bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Ciąża’ Category

Cynizm, „trzęsiportyzm” czy niewiedza? Komu szkodzi nieprzestrzeganie prawa

Wednesday, July 16th, 2014

Na stronie internetowej rynekzdrowia.pl został przedrukowany artykuł ze strony gloswielkopolki.pl pod bardzo dziwnym tytułem: „Poznań: przerwą ciążę, jeśli jest to zgodne z prawem“.

800px-Intensivstation_(01)_2007-03-03

Robią łaskę, że będą przestrzegać prawo? Czy może wobec kuriozalnej rodzimej sytuacji, chwalą się super odwagą, że będą działać zgodnie z prawem? Czy Szefowie poznańskich szpitali wespół-zespół zadeklarowali odwagę? Cokolwiek, by to było, z treści artykułu wynika deklaracja wprost odwrotna; że poznańscy dyrektorzy szpitali zamierzają ignorować prawo i pod pozorem jego przestrzegania,  puszczając cynicznie oko, deklarują, że będą je niemal w całej rozciągłości – łamać! Sabotować! Lekceważyć!

Oto bowiem : „Szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie mówią, że jeśli zgłosiłyby się do nich pacjentki, którym sąd wydał zgodę na aborcję, to pomogą.” Sąd?! Skąd tu raptem sąd?

Jeżeli to nie jest kaczka dziennikarska, jeśli nie jest jak za Gierka [Pomożecie?!…], i jeśli to nie jest godny pożałowania brak znajomości obowiązujących przepisów, to znaczy, że szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie oświadczyli, że bimbają na prawo i mają zamiar kpić sobie z uprawnionych.

Szefowie szpitali w Poznaniu, którzy będą czekali na decyzje sądu o tym, czy zachodzą warunki do przerwania ciąży – nie doczekają się. Skoro więc deklarują czekanie na sąd jak czekanie na Godota – deklarują wolę łamania prawa!

Sąd, i to sąd opiekuńczy tylko w jednym przypadku wydaje zgodę na aborcję. Ma to miejsce, gdy terminacja ciąży dotyczy dziecka w wieku poniżej lat 13. I tu trudno mi sobie wyobrazić sytuację, gdy sąd zajmuje inne stanowisko niż zgodnie wnioskujący o przerwanie ciąży sama zainteresowana i jej rodzic [W przypadku ubezwłasnowolnionej sąd wtrąca się, gdy zgody między zainteresowaną, a prawną opiekunką nie ma]. Sąd rodzinny nie ma już takiej władzy w sytuacji, gdy ciąża dotyczy osoby dorosłej i dziecka, które 13 lat ukończyło. Wówczas wystarczy zgoda samej zainteresowanej; a dodatkowo prawnego opiekuna, gdy rzecz dotyczy dziecka (między 13-a 18 rokiem życia). W ogromnej więc większości przypadków:

1) fakt, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej stwierdza lekarz,

2) fakt, że badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, stwierdza lekarz, a

3) fakt, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, stwierdza prokurator.

Sąd, najczęściej, nie ma tu nic do roboty, nic do gadania i to nie w jego gestii jest wydawanie decyzji i zgody!

Gdy wymaga tego zdrowie kobiety, co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy wymaga tego stan płodu – co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy zachodzi podejrzenie, że do ciąży doszło w wyniku przestępstwa, co potwierdza prokurator  – decyduje o tym kobieta!

Za każdym razem (poza wyjątkiem dziecka w wieku poniżej lat 13, i ewentualnie osoby ubezwłasnowolnionej)  jest to wyłącznie integralna decyzja kobiety!

To, czy i z kim będzie ona to konsultowała i jaką podejmie decyzję– jest jej sprawą, a nie sądu, nie lekarza, nie księdza i nie wiceministra sprawiedliwości.

Terminacja ciąży, lub jej utrzymanie, pomimo wskazań lekarskich i prawnych – to decyzja wyłącznie kobiety.

Bez względu na to jak to panów drażni, męczy i denerwuje, że decyduje o tym kobieta

– zgodnie z prawem – decyzja należy do niej, i tylko do niej!

