bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Historia’ Category

Dziękuję za życie

Saturday, January 24th, 2015

Ten tekst dedykuję pamięci ukochanej mamy mojej przyjaciółki, Ninie Pełczyńskiej – Rosjance i cudownej osobie. Przeżyła horror blokady Leningradu, a mimo to nie dała się – zachowała uśmiech, życzliwość dla ludzi, serdeczność i zdolność do śmiechu, którym zarażała także moją mamę. Dzięki niej uchroniona zostałam przed niechęcią do języka rosyjskiego, i nie uległam zawężonemu, wąskotorowemu postrzeganiu i Rosji i Rosjan. Dziękuję.     

Nie wiem kiedy urodził się Minister Spraw Zagranicznych Grzegorz Schetyna. Nie wiem jakie ma wykształcenie, co wie, i ile rozumie; prawdę mówiąc niewiele mnie to obchodzi. Nic nie usprawiedliwia, nawet ignorancja i brak dyplomatycznego wyrobienia, by sprawując takie stanowisko przynosić nam wstyd i obrażać swoim zachowaniem Rosjan, Rosjanki i tych dla których pamięć walki Związku Radzieckiego z Niemcami jest ważna.

"Arbeit macht frei, Auschwitz I, Polonia" by Poco a poco - Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg#mediaviewer/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg

“Arbeit macht frei, Auschwitz I, Polonia” by Poco a poco – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg#mediaviewer/File:Arbeit_macht_frei,_Auschwitz_I,_Polonia.jpg

To nie nasza armia, która miała nie oddać ani guzika, ale Armia Czerwona była w Oświęcimiu w styczniu 1945.  Można toczyć polityczne spory, można nie zgadzać się z Putinem, ale to nie powód, by obrażać i przynosić nam wstyd.

Styczeń 1945 w Auschwitz- Birkenau?

Mróz, biel, otępienie, a jednocześnie trochę wreszcie ciszy i wysadzone kominy, które już nie ognią  śmiertelnym jadem. Patrzyła miesiącami na płonące kominy i wiedziała, że to tylko kwestia czasu kiedy i ona… tak samo, tą samą drogą   

A tymczasem okazało się, że miało być inaczej. Koniec miał przyjść z zamrozu, bieli i głodu… I jeszcze ten staruszek…Mógł być całkiem młody, mógł mieć lat tak samo mało jak ona, ale wpadł w „muzułmanizm” a to postarzało i do tego w mrozie miał na bosych stopach tylko jeden chodak. Natknęła się na niego po wyjściu z baraku. Trzeba było znaleźć dla Ceni, Niusi, dla siebie i dwóch innych coś do jedzenia. Jednak raptem zorganizowanie dla niego drugiego chodaka było nawet ważniejsze niż jej i ich głód.

Trwało, ale zdobyła! Zdobyła nie jeden, a dwa, całą parę i nigdy nie powiedziała jak, skąd? To były dobre chodaki, ale kiedy wróciła on już „doszedł”; dołączył do zwalonej sterty trupów. Potem się zastanawiała czy było rozsądne, że i tak zostawiła mu te buty, chociaż przecież byli inni,  też potrzebujący, ale nie potrafiła inaczej. I ucieszyła się, że czuje żal i nagle strasznie płacze nad nieznanym staruszkiem, który przecież mógł być młody. Obóz…obóz obracał w proch nie tylko w komorach i piecach…

Nie rozumiałam, co to znaczy? Z czasem Ona też coraz mniej, a jednak pamiętała nieczucie, równie złe jak głód i zimno. Niemcy, w popłochu opuszczali Auschwitz-Birkenau; jeszcze palili papiery, jeszcze czyścili magazyny, ale to co miało być świetną niemiecką organizacją, ani świetne, ani zorganizowane nie było.

Dla tych, którzy nie wyszli z Auschwitz w marszu, który z czasem nazwano marszem śmierci, czas stycznia 1945 roku, kiedy już Niemcy opuścili obóz stał się, jak wspominała, najstraszniejszy. Nie było Niemców, ale był mróz, biel, otępienie i straszny głód. Na bloku doktora Mengele, na którym kobiety rodziły dzieci było dużo kobiet: Polek, Jugosłowianek, Francuzek, Belgijek, były Żydówki w ciąży, z całej podbitej Europy. Były też Rosjanki…Czy były to Rosjanki, czy Ukrainki? To pytanie nigdy nie padło. Było wtedy nieważne.

