bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Antykoncepcja’ Category

Cynizm, „trzęsiportyzm” czy niewiedza? Komu szkodzi nieprzestrzeganie prawa

Wednesday, July 16th, 2014

Na stronie internetowej rynekzdrowia.pl został przedrukowany artykuł ze strony gloswielkopolki.pl pod bardzo dziwnym tytułem: „Poznań: przerwą ciążę, jeśli jest to zgodne z prawem“.

800px-Intensivstation_(01)_2007-03-03

Robią łaskę, że będą przestrzegać prawo? Czy może wobec kuriozalnej rodzimej sytuacji, chwalą się super odwagą, że będą działać zgodnie z prawem? Czy Szefowie poznańskich szpitali wespół-zespół zadeklarowali odwagę? Cokolwiek, by to było, z treści artykułu wynika deklaracja wprost odwrotna; że poznańscy dyrektorzy szpitali zamierzają ignorować prawo i pod pozorem jego przestrzegania,  puszczając cynicznie oko, deklarują, że będą je niemal w całej rozciągłości – łamać! Sabotować! Lekceważyć!

Oto bowiem : „Szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie mówią, że jeśli zgłosiłyby się do nich pacjentki, którym sąd wydał zgodę na aborcję, to pomogą.” Sąd?! Skąd tu raptem sąd?

Jeżeli to nie jest kaczka dziennikarska, jeśli nie jest jak za Gierka [Pomożecie?!…], i jeśli to nie jest godny pożałowania brak znajomości obowiązujących przepisów, to znaczy, że szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie oświadczyli, że bimbają na prawo i mają zamiar kpić sobie z uprawnionych.

Szefowie szpitali w Poznaniu, którzy będą czekali na decyzje sądu o tym, czy zachodzą warunki do przerwania ciąży – nie doczekają się. Skoro więc deklarują czekanie na sąd jak czekanie na Godota – deklarują wolę łamania prawa!

Sąd, i to sąd opiekuńczy tylko w jednym przypadku wydaje zgodę na aborcję. Ma to miejsce, gdy terminacja ciąży dotyczy dziecka w wieku poniżej lat 13. I tu trudno mi sobie wyobrazić sytuację, gdy sąd zajmuje inne stanowisko niż zgodnie wnioskujący o przerwanie ciąży sama zainteresowana i jej rodzic [W przypadku ubezwłasnowolnionej sąd wtrąca się, gdy zgody między zainteresowaną, a prawną opiekunką nie ma]. Sąd rodzinny nie ma już takiej władzy w sytuacji, gdy ciąża dotyczy osoby dorosłej i dziecka, które 13 lat ukończyło. Wówczas wystarczy zgoda samej zainteresowanej; a dodatkowo prawnego opiekuna, gdy rzecz dotyczy dziecka (między 13-a 18 rokiem życia). W ogromnej więc większości przypadków:

1) fakt, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej stwierdza lekarz,

2) fakt, że badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, stwierdza lekarz, a

3) fakt, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, stwierdza prokurator.

Sąd, najczęściej, nie ma tu nic do roboty, nic do gadania i to nie w jego gestii jest wydawanie decyzji i zgody!

Gdy wymaga tego zdrowie kobiety, co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy wymaga tego stan płodu – co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy zachodzi podejrzenie, że do ciąży doszło w wyniku przestępstwa, co potwierdza prokurator  – decyduje o tym kobieta!

Za każdym razem (poza wyjątkiem dziecka w wieku poniżej lat 13, i ewentualnie osoby ubezwłasnowolnionej)  jest to wyłącznie integralna decyzja kobiety!

To, czy i z kim będzie ona to konsultowała i jaką podejmie decyzję– jest jej sprawą, a nie sądu, nie lekarza, nie księdza i nie wiceministra sprawiedliwości.

Terminacja ciąży, lub jej utrzymanie, pomimo wskazań lekarskich i prawnych – to decyzja wyłącznie kobiety.

Bez względu na to jak to panów drażni, męczy i denerwuje, że decyduje o tym kobieta

– zgodnie z prawem – decyzja należy do niej, i tylko do niej!

Czy więc lekarze zarządzający szpitalami są niedouczeni? Niedoinformowani? Czy zarządzający szpitalami w sprawach przerwania ciąży mogą naprawdę być, aż tak niedouczeni?! Czy może jednak są tak bardzo niechętni przestrzeganiu prawa, gdy jest na to oportunistyczne przyzwolenie?

Warunki dopuszczalności przerywania ciąży reguluje: art. 4a Ustawy z 7 stycznia 1993 roku, o planowaniu rodziny, ochronie płody ludzkiego i warunkach przerywania ciąży. Ustawa jest dostępna w całości na stronie internetowej Sejmu: [http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930170078]. Nie można się tu wykręcać nieznajomością prawa.