Czy więc lekarze zarządzający szpitalami są niedouczeni? Niedoinformowani? Czy zarządzający szpitalami w sprawach przerwania ciąży mogą naprawdę być, aż tak niedouczeni?! Czy może jednak są tak bardzo niechętni przestrzeganiu prawa, gdy jest na to oportunistyczne przyzwolenie?

Warunki dopuszczalności przerywania ciąży reguluje: art. 4a Ustawy z 7 stycznia 1993 roku, o planowaniu rodziny, ochronie płody ludzkiego i warunkach przerywania ciąży. Ustawa jest dostępna w całości na stronie internetowej Sejmu: [http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930170078]. Nie można się tu wykręcać nieznajomością prawa.

Łacińska paremia: Ignorantia iuris nocet do niedawna oznaczała, że nieznajomość prawa szkodzi temu, kto tego prawa nie zna. W Polsce, wraz z przyzwoleniem na łamanie podstawowych jego zasad od pewnego czasu ignorantia iuris nocet oznacza szkodę tych wobec których zobowiązani do przestrzegania prawa, olewają go. Bezkarni, przybrani w nadęte frazesy pozbawiają kobiety praw. Skutki tego bywają dla kobiet tragiczne. Tracą też zdrowie i tracą życie. A wszystko w imię utrzymania władzy lekarza, księdza i wiceministra sprawiedliwości nad rozrodczością kobiet. Czy Poznań właśnie dołączył do tej drużyny?

Jak z Płatka: Bóg zdegradowany czyli o władzy lekarza nad kobietą!

Friday, June 13th, 2014

Dostałam, po audycji, w której mówiłam o deklaracji wiary lekarzy, list od lekarza.

Obowiązkiem lekarza jest leczyć – pacjent po wizycie powinien być coraz zdrowszy. Powyższe zdanie w zasadzie definiuje rolę lekarza i w tej sytuacji jak prawnie interpretować wizytę osiemnastolatki po środki atykoncepcyjne? Zaznaczam, nie ma “zdrowych”, każdy jest gwałtem na zdrowiu organizmu. Jak definiować zakładanie spiralki skoro jej celem jest “udzielanie informacji zarodkowi, że to nie jest przyjazne środowisko i nie ma w nim szans na rozwój” a nie poprawianie zdrowia pacjentce? Jak interpretować funkcję leczenia podając pacjentce chemię – środki wczesnoporonne, blokujące rozwój płodu, w sytuacji gdy  lekarz widzi iż zdrowym dla pacjentki byłoby urodzić dziecko? Trochę z innej strony: skoro “lekarstwo” wymaga recepty lekarskiej to lekarz ma prawo podjąć decyzję samodzielnie czy ją wypisać i nikt nie może stanowić inaczej, nawet prawnicy. Temat można ciekawie rozwinąć, na kilka rozpraw naukowych dla prawników. Nie będę się rozpisywał bo i tak boję się, że nie zechce  się Pani przeczytać do końca.

Podkreślam, że cenię Pani wiedzę i doświadczenie, a dowodem jest, że chciało mi się poświęcić kilka minut na ten list. Pozdrawiam!

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

List cytuje in extenso, wycięłam tylko nazwisko. Ne wiem czy Pan doktor zadawał pytania retoryczne, czy pytał naprawdę. Byłam zdumiona czytając. Za list dziękuję.  Demonstruje perwersyjny sposób myślenia, nie wiem czy nieświadomie. Pan doktor powiedział, że to on, a nie zainteresowana kobieta ma władzę decydowania o tym kiedy kobieta urodzi. Bóg, a nawet zdrowie są tylko pretekstem, rzecz dotyczy władzy nad rozrodczością kobiet!

Zgodnie z prawem, w demokratycznym państwie prawa to nie lekarz podejmuje decyzję o tym, czy kobieta ma urodzić dziecko, ale sama zainteresowana. To nie lekarz decyduje o tym, co jest dobre dla pacjentki w sprawach jej rozrodu, ale sama kobieta. Wiedza medyczna nie równa się do władzy nad życiem, zdrowiem, rozrodczością kobiety. Ma jej służyć, a nie służyć do jej zniewalania. To nie lekarz, ale sama kobieta jest uprawniona do decydowania o sobie, swoim ciele, swoim życiu.