Moja mama która w ciąży trafiła po Powstaniu Warszawskim na oddział Mengele urodziła 22 grudnia 1944 roku, syna. Był mróz, miała zapalenie płuc i dużo mleka. Karmiła mojego brata i dwójkę innych dzieci. Przyjaźnie, które zawarła na bloku pewnie pomogły jej przeżyć, bo nie była sama. Ziemniaka dzieliły na trzy, a jak trzeba było to i na cztery. Tyle, że wtedy, w tamte styczniowe dni już nie było, ani resztek spleśniałego chleba, ani zgniłych obierek. Grzebanie w śniegu niewiele dawało, a magazyny opróżnili Niemcy – tu wykazali skrupulatność.   

Może ludzie z Oświęcimia pomagali innym uwięzionym, ale do nich, do zawszonego baraku kobiecego, gdzie były kobiety z dziećmi – nie dotarli. Nawet szczury uciekły. Zostały same, w bieli, w przejmującym mrozie, bez jedzenia; pewne, że czeka ich śmierć. Czas zamrożonego w śniegu głodu nam najedzonym i umoszczonym w cieple może kojarzyć się z bajkami Andersena, dla nich, i matka przyznawała to z trudem, był gorszy od śmierci. Były przyjaźń i wspólnota, ale nie było sił. I umarłyby, gdyby nie Rosjanie i Armia Czerwona. Jeśli ktoś w rządzie polskim lub poza nim ma wątpliwości niech spyta tych, co przeżyły, a teraz już coraz częściej nas – ich dzieci.

To Armia Czerwona oswobodziła Auchwitz-Birkenau. Czy byli to Ukraińcy? To pytanie nie padło. Było nieważne, że część Ukraińców walczyła z Niemcami i znani byli ze szczególnego okrucieństwa. Część jednak pewnie była w Armii Czerwonej, i dla mojej mamy chłopcy, głównie młodzi, radośni i głośni byli znakiem życia. Czy się to komu podoba, czy nie, blok na którym kobiety z dziećmi, króliczki doktora Mengele skazane były na głodową śmierć, z zamarznięcia do życia przywróciła Armia Czerwona. Rosjanie? Ukraińcy?…Tak i pewnie i Kazachy też.

Przewieźli kobiety do szkoły w Brzeszczach, i nawet wtedy o nich nie zapomnieli. Mama mówiła, że były lekko wystraszone, gdy żołnierze wpadli nagle do sali na której leżały z dziećmi. A oni znów hałaśliwi i uśmiechnięci postawili na środku pokoju kubeł pełen puszek z mięsem ze swego żołnierskiego żołdu – nu żenszcziny, pust budiet wam i waszym rebjonkam na zdarowie

Pewnie, gdyby nie to, że w puszkach, rzuciłyby się na nie, i pewnie by im zaszkodziło… od tak dawna nie jadły; ale liczył się serdeczny gest i ten zdecydowanie poszedł na zdrowie i im, i ich dzieciom. Czyli można wciąż dzielić się, oddać swoje jedzenia nieznanym, tylko z ludzkiego odruchu…to znaczy, że wciąż ludzkie odruchy istnieją. To się liczyło i to zapamiętała.

Jak i to, że one pojechały do szkoły, do swoich, do Polaków. A ci sami młodzi chłopcy na rozkaz swoich przełożonych Rosjanki zapakowali w wagony. Zaryglowali jak wcześniej ryglowali te wagony Niemcy, i jak oni posłali kobiety…tyle, że tym razem na wschód. Dla swoich nie byli mili. Więźniarki Rosyjskie zawiodły, także te w ciąży i z dziećmi; miały za Stalina, za rodinę walczyć i ginąć, a skoro przeżyły, znaczy uległy i nie dość dobrze walczyły. 

Rosjanki, a może Ukrainki; Rosjanie czy Ukraińcy więc na nowo uwięzili i  załadowali kobiety w bydlęce wagony?   

Rosjanie? Ukraińcy, czy obłędni, nieodpowiedzialni, nadęci i szafujący ludzkim życiem politycy. Nie brak ich, także i u nas. Raz bawią się w wojenkę, innym razem, kiepsko, w politykę. Za ich głupotę, pychę płacą kobiety, dzieci, mężczyźni, którzy chcieliby żyć i żyć w przyjaźni także między sobą.   

Mój brat, gdy miał ochotę się nade mną wyzłośliwiać, mówił mi, że zawdzięczam życie Hitlerowi. To proste. Gdyby żył jego ojciec, który z Oświęcimia dostał się do Mathausen, i tam został zabity, to prawdopodobieństwo, że nasza matka spotka i poślubi mojego ojca była niemal równa zeru…Tyle, że prawda jest  jeszcze inna.

I mój brat i ja zawdzięczamy nasze życie Armii Czerwonej, bo gdyby minęło jeszcze kilka dni, i gdyby Armia Czerwona nie wyzwoliła Oświęcimia, nie przeżyłaby nasza matka, a wówczas jego szanse na przeżycie, a moje na poczęcie byłyby żadne. I to jest fakt! Dziękuję więc Armii Czerwonej za życie. Dziękuję za wyzwolenie obozu zagłady Auschwitz-Birkenau i przepraszam za nietakt i indolencję polityczną polskiego Ministra Spraw Zagranicznych.

