bar

Jak z Płatka – Urok i znaczenie dyskretnego wsparcia

Zadano mi pytanie – jak oceniam to, że Prezydentowa Agata Duda nie przyszła na Kongres, a zamiast tego przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. Odpowiadam: Pani Prezydentowa nie przyjęła kobiet z Kół Gospodyń Wiejskich “zamiast”. Pani Prezydentowa przyjęła kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich. W ten dyskretny sposób Pani Prezydentowa dodatkowo wsparła także Kongres. To nie…

Nasze rodzime obławy…czyli sklepy i stanowiska

By Jessica Flavin from London area, England (Anger Controlls Him) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Ewa Wanat sama stwierdziła, że przesadziła „porównując przejęcie schedy po Magdzie Jethon do przejęcia sklepu po Żydzie, któremu założono żółtą opaskę”. Powiedziała w związku z tym, że nie powinna była używać tego porównania, więc pewnie nie ma co ciągnąć sprawy, ale dla mnie Jej myśl była czytelna, a pełne oburzenia wpisy – co najmniej obłudne….

Rodzina…Po raz pierwszy

IMG_7105

To był mój pierwszy raz  i jak dotąd jedyny. Nigdy nic nie wygrałam. Nie wylosowałam żadnego fantu, nie trafiłam w totka. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, gdy  to właśnie mnie wyczytano. Był rok 2015 i byłam wśród gości zaproszonych w Narodowe Święto Kanady do kanadyjskiej ambasady. Gospodarze zapowiedzieli, że z okazji 50 lecia…


bar

Author Archive

Książki w Muzeum. Biblioteka nie dla dzieci.

Friday, October 16th, 2015

Ta historia jest z cyklu prywatne jest polityczne. W tym wypadku prywatne są wspomnienia a polityczne rozważania nad tym czemu w Polsce nie ma może być jak za granicą. Jako dziecko spędziłam kilka lat w USA i jednym z moich najmilszych wspomnień pozostają cotygodniowe wypady do lokalnej biblioteki publicznej. W weekend całą rodziną odbywaliśmy wycieczkę do miejsca, które dla mnie było absolutnie magiczne i na pewno przyczyniło się do tego, że dziś nie wychodzę z domu bez książki i cały czas coś czytam. Nie jestem wyjątkiem, jak pokazują badania przytoczone w absolutnie wspaniałej książce Katarzyny Tubylewicz i Agaty Diduszko-Zyglewskiej “Szwecja czyta. Polska czyta.” kontakt z książką od dziecka jest najważniejszym czynnikiem kształtującym przyszłe postawy czytelnicze. A na pytanie czemu mieszkamy w kraju w którym, wedle najnowszych badań Biblioteki Narodowej, 10 milionów ludzi nie ma ani jednej książki w domu a 9 milionów nie miało kontaktu z żadnym dłuższym tekstem przez cały zeszły rok, dostałam dziś trochę odpowiedź.

IMG_20150608_155001375

Postanowiłam się przejść do nowo odnowionej biblioteki M. St. Warszawa na Koszykowej – “perełki designu“, która kosztowała 60 milionów złotych. I prawdę powiedziawszy trochę klops. W całym, rzeczywiście pięknym budynku, nie ma ani jednego przewijaka. Co więcej, jest małe Muzeum Książki Dziecięcej ale nie ma żadnej salki (a przestrzeni przecież jest multum) z poduszkami gdzie można by z dzieckiem usiąść i te książki  wspólnie poczytać. Czemu za 60 milionów złotych wykluczamy nie tylko młodych czytelników i czytelniczki ale też ich rodziców? A można – obok zdjęcie z biblioteki publicznej w Sopocie. Śliczna przestrzeń dla najmłodszych i ich opiekunów. Miejsce gdzie od małego można się w książkach zakochać. W warszawskiej bibliotece można najwyżej je pooglądać.

P.S. Sprawa jest ewidentnie pozytywnie rozwojowa. Poniżej odpowiedź biblioteki na moją złożoną dosłownie kilka godzin temu skargę.

 

Szanowna Pani,

przeczytałam Pani wpis do Książki skarg i zażaleń. Bardzo dziękuję za miłe słowa o „nowej” Bibliotece oraz sugestie. Pragnę Panią poinformować, że pokój do pracy z dziećmi zostanie utworzony w najbliższym czasie (ok. 2 tygodni). Pokój ten będzie obok Muzeum Książki Dziecięcej. Planujemy także zatrudnić pedagoga, który będzie opiekował się dziećmi (zajęcia plastyczne, techniczne, czytanie książek), tak aby dorośli Czytelnicy mogli spokojnie pracować. Złożyłam też zamówienie na przewijak. Przepraszam za dzisiejsze niedogodności.

Z poważaniem

dr Agnieszka J. Strojek

Pełnomocnik Dyrektora ds. bibliotecznych

Autopromocja: “Kim jest Ślimak Sam”

Monday, June 1st, 2015

Z okazji dnia dziecka pomysłałam, że najwyższy czasoficjalnie pochwalić się, że w zeszłym miesiącu ukazała się nakładem wydawnictwa Krytyka Polityczna książka dla dzieci “Kim jest Ślimak Sam“, którą popełniłam we współautorstwie z Jakubem Szamałkiem. Książeczka opowiada o przygodach Ślimaka Sama, które ma przy pisaniu reportażu o burzy i o tym, że nie ma jednego “naturalnego” sposobu na bycie sobą bądź rodziną.

okladka_slimak 2

Więcej o tym jak powstawałą książka i co nam przyświecało może przeczytać w wywiadzie, który z okazji premiery przeprowadziła z nami Anna Dryjańska.

A poniżej jeszcze trochę o książeczce – mam nadzieję, że na narobienie apetytu.

