bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Archive for the ‘Aborcja’ Category

Cynizm, „trzęsiportyzm” czy niewiedza? Komu szkodzi nieprzestrzeganie prawa

Wednesday, July 16th, 2014

Na stronie internetowej rynekzdrowia.pl został przedrukowany artykuł ze strony gloswielkopolki.pl pod bardzo dziwnym tytułem: „Poznań: przerwą ciążę, jeśli jest to zgodne z prawem“.

800px-Intensivstation_(01)_2007-03-03

Robią łaskę, że będą przestrzegać prawo? Czy może wobec kuriozalnej rodzimej sytuacji, chwalą się super odwagą, że będą działać zgodnie z prawem? Czy Szefowie poznańskich szpitali wespół-zespół zadeklarowali odwagę? Cokolwiek, by to było, z treści artykułu wynika deklaracja wprost odwrotna; że poznańscy dyrektorzy szpitali zamierzają ignorować prawo i pod pozorem jego przestrzegania,  puszczając cynicznie oko, deklarują, że będą je niemal w całej rozciągłości – łamać! Sabotować! Lekceważyć!

Oto bowiem : „Szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie mówią, że jeśli zgłosiłyby się do nich pacjentki, którym sąd wydał zgodę na aborcję, to pomogą.” Sąd?! Skąd tu raptem sąd?

Jeżeli to nie jest kaczka dziennikarska, jeśli nie jest jak za Gierka [Pomożecie?!…], i jeśli to nie jest godny pożałowania brak znajomości obowiązujących przepisów, to znaczy, że szefowie szpitali w Poznaniu jednogłośnie oświadczyli, że bimbają na prawo i mają zamiar kpić sobie z uprawnionych.

Szefowie szpitali w Poznaniu, którzy będą czekali na decyzje sądu o tym, czy zachodzą warunki do przerwania ciąży – nie doczekają się. Skoro więc deklarują czekanie na sąd jak czekanie na Godota – deklarują wolę łamania prawa!

Sąd, i to sąd opiekuńczy tylko w jednym przypadku wydaje zgodę na aborcję. Ma to miejsce, gdy terminacja ciąży dotyczy dziecka w wieku poniżej lat 13. I tu trudno mi sobie wyobrazić sytuację, gdy sąd zajmuje inne stanowisko niż zgodnie wnioskujący o przerwanie ciąży sama zainteresowana i jej rodzic [W przypadku ubezwłasnowolnionej sąd wtrąca się, gdy zgody między zainteresowaną, a prawną opiekunką nie ma]. Sąd rodzinny nie ma już takiej władzy w sytuacji, gdy ciąża dotyczy osoby dorosłej i dziecka, które 13 lat ukończyło. Wówczas wystarczy zgoda samej zainteresowanej; a dodatkowo prawnego opiekuna, gdy rzecz dotyczy dziecka (między 13-a 18 rokiem życia). W ogromnej więc większości przypadków:

1) fakt, że ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej stwierdza lekarz,

2) fakt, że badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, stwierdza lekarz, a

3) fakt, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, stwierdza prokurator.

Sąd, najczęściej, nie ma tu nic do roboty, nic do gadania i to nie w jego gestii jest wydawanie decyzji i zgody!

Gdy wymaga tego zdrowie kobiety, co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy wymaga tego stan płodu – co widzi lekarz – decyduje o tym kobieta.

Gdy zachodzi podejrzenie, że do ciąży doszło w wyniku przestępstwa, co potwierdza prokurator  – decyduje o tym kobieta!

Za każdym razem (poza wyjątkiem dziecka w wieku poniżej lat 13, i ewentualnie osoby ubezwłasnowolnionej)  jest to wyłącznie integralna decyzja kobiety!

To, czy i z kim będzie ona to konsultowała i jaką podejmie decyzję– jest jej sprawą, a nie sądu, nie lekarza, nie księdza i nie wiceministra sprawiedliwości.

Terminacja ciąży, lub jej utrzymanie, pomimo wskazań lekarskich i prawnych – to decyzja wyłącznie kobiety.

Bez względu na to jak to panów drażni, męczy i denerwuje, że decyduje o tym kobieta

– zgodnie z prawem – decyzja należy do niej, i tylko do niej!

Czy więc lekarze zarządzający szpitalami są niedouczeni? Niedoinformowani? Czy zarządzający szpitalami w sprawach przerwania ciąży mogą naprawdę być, aż tak niedouczeni?! Czy może jednak są tak bardzo niechętni przestrzeganiu prawa, gdy jest na to oportunistyczne przyzwolenie?

Warunki dopuszczalności przerywania ciąży reguluje: art. 4a Ustawy z 7 stycznia 1993 roku, o planowaniu rodziny, ochronie płody ludzkiego i warunkach przerywania ciąży. Ustawa jest dostępna w całości na stronie internetowej Sejmu: [http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930170078]. Nie można się tu wykręcać nieznajomością prawa.

Łacińska paremia: Ignorantia iuris nocet do niedawna oznaczała, że nieznajomość prawa szkodzi temu, kto tego prawa nie zna. W Polsce, wraz z przyzwoleniem na łamanie podstawowych jego zasad od pewnego czasu ignorantia iuris nocet oznacza szkodę tych wobec których zobowiązani do przestrzegania prawa, olewają go. Bezkarni, przybrani w nadęte frazesy pozbawiają kobiety praw. Skutki tego bywają dla kobiet tragiczne. Tracą też zdrowie i tracą życie. A wszystko w imię utrzymania władzy lekarza, księdza i wiceministra sprawiedliwości nad rozrodczością kobiet. Czy Poznań właśnie dołączył do tej drużyny?

Jak z Płatka: Bóg zdegradowany czyli o władzy lekarza nad kobietą!

Friday, June 13th, 2014

Dostałam, po audycji, w której mówiłam o deklaracji wiary lekarzy, list od lekarza.