Środki przeciwdziałające zapłodnieniu nie są środkami poronnymi. O rozrodczości kobiety decyduje kobieta, której to dotyczy, nie lekarz. Lekarz, który tak mówi i myśli daje świadectwo nie tylko ogromnej pychy, ale i pogardy dla kobiety. Sprowadza ją do rzeczy, do „podręcznej”,  do  czegoś nad czym ma niepodzielną władzę i może nakazywać, co i kiedy ma robić, włącznie z zachodzeniem w ciąże i rodzeniem dzieci.

Zdrowie, jak wiadomo z definicji WHO, nie ogranicza się do braku konkretnej choroby, ale do dobrostanu fizycznego i psychicznego, włącznie ze swobodą decyzji w prawach reprodukcyjnych. Lekarz ma tu służyć, nie dyktować.

To lekarz jest dla pacjentki, nie pacjentka dla lekarza.

To, że środki antykoncepcyjne IV generacji są w Polsce na receptę, i że przepisuje je ginekolog, a nie jeśli już, lekarz ogólny, to wynik układu sił i braku społecznej edukacji zdrowotnej, a nie potrzeby.

Podobnie jak wynikiem układu innych sił jest zalew chemii w postaci powszechnie dostępnych preparatów przeciwbólowych. Antykoncepcja IV generacji nie jest szkodliwa, a z pewnością nie bardziej niż napakowane chemią środki przeciwbólowe sprzedawane bez recepty.

Tyle, że antykoncepcja daje władzę kobiecie do decydowania o sobie, o swojej rozrodczości  – i o to tu chodzi!

Pacjentka, która przychodzi po środki antykoncepcyjne korzysta z ustalonej procedury, by zadbać o siebie i o sobie zdecydować. Nie jest chora, jest autonomiczna, korzysta z przysługujących jej praw. Żeby wyszła nadal zdrowa, jak Pan doktor sobie życzy, należy spełnić jej życzenie bez prawienia morałów, bez pogarszania jej zdrowia psychicznego, bez pokazywania kto tu rządzi, kto ma władzę. Ma dostać środki stosowne, najnowszej generacji, pozostawiające jej decyzje czy, kiedy, z kim i ile razy zdecyduje się na prokreację.  Pan doktor z listu do mnie nie powołał się na Boga, ale też go wyprosił i zajął jego miejsce, jak ci od deklaracji wiary.

Tamci powiedzieli, że wiedzą lepiej. Przydali sobie prawo, by mówić czego chce Bóg. Podszyli się pod Boga. Pod pretekstem służenia Bogu, odprawili go, sami zajmując jego miejsce. Bogiem zasłaniając rozbuchaną żądzę władzy o decydowaniu o kobiecie i jej rozrodczości nie zauważyli, że zgodnie ze swoją religią bluźnią i degradują Boga. Przydali sobie moc większą niż ta, którą chciał dla siebie judeochrześcijański Bóg.

Bóg dał ludziom wolną wolę, oni ją kobietom odebrali.

Popełniają więc błąd ci, którzy proponują, by lekarze, którym sumienie nakazuje łamać obowiązujące prawo odeszli i zajęli się inną dziedziną. Popełniają grzech naiwności. Nie odejdą. Mają to, czego są żądni; władzy nad życiem i zdrowiem zależnych od nich kobiet. Podpisujący deklarację i myślący tak, jak lekarz z listu do mnie, przyznali sobie moc i rozkosz selekcjonowania, wybierania, uzależniania, decydowania o życiu i losie zdanych na ich łaskę także wtedy, gdy jest zgwałcona, z ciążą dotkniętą bezmózgowiem, i gdy sama cierpi na skręt jelit i jest chora. Mieliby z tego zrezygnować?!