Jak się okazuje pierwszego dnia szkoły, ślimak Sam jest trochę inny niż reszta klasy. Nie może się zdecydować, czy jest chłopcem czy dziewczynką. Ze wstydu chowa się do skorupki, ale przecież nie może tak przeczekać wszystkich tych lat w szkole… Kiedy w końcu wychyla różki z ukrycia, w klasie czeka na niego kapibara Magda, szkolna pedagożka, która wysyła go ze specjalnym zadaniem do lasu. Ślimak spotka tam inne niezwykłe zwierzęta i dowie się, że nie ma jednego “prawidłowego” sposobu życia i tworzenia rodziny.

La donne es….

Monday, May 11th, 2015

We Wrocławiu odbędzie się niebawem konferencja – wedle organizatorów naukowa, choć na to miano zasługiwałaby co najwyżej kilka wieków temu. Zapowiada się festiwal seksizmu w wykonaniu pięciu organizatorów – samych mężczyzn! – którzy będą konferować o „cykliczności płciowej kobiet” w kontekście prawa.

la donna e mobile plakat

Ale zacznijmy od początku

Temat pewnie wielu z Was zdziwi. Wyjaśnimy więc co trzeba i mamy nadzieję, że dojdziecie do wniosku, iż warto poświęcić czas na udział w tym niezwykłym naukowym spotkaniu.

Zgadza się – bardzo mnie zadziwił, ale czytajmy dalej.

Cykliczności płciowej kobiet, od jej początku (menarche) aż do końca (menopauza), towarzyszą różne następstwa, mniej lub bardziej dolegliwe, niekiedy mające duże znacznie także dla oceny prawnej różnych zdarzeń.

Na gruncie prawa cywilnego to nie tylko kwestia ważności oświadczeń woli, w szczególności istotna w odniesieniu do testamentów samobójczyń. Wiadomo bowiem z polskiego piśmiennictwa psychiatrycznego, że blisko połowa samobójczyń znajduje się w stanie napięcia przedmiesiączkowego lub w pierwszych dniach miesiączki. Z innymi okolicznościami towarzyszącymi samobójstwom (depresja, spożycie alkoholu lub zażycie psychotropów) mogą być następstwa tej cykliczności doniosłymi dla oceny, czy taki testament jest ważny.

Wpierw sprawa absolutnie podstawowa. Już 3 lata temu największa analiza literatury naukowej i badań pokazała, że syndrom napięcia przedmiesiączkowego to głównie mit. PMS jest wykorzystywany (zarówno przez kobiety jak i mężczyzn) do tłumaczenia zachowań, które nie są społecznie akceptowalne. Wybuch gniewu łatwiej zwalić na hormony niż nierówne płace, nierówny podział obowiązków domowych czy choćby zwykłą chandrę. Jeśli przyczyną takich zachowań są „hormony”, to nie trzeba robić nic z tym, co do nich doprowadziło – wystarczy przeczekać.

Owszem, w wyniku „cykliczności płciowej” zdarza się, że kobiety gromadzą trochę wody w organizmie, mają lekko zwiększony apetyt i tak dalej. Ale daleko od obolałych piersi do samobójstwa! Nawet jeśli uznamy, że PMS istnieje, to zauważmy, że wedle definicji trwa od tygodnia do dwóch przed rozpoczęciem okresu. Dodajmy do tego kilka pierwszych dni okresu i mamy pół miesiąca. Czyli codziennie połowa kobiet ma PMS – nic  zatem dziwnego, że w związku z tym połowa samobójczyń odbiera sobie życie w czasie, kiedy mają rzekomo PMS. Jeśli miałoby to znaczenie, to samobójstw w okresie PMS powinno być dużo więcej!

Przypuszczamy, że znacząca może być społeczna doniosłość zaproponowanej problematyki dla ustalenia zakresu odpowiedzialności cywilnej za spowodowanie uszkodzenia ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia kobiety. Prawie wszystkie kobiety, które ulegają wypadkom komunikacyjnym lub wypadkom w pracy, mają bowiem potem zaburzony cykl miesięczny, niekiedy zostają wskutek takiego wypadku trwale ubezpłodnione, a nie słyszeliśmy, żeby kiedykolwiek dochodziły związanego z tym odszkodowania lub zadośćuczynienia.

Jak będzie można zobaczyć dalej,  to, co panowie organizatorzy „słyszeli”, jest ważnym elementem tej, rzekomo naukowej, konferencji. Oczywiście, utrata zdrowia w wyniku uszkodzenia ciała powinna być kompensowana. Ale cykl menstruacyjny może rozregulować choćby nieprzespana noc po imprezie, stres w pracy, wakacje, leki, alergie i wiele innych spraw. Warto ponadto przypomnieć, że regularne cykle mogą trwać od 21 do 35 dni i mieścić się w fizjologicznej normie. 28 dni to tylko średnia, a zróżnicowanie długości cyklu to w większości wypadków nie żadna nieregularność, tylko osobnicze zróżnicowanie.

Pokrewne zagadnienie dotyczy odpowiedzialności za szkodę spowodowaną przez samą kobietę np. podczas prowadzenia samochodu zważywszy, że blisko połowa kobiet ma podczas napięcia przedmiesiączkowego lub w pierwszych dniach miesiączki zaburzenia słuchu określane jako patologiczne.

Jest bardzo niewiele solidnych przesłanek na podparcie twierdzenia, że PMS wpływa znacząco na słuch kobiet. Mamy za to mnóstwo statystyk pokazujących, że pomimo tego, iż kobiety stanowią prawie połowę kierowców w Polsce, są odpowiedzialne tylko za 1/5 wypadków. Tak więc nawet jeśli kobietom rzeczywiście pogarsza się słuch na pół miesiąca, nauczyły się z tym świetnie radzić i nadal prowadzą dużo bezpieczniej niż mężczyźni.