Obowiązkiem lekarza jest leczyć – pacjent po wizycie powinien być coraz zdrowszy. Powyższe zdanie w zasadzie definiuje rolę lekarza i w tej sytuacji jak prawnie interpretować wizytę osiemnastolatki po środki atykoncepcyjne? Zaznaczam, nie ma “zdrowych”, każdy jest gwałtem na zdrowiu organizmu. Jak definiować zakładanie spiralki skoro jej celem jest “udzielanie informacji zarodkowi, że to nie jest przyjazne środowisko i nie ma w nim szans na rozwój” a nie poprawianie zdrowia pacjentce? Jak interpretować funkcję leczenia podając pacjentce chemię – środki wczesnoporonne, blokujące rozwój płodu, w sytuacji gdy  lekarz widzi iż zdrowym dla pacjentki byłoby urodzić dziecko? Trochę z innej strony: skoro “lekarstwo” wymaga recepty lekarskiej to lekarz ma prawo podjąć decyzję samodzielnie czy ją wypisać i nikt nie może stanowić inaczej, nawet prawnicy. Temat można ciekawie rozwinąć, na kilka rozpraw naukowych dla prawników. Nie będę się rozpisywał bo i tak boję się, że nie zechce  się Pani przeczytać do końca.

Podkreślam, że cenię Pani wiedzę i doświadczenie, a dowodem jest, że chciało mi się poświęcić kilka minut na ten list. Pozdrawiam!

800px-Combined_oral_contraceptive_pill_(3)

List cytuje in extenso, wycięłam tylko nazwisko. Ne wiem czy Pan doktor zadawał pytania retoryczne, czy pytał naprawdę. Byłam zdumiona czytając. Za list dziękuję.  Demonstruje perwersyjny sposób myślenia, nie wiem czy nieświadomie. Pan doktor powiedział, że to on, a nie zainteresowana kobieta ma władzę decydowania o tym kiedy kobieta urodzi. Bóg, a nawet zdrowie są tylko pretekstem, rzecz dotyczy władzy nad rozrodczością kobiet!

Zgodnie z prawem, w demokratycznym państwie prawa to nie lekarz podejmuje decyzję o tym, czy kobieta ma urodzić dziecko, ale sama zainteresowana. To nie lekarz decyduje o tym, co jest dobre dla pacjentki w sprawach jej rozrodu, ale sama kobieta. Wiedza medyczna nie równa się do władzy nad życiem, zdrowiem, rozrodczością kobiety. Ma jej służyć, a nie służyć do jej zniewalania. To nie lekarz, ale sama kobieta jest uprawniona do decydowania o sobie, swoim ciele, swoim życiu.

Środki przeciwdziałające zapłodnieniu nie są środkami poronnymi. O rozrodczości kobiety decyduje kobieta, której to dotyczy, nie lekarz. Lekarz, który tak mówi i myśli daje świadectwo nie tylko ogromnej pychy, ale i pogardy dla kobiety. Sprowadza ją do rzeczy, do „podręcznej”,  do  czegoś nad czym ma niepodzielną władzę i może nakazywać, co i kiedy ma robić, włącznie z zachodzeniem w ciąże i rodzeniem dzieci.

Zdrowie, jak wiadomo z definicji WHO, nie ogranicza się do braku konkretnej choroby, ale do dobrostanu fizycznego i psychicznego, włącznie ze swobodą decyzji w prawach reprodukcyjnych. Lekarz ma tu służyć, nie dyktować.

To lekarz jest dla pacjentki, nie pacjentka dla lekarza.

To, że środki antykoncepcyjne IV generacji są w Polsce na receptę, i że przepisuje je ginekolog, a nie jeśli już, lekarz ogólny, to wynik układu sił i braku społecznej edukacji zdrowotnej, a nie potrzeby.

Podobnie jak wynikiem układu innych sił jest zalew chemii w postaci powszechnie dostępnych preparatów przeciwbólowych. Antykoncepcja IV generacji nie jest szkodliwa, a z pewnością nie bardziej niż napakowane chemią środki przeciwbólowe sprzedawane bez recepty.

Tyle, że antykoncepcja daje władzę kobiecie do decydowania o sobie, o swojej rozrodczości  – i o to tu chodzi!

Pacjentka, która przychodzi po środki antykoncepcyjne korzysta z ustalonej procedury, by zadbać o siebie i o sobie zdecydować. Nie jest chora, jest autonomiczna, korzysta z przysługujących jej praw. Żeby wyszła nadal zdrowa, jak Pan doktor sobie życzy, należy spełnić jej życzenie bez prawienia morałów, bez pogarszania jej zdrowia psychicznego, bez pokazywania kto tu rządzi, kto ma władzę. Ma dostać środki stosowne, najnowszej generacji, pozostawiające jej decyzje czy, kiedy, z kim i ile razy zdecyduje się na prokreację.  Pan doktor z listu do mnie nie powołał się na Boga, ale też go wyprosił i zajął jego miejsce, jak ci od deklaracji wiary.

Tamci powiedzieli, że wiedzą lepiej. Przydali sobie prawo, by mówić czego chce Bóg. Podszyli się pod Boga. Pod pretekstem służenia Bogu, odprawili go, sami zajmując jego miejsce. Bogiem zasłaniając rozbuchaną żądzę władzy o decydowaniu o kobiecie i jej rozrodczości nie zauważyli, że zgodnie ze swoją religią bluźnią i degradują Boga. Przydali sobie moc większą niż ta, którą chciał dla siebie judeochrześcijański Bóg.

Bóg dał ludziom wolną wolę, oni ją kobietom odebrali.

