bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Aborcja’ Category

A za oknem krwawa jatka

Tuesday, October 30th, 2012

W poniedziałek 17 października około godziny 22 doszło w Polsce do zamachu stanu. Wszyscy Polacy znaleźli się nagle i niepodziewanie pod jarzmem Bliżej Nieznanego Ale Okrutnego Oprawcy. Straszne i niebywałe! Tym dla nas gorzej i straszniej, że wróg to nieznany i nienazwany. To co nieznane jest  najgorsze i najstraszniejsze!

Co ten wróg zrobił?

Coś strasznego, ohydnego i perfidnego!

Sprawił oto, że mieszkanka Opola została  przez Policję doprowadzona do aresztu w celu odbycia zasądzonej przez sąd polski kary. A że miała ona dzieci i była samotna, to dzieci te wylądowały w Izbie Policyjnej. Jak nakazują procedury i uchwalone w Polsce obowiązujące prawo!

To było wieczorem. Rano okazało się, że wszyscy są z tego powodu oburzeni:

Policja (nie ta co wsadzała ale inna)

Sędziowie (nie ci co wydali wyrok ale inni)

politycy

Szary Obywatel Od Którego Nic Nie Zależy (trwa ustalenie jak się on dokładnie nazywa bo przecież od ciebie czytelniku coś zależy. Może głosować w wyborach — to plan minimum).

W nocy Policjanci byli pewni, że postępują zgodnie z prawem i są ramieniem sprawiedliwości a rano okazało się, że są oni Narodowymi Przestępcami i Zbrodniarzami. Posadzili bowiem Matkę i Jej dzieci. Fakt , że dzieci i do Izby Dziecka ale to przecież nie przedszkole.

Wszyscy krzyczą i wszyscy są oburzeni. Premier (ten sam który już kastrował pedofilii, zamykał punkty z dopalaczami i jednorękimi bandytami i niczego go to nie nauczyło) od razu zarządził, że winny zostanie znaleziony i ukarany w ciągu godzin. Dla mniej biegłych w arytmetyce 5 lat 4 miesiące i 15 dni to 47 112 godzin.
Polski Premier pokazał już nie raz, że się wolno uczy. I ciągle daje tego nowy dowód. Dla tych którzy się jeszcze nie nauczyli, że on się wolno uczy. Może kiedyś uda mu się do tego nawet siebie przekonać?
(more…)

Aborcja a in vitro – podstawy dla prawicowych polityków

Thursday, October 25th, 2012

Prawicowi politycy nigdy nie byli jakimś tuzami z biologii i medycyny, ale to, co się dzieje w tym tygodniu przekracza już wszelkie pojęcie. Najwyższy czas tym panom wyłożyć co i jak, żeby przestali się ośmieszać i przy okazji obrażać innych ludzi.

Po pierwsze: aborcja NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z IN VITRO. Kapitalizacja nie jest tu przypadkowa. Tyle jest wokół tego jakiegoś bzdurnego zamieszania, więc warto wyłożyć sprawę jasno i dużymi literami. Dobrym przykładem jest ta oto wypowiedź prezesa największej partii opozycyjnej:

15 tys. razy in vitro oznacza bardzo, bardzo wiele aborcji

Nie mam pojęcia co właściwie miał na myśli, ale najwyraźniej należy mu wytłumaczyć znaczenie słów, których używa. Aborcji dokonuje się na zaimplantowanym zarodku – to jest zarodku, który już się zagnieździł w macicy. Celem aborcji jest przerwanie ciąży. Z kolei in vitro to metoda leczenia bezpłodności. Polega na pobraniu gamet (czyli spermy i komórki jajowej) i dokonaniu zapłodnienia (czyli połączenia tych komórek) pozaustrojowego (czyli w tzw. “próbówce”). Uważna czytelniczka i uważny czytelnik zauważą kilka różnić między tymi dwoma procedurami medycznymi. Można by mówić o metodach i narzędziach, ale wydaje mi się, że dość kluczowe jest zastosowanie. Jedna z metoda ma na celu zapłodnienie i implantację zarodka, a w konsekwencji ciążę i dziecko bądź dzieci, a drugie ma na celu przerwanie ciąży i niedopuszczenie do jej donoszenia. W telegraficznym skrócie dla polityków zabieganych między konferencjami prasowymi a wywiadami w mediach prowadzonych przez osoby duchowne – in vitro -> dziecko, aborcja ->brak dziecka.