Jak z Płatka: Rodem z PRLu

Tuesday, August 20th, 2013

Nie lubię zwierzeń. Prowadząc blog nie piszę pamiętnika. Blog daje wolność wypowiadania się o tym, co ważne, bez proszenia się o publikacje. Jednocześnie nie wymusza wyznań. Tym razem, będzie nieco inaczej. Bo też i temat sam zapukał do moich drzwi …i zadziwił.

Zadzwonił do mnie mój ulubiony Pan Redaktor z pytaniem co myślę o tekście Jacka Żakowskiego „Cała władza w ręce młodych” [Gazeta Wyborcza – Świąteczna 08/08/2013] i repliki Jerzego Jedlickiego „Bronię Żakowskiego przed nim samym”[GW16/08/2013]. Nic nie myślałam. Zanurzona w soczystym lecie nie dostrzegłam przemykających obok, ani Żakowskiego, ani Jedlickiego. Do czerwoności zawstydzona, rada byłam, że telefon tak do skypa technologicznie zapóźniony, że na szczęście mnie nie widać. Dogoniłam utracony czas. Z wrażenia, nie z zadyszki, po raz wtóry tego dnia dostałam wypieków. Nie mogłam uwierzyć, że Jacek Żakowski nie dostrzegł, tego co naprawdę zrobił. Bo w to, że chciał dobrze – nie wątpię.

Cała władza w ręce młodych, kojarzy się nachalnie – profesor Jedlicki ma rację – z przeżutym i krzywym sloganem – „cała władza w ręce ludu”. Tyle, że i wtedy było równie co dziś – bez znaczenia. Wystarczyło wejść do więzienia, by wiedzieć, że to lipa i podpucha bo władza się sama do więzienia nie sadza, nigdy i nigdzie, a w polskich więzieniach siedział kwiat tego, czym wypchane były partyjne slogany: robotnicy i chłopi, a partyjni byli tam wtedy równie rzadko jak księża i partyjni dziś.

Podoba mi się w tekście redaktora Żakowskiego zerwanie z tradycją starożytnych. Tamci unisono sarkali nad kondycją młodzieży. Sokrates wytykał młodym brak szacunku dla starych i pociąg do luksusu. Platon zatykał przy nich nos nie mogąc znieść bijących od nich woni moralnego rozkładu i dyszących żądz. Hezjod zaś ciemno widział przyszłość zależną od młodych lekkoduchów, nieprzyuczonych szacunku do rozsądku i starszyzny. Dobrze więc było dać pstryczka tamtej złudnej mądrości i byłoby już z tym o.k. Żakowski jednak, czy aby po prostu nie obrócił klepsydry o 180 stopni, myśląc, że po drugiej stronie wysypie się piasek innej jakości? I tu więc zaczęło się to na niby, co zgrzyta i nie gra.

Według klasyfikacji Żakowskiego, tryskam wiosenną młodością pierwiosnka! Dlaczego? Bo: zgodnie z Jego definicją człowieka młodego – podobnie jak młody nie cierpię na rusofobię, nie mam oznak germanofobii, euro sceptycyzm jest mi nieznany podobnie jak i antyglobalizm, co nie znaczy, że nie potrafię o tym myśleć w szerszej perspektywie, także krytycznej. Obcy mi jest antysemityzm i ksenofobia. Równie obce mizoginia i homofobia, za to nieobcy i miły feminizm. Nie odczuwam lęku przed zepsutym Zachodem; ale też nie szukam tam raju i krainy bez wad i problemów. Świat mnie nie przeraża, choć zdecydowanie fascynuje –  od zawsze i wciąż – nieustająco. To ostatnie zresztą miałoby już oznaczać, że przeszłam na stronę rupieci. Dodatkowo do rupieci klasyfikuje mnie mój wiek.

I Żakowski i GUS patrząc mi w metrykę uznał, że zaliczam się nie tyle do grona mędrczyń (takiej kategorii nie przewidział ani Pan Redaktor, ani GUS) tylko do pokolenia do odstawki, które z definicji wieku ma być spróchniałe, zbutwiałe, zbyteczne, pełne skrofułów, zajmujące powierzchnię i zatrważająco utrudniające młodym co u drzwi, rozwinięcie skrzydeł. Do tego, bądźmy drobiazgowi, o mojej zgrzybiałości świadczy i to, że rzeczywiście traciłam na studiach czas ucząc się „ekonomii socjalizmu”, co ma być dostatecznym dowodem na moje zramolenie, tym bardziej, że go zdałam.