Popełniają więc błąd ci, którzy proponują, by lekarze, którym sumienie nakazuje łamać obowiązujące prawo odeszli i zajęli się inną dziedziną. Popełniają grzech naiwności. Nie odejdą. Mają to, czego są żądni; władzy nad życiem i zdrowiem zależnych od nich kobiet. Podpisujący deklarację i myślący tak, jak lekarz z listu do mnie, przyznali sobie moc i rozkosz selekcjonowania, wybierania, uzależniania, decydowania o życiu i losie zdanych na ich łaskę także wtedy, gdy jest zgwałcona, z ciążą dotkniętą bezmózgowiem, i gdy sama cierpi na skręt jelit i jest chora. Mieliby z tego zrezygnować?!

Jak z Płatka: Upadłe kolosy

Thursday, December 19th, 2013

flickr @ actionsforchoice  http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/legalcode

Czerwienię się ze wstydu i czuję skrępowanie, patrząc na skład Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości RP. To ciało kolegialne. Powołane do, jak sama nazwa wskazuje, kodyfikacji kodeksu karnego. Kodeks karny dotyczy wszystkich. Tak kobiet, jak i mężczyzn. W Komisji, która przygotowała kodyfikację dominują mężczyźni; są i dwie wybitne prawniczki – tyle, że obie już od dawna nieżyjące.

Nowy skład, powołany na lata 2013-2017 ma, na wymagane ustawowo max. 15, osób 18. W tym: jedną dr. hab. z KULu i sekretarkę zwaną sekretarzem z domeną mailową opus dei. Pozostali to mężczyźni.

To zawstydza. I żeby było jasne. Byłoby tak samo żenujące, gdyby skład Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości ograniczał się tylko do  wybitnych prawniczek, jednego dr hab. i sekretarza zwanego sekretarką z domeną mailową opus dei .

Źle świadczy o standardach, procedurach i praktykach tak jednorodne ciało przedstawicielskie w społeczeństwie złożonym z kobiet i mężczyzn. Wykluczenie połowy wiedzy, doświadczenia, wrażliwości przynosi efekt połowiczny… i ma niewiele wspólnego z dobrym prawem. Ma się też nijak do zasady demokratycznego państwa prawa, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Źle świadczy o wrażliwości Ministra, zwłaszcza, że jest On od sprawiedliwości…i tylko błagam! darujmy sobie argument, że tu rzeczywiście chodzi wyłącznie o meritum…lepiej w to nie brnąć. Nie przystoi, bo ośmiesza. Tak mogą mówić tylko ci, którzy własną krótkowzroczność i lenistwo umysłowe mylą z merytoryczną.

Szkoda, że Minister nie dostrzega, że taki skład jest niestosowny i nie pozwala na osiągnięcie zakładanego celu. Tym celem jest dobre prawo, w którym prawo karne jest zaledwie jednym, pomocniczym trybikiem, a nie maczugą do bezmyślnego walenia na oślep, by zastraszyć i stworzyć pozory mocy.

I znów, żeby było jasne! Każdy z zaproszonych do Komisji Panów jest specjalistą. Co więcej, jest tam kilku, których cenię, szanuję, a nawet uznaję za swoich mistrzów. Jest wielu, z których każdy oddzielnie jest mądry, uroczy i miły. Jednak razem, w tak perwersyjnych warunkach tworzą zespół niezdolny do wypełnienia zadania i zaproponowania dokumentu, który nie szkodzi, nie patologizuje i jest zgodny ze standardami  niedyskryminacji i poszanowania ludzkiej godności (art. 32 Konstytucji RP). Ta nie kończy się na zarodku, już czas jakiś temu, nazwanym w kodeksie karnym dzieckiem poczętym.

Kodeks karny dotyczy wszystkich. Osób wierzących w rozmaitych bogów, służących interesom rożnych kościołów, agnostyków i ateistów. Konstytucja wymaga więc, by tu, wzbić się na neutralność. Tymczasem efekt prac Komisji kodyfikacyjnej w zakresie regulacji praw reprodukcyjnych zgodny jest z wolą kościoła katolickiego. Nie zaprzeczam, że odpowiada i aksjologii członków Komisji. Twierdzę jednak, że lekceważy życie, zdrowie i prawa reprodukcyjne kobiet, co również zagraża prawidłowemu rozwojowi ciąży i płodów.

Majgull Axelsson ujęła to tak: „Watykan, ortodoksyjni muzułmanie i amerykańska prawica utworzyli zwarty mur w tej sprawie. Byli gotowi zapłacić każdą sumę i poświęcić życie dowolnej liczby dzieci i kobiet, by bronić władzy mężczyzn nad rozmnażaniem”.

Najwięksi z prawniczych tuzów, Kolosi, usprawiedliwiają swoje pomysły aksjologią, troską i rozwojem medycyny.

Tworzą przepis „kto powoduje śmierć dziecka poczętego niezdolnego do samodzielnego życia poza organizmem matki, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Słowo „kto” w kodeksie karnym należy czytać jako „każdy”. Każdy, czyli ciężarna też. I nieważne, czy poroniła w sposób naturalny, czy nie – bo zgodnie z nowo zaproponowanym art. 1a k.k. przestępstwo jest popełnione, gdy można „obiektywnie” przypisać winę.

Co z tego, że ona mówi, że poroniła naturalnie. One wszystkie z tymi krwotokami, potknięciami, co nagle zjawiają się w szpitalu, tak mówią. A my przecież obiektywnie wiemy swoje.

Obiektywnie czyli według standardu rozsądnego człowieka. Człowiek to mężczyzna, a przecież wiadomo, że jak mężczyzna jest w ciąży to jest na tyle rozsądny, że nie poroni. Skoro więc on może, a ona poroniła, to obiektywnie można powiedzieć, że popełniła przestępstwo i jest winna.

Wiadomo, że żaden rozsądny mężczyzna w ciąży nie będzie dźwigał zakupów, wieszał ciężkich firan, nie zrobi obiadu, nie wymyje podłogi, ani nie zajmie się dzieckiem. Standard rozsądnego człowieka więc nie pozostawia żadnych wątpliwości; ona jest winna. Skoro mężczyzna w ciąży może przewidzieć, i skoro test przeciętnego człowieka stosuje taką samą miarą do mężczyzn i kobiet, to i ona może. Trzy lata to przecież wyrok łagodny. Wiadomo, w Polsce rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata, a trzy baba po korytarzach się przelata.

