć, że na podstawie tego opisu uznalibyście wspomnianą parę za kochanków. Nigdzie wprost nie napisałam, że uprawiali seks, ale ciężko sobie wyobrazić, że ktoś przez ponad dwie dekady żyje w tak bliskim, ale zupełnie nieerotycznym, związku. A jednak, tak w wielkim skrócie można opisać historię Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki. Tyle, że w związku z tym, że były to dwie kobiety, stwierdzenie, że były kochankami jest od razu uważane przez wielu – łącznie z badaczami – za „odważne”, „kłamliwe” czy „bezpodstawne. Oczywiście, piszę a propos o Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki (i mnóstwa innych „starych panien”, które przeszły przez życie z towarzyszką tej samej płci).

Prawicowi publisyści twierdzą, że skoro Konopnicka miała dzieci, nie mogła być lesbijką. To trochę tak jakby powiedzieć, że tylko dlatego, że ktoś teraz woli lody czekoladowe, nigdy nie jadł waniliowych (i to oczywiście, jest udana analogia tylko i wyłącznie jeśli założymy, że jest ogromny nacisk społeczny na jedzenie lodów waniliowych i surowa penalizacja dla osób, które wolą lody czekoladowe…). Konopnicka, miała męża, z którym jak się zdaje (z jej listów), niezbyt dobrze jej się układało. Niemniej miała z nim dzieci, tak jak – daleko nie szukając – na przykład gwiazda Sex and the City Cynthia Nixon (dwójka dzieci z poprzedniego, heteroseksualnego, małżenstwa i jedno z obecnego – homoseksualnego).

Gdyby Maria Dulębianka była Marianem Dulębowskim, mało kto by wątpił w to, że łączył go z Marią związek natury romantycznej, a zapewne i erotycznej. Jeśli dwójka historycznych postaci odmiennej płci spędzała ze sobą wiele czasu i zwracała się do siebie per „kochanie moje”, historycy powszechnie zakładają, że byli kochankami. Jeśli jednak dwie kobiety spędzają razem życie, piszą do siebie jawnie miłosne listy (łącznie z opisywaniem stosunków lesbijskich!) i spełniają wszystkie warunki romantycznej pary – oprócz odmienności płci – biografowie bez mrugnięcia oka mówią o  nich per bliskie „przyjaciółki” i nikt nie śmie ich „obrażać oskarżeniami” o homoseksualizm (dokładnie tak było w przypadku Charlotte Bronte). Niemniej,  fakt, że to były dwie kobiety, a więc byłyby lesbijkami, sprawia, że ta „oczywista oczywistość” jest dla wielu nie do przełknięcia. Rzecz jasna nie możemy się wypowiadać „na 100%” o seksualności kogokolwiek, kto już sam w tej kwestii nie może zabrać głosu. Ale trzeba przyznać, że w wypadku Konopnickiej dowody jasno wskazują na pełen miłości i wzajemnego oddania, wieloletni lesbijski związek. I byłoby to jasne dla wszystkich, gdyby nie stosowana specjalnych standardów dla nie heteroseksualnych par.

(more…)