Łacińska paremia: Ignorantia iuris nocet do niedawna oznaczała, że nieznajomość prawa szkodzi temu, kto tego prawa nie zna. W Polsce, wraz z przyzwoleniem na łamanie podstawowych jego zasad od pewnego czasu ignorantia iuris nocet oznacza szkodę tych wobec których zobowiązani do przestrzegania prawa, olewają go. Bezkarni, przybrani w nadęte frazesy pozbawiają kobiety praw. Skutki tego bywają dla kobiet tragiczne. Tracą też zdrowie i tracą życie. A wszystko w imię utrzymania władzy lekarza, księdza i wiceministra sprawiedliwości nad rozrodczością kobiet. Czy Poznań właśnie dołączył do tej drużyny?

Jak z Płatka: Równa sprawiedliwość.

Friday, July 4th, 2014

W Waszyngtonie, tuż przed budynkiem sądu stoi las kamer i mikrofonów. Jest gorąco nie tylko ze względu na słońce, które wali po oczach i parzy ramiona. Słychać gwar, panuje specyficzna atmosfera kamer, zaciekawienia, sporów, gotowych mikrofonów i ciętych, celnych argumentów. Nikt nie przeklina, nikt nie opowiada bzdetów o kolorach czy fasonie koszul, krawatach i innych obscenicznie miałkich nieważnościach. W tłumie zgromadzonym przed budynkiem The Supreme Court of The United States panuje brak konsensusu co do rozstrzygnięcia i niezłe przygotowanie merytoryczne obu stron.

fot. Monika Płatek

fot. Monika Płatek

To w takich, i przyznaje, tylko w takich momentach dobrze rozumiem emocje kibicek i kibiców sportowych. Oni pewnie z równą ciekawością obserwują piłkarską murawę. I w takich momentach potrafię zrozumieć, że  mecz piłkarski może być pasjonujący. Co nie zmienia faktu, że na stadion nie pójdę, a sąd mnie pociąga. I bez przesądzania co ważniejsze, bo w historii różnie bywało, nadal wiem, że mecz piłkarski to nie to samo co sądowy wyrok. To znaczy, mam na myśli sąd; sąd jednak niezawisły, a takim jest Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. Być tam, gdy rzecz się dzieje to niezwykła frajda, bez względu na wyrok.

30 czerwca 2014, The Supreme Court of The United States ogłosił wyrok w sprawie Burwell v. Hobby Lobby.

Sąd Najwyższy orzekł, że firmy rodzinne lub kontrolowane przez kilka osób nie muszą zapewniać pracownikom w ramach polis ubezpieczeniowych dostępu do antykoncepcji i środków postkoitalnych, chroniących przed zapłodnieniem oraz środków poronnych, jeśli narusza to przekonania religijne ich właścicieli. To wyrok mniejszościowy. Wydany głosami pięciu sędziów przeciwko czterem. Pięciu mężczyzn przeciwko trzem kobietom w składzie Sądu Najwyższego, do których dołączył jeden mężczyzna.

Wspaniale jest obserwować proces interpretowania/stwarzania prawa, jaki toczy się w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych. To jest to! – historycznie i na bieżąco. To naprawdę pasjonujące. Sprawy, które się tam dzieją budzą powszechną ciekawość, choć prosty rachunek postaw pozwala zazwyczaj trafnie obstawiać wynik. Tak było i teraz.

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych obraduje od 7 października 1935 roku, w budynku położonym [w zależności od przyjętej perspektywy] tuż za lub tuż przed Kapitolem. Z zewnątrz wyłożony lśniąco białym marmurem ma na portyku przed głównym wejściem wyryty napis znany tu każdemu od dziecka: Equal Justice Under Law [równa sprawiedliwość zgodna z prawem]. Dlaczego „równa sprawiedliwość”, a nie po prostu „sprawiedliwość zgodna z prawem” ? To pytanie nurtuje wielu speców od filozofii prawa. Motto, tak ważne w pracy tego sądu nie pochodzi od żadnego z sędziów, a odpowiedź jest banalnie prosta – bo tak lepiej pasowało architektowi. To on je wymyślił i wpisał we fronton budynku. Jednak bywa, że raz użyte, słowa nabywają głębi i mocy. Wielu uważa, że równość jest zaledwie retorycznym ozdobnikiem, z którego można śmiało zrezygnować bez szkody dla idei sprawiedliwości. Bo czy sprawiedliwość może być nierówna? Czy nadal wtedy będzie jeszcze sprawiedliwością? Pozornie to prawda, i tylko pozornie. Wyrok wydany 30 czerwca 2014 pokazuje, że sposób rozumienia równości i wolności ma znaczenie i jest subtelną grą rozłożenia akcentów i siły. Bywa też, że dotyczy tego, co z boku, a wyrok tylko pozornie dotyczy tylko tego, czego oficjalnie dotyczy.