Gdzieś w tle brzmi jeszcze echo słów, że Komisja chciała spowodować ograniczenie stosowania kary pozbawianie wolności. Przemienia się w szyderczy rechot z którego zostaje  już tylko – pozbawienie wolności.

Kiedyś przed laty, gdy współzakładałam „Solidarność” w Centrum Zdrowia Dziecka mieliśmy tam najnowocześniejszy ośrodek badań prenatalnych. Rozpirzony, przetracony, bo a nóż badania prenatalne przyczynią się do aborcji. Godność człowieka jest najważniejsza, więc kobietom w ciąży odmawiamy. W tym czasie w świecie, gdzie godność zarodka nie jest najwyższą wartością robi się się już skomplikowane operacje na płodach pozwalające rodzącym się dzieciom żyć w dobrostanie. Usuwa się wady, ratuje życie, zapewnia brak kalectwa. U nas kobiety, płody  i dzieci składa się na ołtarzu idei. Troska? Rozwój medycyny?

Aby troska i rozwój medycyny mogły wziąć górę trzeba zrozumieć, że prawo karne jest od ochrony kobiet w ciąży, a nie od wymuszania na kobietach, by (nawet po gwałcie) w ciążę zachodziły i rodziły.

Szacunek i troska jest wtedy, gdy przestrzega się reprodukcyjnych praw kobiet. Obejmują one dostęp do wiedzy, wysokiej jakości usług medycznych, dostęp do planowania rodziny i  antykoncepcji, i w tych ramach także do aborcji. Ta ostatnia powinna być bezpieczna, legalna i rzadka. I jest rzadka tam, gdzie prawa reprodukcyjne traktowane są na serio i nie załatwiane ideologicznie i na szaro prawem karnym. Przestrzeganie praw reprodukcyjnych sprawia, że aborcji jest mało, a noworodków dużo. Tam, gdzie dba się o człowieka, nie myli się aksjologii z przyznawaniem sobie prawa do skazywania kobiet na heroizm lub na więzienie. Wierzę, że Członkowie Komisji chcieli dobrze, ale nie złączyli teorii z praktyką. Ot, kolejna zwykła banalność, tym razem – przeoczenia.

Słownik polsko-polski. Część pierwsza.

Friday, August 9th, 2013

Świat jaki jest każdy widzi. Ale już nie każdy wie.

Dlaczego? Bo żeby wiedzieć, to trzeba już mówić. A język jest jaki jest i potrafi świat zmienić tak, że są wśród nas ludzie, których nigdy, nic nie przekona, że czarne to czarne a białe to białe.

Nie można jednak tracić nadziei i trzeba walczyć. Nie, nie o dusze ale o ich umysły.

754px-Latin_dictionary

A więc ruszajmy na potyczkę, na ubite pole. Miejsce, feministka.org zobowiązuje. Niech to będą reprodukcyjne prawa kobiet.

Ludzie, którzy pobłądzili we współczesnym świecie i nie rozumieją co się dzieje wokół nich, krzyczą, że oto są otoczeni przez cywilizacją śmierci i trzeba walczyć o cywilizację życia. Głównym problemem w ich świecie to aborcja i los dzieci nienarodzonych. Los narodzonych, to czy i jak żyją nie budzi w nich już takiego zainteresowania. Czy są oni źli i okrutni dla innych? Nie, to niemożliwe! Przyczyna musi być inna. Oni po prostu nie wiedzą jaki ten świat naprawdę jest!

Kierując się miłości bliźniego – niezależnie od  płci i światopoglądu – pomóżmy im zrozumieć jaki świat jest naprawdę. Zacznijmy odkłamywać ten świat.

Zwolennicy i zwolenniczki fizycznej eksterminacji kobiet opanowali dyskurs społeczny i narzucili nam jednowymiarowy świat, w którym decyzje i procedury prokreacyjne są jedynym fundamentem świata wartości. O tym jak ten świat wypaczyli może świadczyć to, że zwolennicy tak zwanej cywilizacji życia propagują fizyczną eksterminację kobiet, odmawiają kobietom prawa do decyzji prokreacyjnych i opowiadają się za delegalizacją procedur prokreacyjnych! Za swojego głównego wroga mają oni zaś zwolenników psychofizycznego dobrostanu kobiet, którzy rozumiejąc i akceptując to, iż kobieta to także – chociaż nie tylko – matka, która, ma prawo do decydowania o tym kiedy i z kim będzie miała dzieci.

Zacznijmy więc mówić o świecie używając terminów jasnych zrozumiałych i intuicyjnych i unikajmy mętnych i kłamliwych. Jak te poniżej.

Skrócony słownik poprawnej polszczyzny

Cywilizacja śmierci – termin fałszywie opisujący świat, w którym między innymi dobrowolne procedury medyczne ratujące życie uznawane są za zabijające duszę. Posługujący się tym terminem częste negatywne przyczyny jakiegoś zjawiska uznają za skutki.

Używający tego terminu, z powodu błędów w rozumowaniu, definiowaniu pojęć bądź silnej indoktrynacji jakąś ideologią afirmującą wykluczanie, potępiają i odrzucają tych wszystkich którzy nie wyznają bezkrytycznie ich ideologii.

Zamiennik – Cywilizacja promująca dobrostan kobiet

Cywilizacja życia – termin promujący wewnętrznie niespójny obraz świata w którym kobiety pozbawione są prawa do podejmowania decyzji o tym czy mogą mieć dzieci, co uważane jest za coś wartościowego.

Osoby posługujące się tym pojęciem, nie rozumieją jego znaczenia i nadużywają innych pojęć używając ich niezgodnie z regułami logiki i języka.