Osobne zagadnienie to odpowiedzialność lekarza za błędy w leczeniu zaburzeń cykliczności.

W jakimś stopniu to problem, który może się odnosić także do ochrony dóbr osobistych zdrowia lub intymności.

Tytułowe zagadnienie dotyczy także prawa karnego materialnego, związane jest tu z ograniczoną poczytalnością sprawczyni przestępstwa wówczas, gdy kobieta dokonała przestępstwa w okresie napięcia przedmiesiączkowego albo w pierwszych dniach miesiączki.

Przypominam, napięcie przedmiesiączkowe może trwać przez pół cyklu! Powyższe zdanie oznacza de facto, że przez połowę miesiąca kobiety nie odpowiadają za swoje czyny. To już było przerabiane przy okazji walki kobiet o prawo do edukacji, wyborów czy pracy poza domem. Argument niestabilności emocjonalnej (wywołanej hormonami) był za każdym razem głównym orężem przeciwników emancypacji. A tu wraca on pod przykrywką dbałości o kobiecy interes. Jeśli kobieta ma ograniczoną poczytalność jako sprawczyni przestępstwa w związku z PMS, to pewnie też nie nadaje się na posłankę, nauczycielkę ani elektrotechniczkę. Wszak za sprawą swych wiecznie rozchwianych humorów nie wie do końca co robi i może sobie albo komuś innemu zrobić krzywdę.

Wiąże się ono także z odpowiedzialnością karną za spowodowanie uszkodzenia ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia kobiety polegającego na zaburzeniu jej cyklu płciowego i związanych z tym następstwach.

Znowu – rozstrojenie cyklu (o czym sporo wiedzą osoby poważnie traktujące naturalne metody planowanie rodziny) mogą spowodować nawet zmiany pogody. Warto się zastanowić, czemu przywiązuje się aż tak wielką wartość do cyklu miesięcznego kobiety, jeśli nie jest on równany z płodnością, a rola kobiety z potencjalnym macierzyństwem. Choć ten temat powinien być Panom-organizatorom znacznie bliższy, żaden z nich nie pochylił się nad dolą przegrzewanych plemników, których coraz niższa (między innymi w związku ze warunkami pracy) jakość powoduje realne kłopoty z płodnością. Nie ma też ograniczeń kodeksowych dla prac, które mężczyźni mogą wykonywać w związku z ich potencjalnym rodzicielstwem. Pomimo tego, że do poczęcia potrzeba zarówno sprawnej komórki jajowej i plemnika, to ustawodawca zajmuje się (w kontekście kodeksu pracy) tylko zdrowiem reprodukcyjnym kobiet. Mało ma to wspólnego z ochroną macierzyństwa, a dużo więcej z patriarchalnym i protekcjonalnym regulowaniem ciał i praw kobiet.  Warto zaznaczyć, że nie każda kobieta chce być matką, a nawet jeśli chce, nie jest rolą ustawodawcy podejmowanie za nią wyborów zawodowych pod kątem ewentualnej reprodukcji.

Na gruncie prawa penitencjarnego to osobny problem związany z wykonywaniem kary pozbawienia wolności wobec kobiet oraz koniecznością uwzględnienia ich specyficznych potrzeb związanych z cyklicznością. Jeden z organizatorów tej konferencji wie o czym tu mowa nie tylko dzięki czasowi spędzonemu w czytelni, ale także wizytom w polskich więzieniach kobiecych.

Czy chodzi o dostęp do podpasek i tamponów? Bo przysięgam, że nie wiem, o co jeszcze mogłoby chodzić. Czyżby jeden z organizatorów przeczytał, że kobiety potrzebują produktów sanitarnych w trakcie okresu, a potem potwierdziły to jeszcze więźniarki (choć mogłyby też kobiety bez wyroków, gdyby jakąś zapytał)? Z kolei większość mężczyzn goli brody – i choć brzytwy to potencjalnie większy problem w więzieniu, to jakoś konferencji „Hormony a inkarceracja mężczyzn” (wszak za wzrost brody odpowiada między innymi testosteron) nie ma.

Zagadnienie wyeksponowane w tytule proponowanej konferencji rozważane jest także na gruncie kryminologii, a nawet grafologii.

W prawie pracy to bardzo poważny problem związany głównie z ochroną pracy kobiet, w szczególności z obowiązkiem wykonywania pracy, zwolnieniem z tego obowiązku oraz zakazem wykonywania prac szkodliwych dla zdrowia kobiety. Polskie prawo pracy w ogóle nie uwzględnia tego, że większość pracujących kobiet menstruuje, a dolegliwości z tym związane powinny być przecież uwzględniane nie tylko przy ustalaniu wykazu prac wzbronionych kobietom.

Kobiety na polskim rynku pracy mają różne problemy. Osobiście uważam, że największym jest dyskryminacja płacowa – jak pokazują najnowsze dane GUSu, kobiety zarabiają o 20% mniej od mężczyzn. Molestowanie seksualne i inne formy dyskryminacji ze względu na płeć to kolejne poważne problemy. Konieczność przychodzenia do pracy w trakcie menstruacji nie znajduje się w ścisłej czołówce. Przez większość historii ludzkości kobiety aktywnie brały udział w pracach na rzecz zapewnienia pożywienia społeczności,okres, czy nie okres – przez zbieractwo, polowanie, czy pracę na roli. Prawo polskie, jak i świeckie prawa innych demokracji, nie bierze pod uwagę tego, że kobiety menstruują, ponieważ nie ma to wielkiego znaczenia dla olbrzymiej większości aktywnych zawodowo kobiet. Szczególnie w dobie wysokiej dostępności środków higienicznych i przeciwbólowych.