(more…)

Zbigniew Z. 20 lat później

Wednesday, October 24th, 2012

Człowiek mówi. I nie myśli, że jego pomysł może stać się rzeczywistością. I wtedy to może być koszmar, którego nie da się przeżyć.

Oto przykład:

Leżał już na korytarzu. Czekał. Lekarze i siostry przechodziły obok niego obojętnie. Jakby był powietrzem. Jakby już nie żył. A przecież żył, oddychał. Chciał krzyczeć, protestować. Niech go usłyszą. Przecież….

– Witam Pana Panie Premierze.

Niebieski fartuch. To lekarz, może jest jakaś szansa?

– Panie Premierze proszę tylko tutaj podpisać. Samochód będzie za jakieś 15 minut. I pojedzie pan do do….

Pani Doktor była młoda i jakoś nie przeszło jej przez gardło do domu. Ale on przecież jedzie do domu. Szkoda, że umierać. Podpisał. Poszła sobie.

– Panie Premierze chciałam Panu podziękować.

(more…)

Najskuteczniejszy sposób na aborcję – Antykoncepcja!!

Tuesday, October 9th, 2012

Kolejne badania naukowe potwierdziły, to co podejrzewano od dawna – najlepszym sposobem na zmniejszenie liczby aborcji jest udostępnienie kobietom bezpiecznej i skutecznej antykoncepcji!

Rzućmy okiem:

1. Opublikowane w zeszłym tygodniu badania Uniwersytetu w St. Louis (USA) przeprowadzone na statystycznej reprezentatywnej próbce 9,000 kobiet pokazały, że (werble, proszę państwa!) darmowa antykoncepcja zmniejsza zapotrzebowanie na aborcje! Wśród niezamożnych kobiet, którym rozdawano za darmo antykoncepcję, liczba aborcji spadła do 1/6 średniej krajowej!

Niesamowite, nieprawdaż? Kto by pomyślał? Kobiety, które mogę skutecznie się uchronić przed niechcianą ciążą nie będą potem musiały tej ciąży usuwać. To dopiero prawdziwe odkrycie Ameryki, Kolumb mógłby się schować…

2. Z kolei badania prestiżowego Amerykańskiego Guttmacher Institute dowodzą czegoś, co osoby zajmujące się tematyką antykoncepcji, jak i z niej korzystające, wiedzą od dawna. Zawsze jednak miło, jak tęgie głowy znajdują dowody na poparcie naszych przeczuć. Badania na ponad 2,000 kobietach pokazały, iż… używanie antykoncepcji sprawia, że życie kobiet jest lepsze! W związku z tym, że nie muszą się martwić o nieplanowane ciąże i mogą zaplanować kiedy chcą mieć dziecko, antykoncepcja umożliwia kobietom zdobycie wykształcenia, zawodu i pracy.

Może jestem jakoś ograniczona, ale przyznam, że dla mnie sprzeciw wobec antykoncepcji jest niepojęty. Nikt nikogo do niej nie zmusza, a tym z nas, którzy z niej korzystają, umożliwia założenie rodziny gdy jesteśmy na to gotowi i możemy stworzyć dzieciom najlepsze możliwe warunki (bo na przykład skończyliśmy już studia i mamy pracę, a nie wpadliśmy przed maturą). I co niemniej ważne – antykoncepcja, pozwala kobietom osiągnięcie ich cele życiowe.

Jeśli ktoś (dajmy na to, prawicowy polityk głosujący nad ustawą o świadomym macierzyństwie…) ma anty-aborcyjne poglądy, to naprawdę nie powinien już dalej szukać rozwiązania. Jeśli nie chcemy, żeby dochodziło do aborcji, pomóżmy kobietom nie zachodzić w ciąże, których nie chcą! Tak proste, a jednak tak kontrowersyjne. Pominąwszy absurdalne, i zupełnie nie znajdujące potwierdzenia w faktach poglądy o “aborcyjnym” działaniu pigułki antykoncepcyjnej i spirali domacicznej (powtórzmy raz jeszcze: fakty są bezdyskusyjne, uniemożliwienie implantacji i/lub owulacji NIE JEST ABORCJĄ), naprawdę nie ma powodu, dla którego środowiska anty-aborcyjne i pro-choice nie powinny znaleźć wspólnej płaszczyzny w walce o szerszy dostęp do antykoncepcji (w niektórych miejscach na świecie już się tak dzieje).