Używający tego terminu akceptują i uważają za wartościowe: śmierć kobiet w czasie ciąży, porodu lub połogu, wykluczenie i biedę ekonomiczną oraz ubóstwo i marginalizacją ekonomiczną i społeczną sierot, niepełne rodziny oraz wdowieństwa i samotności milionów mężów i partnerów kobiet.

Towarzyszący temu pojęciu chaos terminologiczny oraz bardzo silne zaangażowanie emocjonalne osób używających tego terminu wykluczają krytyczne i analityczne myślenie u jego użytkowników i utrudniają, a nawet uniemożliwiają racjonalną dyskusję z osobami posługującymi się tym terminem.

Zamiennik – Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet.

Decyzja prokreacyjna – decyzja o tym kiedy, z kim  i z pomocą jakich procedur – naturalnych lub medycznych – będzie miało się dzieci. Decyzję tę podejmują rodzice.

Używać zamiast – decyzja o aborcji.

Procedura prokreacyjna – działania podejmowane: przed stosunkiem seksualnym, w jego trakcie, lub zamiast skutkujące tym, że dojdzie lub nie do ciąży i urodzenia dziecka.

Do procedur prokreacyjny zalicza się: używanie środków antykoncepcyjnych (także nieskuteczne), zabieg przerwania ciąży, jak i procedury medyczne mające spowodować ciąże,  w tym zabieg in vitro.

Używać zamiast – aborcja.

Zwolennicy fizycznej eksterminacji kobiet – osoby, które ze względów doktrynalnych, ideologicznych bądź z braku jakiejkolwiek refleksji odmawiają kobietom prawa do świadomego i rzeczywistego dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne.

Pozbawiając one na przykład kobiety możliwości podejmowania decyzji o tym czy, kiedy i z kim będą miały dzieci. Narażają oni przez to kobiety na śmierć lub kalectwo bądź choroby, w tym zaburzenia oraz choroby psychiczne i depresje.

Powodują one, bądź co najmniej przyczyniają się, świadomie lub nie, do śmierci i kalectwa milionów kobiet na całym świcie oraz do nieszczęścia i rozpaczy, które przeżywają miliony sierot i półsierot oraz wdowców, którzy są pośrednimi ofiarami takich decyzji. Dopuszczają się oni często kłamstw i bez wyrzutów sumienia akceptują miliony ofiar śmiertelnych w imię jakiejś szalonej ideologii niesienia śmierci i kalectwa, czasami pod płaszczykiem miłości bliźniego i szacunku dla jakichś wartości bądź dogmatów religijnych.

Ich ofiary płacące życiem i zdrowiem tylko za to, że są kobietami.

Używać zamiast – cywilizacja życia.

Zwolennicy dobrostanu kobiet – osoby, które kierując się poszanowaniem wartości, takich jak: afirmacja życia i jego dobrej jakości, szacunek dla religii, oraz godności jednostki, akceptują prawo kobiet do zdrowia psychicznego i fizycznego.

Istotnym elementem zdrowia kobiety jest możliwość podejmowania decyzja z kim i kiedy ma się dzieci.

Używać zamiast – cywilizacja śmierci.

Co ten słowniczek zmienia?

Proszę sprawdzić:

Aborcja to zbrodnia Procedura prokreacyjna to zbrodnia
Cywilizacja śmierci propaguje aborcję Cywilizacja promująca dobrostan kobiet propaguje procedury prokreacyjne
Cywilizacja życia zwalcza aborcję Cywilizacja promująca fizyczną eksterminację kobiet zwalcza procedury prokreacyjne

No i jak, ma sens?

Ma!

Widać kto kłamie a kto nie?

Widać!

Wszystkim chętnym proponuje poćwiczyć. Także w przestrzeni publicznej.

POWODZENIA

Dzieciobójczynie

Monday, February 25th, 2013

Na stronie jednego z  polskich tabloidów umieszczony został sondaż pod tytułem „Ruszył proces matki Madzi z Sosnowca. Czy powinna dostać dożywocie?”. Rozprawa co prawda dopiero co się zaczęła, sąd nie orzekł jeszcze winy, ale prasa brukowa wyrok już wydała. Z tragicznego, ale pojedyńczego jednak wydarzenia zrobiono ogólnokrajową medialną aferę, która, pomimo głośno proklamowanych moralnych pretensji, służy przede wszystkim zarabianiu pieniędzy. Liczni komentatorzy, nierzadko z profesorskimi tytułami, zamiast pomyśleć o bezpośrednich i pośrednich przyczynach śmierci słynnej już Madzi, prześcigają się tylko w wymyślaniu najbardziej nośnych paranaukowych inwektyw pod adresem jej matki. Brzydzi mnie to tak straszliwie, że postanowiłem zabrać głos w tej debacie – sięgając, rzecz jasna, do starożytności.

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy przy pracy w Aszkelonie

Archeolodzy z uniwersytetów Harvarda i Chicago (tzw. Leon Levy Expedition), prowadzący wykopaliska w Aszkelonie, nadmorskim mieście położonym na południu Izraela, dokonali w 1986 roku ciekawego odkrycia.  Spod piasków wyłoniły się ruiny budynku, który został wstępnie zidentyfikowany jako łaźnie. Dalsze badania doprowadziły badaczy do konkluzji, że poza kąpielami zażywano tu też uciech cielesnych – świadczyła o tym między innymi inskrypcja „Wejdź, baw się dobrze i [tekst urwany]„, charakterystyczna dla starożytnych domów publicznych. O podwójnym charakterze niektórych łaźni świadczą zresztą nie tylko wykopaliska, ale i rzymscy pisarze, tacy jak choćby Owidiusz czy Marcjal.