Nawet w prawie projektowym i budowlanym problem ten daje o sobie znać; dotyczy projektowania w nowobudowanych zakładach pracy pomieszczeń i „urządzeń” uwzględniających szczególne potrzeby kobiet. W Polsce takie regulacje obowiązywały do niedawna, lecz zostały uchylone w czasach restauracji kapitalizmu. Ale w Bułgarii obowiązują do dzisiaj unormowania dotyczące obowiązkowego w większości zakładów pracy pokoju higieny osobistej dla kobiet.

Czy ten pokój to przechowalnia podpasek? Prysznice w pracy – świetnie. Ale dostępne też dla mężczyzn przyjeżdżających do pracy na rowerach i chcących się odświeżyć. Już mamy roczne urlopy rodzicielskie, które, wedle danych Ministerstwa Pracy biorą w 98% kobiety. Dorzućmy pracodawcom obowiązkowe zwolnienie z pracy w trakcie menstruacji, skrócony czas pracy w związku z PMS  i konieczność budowania tajemniczych „pokojów higieny osobistej” i mamy pewność, że zdecydowanie zmienimy sytuację kobiet na rynku pracy. Oczywiście na gorsze – bo będzie się opłacać zatrudnić mniej kompetentnego i gorzej wykształconego mężczyznę, który nie potrzebuje „kobiecych udogodnień”, niż wyższej klasy specjalistkę, rzekomo upośledzoną przez rozchwiane hormony.

Pewne zagadnienia związane z tytułową kwestią proponowanej konferencji pojawiają się i na gruncie prawa rodzinnego.

Oto link do artykułu, w którym w zarysie przedstawiono tę problematykę w prawie polskim:

http://www.bibliotekacyfrowa.pl/…/42765/30_Jacek_Mazurkiewi…

(rozważania medyczne i prawne znajdują się na stronie 333 i następnych).

Zaprzyjaźniony profesor medycyny powiedział jednemu z nas, że proponowana konferencja będzie najprawdopodobniej pierwszą taką konferencją na świecie. To, że będzie pierwszą w Polsce to oczywiste.

I panowie są ze swojej inwencji ewidentnie niesamowicie zadowoleni. Nie przyszło im do głowy, że nikt nie poruszał tego tematu, bo jest obraźliwy, seksistowski i kompletnie nienaukowy. Nie pomyśleli też, że warto chociaż jedną kobietę – która nie musi iść do czytelni ani konsultować się z więźniarkami, żeby dowiedzieć się o konieczności używania produktów higienicznych w trakcie menstruacji – zaprosić do komitetu organizacyjnego. A może zaprosili i nikt się nie zgodził?

Na koniec komentarz mojego zaprzyjaźnionego doktora (wprawdzie nie medycyny), który, kiedy pokazałam mu informację o tej konferencji, stwierdził, że „…równie dobrze mogliby dać tytuł „La donna e debile – psychicznie niestabilne wariatki z piekła”

Mężatka i naukowiec czyli PAP o nagrodzie Nobla

Tuesday, October 7th, 2014

Znajdźcie proszę różnicę w tym jak PAP przedstawia noblistkę i noblistę.

źródło: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402163,may-britt-moser---szczesliwa-mezatka-i-spelniony-naukowiec.html

źródło: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402163,may-britt-moser—szczesliwa-mezatka-i-spelniony-naukowiec.html

On: Norweg Edvard I. Moser studiował matematykę i statystykę, a także psychologię i neurobiologię, ale to odkrycia w tej ostatniej dziedzinie przyniosły mu Nagrodę Nobla, najwyższe wyróżnienie w świecie nauki. Badacz otrzymał ją za badania nad pamięcią przestrzenną.

Ona: Psycholog i neurobiolog May-Britt Moser, szefowa Kavli Institute for Systems Neuroscience znalazła sposób na godzenie życia prywatnego i zawodowego – połączyła obie dziedziny, a wspólna praca naukowa z mężem przyniosła jej Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii.

May-Britt Moser, Edvard Moser i John O’Keefe dostali Nagrodę Nobla z Medycyny bądź fizjologii za pracę nad mózgiem. Tak się składa, że dwójka ze nagrodzonych to małżeństwo ale nikt Edvarda Mosera nie przedstawia jako szczęśliwie żonatego ani do jego bezpośrednich sukcesów nie zalicza godzenia życia prywatnego i zawodowego (bo wiadomo, że od tego miał żonę). Dopóki w momencie zdobycia jedno z najważniejszych nagród naukowych świata będziemy przedstawiać kobiety jako żony i naukowców a nie naukowycznie, które zrobiły niesamowitą robotę, dopóty

mamy poważny seksistowski problem.

 

 

Okazja do wypowiedzenia się o WDŻ

Wednesday, May 14th, 2014

Grupa Edukatorów Seksualnych “Ponton” rozpoczyna badanie “Sprawdzian (z) WDŻ!” wypełnijcie ankietę o tym, jakie są Wasze doświadczenia lekcji WDŻ czy innych form edukacji seksualnej w Waszych szkołach! Ankieta jest dostępna od dzisiaj dla wszystkich osób od 11 do 30 r.ż. pod adresem www.jakaedukacja.pl
Zachęcamy do wzięcia udziału!!

wlepka

Raport o opiece ginekologicznej w Polsce

Friday, May 2nd, 2014

Ukazał się raport Grupy Edukatorów Seksualnych “Ponton” o opiece ginekologicznej w Polsce. Raport można ściągnąć tu a poniżej są najważniejsze dane o wnioski z ankiety.

plakat5 (1)
Najwięcej ankiet wypełniły osoby w wieku 21–30 lat – 62% (1550 osób). W przedziale  wiekowym 12–20 lat wypełniono 251 ankiet, co stanowi 10% wszystkich kwestionariuszy. Spośród osób biorących udział w badaniu 18% (450 ankiet) to osoby nieheteroseksualne, a prawie 8% (212 ankiet) to osoby z niepełnosprawnościami.