(more…)

Jak z Płatka: O co naprawdę chodzi Biskupom – o rodzinę czy o władzę?

Monday, October 8th, 2012

Byłam wczoraj na dwóch kościelnych ślubach. Oba były wzruszająco wzajemną serdecznością do siebie Młodych. Na obu księża celebrujący starali się szczerze, by była to uroczystość maksymalnie zgodna ze scenariuszem przewidzianym przez nowożeńców. Były więc wybrane przez nich urywki Biblii i stosowne do tego kazania. Na obu kościół był pełen, a księża nie starali się straszyć, co wcześniej się zdarzało, że małżonkowie za chwilę sobą znużeni, skuci ślubem, zmuszeni będą dźwigać krzyż.  Było więc uroczyście i miło,  ale gdy doszło do objaśnienia istoty małżeństwa choć w różnych słowach – w jednym kościele brutalnie i wprost, w drugim, w woalu finezji i zatajeń, a jednak wybrzmiało tak samo – Pan Bóg Ojciec stworzył mężczyznę i dał mu kobietę do pomocy i ku radości jego. Mąż ma miłować żonę jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, a kobieta ma poważać i być uległa mężowi jak swojemu Panu.

Serio, te słowa wciąż padają pomimo tego, że Istota Boska powiedziała o sobie, iż jest Tą, która Jest. Okazała się głosem i  krzakiem gorejącym. A jeśli o stworzeniu mowa, to niepamięć o stworzeniu kobiety i mężczyzny na obraz i podobieństwo jest wykrętliwym stosunkiem do Słowa. Przyprawianie Boskiej Istocie płci męskiej jest nadużyciem. Fakt częstotliwości i różnorodności nie zmienia faktu nadużycia.

Serio, tak wciąż się też mówi o Chrystusie, pomimo tego, że Chrystus nie za Kościół lecz jeśli to za każdą/każdego, która/y w Niego uwierzy. Nauki Jezusa Chrystusa niosą jasne przesłanie, iż do kontaktu z Nim nie potrzeba Instytucji Kościoła katolickiego. Dobrym tego przykładem są  różne kościoły protestanckie. Katolicyzm nie ma w tym względzie licencji na racje.

Słowa o posłuszeństwie żony mężowi choć owinięte w woal wciąż pozostały pomimo, że już w 1928 roku Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet usuwając fragment zobowiązujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Mąż oczywiście nigdy żonie posłuszeństwa nie ślubował. Nadal mowa jest o tym, że ma z siebie zrezygnować i znosić – nawet gdy dojdzie do tego, co niestosowne. A przecież to niezgodne nawet z prawem, który sam sobie Kościół ustalił. Kanon. 1153 kodeksu prawa kanonicznego stwierdza wprost, iż jeśli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne, tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia także własną powagą, gdy niebezpieczeństwo jest bezpośrednie.

Brak wyraźnego potępienia przemocy w rodzinie, i przypominanie kobietom właśnie wtedy o przysiędze jest niestosowne i oznacza  nietrzymanie się własnych norm.

(more…)

Po co nam religia w szkołach?

Wednesday, October 3rd, 2012

Na moją pierwszą lekcję religii poszłam dopiero w trzeciej klasie. Przedtem mieszkałam w kraju, w którym lekcje religii obywały się tylko w kościołach. Nie wiedziałam za bardzo czego się spodziewać, a właściwie chyba nie przyszło mi do głowy, że jest nad czym się zastanawiać. Oj, myliłam się… Katechetka zaczęła lekcję od obejrzenia zeszytów wszystkich uczniów i uczennic. Okazało się, że pod koniec poprzedniej klasy przykazała, że w następnym roku wszyscy mają mieć specjalne zeszyty do religii z jakąś postacią biblijną na okładce. Ja nie miałam (co mogło mieć coś wspólnego z tym, że kiedy dawała te instrukcje, byłam oddalona od niej o tysiące kilometrów). Zamiast Jezusa czy Maryi, miałam na okładce misia albo innego kotka. Kiedy pani katechetka to zobaczyła, dostała furii. Zaczęła krzyczeć, że jestem nieposłuszna i w końcu wyrzuciła mnie z klasy mówiąc, że jestem “szatańskim pomiotem”. Zgadza się. Za misia na okładce 8-letnie dziecko zostało wyrzucone z klasy i nazwane szatańskim pomiotem.