Dalsze prace odsłoniły system kanalizacyjny budynku, datowany między IV a VII w.n.e. – w którym, ku wielkiemu zdziwieniu badaczy, znaleziono szkielety blisko stu noworodków. Nie były one pochowane z troską, lecz wrzucone razem z resztkami jedzenia, skorupami naczyń i kośćmi zwierzęcymi. Wszystkie znalezione dzieci zmarły w pierwszym bądź drugim dniu życia. Wszystkie te dane wskazują na to, że mamy tu do czynienia nie z ofiarami choroby czy rytualnych mordów, lecz dzieciobójstwa.

Powszechnie akceptowana teoria stanowi, że odkryte szkielety należały do niechcianych dzieci pracujących w domu publicznym prostytutek. Innymi słowy, dzieci były dla pracujących tam kobiet jedynie ryzykiem zawodowym, niepożądanym obciążeniem – i jako takie były zabijane natychmiast po porodzie. Co ciekawe, na podstawie badań DNA udało się ustalić płeć 19 ze 100 ciał. 14 stanowili chłopcy, dziewczynki zaś – jedynie 5.  Jest to zaskakujący wynik, jako że chłopcy byli w starożytnej Grecji Rzymie, cenieni wyżej niż dziewczynki i bardziej pożądani, tak jak dzisiaj do pewnego stopnia w Chinach czy Indiach. Autorzy badań sugerują, że właściciel aszkelońskich łaźni zachowywał dziewczynki po to, żeby wychować je na pracownice; chłopcy nie byli mu przydatni.

(more…)

Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej

Wednesday, February 13th, 2013

Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że ruszyła dziś akcja “Bezpieczny Fotel? – Kampania na rzecz dobrej opieki ginekologicznej” nad którą portal feministka.org objęła matronat.

Podstawą kampanii jest internetowa – całkowicie bezpieczne i anonimowa – ankieta, która zawiera pytania na temat jakości opieki ginekologicznej, której doświadczyłyśmy i doświadczyliśmy bądź czemu nigdy do ginekologa nie poszłyśmy/poszliśmy. Ankieta jest skierowana do osób, które regularnie chodzą na wizyty, były raz lub chodzą sporadycznie oraz osób, które nigdy nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki. Organizatorzy – Kampania Przeciw Homofobii i Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” – chcą poznać Twoje doświadczenia i opinie dotyczące wizyty ginekologicznej. W imieniu swoim i portalu  serdecznie zapraszam do jej wypełnienia wszystkich którzy rozważali pójście do ginekologa, bądź choć raz poszli_ły, w tym zwłaszcza osoby nastoletnie, z niepełnosprawnościami oraz LBTQ.

Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej kobiet usłyszało o tej akcji i zechciało poświęcić kilka minut swojego czasu, żeby anonimowe opowiedzieć o swoich doświadczeniach w gabinecie ginekologicznym. Organizatorzy chcą sprawdzić co działa, co nie działa, czego robi się w gabinetach za mało, czego za dużo a co jest w sam raz. Opieka ginekologiczna jest nadal trochę tematem tabu, a dla kobiet to przecież jedna z najważniejszych usług medycznych. W Polsce dziesiątki tysiący kobiet rocznie nadal umierają na raki ginekologiczne, które mogły być uleczalne, między innymi przez to, że nie czują się komfortowo/bezpiecznie chodząc do ginekologa. Zależy nam na tym, żeby wreszcie zacząć na temat jakości opieki ginekologicznej dyskusję, i żeby Polki wreszcie miały takich ginekologów i ginekolożki na które zasługują.

Wyniki badania posłużą do stworzenia raportu i rekomendacji dobrych praktyk ginekologicznych dla Ministerstwa Zdrowia, będą również szkolenia dla studentów i studentek medycyny i konferencja prasowa dla mediów.

Zapraszamy!

Nierzetelność

Tuesday, December 4th, 2012

Popełniłam błąd. Nie dochowałam stosownej staranności. Czytelniczka zwróciła mi uwagę, że w tekście z 26 listopada 2012 „Zażenowanie” przypisałam Wiceministrowi Spraw Zagranicznych słowa, których nie wypowiedział. Czytelnik podesłał mi stenogram na dowód, że to, co ujęto w cudzysłów to był śródtytuł pochodzący od redakcji portalu informacyjnego Tokfm.pl, a nie cytat z wypowiedzi wiceministra spraw zagranicznych  Macieja Szpunara.

Przyznaje, że czytelnicy mają rację, a ja zachowałam się nierzetelnie przypisując wiceministrowi  słowa: “Ciąża była wynikiem czynu zabronionego, choć nie gwałtu”. Przyznaje również, że to moja wina, iż sama nie wpadłam na to, by sprawdzić czy ujęte jak w cytacie powiedzenie rzeczywiście pochodzi od wiceministra. Czytelnik zauważył, że pisząc, powinnam częściej zaglądać do stenogramów sejmowych. Nie zrobiłam tego i to mój błąd.

Bardzo przepraszam Pana wiceministra spraw zagranicznych Maciej Szpunara za przypisanie mu słów użytych w śródtytule i ujętych w cudzysłów, że ciąża  była wynikiem czynu zabronionego choć nie gwałtu. Pan wiceminister tego nie powiedział.

Wiceminister komentował wtręt posła Jana Dziedziczaka, który kwestionował, iż doszło do przestępstwa skoro nie było kary. Wiceminister odpowiedział, iż nie zawsze przestępstwo kończy się karą. Są różne przesłanki umorzenia postępowania, ale to, że postępowanie umorzono, nie przesądza o tym, że nie mieliśmy do czynienia z czynem zabronionym” W rzeczy samej więc wiceminister, co najmniej nie zaprzeczał, że mogło dojść do naruszenia prawa. Istnienie przestępstwa negował poseł Jan Dziedziczak. Wychodził z założenia, iż nie ma przestępstwa tam, gdzie doszło do ciąży „w zupełnie dobrowolnym związku uczniów młodszych klas gimnazjalnych”.