W tej sprawie oficjalnie powiedziano, że Dawid Green, właściciel 600 sklepów w USA z artykułami biurowymi i pamiątkami, który zatrudnia 15000 osób nie musi w ramach obowiązkowych polis opłacać środków antykoncepcyjnych swoich pracownic. Czyli muszą płacić za to same, albo ciężar ten zostanie rozłożony, w ramach  kosztów ubezpieczenia na barki innych podatniczek/podatników niż Pan Green. Bo jak podkreślił w uzasadnieniu sędzia S Alito decyzja Sądu nie może być rozumiana jako utrata do ubezpieczeń obejmujących antykoncepcję. Rząd po prostu musi poszukać innej metody. Nie chodzi tu więc o zakwestionowanie prawa do środków antykoncepcyjnych, ale o to, kto za to będzie płacił.

Większość dostrzega, że wyrok jest świadectwem mentalnego oporu pięciu sędziów przed powszechnym prawem do ubezpieczenia. Reforma zdrowia konsekwentnie torpedowana w czasach Clintona, przeprowadzona przez Obamę, jest więc podgryzana. Sędziowie mają super życie, bankructwo i bieda, która zagląda w oczy wielu, którzy zachorują ich nie dotyczy – może więc trudno im się wczuć i zrozumieć, że equal justice wymaga i odmiennej perspektywy niż własna?

Ten wyrok zapewne jeszcze niedawno byłby wyrokiem większościowym. Kobiety czynią tu różnicę. Pierwsza kobieta w składzie działającego od 1789 roku, Sądu Najwyższego USA, Sandra Day O’Connor pojawiła się w nim dopiero w 1981 roku. Równa sprawiedliwość? Potrzebowali ponad dwustu lat… Nominowana z ramienia partii republikańskiej przez Prezydenta Ronalda Regana przyznawała, że bezpośrednie doświadczenie dramatycznych nierówności bijących z sądzonych spraw doświadczanych przez kobiety i różne mniejszości wpłynęły na zmianę sposobu jej widzenia świata. Przyznała też, że jako jedyna kobieta w składzie, często odczuwała intelektualną samotność. Teraz jest ich trójka. Wciąż mało. Za mało. W tej sprawie Sędzia Ruth Baden Ginsburg atakując decyzję piątki wytknęła ostro swoim kolegom, że właśnie w imię wolności religijnych,  uznali prawo jednych do narzucania innym swoich poglądów religijnych. A to przecież  kłóci się z prawem do wolności na które się powołali. Uznali więc tak naprawdę prawo siły. Prawo pracodawcy do narzucania pracownicom, zwłaszcza pracownicom swoich poglądów religijnych i nie liczenia się z ich poglądami! Przyzwolili na dżunglę i nie wzięli pod uwagę dewastacji jakie decyzja ta pociągnie dla demokratycznego porządku państwa prawa.

Sędzia Ginsburg oraz wspierające jej rozumowanie sędzia Elena Kagan, sędzia Sonia Sotomayer oraz sędzia Stephen Breyer mają rację. Pozostaje tylko pytanie czy pozostali sędziowie przyzwolili, czy zaledwie reprodukowali układ sił w od dawna toczonym sporze?

Nie będę ukrywać, to niesamowicie emocjonujące być tam, akurat w momencie, gdy coraz więcej Amerykanów, także przed budynkiem sądu, solidarnie protestuje przeciwko karze śmierci i jej wykonywaniu i gdy Sąd Najwyższy wydaje wyrok, który przecież tylko pozornie dotyczy wolności religijnych. Tu chodzi o podstawowe prawo człowieka do godności i osobistej integralności. O prawo reprodukcyjne jako prawo człowieka – o równą sprawiedliwość.

Chodzi o decyzję, kto jest uprawniony do kontroli nad kobietą. Kto ma prawo do kobiecej rozrodczości? Ona sama, czy ktoś inny, kto w relacji władzy, w imię jej zniewolenia przywoła boga, armie, sumienie, sąd ostateczny a jak trzeba to i sąd najwyższy?

Równa sprawiedliwość? Prawda jest taka, że bez względu na wyrok Sądu Najwyższego nikt nie ma wątpliwości, że zamach na prawo kobiet do decydowania o sobie, o tym kiedy, czy w ogóle, z kim i ile razy chcą zajść w ciąże, czyli o swoim prawie reprodukcyjnym jest zamachem na to prawo. To prawo jest podstawowym prawem człowieka,  ale identyfikowane z kobietą jest wciąż słabo przestrzegane, także w Ameryce.

Jak z Płatka: Bóg zdegradowany czyli o władzy lekarza nad kobietą!

Friday, June 13th, 2014

Dostałam, po audycji, w której mówiłam o deklaracji wiary lekarzy, list od lekarza.