Hm, no może i tak, za to w szkole zamiast religii miałam języki obce na dobrym poziomie. STOP!!! Ani kroku dalej. Nie dam się!

Nie wiem, czy redaktor Jacek Żakowski ma tego świadomość, ale jego tekst jest rodem z PRLu. Powodów jest kilka. Rysuje czarno biały obraz, gdzie nasi są cacy, a ci przeciwko którym szczujemy to polityczne wrogi. Podziały są krojone według założeń robionych od czapy i pomiarów rodem z sufitu, które świetnie się nadają by spadać, i prostować banany na drzewie. I bezczelnie, bez skrępowania mówią nam, by mordę w kubeł, bo ich zdaniem, z racji tych z drzewa ściągniętych pomiarów, już się nie mieścimy. Strychulcem, spod palca, według przygłupich kryteriów dzielić, jątrzyć, skłócić i nie dać zgody na wzajemną życzliwość i solidarność.

Nie dam się Panie Redaktorze. Nie dam się uwieść Pana myśli. Nie tęsknię do PRLu. Nie ciągnie mnie też do tworzenia mitów. Nie przeciwstawię więc starym, młodych, jak dawniej klasie robotniczej, inteligencji. Nie będę udawać, że świat jest czarno-biały, a kitem uda się zapchać dziurę po krytycznym myśleniu. Nie będę udawać, że to takie proste i podziały przebiegają rzeczywiście na linii wieku, a nie społecznych nierówności na które się z różnych powodów godzimy, i które reprodukujemy raz w czerwonych, innym razem w czarnych kolorach.

I rzeczywiście się zgadzam, i naprawdę wiem coś o tym z bardzo osobistych doświadczeń, że Ci wykształceni w Bristolu, Cambridge, Oxfordzie, w Lund, w Paryżu, ale w Warszawie bywają doskonale wspaniali, cudowni, genialni i świetni (to jest część intymnych zwierzeń).

I przyjemnością jest uczyć i uczyć się od studentów Erasmusa i Sokratesa Mundi. Uczą, że po to, by nie było trzeba było wyjeżdżać dopiero na Fulbrighta, by nabrać wiary w siebie i poczucia własnej wartości trzeba tu na miejscu skończyć z metodami dzielenia ludzi cepem. Miejsce cepa jest w muzeum, nie w dyskursie publicznym. I w rolnictwie, i w dyskursie używamy dziś finezji. Czas mknie. Bez zmiany podejścia Panie Redaktorze Żakowski dzisiejsi za drzwiami młodzi, to już jutro Pana starcy.

Jak z Płatka: Mur

Wednesday, March 6th, 2013

Wyrwij murom zęby krat

Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą, i pogrzebią stary świat” 

[Jacek Kaczmarski]

Przez cały stan wojenny miałam na biurku zdjęcie Lecha Wałęsy zrobione w Jego miejscu internowania z palcami obu dłoni w charakterystycznym znaku Victorii. Zdjęcie było nieostre, sylwetka Wałęsy zmieniona, ale uśmiech i ten charakterystyczny, nie do podrobienia, pogodny błysk w oczach był ten sam i muszę przyznać, że dodawał otuchy.

Wall_1

Lech Wałęsa przeskoczył płot, stał się symbolem, dostał pokojową nagrodę Nobla, został nawet Prezydentem. Na świecie, oprócz Lecha Wałęsy znano jeszcze z Polski Chopina, Marię Curie-Skłodowską, Karola Wojtyłę i kilku świetnych piłkarzy. Był wizytówką postępu i zmian na lepsze, możliwych, jak się okazało, także bez rozlewu krwi.

Płynna logika Lecha Wałęsy z powiedzonkami, że nie chcę ale muszę, czy jestem za, a nawet przeciw doskonale mieściła się w kierunku filozofii myślenia równoległego. Znana również jako płynna logika (water logic) ciekawie opisywana w książkach Edwarda De Bono sprawiała, że nietrudno było tolerować nawet Jego kontrowersyjne posunięcia czy wypowiedzi. Lech Wałęsa walczył o władzę. Walczył o władzę dla siebie, ale nie wątpię, że gorąco wierzył, że chodzi mu o Polskę i wszystkich w niej żyjących.

Dzięki sławie Lecha Wałęsy wielu z nas przyjmowano w wielu miejscach z otwartymi ramionami, bo jak On, byliśmy z Polski. Fotografia z Lechem Wałęsą dla wielu była przepustką do Sejmu, Senatu, do rządu i na salony.