Być może nie jest zadaniem wiceministra uświadamiać parlamentarzystę, że mylnie interpretuje prawo, które tworzy. Gdyby bowiem uznać, że nie ma ofiary tam, gdzie sprawca nie osiągnął wieku odpowiedzialności karnej oznaczałoby to odmowę ochrony prawnej wszystkim ofiarom zgwałcenia przez sprawców, poniżej 17 roku życia.

(more…)

Jak z Płatka: Zażenowanie

Monday, November 26th, 2012

Kiedy czytam, że rząd Polski rozważa odwołanie od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie nastolatki, której szpital w Lublinie odmówił legalnej aborcji – odczuwam wstyd i zażenowanie [P. i S. przeciwko Polsce (nr skargi 57375/08)].

Materiały MSZ

Wiceminister spraw zagranicznych Maciej Szpunar, na serio, bez skrępowania i bez zawstydzonych wypieków na twarzy wygłasza w Sejmie teksty, że “Ciąża była wynikiem czynu zabronionego, choć nie gwałtu” (sic!).

Lekceważenie dla autonomii seksualnej poszkodowanej – poraża. Jak wymagać wrażliwości od przeciętnego obywatela, gdy Minister demonstracyjnie ją lekceważy?  Poszkodowana wyraźnie mówiła, że to było gwałt, ale Pan wiceminister wie lepiej!

Pan wiceminister, z racji pozycji i zabierania głosu w sprawie,  nie może nie wiedzieć , że zgodnie z polskim prawem dopuszcza się zgwałcenia ten, kto przemocą fizyczną, psychiczną lub podstępem doprowadza do stosunku seksualnego. Bez względu więc na to, czy czyn ten zostanie nazwany w kodeksie karnym: po prostu zgwałceniem [art.197], czy seksualnym wykorzystaniem niepoczytalności lub bezradności [art. 198], seksualnym wykorzystaniem zależności [art.199], czy też seksualnym wykorzystaniem małoletniego, poniżej 15 roku życia [art.200] – to w każdym z tych przypadków, mamy do czynienia ze zgwałceniem. Z faktu, że ktoś nie miał możliwości wyrażenia zgody na seks nie można wnosić, że nie było sprzeciwu. Nie można tam, gdzie brak jest warunków na bezpieczne, nieprzymuszone, świadome, asertywne wyrażenie zgody na współżycie seksualne – wnosić, że zgoda miała miejsce.

Czy naprawdę trzeba tłumaczyć Ministrowi, że do uznania zgwałcenia  nie potrzeba rozdartych, krwawiących ran, śladów brutalnego pobicia, rozerwanego odbytu i siniaków na całym, najlepiej zdefigurowanym ciele? Zawsze, gdy do współżycia dochodzi wbrew woli osoby mamy do czynienia z gwałtem. Nie można się więc tłumaczyć tym, że nie ma gwałtu bo ktoś był śpiący, pijany, nieprzytomny, lub zgodnie z prawem za młody na wyrażenie przyzwolenia. W każdym z tych przypadków mamy do czynienia ze zgwałceniem przy wykorzystaniu co najmniej podstępu.  Bo  jeśli był śpiący, nieprzytomny, pijany lub nie miał skończonych 15 lat – to nie miał woli. Skoro nie miał woli to nie można zakładać, że chciał.

Nie można zakładać, że ponieważ nie może zgodnie z prawem wyrazić zgody na współżycie to można jej użyć do zaspokojenia – obojętnie, czy chuci, czy poczucia władzy używając do tego seksu. Przedstawiciel rządu, władzy, który reprezentuje Polskę także na zewnątrz ma obowiązek to wiedzieć.

To nie jest takie trudne. Można to przeczytać i można zrozumieć. Zgodnie z prawem zakazane jest współżycie z osobą poniżej lat 15. Zakładamy, że w tym wieku brak jest jeszcze dostatecznie rozwiniętej samoświadomości, by podejmować niezależną, autonomiczną, wolną od wszelkiego przymusu decyzję o współżyciu seksualnym. W związku z tym, każdy, kto współżyje z osobą poniżej 15 roku życia dopuszcza się ustawowego zgwałcenia. Fakt, że  sprawcą zgwałcenia jest osoba, której z powodu młodego wieku nie można przedstawić zarzutu z kodeksu karnego nie umniejsza traumy i nie eliminuje faktu zgwałcenia.

Nie można więc tłumaczyć, że skoro sprawę umorzono, to nie było zgwałcenia. Sprawę umorzono bo sprawca też miał mniej niż 15 lat, my zajęci byliśmy organizowaniem nagonki na ofiarę zgwałcenia i jej matkę i kto wie, może policjant i prokurator rozumowali w równie perwersyjny sposób, co wiceminister.

Poszkodowana nie musiałaby mówić, że doszło do zgwałcenia, wystarczyło, że nie miała 15 lat. Ona jednak wyraźnie mówiła, że tego nie chciała. Przepisy karne nie przyznając osobie poniżej 15 roku życia prawa do wyrażania zgody na seks, nie pozbawiają jej tym samym prawa do odmowy. Możemy zakładać, że osoba poniżej 15 roku życia jest za młoda, aby decydować o podjęciu współżycia. Nie oznacza to jednak, że nie ma prawa odmowy na zbliżenie. Nie trzeba mieć 15 lat, by wyczuwać, wiedzieć i nie chcieć tego  co nazywamy: złym dotykiem, napaścią seksualną, molestowaniem i gwałtem. Szukanie na zgwałcenie innego terminu, tylko dlatego, że dotyczy ono osoby poniżej, która nie ukończyła 15 lat jest niedopuszczalne.