Dzieciobójczynie

Monday, February 25th, 2013

Na stronie jednego z  polskich tabloidów umieszczony został sondaż pod tytułem „Ruszył proces matki Madzi z Sosnowca. Czy powinna dostać dożywocie?”. Rozprawa co prawda dopiero co się zaczęła, sąd nie orzekł jeszcze winy, ale prasa brukowa wyrok już wydała. Z tragicznego, ale pojedyńczego jednak wydarzenia zrobiono ogólnokrajową medialną aferę, która, pomimo głośno proklamowanych moralnych pretensji, służy przede wszystkim zarabianiu pieniędzy. Liczni komentatorzy, nierzadko z profesorskimi tytułami, zamiast pomyśleć o bezpośrednich i pośrednich przyczynach śmierci słynnej już Madzi, prześcigają się tylko w wymyślaniu najbardziej nośnych paranaukowych inwektyw pod adresem jej matki. Brzydzi mnie to tak straszliwie, że postanowiłem zabrać głos w tej debacie – sięgając, rzecz jasna, do starożytności.

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy z uniwersytetów Harvarda i Chicago (tzw. Leon Levy Expedition), prowadzący wykopaliska w Aszkelonie, nadmorskim mieście położonym na południu Izraela, dokonali w 1986 roku ciekawego odkrycia.  Spod piasków wyłoniły się ruiny budynku, który został wstępnie zidentyfikowany jako łaźnie. Dalsze badania doprowadziły badaczy do konkluzji, że poza kąpielami zażywano tu też uciech cielesnych – świadczyła o tym między innymi inskrypcja „Wejdź, baw się dobrze i [tekst urwany]„, charakterystyczna dla starożytnych domów publicznych. O podwójnym charakterze niektórych łaźni świadczą zresztą nie tylko wykopaliska, ale i rzymscy pisarze, tacy jak choćby Owidiusz czy Marcjal.

Dalsze prace odsłoniły system kanalizacyjny budynku, datowany między IV a VII w.n.e. – w którym, ku wielkiemu zdziwieniu badaczy, znaleziono szkielety blisko stu noworodków. Nie były one pochowane z troską, lecz wrzucone razem z resztkami jedzenia, skorupami naczyń i kośćmi zwierzęcymi. Wszystkie znalezione dzieci zmarły w pierwszym bądź drugim dniu życia. Wszystkie te dane wskazują na to, że mamy tu do czynienia nie z ofiarami choroby czy rytualnych mordów, lecz dzieciobójstwa.

Powszechnie akceptowana teoria stanowi, że odkryte szkielety należały do niechcianych dzieci pracujących w domu publicznym prostytutek. Innymi słowy, dzieci były dla pracujących tam kobiet jedynie ryzykiem zawodowym, niepożądanym obciążeniem – i jako takie były zabijane natychmiast po porodzie. Co ciekawe, na podstawie badań DNA udało się ustalić płeć 19 ze 100 ciał. 14 stanowili chłopcy, dziewczynki zaś – jedynie 5.  Jest to zaskakujący wynik, jako że chłopcy byli w starożytnej Grecji Rzymie, cenieni wyżej niż dziewczynki i bardziej pożądani, tak jak dzisiaj do pewnego stopnia w Chinach czy Indiach. Autorzy badań sugerują, że właściciel aszkelońskich łaźni zachowywał dziewczynki po to, żeby wychować je na pracownice; chłopcy nie byli mu przydatni.

(more…)

Jak z Płatka: Lincz nasz powszedni

Thursday, February 21st, 2013

Rozpoczął się proces Katarzyny W. Do wyroku, który zostanie wydany w imieniu Rzeczpospolitej nie zamierzam  komentować ani tego co robi sąd, ani tego, co mówią świadkowie. Nie zamierzam się wtrącać, nie zamierzam sądu wyręczać, ani sądowi przeszkadzać. Poczekam na wyrok, nie zamierzam go sama wydawać. Od tego nie jestem ja – od tego jest sąd.

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Photo by: Gexydaf @ Flickr

Mogę natomiast spróbować odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy, dlaczego tak żwawo i grupowo dokonaliśmy medialnego linczu zanim sąd zdążył założyć togę, zasiąść za stołem i choćby wywołać sprawę? Dlaczego tak szybko, tak łatwo i z tak nieukrywaną pasją zlinczowaliśmy Katarzynę W i skazaliśmy ją na winę umyślną?