Obowiązkiem lekarza jest leczyć – pacjent po wizycie powinien być coraz zdrowszy. Powyższe zdanie w zasadzie definiuje rolę lekarza i w tej sytuacji jak prawnie interpretować wizytę osiemnastolatki po środki atykoncepcyjne? Zaznaczam, nie ma “zdrowych”, każdy jest gwałtem na zdrowiu organizmu. Jak definiować zakładanie spiralki skoro jej celem jest “udzielanie informacji zarodkowi, że to nie jest przyjazne środowisko i nie ma w nim szans na rozwój” a nie poprawianie zdrowia pacjentce? Jak interpretować funkcję leczenia podając pacjentce chemię – środki wczesnoporonne, blokujące rozwój płodu, w sytuacji gdy  lekarz widzi iż zdrowym dla pacjentki byłoby urodzić dziecko? Trochę z innej strony: skoro “lekarstwo” wymaga recepty lekarskiej to lekarz ma prawo podjąć decyzję samodzielnie czy ją wypisać i nikt nie może stanowić inaczej, nawet prawnicy. Temat można ciekawie rozwinąć, na kilka rozpraw naukowych dla prawników. Nie będę się rozpisywał bo i tak boję się, że nie zechce  się Pani przeczytać do końca.

Podkreślam, że cenię Pani wiedzę i doświadczenie, a dowodem jest, że chciało mi się poświęcić kilka minut na ten list. Pozdrawiam!

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

List cytuje in extenso, wycięłam tylko nazwisko. Ne wiem czy Pan doktor zadawał pytania retoryczne, czy pytał naprawdę. Byłam zdumiona czytając. Za list dziękuję.  Demonstruje perwersyjny sposób myślenia, nie wiem czy nieświadomie. Pan doktor powiedział, że to on, a nie zainteresowana kobieta ma władzę decydowania o tym kiedy kobieta urodzi. Bóg, a nawet zdrowie są tylko pretekstem, rzecz dotyczy władzy nad rozrodczością kobiet!

Zgodnie z prawem, w demokratycznym państwie prawa to nie lekarz podejmuje decyzję o tym, czy kobieta ma urodzić dziecko, ale sama zainteresowana. To nie lekarz decyduje o tym, co jest dobre dla pacjentki w sprawach jej rozrodu, ale sama kobieta. Wiedza medyczna nie równa się do władzy nad życiem, zdrowiem, rozrodczością kobiety. Ma jej służyć, a nie służyć do jej zniewalania. To nie lekarz, ale sama kobieta jest uprawniona do decydowania o sobie, swoim ciele, swoim życiu.

Środki przeciwdziałające zapłodnieniu nie są środkami poronnymi. O rozrodczości kobiety decyduje kobieta, której to dotyczy, nie lekarz. Lekarz, który tak mówi i myśli daje świadectwo nie tylko ogromnej pychy, ale i pogardy dla kobiety. Sprowadza ją do rzeczy, do „podręcznej”,  do  czegoś nad czym ma niepodzielną władzę i może nakazywać, co i kiedy ma robić, włącznie z zachodzeniem w ciąże i rodzeniem dzieci.

Zdrowie, jak wiadomo z definicji WHO, nie ogranicza się do braku konkretnej choroby, ale do dobrostanu fizycznego i psychicznego, włącznie ze swobodą decyzji w prawach reprodukcyjnych. Lekarz ma tu służyć, nie dyktować.

To lekarz jest dla pacjentki, nie pacjentka dla lekarza.

To, że środki antykoncepcyjne IV generacji są w Polsce na receptę, i że przepisuje je ginekolog, a nie jeśli już, lekarz ogólny, to wynik układu sił i braku społecznej edukacji zdrowotnej, a nie potrzeby.

Podobnie jak wynikiem układu innych sił jest zalew chemii w postaci powszechnie dostępnych preparatów przeciwbólowych. Antykoncepcja IV generacji nie jest szkodliwa, a z pewnością nie bardziej niż napakowane chemią środki przeciwbólowe sprzedawane bez recepty.

Tyle, że antykoncepcja daje władzę kobiecie do decydowania o sobie, o swojej rozrodczości  – i o to tu chodzi!

Pacjentka, która przychodzi po środki antykoncepcyjne korzysta z ustalonej procedury, by zadbać o siebie i o sobie zdecydować. Nie jest chora, jest autonomiczna, korzysta z przysługujących jej praw. Żeby wyszła nadal zdrowa, jak Pan doktor sobie życzy, należy spełnić jej życzenie bez prawienia morałów, bez pogarszania jej zdrowia psychicznego, bez pokazywania kto tu rządzi, kto ma władzę. Ma dostać środki stosowne, najnowszej generacji, pozostawiające jej decyzje czy, kiedy, z kim i ile razy zdecyduje się na prokreację.  Pan doktor z listu do mnie nie powołał się na Boga, ale też go wyprosił i zajął jego miejsce, jak ci od deklaracji wiary.