I jakże miło było czuć dumę i skromne zadowolenie z poczucia pobratymstwa i siostrzeństwa z Lechem, który przecież w pewnym momencie ryzykując wiele sprzeciwił się odważnie poniżaniu, wykluczaniu i nierównościom. Z Matką Boską w klapie stać go było na powiedzenie „nie” dyskryminacji i szarganiu ludzi. To oznaczało również sprzeciw wobec wykluczaniu tylko za to, że ktoś nie mieści się wąskich i wąskotorowych kanonach opresyjnej poprawności przyzwalającej na homofobię, mizoginizm, antysemityzm i ksenofobię.

Z Matką Boską w klapie przypominał – nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe i kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Żył Lech Wałęsa w kraju, w którym ksenofobia, homofobia, mizoginizm i antysemityzm miały się w najlepsze do tego stopnia, że cokolwiek, co tykało tematu było skutecznie ściskane za gardło, dławione, duszone, zarzynane. W zadziwiająco składnym kontredansie rządów komunistycznych i ideologii kościoła było „naturalne” , by ludzi ze względu na ich orientację seksualną, inną niż heteroseksualna uważać za gorszych, chorych, niegodnych. By udawać, że nie istnieją i na wszelki wypadek pozbawiać praw i opresyjnie odrzucać.

Lech Wałęsa przeskoczył płot i stał się żywym symbolem Solidarności, przez duże „S”.  Był przewodniczącym Solidarności, ale jej członkami byliśmy my. 10 milionów  codziennych obywatelek i obywateli.

(more…)

Dzieciobójczynie

Monday, February 25th, 2013

Na stronie jednego z  polskich tabloidów umieszczony został sondaż pod tytułem „Ruszył proces matki Madzi z Sosnowca. Czy powinna dostać dożywocie?”. Rozprawa co prawda dopiero co się zaczęła, sąd nie orzekł jeszcze winy, ale prasa brukowa wyrok już wydała. Z tragicznego, ale pojedyńczego jednak wydarzenia zrobiono ogólnokrajową medialną aferę, która, pomimo głośno proklamowanych moralnych pretensji, służy przede wszystkim zarabianiu pieniędzy. Liczni komentatorzy, nierzadko z profesorskimi tytułami, zamiast pomyśleć o bezpośrednich i pośrednich przyczynach śmierci słynnej już Madzi, prześcigają się tylko w wymyślaniu najbardziej nośnych paranaukowych inwektyw pod adresem jej matki. Brzydzi mnie to tak straszliwie, że postanowiłem zabrać głos w tej debacie – sięgając, rzecz jasna, do starożytności.

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy z uniwersytetów Harvarda i Chicago (tzw. Leon Levy Expedition), prowadzący wykopaliska w Aszkelonie, nadmorskim mieście położonym na południu Izraela, dokonali w 1986 roku ciekawego odkrycia.  Spod piasków wyłoniły się ruiny budynku, który został wstępnie zidentyfikowany jako łaźnie. Dalsze badania doprowadziły badaczy do konkluzji, że poza kąpielami zażywano tu też uciech cielesnych – świadczyła o tym między innymi inskrypcja „Wejdź, baw się dobrze i [tekst urwany]„, charakterystyczna dla starożytnych domów publicznych. O podwójnym charakterze niektórych łaźni świadczą zresztą nie tylko wykopaliska, ale i rzymscy pisarze, tacy jak choćby Owidiusz czy Marcjal.

Dalsze prace odsłoniły system kanalizacyjny budynku, datowany między IV a VII w.n.e. – w którym, ku wielkiemu zdziwieniu badaczy, znaleziono szkielety blisko stu noworodków. Nie były one pochowane z troską, lecz wrzucone razem z resztkami jedzenia, skorupami naczyń i kośćmi zwierzęcymi. Wszystkie znalezione dzieci zmarły w pierwszym bądź drugim dniu życia. Wszystkie te dane wskazują na to, że mamy tu do czynienia nie z ofiarami choroby czy rytualnych mordów, lecz dzieciobójstwa.

Powszechnie akceptowana teoria stanowi, że odkryte szkielety należały do niechcianych dzieci pracujących w domu publicznym prostytutek. Innymi słowy, dzieci były dla pracujących tam kobiet jedynie ryzykiem zawodowym, niepożądanym obciążeniem – i jako takie były zabijane natychmiast po porodzie. Co ciekawe, na podstawie badań DNA udało się ustalić płeć 19 ze 100 ciał. 14 stanowili chłopcy, dziewczynki zaś – jedynie 5.  Jest to zaskakujący wynik, jako że chłopcy byli w starożytnej Grecji Rzymie, cenieni wyżej niż dziewczynki i bardziej pożądani, tak jak dzisiaj do pewnego stopnia w Chinach czy Indiach. Autorzy badań sugerują, że właściciel aszkelońskich łaźni zachowywał dziewczynki po to, żeby wychować je na pracownice; chłopcy nie byli mu przydatni.

(more…)

Przyjaźn to czy kochanie?