Teraz już mogę dodać, że moja pierwsza lekcja religii była też ostatnią. Gdy rodzice się dowiedzieli co się stało, zdecydowanie stwierdzili, że z tą panią w jednym pomieszczeniu już nie będę przebywać. Do końca podstawówki ja i dziewczynka z prawosławnej rodziny spędzałyśmy dwie godziny religii w tygodniu w bibliotece. Incydent z nazwaniem mnie diabelskim pomiotem utrudnił nawiązywanie nowych przyjaźni. I tak byłam inna (akcent!!), a wyrzucenie mnie z klasy w pierwszym tygodniu nie pomogło. Nigdy już nie byłam na ani jednej lekcji religii (w liceum moje niechodzenie nie było już wyjątkowe). Co nie znaczy, że nie wiem, co na tych lekcjach się działo. Znajomi mi opowiadali o filmach z aborcji, o antysemityzmie księży i o katechetkach stawiających tarota (“bo trzeba poznać wroga”). Generalnie, starego dobrego “miłuj bliźniego swego” było tam najmniej. A to wszystko się działo w czasach, kiedy w głowach nam się nie mieściło, żeby religia miała się liczyć do średniej ocen…

Zawsze zastanawiało mnie po co właściwie uczymy religii w szkołach i na szczęście debata na ten temat wreszcie zaczyna trafiać do mediów. Czemu nie uczyć religii tam gdzie jej miejsce – w kościele? Nie kupuję argumentów o tym, że religia uczy nas “uniwersalnych zasad moralnych”. Może Jezus chciał dobrze, ale w dzisiejszym katechizmie jest bardzo mało myśli Jezusa Chrystusa, a dużo więcej treści, które brzmią jakby były inspirowane mądrościami ojca Rydzyka. Nauka religii sprowadza się do wbijania uczniom do głów obecnej wykładni Watykańskiej na tematy społeczne (nie antykoncepcji, nie aborcji, nie homoseksualizmowi) przy akompaniamencie modlitewnej pamięciówki. Na większości lekcji nie ma czasu i miejsca na pochyleniem się nad myślami mesjasza z Nazaretu, bo trzeba przerobić czytanki z Naszego Dziennika. Wydaje mi się wręcz, że sporo młodych ludzi chłonie uniwersalne wartości nijako pomimo, a nie dzięki, lekcjom religii. Bo tolerancji, otwartości i szacunku dla drugiego człowieka i jego/jej inności raczej ciężko uświadczyć w sali lekcyjnej z katechetką bądź księdzem.

(more…)

Jak z Płatka: Raj za rogiem

Tuesday, September 11th, 2012

Razi mnie świętoszkowata obłuda, gdy mowa o świadomej prokreacji i zespole Downa. Widać wtedy, że u nas hasło „świętość życia” pogardliwie zaczyna się i kończy na zarodku. Zderzenie nadętych słów i mizernej rzeczywistości, tak cuchnie kontrolą i lekceważeniem dla ciężarnej, płodu i człowieka z Downem, że nie sposób się nabrać na gadkę o godności i wartości życia. Typową, w jej ramach, jest odmowa wykonywania badań prenatalnych, pod pretekstem, że dojdzie do aborcji, gdy okaże się, że to Down. Protekcjonalne demonstrowanie lekceważenia dla zdrowia ciężarnej i płodu uchodzi za przejaw dbania o wartości. Odmowa aborcji z wykrętem, że zespół Downa nie jest ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu demonstruje rozpanoszone poczucie wyższości, które uprawnia do decydowania, także wbrew prawu, za kobietę. To wszystko pod pozorem cnoty i troski o życie. Nadęte tony o świętości życia kończą się na kłapaniu ozorem. A podkulonej postawie wielu z nas, zapatrzonych we własne doczesne korzyści nie starcza już uwagi na los i jakość życia osób z Downem i ich bliskich.