Tamci powiedzieli, że wiedzą lepiej. Przydali sobie prawo, by mówić czego chce Bóg. Podszyli się pod Boga. Pod pretekstem służenia Bogu, odprawili go, sami zajmując jego miejsce. Bogiem zasłaniając rozbuchaną żądzę władzy o decydowaniu o kobiecie i jej rozrodczości nie zauważyli, że zgodnie ze swoją religią bluźnią i degradują Boga. Przydali sobie moc większą niż ta, którą chciał dla siebie judeochrześcijański Bóg.

Bóg dał ludziom wolną wolę, oni ją kobietom odebrali.

Popełniają więc błąd ci, którzy proponują, by lekarze, którym sumienie nakazuje łamać obowiązujące prawo odeszli i zajęli się inną dziedziną. Popełniają grzech naiwności. Nie odejdą. Mają to, czego są żądni; władzy nad życiem i zdrowiem zależnych od nich kobiet. Podpisujący deklarację i myślący tak, jak lekarz z listu do mnie, przyznali sobie moc i rozkosz selekcjonowania, wybierania, uzależniania, decydowania o życiu i losie zdanych na ich łaskę także wtedy, gdy jest zgwałcona, z ciążą dotkniętą bezmózgowiem, i gdy sama cierpi na skręt jelit i jest chora. Mieliby z tego zrezygnować?!

Dzieciobójczynie

Monday, February 25th, 2013

Na stronie jednego z  polskich tabloidów umieszczony został sondaż pod tytułem „Ruszył proces matki Madzi z Sosnowca. Czy powinna dostać dożywocie?”. Rozprawa co prawda dopiero co się zaczęła, sąd nie orzekł jeszcze winy, ale prasa brukowa wyrok już wydała. Z tragicznego, ale pojedyńczego jednak wydarzenia zrobiono ogólnokrajową medialną aferę, która, pomimo głośno proklamowanych moralnych pretensji, służy przede wszystkim zarabianiu pieniędzy. Liczni komentatorzy, nierzadko z profesorskimi tytułami, zamiast pomyśleć o bezpośrednich i pośrednich przyczynach śmierci słynnej już Madzi, prześcigają się tylko w wymyślaniu najbardziej nośnych paranaukowych inwektyw pod adresem jej matki. Brzydzi mnie to tak straszliwie, że postanowiłem zabrać głos w tej debacie – sięgając, rzecz jasna, do starożytności.

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy z uniwersytetów Harvarda i Chicago (tzw. Leon Levy Expedition), prowadzący wykopaliska w Aszkelonie, nadmorskim mieście położonym na południu Izraela, dokonali w 1986 roku ciekawego odkrycia.  Spod piasków wyłoniły się ruiny budynku, który został wstępnie zidentyfikowany jako łaźnie. Dalsze badania doprowadziły badaczy do konkluzji, że poza kąpielami zażywano tu też uciech cielesnych – świadczyła o tym między innymi inskrypcja „Wejdź, baw się dobrze i [tekst urwany]„, charakterystyczna dla starożytnych domów publicznych. O podwójnym charakterze niektórych łaźni świadczą zresztą nie tylko wykopaliska, ale i rzymscy pisarze, tacy jak choćby Owidiusz czy Marcjal.

Dalsze prace odsłoniły system kanalizacyjny budynku, datowany między IV a VII w.n.e. – w którym, ku wielkiemu zdziwieniu badaczy, znaleziono szkielety blisko stu noworodków. Nie były one pochowane z troską, lecz wrzucone razem z resztkami jedzenia, skorupami naczyń i kośćmi zwierzęcymi. Wszystkie znalezione dzieci zmarły w pierwszym bądź drugim dniu życia. Wszystkie te dane wskazują na to, że mamy tu do czynienia nie z ofiarami choroby czy rytualnych mordów, lecz dzieciobójstwa.

Powszechnie akceptowana teoria stanowi, że odkryte szkielety należały do niechcianych dzieci pracujących w domu publicznym prostytutek. Innymi słowy, dzieci były dla pracujących tam kobiet jedynie ryzykiem zawodowym, niepożądanym obciążeniem – i jako takie były zabijane natychmiast po porodzie. Co ciekawe, na podstawie badań DNA udało się ustalić płeć 19 ze 100 ciał. 14 stanowili chłopcy, dziewczynki zaś – jedynie 5.  Jest to zaskakujący wynik, jako że chłopcy byli w starożytnej Grecji Rzymie, cenieni wyżej niż dziewczynki i bardziej pożądani, tak jak dzisiaj do pewnego stopnia w Chinach czy Indiach. Autorzy badań sugerują, że właściciel aszkelońskich łaźni zachowywał dziewczynki po to, żeby wychować je na pracownice; chłopcy nie byli mu przydatni.