Ponad 74% badanych (1852 osoby) stanowiły osoby deklarujące regularne wizyty ginekologiczne. Były to przede wszystkim osoby z przedziału wiekowego 21–35 lat (1523 osób). Osoby, które chodziły na wizyty sporadycznie lub były raz, stanowiły niemalże 18% (442 osoby). Natomiast 8,3% to pacjentki, które jeszcze nie były na wizycie u ginekologa/ginekolożki – 207 osób. Tu przeważały osoby z przedziału wiekowego 16–25 lat, co stanowi 84% tej grupy (174 osoby).

Zachęcam do zapoznania się z całym raportem!

Profesor Łętowskiej laudacja dla Profesor Płatek

Thursday, April 3rd, 2014

Cała redakcja serdecznie gratuluję laureatowi Nagrody TOK Fm im. Anny Laszuk pułkownikowi Krzysztofowi Olkowiczowi. Jednocześnie z wielką radością i na prośbę Profesor Łętowskiej zamieszamy jej laudację dla finalistki nagrody Pani Profesor Płatek.

news_40210_big2

Laudacja dla prof. M. Płatek  (Łętowska), 1.4.2014

Gdyby kto mnie zapytał, czy w Polsce odwaga jest tania czy droga, powiedziałabym, że niektóre jej postacie są tanie. Nie wiele kosztuje u nas  odwaga wielkich słów i górnolotnych deklaracji,  głoszonych w sprawach uroczystych i odległych od dnia codziennego.

Natomiast deficytowa i droga jest inna postać odwagi. Płaci się za nią   zniecierpliwieniem kolegów, środowiskową etykietką „osoby uciążliwej i niereformowalnej”, kłopotami w karierze (takimi niedużymi, choć dokuczliwymi), wzbudzaniem kpiarskiej wesołości, pobłażliwej, a w zamierzeniu dyskredytującej  w  otoczeniu.  Ale osobom, które zdecyduję się na taką właśnie odwagę,  jest dedykowana zaszczytna  maksyma sapere aude.

Profesor Monika Płatek  (oj, przepraszam: Profesoressa) – jest odważna tą właśnie odwagą: odwagą posługiwania się własną mądrością,  odwagą wypowiadania tego, co niepopularne i chętnie przemilczane  w naszym wygodnym i nader oportunistycznym społeczeństwie. Głośno nazywa rzeczy po imieniu – dobitność to jej specjalność.

Jej zasługą jest uparte zwracanie uwagi na brak poszanowania  zasady właściwej reprezentacji kobiet. Niekoniecznie od razu w parlamencie. Ot,  w życiu naukowym, w debatach publicznych. I już niektórzy organizatorzy takich spotkań się czegoś jednak od niej nauczyli i choćby pro forma dają wyraz swemu szacunkowi dla parytetów.

Nie tak dawno uczestniczyłyśmy wspólnie w pewnej debacie. Chodziło o pojęcie wolności i jej relacje z prawem.  I Monika  Płatek powiedziała –  odnosząc się do właśnie  podpisanej przez prezydenta ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi

  • że chodzi o prawo, które – jej zdaniem – pozwala eliminować ludzi  ze społeczeństwa bezterminowo, pod pretekstem niebezpieczeństwa. W efekcie nie będzie się już operować w prawie pojęciem  pozbawieniem wolności z powodu popełnienia przestępstwa ale  powstanie  kategoria pozbawienia wolności, której się  pozbawia w imię  niebezpieczeństw tylko hipotetycznych, o niejasnych konturach. Jest to konstytucyjnie nieproporcjonalne i groźne;

  • że zbyt często u nas prawo karne służy temu, by: a) robić wrażenie, iż rzeczywiście chroni się porządek; b) usuwać tych, którzy są wygodni do usunięcia; c) nie robić nic wobec ludzi, którzy potrzebują ochrony (np. osoby zgwałcone, osoby będące „przedmiotem” handlu); d) nie dostrzegać takich problemów, jak eksmisja na bruk, zatrudnienie bez płacy zwane stażem, zatrudnienie w warunkach niszczących zdrowie itp.

  • ze wprawdzie słowo „wolność” nie ma jeszcze nienawistnego wydźwięku, które już przybiera pojecie „równość”, ale to kwestia czasu. Bo problem powstaje, gdy wolność działalności gospodarczej jest przeciwstawiana przymusowi działalności gospodarczej, kiedy to człowiek zmuszony jest założyć taką działalność, by utrzymać pracę.

I ostrzegała – że prowadzi to  wszystko do podziału w społeczeństwie: ludzie mający pewną sytuację ekonomiczną będą obsługiwani prawem cywilnym i cywilizowanym, ludzie niemający tej pozycji – prawem karnym, a  do tego będą dosyć łatwo usuwani pod pretekstem, że są potencjalnie niebezpieczni.

Nie było to dobrze przyjęte. Zepsuło nastrój.  Podobnie jak wiele innych publicznych wypowiedzi Pani  Profesor o wykluczeniu, o  wygodnych kulturowych schematach służących utrzymaniu zdominowanych w posłuszeństwie, o pułapkach języka, jakiego używa  i w jakie wpada prawo,  prawnicy i publiczny dyskurs

Na jej miejscu profesor płci męskiej byłby odważny, konsekwentny, stanowczy.  O niej powiedzą – stary schemat – że jest arogancka, pyskata i uparta. No i jest „bossy”. Ale może to tak, że she is not bossy, she just has better ideas?  Gdybyż jeszcze była brzydka, samotna, ba to pewno sporo by jej by uszło na sucho. Ale nie. Ta wojownicza feministka ma dom,  miłego męża, dwie udane córki, psa, dobrze gotuje.  Trudno jej dorobić gębę STRASZNEGO GENDERA.