Vidaråsen

Vidaråsen

Urodzić dziecko z zespołem Downa. Urodzić i zapewnić dobrą jakość życia i nieodrzucenie oraz samemu nie popaść w depresję, poczucie nieszczęścia i osamotnienia. Możliwe?

Miałam 20 lat, a moi podopieczni byli w wieku od 11. do 33 lat. Byłam wychowawczynią na koloniach dla dzieci upośledzonych umysłowo. Większość mojej grupy miała Downa, a rzecz się działa pod Warszawą. Mój upór, że mają prawo do decydowania o sobie, choćby o tym co na siebie włożą lub co chcieliby robić w ciągu dnia lub ze swoim życiem traktowane były przez kierownictwo jak niepoważne fanaberie. Wszyscy – kolonistki i koloniści, bez względu na wiek traktowani byli przez nie-Downów jak dzieci. I jak dzieci niekoniecznie ich słuchano i poważano. Dzięki moim Downom poznałam pierwszy raj za rogiem. Podzielili się ze mną swoim kolorowym światem. Nosili go w sobie. Jest w nim ogromna przestrzeń na zaufanie, ciepło, radość, pogodę ducha i zdolność zachwytu nad detalem. Łatwo kochają, mają – o czym najchętniej pruderyjnie wolimy nie myśleć, nie mniej niż my, rozwinięty pociąg seksualny. Boją się samotności i bezużyteczności. Potrzebowali mojej często dla mnie wyczerpującej pomocy i oddawali z nawiązką w uśmiechu i sympatii. Zdaniem kierownictwa mieli być niezdolni do uczenia się języków obcych, niezdolni do dalekich marszów i czegoś tam jeszcze. Chodziliśmy na wielokilometrowe wyprawy przez pola i lasy, angielski łykali w różnym tempie, ale łykali. Ludzie z zespołem Downa zaskakują i rozrzutnie obdzielają spojrzeniem na świat, którego nie-Downom brakuje. Ich świat do którego mnie wpuścili był piękny, bogaty i dobry. Mogliby obdzielić nim i inne nie-Downy. Nie wyszło.  Okoliczne dzieci nie-Downy trenowały wobec ich inności, przy zgodnym akompaniamencie swoich rodziców, głównie szyderstwo i odrzucenie. Szkoda.

(more…)

Jak z Płatka: Oh Boy! Tęsknota za Boyem

Wednesday, September 5th, 2012

Strona wolnelektury.pl udostępniła do swobodnego czytania „Piekło kobiet” Tadeusza Boya-Żeleńskiego. To zbiór felietonów, które Boy pisał między październikiem, a grudniem  1929 roku. Tam, gdzie pisze o zbrodni uznania aborcji za przestępstwo wali po oczach współczesnością tekstów. Z niewielkimi zmianami mogłyby być napisane i dziś. Aktualność, jest mimo to pozorna, właśnie dlatego, że Boy pisał je w innej epoce, 87 lat temu.

Boy jest jednym z pierwszych, który zwraca uwagę na edukacje seksualną, świadome macierzyństwo, prawo do rozwodu, legalizację aborcji. Podważa tym samym fundamenty na których oparta jest utrwalona patriarchalna kontrola nad ciałem, umysłem i życiem kobiety.

Piekło kobiet trwało i nosiło miano tradycji. Wżerało się w każdą społeczną szczelinę. Dawało o sobie znać przyzwoleniem na społeczną pogardę dla matek i ich nieślubnych dzieci, na potępienie zgwałconych i porzuconych przy jednoczesnym niefrasobliwym akceptowaniu założenia, że mężczyzna za nic nie odpowiada, pozostaje niewidoczny, nieobecny. Kobieta miała się pilnować, mężczyzna musiał – więc mógł się wyszumieć. Hipokryzja i podwójne standardy były trwałym, codziennym elementem protekcjonalnego dyktowania kobietom, pod pretekstem tradycji, dobra rodziny, i świętości życia ich służebnej roli i wąsko zatrzaśniętego miejsca.

Jak więc w takiej atmosferze doszło do Boya? Dlaczego Boya było stać, by taką postawę nazwać po imieniu – jako  niemoralną i żądać, aby w sprawach także ciąży decyzję pozostawić w rękach kobiety? Odwaga? Charakter? Wykształcenie? Pisarski geniusz? – czy bez tego nie ma szans?