W telewizyjnym pokoju dla VIPów profesorska sława i uznany autorytet prychając i krzywiąc się na moją na wizji prośbę, byśmy nie wyręczali sędziów, bo prawda może być bardziej skomplikowana niż się spodziewamy, uznał, że najwyraźniej cierpię na syndrom seksualnego niedorżnięcia. Tylko tym, jego zdaniem można było tłumaczyć to, że nie rozumiem, że jest to sprawa narodowa, więc oskarżona jest OCZYWIŚCIE winna i on jako kryminolog wie to najlepiej, bo zna się na ludziach. Nie dostrzegł na twarzy   subtelnej, inteligentnej nieznajomej przed którą się wywnętrzał, zmieszania i rozbawienia splecionego z niesmakiem. Nie wiedział, że pełna gracji i finezji młoda piękność, przed którą próbował brylować, to moja córka… Rzeczywistość naprawdę bywa zaskakująca, zwłaszcza, gdy się tego nie spodziewamy.

Zdziwienie profesora było duże, nadszarpnęło jego tezę o oczywistości, ale ja podzielam jego myśl o sprawie narodowej. Kiedy to ostatni raz byliśmy tak bardzo zjednoczeni? Gdy umarł Papież. Ale Papież umarł i już. Zachował się. Został pochowany i kibice mogli powrócić po dniach rozejmu do nierozegranych waśni. A tu, nic nie było jak należy. Spięliśmy się, połączyliśmy w wysiłkach i sporo nas to kosztowało, choć przecież zachowaliśmy się tak, jak trzeba się było zachować. Tyle, że zaraz potem poczuliśmy się nabrani. Dostaliśmy w pysk. Nadstawić drugi policzek? Zastanowić się, że może ktoś wpadł w panikę i starał się ukryć to, że po raz kolejny okazał się fatalnym nieudacznikiem? Przypomnieć sobie przykaz miłosierdzia? Wysupłać z zakamarków niepamięci, żeby pierwszy rzucił kamieniem ten, kto sam jest bez winy? Schwytać przez mgłę zatartą frazę o belce w oku własnym i wzroku wyostrzonym na pyłek w oku osądzanego? Zabrakło na to treningu. Katolickie wywyższenie uroczyście celebrowane datkiem na coniedzielną tacę ma się nijak do przenikniętego siostrzeństwem chrześcijaństwa codzienności. Trenujemy część uroczystą, nadętą, głoszoną ex catedra; niekoniecznie nam po drodze z wrażliwością. Nie brak nam rozumu, z pewnością nie jesteśmy głupi, ale inteligencja emocjonalna nam szwankuje i nie najlepiej u nas z empatią. Lepiej nam idzie domaganie się surowych kar, niż wczuwanie się w położenie i nieskazywania przed czasem i na zapas.

Wspierają nas w takiej postawie media. Gazety, radio, telewizja. Plotki, sensacja, tania bomba, żałosna rewelacja. O co naprawdę chodzi mediom? O informację, czy słupki oglądalności? O kasę z wylansowania dotkniętej kryminałem  celebrytki? O  wkręcenie w trybiki, przepuszczenie i wyplucie na pożarcie jak mało strawnej papki, którą przecież i tak wcinamy ze smakiem? Zachłyśnięci przyzwoleniem na rozjuszenie, czując świeżą krew ucztowaliśmy wściekłe rozszarpywanie. Krew, seks, zbrodnia, szczupłe świeże młode ciało – to się pewnie dobrze sprzedaje. Retuszując można tę świeżość utrzymać. Trzeba tylko rozebrać to prawie do naga i wsadzić na konia!

(more…)

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Jak z Płatka: Zażenowanie

Monday, November 26th, 2012

Kiedy czytam, że rząd Polski rozważa odwołanie od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie nastolatki, której szpital w Lublinie odmówił legalnej aborcji – odczuwam wstyd i zażenowanie [P. i S. przeciwko Polsce (nr skargi 57375/08)].

Materiały MSZ

Wiceminister spraw zagranicznych Maciej Szpunar, na serio, bez skrępowania i bez zawstydzonych wypieków na twarzy wygłasza w Sejmie teksty, że “Ciąża była wynikiem czynu zabronionego, choć nie gwałtu” (sic!).

Lekceważenie dla autonomii seksualnej poszkodowanej – poraża. Jak wymagać wrażliwości od przeciętnego obywatela, gdy Minister demonstracyjnie ją lekceważy?  Poszkodowana wyraźnie mówiła, że to było gwałt, ale Pan wiceminister wie lepiej!