(more…)

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Najskuteczniejsza i najbezpieczniejsza nowa metoda anytkoncepcyjna jest dla mężczyzn!

Wednesday, January 23rd, 2013

Antykoncepcja to sprawa kobiet. Jeśli ona zajdzie w ciążę to jej wina – nie szanowała się, nie trzymała nóg razem, trzeba było bardziej uważać. Prawda, że oprócz prezerwatywy i (generalnie nielegalnej w Polsce) wazektomii (podcięcia nasieniowodów) polscy mężczyźni mają raczej niewielki dostęp do antykoncepcji. Większość metod wymaga by to kobieta poszła do lekarza, coś łykała, coś sobie nakleiła bądź wstrzyknęła.

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

Po części wynika to z biologii. Istotą męskiej płodności jest jej brak cykliczności – teoretycznie, mężczyzna ze zdrowymi plemnikami i bez problemów z erekcją może codziennie (a nawet kilka razy dziennie) cały bity rok zapładniać kobiety. Jak tu więc wynaleźć coś co jest nieszkodliwe, nie zmniejsza popędu płciowego (testosteron, regulujący dojrzewanie plemników, jest też sławetnie odpowiedzialny za popęd płciowy) i nie powoduje trwałych uszkodzeń?

Od lat trwają poszukiwania skutecznej męskiej antykoncepcji, ale jak na razie nic naprawdę ciekawego nie pokazało się na horyzoncie. To jest, nic naprawdę ciekawego, co byłoby na tyle drogie, bądź wymagające częstego używania, żeby przyniosło satysfakcjonujący przychód firmom farmaceutycznym i w związku z czym byłoby nagłaśniane…

Jak się jednak niedawno dowiedziałam, najskuteczniejsza, najbezpieczniejsza metoda antykoncepcyjna nad którą się obecnie pracuje jest właśnie dla mężczyzn. Na razie ma 100% efektywności i właściwie żadnych skutków ubocznych. Jej główna zaleta z punktu widzenia klientów jest główną wadą z punktu widzenia producentów – jedna dawka kosztuje mniej niż US$1 a starcza nawet na 10 lat! Naprawdę! Ani trochę nie żartuje.

(more…)

Czemu pigułki antykoncepcyjne są na receptę?

Thursday, November 22nd, 2012

Pigułki antykoncepcyjne są w powszechnym użytku od ponad pół wieku. Miliony kobiet je zażywają, żeby móc podejmować rozsądne, przemyślane decyzje o swojej płodności. Owszem, są głosy (i nawet były pewne – bardzo kiepskie – badania) o szkodliwości pigułek antykoncepcyjnych, ale w stosunku do leków nowej generacji nie znajdują one żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Pigułki – jak każdy lek – mają efekty uboczne. Mój znajomy lekarz zwykł mawiać, że tylko węgiel brany na biegunkę ich nie ma… Niemniej, dla większości kobiet, które nie mają przeciwwskazań dla leków hormonalnych, te efekty uboczne są niegroźne.

Photo by: angela Lopes (source: Flickr)

Ale nie musicie mi wierzyć w tej kwestii, albowiem jeden z największych światowych autorytetów w ginekologii wypowiedział sie na ten temat. Wczoraj Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy Ginekologów i Położników (ACOG) wydało oświadczenie w którym jasno stwierdza, że korzyści z udostępnienia pigułki bez recepty są dużo większe niż potencjalne ryzyko.

Lekarze naprawdę nie mają w tym ukrytego interesu. W rzeczywistości, niejako zabierają sobie biznes spod nosa – bo mówią, że kobiety nie powinny musieć do nich tak często przychodzić po recepty. Oświadczenie to nie ma ukrytych motywów i powodowane jest jedną, jedyną rzeczą – medycznymi faktami.

W oświadczeniu ACOG potwierdza, że choć przy zażywaniu pigułek anytkoncepcyjnych występuje zagrożenie zakrzepami, jest ono tak małe, że nie powinno być powodem, dla którego kobiety muszą przychodzić do lekarza po receptę. Co więcej, badania pokazują, że pacjentki nie przestają odwiedzać swoich ginekologów w celach badań przesiewowych etc. kiedy nie muszą co trzy miesiące stawiać się po kolejne recepty, więc antykoncepcja nie powinna być powodem dla którego się kobiety “ściąga” do gabinetu lekarskiego, żeby potem dostarczyć im też inne usługi medyczne. Co ważne, pigułki to nie antybiotki – nie zrobimy ani sobie, ani innym krzywdy źle je biorąc (owszem  możemy zajśc w ciąże, ale recepta od lekarza nas od tego nie uchroni – raczej przeczytanie ulotki).

(more…)

Prośba do księdza: dość bredni!