Tak trzymać, Profesoresso.

Neuroseksizm – biologia a stereotypy o mózgu

Monday, March 10th, 2014

Teskt oryginalnie ukazał się w Gazetce Manifowej w Warszawie.

Image by  karmaOWL @ flickr

Image by karmaOWL @ flickr

Żyjemy w kraju, w którym powstał zespół parlamentarny do spraw przeciwdziałania „ideologii gender”. W licznych wywiadach i wypowiedziach podkreśla się, że zespół i inne podobne przedsięwzięcia mają na celu podtrzymanie „tradycyjnych i naturalnych ról”, które są zagrożone przez rzeczoną „ideologię”. W gruncie rzeczy należy jednak oddzielić zachowania „naturalne” (rozumiane jako produkt ewolucji biologicznej) od „tradycyjnych” (będących skutkiem rozwoju społeczno-kulturowego). Zazwyczaj mówi się o zdolnościach, zainteresowaniach i predyspozycjach, które w powszechnym mniemaniu „z natury” są różne dla każdej z płci. Jednak wiele skłonności rzekomo wypływających z biologicznych predyspozycji, takich jak to, że „chłopcy są lepsi z matematyki, a dziewczynki z języków”, „dziewczynki wolą lalki, a chłopcy samochody” czy że „mężczyźni to naturalni przywódcy, a kobiety są bardziej empatyczne”, to efekt stereotypów, które nie znajdują oparcia w badaniach naukowych. Niemniej stereotypy te bardzo mocno wpływają na to, jak się wychowuje i kształci dzieci i co później o sobie i innych myślą dorośli. Naukową otoczkę, jaką stworzono do legitymizacji tych stereotypów, Cordelia Fine, amerykańska neurobiolożka, nazywa neuroseksizmem.

Wbrew temu, w co chcieli- i chciałybyśmy wierzyć, naukowcy i naukowczynie nie są wiedzeni li tylko chęcią poznania absolutnej prawdy. Ich wychowanie, podobnie jak nasze, wynika z (patriarchalnej) kultury i stereotypów, które nie są im obce – a to wszystko przekłada się na ich pracę. Badania naukowe pokazują, że bardzo trudno jest sprowadzić różnice w wyborze karier bądź umiejętnościach kobiet i mężczyzn do jakichkolwiek „naturalnych” różnic w budowie mózgu bądź w poziomie hormonów. Uświadomienie sobie siły stereotypów i ich wpływu, który przecież nie kończy się, kiedy dziecko dorasta, i rzutuje między innymi na to, jakie kariery wybierają kobiety i mężczyźni i jak kształtują się ich zarobki, jest ważnym krokiem do prawdziwego wyrównania szans.

Więcej o neuroseksizmie można przeczytać w raporcie Instytutu Spraw Publicznych Kobiece i męskie mózgi, czyli neuroseksizm w akcji (do pobrania tutaj).

On jest wkurzony, ona ma PMS: trzy problematyczne stereotypy w pracy i w domu i w szkole [Manfia 2014]

Wednesday, March 5th, 2014

Za kilka dni ulicami Warszawy przejdzie Manfia, w tym roku pod hasłem: RÓWNOŚĆ W SZKOLE – W DOMU – W PRACY. Niestety, mamy drugą dekadę XXI wieku a zdaje się, że walczymy o to samo od lat. Owszem, równość płci jest zapisana w Polskiej Konstytucji i międzynarodowych traktatach, które jako państwo ratyfikowaliśmy. Pewnym truizmem, jest jednak stwierdzenie, że tylko dlatego, że coś jest zapisane w prawie automatycznie nie przekłada się na realizację w praktyce (szczególnie w kraju, w którym aktywni politycy cały czas myślą, że można mówić, że kobiety proszą się o gwałt).

Logo Manify 2014 (Porozumienie Kobiet 8 Marca)

Logo Manify 2014 (Porozumienie Kobiet 8 Marca)

W ramach przygotowań do tegorocznej manify poniżej trzy przykłady tego jak, niegroźne może by się wydawało, podwójne standardy ciągle mają się dobrze w naszym życiu. Ignorowanie kobiecego gniewu, negowanie kobiecych talentów przywódczych i wmawianie, że zadowalanie innych to nasz cel życiowy to trzy denerwujące stereotypy, które mogą uprzykrzać nam życie zarówno w pracy, jak i w domu.