(more…)

Jak z Płatka: Stary senator i gwałt. Oblicza seksizmu. Część 2.

Thursday, August 30th, 2012

Todd Akin republikański senator z  Missouri w USA stwierdził,  że „prawdziwy” gwałt nie powoduje ciąży. Czyli –  ciąża zgwałconej to dowód na niebyt „prawdziwego” gwałtu! A jeśli gwałt  nie jest prawdziwy to gwałtu nie było.

Todd Akin, nie może się wykręcać, że wyrwało mu się to niechcący. Że sprawy nie ma, bo gdy wybuchła oburzona wrzawa – przeprosił, i w końcu, ile o tym można skoro upłynęło już kilka dni, co w świecie mediów równa się dekadzie… Nie przejdzie unik, że, bezmyślnie palnął głupstwo. Todd Akin wie po co to mówi, i co powtarzają inni przed nim i po nim. Nie brak ich i w Polsce, gdzie poglądy księdza Piotra Kieniewicza, bliźniaczo zgodne z głoszonymi przez senatora przytacza Katarzyna Wiśniewska w GW.

Todd Akin, a za nim ksiądz profesor, teolog, moralista Kieniewicz dobrze wiedzą, co robią.

Obłudnie wycierając sobie gębę świętością życia stwarzając wrażenie, iż normą i rzeczą normalną jest nieliczenie się z wolą kobiet, ich kontrolowanie i sprowadzanie do funkcji rozpłodowej. Gwałt władczo podporządkowuje, zniewala i uprzedmiatawia ofiarę. Debatowanie o świętości życia powstałego z gwałtu narzuca pogląd, że życie samej zgwałconej święte nie jest.

(more…)

Paul Ryan i kobiety – czyli czemu trzeba trzymać kciuki za Obamę.

Thursday, August 23rd, 2012

Niedługo wybory prezydenckie w USA… Narazie, po jakże fascynująco-żenujących prawyborach w Partii Republikańskiej w trakcie których Panowie prześcigali się w tym, kto jest większym homofobem i kto bardziej nie znosi pornografii (nie ma to jak ważkie kwestie społeczno-ekonomiczne), przyszedł czas na kolejny ciekawy moment – wybór wiceprezydenta. Mitt Romney, ojciec piątki dzieci, Mormon, właściciel olimpijskiego konia, kilku domów, basenów; facet który myśli, że psy mogą podróżować w klatce przywiązanej do dachu samochodu wybrał swojego “współkandydata” – Paula Ryana. W Ameryce  zapanowała konsternacja – mało kto spodziewał się, że wybór padnie na tego fascynata podatków, który zdaje się spędzać większość czasu kombinując, jak by tu zmienić kodeks podatkowy, żeby biedni byli biedniejszy a bogaci mogli “rozpędzać gospodarkę ”.

Paul Ryan, tak jak Mitt Romney, jest białym Chrześcijaninem i mężczyzną. W Polsce to oczywiście standard – większość polityków to biali faceci, którzy o religii i konieczność jej bronienia wspominają przy każdej okazji, a nawet bez. W Stanach jednak jest trochę inaczej – kobieta była już wystawiona jako kandydatka na wiceprezydentkę, a dziś większość dzieci, które rodzą się w Stanach, nie są  białe – Ameryka jest krajem bardzo zróżnicowanym, czego w Partii Republikańskiej ostatnio nie widać.

No ale wrócimy do Pana Ryan’a. W oczach sztabu Romney’a ma kilka dużych zalet – fanatyczne wręcz uwielbienie ultraprawicowej “partii herbacianej”, poparcie najbardziej religijnych (chociaż już nawet biskupi się od niego odcinają bo na głos mówi, że biednym nie powinno się pomagać) i cudownie średniowieczne pomysły na kobiety

Paul Ryan mówi wszem i wobec, że kobiety nie powinny mieć żadnego prawa decydować o swojej rozrodczości. „Żadnego” nie jest tu przesadą –  on dosłownie zostawiłby kobiety, mężczyzn i ludzi walczących z niepłodnością jeno z kalendarzykiem małżeńskim, modlitwą i zgrzytaniem zębów (no i może podziemiem aborcyjno-antykoncpecyjnym).

Paul Ryan chce:

(more…)