Monday, November 19th, 2012

Młoda kobieta, artystka, poznaje dużo starszego mężczyznę. Rzuca dla niego niemalże wszystko i aż do jego śmierci są nierozłączni. Podróżują razem, mieszkają razem i razem wychowują jego dzieci z pierwszego małżeństwa… Mogę się założyć, że na podstawie tego opisu uznalibyście wspomnianą parę za kochanków. Nigdzie wprost nie napisałam, że uprawiali seks, ale ciężko sobie wyobrazić, że ktoś przez ponad dwie dekady żyje w tak bliskim, ale zupełnie nieerotycznym, związku. A jednak, tak w wielkim skrócie można opisać historię Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki. Tyle, że w związku z tym, że były to dwie kobiety, stwierdzenie, że były kochankami jest od razu uważane przez wielu – łącznie z badaczami – za „odważne”, „kłamliwe” czy „bezpodstawne. Oczywiście, piszę a propos o Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki (i mnóstwa innych „starych panien”, które przeszły przez życie z towarzyszką tej samej płci).

Prawicowi publisyści twierdzą, że skoro Konopnicka miała dzieci, nie mogła być lesbijką. To trochę tak jakby powiedzieć, że tylko dlatego, że ktoś teraz woli lody czekoladowe, nigdy nie jadł waniliowych (i to oczywiście, jest udana analogia tylko i wyłącznie jeśli założymy, że jest ogromny nacisk społeczny na jedzenie lodów waniliowych i surowa penalizacja dla osób, które wolą lody czekoladowe…). Konopnicka, miała męża, z którym jak się zdaje (z jej listów), niezbyt dobrze jej się układało. Niemniej miała z nim dzieci, tak jak – daleko nie szukając – na przykład gwiazda Sex and the City Cynthia Nixon (dwójka dzieci z poprzedniego, heteroseksualnego, małżenstwa i jedno z obecnego – homoseksualnego).

Gdyby Maria Dulębianka była Marianem Dulębowskim, mało kto by wątpił w to, że łączył go z Marią związek natury romantycznej, a zapewne i erotycznej. Jeśli dwójka historycznych postaci odmiennej płci spędzała ze sobą wiele czasu i zwracała się do siebie per „kochanie moje”, historycy powszechnie zakładają, że byli kochankami. Jeśli jednak dwie kobiety spędzają razem życie, piszą do siebie jawnie miłosne listy (łącznie z opisywaniem stosunków lesbijskich!) i spełniają wszystkie warunki romantycznej pary – oprócz odmienności płci – biografowie bez mrugnięcia oka mówią o  nich per bliskie „przyjaciółki” i nikt nie śmie ich „obrażać oskarżeniami” o homoseksualizm (dokładnie tak było w przypadku Charlotte Bronte). Niemniej,  fakt, że to były dwie kobiety, a więc byłyby lesbijkami, sprawia, że ta „oczywista oczywistość” jest dla wielu nie do przełknięcia. Rzecz jasna nie możemy się wypowiadać „na 100%” o seksualności kogokolwiek, kto już sam w tej kwestii nie może zabrać głosu. Ale trzeba przyznać, że w wypadku Konopnickiej dowody jasno wskazują na pełen miłości i wzajemnego oddania, wieloletni lesbijski związek. I byłoby to jasne dla wszystkich, gdyby nie stosowana specjalnych standardów dla nie heteroseksualnych par.

(more…)

Jak z Płatka: Adwokat diabła

Tuesday, November 6th, 2012

Wejdę w rolę adwokata diabła, wezmę stronę Franciszka Longchamps de Bérier

Będę bronić jego racji w sprawie in vitro i antykoncepcji.

Adwokat diabła przeciwstawia argumentom, wydawałoby się oczywistym, inne – też możliwe. Pierwotnie, adwokat diabła był urzędnikiem, który w procesie kanonizacyjnym zbierał argumenty przeciwko świętości kandydata. Urząd wprowadził w 1587 papież Sykstus V, a zniósł Jan Paweł II w 1983, powodując tym masowy wysyp nowych świętych. Wśród nich przeważali mężczyźni, ale znalazła się i Włoszka, która mając wybór, by dokonać aborcji i uratować życie, lub urodzić i umrzeć, zdecydowała urodzić. Wszyscy byli tak bardzo zachwyceni tym, że umarła, iż nie zwrócono zwrócono uwagi na to, że miała ona swobodny, nieprzymuszony, legalnie dostępny wybór. Że dokonała dojrzałej, przemyślanej decyzji. Nie wyszło więc przesłanie, że kobiety mają się poddać ślepej naturze zwanej tam wolą boską. Gdyby dostrzeżono, że w istocie to ona, a nie siła wyższa zdecydowała o życiu i śmierci, to kto wie, czy dołączyłaby do spisu świętych.