Monday, November 5th, 2012

Miałam ciekawy weekend – w odstępie kilku godzin odwiedziłam Licheń (de facto park religijnej rozrywki dla bardzo specyficznej grupy katolików, którym odpowiada niebotyczna kiczowatość i pozłacana duchowość), wysłuchałam tam 10 minut kazania o opętaniu (“pisała długopisem przekleństwa, bo poszła do uzdrowiciela”), a potem wróciłam do Warszawy i przeczytałam to: Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier o in vitro i antykoncepcji – jedno to zło, a drugie powinno być zakazane.

Będę szczera, pierwsze kilka słów, które wyrwały mi się z buzi, to były najnormalniej w świecie przekleństwa. Ale jak tu się nie wkurzać, kiedy pan duchowny, który w życiu nie miał rodziny, a zarabia plotąc androny i tyle wie o problemach normalnych ludzi (którym grozi bezrobocie, muszą płacić podatki i na utrzymaniu mają rodziny) co bardzo mały kotek na zakrystii napłakał. Kilka smaczków:

O in vitro:

Gdy ktoś ma władzę, może zdecydować o rozwiązaniu siłowym.

ROZWIĄZANIE SIŁOWE?! Pan Longchamps de Bérier  jest prawnikiem, człowiekiem wykształconym, a używa słów ewidentnie bez zrozumienia. Rozwiązania siłowe z definicji polegają na tym, że się kogoś do czegoś zmusza. Pragnę księdza uspokoić, że Tusk (ani jego ministrowie, ani policja w ich imieniu) NIE BĘDĄ chodzić po domach i ludzi do in vitro zmuszać. Będą, niewielkiej zresztą, grupie CHĘTNYCH dawali możliwość refundacji!

Dalej:

Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej wymaga, aby program zdrowotny pozwolił w określonym czasie osiągnąć założone cele polegające na “zrealizowaniu określonych potrzeb zdrowotnych oraz poprawy stanu zdrowia określonej grupy świadczeniobiorców”. In vitro niczego nie leczy. Nie poprawia zdrowia, jedynie zaradza skutkom bezpłodności.

Po pierwsze – leczenie objawowe bezpłodności (a tym jest in vitro) poprawia zdrowie – na pewno psychiczne ludzi, którzy od lat nie mogą mieć dzieci i mają z tego powodu depresję. Może dla pana de Berier nie jest to wystarczająco ważny aspekt zdrowia (pomimo tego, że w definicji zdrowia WHO aspekt psychiczny jest na równi z fizycznym). Ale, jeśli leczenie objawowe powinno być wykasowane, to może również opieka paliatywna – w końcu też nie poprawia zdrowia… Poza tym, tak na zdrowy chłopski rozum – to efekt bezpłodności jest problemem, bo ludzie nie mogą mieć dzieci. Sama niemożność posiadania dzieci nie jest koniecznie powodem do zmartwienia, jak na przykład niewykryta choroba wieńcowa, bądź właściwie każda inna jednostka chorobowa, albowiem nawet jeśli przyczyna bezpłodności nie została wyeliminowana, to bardzo rzadko przekłada się to na inne poważne problemy zdrowotne! Tak więc, jeśli pojawiają się w końcu dzieci, to problem bezpłodności znika! Mało kogo obchodzi w tym momencie czy są “wyleczeni”.

(more…)

Huragan, klimat i kobiety

Wednesday, October 31st, 2012

Przedwczorajsza noc była straszna dla mieszkańców wschodniego wybrzeża USA, Kuby, niektórych mniejszych karaibskich wysp, jak również ich rodzin i przyjaciół. We wszystkie te miejsca uderzył bowiem wielki huragan “Sandy”, zwany również “Frankenstrom” . Wszystko wskazuje na to, że ludzie pośrednio przyłożyli się do tego bezprecedensowego huraganu. Kiedy woda zaczęła zalewać ulice, budynki i stacje metra na Manhattanie, mało kto pewnie myślał, że decyzje i pazerność tych, którzy tutaj urzędowali, mogły się do tego przyczynić.

Niestety, obaj kandydaci na prezydenta  USA wykazali się rzadką jednomyślnością nie poruszając w trakcie kampanii kwestii klimatu. A prawda jest taka, że karty na świecie rozdają obecnie w większości USA i Chiny. Nie ma co liczyć na to, że Chiny, które średnio co trzy dni budują nowa elektrownię węglową  a przy tym zmuszają kobiety do “aborcji” w 9 miesiącu ciąży, pochylą się nad losami planety, kiedy najwyraźniej nie mają wielkiego poszanowania dla podstawowych praw człowieka.

Pozostaje nam więc niestety liczyć na to, że Stany wreszcie coś zrobią i narzucą nową jakość w dyskusjach o klimacie. Rzecz w tym, że chyba niestety się przeliczymy. Pomimo tego, że świat ewidentnie zaczyna ponosić starty w ludziach i twardej walucie za nasze psucie klimatu, temat jest tak politycznie niewygodny, że nikt go nie chce tknąć choćby 10 metrowym kijem. No i poza monstrualnymi huraganami większość ofiar zmian klimatycznych mieszka w biednych krajach na południowej półkuli, co też pomaga udawać, że nic się nie dzieje.