Tam, gdzie nie ma woli, tam jest zgwałcenie! Jakim więc prawem i na jakiej podstawie Pan Minister kwestionuje to, co oświadcza sama zainteresowana?! Złamaliśmy w tej sprawie stanowczo za dużo praw demonstrując lekceważenie własnego prawa i kobiet (córki i matki) w sytuacji opresji. Zanim Minister Gowin oświadczył to ex catedra, w sprawie P. i S. co krok świadczyliśmy lekceważenie dla prawa. Postawa Pana wiceministra obnaża naszą niechęć  do uczenia się.  Zamiast wzmocnienia procedur chroniących ofiary, buńczuczne zaprzeczanie faktom. Zamiast przeciwdziałania gwałtom przez wyraźny sygnał: po pierwsze nie gwałć, nonszalancko umniejszmy problem.

Odwołanie, poza wstydem, niewiele przyniesie. Rzadko Europejski Trybunał Praw Człowieka z taką stanowczością stwierdza naruszenia aż tylu artykułów Konwencji. Rzadko przyznaje tak wysokie zadośćuczynienie. Stosowniej więc by było, zamiast tracić nasze pieniądze na żenujący dla Polski spektakl próby obrony szykan i niegodnego łamania praw, przeznaczyć je na edukację promującą poszanowanie autonomii seksualnej. Na zrozumienie, że tam, gdzie brak nieprzymuszonej, asertywnej, świadomej, wolnej od nacisków i strachu zgody na seks – tam ma miejsce  zgwałcenie.

Tam więc, gdzie prawo zakłada, że osoba, z racji wieku, nie może świadomie zgodzić się na seks, doprowadzenie do niego jest zgwałceniem.

My to rozumiemy, czas już i na wiceministra. Bo? Bo gdzieś w Polsce, w poprawczaku, nadal trzymamy chłopców za „żart” pozorowanego stosunku z koleżanką, która z tego powodu odebrała sobie życie. Pewnie nie rozumieją za co ich trzymają, skoro wiceminister, ich idol, sam mówi im, że to nic wielkiego.

Inni też dostają przekaz, że gwałt, to wcale nie gwałt, nie ma się więc co przejmować, tym bardziej, że gość z rządu powtarza, że ta skarga to skandal i to one powinny się wstydzić…

I nic mnie nie obchodzi, że Pan wiceminister  robi tylko to, co mu szef zleca. I od niego, i od szefa mamy prawo wymagać, by przyznali, że przegrywając dostaliśmy szansę. Możemy przeciwdziałać i zgwałceniom, i naruszeniom prawa zgwałconych. Nie godzę się na to, by szansę tę zatracić butą i polityką promowania gwałtów. Bo kto twierdzi, że w opisywanej sytuacji nie doszło do zgwałcenia, wprowadzając w błąd i tworząc mylne o gwałcie wyobrażenia, ten w rzeczy samej promuje gwałt.

Poseł Górski – ekspert od zgwałcenia

Tuesday, November 13th, 2012

UWAGA OD AUTORKI: Mylnie podałam, że pan Górski jest członkiem klubu PiS. Nie sprawdziłam źródła informacji za co bardzo czytelniczki i czytelników przepraszam. 

(more…)

Huragan, klimat i kobiety

Wednesday, October 31st, 2012

Przedwczorajsza noc była straszna dla mieszkańców wschodniego wybrzeża USA, Kuby, niektórych mniejszych karaibskich wysp, jak również ich rodzin i przyjaciół. We wszystkie te miejsca uderzył bowiem wielki huragan “Sandy”, zwany również “Frankenstrom” . Wszystko wskazuje na to, że ludzie pośrednio przyłożyli się do tego bezprecedensowego huraganu. Kiedy woda zaczęła zalewać ulice, budynki i stacje metra na Manhattanie, mało kto pewnie myślał, że decyzje i pazerność tych, którzy tutaj urzędowali, mogły się do tego przyczynić.

Niestety, obaj kandydaci na prezydenta  USA wykazali się rzadką jednomyślnością nie poruszając w trakcie kampanii kwestii klimatu. A prawda jest taka, że karty na świecie rozdają obecnie w większości USA i Chiny. Nie ma co liczyć na to, że Chiny, które średnio co trzy dni budują nowa elektrownię węglową  a przy tym zmuszają kobiety do “aborcji” w 9 miesiącu ciąży, pochylą się nad losami planety, kiedy najwyraźniej nie mają wielkiego poszanowania dla podstawowych praw człowieka.

Pozostaje nam więc niestety liczyć na to, że Stany wreszcie coś zrobią i narzucą nową jakość w dyskusjach o klimacie. Rzecz w tym, że chyba niestety się przeliczymy. Pomimo tego, że świat ewidentnie zaczyna ponosić starty w ludziach i twardej walucie za nasze psucie klimatu, temat jest tak politycznie niewygodny, że nikt go nie chce tknąć choćby 10 metrowym kijem. No i poza monstrualnymi huraganami większość ofiar zmian klimatycznych mieszka w biednych krajach na południowej półkuli, co też pomaga udawać, że nic się nie dzieje.

W przyszłym tygodniu mieszkańcy Stanów Zjednoczonych (albo raczej ci, którym nie udaremni się korzystania z ich prawa do głosu)  wybiorą faceta, który od stycznia będzie (nadal?) rządził najważniejszą światową demokracją. Chcemy czy nie, wyniki tych wyborów będą ważne dla nas wszystkich. Od tego, czy wybrany zostanie Obama czy Romney może zależeć, czy Stany pójdą na wojnę z Iranem, czy światowy kryzys się będzie pogłębiał, czy USA zacznie mieć prawdziwe problemy z rosnącym wykluczeniem społecznym spowodowanym cięciami socjalnym, zmniejszeniem podatków dla najbogatszych i ulgami dla korporacji. Niestety, nie jest jasne co i czy cokolwiek będzie się działo w kwestii ograniczenia zaburzeń klimatu spowodowanych przez ludzi. Może jestem naiwna, ale ponieważ Obama ma mniej partyjnych znajomych, którzy zarabiają na ropie i węglu to liczę, że on mniej będzie planecie szkodził (bo prawdę mówiąc wątpię, czy pomoże).

(more…)