Franciszek Longchamps de Bérier głosi, że in vitro szkodzi, a antykoncepcja winna być zakazana. Franciszek Longchamps de Bérier przedstawia się jako ksiądz, profesor. Poglądy na temat zdrowia i praw reprodukcyjnych głosi w koloratce i w habicie jako ksiądz. Profesorski tytuł dodany po przecinku, leci już tylko z rozpędu.

Po co mu więc wytykać prawnika, skoro przemawia osoba wierząca? Wiara i metafizyka mają to do siebie, że bazując na przekonaniu, nie dbają o empiryczne dowody. Przystoją jej więc i argumenty rodem z sufitu. Można serwować slogany, przywoływać źródła rozmyte i zakurzone. Trzeba zrozumieć, że czas w Kościele inaczej płynie. Musi niekiedy minąć 400 lat i więcej, by Kościół przyznał, to, co przeciętna kobieta, wie od razu. Że z tym sprzeciwem wobec Kopernika to była wpadka rodem z ciemnogrodu. Palenie kobiet na stosach i przejmowanie ich dobytku było zbrodnią, choć oczywiście korzystną dla Kościoła, który na tym się wzbogacił. Że inkwizycja, posługując się sadystami w habitach rozpleniła tortury i utrwaliła praktykę brutalnego likwidowania  przeciwników politycznych, z czym do dzisiaj trudno się nam uporać.

My to wiemy od razu, Kościół przyswaja to powoli. Stąd mając ciągoty do rządu dusz, Kościół chwyta za gardło i ciało i sięga po kieszeń. Kto ma myśl swobodną i władzę nad swoim ciałem grozi niezależnością. Wczoraj to były długie listy ksiąg zakazanych, dziś zakaz dla in vitro, i nawet antykoncepcji.

Zazwyczaj Kościół, który chce mieć wszystko i za nic nie odpowiadać, chowa się za urzędników i posłów twierdząc, że na nic nie ma wpływu i w politykę się nie miesza.

Jednak w sprawie in vitro i aborcji wypowiedzieli się najwyżsi rangą, ci co w hierarchii dotarli na szczyty i rzucili jasne i zdecydowane przeciwko.

Jak można więc wymagać, by ksiądz Franciszek Longchamps de Bérier mówił coś innego?! Musi mówić to samo, i głośno, jeśli chce dotrzeć na szczyty kościelnej kariery. W kościele,  jak w armii, słucha się i naśladuje głównodowodzących. Ceni się posłuszeństwo i naśladownictwo. Kościół nie wymaga myślenia, wymaga posłuszeństwa. Ksiądz Franciszek, jest młodym, ambitnym księdzem, chce awansu i jeszcze więcej władzy – więc robi wszystko, aby to osiągnąć. Nie można mu więc zarzucać, że ma niewłaściwe podglądy. On może ich wcale nie posiadać. Jego zadaniem jest wierne kopiowanie i odtwarzanie słów zwierzchników. Gdyby miał poglądy i dał wyraz temu, że myśli, groziłby mu los księdza Bonieckiego, a  tego z pewnością ksiądz Franciszek nie chce.

Pytanie więc powinno brzmieć nie dlaczego ksiądz Franciszek jest przeciwny in vitro i antykoncepcji, ale dlaczego Kościół tak panicznie drży przed in vitro i antykoncepcją?

[Czy profesor  Longchamps de Bérier mógłby na nie odpowiedzieć? Z pewnością tak. Nie brak mu wiedzy i odwagi. A ksiądz Franciszek? Z pewnością nie, obowiązek wiernego posłuszeństwa na to nie pozwala. A szkoda. ]

(more…)

Sabat tysiąclecia.

Thursday, October 11th, 2012

Walka o parytety trwa. Nie tylko w Polskim Parlamencie ale i za kulisami świata o którym wiemy, że gdzieś tam jest. Wiemy ale milczymy. Tak jak o tym.

W komnacie panował miły mrok. Słychać było trzask palących się polan, a komnata zasnuta była dymem z palących się polan. Sceneria była nieziemska, a więc jak najbardziej właściwa dla sabatu, który się tutaj, teraz odbywał. Pierwszego tak licznego, od Wielkiego Sabatu Ostatniej Szansy, który odbył się 13 grudnia 1233 roku. Wtedy potrzeba była jasna, nagląca i oczywista:  czarownice zebrały się aby zareagować na to, co wyprawiała Inkwizycja. Wtedy i teraz miały tutaj zapaść ważkie decyzje, a taka sceneria ułatwiała refleksje i rozwagę.