Pan wiceminister, z racji pozycji i zabierania głosu w sprawie,  nie może nie wiedzieć , że zgodnie z polskim prawem dopuszcza się zgwałcenia ten, kto przemocą fizyczną, psychiczną lub podstępem doprowadza do stosunku seksualnego. Bez względu więc na to, czy czyn ten zostanie nazwany w kodeksie karnym: po prostu zgwałceniem [art.197], czy seksualnym wykorzystaniem niepoczytalności lub bezradności [art. 198], seksualnym wykorzystaniem zależności [art.199], czy też seksualnym wykorzystaniem małoletniego, poniżej 15 roku życia [art.200] – to w każdym z tych przypadków, mamy do czynienia ze zgwałceniem. Z faktu, że ktoś nie miał możliwości wyrażenia zgody na seks nie można wnosić, że nie było sprzeciwu. Nie można tam, gdzie brak jest warunków na bezpieczne, nieprzymuszone, świadome, asertywne wyrażenie zgody na współżycie seksualne – wnosić, że zgoda miała miejsce.

Czy naprawdę trzeba tłumaczyć Ministrowi, że do uznania zgwałcenia  nie potrzeba rozdartych, krwawiących ran, śladów brutalnego pobicia, rozerwanego odbytu i siniaków na całym, najlepiej zdefigurowanym ciele? Zawsze, gdy do współżycia dochodzi wbrew woli osoby mamy do czynienia z gwałtem. Nie można się więc tłumaczyć tym, że nie ma gwałtu bo ktoś był śpiący, pijany, nieprzytomny, lub zgodnie z prawem za młody na wyrażenie przyzwolenia. W każdym z tych przypadków mamy do czynienia ze zgwałceniem przy wykorzystaniu co najmniej podstępu.  Bo  jeśli był śpiący, nieprzytomny, pijany lub nie miał skończonych 15 lat – to nie miał woli. Skoro nie miał woli to nie można zakładać, że chciał.

Nie można zakładać, że ponieważ nie może zgodnie z prawem wyrazić zgody na współżycie to można jej użyć do zaspokojenia – obojętnie, czy chuci, czy poczucia władzy używając do tego seksu. Przedstawiciel rządu, władzy, który reprezentuje Polskę także na zewnątrz ma obowiązek to wiedzieć.

To nie jest takie trudne. Można to przeczytać i można zrozumieć. Zgodnie z prawem zakazane jest współżycie z osobą poniżej lat 15. Zakładamy, że w tym wieku brak jest jeszcze dostatecznie rozwiniętej samoświadomości, by podejmować niezależną, autonomiczną, wolną od wszelkiego przymusu decyzję o współżyciu seksualnym. W związku z tym, każdy, kto współżyje z osobą poniżej 15 roku życia dopuszcza się ustawowego zgwałcenia. Fakt, że  sprawcą zgwałcenia jest osoba, której z powodu młodego wieku nie można przedstawić zarzutu z kodeksu karnego nie umniejsza traumy i nie eliminuje faktu zgwałcenia.

Nie można więc tłumaczyć, że skoro sprawę umorzono, to nie było zgwałcenia. Sprawę umorzono bo sprawca też miał mniej niż 15 lat, my zajęci byliśmy organizowaniem nagonki na ofiarę zgwałcenia i jej matkę i kto wie, może policjant i prokurator rozumowali w równie perwersyjny sposób, co wiceminister.

Poszkodowana nie musiałaby mówić, że doszło do zgwałcenia, wystarczyło, że nie miała 15 lat. Ona jednak wyraźnie mówiła, że tego nie chciała. Przepisy karne nie przyznając osobie poniżej 15 roku życia prawa do wyrażania zgody na seks, nie pozbawiają jej tym samym prawa do odmowy. Możemy zakładać, że osoba poniżej 15 roku życia jest za młoda, aby decydować o podjęciu współżycia. Nie oznacza to jednak, że nie ma prawa odmowy na zbliżenie. Nie trzeba mieć 15 lat, by wyczuwać, wiedzieć i nie chcieć tego  co nazywamy: złym dotykiem, napaścią seksualną, molestowaniem i gwałtem. Szukanie na zgwałcenie innego terminu, tylko dlatego, że dotyczy ono osoby poniżej, która nie ukończyła 15 lat jest niedopuszczalne.