W przyszłym tygodniu mieszkańcy Stanów Zjednoczonych (albo raczej ci, którym nie udaremni się korzystania z ich prawa do głosu)  wybiorą faceta, który od stycznia będzie (nadal?) rządził najważniejszą światową demokracją. Chcemy czy nie, wyniki tych wyborów będą ważne dla nas wszystkich. Od tego, czy wybrany zostanie Obama czy Romney może zależeć, czy Stany pójdą na wojnę z Iranem, czy światowy kryzys się będzie pogłębiał, czy USA zacznie mieć prawdziwe problemy z rosnącym wykluczeniem społecznym spowodowanym cięciami socjalnym, zmniejszeniem podatków dla najbogatszych i ulgami dla korporacji. Niestety, nie jest jasne co i czy cokolwiek będzie się działo w kwestii ograniczenia zaburzeń klimatu spowodowanych przez ludzi. Może jestem naiwna, ale ponieważ Obama ma mniej partyjnych znajomych, którzy zarabiają na ropie i węglu to liczę, że on mniej będzie planecie szkodził (bo prawdę mówiąc wątpię, czy pomoże).

(more…)

Najskuteczniejszy sposób na aborcję – Antykoncepcja!!

Tuesday, October 9th, 2012

Kolejne badania naukowe potwierdziły, to co podejrzewano od dawna – najlepszym sposobem na zmniejszenie liczby aborcji jest udostępnienie kobietom bezpiecznej i skutecznej antykoncepcji!

Rzućmy okiem:

1. Opublikowane w zeszłym tygodniu badania Uniwersytetu w St. Louis (USA) przeprowadzone na statystycznej reprezentatywnej próbce 9,000 kobiet pokazały, że (werble, proszę państwa!) darmowa antykoncepcja zmniejsza zapotrzebowanie na aborcje! Wśród niezamożnych kobiet, którym rozdawano za darmo antykoncepcję, liczba aborcji spadła do 1/6 średniej krajowej!

Niesamowite, nieprawdaż? Kto by pomyślał? Kobiety, które mogę skutecznie się uchronić przed niechcianą ciążą nie będą potem musiały tej ciąży usuwać. To dopiero prawdziwe odkrycie Ameryki, Kolumb mógłby się schować…

2. Z kolei badania prestiżowego Amerykańskiego Guttmacher Institute dowodzą czegoś, co osoby zajmujące się tematyką antykoncepcji, jak i z niej korzystające, wiedzą od dawna. Zawsze jednak miło, jak tęgie głowy znajdują dowody na poparcie naszych przeczuć. Badania na ponad 2,000 kobietach pokazały, iż… używanie antykoncepcji sprawia, że życie kobiet jest lepsze! W związku z tym, że nie muszą się martwić o nieplanowane ciąże i mogą zaplanować kiedy chcą mieć dziecko, antykoncepcja umożliwia kobietom zdobycie wykształcenia, zawodu i pracy.

Może jestem jakoś ograniczona, ale przyznam, że dla mnie sprzeciw wobec antykoncepcji jest niepojęty. Nikt nikogo do niej nie zmusza, a tym z nas, którzy z niej korzystają, umożliwia założenie rodziny gdy jesteśmy na to gotowi i możemy stworzyć dzieciom najlepsze możliwe warunki (bo na przykład skończyliśmy już studia i mamy pracę, a nie wpadliśmy przed maturą). I co niemniej ważne – antykoncepcja, pozwala kobietom osiągnięcie ich cele życiowe.

Jeśli ktoś (dajmy na to, prawicowy polityk głosujący nad ustawą o świadomym macierzyństwie…) ma anty-aborcyjne poglądy, to naprawdę nie powinien już dalej szukać rozwiązania. Jeśli nie chcemy, żeby dochodziło do aborcji, pomóżmy kobietom nie zachodzić w ciąże, których nie chcą! Tak proste, a jednak tak kontrowersyjne. Pominąwszy absurdalne, i zupełnie nie znajdujące potwierdzenia w faktach poglądy o “aborcyjnym” działaniu pigułki antykoncepcyjnej i spirali domacicznej (powtórzmy raz jeszcze: fakty są bezdyskusyjne, uniemożliwienie implantacji i/lub owulacji NIE JEST ABORCJĄ), naprawdę nie ma powodu, dla którego środowiska anty-aborcyjne i pro-choice nie powinny znaleźć wspólnej płaszczyzny w walce o szerszy dostęp do antykoncepcji (w niektórych miejscach na świecie już się tak dzieje).

(more…)