  1. On jest szefem, ona jest jedzą. Faceci mają być władczy. ‘Męski’ to właściwie synonim dla ‘zdecydowany przywódca’. A kobieta? Kobieta powinna chcieć pomagać innym, być troskliwa, macierzyńska i pełna poświęcenia dla bliźnich – a jeśli nie ma takich instynktów, pewnie coś z nią jest nie tak. I wmawia się to nam nie tylko na poziomie kultury i tradycji, ale też formalnej edukacji. Szczególnie podręczniki do wychowania do życia w rodzinie pełne są stereotypów i verbatim przekazów, że chłopcy nadają się tylko do pewnych ról a kobiety do innych. Kobieta, która na zebraniu nie siedzi potulnie na swoim miejscu i nie robi notatek z mądrości szefa, ale zamiast tego wstaje i głośno się sprzeciwia albo ma własne pomysły jest ‘niekobieca’ i ‘pyskata’. Sprawy się oczywiście dodatkowo komplikują, jeśli to kobieta jest szefową. Szefowa w spódnicy nie powinna nosić przysłowiowych spodni. Jej rolę widzi się jako prowadzenie dialogu z zespołem bardziej niż zarządzaniem nim. Jeśli kobieta w pozycji władzy ze swojej władzy rzeczywiście korzysta, to od razu staje się ‘jędzą’ i ‘harpią’. Hilary Clinton była niesamowicie kompetentną sekretarką stanu (swoją drogą, prawda, że sekretarz stanu brzmi jednak dużo poważniej bo męsko?), ale media co i rusz donosiły o tym,  jaka jest “niesympatyczna”. Załóżmy nawet dla dobra dyskusji, że to prawda – ale co to ma do rzeczy? Jakoś jej poprzednicy nigdy nie byli oceniani pod kątem  “sympatyczności”, tylko tego, jak wypełniają swoje obowiązki
  2. On jest wkurzony, ona ma PMS. Jego zażalenia są wysłuchiwane –  jeśli jest poirytowany , to pewnie coś jest na rzeczy.  Kiedy z kolei  ona zaczyna się wkurzać  – na to, że to ciągle jej przypada robienie obiadu albo, że znowu nikt nie zdjął prania, a w pracy nie dostała awansu – zaraz się okazuje, że pewnie ‘ma PMS’ albo histeryzuje i lepiej ją zostawić samą sobie. No dobrze, naczynia są rzeczywiście niezmyte, a mąż leżał na kanapie z gazetą zamiast wziąć się za obiad, ale to przecież nie powód żeby żona, choćby i zmęczona po pracy, od razu się denerwowała, prawda?  Na pewno przesadza, albo ma swoje “kobiece humorki”. Gniew kobiet jest zbyt często lekceważony jako przejaw zmian hormonalnych albo “kobiecej irracjonalności i tendencji do emocjonalnych reakcji”,  a nie uzasadniony sprzeciw na niesprawiedliwość. Trzeba zdać sobie z tego sprawę i jasno dawać do zrozumienia, że jesteśmy zdenerwowane dlatego, że mamy konkretne ku temu powody.  Nasz cykl hormonalny, ani też emocje nie mają z tym żadnego związku a gniew jest po prostu bezpośrednim wynikiem obiektywnych zewnętrznych czynników (np. niesprawiedliwego traktowania), a nie naszych wewnętrznych przeżyć. Co więcej warto może wiedzieć, że tak naprawdę jest bardzo mało naukowych dowodów na istnienie PMSu i nikt nie był w stanie skorelować kobiecych hormonów z ich gniewem. Za to od małego chłopcy są chłopcami, więc się mogą bić i krzyczeć (i w związku z tym nie za bardzo uczymy ich innych metod rozwiązywania konfliktów…) a dziewczynki mają być grzeczne.
  3. On jest pantoflarzem, ona ‘dobrą żoną/partnerką’. Jak to jest, że jeśli nasz mąż/chłopak/partner wraca wcześniej do domu z wypadu z kolegami na piwo albo nie daj siło wyższa nie idzie z kolegami na mecz, bo musi odebrać dzieci z przedszkola to jest „pantoflarzem” dla kolegów? Postronni obserwatorzy nie widzą tych zachowań jako dojrzałych aktów mężczyzny, który dba o rodzinę i partnerkę, ale raczej zachowania słabego faceta zmuszonego przez partnerkę do rezygnacji z męskich rozrywek. Bo czy prawdziwy mężczyzna  wolałby spędzić wieczór z żoną i dziećmi, jeśli w tym samym czasie mógłby oglądać facetów w krótkich spodenkach goniących piłkę? Jeśli z kolei kobieta od 3 miesięcy nie miała chwili dla siebie, a z przyjaciółkami rozmawiała ostatnio trzy tygodnie temu przez telefon o 22 wieczorem, jak już wszystko było posprzątane i dzieci w łóżkach, to jest to widziane jako słuszna norma. Przecież kobiety powinny dbać o dom i dzieci – tak jest po kobiecemu i nie powinnyśmy narzekać. A jeśli śmiemy mieć inne plany raz na jakiś czas i przekładamy swoją rozrywkę nad siedzenie wieczorem z dziećmi, albo mamy zupełnie inne ambicje życiowe – wtedy coś z nami jest nie tak. O ile łatwiej jest kobiecie zostać nazwaną wyrodną matką (chociażby za to, że wróciła do pracy po porodzie, kiedy nikomu do głowy by nie przyszło, żeby tatuś na rok zrezygnował z pracy) albo niekobiecą. Zupełnie inaczej oceniamy domowo-rodzinne wysiłki mężczyzn niż kobiet – bo z kolei jeśli nie są nazywani pantoflarzami to widzimy ich jako bohaterów za robienie tego co większość kobiet robi dzień w dzień i nie dostaje za to nawet ‘dziękuje’.

W Polsce mamy nadal sporo systemowej dyskryminacji widocznej chociażby w tym, że kobiety nadal przeciętnie zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni (według GUS w Polsce kobiet zarabia średnio 17.8% mniej niż mężczyzna) a nowe urlopy rodzicielskie nadal są w większości domeną kobiet. Co więcej w naszym kraju rozmowy o równouprawnieniu (przynajmniej według mojego doświadczenia) za często sprowadzają się do tego czy “puszczać kobiety w drzwiach” i “całować w rękę”. W takich chwilach naprawdę mam ochotę krzyczeć, że nic mnie nie obchodzi czy pierwsza czy druga przejdę i zdecydowanie wolałabym żeby obcy faceci mnie w rękę nie całowali ale tak naprawdę chciałabym, że mężczyźni i kobiety byli oceniania wedle kompetencji a nie płci. I zaczyna się to właśnie od nastawienia rodziców, podręczników w szkole i odzywek w pracy.