Tam, gdzie nie ma woli, tam jest zgwałcenie! Jakim więc prawem i na jakiej podstawie Pan Minister kwestionuje to, co oświadcza sama zainteresowana?! Złamaliśmy w tej sprawie stanowczo za dużo praw demonstrując lekceważenie własnego prawa i kobiet (córki i matki) w sytuacji opresji. Zanim Minister Gowin oświadczył to ex catedra, w sprawie P. i S. co krok świadczyliśmy lekceważenie dla prawa. Postawa Pana wiceministra obnaża naszą niechęć  do uczenia się.  Zamiast wzmocnienia procedur chroniących ofiary, buńczuczne zaprzeczanie faktom. Zamiast przeciwdziałania gwałtom przez wyraźny sygnał: po pierwsze nie gwałć, nonszalancko umniejszmy problem.

Odwołanie, poza wstydem, niewiele przyniesie. Rzadko Europejski Trybunał Praw Człowieka z taką stanowczością stwierdza naruszenia aż tylu artykułów Konwencji. Rzadko przyznaje tak wysokie zadośćuczynienie. Stosowniej więc by było, zamiast tracić nasze pieniądze na żenujący dla Polski spektakl próby obrony szykan i niegodnego łamania praw, przeznaczyć je na edukację promującą poszanowanie autonomii seksualnej. Na zrozumienie, że tam, gdzie brak nieprzymuszonej, asertywnej, świadomej, wolnej od nacisków i strachu zgody na seks – tam ma miejsce  zgwałcenie.

Tam więc, gdzie prawo zakłada, że osoba, z racji wieku, nie może świadomie zgodzić się na seks, doprowadzenie do niego jest zgwałceniem.

My to rozumiemy, czas już i na wiceministra. Bo? Bo gdzieś w Polsce, w poprawczaku, nadal trzymamy chłopców za „żart” pozorowanego stosunku z koleżanką, która z tego powodu odebrała sobie życie. Pewnie nie rozumieją za co ich trzymają, skoro wiceminister, ich idol, sam mówi im, że to nic wielkiego.

Inni też dostają przekaz, że gwałt, to wcale nie gwałt, nie ma się więc co przejmować, tym bardziej, że gość z rządu powtarza, że ta skarga to skandal i to one powinny się wstydzić…

I nic mnie nie obchodzi, że Pan wiceminister  robi tylko to, co mu szef zleca. I od niego, i od szefa mamy prawo wymagać, by przyznali, że przegrywając dostaliśmy szansę. Możemy przeciwdziałać i zgwałceniom, i naruszeniom prawa zgwałconych. Nie godzę się na to, by szansę tę zatracić butą i polityką promowania gwałtów. Bo kto twierdzi, że w opisywanej sytuacji nie doszło do zgwałcenia, wprowadzając w błąd i tworząc mylne o gwałcie wyobrażenia, ten w rzeczy samej promuje gwałt.

Zbigniew Z. 20 lat później

Wednesday, October 24th, 2012

Człowiek mówi. I nie myśli, że jego pomysł może stać się rzeczywistością. I wtedy to może być koszmar, którego nie da się przeżyć.

Oto przykład:

Leżał już na korytarzu. Czekał. Lekarze i siostry przechodziły obok niego obojętnie. Jakby był powietrzem. Jakby już nie żył. A przecież żył, oddychał. Chciał krzyczeć, protestować. Niech go usłyszą. Przecież….

– Witam Pana Panie Premierze.

Niebieski fartuch. To lekarz, może jest jakaś szansa?

– Panie Premierze proszę tylko tutaj podpisać. Samochód będzie za jakieś 15 minut. I pojedzie pan do do….

Pani Doktor była młoda i jakoś nie przeszło jej przez gardło do domu. Ale on przecież jedzie do domu. Szkoda, że umierać. Podpisał. Poszła sobie.

– Panie Premierze chciałam Panu podziękować.

(more…)