Wszystkie tutaj znały się bardzo dobrze, chociaż niektóre z nich na sabacie pojawiły się po raz pierwszy. Przez ostanie 100 lat sabaty były rutyną i nikt nie oczekiwał od nich żadnych ważkich decyzji. A dzisiaj miało być inaczej. Czas ważkich decyzji znowu nadszedł i nawet te, które zwykle omijały sabat z daleka, postanowiły wpaść i zabrać głos.

– Niech wasza miotła będzie zawsze pełna świeżej brzozy – przywitała wszystkie Maria Brzozowa Witka.

– I twoja siostro także – odpowiedziały jej zebrane.

Siła tradycji była jednak wielka. Która z czarownic latała w XXI wieku na miotle? Mówiąc prawdę większość z nich wiedziała jak wygląda brzoza tylko dlatego, że czarownice, prowadziły zdrowy tryb życia, i od czasu kiedy przestały ginąć na stosach, żyły naprawdę długo.

– Siostry zebrałyśmy się tutaj ponieważ świat toczy się w złym kierunku. Niestety, czarownice i wiedźmy od dawna robią co mogą aby temu zapobiec ale same wiecie, że chociaż możemy wiele to i tak, jak na zło, które chce zapanować nad światem to za mało.

– Wiemy siostro, wiem – rozlał się po sali szmer zrozumienia.

– Dlatego postanowiłyśmy po długich debatach przychylić się do prośby wielu z nas i dopuścić do Kręgu Wtajemniczenia także mężczyzn.

Szmer który przeszedł po komnacie świadczył o tym, że chociaż wiedźmy rozmawiały o tym już od ponad stu lat a samo spotkanie było przygotowywane od lat 13, to myśl ta była ciągle dziwaczna dla większości tutaj zgromadzonych.

– Mężczyźni są za głupi!

– To nieudaczniki!

– Taki to tylko dziecko może zrobić jak mu się pomoże. I jak on ma świat ulepszyć.

– Dobry mężczyzna jest tak silny, że uciągnie wóz i tak mądry, że się z koniem dogada.

To zdanie wywołało jak zawsze salwę śmiechu.

– Dzisiaj to taki co samochód popchnie. Jak mu się nie przypomni to benzyny już sam gamoń nie naleje.

– Przygłupy

– Piloty do telewizji.

– Koziki tępe jak widelce.

– Taki kolorów nie rozróżnia to jak wywar dobry zrobi.

–  Eliksiry w mikrofalówce będzie warzył.

Cała sala po prostu ryknęła śmiechem, bo wszystkie pamiętały, że już taki był. Niby zdolny, oddany, a jak przyszło co do czego to mikrofalówki da przygotowania eliksiru użył! Bo na ogniu było mu za długo. Przypomnienie tej historii wywoływała zawsze taki huragan śmiechu, jakby to było wczoraj a nie 37 lat temu.

(more…)

Jak z Płatka: Oh Boy! Tęsknota za Boyem

Wednesday, September 5th, 2012

Strona wolnelektury.pl udostępniła do swobodnego czytania „Piekło kobiet” Tadeusza Boya-Żeleńskiego. To zbiór felietonów, które Boy pisał między październikiem, a grudniem  1929 roku. Tam, gdzie pisze o zbrodni uznania aborcji za przestępstwo wali po oczach współczesnością tekstów. Z niewielkimi zmianami mogłyby być napisane i dziś. Aktualność, jest mimo to pozorna, właśnie dlatego, że Boy pisał je w innej epoce, 87 lat temu.

Boy jest jednym z pierwszych, który zwraca uwagę na edukacje seksualną, świadome macierzyństwo, prawo do rozwodu, legalizację aborcji. Podważa tym samym fundamenty na których oparta jest utrwalona patriarchalna kontrola nad ciałem, umysłem i życiem kobiety.

Piekło kobiet trwało i nosiło miano tradycji. Wżerało się w każdą społeczną szczelinę. Dawało o sobie znać przyzwoleniem na społeczną pogardę dla matek i ich nieślubnych dzieci, na potępienie zgwałconych i porzuconych przy jednoczesnym niefrasobliwym akceptowaniu założenia, że mężczyzna za nic nie odpowiada, pozostaje niewidoczny, nieobecny. Kobieta miała się pilnować, mężczyzna musiał – więc mógł się wyszumieć. Hipokryzja i podwójne standardy były trwałym, codziennym elementem protekcjonalnego dyktowania kobietom, pod pretekstem tradycji, dobra rodziny, i świętości życia ich służebnej roli i wąsko zatrzaśniętego miejsca.

Jak więc w takiej atmosferze doszło do Boya? Dlaczego Boya było stać, by taką postawę nazwać po imieniu – jako  niemoralną i żądać, aby w sprawach także ciąży decyzję pozostawić w rękach kobiety? Odwaga? Charakter? Wykształcenie? Pisarski geniusz? – czy bez tego nie ma szans?

(more…)