Seksem o genderze

Monday, March 3rd, 2014

Od jakiegoś czas prowadzę szkolenia z genderu w służbach mundurowych (co samo w sobie jest bardzo ciekawym doświadczeniem i zasługuje na własny post któregoś dnia). Na początku byłam pewna obaw wobec wkraczania w niesamowicie zhierarchizowane struktury, zdominowane w gigantycznej większości przez mężczyzn i opowiadania o zjawisku o którym z mediów mogli się dowiedzieć jest zachęcaniem do masturbacji 4-latków… Okazało się jednak, że moja publiczność jest bardzo otwarta na to co mam do powiedzenia. Po któryś zajęciach podszedł do mnie bardzo wysoką rangą oficer i powiedział “Pani doktor, muszę powiedzieć, że byłem bardzo sceptyczny wobec pani przyjazdu ale teraz mam tylko jeden problem – nie mam jak się z panią nie zgodzić”. Mam swoją metodę na mówienie o genderze – nie mówię o równości, prawach człowieka ani nawet nie teoretyzuje o stereotypach. Mówię o biologii, o seksie i o rodzicielstwie – sferach gdzie świetnie wychodzą różnice między tym co biologiczne a tym co kulturowe. Słowem – sex and gender. Szczególnie prawdę mówiąc seks. I nawet nie chodzi o to, że mam wrażenie, że mój wykład to często pierwszy raz kiedy duża część mojej widowni słyszy słowa pokroju “łecztaczka” i “srom” powiedziane na głos. Raczej mogę mieć swój udział w tym, że zaczynają krytycznie podchodzić do stereotypów o seksie, które często łykamy bezrefleksyjnie – na przykład co i czemu wolno mężczyznom a co nie uchodzi kobietom. Najbardziej oczywistym dla mnie jest ten najbliżej powiązany z biologią – posiadaczki łechtaczki (jedynego narządu znanego nauce, który służy TYLKO I WYŁĄCZNIE kobiecej przyjemności seksualnej) mają jakoby woleć się przytulać i tylko mężczyznom zawsze chodzi o seks (co ich niesamowicie spłyca i również jest obraźliwe!). Ale jest tego więcej:

Image by  je@n @ flickr

Image by je@n @ flickr

Ona jest łatwa, on jest Don Juanem. Dla części facetów seks to powód do dumy – koledzy opowiadają sobie ile ‘lasek zaliczyli’, przy czym im więcej, tym lepiej. Jeśli jemu udało się uwieść kobietę i wyjść rano bez poproszenia o numer telefonu, koledzy przyklasną mu i pogratulują osiągnięcia. Z kolei jeśli podobnie zachowa się kobieta jej koleżanki i koledzy będą załamywać ręce nad tym ‘jak się dała’ i  pytać czy ‘ona się w ogóle szanuje’? Jemu wolno chcieć po prostu uprawiać seks dla przyjemności, a jeśli ona tego spróbuje, jest ‘puszczalska’ albo i gorzej.  Nieodmiennie po moich pytaniach: “jak się mówi na kobietę, która uprawia dużo seksu” i zaraz potem “jak się mówi na mężczyznę, które uprawia dużo seksu” przez salę przechodzi pomruk oburzenia. Rzeczywiście – kolega, który prześpi się ze wszystkimi dziewczynami w biurze jest zupełnie inaczej oceniany niż owe dziewczyny… Seks powinien być bezpieczny i za obopólną zgodą – ale poza tym powinniśmy naprawdę mniej czasu spędzić oceniające cudze życie seksualne i może skupić się w tym czasie na swoim – wydaje mi się, że świat z miejsca stałby się lepszym miejscem!

Grzeczne dziewczyny nie uprawiają seksu, grzeczni chłopcy są… grzeczni. Jak to jest, że aktywność seksualna kobiet ma być wyznacznikiem  moralności? Grzeczne kobietki słodko się uśmiechają, nie noszą głębokich dekoltów (i od wieczne pytanie – od kiedy dekolt jest za głęboki i jaka musi być spódniczka, żebym nie była ani cnotką ani dziwką?), nie spotykają się z wieloma chłopcami i nie uprawiają seksu. Grzeczni faceci puszczają nas przodem w drzwiach, pomagają staruszkom na przejściu i dzwonią do rodziców co najmniej raz w tygodniu. Dlaczego  w wypadku kobiet aktywność seksualna ma się przekładać na postawę moralną – seks w sam w sobie nie ma przecież wartości moralnej. Dlaczego nasza aktywność seksualna jest czymś, co daje innym prawo do oceniania nas i ferowaniu wyroków o naszym ‘prowadzeniu się’ i stopniu ‘upadłości moralnej’, kiedy nikomu by nie przyszło do głowy tak samo oceniać facetów? Postawmy sprawę jasno: seks powinien być przyjemnością, a nie podstawą do moralnej oceny. Nie ma co krygować siebie i zamartwiać się „co ludzie powiedzą”, bo problem tak naprawdę leży w tym, że w ogóle ich to interesuje i czują, że można kobiety na tej podstawie oceniać, a nie z nami!

On jest kawalerem, ona starą panną. George Clooney jest mniej więcej co dwa lata obwoływany najprzystojniejszym mężczyzną na świecie i jego status zdeterminowanego kawalera  tylko dodaje mu seksapilu. A Cameron Diaz albo Jennifer Aniston? Tabloidy nie mogą przestać się rozpisywać o tym, kiedy one wreszcie znajdą męża i czy nie wiedzą, że ich najlepsze lata są już za nimi? Jak to jest, ze mężczyźni bez żon mogą mieć  60 lat i być seksowni i pożądani, a kobieta bez męża po 40 to porażka życiowa? Nie ma co się oszukiwać – kawaler brzmi nieporównywalnie lepiej niż stara panna i taka też jest percepcja społeczna. Nikt nie myśli, że część tych kobiet ceni sobie swoją niezależność i karierę – tak jak i mężczyźni, którzy nie chcą wiązać się na stałe. Przecież życiową ambicją i celem kobiety powinien być mąż i dzieci, więc co z tego, że może jest szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego albo wielką gwiazdą Hollywood – jak nie ma męża, to ma problem.